Widuję się z moją własną matką raz w roku-kiedy jedziemy nad morze, ja, ona i
moja córka. Oraz drugi raz-na Boże Narodzenie, gdzie jedziemy tam z całą
rodziną, zabieramy mamę i jedziemy wszyscy w góry, do mojej ciotki, gdzie jest
mnóstwo ludzi, dzieci, prawdziwy mikołaj i są to zawsze naprawdę udane święta.
Moja mama mieszka daleko-300 km od Wawy. Moja mama jest osobą chorą, i z tego
względu też do mnie nie róż przyjeżdża, EX do Wawy jedzie 6,5 godziny, dla
niej ta podróż jest męcząca. tak w skrócie-mamy taki system odwiedzin.
W tym roku nie pojadę na Boże N., Gdyż w okolicach będę rodzić, jestem skazana
na święta z teściową

W tamtym roku moja teściowa stwierdziła, że ona z nami nad morze pojedzie (co
to to nie.....). Więc całe załatwianie, a przede wszystkim termin wyjazdu
zataiłam przed nią. ( nie pomogło tłumaczenie, że to moja mama chce mieć
wnuczkę dla siebie-jak moja mama przyjeżdża-teściowa krytykuje jakieś
upominki, zabiera moją córę nosi na rękach i ucieka od mojej mamy z nią-moja
mama nie może dźwigać. Moja mama ma to w nosie i się śmieje-wie jaka jest
teściowa. Teściówka na początku kwietnia pytała się kiedy
jedziemy-odpowiadałam, że nie wiem.
Niedługo potem zorientowałam się że jestem w ciązy. Zaczęło się gadanie że w
ciązy nie mogę jechać nad morze i żebym zrezygnowała (nie!!!).
W maju spłonęła nam firma, mamy od tego czasu kłopoty finansowe. W związku z
tym to ja chciałam zrezygnować, z racji pieniędzy. Z pomocą przyszedł mój
brat, który zaoferował mi parę zł na wydatki typu lody, itp. Mama w płacz-
chcę zobaczyć wnuczkę. OK, jadę.
Na początku lipca robiłam córce urodziny, na które zaprosiłam kuzynów i
kuzynki męża. Jedna z jego kuzynek pod koniec sierpnia bierze ślub, i przy
okazji prosiła nas na wesele. Powiedziałam, że mnie nie będzie, bo będę nad
morzem. Na jej prośbę sprawdziłam termin powrotu-był on bliski z terminem
ślubu. Te terminy się nie pokrywały, i stwierdziliśmy że w naszym imieniu
pojedzie mój mąż.
2 dni temu odkryłam, że pomyliłam się w dacie naszego powrotu, który pokrywa
się z datą ślubu. Uczciwie o tym powiedziałam i przeprosiłam. Zmienia to stan
rzeczy-mąż nie pojedzie na ślub, bo pojedzie po mnie nad morze i spędzimy tam
jeszcze może 2 dni, zależy to od sytuacji terminów z jego klientami.
I się zaczęło. Kuzyni męża zaczęli pytać i wręcz domagać się żebym skróciła
swoje wczasy, i wróciła wcześniej. Nie zgodziłam się tłumacząc że jest to czas
dla mojej mamy, ona płaci za te wczasy, i mi szkoda poświęcać odpoczynku nad
morzem, dla wesela, na które na dodatek jeszcze muszę jechać pod warszawę.
Dzisiaj dołączyła się teściowa, stwierdzając że nie wypada żeby męża nie
było…Wk…...am się i odpowiedziałam jej, ż w takim razie mogę wracać pociągiem.
Mój mąż od razu powiedział że nie ma dyskusji, on jedzie po mnie. Być może
wygląda to banalnie. Historia ma drugie dno-z mężem odcięliśmy się od jego
rodziny-to ludzie którzy się odwiedzają, plotkują i obgadują się nawzajem.
Spotykamy się okazjonalnie. Ja osobiście nie jestem lubiana w rodzinie męża.
Dociera do mnie czasami co własna teściowa na mnie gada. Olewam to. Skupiamy
się na swoim życiu.
Nie wiem co mam robić? Co Wy byście zrobiły? Skrócić ten wyjazd?
I przy okazji się wygadałam, bo aż mną telepało…