Dodaj do ulubionych

Tak sobie myślę

02.02.05, 10:10
Witajciesmile)

Tak sobie czytam co tu piszecie o tych paskudnych ex żądnych pieniędzy i z
wiecznymi pretensjami, o dzieciach swojego "M" , ktore oczywiście kochane są
(bo to wszak tylko dzieci) ale swoją obecnością psują Wam czasem plany ,
tudzież atmosferę w domu. kiedy Wy chciałybyście pobyć ze swym "M" a tu małe
sie zjawia nie bardzo w porę. Piszecie o braku pieniążków (no którz je teraz
ma?),o za wysokich alimentach kosztem Waszego dziecka.

No i tak się zastanawiam, czy wiąząc się z mężczyzną, któryy ma za sobą i ze
sobą jakiś "bagaż", większy lub mniejszy, nie pomyślałyście, że to wszystko
spadnie również na Was, że to jest nieuniknione. Że Wasi męzowie do końca
życia pozostaną ojcamii tamtych dzieci, że ich obowiązkiem będzie zawsze
dbanie oo te dzieci w najrózniejszy sposób (materialny bądź duchowy).

Jestem samotną mamą, ale żeby powstrzymac niektóre komantarze, nie pobieram
alimentów, ba! nawet nie utrzymuje kontaktów z moim byłym, ani ja ani moja
córeczka. Żyje sobie spokojnie i on, i ja.

Po prostu ciekawi mnie to, bo ja nie wiem czy zdecydowałabym sie na życie z
rozwodnikiem, własnie ze względu na jego przeszłosc. Chciałabym żeby
męzczyzna był TYLKO MÓJ, a rozwodnik czyjś już był, i nie do końca, jak widac
po waszych postach można się od tego odciąć.

Pozdrawiam Iza
--
Mężczyźni rozwijają się do 3 roku życia, potem tylko rosną.
Obserwuj wątek
    • m-m-m Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 10:22
      Tutaj było już dużo wątków o tym, czy ktoś zdawał sobie sprawę z zobowiązań
      ojca wobec dzieci z poprzednich związków.
      Ale to nie zmienia faktu, że każda z nas wybrała tego akurat pana, zapewne
      przeważyły inne czynniki. Kiedyś dzieci dorosną (często od razu na starcie mają
      co najmniej po kilka, kilkanaście lat). Mnie minęło z moim pasierbem
      błyskawicznie tych kilka lat, za dwa lata kończy 18-e, a więc jego ojciec
      będzie już zwolniony z obowiązków opiekuńczych i wychowawczych, a z finansowych
      zaraz po zakończeniu nauki.
      A Ty nie pomyślałaś, że też masz swój "bagaż" i ewentualny facet znajdzie się w
      analogicznej do macochowej (jako ojczym) sytuacji? Też moze Ci powiedzieć, że
      kobieta z dzieckiem go nie interesuje.
      • iizaa Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 10:28
        będzie już zwolniony z obowiązków opiekuńczych i wychowawczych, a z finansowych

        Hmmm, a ja myślałam ,że rodzicem jest się na całe życie a nie tylko do 18-
        nastki.


        > A Ty nie pomyślałaś, że też masz swój "bagaż" i ewentualny facet znajdzie się
        w
        >
        > analogicznej do macochowej (jako ojczym) sytuacji? Też moze Ci powiedzieć, że
        > kobieta z dzieckiem go nie interesuje.


        Alez oczywiście, pomyślałam, dlatego jestem sama i dobrze mi z tym. Bo nie
        zniosłabym gdyby ktoś traktował moje ukochane dziecko jak "dopust Boży".
        • m-m-m Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 12:31
          Rodzicem jest się na całe życie, ale w pewnym momencie dziecko staje się
          dorosłe i już obowiązków opiekuńczo-wychowawczych wynikających z KRiO nie ma.
          Czyli nie bierze się odpowiedzialności za jego zachowanie i indywidualne wybory
          życiowe.
    • nikita333 Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 10:26
      Oczywiście, wiążąc się z rozwodnikiem teoretycznie bierzemy pod uwagę różne
      sytuacje, ale tak naprawdę przekonujemy się, jak sobie z tymi sytuacjami
      radzimy dopiero, kiedy one nastąpią. Jeśli dotąd nie musiałyśmy wychowywać nie
      swoich dzieci, to naprawdę, nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, jak to
      naprawdę będzie, jeśli dojdzie do takiej sytuacji i jak będziemy się w tym
      czuć, poza tym, tak jak w mojej sytuacji, to ex miała opiekować się dzieckiem i
      zawsze była mowa, że dziecko przenigdy z nami nie zamieszka. Oczywiście wiem,
      że przenigdy rzadno się sprawdza... To nie jest takie proste jak sądzisz, ja
      kochałam tak bardzo swojego męża, że gotowa byłam na wszystko, żeby z nim
      być,on zresztą też... wydawało mi się, że nie złamią nas żadne trudności i
      właściwie miałam rację, bo mimo różnych problemów ciągnących się latami nadal
      jesteśmy razem i kochamy się tak samo mocno. A że zdażyło mi się parę sytuacji,
      z którymi trudno mi było sobie poradzić... cóż, każdemu się to zdarza a forum
      to jest też taki wentyl bezpieczeństwa, jak się komuś wygadasz, że brak Ci
      kasy, że masz kłopoty, to Ci czasem lżej. Nawet jak się tych kłopotów
      spodziewałaś, to nie znaczy, że nie możesz się z kimś tym podzielić, to nie
      zbrodnia.
      A ex czasem naprawdę bywają paskudne, tak jak ludzie wogóle czasem bywają.

      I powiem Ci coś jeszcze o tym "bagażu" - mój mąż, po swoich doświadczeniach w
      poprzednim małżeństwie teraz potrafi naprawdę docenić nasz spokojny dom, nasze
      wzajemne przywiązanie i wszystko to, co razem stworzyliśmy. Wiem, jaki był
      kiedyś i jaki jest teraz ze mną i wydaje mi się, że ten bagaż wcale nam nie
      przeszkadza w naszych wzajemnych stosunkach, wręcz przeciwnie.

      pozdrawiam
      • olvi Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 10:43
        Dokladnie, zgadzam sie z Nikita. Mozemy sobie rozne rzeczy zakladac i
        wyobrazac, a potem skrzeczaca rzeczywistosc je weryfikuje.

        Kiedy zwiazalam sie z moim M., wydawalo mi sie, ze wszystko bedzie moze nie
        proste, ale przy odpowiednim podejsciu rozsadkowym i dobrych checiach z obu
        stron (a te byly i sa dalej) wszystko sie ulozy. Zdawalam sobie jak najbardziej
        sprawe, ze dzieci sa i beda, ale to bylo bardziej wlasnie "rozsadkowe" niz
        emocjonalne.

        Potem oczy mi sie otworzyly, pojawily sie niezbyt dla mnie samej mile emocje,
        zazdrosc o czas itp. Zwlaszcza, ze bardzo dlugo nie bylo mozliwosci, bym
        spedzala czas z moim M i jego dziecmi - dzieci mieszkaly w innym kraju i M. do
        nich raz na 2 tygodnie latal, a w w tygodniu pracowal do 20-21. I mysle, ze to
        dobrze, ze milosc daje takie "klapki" na oczach i taka sile, ze robi sie w jej
        imie rzeczy, ktore w innej sytuacji bylyby nie do pomyslenia.

        No w kazdym razie przez te 5 lat, ktore jestesmy razem, przeszlam dosc dluga
        droge, a pewnie jeszcze duzo przede mna. Szkoda, ze na poczatku nie mialam o
        tym z kim pogadac, bo "widzialy galy co braly" moge sobie sama powiedziec.

        Uwazam, ze dzieci z pierwszego zwiazku to nie "dopust Bozy" dla osoby z
        zewnatrz, a przynajmniej nie jest to regula. Ale ta osoba z bagazem nie powinna
        oczekiwac, ze od pierwszej chwili partner/ka bedzie tak samo zachwycona dziecmi
        jak rodzic, ze nie bedzie zazdrosci, ze nie bedzie scysji na tym punkcie.
        Zwlaszcza, jesli partner/ka nie jest sam rodzicem i po prostu perspektywa
        ojca/matki jest mu absolutnie obca. Akceptacji w takiej delikatnej sytuacji
        trzeba sie uczyc i na to potrzeba czasu z mojego punktu widzenia najbardziej
        pomocne byly otwarte rozmowy z wlasnym mezem.
    • capa_negra Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 11:00
      "Chciałabym żeby męzczyzna był TYLKO MÓJ, a rozwodnik czyjś już był, i nie do
      końca, jak widac po waszych postach można się od tego odciąć."

      Optymistka??? czy co??
      Zartujesz, albo jestes bardzo zaborcza smile - no chyba, ze jest jeszcze jakas
      trzecia opcja....
      Nikt nigdy nie będzie "tylko twój" nawet jeśli bys się związała z prawiczkiem i
      w jakims sensie byłby "tylko twój" to tez nie do końca.
      Oznaczało by to jedynie , że nie ma doświadczen seksualnych.
      Biorąc sobie kawalera tez nie był by tylko twój - mało kto nie był wcześniej w
      innych związkach przed zawarciem małżenstwa ..ta go miała i tamta go miała...
      Sama byłam w dwóch długich ponad 7 latnich związkach zanim wyszłam za mąż i
      teoretycznie nikt mnie nie miał..,ale tylko teoretyczniesmile

      Poznając drugą osobe bierzesz ją z jakiegos otoczenia, a nie wyrywasz
      z "czarnej dziury".
      Oczywiście jest róznica pomiędzy wzięciem osoby dotychczas niezamęznej
      bezdzietnej, a wzieciem jej czy jego jesli wcześniej byl juz związek małzenski
      i dzieci.
      Trzeba zdawac sobie sprawe z konsekwencji takiej decyzji i pewnych powiedzmy
      trudności logostyczno - organizacyjnych, które moga zdarzyc sie "po drodze"

      Popatrz na posty dziewczyn w których jak piszesz
      " swoją obecnością psują Wam czasem plany ,
      > tudzież atmosferę w domu. kiedy Wy chciałybyście pobyć ze swym "M" a tu małe
      > sie zjawia nie bardzo w porę. Piszecie o braku pieniążków (no którz je teraz
      > ma?),o za wysokich alimentach kosztem Waszego dziecka."
      - popatrz na te słowa przez perwspektywę "zwykłego związku" a nie macochy

      Czy w "zwyczajnych" małzeństwach nie ma takich problemów ?? ależ są -
      "osobiste" dzieci tez potrafią zepsuc plany, atmosfere w domu i
      niejednokrotnie utrudniaja "pobycie samym" ..i sama piszesz komu nie brakuje
      pieniędzy??

      Chyba sie trochę zamotałam, ale po twoim poście odniosłam wrażenia że facetów z
      odzysku traktujesz jak "drugi gatunek", a kobiety wiążace sie z nimi prawie
      jak "wariatki" smile

      Jestes na takim a nie na innym etapie własnego zycia i teraz masz takie a nie
      inne priorytety i takie, a nie inne zdanie.
      Ale Izo jak mówi stare przysłowie pszczół "tylko krowa zdania nie zmienia" i
      mam nadzieje, że jesli kiedys kogos poznasz to przede wszystkim popatrzysz na
      niego jak na człowieka, a dopiero potem zaczniesz sie zastanawiac czy to nie
      rozwodnik.
      Mam równiez nadzieję, że jeśli kiedys spotkasz miłość to nie zrezygnujesz z
      niej w imię żle pojętego "dobra dziecka"
      Wolałabym, gdy wejde na jakieś forum za 20 lat ...nie przeczytac postu twojej
      córki pt." moja toksyczna matka nie pozwala mi odejść", albo "jak przeciąc
      pępowinę"
      Wierzę , że w twoim zyciu jest miejsce jeszcze dla innej milości oprócz miłości
      do dziecka .
      Pozdrawiam i powodzenia zycze.
      • iizaa Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 11:15
        > Chyba sie trochę zamotałam, ale po twoim poście odniosłam wrażenia że facetów
        z
        >
        > odzysku traktujesz jak "drugi gatunek", a kobiety wiążace sie z nimi prawie
        > jak "wariatki" smile


        Hahahah. Nie, nie traktujee tak, tylo jak któraś tu słusznie
        zauważyła "widziały gały co brały" ii tak tylkoo nie bardzo rozumiem zasadnośc
        niektórych żali i pretensji. Bo przecież z góry wiadomo było ze moze byc ta, a
        nie inaczej.
        > Zartujesz, albo jestes bardzo zaborcza smile - no chyba, ze jest jeszcze jakas
        > trzecia opcja....
        Tak ta trzecia opcja to poprostu swiadomosć,ze żadna inna kobieta mojego
        męża "czepiać " sie nie będzie, bo ona była "pierwsza". Za to Was podziwiam ,
        bo chyba byłabym zazdrosna gdyby moj mąż utzrymywał kontakty z poprzednią
        kobietą swojego życia, nawet jesli to wypływałaby z musu.

        > Mam równiez nadzieję, że jeśli kiedys spotkasz miłość to nie zrezygnujesz z
        > niej w imię żle pojętego "dobra dziecka"

        Zrezygnuje, jeżeli ktos nie bedzie mojego dziecka akceptował, bo w takim
        wypadku nie chciałabym za 200 lat usłyszec:" Wiesz mamo, niczego mii nie
        brakowało , ale nigdy nie czułam sie kochana i akceptowana przez tatę (wujka-
        jakkolwiego nazwac ta osobę)". A jeszcze bardziekj boje sie sytuacji kiedy
        pojawiłoby sie dziecko tzw. Nasze i to Moje mogło by pojśc w odstawkę.

        Ale to temat na inny postsmile)
        • iizaa Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 11:17
          za 20 lattongue_outP Za 200 mnie nie będzie tongue_outP
        • capa_negra Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 11:53
          Za to Was podziwiam ,
          > bo chyba byłabym zazdrosna gdyby moj mąż utzrymywał kontakty z poprzednią
          > kobietą swojego życia, nawet jesli to wypływałaby z musu.


          No to teraz padniesz.
          Mój mąz pracuje ze swoja była zoną - sa wspólnikami, od czasu do czasu
          spotykamy się z nią i jej aktualnym na wódce, mam bardzo dobre kontakty z
          dorosłymi dziećmi męża jak i z rodzina byłej zony ( jej siostrami, które bardzo
          lubia mojego męza, a z jedną z nich chodziłam do szkoły) I NIC SIE NIE DZIEJE.
          Tak jest łatwiej - każdy może do każdego zadzwonic czy wpaśc jesli ma pilna
          potrzebę i nie wzbudza to niezdrowych emocji i sensacji.
          Nie jestem zazdrosna - to ja jestem żoną mojego męża - nie drugą, nie nową ...
          w naszej monogamicznej kulturze zone ma sie tylko jedna - druga i nowa
          występuje u poligamistów smile

          I faktycznie masz racje - nikt nie chciał by usłyszec od własnego dziecka, że
          brakowało mu miłości czy , że ktos był dla niego zły tylko.... czasami jest
          tak, że jeśli cała milośc przelejesz na dziecko to potem niepozwalasz mu odejśc.
          i myślę, że twoje dziecko tez nie chciało by usłyszec od ciebie za 20 lat....
          - ja całe zycie poświęciałm dla ciebie
          - nie związałam sie z nikim, chciałam dla ciebie jak najlepiej
          - dawałam ci wszysto co mogłam
          a ty... a ty chcesz terez odejśc , nie zajmujesz sie mna, a ja jestem taka
          samotna , ty niewdzięcznico.
          Nie sądzisz, że w dniu w którym twoja córka odejdzie z domu poczujesz sie
          strasznie samotna i zaczniesz zyc jej zyciem, albo wpedzac ja w poczucie winy
          ze cię zostawiła???
          Oby nie - cały czas powtarzam że cnota jest umiar i znalezienie złotego srodka
          pomiędzy szczęsciem dziecka a własnym.
          Ale masz racje - to juz inna bajka - pozdrawiam
        • e_r_i_n Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 17:29
          iizaa napisała:

          > Nie, nie traktujee tak, tylo jak któraś tu słusznie zauważyła "widziały gały
          > co brały" ii tak tylkoo nie bardzo rozumiem zasadnośc niektórych żali i
          > pretensji. Bo przecież z góry wiadomo było ze moze byc ta, a nie inaczej.

          A co to znaczy 'widzialy galy co braly'? I co gory wiadomo? Raczje zadna z nas
          wrozka nie jest i wielu, naprawde wielu spraw nie mozna sobie wyobrazic.
          Zarowno wiazac sie z rozwodnikiem, jak i z kawalerem. Bo generalnie kontakty
          miedzyludzkie sa mocno nieprzewidywalne.
          Ale jesli juz tak bardzo podoba Ci sie to stwierdzenie, to mozna je rozszerzyc
          i powiedziec, ze samodzielne nie powinny narzekac, ze sie rozwiodly, ze ojcami
          ich dzieci sa tacy, a nie inni faceci, bo 'widzialy galy co braly...'.

          > Tak ta trzecia opcja to poprostu swiadomosć,ze żadna inna kobieta mojego
          > męża "czepiać " sie nie będzie, bo ona była "pierwsza". Za to Was podziwiam ,
          > bo chyba byłabym zazdrosna gdyby moj mąż utzrymywał kontakty z poprzednią
          > kobietą swojego życia, nawet jesli to wypływałaby z musu.

          No tak... Powiem Ci tak: nawet jesli eks zona mojego meza sie go 'czepia', to
          nie robi tego dlatego, ze 'czuje miete', tylko dlatego, ze maja wspolne
          dziecko. I szczerze mowiac, nie mam pojecia, o co mialabym byc zazdrosna, nawet
          jesli zdarza sie im spotkac. Ba, moj maz jezdzi do jej domu, gdy odwiedza syna.
          Generalnie wiekszosc macoch nie ma z tym problemu. Ty tez pewnie bys sie
          przywyczaila smile
          I ja zawsze mowie - jakby moj maz chcial byc z eks zona, to by byl. Skoro sie z
          nia rozstal, to jednak nie byla to kobieta jego zycia.
        • onionka Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 12:24
          kretynka
          • lubstej Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 12:31
            no dobra, podpisalas sie

            ale co chcialas powiedziec ???
    • iizaa Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 11:01
      > Iizo - nie obraź sięsmile - ile ty masz lat? bo chyba w ogóle w rozważaniach
      > pomijasz prosty fakt, że po 30-tce KAŻDY ma juz jakąś przeszłość za sobą,
      > pragnienie żeby facet był "tylko mój" jest mocno infantylne ale mija z
      > wiekiem... Kiedy masz 26 lat możesz liczyć na nowe życie z kawalerem bez
      > zobowiązań, kiedy masz 34 lata, szanse na trafienie faceta bez przeszłości są
      > praktycznie bliskie zeru.

      Nie, nie obrażam sie, bo ja jeszce 30 stki nie mamsmile) Ale niewiele mi do niej
      brakujesmile))) I wiem,że każdy ma jakąs przeszłośc. Ale mi tu konkretnie o byłą
      żonę chodziło.

      > Natomiast trzeba pamiętać, że nie tylko my bierzemy na siebie "bagaż" - facet
      > też - tym bardziej wiążąc się z samotną mamą bierze na siebie cudzą
      przeszłość.
      >
      > I nie każdy będzie miał na to chęć.


      Tak, oczywiście . To idzie w dwie strony. A skoro "checi mu brak" too sie nie
      wiąze. W końcu nikt nikogo do niczego nie zmusismile
    • nareene Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 11:02
      Przecież każdy ma jakiś "bagaż". Każdy tkwi pośród zależności rodzinnych,
      zawodowych itd. Każdy też ma jakąś przeszłość, która zbudowała jego
      charakter... Wszystko zależy od tego jak sobie z tym poradzimy. W związkach
      naprawdę zdarzają się dużo gorsze rzeczy niż te związane z posiadaniem przez
      partnera dzieci i byłej żony.
      Rozwodnik był już "czyjś"? Owszem. Ale kawalerowie też bywają w poważnych,
      wieloletnich związkach i też najczęściej byli już "czyiś". Zresztą nie ma co
      generalizować - każdy przypadek jest przecież inny, nawet gdy schemat jest
      podobny.
      • leat Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 11:25
        Często jest tak że ten facet który nam za serce zalezie to ktoś z przeszłością
        i co wtedy? Odtrącić i dalej szukać tego "kawalera", kierować się nie sercem a
        rozumem, brać prawiczka bo wtedy jest "tylko mój" - Paniusiu jeszcze jesteś
        bardzo młoda i dlatego kocopoły piszesz. Jesteś sama z dzieckiem bo co? kawaler
        się nie sprawdził? Ciekawe czy jak dzieciak pójdzie do szkoły zacznie mieć
        własne życie też będziesz twierdzic że dobrze Ci samej - dzieciak dorośnie i
        bedzie miał uwiązane ręce słysząc od zgorzkniałej mamuśki "poświęciłam ci całe
        życie". Dziewczyno żyj własnym życiem a nie dla dziecka, zadowolona mama to
        najlepsze dla dziecka. A czasem obcy bardziej pokocha niż biologiczny - nie
        ważne kto spłodził ważne kto wychował
        • iizaa Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 11:32
          Dziewczyno żyj własnym życiem a nie dla dziecka, zadowolona mama to
          > najlepsze dla dziecka.

          Jestem zadowolona, moja dziecko też. Dziękuje z troskęsmile)Ale nie moja stuacja
          osobista jest przedmoitem rozważan.
          Ja tylko pytam czym się niektóre panie kierują, jakie mają wtedy mysli, bo nie
          wiem czy i ja sie kiedys w takiej stytuacji nie znajde.

          A co do ojców, to masz racje. Ale wczesniej była mowa o nieakceptacji, bo jesli
          pokocha to chwała mu za tosmile)

          Ps. "Paniusiu" - wystarczy Izasmile)
          • naturella Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 12:10
            Wiesz, Iza, może to zbyt dosadne przykłady i może nie powinno się do jednego
            worka wszystkich wrzucać - ale jak myślisz, czym się kierują kobiety wiążąc się
            z osobami niepełnosprawnymi, o innym kolorze skóry, innego wyznania, czy też
            np. chorymi? Kierują się poczuciem, że to TA osoba, wiedząc, że ich związek
            będzie trudny, ale decydując się na niego - bo uczucie jest silniejsze. I co?
            Też zabroniłabyś żonie, której mąż jeździ na wózku popłakać czasami z powodu
            problemów??? I też byś napisała "widziały gały, co brały"? Widziały - i wzięły.
            Ale to nie znaczy, że nie chcą czasem ponarzekać, pożalić się, czy wywalić z
            siebie złość.

            Nie rozumiem takich wątków... zupełnie, jakby autorki chciały nam udowodnić
            jakieś wybrakowanie, które skłoniło nas do wzięcia gorszego "towaru". To
            straszne spłycanie, świadczące chyba o niedojrzałości i wyidealizowanym
            podejściu do życia....

            P.S. Nie zamieniłabym mojego męża na nawet "najświeższego" i bezproblemowego
            chłopaczka - bo kocham mojego męża właśnie za to, że przy nim stałam się osobą
            dorosłąsmile
            • e_r_i_n Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 17:32
              naturella napisała:

              > Nie rozumiem takich wątków... zupełnie, jakby autorki chciały nam udowodnić
              > jakieś wybrakowanie, które skłoniło nas do wzięcia gorszego "towaru". To
              > straszne spłycanie, świadczące chyba o niedojrzałości i wyidealizowanym
              > podejściu do życia....

              Nat, nie pamietasz, mi kiedys ktos napisal, ze chyba jestem wybrakowana, skoro
              tylko rozwodnik sie mna zainteresowal smile Ciekawe, czy przeklada sie tez to na
              druga strone - ze Ci wszyscy kawalerowie zwiazani z samodzielnymi to tez
              jakies 'wybrakowane' egzemplarze smile
          • m-m-m Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 12:43
            Ale wczesniej była mowa o nieakceptacji, bo jesli
            pokocha to chwała mu za tosmile)

            Mylisz akceptacje z miłością. Ja mojego pasierba akceptuję, ale go nie kocham.
            Akceptuję, czyli jestem mu życzliwa i chcę, by miał udane w przyszłości życie.
            Nie jest mi wszystko jedno jakie ma oceny w szkole i jakie są układy między nim
            i jego ojcem (tym bardziej, że widuję dzień w dzień - pod jednym dachem).
          • e_r_i_n Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 17:33
            iizaa napisała:

            > Ja tylko pytam czym się niektóre panie kierują, jakie mają wtedy mysli, bo
            > nie wiem czy i ja sie kiedys w takiej stytuacji nie znajde.

            Czym sie kieruja? Zapewne sercem, bo to ono w uczuciach najwazniejsze.
    • balladynka Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 12:11
      Nie czytalam wszystkich postow wiec powiem od siebie.

      Wydaje mi sie, ze nikt z nas nie powinien sie wypowiadac jak by postapil w
      danej sytuacji, jesli sie w niej nie znalazl. I dziala to w obie strony.
      Dlatego zarowno osoby, ktore uwazaja, ze by sobie z sytuacja macochy/drugiej
      zony nie poradzily moga sie zdziwic, ze wlasciwie przychodzi im to zupelnie
      latwo jak juz przyjdzie co do czego. Rowniez osoby, ktore, choc nie zostaly
      postawione w takiej sytuacji, uwazaja, ze z samej racji tego, ze to sa dzieci
      to beda je kochac nie powinny wypowiadac sie zbyt pochopnie bo nie znaja dnia
      ani godzinysmile Odpowiadajac na post: nie, ja sobie zupelnie nie zdawalam sprawy
      jak bedzie wygladal taki zwiazek. Moglam sie pewnych rzeczy domyslac ale
      wszystko powolutku, ze tak powiem, wychodzilo dopiero w praniusmile) Zawsze chyba
      jest roznica miedzy naszymi wyobrazeniami a rzeczywistoscia, ktora nastaje.

      Takie teoretyzowanie przypomina mi gdybanie jak by sie ktos zachowal w sytuacji
      wojny. Czy bylby bohaterem czy kolaborantem (i nie wartosciuje tu w żaden
      sposób żadnej strony ani nie porownuje macoszek do tych drugichsmile. Po prostu,
      wszystkim nam sie wydaje, ze my to akurat bylybysmy te bohaterki. Tylko, ze
      zycie weryfikuje wszystko i czasem sami siebie potrafimy zadziwic - pozytywnie
      badz negatywnie. Wiec komentarze pochodzace od niemacoszek nt tego, jakie to my
      jestesmy okropne i one, gdyby kiedys to by tak i siak ......... mnie po prostu
      smiesza.
      • yokono Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 14:01
        jest dokladnie tak jak pisze balladynka. nigdy nie mow nigdy.patrz zalaczony
        obrazek czyli moja wlasna sytuacja. poznalam obecnego meza w wieku 29 lat via
        internet. po 3 mcach znajomosci "zaliczylismy wpadke"smiletylko prosze tego nie
        oceniac , biorac pod uwage moj wiek itp , ja sama sie dziwie jak to bylo
        mozliwe smile. znajomosc byla przeze mnie traktowana jako dosc przelotna, owszem
        wiedzialam o rozwodzie o dziecku, nie bylam przyczyna rozwodu , dziecka nie
        mialam najmniejszego zamiaru poznawac.do macochowania mialam stosunek
        zdecydowanie na nie,pt przechodzony towar, resztki z panskiego stolu
        az tu nagle bach ciaza, jego radosc , decyzja o slubie-zdecydowalam sie na to
        chyba pod wplywem hormonow
        to bylo 3 lata temu. i powiem wam iz to ze jestem naprawde z siebie dumna , ze
        jestem dobra macocha.to 2 rzecz ktora udala mi sie w zyciu (nr 1 to moj
        syneczek)nie bede sie juz rozpisywac, ale dzieki temu z podstarzalej nastolatki
        stalam sie innym czlowiekiem, kurcze , chyba dobrym smilei niczego nie zaluje
        co nie znaczy ze na macochowanie zdecydowalabym sie swiadomie, bo to wcale
        proste nie jest
        pozdrowka
        yoko
        • megibe Jak bym czytała o sobie ;-) 03.02.05, 13:19
          Witam,
          Zawsze moim ulubionym "mottem", było powiedzenie że kij ma zawsze dwa końce, a
          odkąd związałam się z moim M. jest jeszcze jedno - nie mądrz się na temat
          sytuacji, których nigdy sama nie przeżyłaś. Na początku naszego związku byłam
          przekonana, że wiem co robię i co mnie czeka, ale to było tylko złudzenie.
          Moja historyjka jest bardzo podobna do opisanej przez yokono (nawet czasowo,
          ciekawe ile ma twój synek, bo mój ma 2 latka i 3m-ce wink. Przez te 3 lata
          wydarzyło się w naszym życiu tyle co niektórzy ludzie nie przeżyją przez całe
          swoje życie, i były chwile zwątpienia i załamania, i duma i zdziwienie, że tyle
          można znieść. Teraz wiem jedno, że nigdy nie da się przewidzieć jak będzie
          wyglądał związek dwojga ludzi, czy mają oni "bagaż" czy nie. Nie jest
          uzależnione, czy mąż ma dzieci czy ex (choć napewno nie ułatwia sprawy), ale
          jakim jest człowiekiem, ojcem i czy Cię kocha i czy ty go kochasz.
          Pozdrawiam
          M.

          P.S. Można powiedzieć, że jestem tu nowa, bo nic nie pisze, za to bardzooo dużo
          czytam, i cieszę się, że jest takie forum, bo barodzo mi pomogłyście w chwilach
          zwątpienia.
          • yokono Re: Jak bym czytała o sobie ;-) 03.02.05, 13:38
            moj ma 2 lata i 5 mcy smile)))))))))))
            pozdrawiam serdecznie yoko
        • nareene Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 17:36
          Strasznie mi sie podoba określenie "podstarzała nastolatka" big_grin Jak ulał pasuje
          do mnie w tej chwili wink
    • m-m-m Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 13:01
      Że Wasi męzowie do końca
      życia pozostaną ojcamii tamtych dzieci, że ich obowiązkiem będzie zawsze
      dbanie oo te dzieci w najrózniejszy sposób (materialny bądź duchowy).


      Bez przesady. Rodzic ma obowiązek do 18-ego roku życia (+ alimenty do
      zakończenia edukacji), a potem to juz tylko jego dobra wola. Też ma prawo do
      własnego życia i nie musi do końca życia utrzymywać materialnie dzieci, ma
      prawo wszystkie pieniądze wydać na co chce i nie musi się tłumaczyć z tego
      nikomu. Jak zechce to może dzieciom zostawić w spadku same długi - jego wola,
      tak jak wola dzieci , czy taki spadek przyjmą, czy odrzucą.
    • lilith76 Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 15:38
      Że Wasi męzowie do końca
      > życia pozostaną ojcamii tamtych dzieci, że ich obowiązkiem będzie zawsze
      > dbanie oo te dzieci w najrózniejszy sposób (materialny bądź duchowy).

      kiedyś powtarzałam gorzko, że o tym jakim mężczyzna będzie ojcem można się
      zorientować post factum, ale wtedy czasem nie ma odwrotu. facet bez bagażu na
      wieść o przyszłym ojcostwie może się zdematerializować albo polec w tej
      konkurencji w jej trakcie. macoszki za to widzą jakich ojców wybrały i jakim
      ojcem będzie M dla ich wspólnego dziecka. słaby to plus, ale dla mnie bardzo
      ważny. wiem, że (brawo dla twojej sygnaturki) mój M to niekiedy duży dzieciak,
      ale ojcem jest opiekuńczymi i odpowiedzialnym, czy mu się to podoba czy nie.

      co do problemu ogólnego - uwierz mi na samym początku, kiedy jest się
      zaślepionym miłością wszystko wydaje się proste. potem dopiero, w procesie
      realziacji pojawiają się problemy, emocje. chodzi ot o aby dać sobie z nimi
      radę, pewne rzeczy w sobie zaakceptować, a nie spychać do środka.
      ja np. nie wyobrażałam sobie, że dwójka przedszkolaków może robić tyle hałasu,
      bałaganu i być tak absorbująca (albo cisza, bajki na video, czas dla mnie, co
      jest niepedagogiczne, albo chaos, zabawa i żegnaj ciekawa książko). co drugi
      weekend stawiam temu czoła i co drugi weekend ogarnia mnie pokusa aby się
      spakować i ulotnić na dwa dni smile
      • gosza26 Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 16:51
        Takie swtwierdzenia, że związek faceta z przeszłościa w postaci dzieci i eks,
        przynosi kłopoty, niesie ze sobą dużo racji, np. wtedy gdy on ma swoją
        przeszłość nierozliczoną.

        Własciwie wszystkie dziewczyny, które się wypowiedziły ujęły to bardzo
        dokładnie, więc powtarzać się nie będę.

        Dodam tylko coś ze swojego podwórka, bo poruszony temat kawalerów-i ich
        kontynuacja to dla mnie woda na młyn.A to za sprawą moich dwóch przyjaciółek.
        Obie poznały facetów bez tzw. przeszłości, i ogólnie w dobrym staniesmile))Mnie
        nie dawało tylko spokoju jak to się stało, że obaj mieli po 30 lat, mieszkali z
        rodzicami(wiadomo różne bywaja sytuację, ale Ci byli dosyć niezależni
        finansowo) a ich poprzednie związki(oczywiscie niemałżeńskie) ,,owiane,, były
        tajemnicą. Żadna z dziewczyn nie wnikała w to, co się działo w ich
        wcześniejszych latach. W końcu przecież mieli czyste papiery....Były śluby i
        bez zbędnych szczegółów...dzisiaj pierwsza odeszła od szanownego małżonka(który
        nie zdradził, nie pił, i nie bił), a drugą mąż ,,uświadomił,, że jako mężatce
        nie wypada wracać do domu po 20 , a każda jej decyzja musi być przyjęta przez
        męza(ot choćby ta iż on nie wyraża zgody na jej wyjazd do przyjaciółki, tej
        która odeszła od męża).

        Trochę się rozpisałam, ale cokolwiek by nie powiedzieć o rozwodnikach,
        kawalerowie też są WIELKĄ NIEWIADOMĄ.

        p.s przepraszam za sarkazm ale jak ktoś szuka łatwych odpowiedzi to zawsze
        budzą się we mnie demony....
        • jayin Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 09:34
          > Trochę się rozpisałam, ale cokolwiek by nie powiedzieć o rozwodnikach,
          > kawalerowie też są WIELKĄ NIEWIADOMĄ.

          nooo właśnie... A taki model "Rozwodnik v. 1.0" to przynajmniej widać w jakim jest stanie "po użyciu w celu małżeńskim" i jak przeszedł crash test smile)

          pozdr.

          J.
    • e_r_i_n Re: Tak sobie myślę 02.02.05, 17:22
      iizaa napisała:

      > No i tak się zastanawiam, czy wiąząc się z mężczyzną, któryy ma za sobą i ze
      > sobą jakiś "bagaż", większy lub mniejszy, nie pomyślałyście, że to wszystko
      > spadnie również na Was, że to jest nieuniknione. Że Wasi męzowie do końca
      > życia pozostaną ojcamii tamtych dzieci, że ich obowiązkiem będzie zawsze
      > dbanie oo te dzieci w najrózniejszy sposób (materialny bądź duchowy).

      Oczywiśćie, że wiedziałyśmy, co nie znaczy, że:
      1. na wszystko i nie na kazda forme 'dbania', na przyklad taka, jakiej oczekuje
      eks zona, się musimy godzić;
      2. czasami moze nam to ciazyc

      Ja wiem, ze moj maz musi placic alimenty, co nie znaczy, ze bez problemy
      przeszlabym do porzadku dziennego nad faktem, ze musi placic tych alimentow 5
      tysiecy na przyklad.
      Poza tym - to co napisala naturella - nawet po najbardziej odpowiedzialnej
      decyzji zdarza sie ludziom ponarzekac.

      > Po prostu ciekawi mnie to, bo ja nie wiem czy zdecydowałabym sie na życie z
      > rozwodnikiem, własnie ze względu na jego przeszłosc. Chciałabym żeby
      > męzczyzna był TYLKO MÓJ, a rozwodnik czyjś już był, i nie do końca, jak widac
      > po waszych postach można się od tego odciąć.

      Jesli kochalabys kogos baardzo, bardzo i czulabys, ze to jest 'ten' facet, to
      fakt, ze jest on rozwodnikiem nie mialby najmniejszego znaczenia. Chyba, ze w
      wyborze faceta kierujesz sie rozsadkiem tylko i wylacznie, nie sercem.
      A co do tego, czyj jest facet - nawet jesli nie jest rozwodnikiem, to nie
      jest 'tylko moj'. Jest swoich rodzicow, przyjaciol, bliskich. A jedyna kobieta
      w jego zyciu jest ta, z ktora jest.

      > --
      > Mężczyźni rozwijają się do 3 roku życia, potem tylko rosną.
    • agamagda Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 14:43
      Podobnie jak Iizaa częśto mam również razi mnie brak konsekwencji Next.
      Szczególnie że większość dziewczyn piszących na tym forum ma około 30-stki więc
      nie są to osoby, które nie mają żadnego życiowego doświadczenia, nie wiedzą czy
      nie mogą przewidzieć minusów życia ż facetem z przeszłością. Zresztą znając
      życie zawsze albo rodzice albo usłużne koleżanki lub fora uświadamiają
      kandydatki na Next jak to jest być tą następną.
      Dziwią mnie również teksty o ex żądnych pieniędzy , które, gdy tylko się
      człowiek nieco wczyta w historie, okazują się zwykłą chęcią zaoszczędzenia czy
      po prostu złością, że trzeba płacić za "cudze" zobowiązania sumy które w domu
      by się przydały.
      Albo te wątki o "przeszkadzaniu" w sielance dzieci z pierwszego związku -lub te
      o tym jak M za dużo czasu im poświęca.
      Dziewczyny nie chcą przyjąć do wiadomości pewnych faktów, nie dlatego że są
      wiedzą czy są zaślepione miłością przez duże M ale dlatego ze te fakty są
      niewygodne lub niemiłe dla ich Ego lub ich finansów
      • marcepanna agamagda, klaskam ci glosno 03.02.05, 14:55
        nic dodac nic ujac
      • marcepanna Re: Tak sobie myślę ze sa jeszcze DWA typy next 03.02.05, 15:00
        jeszcze jest typ next jak konkubinka i bei- z placzem i spuszczona glowa wloka
        sie za swoim wybrankiem chocby nie wiem co a sorry w imie milosci
        no i typ jak femalespirit i m-m-m: ostre zasady gry i zelazna konsekwencja
        czyli kasa musi sie zgadzac
        • m-m-m Re: Tak sobie myślę ze sa jeszcze DWA typy next 03.02.05, 15:09
          no i typ jak femalespirit i m-m-m: ostre zasady gry i zelazna konsekwencja
          czyli kasa musi sie zgadzac


          Czyli niekonsekwentna źle, konsekwentna też źle.
          Przepraszam uprzejmie, a co Cię obchodzi moja kasa?
          To moje pieniądze, to moi rodzice pracowali abym je miała. Do kasy M. nic nie
          mam, ale pasierb ma i matkę i ojca więc z jakiej racji miałabym jeszcze ja mieć
          w obowiązkach utrzymywać pasierba?
          • capa_negra no tak - a mnie znów pominieto.... 03.02.05, 15:19
            A ja tez next - z tym, że do 40 jak 30 mi bliżej, ani sie nieszczesliwa za M
            nie wleke, ani ostrych zasad, ani kasy .... nie daj boże żelaznego trzymania,
            czasami duża wódka z była, albo ich dziećmi.
            Normalnie mutant popromienny ze mnie
            • ashan Re: no tak - a mnie znów pominieto.... 03.02.05, 18:23
              No widzisz Capa_negra, mnie też jakoś nie sklasyfikowano smile co tam,
              przynajmniej jestem w dobrym towarzystwie smile
              pozdrawiam
              a.
              • capa_negra Re: no tak - a mnie znów pominieto.... 04.02.05, 10:09
                Jest gorzej niz myslałam smile))
                Oprócz kolejnej "pominietej" nikt nie zareagował smile
                No tak, ale jak powiada stare przysłowie pszczół smile))) lepiej miec dobre jak
                liczne towarzystwo wink))
                • ashan Re: no tak - a mnie znów pominieto.... 04.02.05, 10:53
                  nie tylko nas pominięto - a gdzie lideczka, jayin, mkatarynka, mamaadama?
                  capa, wiesz, jak jest: jeżeli fakty się nie zgadzają, tym gorzej dla faktów wink
                  nas po prostu NIE MA smile
                  pyk!!! i znikam big_grinDDD
                  a.
        • jayin Re: Tak sobie myślę ze sa jeszcze DWA typy next 03.02.05, 15:27
          marcepanna napisała:

          > jeszcze jest typ next jak konkubinka i bei- z placzem i spuszczona glowa wloka
          > sie za swoim wybrankiem chocby nie wiem co a sorry w imie milosci
          > no i typ jak femalespirit i m-m-m: ostre zasady gry i zelazna konsekwencja
          > czyli kasa musi sie zgadzac

          Marcepanno, a ty jakim byś była typem?smile

          J.
          • e_r_i_n Re: Tak sobie myślę ze sa jeszcze DWA typy next 03.02.05, 15:30
            jayin napisała:

            > Marcepanno, a ty jakim byś była typem?smile

            Hehe, biorac pod uwage rady, jakie daje dziewczynom na 'samodzielnej mamie',
            pewnie typem u nas nie spotykanym - za kazdy zamach na wspolna kase - zatluc smile
          • marcepanna jayin 03.02.05, 15:47
            to zalezy z jakim facetem jak sie okazuje bo jak Burza napisala kiedy ma sie
            wiecej niz 30 lat to nie ma juz facetow bez bagazu
            raz bylam jak konkubinka i bei (bo kochalam tego faceta) a ostatnio trudno
            powiedziec bo to trwalo 2 mce zaledwie
            w ubiegly czwartek poznalam rozwodnika bez dzieci ale deklaruje sie ze chce
            miec wiec bede miec okazje byc jak female i m-m-m bez glupich dywagacji czy
            czasem nie jestem be?

            ale akurat wychowywalam sie w rodzinie jak wasze, bylam corka ojca z drugiego
            malzenstwa (zapewne tak samo miala agamagda) a moja matka chronicznie nie
            znosila pasierba czyli mojego brata, szkoda
      • mikawi Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 15:02
        no i co w związku z tym? jesli cie razi to, co tu piszą dziewczyny - nie czytaj
        po prostu. Mnie razi, że nie mogę sobie choćby i ponarzekać - na forum
        założonym specjalnie dla drugich żon/partnerek faceta, który ma za sobą
        małżeństwo i dziecko/dzieci, bo zaraz kogoś to razi. To jest forum dla nas i
        mamy tu prawo sobie pogadać o tym, o czym chcemy - co nas uwiera, co nam
        przeszkadza, z czym mamy problem i o tym co jest "niewygodne lub niemiłe dla
        naszego Ego lub naszych finansów". I niech tak zostanie ok?
        • jayin Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 15:24
          mikawi napisała:

          > no i co w związku z tym? jesli cie razi to, co tu piszą dziewczyny - nie czytaj po prostu. Mnie razi, że nie mogę sobie choćby i ponarzekać - na forum
          > założonym specjalnie dla drugich żon/partnerek faceta, który ma za sobą
          > małżeństwo i dziecko/dzieci, bo zaraz kogoś to razi.

          Si, senora wink Dobrze pisze, dać jej wódki. Zgadzam się - w temacie czytania na forum.
          Dla "po-rażonych" proponuję zakładanie uokularów z przyciemnianymi szybkami. Tylko trzeba uważać, by przez przypadek nie zachuchać ich z emocji, bo wtedy się obraz jakoś, no, zniekształca.

          (a tak BTW - czy istnieje typ Next: "Next Olewająca" - czyli taka, co to jej nie obchodzi i nie rusza ani Ex ani alimenty?smile

          pozdr.

          J.
      • m-m-m Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 15:03
        ex żądnych pieniędzy , które, gdy tylko się
        > człowiek nieco wczyta w historie, okazują się zwykłą chęcią zaoszczędzenia
        czy
        > po prostu złością, że trzeba płacić za "cudze" zobowiązania sumy które w domu
        > by się przydały.



        To samo mogę powiedzieć o ex mojego M, ktora też traktuje alimenty , ktore musi
        płacić na pasierba jako "karę" dla siebie, a nie uzasadnione potrzeby
        nastolatka.



        albo usłużne koleżanki lub fora uświadamiają
        > kandydatki na Next jak to jest być tą następną.

        Podpowiedzą, ale konkrenej, akurat tej sytuacji nie da się przeiwdzieć. Można
        mówioć ogólnie: że jeśli są dzieci to trzeba płacić alimenty, ale ja z kolei
        widzę, że wiele macoch nie kwestionuje wysokości tych alimntów, a jeśli w ogóle
        to tylko te, które (jak dla naszej ex) mają być ową karą dla wstrętnego M.,
        który sobie taką (tu wstaw dowolny epitet) babę wziął, i co gorsza jest z nią
        szczęśliwy, i co gorsza jeszcze śmie mieć dzieci z nią, które są na równi z
        dziećmi z pierwszego związku.
      • balladynka Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 15:12
        Oj, i znowu będzie awantura!smile
        • lubstej Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 15:16
          a ja mysle ze zamyslem autorki watku byla awantura
          niestety, dziewczyny skupily sie na II czesci postu wiec bylo rzeczowo i
          kulturalnie

          do czasu kiedy zlecialy sie sepy....
          • iizaa Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 18:32
            lubstej napisała:

            > a ja mysle ze zamyslem autorki watku byla awantura


            Nie chcę Cię obrazić, ale chyba nie myślisz. Bo w zamyśle autorkii absolutnie
            nie było awantury tylko zwykła ciekawość i chęc poznania tematu z "drugiej
            strony". Za niektóre wypowiedzi bardzo konstruktywne ii rzeczowe dziękuję. Za
            resztę niezdrowych sensacji zwiazanych z tematem nie odpowiadam.
            • lubstej Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 19:10

              "Nie chcę Cię obrazić, ale chyba nie myślisz"


              czy ja pisalam u ciebie test na inteligencje?
              nie wydaje mi sie, wiec daruj sobie osobiste wycieczki
        • gosza26 Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 15:25
          Może i bedzie awantura bo każdy pewnie będzie bronił swojegosmile i żadnych
          wspólnych wniosków nie będzie.

          Mnie jednak nie daje spokoju jedna rzecz. Jacy ludzie potrafią być ograniczeni
          to szok!!Musi wszystko byc zaszufladkowane, każdy musi mieć jakąś etykietke. Ja
          to nawet rozumiem(raz że sama tak robiłam; dwa,że tak jest poprostu
          bezpieczniej).
          Problem pojawia się wtedy jak trudno coś właśnie jest zaszuflatkować, wtedy
          przemilcza się cosik takiego no bo niby jak to ugryźć.W końcu to nie pasuje do
          teorii jedynie słusznej.

          Poza tym jak to już któraś dziewczyna napisała forum było, jest i będzie od
          tego,żeby można było sobie m.in. ponarzekać, na pogodę, na pracę, na męża, na
          dzieci i Te swoje i Te wspólne. Bo w końcu MACOCHA TO TEŻ CZŁOWIEK smile))))

          pozdrawiam Wszyskich bez względu na ideologię
          • m-m-m Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 17:34
            MACOCHA TO TEŻ CZŁOWIEK smile))


            Nie człowiek, a kobietasmile)))))))))))) Jak to kiedyś orzekł pewien pan
            wykładowca uzasadniając potrzebę nieustannego mówienia u kobiet.
      • e_r_i_n Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 15:18
        agamagda napisała:

        > Dziewczyny nie chcą przyjąć do wiadomości pewnych faktów, nie dlatego że są
        > wiedzą czy są zaślepione miłością przez duże M ale dlatego ze te fakty są
        > niewygodne lub niemiłe dla ich Ego lub ich finansów

        Przyjęcie do wiadomości a bezwarunkowa zgoda na sytuacje, które nie są normalne
        to dwie rózne sprawy.
    • agamagda Do mikawi 03.02.05, 15:49
      Chwila, to że mnie razi to właśnie DAJE MI PRAWO wypowiadania się gdyż żyjemy w
      wolnym kraju, a nie prawo do ZAMKNIĘCIA SIĘ. Nawet jeśli forum jest założone
      przez Macochy nie znaczy ze mają tu prawo wypowiadać się tylko one. A jeśli
      taki jest zamysł twórcy tego forum to trzeba zamknąć dostęp do niego.
      Poza tym dyskusja pozwala na jakieś konstruktywne wnioski, powtarzanie sobie że
      jest się biedną ofiarą strasznej Ex żony, przy jednoczesnym zachowaniu,
      wywałującym te STRASZNE reakcje, też daje do myślenia. Ktoś z boku może Ci to
      pokazać.
      Czasami zimny prysznic daje możliwość skorygowania swojej postawy.
      • lubstej Re: Do mikawi 03.02.05, 15:56
        cy mozesz przypomniec konstruktywne wnioski i rady jakie zamiescilas w tym
        watku?
        bo twoje wypowiedzi wg mnie sprowadzily sie do slynnego "widzialy galy co
        braly" i nalezy siedziec cicho.

        ot, taka nie kumata jestem wink
        • agamagda Re: Do mikawi 03.02.05, 16:02
          Wiesz, ponieważ taka nie kumata jesteś to powiem Ci że pewne prawdy typu Ziemia
          jest okrągła i wiedziały gały co brały , mogą być prawdziwe wink))
          • lubstej Re: Do mikawi 03.02.05, 16:04
            rzeczywiscie konstruktywne i hm odkrywcze
            dziekuje smile
          • e_r_i_n Re: Do mikawi 03.02.05, 16:23
            agamagda napisała:

            > wiedziały gały co brały

            Sytuacja: facet rozwiedziony od x lat, z eks zona kontakty 'obojetne' - bez
            entuzjazmu, ale i bez spiec. Facet bierze slub, nie daj Boze rodzi mu sie
            drugie dziecko i eks zaczyna 'szalec'. Widzialy galy co braly???
      • mikawi Re: Do mikawi 03.02.05, 16:07
        wszystko jasne - proszę o zimny prysznic w KONKRETNYM watku dotyczacym
        KONKRETNEGO problemu. Natomiast zakładanie wątku taki jak ten i jemu podobne
        ktorych troche juz tu było jest - moim zdaniem - zupełnie bezcelowe i służy
        kolejnej pyskówce. Co chcesz udowodnić? że macocha skoro juz wyszła za
        rozwodnika powinna siedzieć cicho bo miała świadomość że łatwo nie będzie?
        pomijając juz, że wcale tej świadomości mogła nie mieć, nawet jeśli - to co,
        nie mamy prawa sobie ponarzekać? bo dla niektórych będzie to solą w oku?
        owszem, żyjemy w wolnym kraju i każdy może napisać swoje zdanie - ten przywilej
        obowiązuje RÓWNIEŻ macochy.
        • e_r_i_n Re: Do mikawi 03.02.05, 16:22
          Dokładnie tak. Kolejna sprawa to nie zakaz wypowiadania się osob innych niz
          macochy, a prosba o konkretne wypowiedzi, nie gadanie dla gadania, tylko po to,
          zeby dogryzc czy tez napisac, ze to nasze wymysly, nie prawdziwe problemy.
        • agamagda Re: Do mikawi 03.02.05, 16:22
          Wiesz co innego sobie ponarzekać i traktować forum jako wentyl bezpieczeństwa,
          a co innego twierdzić że
          "Że Wasi męzowie do końca
          życia pozostaną ojcamii tamtych dzieci, że ich obowiązkiem będzie zawsze
          dbanie oo te dzieci w najrózniejszy sposób (materialny bądź duchowy).


          Bez przesady. Rodzic ma obowiązek do 18-ego roku życia (+ alimenty do
          zakończenia edukacji), a potem to juz tylko jego dobra wola. Też ma prawo do
          własnego życia i nie musi do końca życia utrzymywać materialnie dzieci, ma
          prawo wszystkie pieniądze wydać na co chce i nie musi się tłumaczyć z tego
          nikomu. Jak zechce to może dzieciom zostawić w spadku same długi - jego wola,
          tak jak wola dzieci , czy taki spadek przyjmą, czy odrzucą."

          Sorry, ale to właśnie takie stwierdzenia wymagają zimnego prysznica.


          • e_r_i_n Re: Do mikawi 03.02.05, 16:25
            agamagda napisała:

            > Bez przesady. Rodzic ma obowiązek do 18-ego roku życia (+ alimenty do
            > zakończenia edukacji), a potem to juz tylko jego dobra wola. Też ma prawo do
            > własnego życia i nie musi do końca życia utrzymywać materialnie dzieci, ma
            > prawo wszystkie pieniądze wydać na co chce i nie musi się tłumaczyć z tego
            > nikomu. Jak zechce to może dzieciom zostawić w spadku same długi - jego wola,
            > tak jak wola dzieci , czy taki spadek przyjmą, czy odrzucą."
            >
            > Sorry, ale to właśnie takie stwierdzenia wymagają zimnego prysznica.

            DLACZEGO?? To samo dotyczy pelnych rodzin. No moze ja bym rozszerzyla to nie do
            18 roku zycia, a do konca studiow (sensownie wybranych, nie zmienianych co
            chwila, dla zabawy). Potem to juz jest TYLKO I WYLACZNIE dobra wola rodzicow,
            czy i jak pomagac dzieciom.
          • lilith76 Re: Do mikawi 03.02.05, 16:29
            a gdyby tak napisała matka o własnym, biologicznym dziecku? byłaby wyrodna>
            nie. ale macocha nie ma prawa.
            rodzic ma obowiązek przygotować dziecko do dorosłego życia. w pewnym momencie
            dziecko dorasta i żyje na własny rachunek. rodzic pomaga w miarę własnych
            mozliwości i chęci, ale przecież to nie jest jego obowiązek. dziecko to nie
            jemioła.
            • agamagda Re: Do mikawi 03.02.05, 17:23
              Tak, macocha nie ma prawa, bo jest macochą i tak naprawdę to nie jej sprawa, a
              zobowiązanie uczuciowe i finansowe M a nie jej. Ma prawo decydować o swoich
              dzieciach.
              Zresztą prawodawca to potwierdza w KRO. Jeśli dziecko (i vice versa dot. też to
              rodziców) jest w potrzebie to powstaje obowiązek alimentacyjny. Nigdzie nie ma
              mowy o 18-stych urodzinach czy końcu nauki.
              • m-m-m Re: Do mikawi 03.02.05, 17:52
                8 lat KONIEC OBOWIĄZKÓW OPIEKUŃCZO-WYCHOWAWCZYCH.


                Jeśli dziecko (i vice versa dot. też to
                >
                > rodziców) jest w potrzebie to powstaje obowiązek alimentacyjny


                To wynika z innego paragrafu o wzajemnej pomocy w rodzinie i nie jest tak
                proste i obligatiryjne jak alimenty na małoletniego. Znam sprawę, gdzie ojciec
                pozwał dorosłego syna, bo był w potzrebie. I przegrał. Obowiązek obligatoryjny
                to alimentacja dziecka do momentu jego usamodzielnienia się, czyli de facto
                ukończenia przez niego szkoły.
              • m-m-m Re: Do mikawi 03.02.05, 18:01
                Tak, macocha nie ma prawa, bo jest macochą i tak naprawdę to nie jej sprawa, a
                zobowiązanie uczuciowe i finansowe M a nie jej

                A niby do czego nie ma prawa? Do tego by np. ojciec nie tyrał do smierci na
                dziecko? Nie, to nie jest tak, że ja nie mam prawa mówić mojemu M. o
                przyszłości pasierba. Ja oczekuję, że M. tak go wychowa, że bedzie on miał
                dobre życie, ale to ie oznacza, że pozwolę pasierbowi, gdy będzie dorosły, by
                np. żył na koszt ojca, bo np. za młodu nie chciało mu sie uczyć.
                • agamagda Re: Do mikawi 03.02.05, 20:28
                  A niby do czego nie ma prawa? Do tego by np. ojciec nie tyrał do smierci na
                  dziecko? Nie, to nie jest tak, że ja nie mam prawa mówić mojemu M. o
                  przyszłości pasierba. Ja oczekuję, że M. tak go wychowa, że bedzie on miał
                  dobre życie, ale to ie oznacza, że pozwolę pasierbowi, gdy będzie dorosły, by
                  np. żył na koszt ojca, bo np. za młodu nie chciało mu sie uczyć.
                  A czy wtrącasz się również w sposób wychowania dzieci przez swoje rodzeństwo?
                  Jeśli je masz tez jesteś związana bratem i siostrą uczuciowo - daje Ci to prawo
                  wtrącania się...
                  Macocha jest drugą (czy nastepną) partnerką ojca dziecka - w żadnym wypadku nie
                  daje jej to praw nad dzieckiem.
              • e_r_i_n Re: Do mikawi 04.02.05, 08:17
                agamagda napisała:

                > Nigdzie nie ma mowy o 18-stych urodzinach czy końcu nauki.

                Jest mowa o momencie usamodzielnienia. Normalny czlowiek zrownuje to z koncem
                edukacji i podjeciem pracy.
              • e_r_i_n Re: Do mikawi 04.02.05, 08:20
                agamagda napisała:

                > Tak, macocha nie ma prawa, bo jest macochą i tak naprawdę to nie jej sprawa,
                > a zobowiązanie uczuciowe i finansowe M a nie jej.

                Jesli macocha jest tylko 'dziewczyna' faceta, nie jego zona czy tez razem
                mieszkajaca partnerka, to owszem, nic jej do finansow wydawanych na dziecko
                (o uczuciach nie pisze, bo to oczywiste). Ale jesli jest zona tego faceta, to
                wybacz, ale finanse to wspolna sprawa. I o wydatkach (tych powazniejszych)
                decyduje sie wspolnie.
          • m-m-m do cytujacej mnie agamagdy 03.02.05, 17:44
            Sorry, ale to właśnie takie stwierdzenia wymagają zimnego prysznica.


            Które z tych dwóch wypowiedzi wymagają zimnego prysznica?
            Jeśli moja to niby z jakiego powodu? A jak jest w prawie? właśnie tak: do 18-
            ego roku życia obowiązki opiekuńczo-wychowawcze, a po 18-ym alimenty do
            zakończenia edukacji przez dorosłe dziecko, a pieniądze zarabiane przez rodzica
            po zakończeniu zobowiązań są jego i tylko jego. Nic nie musi. Co w tym było nie
            tak?
            A może uważasz, ze każdy jak już dziecko na świat powołał to do śmierci MUSI
            dawać kasę MUSI podporzadkowywać swoje życie dawno dorosłym dzieciom?
            • lideczka_27 Re: do cytujacej mnie agamagdy 03.02.05, 18:26
              Dla mnie to nie jest ani nic dziwnego, ani zdrożnego. I w pełnych rodzinach
              takie zasady panują - nie wyobrażam sobie postawy roszczeniowej naszych dzieci,
              nie ma mowy, by doiły nas do śmierci. Krótko: wspólnie, bez wyróżniania kto
              spłodził, kto urodził (moja wolna wola, bo nie muszę) OBOJGU, a raczej już
              powinnam napisać: trójce postaramy się zapewnić możliwie najlepszy start w
              dorosłość - począwszy od zasad życiowych, kodeksu moralnego itd. a na
              finansowych sprawach kończąc. Oczekujemy, że dzieci to wykorzystają maksymalnie
              i przede wszystkim dobrze. Liczymy się z różnymi niepowodzeniami i wiemy, że
              niejednokrotnie będziemy dzieci wspierać w ich poźniejszym, dorosłym życiu. Ale
              musi być spełniony warunek - nasze dzieci będą musiały udowodnić, że się
              starają, po prostu. Nie mam mowy, bym utrzymywała dorosłego konia, lesera,
              który moją rentę będzie przepalał albo przepijał z kolesiami w parku. Z domu
              wyrzucę i koniec. Dotyczy to również córki mojego męża - jeśli nie wykażą
              dobrej woli i gotowości do pracy, a jedynie będą żądać - na ich żądaniach się
              skończy - jak zechcę, to na dokarmianie hipopotamów w ZOO wszystko zapiszę, a
              oni grosza nie dostaną. Takie moje prawo.


              pozdrówki
              lidka

              PS. Od szkoły średniej już regularnie dorabiałam na swoje własne zachcianki, na
              studiach to już był niemały grosz - mimo, iż rodzice mnie finansowali, byłam
              bardzo samodzielna - dziękuję im, że mi na to pozwolili nie rozpuszczając
              nadmiarem kasy i spełnianiem każdej zachcianki. Bardzo mi się ta umiejętność
              przydała w późniejszym życiu i zamierzam tak samo wychować nasze dzieci.
              • agamagda Re: do cytujacej mnie agamagdy 03.02.05, 20:23
                Lideczko, ja nie mówię o roszczeniowej postawie dziecka. Uważam, że wychowaniem
                dziecka zajmują się rodzice, a nie osoby przypadkowe, sąsiadki, konkubiny czy
                kolejne przyjaciółki ojców.
                • lideczka_27 Re: do cytujacej mnie agamagdy 03.02.05, 20:47
                  agamagda napisała:

                  > Lideczko, ja nie mówię o roszczeniowej postawie dziecka. Uważam, że
                  wychowaniem
                  >
                  > dziecka zajmują się rodzice, a nie osoby przypadkowe, sąsiadki, konkubiny czy
                  > kolejne przyjaciółki ojców.

                  aga, zgadza się. Tyle, że dyskutujesz akurat z m-m-m, prawdziwą macochą, która
                  współwychowuje syna swojego męża. Nie jest kolejną przyjaciółką ojca a jego
                  żoną, osobą, która ma wpływ na naukę chłopaka (pamiętam, że pilnuje jego
                  lekcji), łoży na niego i zwyczajnie prowadzi dom, w którym chłopiec mieszka. Co
                  prawda deklaruje, że wychowuje dziecko ojciec, nie ona - ale myślę, że to
                  raczej dotyczy "ogólnej polityki domu", natomiast chyba niewykonalnym jest, by
                  nie wychowywała dziecka "chcą niechcąc", nie miała na niego wpływu, gdy od lat
                  mieszka z nim pod wspólnym dachem, jest z nim w zdrowiu i chorobie, wypełnia
                  obowiązki domowe, z których profity chłopiec czerpie itd. (np. wdrożyła go do
                  obowiązków domowych, czyni obserwacje zachowania ojcu, następnie je przekazuje
                  i ojciec czyni pewne wychowawcze kroki - więc pośrednio, ale wpływ na
                  wychowanie ma). Czasem obiektywne oko współmałżonka się przydaje, a gdy nie
                  jest się rodzicem dziecka, a ojczymem/macochą, to o ten obiektywizm łatwiej.
                  Znam kilka matek dorosłych dzieci, które dają się im wykorzystywać w imię
                  matczynej miłości i powinności - być może ich mężowie problemu nie widzą, ale
                  myślę, że gdyby to nie byli rodzeni ojcowie, sytuacja byłaby inna - tak samo
                  macocha czuje co jest grane i gdy widzi, że rodzicowi dzieje się krzywda (a do
                  takiej sytuacji m-m-m nawiązała), to nie zamierza siedzieć cicho.

                  pozdrówki
                  lidka
                  • lideczka_27 pokręciłam - miało być... 03.02.05, 20:49
                    (np. wdrożyła go do
                    > obowiązków domowych, czyni obserwacje zachowania ojcu, następnie je
                    przekazuje
                    > i ojciec czyni pewne wychowawcze kroki - więc pośrednio, ale wpływ na
                    > wychowanie ma).

                    miało być: czyni obserwacje zachowania dziecka, następnie przekazuje je
                    rodzicowi i ojciec czyni pewne wychowawcze kroki...
                  • agamagda Re: do cytujacej mnie agamagdy 03.02.05, 21:05
                    Lideczko,
                    Mój mąż jest ojczymem dla mojego syna i jest dla wszystkich oczywiste, że na
                    codzień bierze udział w wychowaniu go, kształtowaniu jego charakteru, postaw
                    moralnych i wartości. Nie wyobrażam sobie jednak żeby kiedykolwiek, mógł
                    powiedzieć, że za duzo na syna wydaję, czy lepiej, żebyśmy tego czy tamtego nie
                    kupowali, bo byłoby taniej. A Tak robi spora część znanych mi macoch, gdy
                    słodkim tonem sugeruje że to już np. trzecie zajecia poza lekcyjne w tym roku,
                    albo że dzieciak naprawdę na szachy chodzić nie musi. Albo ze byłoby
                    przyjemniej żeby młody częściej do ojca jezdził bo bedzie nam sie luzniej czas
                    spędzało. Konsekwentnie akceptuje dzieciaka, bo sie na matkę zdecydował.
                    • lideczka_27 Re: do cytujacej mnie agamagdy 03.02.05, 21:20
                      aga, to, co napisałaś to akurat jest temat-rzeka no i ja mam takie zdanie, że
                      jeśli ojciec ulega złym podszeptom, to jest dupa, nie ojciec - amen. Ja mówię o
                      sytuacjach ciężkich, problemach finansowych, gdzie nie wolno cierpieć tylko
                      dlatego, by dziecku nie zmienić tego, co się miało za "lepszego życia". Szachy,
                      gra na gitarze, nauka japońskiego? Oczywiście! O ile tylko Ciebie (Was) stać, o
                      ile nie przypłacisz tego jedzeniem bułki z wodą - jak najbardziej tak. Rodzina
                      pełna traci wraz z problemami (np. finansowymi) i dzieci ze związków rozbitych
                      także, bo prawda jest taka, że i Salomon z pustego nie naleje sad Jestem po
                      prostu za równorzędnym traktowaniem wszystkich dzieci przez wspólnego rodzica i
                      tak jak nie zgadzam się, by kosztem nowej rodziny dzieci z rozwiązanych
                      małżeństw cierpiały, tak samo wymagam, by ta sprawiedliwość funkcjonowała w
                      drugą stronę i dzieci z drugiego małżeństwa nie miały gorzej (np. ojciec
                      drastycznie mniej zarabia, ale wysokie alimenty nadal pozostają w mocy "bo
                      gitara, japoński i szachy", a dzieci z obecnego małżeństwa jedzą byle co, albo
                      je dziadkowie sponsorują...). Oczywiście mówimy o rodzicach dzieci - tu: ojcu;
                      nie ma znaczenia wpływ matki na komfort życia dzieci, bo np. trudno "winić"
                      życie, że pierwsze dziecko ma japoński i narty, gdyż eksia dobrze zarabia, a
                      neksia nie... Mam nadzieję, że jasno się wyraziłam, ostatnio trudno mi zebrać
                      myśli...

                      pozdrówki
                      lidka
                      • lideczka_27 a może jeszcze lepszy przykład... 03.02.05, 21:49
                        ...skoro już nawiązałaś do męża - będzie przejrzyście smile m-m-m niejako stoi
                        właśnie w pozycji Twojego męża. I teraz: wyobraź sobie, że lata lecą, Twoje
                        dziecię dorosło, nie uczy się, mimo iż oboje postaraliście się, by mu stworzyć
                        do tego warunki, leseruje i wymaga. Oczywiście Ty, jako mama, możesz na to
                        pozwolić i nadal je utrzymywać, mimo iż to dorosły człowiek, dajesz też na
                        wszelkie rozrywki i przyjemności. To, że takie postępowanie np. negatywnie
                        wpływa na Twój byt (musisz rezygnować z jakichś swoich potrzeb itd.) to już
                        inna para kaloszy. Czy uważasz, że w całej tej sytuacji Twój mąż nie ma prawa
                        głosu? Nie dość, że on widzi iż szkodzisz sobie, to także i jemu (zakładam, że
                        macie wspólny budżet, a Ty wyręczasz i utrzymujesz niefrasobliwego człowieka w
                        kwiecie wieku skazując tym samy siebie na cięższą pracę, męża tak samo i na
                        gorsze warunki życia). Moim zdaniem Twój mąż jak najbardziej ma prawo
                        powiedzieć: "dość" i podważyć Twoje decyzje - w takim przypadku jak tu opisałam
                        i chyba o to też chodziło m-m-m.


                        dobrej nocki
                        lidka
                        • agamagda Re: a może jeszcze lepszy przykład... 03.02.05, 22:20
                          Lideczka, twój przykład jest ekstremalny, gdyż nie wyobrazam sobie takiej
                          mozliwosci, żeby dziecko wychowane wg w sumie prostych zasad nie uczyło się, i
                          było na tyle balastem dla mnie, zebym musiała utrzymać na starość takiego
                          banana (mówimy o bumelowaniu, a nie o chorobach, inwalidztwie itp).
                          Dlaczego? bo to dla mnie tez jest rodzaj konsekwencji w wyborach. Sadzę że mój
                          mąż nie musiałby interweniować, ponieważ nie dopusciłabym do takich sytuacji.
                          MÓJ mąż jest moim mężem i decydujemy o przyszłosci naszego wspólnego dziecka, a
                          nie o przyszłosci starszego syna - bo on ma swojego ojca.
                          Powiem Ci, że moja Next, próbowała parę razy wtrącać się w wybory przyszłości
                          dotyczące naszego syna (chodziło o prywatną szkołę, i o alimenty, które Ex
                          płacił dla mnie - po wygaśnięciu obowiazku wynikajacego z wyroku sądowego). Ja
                          nigdy nie musiałam interweniować, M sam uregulował swoje konflity z partnerką
                          (dowiedziałam się o tym dużo pozniej przypadkowo przez syna). Wydaje mi się że
                          to są najlepsze wyjścia z sytuacji - niech każdy odpowiedzialnie rozwiazuje
                          własne pb.
                          • m-m-m Re: a może jeszcze lepszy przykład... 04.02.05, 07:43
                            Dziękuję Ci Lideczko.

                            Jednokowoż co do ekstremalnych przykładów: obserwując mojego pasierba niestety
                            taki scenariusz , iż bedzie on bezrobotnym jest możliwy. Niestety M. zaniedbał
                            jego edukację we wczesnym okresie szkolnym, nie było to dziecko przypilnowane.
                            M.wyszedł z fałszywego założenia, że on się uczył dobrze sam to i...jego syn
                            też bedzie. Młody ma teraz prawie 16 lat, w tym roku kończy gimnazjum i wygląda
                            to wręcz fatalnie.
                            M. dopiero teraz widzi jak to wygląda i jak wszystkie braki konsekwencji nszczą
                            się w dwójnasób.
        • lilith76 Re: Do mikawi 03.02.05, 16:23
          przyłączam się - KONKRETNY WĄTEK, KONKRETNY PROBLEM, a nie kolejny uogólnijący
          wątek. ale skróty myślowe są prostsze. może dziewczyny nie potrafią poza nie
          wyjść?
    • kwiatek1974 Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 17:48
      Każdy ma prawo do miłości czy facet z bagażem czy też na odwrót, przeciez mase
      jest kobiet z bagażem, i mężczyźni nie mają nic przeciwko temu. Ja mojego
      pokochałam bez względu na to, a teraz bardzo chcę aby mała miała z nami
      kontakt, nigdy o tym wam nie mówiłam ale mój tato ma córke kawalerską, moje
      rodzeństwo nigdy jej nie poznało ani ja i czasmi mam do rodziców żal że nie
      próbowali utrzymywac z nia kontaktów.
      • derena33 Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 18:58
        Echhh .. uwielbiam te wasze zazarte dyskusjesmile)) mowie to jako jeden z sępów,
        jak ladnie nazwala opozycjonistki jedna z panwink

        Bo po co poruszac trudne tematy? No chyba ze dotycza wrednych, najgorszych
        pazernych ex i ich licznych pazernych nieznosnych bachorow, ktore w najlepszym
        razie dzieki resocjalizacji w drugich domach tatusiow, zamienia sie w grzeczne
        zakochane w drugich mamusiach, dzieciaczkismile Byle nie za czesto odwiedzaly te
        domysmile)
        • lubstej Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 19:07
          i co ja ci moge powiedziec kiedy ty chcesz ogladac ogon kotka wylacznie z
          jednej, tej odwroconej strony

          moze, poczytaj uwaznie watek i wypowiedzi na temat (te przed wizyta marcepanienki)?
          • milcha1 Re: Tak sobie myślę 03.02.05, 20:51
            "ale mój tato ma córke kawalerską, moje
            rodzeństwo nigdy jej nie poznało ani ja i czasmi mam do rodziców żal że nie
            próbowali utrzymywac z nia kontaktów."
            Jesteś dorosła i sama możesz utrzymywać z nią kontakt.
            czy twój mąż nie zajmuje się swoim dzieckiem?
    • agamagda Zródło konflitów 03.02.05, 20:56
      Część dziewczyn uważa, że tego typu tematy są nie potrzebnym jątrzeniem
      trudnych spraw. Mi jednak wydaje się ze świetnie ukazują w czym tkwi żródło
      problemu.
      Widać wyraznie, że problemem jest brak jasno zdefiniowanych granic. Nie wyobra
      zam sobie po prostu, żeby osoba, która jest nową towarzyszką mojego Ex, mogła
      się wtrącać w sposób wychowywania naszego dziecka, czy dyktować ile mozna czy
      nie mozna wydać na jego zajecia pozalekcyjne, czy przyjemności. To nie jej
      rola, ani nie jej sprawa. To są sprawy między rodzicami dziecka. Również nie
      jest do zaakceptowania fakt, Ex nie godzi się z końcem małżeństawa i zatruwa,
      karci grozi itp...
      Ale między Bogiem a prawdą, jakieś 90% wszystkich sytuacji o jakich czyta się
      na tym forum, można rozwiązać gdyby M jasno się określił, gdyz TO SĄ jego
      sprawy jego dzieci, jego przeszłość i przyszłość rodzinna.
      Dlatego brak konsekwencji i nieakceptowanie niemiłych prawd i faktów, takich
      jak to, że gdy bierze się faceta z zobowiazaniami to trzeba je płacić, że w
      przypadku, zakładania rodziny trzeba wiecej zarobić, a nie ograniczać alimenty,
      czy nieakceptowanie końca małżeństwa to od strony EX)bedzie rodziło konflikty.
      Sytuacja Next nie jest łatwa, ale decydując się na nią jest to w wiekszosci
      wypadków swiadomy wybór, którego konsekwencje trzeba ponosić.
      • balladynka Re: Zródło konflitów 03.02.05, 22:50
        Nie wyobrazam sobie po prostu, żeby osoba, która jest nową towarzyszką mojego
        Ex, mogła
        > się wtrącać w sposób wychowywania naszego dziecka, czy dyktować ile mozna czy
        > nie mozna wydać na jego zajecia pozalekcyjne, czy przyjemności. To nie jej
        > rola, ani nie jej sprawa.

        To jest jej sprawa, bo pieniadze ida z ich wspolnego budzetu i jesli widzi ona
        drastyczna dysproporcje to bedzie reagowac. Zgadzam sie, ze to M. powinien
        takie sprawy roztrzasac ale jemu czasem trudno byc obiektywnym / sprawiedliwym
        wlasnie ze wzgledu na slynne poczucie winy.


        gdy bierze się faceta z zobowiazaniami to trzeba je płacić, że w
        > przypadku, zakładania rodziny trzeba wiecej zarobić, a nie ograniczać
        alimenty,

        A jak w danym miescie spawacz tudziez informatyk jest w stanie zarobic tyle i
        ani grosika wiecej to jego psim obowiazkiem jest podwiazac jajowody coby nowych
        dzieci nie plodzic ze szkoda dla eksowego.

        • lideczka_27 Re: Zródło konflitów 03.02.05, 23:45
          Źródło konfliktów leży chyba w tym, że różnie postrzegamy "uzasadnione potrzeby
          dziecka" i różnie reagujemy na fakt, że zobowiązanym do alimentacji psuje się
          sytuacja. Ludzie są różni, niezależnie od „statusu”. Tak jak jedna neksia
          będzie jątrzyć i marudzić "po co ta prywatna szkoła", mimo iż ojca stać, opłaca
          szkołę ze swych zarobków bez szkody dla budżetu nowej rodziny, a druga neksia
          namówi "może zapisz dziecko na angielski, widzę, że ma predyspozycje", a
          trzecia powie "nie obchodzi mnie co robisz, rób jak uważasz byle mądrze i
          sprawiedliwie bez szkody dla nas", tak i jedna eksia bez wciągania sądu zgodzi
          się np. na czasowe odstąpienie od jakiegoś procentu alimentów, bo wie, że facet
          stracił pracę (coś sobie przypominam, że chyba burza odstąpiła od alimentów na
          jakiś czas, bo były miał takie problemy), a druga nie okaże zrozumienia i np.
          nie poczeka kilku dni zaledwie na zaległe alimenty, mimo iż została
          poinformowana (i o to poproszona), że wyniknął problem i pieniądze będą, tyle,
          że za chwilę no i zgłosi sprawę do komornika, a czym to pachnie - wiemy.

          Ogólnie podzielę się pewnym smutnym dla mnie wnioskiem, tak przy okazji tego
          wątku, bo mnie naszło: niejako wymaga się dobrego traktowania pierwszych dzieci
          przez macochy, szacunku dla ich godności, prawa do taty, jego czasu... mnóstwo
          tu o kasie, jaka należy się im, w sumie - kwestia dobra dziecka jest bardzo
          często podnoszona - przez same macochy też, co jest dobre i się chwali. Ale,
          jako macocha, muszę powiedzieć, że niejednokrotnie jest mi smutno, bo dobro
          naszych dzieci (macochowych) to jakiś taki drugi gatunek - te dzieci chyba psom
          spod ogonów wypadły, bo jeśli o nich mowa, to tylko w taki sposób, że macochy
          udowadniają, iż ich dzieci też mają potrzeby i bardzo często jeśli już o nich
          jest dyskusja, to w kontekście sławnych tu "gałów". Gdy macocha się skarży, że
          ciężko, to usłyszy, że jak się wiązała z dzieciatym, to wiedziała co robi, w
          ciążę zachodzić nie musiała (jeszcze można wysnuć wniosek, że nigdy żadna
          samodzielna nie zaliczyła wpadki...), a teraz jest jak jest i koniec. Żadne
          babskie "wiem, że ci ciężko", „wiem, co czujesz, bo też jestem matką i
          rozumiem, ale trzeba tak to poukładać, żeby wszystkim dzieciakom dobrze było”
          itd. Na samodzielnych nie ma optymistycznych wątków o rodzeństwie, o tym, że
          choć czasem trudno to zaakceptować, na świecie jest ktoś jeszcze bliski
          dziecku, które w domu opowiada o swoim rodzeństwie, jest do niego przywiązane i
          to jest wspaniałe itd. Nie wiem, jakiś dzisiaj smutny dzień mam i muszę się
          wyżalić. Czasem jak tak czytam o tym wszystkim i potem patrzę na mojego młodego
          i pomyślę, że mógł być (i może być nadal!) odbierany li i jedynie jako
          przeszkadzajka do uzyskania większych alimentów (bo przecież w sądzie mówią, że
          ojciec ma taki sam obowiązek alimentacyjny wobec wszystkich swoich dzieci), to
          jest mi po prostu źle. To taki fajny chłopaczek, pogodny, uśmiechnięty, bardzo
          kocha siostrę, która nie jest mu dłużna i bywa mi z tym ciężko, że dla kogoś to
          macochowe, drugie, „gorsze” dziecko.


          idę spać, bo mi się zrobiło okropnie
          pozdrawiam
          lidka
          • agamagda Do Lideczki 04.02.05, 08:01
            Lideczko,
            Zgadzam się z Tobą ze rózne są Macochy jak i Nextie. Jednak zwróć uwagę, że
            dziecko z poprzedniego związku, nie ma pełnej rodziny, to drugie je ma.
            Oczywiście że pieniądze nie zastąpią stabilnej kochającej rodziny, ale na pewno
            dają w jakiejś mierze jej substytuty - lepsza opieka, wiecej zajeć
            pozaszkolnych zamiast czasu poświęcanego przez nieobecnego rodzica.
            • m-m-m Re: Do Lideczki 04.02.05, 08:14
              Jednak zwróć uwagę, że
              dziecko z poprzedniego związku, nie ma pełnej rodziny, to drugie je ma

              Ja też miałam rozwiedzionych rodziców i zapewniam Cię, ze dzięki bardzo częstym
              kontaktom z ojcem nigdy nie odczułam, że on poświecał mi mniej czasu niż gdy
              mieszkaliśmy razem. I tu substututy w postaci zajęć dodatkowych są niezasadne,
              bo dziecko jak ojca nie ma to nie ma i już iżadne zajecia ,czy dodatowa kasa
              niczego nie wynagradzają.
            • e_r_i_n Re: Do Lideczki 04.02.05, 13:54
              agamagda napisała:

              > Oczywiście że pieniądze nie zastąpią stabilnej kochającej rodziny, ale na
              > pewno dają w jakiejś mierze jej substytuty - lepsza opieka, wiecej zajeć
              > pozaszkolnych zamiast czasu poświęcanego przez nieobecnego rodzica.

              I juz wiem, po takich slowach, dlaczego niektore dzieci rozwiedzionych rodzicow
              moga miec tak roszczeniowa postawe.
          • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 14:11
            Zgadzam się z tym ogólnym wnioskiem, niestety. Generalnie wynika z wielu
            postow, ze dziecko next to jest jakies widzimisie czy cos rownie malo
            istotnego, nie biorac pod uwage faktu, ze prawie kazda kobieta ma ochote miec
            dziecko i niekoniecznie musi sie co sekunda ogladac na przeszlosc meza. Nie
            ukrywam, ze moje dziecko planowane nie bylo, wpadka jak nic, ale cale
            szczescie, ze stalo sie tak, jak stalo, bo dzieki temu w ogole mam dziecko.
            Gdybym caly czas ogladala sie na przeszlosc mojego meza (plus brala pod uwage
            swoje mozliwosci pracowe), to pewnie jeszcze baardzo dlugo nasz maluch by sie
            nie pojawil. Niedawno moja kolezanka postawila teze, ze najlepiej rodzic w
            dziesiejszych czasach dziecko na studiach, bo potem, jesli ma sie na uwadze
            rowniez wlasna prace, baardzo trudno sie na dziecko zdecydowac.

            ideczka_27 napisała:

            > Na samodzielnych nie ma optymistycznych wątków o rodzeństwie, o tym, że
            > choć czasem trudno to zaakceptować, na świecie jest ktoś jeszcze bliski
            > dziecku, które w domu opowiada o swoim rodzeństwie, jest do niego przywiązane
            > i to jest wspaniałe itd. Nie wiem, jakiś dzisiaj smutny dzień mam i muszę się
            > wyżalić. Czasem jak tak czytam o tym wszystkim i potem patrzę na mojego
            > młodego i pomyślę, że mógł być (i może być nadal!) odbierany li i jedynie
            > jako przeszkadzajka do uzyskania większych alimentów (bo przecież w sądzie
            > mówią, że ojciec ma taki sam obowiązek alimentacyjny wobec wszystkich swoich
            > dzieci), to jest mi po prostu źle. To taki fajny chłopaczek, pogodny,
            > uśmiechnięty, bardzo kocha siostrę, która nie jest mu dłużna i bywa mi z tym
            > ciężko, że dla kogoś to macochowe, drugie, „gorsze” dziecko.

            No własnie. Tak sobie przypominam reakcje mojego synka na syna mojego meza i
            tez mi przykro, bo zapewne przez druga strone moze byc odbierany tylko jako
            jakis tam PRZYRODNI brat, ktory jest kolejnym balastem ojca i kolejna osoba 'do
            koryta'. A Wiktor wszem i wobec rozpowiada, jakie to ma duzego BRATA, gdy widzi
            go na zdjeciu, to jest szal radosci, caly czas wypytuje, kiedy Go znowu
            zobaczy. Bo dla niego to jest brat, czyli bardzo wazna w zyciu osoba.
            • yokono Re: Zródło konflitów 04.02.05, 15:15
              to prawda. ja tez mam dziecko "wpadkowe" (podobno takie najlepiej sie chowajasmile
              jestem juz stara trzydziestka i na 2 dziecko czas najwyzszy. co z tego kiedy
              natrafiam na opor. nie chodzi nawet az tak bardzo o finanse, ale o to ze mezowi
              juz sie nie chce , ze on od 24 roku zycia jest na najwyzszych obrotach,w
              pieluchach , przedszkolach itp.
              a co to moja wina ze uzylam sobie zycia i teraz czerpie sobie spokojnie z
              urokow macierzynstwa. i czy ja nie moge miec widzimisie pod tytulem dwojka
              dzieci
        • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 07:56
          Balladynko,
          o ile dobrze pamiętam Twoje wątki, Twój M stoi właśnie na takim stanowisku jak
          ja.
          Ma już dwoje dzieci na kt óre łoży i które kocha i nie chce nowych ani
          zobowiązań ani dzieci, więc moje stanowisko nie jest tak bardzo obce różnym
          ludziom.
          Co do
          > To jest jej sprawa, bo pieniadze ida z ich wspolnego budzetu i jesli widzi
          ona
          > drastyczna dysproporcje to bedzie reagowac. Zgadzam sie, ze to M. powinien
          > takie sprawy roztrzasac ale jemu czasem trudno byc obiektywnym /
          sprawiedliwym
          > wlasnie ze wzgledu na slynne poczucie winy."

          Moja Droga jeśli M ma poczucie to chyba sobie go nie wymyśla. Są sprawy,
          historie i zaszłości w tamtym zwiazku, które widocznie były nie do końca dobrze
          załatwione, przez M jeśli nadal po 5 latach ma poczucie winy. U mnie tak było,
          i mój były też się poczuwał.
          A jeśli chodzi o ustalanie budżetu, po prostu odrazu z dochodu M odejmuje sie
          pieniądze na alimenty tak , jak jakby ich wogólne nie było.
          • balladynka Re: Zródło konflitów 04.02.05, 09:41
            Twój M stoi właśnie na takim stanowisku jak
            > ja.
            > Ma już dwoje dzieci na kt óre łoży i które kocha i nie chce nowych ani
            > zobowiązań ani dzieci, więc moje stanowisko nie jest tak bardzo obce różnym
            > ludziom.


            Auć. Musisz być strasznie z siebie teraz dumna.

            A co do poczucia winy to ono niemija z czasem, wiesz? Chyba, że to łajdak z
            założenia.

            Idę stąd. Nic tu po mnie.
            • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 10:18
              balladynka napisała:

              > Twój M stoi właśnie na takim stanowisku jak ja.
              > > Ma już dwoje dzieci na kt óre łoży i które kocha i nie chce nowych ani
              > > zobowiązań ani dzieci, więc moje stanowisko nie jest tak bardzo obce różnym
              > > ludziom.
              >
              >
              > Auć. Musisz być strasznie z siebie teraz dumna.
              >
              > A co do poczucia winy to ono niemija z czasem, wiesz? Chyba, że to łajdak z
              > założenia.
              >
              > Idę stąd. Nic tu po mnie.

              Nie jestem dumna z siebie, nie była to złośliwość, tylko stwierdzenie faktów,
              które Ty i wiele macoch czy następnych żon partnerek neguje, bo są im
              niewygodne.
              • balladynka Re: Zródło konflitów 04.02.05, 11:02
                Moja Droga, ja nic nie neguję, wręcz przeciwnie, mowię wprost o rzeczach dla
                mnie przykrych i o moich prawdziwych odczuciach. Negacja to zaprzeczenie faktom
                jak rozumiem. Mylisz zatem dwa pojęcia i pora aby Ci to ktoś wytłumaczył. Ja
                nie zaprzeczam faktom tylko mi z nimi nie łatwo. Tak jak nie udaję, że nie
                widzę pryszcza albo cellulitusu na mym tyłku, bo widzę, ale nie musi mnie on
                zachwycać. I nie musze nic owijać w welon kochającej macochy jak to byłaś
                łaskawa uprzejmie stwierdzić w ktorymś ze swych postów tylko piszę szczerze co
                myślę, dlatego też masz takie pole do popisu i co rano możesz odpalić kompa w
                pracy i wyzłośliwić się na macochach za tę podwyżkę, której nie dostałaś.

                Doskonale wiem, że alimenty i czas na dzieci M. będzie trzeba poświęcać i nie
                muszę tu nic negować bo takie są fakty jak byłaś uprzejma zauważyć, natomiast
                nie zawsze musi mi się to podobać i nigdzie nie jest napisane, że musi mi być z
                tym łatwo i będę sobie o tym pisać ile wlezie. A tobie nic do tego. Tak jak nie
                neguję tego że pisujesz na tym forum np. Ty, bo taki jest fakt, ale nie musi mi
                sie podobac, ze pałętasz sie tutaj i jątrzysz i ranisz nie wiadomo po co
                zamiast jakoś pomóc czy wypowiedzieć się z empatią i zrozumieniem. Tak więc w
                obu przypadkach niewiele moge z tym fantem zrobić, chociaz mi to niewygodne.

                Chociaż zaraz, zaraz, właściwie to Ciebie moge ignorować po prostu.
                • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 12:49
                  Nie wiem, czy to ja mylę dwa pojęcia czy Ty nie akceptujesz istniejących faktów
                  (dzieci i sytuacja twojego M) .
                  Sorry, wielkie, jeżeli nie akceptujesz dzieci swojego M, to jakbyś chciała byc
                  z inwalidą, ale nie akceptujesz jego inwalidztwa. Albo mówić o miłości ale bez
                  wspominania o uczuciach.
                  Dzieci stanowią dla wielu osób integralną część jestestwa, więc zastanów sie,
                  może to NIE ja wszystkiego, nie rozumiem. To ze nie jest Ci z czymś dobrze czy
                  zle to Twoja sprawa. Są po prostu osoby które lubia być ofiaram w życiu i tak
                  się tylko czują szczęśliwe.
                  A tak a propos dokopywania jeśli ktoś (ja czy inna osoba) chciałaby to zrobić
                  to dobitnie zrobiłaby w tamtym wątku. To ze ktoś ma inne stanowisko albo że
                  mówi o jakiś FAKTACH nie oznacza wcale ze chce Ci dokopać
          • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 13:55
            agamagda napisała:

            > A jeśli chodzi o ustalanie budżetu, po prostu odrazu z dochodu M odejmuje sie
            > pieniądze na alimenty tak , jak jakby ich wogólne nie było.

            No i ok, u mnie sie tak wlasnie dzieje - alimenty sa czescia stalych wydatkow,
            wiec tej kwoty sie nie bierze pod uwage. Czy o dodatkowych wydatkach moge
            jednak wspoldecydowac?
      • m-m-m Re: Zródło konflitów 04.02.05, 08:07
        o jakich czyta się
        > na tym forum, można rozwiązać gdyby M jasno się określił, gdyz TO SĄ jego


        Aby facet sie określił, to niesetety w wiekszosci przypadków trzeba go do tego
        zmusić. Czyli nie zwalniać z odpowiedzialności za wychowanie jego dziecka.
        Patrząc na mojego M. po prostu jest to zwykłe wygodnictwo, by on miał czas na
        swoje sprawy, bo to monotonne takie stałe pamiętanie o zakupach, lekarstwach,
        sprzataniu, obiedzie itd. Przyziemne i nudne.


        gdy bierze się faceta z zobowiazaniami to trzeba je płacić, że w
        > przypadku, zakładania rodziny trzeba wiecej zarobić, a nie ograniczać
        alimenty,


        I zapewne nie ma przeszkód, by to ex (jesli dziecko jest u niej) więcej
        zarobiła, a nie domagała sie dalej tego samego, choć sytuacja się zmieniła.
        W sądzie brane jest pod uwagę, że jest np. kolejne dziecko z drugiego związku i
        sąd nie przedstawia interpretacji, iż w związku z tym niech zobowiązany więcej
        pracuje, byle nie pomniejszyć alimentów. Wręcz przeciwnie dla sądu kolejne
        dziecko jest argumentem, iż teraz dochody ojca muszą starczyć na dwoje dzieci.
        • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 10:12
          > Aby facet sie określił, to niesetety w wiekszosci przypadków trzeba go do
          tego
          > zmusić. Czyli nie zwalniać z odpowiedzialności za wychowanie jego dziecka.
          > Patrząc na mojego M. po prostu jest to zwykłe wygodnictwo, by on miał czas na
          > swoje sprawy, bo to monotonne takie stałe pamiętanie o zakupach, lekarstwach,
          > sprzataniu, obiedzie itd. Przyziemne i nudne.

          Alez m-m-m, o to chodzi, to są jego sprawy, jego wygodnictwo, jego bedą
          konsekwencje. JEGO DZIECKO - ON BĘDZIE PŁACIŁ,

          > gdy bierze się faceta z zobowiazaniami to trzeba je płacić, że w
          > > przypadku, zakładania rodziny trzeba wiecej zarobić, a nie ograniczać
          > alimenty,
          >
          >
          > I zapewne nie ma przeszkód, by to ex (jesli dziecko jest u niej) więcej
          > zarobiła, a nie domagała sie dalej tego samego, choć sytuacja się zmieniła.
          > W sądzie brane jest pod uwagę, że jest np. kolejne dziecko z drugiego związku
          i
          >
          > sąd nie przedstawia interpretacji, iż w związku z tym niech zobowiązany
          więcej
          > pracuje, byle nie pomniejszyć alimentów. Wręcz przeciwnie dla sądu kolejne
          > dziecko jest argumentem, iż teraz dochody ojca muszą starczyć na dwoje dzieci.

          Oczywiście, Ex musi wiecej zarobić jeśli chce mieć następne dzieci i następne
          zobowiązania. My, gdy decydowaliśmy się na nasze wspólne dziecko, wiedzieliśmy
          że mój starszy nie będzie musiał zmieniać szkoły, czy rezygnować ze standartu w
          jakim był dotyczczas wychowywany.
          Mój były też, gdy urodziła mu się córka z nowego związku nie obniżył alimentów
          na starszego syna. Jest to właśnie zachowanie odpowiedzialne. Decydowanie się
          na nowe dziecko wiedząc że poprzeniemu trzeba będzie obniżyć poziom życia jest
          dla mnie nieuczciwe.
          • m-m-m Re: Zródło konflitów 04.02.05, 10:55
            Alez m-m-m, o to chodzi, to są jego sprawy, jego wygodnictwo, jego bedą
            konsekwencje. JEGO DZIECKO - ON BĘDZIE PŁACIŁ,


            Tak. I tak argumentuję M. by zagonić go do działań wychowawczych. On wie, że
            gdy pasierb będzie dorosły i nie będzie miał pracy tylko dlatego, że jego
            ojciec nie dołożył wszelkich starań by ten się uczył, ja nie zamierzam dawać
            pieniędzy na dorosłego lenia i nieroba. Musiałam po prostu przedstwić M.
            konsekwencje, które poniesie, jeśli synem swoim się nie będzie zajmował.
            Kiedyś M. mi zarzucił , że gdyby to było moje dziecko to nie mówiłabym tak.
            Powiedziałam mu, że gdyby to było moje dziecko, to na pewno przypilnowałabym go
            z nauką od początku szkoły nie oglądając się na jego ojca.
            My nie mamy wspólnych dzieci, m. in. dlatego, że obawiam się, że takie dziecko
            byłoby źródłem dodatkowych kłopotów z pasierbem. Wiem też, że wtedy dopiero
            naprawdę być może przestałabym się pasierbem przejmować, a całą uwagę
            skupiłabym na własnym dziecku. Teraz jestem na rodrożu, czy w ogóle takie
            dziecko będzie na świecie, bo widzę jak wyglada wychowanie, ile to nerwów i
            stresów nie mających nic wspólnego z reklamą pieluszek i uśmiechnietym bobasem.
            • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 11:34
              Tak. I tak argumentuję M. by zagonić go do działań wychowawczych. On wie, że
              > gdy pasierb będzie dorosły i nie będzie miał pracy tylko dlatego, że jego
              > ojciec nie dołożył wszelkich starań by ten się uczył, ja nie zamierzam dawać
              > pieniędzy na dorosłego lenia i nieroba.

              I tu masz absolutną rację, jesteś z M, wskazujesz mu środki jakie trzeba użyć,
              ale nie do Ciebie należy utrzymywanie czy płacenie na dziecko M, tak jak nie do
              Ciebie należy ograniczanie wydatków czy ocena ich celowości.
              Wiesz wychowanie dziecka to nie tylko uśmiechniety bobas z reklamy, ale z
              drugiej strony przy konsekwentnych zasadach, to wcale nie jest żadna katorga
              czy droga przez mękę, mimo wszystko to olbrzymia przyjemność. Jeśli masz
              możliwość ja na twoim miejscu zaryzykowałabym.
              Wiesz nie tak dawno, osoba zmojej rodziny powierzyła mi swoje dziecko, bo
              jechali na super wycieczkę ale nie za bardzo dla dzieci. Szczerze mówiąc byłam
              przerazona bo delikatnie ujmując, dziewczynka (8-9 lat) jest niezbyt dobrze
              wychowana i co tu dużo mówić rozwydrzona. w domu gdy nie chec jeść potrafi
              rzucić talerzem o ziemie, czy kłaść się spać około północy, czy zmieniać
              kanały, mimo że inne osoby właśnie coś oglądaja. Trzy pierwsze dni były
              ciężkie, ale potem jakoś poszło. Po prostu jasno ustawiliśmy zasady. Nie jesz,
              nie jedz, ale nic nie dostaniesz do obiadu, zrzuciłaś talerz sprzątnij go i
              odkup. Pieniądze zarobisz sprzątając czy wynoszac śmieci. Kłócisz się marsz do
              pokoju i tam się uspokój. To było niesamowite ale podziałało, dzieciak się
              uspokoił, rozprężył. Oczywiście po powrocie do swojego domu , wróciło to do
              poprzedniego stanu rzeczy....
              • poxywka Re: Zródło konflitów 04.02.05, 11:57
                >I tu masz absolutną rację, jesteś z M, wskazujesz mu środki jakie trzeba użyć,
                > ale nie do Ciebie należy utrzymywanie czy płacenie na dziecko M, tak jak nie
                >do Ciebie należy ograniczanie wydatków czy ocena ich celowości.

                naprawde macie taka zasade w domu dziewczyny ?? jesli ja postanowie poslac syna
                nagle do przedszkola prywatnego za 1200pln to moj Niemaz slusznie moglby
                powiedziec 'nie stac nas na to' i ograniczyc tym samym wydatki na swojego
                pasierba; gdyby moj ex nagle zwiekszyl alimnety o 100% to nexia mogloby
                delikatnie zatrzasc i sie nie dziwie; sa alimenty ustalone przez sad w ktore
                nikt wiecej nie ingeruje; ale jesli parnter w finansowaniu dziecka przekracza
                granice zdrowego rozsadku lub tez wydaje wiecej, niz na swoje drugie dziecko,
                to druga strona ma takie samo prawo glosu, jak w sytuacji gdyby to byly wydatki
                na jej wlasne dziecko; inaczej to jakas dyskryminacja nie ?

                jeszcze dodam odnosnie postow gdzies wyzej, ze ja majac do wyboru zdecydowanie
                sie na drugie dziecko, czy tez obnizenie standardu mojemu pierwszemu dziecku w
                postaci nie poslania go do prywatnej szkoly np. wybralabym to pierwsze; nie
                przyszloby mi tez do glowy, ze ex skrzywdzi swoje pierwsze dziecko bo urodzi mu
                sie drugie i przez to pierwsze bedzie mialo mniej pieniedzy zakladajac, ze nie
                oznacza to przymierania glodem;; jakos mam inny system wartosci
                a poza tym klotnie na temat pieniedzy miedzy exia i nexia nie maja sensu bo
                kazda chcialaby miec wiecej i to normalne;
                pozdrawiam
                poxywka
                • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 12:24
                  Oj poxywka, w granicach zdrowego rozsądku i potrzeb. Każdy (RODZICE wspólnie)
                  sam sobie ustala potrzeby i hierarhię tych potrzeb. Tobie może prywatne
                  przedszkole nie jest potrzebne, mój syn jest teraz w Polsce, ale jeszcze dwa
                  lata temu nie mówił po polsku, wiec prywatna szkoła jest mu potrzebna. Twojemu
                  są potrzebne prywatne lekcje angielskiego, mojemu może nie, ale przydałaby się
                  jogawink))Niech o tych potrzebach decydują rodzice i wypełniają swoje
                  zobowiazania a nie ograniczają je bo chcą już nową słodką zabaweczkę w postaci
                  dzidziusia.
                  • poxywka Re: Zródło konflitów 04.02.05, 12:53
                    moj skarb tez chodzi do prywatnego, tyle ze odrobine tanszego, ale ex
                    najwyrazniej chcialby zamienic na panstwowe uwazajac to za strate pieniedzy;
                    gdyby bylo to spowodowane jego niska pensja lub nawet narodzeniem dziecka
                    podeszlabym pozytywnie; mowi sie trudno, chociaz mam male szanse na panstwowe
                    ito glowny szkopul; ale akurat sa inne powody daltego mnie to troszke zlosci;
                    natomiast mysle, ze jesli ex wiaze sie z nexia, ktora powiedzmy jest w okolicy
                    30-tki i nie ma dzieci jeszcze, to dzidzius nie jest zabaweczka; ja nie
                    wyobrazam sobie zycia bez dziecka i nie potrafilabym powiedziec takiej
                    kobiecie - nie mozesz miec swojego dziecka, bo moje musi miec to, to i to;
                    nie takiego mam prawa, nie mialabym sumienia

                    ps. mnie by sie joga tez przydala smile
                    pozdrawiam
                    poxywka
                    --
                    "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"
                    • lideczka_27 Re: Zródło konflitów 04.02.05, 14:52
                      poxywka, jakbyś była blisko, to bym Cię wyściskała...


                      za ludzkie podejście do człowieka smile

                      dziękuję smile

                      lidka
                      • poxywka Re: Zródło konflitów 04.02.05, 15:28
                        ja tez bylam bardziej waleczna smilezaraz po rozstaniu z ex; teraz staram sie
                        wyhamowac; moze sie myle lub jestem naiwna, ale im bardziej staram sie byc w
                        porzadku w stosunku do ex tym bardziej on sie stara byc taki sam; pominmy tu
                        kwestie finansow smile
                        a baba z baba a tym bardziej matka z matka zawsze jakos sie powinny w koncu
                        zrozumiec

                        pozdrawiam
                        poxywka
                • mikawi Re: Zródło konflitów 04.02.05, 12:32
                  zgadzam sie z poxywką
                  ustalanie alimentow na pierwsze dziecko zwykle odbywa sie w sytaucji gdy facet
                  nie ma drugiej zony i dziecka z nią. Sąd nie zakłada w tym momencie że facet to
                  drugie dziecko miec będzie, dlatego ustala alimenty biorąc pod uwagę ten moment
                  zycia faceta w ktorym nie ma on innych zobowiazań poza pierwszym (jedynym na
                  ten czas) dzieckiem. I prosze bardzo - zasądza przykładowo kwotę stanowiącą 50%
                  zarobków faceta. Ale nie mozna odbierac czlowiekowi prawa do ułożenia sobie
                  zycia po rozwodzie i posiadania dzieci z druga żoną. Siłą rzeczy nie da się
                  utrzymac w takiej sytaucji płacenia 50% swoich dochodów. I tak jak poxywka
                  uważam - co innego obniżanie alimentów wynoszacych 150-200zl, co innego
                  obniżanie alimentów dających do tej pory "ponadprzecietne" profity dla dziecka.

                  A'propos braku konsekwencji u next - można ją dostrzec również u eks. Bo albo
                  wybieramy opcję że wszystko ma zostać tak jak przy rozwodzie i nie dopuszczamy
                  zmian - ale w takim razie ani na minus ani na plus; albo - przyjmujemy za
                  zasade że kwota alimentów powinna wynikac z aktualnej sytuacji ojca - ale w
                  takim razie też powinno to działać w obie strony, zarówno tej na plus (poprawa
                  zarobków), jak i na minus (drugie dziecko w rodzinie). A często obserwuję
                  wygodną mieszankę tej zasady - jesli ojciec zaczyna zarabiać więcej to alimenty
                  się podnosi, bo jego sytuacja sie zmieniła, ale jesli rodzi mu się drugie
                  dziecko - to już eksi nie obchodzi bo ma byc tak jak było.
                • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 13:57
                  A ja po raz kolejny napisze, ze jestem, pozywko, Twoja fanka smile
                  • yokono Re: Zródło konflitów 04.02.05, 15:17
                    dopisuje sie do fanklubu smile
                  • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 15:17
                    Ło matko, nie pożywko, tylko poxywko smile Sorki smile
            • iizaa Re: Oj dziewczyny 04.02.05, 11:47
              Ale żeście zadymę zrobiły. Każda po trochu ma rację. Ja nie jestem ani ex ani
              next i tak czytając to, co pisałyście to raczej wam nie zazdroszcze.

              Nie zgadzam sie z opinią ,że dzieci to tylko do 18 nastki ii koniec. Ja mam lat
              28 i teraz bardziej niż kiedys potrzeba mii mamy i jej rad, podobnie jak taty,
              który niestety nie żyje. Rodzice dzieciom potrzebni są zawsze. I nie chodzi tu
              o kasę. Choć jestem pewna ,ze każda z was bedzie zawsze się starała pomóc swoim
              dzieciom na wszelkie sposoby, bo jesteście ich Mamami, a mamy tak mają,że nieba
              by przychyliły.Ojcowie też.

              Co do budżetu to po przeczytaniu nasuwa mi sie tylko jeden wniosek w
              postaci "złotego środka". Alimenty muszą być zapłacone ii tyle. A cała reszta
              to chyba kompromis, żeby ii dziecko z nastepnego związku też na tym nie
              cierpiało. Bo too tylko dzieci i nie ich winą jest ,że maja takich Rodzicow,
              którzy żyć ze sobą nie mogli i nie mogli sie dogadać, Ja tez uwazam ,ze lepiej
              się rozstać niż odgrywac "spektakle " dla źle rozumianego dobra ogółu.

              Mąz i ex razem powołali na świat dzieci i razem musza je wychwac utrzymać itp.
              Podobnie jak jego obowiązkiem jestt utrzymanie nowej rodziny. Czyli to faceci
              maja przechlapanetongue_outP

              I nie wiem kto napisał, ale mądrze,że jesli męzczyzna decyduje się na nowe
              zobowiązania too musi byc pewien ,że wywiąże sie z poprzednich. Boo jeśli nie
              to wpakuje nie tylkoo siebie w przykre kłopoty.

              A moja mama często powtarza,że nawet najdrobniejsze kłopoty trwajace
              odpowiednio długo mogą zabić najwieksza miłosć.


              Pozdrawiam i zamykam wątektongue_out Iza
          • maxxi26 Re: Zródło konflitów 04.02.05, 12:49
            agamagda napisała:

            Mój były też, gdy urodziła mu się córka z nowego związku nie obniżył alimentów
            > na starszego syna. Jest to właśnie zachowanie odpowiedzialne. Decydowanie się
            > na nowe dziecko wiedząc że poprzeniemu trzeba będzie obniżyć poziom życia
            jest
            > dla mnie nieuczciwe.

            Zupełnie dla mnie niezrozumiałe i niezgodne z doświadczeniem zyciowym zdanie.
            Zawsze jak rodzice decydują się na kolejne dziecko, można powiedzieć, że obniża
            się poziom życia "wcześniejszych dzieci" - niezaleznie od tego czy jest to
            pełna, czy niepełna rodzina. Rodzic musi obdzielić swoje dzieci i swoim czasem
            i pieniędzmi jakimi dysponuje. Ale i takie dziecko, dotychczas jedynak, uczy
            się tego, ze należy się dzielić. Nie bez przyczyny jedynakom przypisuje sie
            egoizm.


            • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 12:54
              Maxxi, nie zgadzam się z Tobą. U mnie standard się podwyższył, bo trzeba było
              kupić dom i powiększyć samochód.
              Oczywiście że po rozwodzie ludzie powinni ułożyć sobie życie, ale
              odpowiedzialnie, tak starać się żeby tworzenie nowej rodziny i powoływanie do
              życia nowych dzieci nie odbijało się na poprzednich zobowiązaniach.
              • maxxi26 Re: Zródło konflitów 04.02.05, 13:02
                Nie rozumiem szczerze mówiac. Czy to że mam trójke rodzeństwa i jestem średnia
                to oznacza, że coś "zabrałam" mojej najstarszej siostrze? Bo rzecz jasna, ze
                zabrałam i nie było ich już stać dla każdego z dzieci na realizowanie
                wszystkich potrzeb, na które wczesniej było ich stać. Chyba moja siostra
                powinna zabronić moim rodzicom żeby nas mieli.

                Czy nie sądzisz, ze skoro Twój mąż nie obniżył alimentów na starsze dziecko a
                jednocześnie ma nowe dziecko, to odbywa sie to kosztem albo jego samego albo
                nowego dziecka? Jeśli zwiększył swoje zarobki, to tego nie odczuł, ale jeśli
                są one takie same?
                • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 13:45
                  Maxxi, nie porównuj sytuacji dzieci zrodzonych i wychowanych przez oboje
                  rodziców, z sytuacją dzieci z rodzin rozbitych. Przede wszystkim, kwestia
                  opieki - rodzice gdy są razem wymieniają się i pomagają sobie, gdy kobieta
                  zostaje sama z dzieckiem, nie ma tej pomocy, trzeba dać dziecko do świetlicy,
                  na dodatkowe zajęcia a to kosztuje. Trzeba też więcej energii i czasu, którego
                  jest już mniej na dodatkową pracę.etc. etc,
                  Jeśli dorosła osoba decyduje sie na nową rodzinę z nowymi zobowiazaniami niech
                  robi to co uważa za stosowne, nawet swoim kosztem , ale nie kosztem dziecka,
                  które i tak jest najbardziej w tej całej sytuacji poszkodowane.
                  • lideczka_27 Re: Zródło konflitów 04.02.05, 22:53
                    agamagda napisała:

                    > Maxxi, nie porównuj sytuacji dzieci zrodzonych i wychowanych przez oboje
                    > rodziców, z sytuacją dzieci z rodzin rozbitych. Przede wszystkim, kwestia
                    > opieki - rodzice gdy są razem wymieniają się i pomagają sobie, gdy kobieta
                    > zostaje sama z dzieckiem, nie ma tej pomocy, trzeba dać dziecko do świetlicy,
                    > na dodatkowe zajęcia a to kosztuje.

                    I w mojej i w znanych mi pełnych rodzinach nie ma takiej możliwości, by rodzice
                    naprzemiennie opiekowali się dziećmi. Części pomagają różnej maści bliscy
                    (dziadkowie głównie), inne dzieci też chodzą na świetlicę - powód? Znaki
                    naszych czasów - godziny pracy są jakie są, dzieci ojca widzą późnymi
                    wieczorami lub tylko w weekendy. I to jest akurat super scenariusz, bo mój
                    nawet weekendów nie ma, ale to może już taki skrajny przypadek, więc się na
                    niego nie powołuję.

                    > Jeśli dorosła osoba decyduje sie na nową rodzinę z nowymi zobowiazaniami
                    niech
                    > robi to co uważa za stosowne, nawet swoim kosztem , ale nie kosztem dziecka,
                    > które i tak jest najbardziej w tej całej sytuacji poszkodowane.

                    U nas normalnym było, iż przy decyzji o ciąży wzięliśmy pod uwagę fakt, czy
                    damy radę młodą finansować. Nie była to akurat kwestia pomocy eksi w utrzymaniu
                    dziecka, gdyż to taki (znowu skrajny) przypadek, gdzie na ojcu zaciążył
                    obowiązek całkowitego utrzymania dziecka (nie sądownie a szantażem - sąd
                    ustalił z uwagi na zaangażowanie ojca w wychowanie łożenie po równo od matki i
                    ojca, ale to nie funkcjonowało). Zanim sama zostałam matką, wzięłam na siebie
                    odpowiedzialność finansową za dziecko M., bo sam by już nie wyrobił (spłacał
                    długi eksi) i to była moja wola (to procentuje do dziś miłością M i jego córki
                    do mnie - tak sądzę, wczoraj zresztą mąż się jakiś sentymentalny zrobił,
                    mieliśmy długą, szczerą rozmowę i przekonałam się, że znaczę dla niego więcej i
                    on zauważa więcej rzeczy wypływających ze mnie, nad którymi ja się nawet nie
                    zastanawiam). Mogę więc powiedzieć, że jak zasiałam tak teraz zbieram, bo
                    oczywiście dziecko nie wie i sobie nie policzy ile zarobiłam na nią, ale
                    pamięta o czasie, jaki jej poświęcałam, o formach naszych zajęć, które jej
                    organizowaliśmy, a niestety przez porównanie (i to mnie akurat martwi, bo
                    wolałabym, by nie miała tego w pamięci) z postawą matki te fakty nabierają
                    większego znaczenia.
                    Nasz syn też niejako płacił za tę sytuację, za to, że ojciec ma przeszłość, bo
                    by mógł stosownie zarobić na utrzymanie mieszkania, ten nasz marny gar zupy,
                    zadłużenia i córkę to pracował tyle, że dziecko nasze ojca praktycznie nie
                    widziało (a propos rodzin pełnych i tego, że dziecko nekst ma ojca więcej). Gdy
                    się mały urodził, M wkrótce stracił jeden etat i to była przesłanka (oprócz
                    rzecz jasna urodzenia się drugiego dziecka - mąż miał zasądzone alimenty jako
                    rozwodnik bez nowej rodziny) do zmniejszenia alimentów, ale utrzymał je w mocy -
                    kwestia honoru. Natomiast nie pozwolił (i tu już gest w stronę nowej rodziny)
                    na to, by mu te alimenty podnieśli, bo w "nagrodę" za swoją postawę eks żona
                    podała go o zwiększenie alimentów. Sprawa była krótka, wniosek oddalono niemal
                    natychmiast z uwagi na to, że mąż utrzymywał córkę niezależnie od płaconych
                    alimentów i łatwo było to udowodnić. Dodatkowo uwodnił wszystkie kłamstwa we
                    wniosku, przez co matka dziecka przestała być wiarygodna i jeszcze otrzymała
                    pouczenie (głównie to były rachunki, które pozawyżała, twierdziła, że ona je
                    reguluje, a rachunki miał M i jeszcze je przedstawił: np. wykaz ostatniego roku
                    płatności za przedszkole - twierdziła, że ją to kosztuje ponad 100 zł więcej
                    niż w rzeczywistości a pomijając, że to kłamstwo, to jeszcze się wydało, że to
                    nie ona za nie płaciła itd., itd.). Pewnie, bywało upierdliwie, większość
                    zakupów musieliśmy robić w sklepach a nie na bazarze, bo trzeba było zbierać
                    rachunki, ale nie powiem, by się to nie opłaciło. I nie chodzi już o te parę
                    groszy (że tak symbolicznie ujmę) ewentualnej podwyżki, ale o sprawiedliwość
                    dziejową, bo byłoby nam strasznie źle, gdyby w tej konkretnej sytuacji jeszcze
                    doszedł większy obowiązek alimentacyjny. Do tej pory nie wiemy na co szły
                    alimenty, bo matka dziecku nawet majteczek nie kupowała, ale teraz już nie ma
                    nad czym się zastanawiać... Dodam może jeszcze jedną rzecz - utrzymanie
                    alimentów w mocy w rzeczywistości (i paradoksalnie) zagwarantowało dziecku
                    środki do życia, bo gdyby te pieniądze sąd przyznał matce (gdyby jednak sąd je
                    podniósł), nam wyciekłaby gotówka, jaką na małą przekazywaliśmy i doprawdy nie
                    wiem skąd byśmy brali, bo i tak już było wszystko wyśrubowane. Ponieważ moja
                    mama dostała kompletnego fioła na punkcie mojej ciąży i nie mogłam zahamować
                    jej zapędów zakupowych, miałam ten psychiczny luz, że do końca ciąży pracowałam
                    tylko na małą (taka robota na czarno, głównie przy kompie) i swojemu dziecku
                    nie kupiłam nic - wyszłam z założenia, że każdemu wg potrzeb, złamałam też
                    zasadę sprawiedliwości, że dzieciakom trzeba po równo, ale co było robić, jak
                    sytuacja do tego zmusiła. I tak minęły miesiące, lata, matka zmarła, dziecko
                    przyszło do mnie. Obowiązek, jaki niegdyś na siebie nałożyłam, zaszczepił mi
                    coś więcej niż tylko sympatię dla dziecka męża. To pomogło w czasach, gdy mała
                    tak bardzo mnie zawiodła i był moment, że tkwił we mnie ogromny do niej żal -
                    bałam się, że nigdy już jej nie zaufam, a przez to nie będziemy się mogły do
                    siebie zbliżyć. Tymczasem krok po kroczku szło ku lepszemu i mogę uczciwie
                    powiedzieć, że to ona mnie zdobyła, zapracowała sobie na to, by znowu być mi
                    bliską, bym mogła wiele wybaczyć. Przede wszystkim okazała się wspaniałą
                    siostrą dla mojego syna - pozbawioną zazdrości, zawiści, kochającą i
                    opiekuńczą. To chyba najkrótsza droga do miłości, gdy ktoś potrafi ją okazać
                    naszemu dziecku. I tak mnie to dziecię oswoiło. Dziś mamy niebywały komfort
                    życiowy, bo żyjemy sobie na prawach normalnej rodziny a przede wszystkim
                    emocjonalnie jest wszystko gut. Pewnie, że niektóre rzeczy trudno mi w niej
                    zaakceptować, ale i syn ma takie rzeczy, które bardzo bym chciała zmienić - no,
                    nikt nie jest idealny, nasze dzieciaki również nie smile Nie chciałabym niczego
                    zmieniać i nie żałuję, że jest jak jest - widzę, jaki mąż jest szczęśliwy, że
                    ma nas wszystkich pod jednym dachem, że skończyła się jego tęsknota za córką,
                    gdy mieszkała u matki a przede wszystkim lęk o dziecko w późniejszym najgorszym
                    okresie, gdy dziecku było u niej już bardzo źle, sąd był opieszały, "ojczym"
                    coraz bardziej śmiały w swoich poczynaniach, matka zakochana nie czuła się w
                    obowiązku dziecka chronić i wynagradzała ojczymowi to, że miała "garba" w ten
                    sposób, że pozwalała jeździć po pięcioletnim dziecku jak na łysej kobyle. Dużo
                    rzeczy wylazło ostatnimi czasy, okazuje się, że nawet przedszkole
                    interweniowało u eks w sprawie dobra dziecka, namawiało, by eksia opowiedziała
                    się po stronie dziecka a nie partnera - szkoda, że wtedy nikt nie chciał pomóc,
                    gdy M prosił o świadkowanie w sądzie, by jak najszybciej przejąć opiekę...


                    No i tak od zdania do zdania wyszedł elaborat, ale wątek jest tak długi, że to
                    już mu chyba nie zaszkodzi wink))

                    Kładę się, bo coś mi się brzuch napina, ech...


                    pozdrówki
                    lidka
                • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 14:00
                  maxxi26 napisała:

                  > Nie rozumiem szczerze mówiac. Czy to że mam trójke rodzeństwa i jestem
                  > średnia to oznacza, że coś "zabrałam" mojej najstarszej siostrze?

                  Ja jestem najstarsza, mam dwojke rodzenstwa i bylo dokladnie tak, ze jak oni
                  sie urodzili, to rodzice ograniczyli wydatki na mnie. Przeciez wiadomo, ze
                  wydatki dostosowuje sie do aktualnych potrzeb i mozliwosci. Jak musieli wydawac
                  na jedno, to bylo wiecej. Musza wydawac na trojke - jest mniej. I nikogo to nie
                  dziwi.
                  • agamagda Erin odpowiedz jest w odp do Maxxi 04.02.05, 14:08
      • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 13:52
        agamagda napisała:

        > Widać wyraznie, że problemem jest brak jasno zdefiniowanych granic. Nie
        > wyobrazam sobie po prostu, żeby osoba, która jest nową towarzyszką mojego Ex,
        > mogła (...) czy dyktować ile mozna czy nie mozna wydać na jego zajecia
        > pozalekcyjne, czy przyjemności. To nie jej rola, ani nie jej sprawa.

        Juz to raz napisalam, ale powtorze - jako ze budzet w rodzinach jest wspolny,
        to jest tez sprawa next. Nie decyduje ona moze na co jest kasa wydawana, ale
        POWINNA moc miec wplyw na to, w jakiej wysokosci. Chyba, ze w rodzinie jest
        tak, ze kazdy wrzuca do wspolnego worka jakas czesc swojej wyplaty na wydatki
        wspolne, reszta rozporzadza samodzielnie. Wtedy ok - next nie ma nic do
        gadania, na co facet wydaje swoja czesc.
        • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 14:07
          Erin odpowiem globalnie na wszystkie twoje ostatnie posty.
          Uważam, że zobowiązanie w postaci alimentó i trzeba je płacić. Piszesz że u
          Ciebie w zwiazku alimenty to pozycja stała, wiec nie ma pb. Macie budżet,
          zobowiazanie wykonane, na co idzie Wasza kasiorka, nikomu nic do tego. Co do
          wydatków dodatkowych które idą z Waszego budżetu, masz takie samo decydować jak
          Twój M. Ale nie masz prawa podejmować decyzji dotyczących dziecka. To należy do
          rodziców. Chodzi mi o to że decyzja czy pojedziecie do Grecji z pasierbem czy
          do Pułtuska, twoja (no i M wink)sprawa - dziecku i tak głównie chodzi o kontakt
          z rodzicem, czy mam wydać dodatkowe pieniądze na operację bez której dzieciak
          bedzie kulał całe życie - tu decyzja należy do rodziców.
          • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 14:14
            No wiec wlasnie ja taka postawe, jaka Ty W TYM poscie przedstawilas,
            prezentuje. Wczesniej pisalas jednak, ze next wara w ogole od tego, ile facet
            wydaje na dziecko, nie tylko w kontekscie alimentow (ktorych wysokosc ustala
            sad zazwyczaj, wiec pola manewru nie ma), ale i w sprawie wydatkow dodatkowych.
        • maxxi26 Re: Zródło konflitów 04.02.05, 14:31
          Jakaś smutna konkluzja mi się z tego wszystkiego sama nasuwa. Dziecko to powoli
          za przeproszeniem święta krowa. Rodzice mają mu wszystko zapewnić, spełnić
          wszelkie zachcianki, zajmować do 30 roku życia, kiedy łaskawie zechce sie
          usamodzielnić, darować mieszkanie na starcie zycia i jeszcze odpowiednio
          uposażyć po śmierci. Czy to aby jest wychowawcze.

          A co ma takie dziecko już zrobić? Sadzę, ze "kładzenie takich wymagań" dziecku
          do głowy zemści się na obojgu rodzicach. Ciekawe czy w ogóle będzie w stanie
          docenić takie poświecenie. Przecież bedzie to dla niego normalka... Nie wiem,
          czy którakolwiek z nas tak miała, ze wszystko dostała. Dlaczego nagle nasze
          pokolenie chce dać swoim dzieciom wszystko.
          • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 14:40
            maxxi26 napisała:

            > A co ma takie dziecko już zrobić? Sadzę, ze "kładzenie takich wymagań"
            > dziecku do głowy zemści się na obojgu rodzicach. Ciekawe czy w ogóle będzie w
            > stanie docenić takie poświecenie. Przecież bedzie to dla niego normalka...

            No więc własnie. Dziecko widzac postawe matki, ktora stawia wymagania i
            oczekuje ich realizacji przez ojca, nie zwazajac na jego mozliwosci, daje
            rewelacyjny przyklad. Czy postawa taka zemsci sie na obojgu rodzicach? Nie
            sadze. Mysle, ze raczej na jednym, bo matka zawsze bedzie ta, ktora dla dziecka
            walczyla, a ojciec moze stac sie tym, ktorym musi do konca zycia pokutowac za
            to, ze rodzina sie rozpadla.

            > Nie wiem, czy którakolwiek z nas tak miała, ze wszystko dostała. Dlaczego
            > nagle nasze pokolenie chce dać swoim dzieciom wszystko.

            Ja tak nie mam i nie bede miala, ze wszystko dostane. Juz to napisalam chyba,
            ale u mnie sytuacja byla od zawsze jasne - pomoc jest do konca nauki (wersja
            zmodyfikowana przez fakt, ze w trakcie mojej nauki zalozylam rodzine). I to
            pomoc nie w postaci zakupu mieszkania, tylko umozliwienia studiowania
            (dziennego).
            Ja nawet gdybym mogla, nie dam mojemu synowi wszystkiego, czego potrzeba do
            doroslego zycia (mieszkania, pieniedzy, samochodu). Pomoge mu stac sie takim
            czlowiekiem, ktory na to SAM zapracuje. Dzieki temu doceni to, co ma. Jak cos
            jest dane 'za darmo', to moze miec, moim zdaniem, duzo mniejsze znaczenie.
            Pamietam, jak jeszcze w liceum zarobilam pierwsze pienidze. Wydajac je, ogladam
            kazda zlotowke piec razy. Bo wiedzialam, ile kosztuje jej zdobycie. Kasa dana
            przez rodzica ma mniejsza wartosc, bo zdobyc ja jest czesto bardzo latwo -
            proszac lub wrecz wymuszajac.
          • m-m-m Re: Zródło konflitów 04.02.05, 14:47
            Maxi, to zależy od rodziców: są tacy, ktorzy istonie wyznają flilozofię, że
            dziecku się wszystko należy (i to akurat nie jest cecha tylko rodziców po
            rozwodzie), a i są tacy, którzy patrzą rozsądnie, "po protestancku", czyli
            praca i uczenie dziecka, iż wszystko tak naprawdę powinno zawdzięczać swojej
            pracy (znam rodzinę angielską z synem jedynakiem, dobrze sytowani, których syn
            mając lat 12 podjął się...wyprowadzania psa sąsiadów za jakieś niewielkie
            pieniądze, co miało go uczyć właśnie odpowiedzialności za swoje życie, anie
            postawy roszczeniowej).
            • maxxi26 Re: Zródło konflitów 04.02.05, 14:59
              wyprowadzania psa sąsiadów za jakieś niewielkie
              > pieniądze, co miało go uczyć właśnie odpowiedzialności za swoje życie, anie
              > postawy roszczeniowej).

              Właśnie też tak zamierzam smile Przystosowanie dziecka do samodzielnego zycia w
              społeczeństwie to podobno cel rodziców... Wykształcenie u dziecka, ale
              wyłacznie postawy, ze jemu się wszystko nalezy, to dopiero wykształcenie wink
            • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 15:04
              Ja to chyba mam tak 'po srodku'. Tzn nie bede wymagac od dwunastolatka pracy
              (chociaz jak bedzie chcial zarobic sobie jakies drobne, to czemu nie), ale juz
              na przyklad obowiazki w domu miec bedzie. Mi generalnie chodzi o to, zeby
              dorosle dziecko pracowalo na to, co chce miec, a nie dostawalo t ood rodzicow.
              Kwestie maloletnich sa inne zupelnie smile
          • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 14:57
            Każdy rozumie jak chce.
            jasne że dla jednych lepiej jest ze by dziecko włuczyło się po mieście byle nie
            zapłacić za świetlice i mieć pieniążki na lepszy TV,
            Rozwód pociąga za sobą konsekwencje również finansowe, jeśli rodzice nie umieją
            sie dogadać, niech przynajmniej zapewnią lepszy start.
            • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 15:01
              agamagda napisała:

              > jasne że dla jednych lepiej jest ze by dziecko włuczyło się po mieście byle
              > nie zapłacić za świetlice i mieć pieniążki na lepszy TV

              Ty naprawde nie rozumiesz, co sie tutaj pisze, czy tez masz ochote na jakies
              spiecia? Nikt nie mowi o oszczedzaniu na ksztalceniu czy bezpieczenstwie
              dziecka, po to tylko, zeby miec super wyjazd czy ekstra sprzet AGD. Ale na
              przyklad nie wyobrazam sobie, zeby moi rodzice, ktorzy dali mi start - czyli
              pomagali w skonczeniu studiow, mieli nie jechac na zasluzone wakacje, bo musza
              mi kupic mieszkanie. I o takie 'nie dawanie' dzieciom chodzi.

              > Rozwód pociąga za sobą konsekwencje również finansowe, jeśli rodzice nie
              > umieją sie dogadać, niech przynajmniej zapewnią lepszy start.

              Tzn. niech facet zrekompensuje dziecku, ktore jest z matka to, ze on z nimi nie
              mieszka. tia...
              • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 15:31
                Ależ moja droga poczytaj... Większość postów mówi jasno, że gdy pojawia się
                nowe dziecko, to alimenty trzeba zmniejszyć, nawet jesli sądownie tak się
                dzieje uważam że, jest to niemoralne. Każda dorosła osoba może zarobić, a jeśli
                nie jest w stanie to po co bierze na siebie nastepne zobowiązania???
                Dla mnie dziecko, jego wychowanie to odpowiedzialność a nie bzyku bzyku i mamy
                następną jednostkę. A co z alimentami, na poprzednie? A zmiejszymy. Tylko gdy
                500 to suma jeszcze ok. to 300 już nie, dlaczego więc budować szczęscie kosztem
                innych osób?
                • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 15:35
                  agamagda napisała:

                  > A co z alimentami, na poprzednie? A zmiejszymy. Tylko gdy 500 to suma jeszcze
                  > ok. to 300 już nie, dlaczego więc budować szczęscie kosztem innych osób?

                  Wiekszosc zmniejsza? I to jeszcze z 500 na 300? Czy moze z 1500 na 1200? W
                  jakims innym watku napisalam juz to, ale nie pamietam gdzie, wiec nie odesle,
                  ze jesli alimenty sa minimalne to ich nie powinno sie obnizac. Ale jesli sa
                  ustalone w sytuacji, gdy facet nie ma dzieci i zony i alimenty nie pokrywaja
                  jedynie 'uzasadnionych potrzeb', ale rowniez jakies ekstrasy bez ktorych mozna
                  zyc, to wtedy ta obnizka moze byc uzasadniona.
                  • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 16:05
                    Dla każdego jest czymś innym uzasadniona potrzeba. Tak jak, pisałam wyżej dla
                    mnie prywatna szkoła jest uzasadnioną potrzebą, dla kogoś innego zawodówka,
                    wystarczy.
                    Potrzeby muszą oceniać rodzice, którzy kierują się dobrem dziecka, a nie osoby
                    trzecie. Czy buty nike (w pewnym wieku) to potrzeba żeby dziecko nie czuło się
                    gorzej czy kaprys??? Czy gra na pianinie jest potrzeba, czy to też zawracanie
                    głowy ???
                    Co chcesz udowodnić?
                    Od początku jasno stoje na stanowisku,że decyzje dotyczące dziecka należą do
                    jego rodziców, a nie do osób trzecich, jakimi są partnerzy rodzica.
                    Że zapewnienie utrzymania należy do tychże rodziców.
                    że przed podejmowaniem nastepnych zobowiązań trzeba się zastanowić, czy nie
                    będzie to z krzywdą dla pierwszego dziecka,
                    Z czym się tu nie zgadzasz??
                    • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 16:55
                      agamagda napisała:

                      > Potrzeby muszą oceniać rodzice, którzy kierują się dobrem dziecka, a nie
                      > osoby trzecie.

                      Oczywiscie. Ale jedno drugiego nie wyklucza. Swoja droga - dlaczego o
                      alimentach decyduje sedzia, czyli osoba trzecia, ktora stwierdza, co jest
                      potrzeba uzasadniona, a co nie?

                      > Czy buty nike (w pewnym wieku) to potrzeba żeby dziecko nie czuło się
                      > gorzej czy kaprys???

                      Zawsze kaprys. Jesli dziecko czuje sie gorzej tylko dlatego, ze nie ma butow
                      Nike, to jest to problem rodzica. Ja pierwsze firmowe buty kupilam sobie pod
                      koniec liceum, za wlasnorecznie zarobione pieniadze. Moje kolezanki mialy takie
                      buty wczesniej, ja za to wtedy juz FCE. I czulam sie dobrze smile

                      > Czy gra na pianinie jest potrzeba, czy to też zawracanie głowy ???

                      Jesli dziecko chce grac, to jest to potrzeba. Sama skonczylam szkole muzyczna i
                      wiem, ze warto.

                      > Co chcesz udowodnić?

                      Chce udowodnic to, ze sa potrzeby, na ktore kasa powinna byc i takie, na ktore
                      jesli nie ma - to nie powinno byc rwania wlosow z glowy. Oczywiscie jesli sa,
                      to super, ale nie uwazam, ze nalezy sobie flaki wypruwac, tylko po to, zeby
                      dziecko mialo firmowe buty. I tak edukacja, zajecia dodatkowe (ale takie, ktore
                      sa rzeczywiscie z potrzeby, nie dla nabicia rachunkow) oraz ochrona zdrowia to
                      sa te dziedziny, na ktore warto lozyc w duzych ilosciach, nawet kosztem
                      mniejszych czy wiekszych przyjemnosci. A wspomniane przez Ciebie buty Nike to
                      dobro 'luksusowe', ktore moze poczekac.

                      > Od początku jasno stoje na stanowisku,że decyzje dotyczące dziecka należą do
                      > jego rodziców, a nie do osób trzecich, jakimi są partnerzy rodzica.
                      > Że zapewnienie utrzymania należy do tychże rodziców.

                      I nikt tego nie neguje.

                      > że przed podejmowaniem nastepnych zobowiązań trzeba się zastanowić, czy nie
                      > będzie to z krzywdą dla pierwszego dziecka,
                      > Z czym się tu nie zgadzasz??

                      Ze argument o 'krzywdzie' powinien byc jednym z argumentow, nie jedynym. I tez
                      trzeba jasno sprecyzowac, co jest owa krzywda.
                      • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 17:20
                        Wyraznie wyzej gdzies napisałam że mówiąc o osbach trzecich mam na myśli
                        partnera rodzica, nie sędziego. Sędzia decyduje o alimentach, gdy rodzice nie
                        umieją sie dogadać.
                        Czy buty nike (w pewnym wieku) to potrzeba żeby dziecko nie czuło się
                        > > gorzej czy kaprys???
                        >
                        > Zawsze kaprys. Jesli dziecko czuje sie gorzej tylko dlatego, ze nie ma butow
                        > Nike, to jest to problem rodzica. Ja pierwsze firmowe buty kupilam sobie pod
                        > koniec liceum, za wlasnorecznie zarobione pieniadze. Moje kolezanki mialy
                        takie
                        >
                        > buty wczesniej, ja za to wtedy juz FCE. I czulam sie dobrze smile
                        To twoje zdanie - i dlatego nie ma to nic do rzeczy, jak ty się czułaś w liceum
                        z nikemi czy bez. Podobnie jak z pianinem.

                        > Chce udowodnic to, ze sa potrzeby, na ktore kasa powinna byc i takie, na
                        ktore
                        > jesli nie ma - to nie powinno byc rwania wlosow z glowy. Oczywiscie jesli sa,
                        > to super, ale nie uwazam, ze nalezy sobie flaki wypruwac, tylko po to, zeby
                        > dziecko mialo firmowe buty. I tak edukacja, zajecia dodatkowe (ale takie,
                        ktore
                        >
                        > sa rzeczywiscie z potrzeby, nie dla nabicia rachunkow) oraz ochrona zdrowia
                        to sa te dziedziny, na ktore warto lozyc w duzych ilosciach, nawet kosztem
                        > mniejszych czy wiekszych przyjemnosci. A wspomniane przez Ciebie buty Nike to
                        > dobro 'luksusowe', ktore moze poczekac.

                        Widzisz zeby nie wiem jak mądre i słuszne było twoje stwierdzenie, uważam że
                        nie masz prawa podejmować takich decyzji - albo nie inaczej, masz prawo w
                        granicach takich jak jest np. dawanie prezentu, chcesz to dasz, nie to nie.
                        Jeśli któreś z rodziców uważa, że dla dobra dziecka jest konieczne coś, co
                        Tobie jako nie rodzicowi wydaje sie luksusem, do RODZICA należy ostateczna
                        decyzja - nawet w przypadku butów nike. Tak samo jak z dziecmi sąsiada, może
                        wiesz lepiej ale to nie twoje dziecko.



                        • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 17:30
                          agamagda napisała:

                          > To twoje zdanie - i dlatego nie ma to nic do rzeczy, jak ty się czułaś w
                          > liceum z nikemi czy bez. Podobnie jak z pianinem.

                          Zadałaś przykładowe pytania, ja na nie odpowiedziałam.

                          > Widzisz zeby nie wiem jak mądre i słuszne było twoje stwierdzenie, uważam że
                          > nie masz prawa podejmować takich decyzji - albo nie inaczej, masz prawo w
                          > granicach takich jak jest np. dawanie prezentu, chcesz to dasz, nie to nie.
                          > Jeśli któreś z rodziców uważa, że dla dobra dziecka jest konieczne coś, co
                          > Tobie jako nie rodzicowi wydaje sie luksusem, do RODZICA należy ostateczna
                          > decyzja - nawet w przypadku butów nike. Tak samo jak z dziecmi sąsiada, może
                          > wiesz lepiej ale to nie twoje dziecko.

                          Ja nie wyrazam tutaj zdania na temat tego, co powinni, a czego nie powinni
                          robic rodzice. Wyrazam, jako matka, swoje zdanie na temat tego, co moim zdaniem
                          jest wydatkiem, dla ktorego warto sie postarac, a co zbednym. I nie kaze
                          nikomu, nawet mojemu mezowi, sie do takich zasad stosowac.
                          Natomiast jesli eks mojego meza stwierdzilaby, ze potrzebuje ekstra kasy na
                          buty Nike, to ja bym sie zgodzila na taki wydatek (w sytuacji, gdy nie byloby
                          nas tak po prostu na to stac). Natomiast gdyby powiedziala, ze potrzebna jest
                          kasa na jakis wydatek zwiazany ze zdrowiem, postaralabym sie
                          cos 'wykombinowac'. Od razu zaznaczam - dotyczy to sytuacji, gdy bylaby to
                          ekstra kasa, poza alimentami, a o takiej dalas mi prawo decydowac.
                      • iizaa Re: Zródło konflitów 04.02.05, 17:25
                        Jesteś tak przerażajaco zasadnicza ,że nie chciałabym byc Twoim dzieckiem. Zero
                        spontaniczności, suche podejście do tematu. A dlaczego nie kupic tych firmowych
                        butów, jeśli dziecko o tym marzy a ktoś mam mozliwośc te marzenia spełnić i
                        widzieć jak buzia sie rozjaśnia w usmiechu. Rodzice sa między innymi po to by
                        sprawiać, by życie dzieci było radosne. Owszem nie do przesady i nie każda
                        zachcianka, ale czasem czemu nie??? Bo nie? Bo tego może kiedys nie doceni? Bo
                        lepiej żeby siedziało wiecznie w ksiązkach i sie uczyło?? No litości, kazdy
                        wiek ma swoje prawa. Ze ty byłaś taka samodzielna - no respekt. Ja jakos nie
                        widze swojej córki pracującej w wieku 12 lat. Wolę ja widziec z lalkami.
                        • iizaa Re: Zródło konflitów 04.02.05, 17:28
                          e_r_i_n oczywiście miałam na mysli
                        • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 17:37
                          iizaa napisała:

                          > Jesteś tak przerażajaco zasadnicza ,że nie chciałabym byc Twoim dzieckiem.
                          > Zero spontaniczności, suche podejście do tematu.

                          Ja pisze na forum, o konkretach, nie wiesz, jaka jestem w realu. Kiedys pisalam
                          z wiekszym 'uczuciem', ale zgubne to mialo skutki.
                          A moje dziecko na mnie nie narzeka smile

                          > A dlaczego nie kupic tych firmowych butów, jeśli dziecko o tym marzy a ktoś
                          > mam mozliwośc te marzenia spełnić i widzieć jak buzia sie rozjaśnia w
                          > usmiechu. Rodzice sa między innymi po to by sprawiać, by życie dzieci było
                          > radosne.

                          Widać bardzo nieuwaznie czytalas moje posty. Nie napisalam, zeby pod zadnym
                          pozorem nie spelniac zachcianek dziecka. Napisalam tylko, ze jesli kasy nie ma
                          bez ograniczen, to sa takie wydatki, dla ktorych nie trzeba od razu stawac na
                          glowie i wypruwac sobie zyly. I do nich zaliczylam buty Nike.

                          > Owszem nie do przesady i nie każda zachcianka, ale czasem czemu nie??? Bo
                          > nie? Bo tego może kiedys nie doceni? Bo lepiej żeby siedziało wiecznie w
                          > ksiązkach i sie uczyło??

                          Oczywiscie, ze tzeba dziecku sprawiac przyjemnosci, spelniac zachcianki.
                          Nigdzie inaczej nie napisalam! I w zyciu nie bede wymagala od mojego dziecka
                          siedzenia tylko i wylacznie przy ksiazkach.

                          > No litości, kazdy wiek ma swoje prawa.

                          Dokladnie tak.

                          > Ze ty byłaś taka samodzielna - no respekt. Ja jakos nie widze swojej córki
                          > pracującej w wieku 12 lat. Wolę ja widziec z lalkami.

                          Po pierwsze, ja w wieku 12 lat nie pracowalam. Nie napisalam tez, ze oczekuje
                          tego od mojego syna. Wrecz odwrotnie - napisalam ,ze w zyciu bym tego nie
                          oczekiwala. A co innego, ze gdyby bardzo chcial zarobic na swoje drobne
                          wydatki, na przyklad wynoszac smieci (to chyba sposob agamagdy) to nie mialabym
                          nic przeciwko.
                        • m-m-m Re: Zródło konflitów 05.02.05, 12:06
                          Dziewczynaka lat 12 nie bawi się już lalkami, dzis dzireci dojrzewaja
                          wcześniej. Co do pracy: praca dorywcza, taka jak owe wyprowadzanie psa sąsiadów
                          nie jest niczym złym i nieświadczy o wykorzystywaniu dziecka do celów
                          zarobkowych.
                    • lideczka_27 Re: Zródło konflitów 04.02.05, 23:23
                      agamagda napisała:

                      > Dla każdego jest czymś innym uzasadniona potrzeba [ciach]
                      > Potrzeby muszą oceniać rodzice, którzy kierują się dobrem dziecka, a nie
                      osoby
                      > trzecie. [ciach]
                      > Od początku jasno stoje na stanowisku,że decyzje dotyczące dziecka należą do
                      > jego rodziców, a nie do osób trzecich, jakimi są partnerzy rodzica.
                      > Że zapewnienie utrzymania należy do tychże rodziców.

                      Rozumiem. I pozostańmy może przy tych butach, będzie prościej. Matka te
                      firmówki uważa za niezbędną rzecz i żaden luksus, ojciec dziecka już nie - nie
                      stać go, nie zarabia na tyle. Patrzy też na swoje drugie dzieci, którym w życiu
                      nie mógłby takich butów fundnąć.
                      Co w tej sytuacji robimy? Są oboje rodzice: mam, tata i mają zadecydować. Czy
                      teraz rację ma mama (kupić) czy tata (nie kupić)?. "Potrzeby muszą oceniać
                      rodzice" - a tu mamy numer, że kompletnie nie ma porozumienia co do zasadności
                      potrzeby i kto ma rację?


                      aga, dlaczego nie bierzesz pod uwagę, że w dzisiejszych czasach nie jest tak
                      łatwo i nie można tak po prostu powiedzieć "zarób"? Dlaczego nie bierzesz pod
                      uwagę problemów na rynku pracy, problemów losowych, tego, że ludzie ni z tego
                      ni z owego tracą pracę??? Facetowi się wiedzie, zakłada nową rodzinę, a potem
                      nagle trrrach i co? Ja chyba wiem, skąd to wypływa, bo w temacie komfortu życia
                      i następnych dzieci napisałaś "kupiliśmy większy dom i samochód". Dlatego w tym
                      wątku nie będzie zrozumienia. Syty głodnego nigdy nie zrozumie. Ale to dobrze,
                      że nie masz tego typu doświadczeń (szczerze i życzliwie to piszę) i oby nigdy
                      Cię nic złego nie dopadło.

                      dobrej nocki
                      lidka


                      • agamagda Re: Zródło konflitów 06.02.05, 20:29
                        > agamagda napisała:
                        >
                        > > Dla każdego jest czymś innym uzasadniona potrzeba [ciach]
                        > > Potrzeby muszą oceniać rodzice, którzy kierują się dobrem dziecka, a nie
                        > osoby
                        > > trzecie. [ciach]
                        > > Od początku jasno stoje na stanowisku,że decyzje dotyczące dziecka należą
                        > do
                        > > jego rodziców, a nie do osób trzecich, jakimi są partnerzy rodzica.
                        > > Że zapewnienie utrzymania należy do tychże rodziców.
                        >
                        > Rozumiem. I pozostańmy może przy tych butach, będzie prościej. Matka te
                        > firmówki uważa za niezbędną rzecz i żaden luksus, ojciec dziecka już nie -
                        nie
                        > stać go, nie zarabia na tyle. Patrzy też na swoje drugie dzieci, którym w
                        życiu
                        >
                        > nie mógłby takich butów fundnąć.
                        > Co w tej sytuacji robimy? Są oboje rodzice: mam, tata i mają zadecydować. Czy
                        > teraz rację ma mama (kupić) czy tata (nie kupić)?. "Potrzeby muszą oceniać
                        > rodzice" - a tu mamy numer, że kompletnie nie ma porozumienia co do
                        zasadności
                        > potrzeby i kto ma rację?
                        >
                        Tu odpowiedz dla mnie jest prosta. Jeśli matka pieniądze to kupi te buty jeśli
                        musi o pieniądze prosić ojca dziecko nie będzie miało butów. Kto ma racje nie
                        jest ważne bo decyzje podejmują rodzice, czyli osoby mające do tego prawo.
                        Tak tez gwoli wyjaśnienia
                        Syty głodnego nigdy nie zrozumie. Ale to dobrze,
                        > że nie masz tego typu doświadczeń (szczerze i życzliwie to piszę) i oby nigdy
                        > Cię nic złego nie dopadło.
                        Tak się składa ze dzis faktycznie można powiedzieć że sie od dna odbiłam i mam
                        dość komfortowe życie, ale mój pierwszy M był hazardzistą. Oznacza to, ze przy
                        wspaniałych zarobkach, non stop mieliśmy komorników, wierzycieli itp, a ja sie
                        nie zorientowałam w jego nałogu przez parę lat. Gdy sytuacja stała się tak
                        gęsta że nie można było oddychać, mój M wpadł w depresję - bardzo wygodnie i
                        poszedł się leczyć, a ja została z 3-etnim dzieckiem, i całym tym majdanem ,
                        mieszkaniem, kredytem etc niepłaconym od x czasu, wierzycielami niezbyt
                        sympatycznymi i komornikami. Wyszłam z tego sama bez pomocy. Wiec nie mów mi
                        proszę,że nie wiem co to znaczą przeciwności losowe.
                • maxxi26 Re: Zródło konflitów 04.02.05, 15:42
                  Dla mnie dziecko, jego wychowanie to odpowiedzialność a nie bzyku bzyku i mamy
                  > następną jednostkę. A co z alimentami, na poprzednie? A zmiejszymy. Tylko gdy
                  > 500 to suma jeszcze ok. to 300 już nie, dlaczego więc budować szczęscie
                  kosztem
                  >
                  > innych osób?

                  Idac torem Twojego rozumowania, to czy już postanowiłaś nie mieć więcej dzieci,
                  ponieważ trzeba będzie dzielić środki finansowe na więcej osób i przez to
                  potrzeby pierworodnego trzeba będzie ograniczyć? Idąc dalej - masz dziecko z
                  kolejnym partnerem, ze wzgledu na zrządzenie losu zarabiacie ok 1500 zł
                  łącznie - macie 1 dziecko - a zatem na ok 500 zł do wydania na osobę. Czy
                  jeżeli dostaniesz alimenty powiedzmy w kwocie 700 zł na dziecko z pierwszego
                  małżeństwa- to nie wrzucisz tej kwoty do wspólnego budżetu, czy też zapewnisz
                  temu pierwszemu dziecku lepsze życie niż temu drugiemu, który żyje przecież w
                  pełnej rodzinie... Jakieś to nielogiczne. Wnioski z Twoimch twierdzeń są tylko
                  dla mnie takie: dziecko wychowywane przez jednego z rodziców ma mieć lepszy
                  start, bo jest pokrzywdzone a rodzice mają to mu zrekompensować. Innych dzieci
                  nie mogą mieć, bo obniżą statdard pierwszemu. Chyba że pojdą do kolejnej pracy
                  i zarobia sobie na to drugie tyle co na pierwsze. Ale wtedy pojawi sie brak
                  czasu, co też odbije się na pierwszym dziecku, które rzadziej widzi rodzica...
                  Czyli też źle..
                  • balladynka Re: Zródło konflitów 04.02.05, 16:07
                    Hi hi, wlaśnie zrobiłam sobie spreadsheet w Excelu i mam już wszystkie
                    wyliczenia jak na dłoni. Otóż wyszło mi, że chcąc mieć dziecko (zakładam
                    oczywiście, że w jakiś perfidny i okrutny sposób przekonałabym mojego M. do
                    zmiany nastawienia ku ubolewaniu pewnej Pani) powinnam natychmiast zacząć
                    zarabiać jakieś 8-10 tys. złotych więcej niż dotychczas, żeby mój M. mógł
                    utrzymać ten sam poziom Eksi oraz dzieciom, no bo przecież na jego dochody nie
                    mam co liczyć - rozdystrybuowane. Chcąc zapewnić podobny poziom życia mojemu
                    dziecku co tamtym potrzebna mi zatem taka extra gotówka. Ponieważ nie jest to
                    absolutnie realne w najdalszej nawet przyszłości, natychmiast wyliczyłam na
                    kalkulatorku dni płodne, sprawdziłam wyniki przy wykorzystaniu Excela, dodałam,
                    podzieliłam i pomnożyłam i wyszło mi, że niestety, dziś nici z bzyku bzyku.
                    • mikawi Re: Zródło konflitów 04.02.05, 16:13
                      bo jesli chodzi o dziecko faceta z eks żoną - to jego utrzymanie to obowiązek
                      faceta i wyraz odpowiedzialności, priorytet i świętość; natomiast dziecko z
                      drugą żoną - to kaprys, widzimisię, efekt radosnego bzyku bzyku zaś cala
                      odpowiedzialność za utrzymanie tej "zachcianki" powinna spocząć na next - skoro
                      chciała to niech je sobie utrzymuje, żeby nie ograbiać pierwszego dziecka
                      faceta z kaski tatusia choćby o złotówkę (bo jeszcze na szkołę prywatną
                      zabraknie).
                  • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 16:15
                    Wiesz Maxi, to też kwestia podejścia do życia. A dlaczego zmiejszać cokolwiek,
                    a może zarobić więcej???
                    Chcesz mieć wiecej dzieci zarób - nie możesz zarobić, nie powiększaj rodziny.
                    Proste jak drut.
                    Wracając do Twojego pytania, my tak postnowiliśmy nie mieć wiecej dzieci, bo
                    nie mamy już na to czasu żeby dobrze je wychować.
                    A co do finansów to akurat nie stanowi w moim przypadku, problemu.
                    • maxxi26 Re: Zródło konflitów 04.02.05, 16:24
                      To może tak do posiadania dziecka jakiś egzamin państwowy czy coś takiego? O
                      oczywiście z góry zabezpieczenie określonej kwoty na potrzeby dziecka, bo
                      inaczej państwo powie sam jesteś sobie winien?

                      U mnie kasa akurat też nie jest problemem, ale moge zrozumieć osoby które mogą
                      jej nie mieć. I akurat dla mnie to oczywiste, że pojawienie się kolejnego
                      dziecka wiąże się z podziałem dotychczasowych środków pomiedzy wszystkie
                      dzieci. I tak najstarsze dzieci mają czesto lepiej bo rodzice choć na początku
                      dawali mu wiecej.. I skoro najstarsze - to na początku nalezy uposażyć bo co do
                      pozostałych to się zobaczy. To oczywiscie nie reguła - ale w mojej rodzinie tak
                      było, o co nie mam pretensji.

                      Ja de facto jestem w zupelnie innej sytuacji bo mój m. ma dziecko w wyniku
                      pierwszego stosunku, ponieważ nieznajomej pannie dzicka się zachciało.. Więc
                      tak naprawde to ja powinnam być wkurzona że obniży mi poziom
                      moich "prawowitych" dzieci.. Ale co mi tam... Dyskutuję ponieważ nielogiczne
                      pozostaje dla mnue twierdzenie, że "drugie dziecko tak, ale pod warunkiem, ze
                      nie obniży życia pierwszemu".
                      • agamagda Poza tematem 04.02.05, 16:35
                        AD 3 akapitu - Upss, był taki wątek na samodzielnej gdzie szwagierka opisywala,
                        podobną sytuację. Swoją drogą to koszmarne być w takiej sytuacji, gdzie ktoś
                        Cię (Twojego M, oczywiście) tak wrabia, bardzo mi przykro ...
                        Wiesz, rozumiem że moze Cię denerwować to co piszę - faktycznie Wasza sytuacja
                        jest bardzo nietypowa i w sumie dla Was jest to niesprawiedliwe.
                        Mi raczej chodzi o związki w których podchodzi się bardziej tradycyjnie
                        do "robienia dzieci" a nie w sposób ho siup i do łóżeczka, bara bara i mam
                        zapewnioną przyszłość z alimentów.
                        • maxxi26 Re: Poza tematem 04.02.05, 16:40
                          Czytałam smile. Myślałam, ze się ujawniła właśnie ta panna smile. ja zawsze
                          podchodziłam do posiadania dzieci w sposób strasznie odpowiedzialny (moze
                          dlatego ich do teraz nie mam wink; ale uważam, ze to właśnie bardzo
                          niesprawiedliwe.. Jednak właśnie ogólnie staram się nie generalizować, bo
                          troche nauczyłam się tej paskudnej pokory. Mimo, że zawsze starałam sie
                          panować nad swoim życiem to co mi z tego, mój facet miał pecha. I tak oto
                          namierna kontrola życiowa skończyła się fiaskiem. Niestey nie da sie życia
                          kontrolować. Ech tam wink Życie....
                          • maxxi26 Re: Poza tematem 04.02.05, 16:42
                            I tak naprawde przez to właśnie jestem zwolenniczką - właśnie "prawa jazdy" na
                            dziecko smile
                            • agamagda Re: Poza tematem 04.02.05, 16:47
                              To śmieszne, ale ja też...
                              Nie znoszę jak dzieje się dziecku krzywda, w imię czyjegoś egoizmu...
                              Zresztą w przypadku taki jak Wasz, egoizm matki jest wprost dobijający.
                              Rozumiem ze wpadki sie zdarzają ale ...
                              • maxxi26 Re: Poza tematem 04.02.05, 16:53
                                agamagda napisała:

                                > To śmieszne, ale ja też...
                                > Nie znoszę jak dzieje się dziecku krzywda, w imię czyjegoś egoizmu...
                                > Zresztą w przypadku taki jak Wasz, egoizm matki jest wprost dobijający.
                                > Rozumiem ze wpadki sie zdarzają ale ...

                                I tak oto doszłyśmy do konsensusu smile. POzdrawiam.

                    • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 16:59
                      agamagda napisała:

                      > Chcesz mieć wiecej dzieci zarób - nie możesz zarobić, nie powiększaj rodziny.
                      > Proste jak drut.

                      Tak sobie pomyslalam... Chce miec wiecej dzieci i owszem. Zgodnie z Twoja
                      rada 'sobie na nie zarobie', ale z dziecka moze byc caly guzik, bo w zwiazku z
                      moimi wysokimi zarobkami alimenty mojego meza zostana zwiekszone, bo ja bede
                      mogla przejac w wiekszym stopniu utrzymaniu naszej rodziny.
            • maxxi26 Re: Zródło konflitów 04.02.05, 15:07
              Dziecko po rozwodzie nie jest "upośledzonym", "gorszym" czy "innym" dzieckiem
              niż dziecko wychowane w pełnej rodzinie. POwinno mieć zapewnione wykształcenie
              odpowiednie do swoich umiejętności, a reszta już powinna zależeć od uznania
              rodziców. Mojej siostry dzieci są dziećmi porozwodowymi. To takie same dzieci
              jak inne. Nie rozumiem twierdzeń, zeby moja siostra miała zapewnić im inny
              start w życie przez to, ze sie rozwiodła..
              • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 15:17
                Ma na pewno traumatyczne przeżycia związane z rozwodem, nawet tym który jest
                przyjacielski. Na ogół ojciec który ma nową rodzinę uważa że zawodówka
                wystarczy, matka uważa ze studia. Zapytaj siostry czy aby napewno są takie jak
                dawniej...
                • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 15:18
                  agamagda napisała:

                  > Na ogół ojciec który ma nową rodzinę uważa że zawodówka
                  > wystarczy, matka uważa ze studia.

                  A to ciekawe...
                  • e_r_i_n Re: Zródło konflitów 04.02.05, 15:28
                    No i jeszcze - nie sadze, zeby tak bylo, bo w taki sposob owy ojciec sam by na
                    siebie bicz krecil. Skoro w KRiO nie ma mowy o koncu nauki, tylko o
                    usamodzielnieniu sie dziecko jako punkcie, gdy konczy sie obowiazek
                    alimentacyjny, to im lepsze wyksztalcenie, tym wieksza szansa na to, ze takie
                    dziecko stanie sie samodzielne, czyli zwolni ojca z obowiazku. Logiczne to
                    dosyc.
                • maxxi26 Re: Zródło konflitów 04.02.05, 15:23
                  Jestem w swietnym kontakcie z moją siostrzenicą, która opowiadała mi o swoich
                  przeżyciach i tym jak na nią rozstanie rodziców wpłynęło. Między nami jest
                  raptem różnica 14 lat więc stosunki bardziej kumpelskie niż "z pozycji ciotki"
                  Moja siostrzenica poradziła sobie psychicznie stosunkowo nieźle, ale zwwsze coś
                  zostaje... tatuś ma nową rodzinę, dziecko, a ona ma macochę, z którą lubi i
                  brata przyrodniego, którego też lubi..

                  Nie sądzę, że można uważać, że dziecku, które ma uzdolnienia, zeby powiedzieć,
                  ze jego aspiracje powinny się kończyć na zawodówce. Ale jeżeli zaczyna
                  powiedzmy trzecie studia - to na coś to już może wskazywać..
                • kkokos Re: Zródło konflitów 04.02.05, 16:14
                  jako dziecko rozwiedzionych rodziców mogę potwierdzić, dokładnie tak było:
                  matka uważała, że to oczywiste, że liceum i dalej, mój ojciec (nie miał nowej
                  rodziny, ale bidulek musiał płacić alimenty, robił to z różną regularnością -
                  przypominam, że socjalizm był i bezrobocia nie było) uważał, że zawodówka
                  naprawdę powinna wystarczyć smile)
                • ashan Re: Zródło konflitów 04.02.05, 16:37
                  agamagda napisała:


                  Na ogół ojciec który ma nową rodzinę uważa że zawodówka
                  > wystarczy, matka uważa ze studia.


                  buachachachachacha..... zabiłaś mnie tym tekstem big_grinDDDDDDDDDDDDDDDD
                  rozumiem, że to stwierdzenie jest poparte badaniami na dużej próbie. I pewnie
                  Twój były mąż też tak uważa?
                  Rewelacja big_grinDDDD
                  a.
                  • agamagda Re: Zródło konflitów 04.02.05, 16:49
                    Na ogół, nie oznacza wszyscy wink)))
                    Zresztą, mój Ex tak kocha synka, że pewnie wolałby, żeby za bardzo się nie
                    męczył i nie stresowałwink)) ale to inna historia
        • m-m-m Re: Zródło konflitów 04.02.05, 14:37
          Może tak:
          skoro ja mieszkam z pasierbem i na razie nie mam dziecka własnego, to podział
          jest jasny: intercyza z M. wspólna zrzutka co miesiąc na wydatki domowe
          (jedzenie, rachunki, higiena).
          Wyjazd: ja płacę swoja część i "kawałek" pasierba, M. płaci swoją i "resztę
          pasierba" (nie jest pól na pół zależy, które z nas ma ile pieniędzy w danym
          momencie).
          Dentysta Pasierba - płaci M.
          Korki pasierba - płacimy wspólnie (ja zadeklarowałam dobrowolnie, że się
          dorzucę).
          Ubranie pasierba: do tej pory kupowałam ja (dobrowolnie) i M. obowiązkowo. Od
          kilku m-cy matka pasierba ożywiła z nim kontakty kupuje mu to, co on chce.


    • lideczka_27 podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapraszam 04.02.05, 22:33
      Gdzieś tu padło stwierdzenie, że omijamy trudne, niewygodne tematy. Skoro ten
      wątek powstał i maglujemy różniaste kwestie, to chciałabym Was prosić o głos w
      dalszej dyskusji na poniższy temat. Zdaję sobie sprawę, że stanowiska będą
      różne, ale bardzo proszę o rzeczowość i to, byśmy po prostu pogadały, a nie
      zaczęły się kłócić, bo to prócz złych emocji niczego do dyskusji nie wnosi.
      Chciałabym ugryźć temat od strony sytuacji dzieci – pierwszych i drugich w
      kontekście rozwodu a pełnej rodziny. Często mówi się, że rozwód to straszna
      krzywda dla dziecka i należałoby mu ją wynagrodzić (za pomocą finansów także).
      Tu przy okazji przeciwstawia się sytuację dzieci neksi, że one mają lepiej, bo
      mają pełną rodzinę.
      Czasem nie wiem jak mam to rozumieć i proszę o prostą, szczerą odpowiedź: czy
      to oznacza, że pierwsze dzieci mają prawo do większych świadczeń od ojca?
      Właśnie dlatego, że on z nimi nie mieszka? A dzieci neksi mają niejako
      płacić „mniejszymi wymaganiami”, bo ojciec jest w domu? Czy powinno, czy wolno
      łączyć te dwie sprawy? Czy nie mają one nic do rzeczy?
      Moim zdaniem nie mają. Rozciągam zasadę „niewinności” na wszystkie dzieci –
      zakładam, że macochowe to jednak też dziecko: nie dość, że niewinne, to jeszcze
      (i tu użyję tak często powtarzającego się zwrotu) jest to dziecko, które „nie
      powinno płacić za błędy dorosłych”. Co jest tym błędem? To, że ojciec nie
      ułożył sobie kiedyś życia z kimś innym. Kto wie – może właśnie nie ułożył sobie
      z winy eks żony? Tak często jest tu podnoszony temat poczucia winy. W naszym
      przypadku za rozpad małżeństwa w głównej mierze odpowiedzialna jest eks żona
      mojego męża, której natura nie pozwoliła pozostać wierną, odeszła od męża,
      dziecko zabrała, związała się z kimś innym. Wyciągniętej ręki do zgody nie
      przyjęła. Była to jej decyzja, która zaważyła na życiu całej trójki – jej, jej
      męża i co najważniejsze: dziecka. Poprzez rozwód pogorszyła warunki życia
      dziecku, a później jeszcze wymagała zadośćuczynienia. Co w tym wszystkim robi
      moje dziecko? Czy jest odpowiedzialne za ten stan rzeczy? Czy mam się godzić na
      gorszy standard życia zapewniany przez ojca, bo poczęło się jako drugie? Czy
      słusznym jest, by moje dziecko płaciło za decyzje dorosłych? Jak to widzicie?

      Proszę o wypowiedzi kulturalne smile Od jakiegoś czasu mnie ten temat zastanawia i
      chciałabym się dowiedzieć od byłych żon, jak na to patrzą. Chciałabym przede
      wszystkim odpowiedzi na to jedno pytanie: czy fakt, że ojciec jest tylko
      dochodzący a nie mieszkający świadczy o tym, że dziecku należy się większa od
      niego działka niz dziecku "nowemu" i czy uważają to za sprawiedliwe. Tak? Czy
      nie?

      Drugie pytanie: dlaczego nagłe pogorszenie się komfortu życia ojca (nagły
      spadek zarobków, utrata pracy) jest podstawą do obniżenia warunków życia jego
      rodziny (bo to naturalna konsekwencja takiego faktu), a w żadnym razie nie jest
      podstawą do obniżenia alimentów i zastanówmy się: czy to jest w porządku, czy
      to jest moralne wobec i pierwszego i drugiego dziecka? I jeszcze jedno pytanie
      (bardzo ważne, proszę odpowiedzi nie pomijać): skąd facet będący w tej
      konkretnej sytuacji (miejmy nadzieję – przejściowej) ma wziąć pieniądze, by
      utrzymać w mocy te alimenty (wysokie, nie mówię o kasie rzędu, 200, 300 zł,
      choć sama wiem, że czasem to majątek...), które płacił w „tłustych” czasach?
      Przychodzi mi kilka pomysłów: odciąć z odchudzonego już budżetu nowej rodziny,
      wyprzedawać swoje dobra, pożyczyć, zaciągnąć kredyt, korzystać z pomocy swoich
      rodziców. Który z przykładów jest najbardziej OK (jeśli Waszym zdaniem jest), a
      może macie inne pomysły (proszę mi nie pisać o dorobieniu czy pójściu do pracy,
      bo to jest oczywiste a tu zakładamy, że piszemy o tym czasie przejściowym, gdy
      facet jeszcze nie stanął na nogi). Od siebie dodam: nie uważam za niemoralne w
      takiej sytuacji pozbawić pierwsze dzieci nart, gitary, angielskiego czy jogi
      (chyba, że matka może to w dalszym ciągu sponsorować), można do tego wrócić
      zaraz po polepszeniu się warunków. W przypadku dzieci własnych - choć z bólem,
      ale tak bym zrobiła, mus to mus. Dla mnie to jest wystarczający powód,
      chciałabym poznać Wasze zdanie.

      Wiem, że to pytania trudne i niewygodne i dla samodzielnych i dla macoch, ale
      liczę, że ktoś się odezwie.

      pozdrówki
      lidka
      • omama Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 05.02.05, 00:16
        Lideczko, spróbuje odpowiedzić na pierwsze z twoich pytań.
        Moim zdaniem alimenty mają, owszem, "wynagradzać' dziecku jego półsieroctwo.
        Ale nie w sensie dzikich luksusów (masz tu, biedactwo, i nie płacz za
        tatusiem), ale w sensie prostym: w pełnej rodzinie rodzicie jakoś dzielą się
        opieką. Nawet kiedy ojciec ciężko pracuje, jest czas który z dzieckiem na
        bieżąco - nie tylko w niedziele spędza. Jakieś pół godziny rano, jakieś
        odwiezienie do przedszkola, jakieś utulenie wieczorem czy wspólna kolacja. Ten
        czas jest dziecku (i matce) po rozwodzie ujęty. Nawet kiedy ojciec ciężko
        pracuje, są czynności dodatkowe, które na rzecz dziecka wykonuje. Wsadzenie
        naczyń do pralki. Wywieszenie prania. Zmiana koła w samochodzie.
        Nawet kiedy ojciec ciżeko pracuje, czasem zastępuje matkę, która ma do
        wykończenia pilny projekt na następny dzień, czy np dostała migreny - urywa
        godzinę czy trzy ze swojej pracy i jedzie do domu.
        Kiedy ojciec znika, ten czas i te czynności spadają na matkę. Jeżeli nie jest w
        stanie im podołać (bo np. pracuje zawodowo i nie dostaje alimentów na siebie)
        ktoś inny musi czas zapełnić, czynności wykonać. Za to się niestety płaci.
        Opiekunka na godzinę - dwie dziennie dłużej, sprzątaczka raz na tydzień, zakupy
        robione w droższym sklepie wieczorem po drodze do domu zamiast na bazarze czy w
        innym hipermarkecie itd. Któtko mówiąc hodowla dziecka z jednym rodzicem jest
        droższa niż z dwojgiem. I ktoś te koszty musi ponieść. W drugiej rodzinie
        ojciec owe świadczenia składa drugiemu dziecku w naturze. I to jest podstawowa -
        poza różnicą wieku i płynących stąd ewentualnych konsekwencji róznica na
        korzyść "kosztów" dziecka pierwszego.
        Twoje drugie pytanie natomiast jest nieco absurdalne. A to dlatego, że całkiem
        inna będzie odpowiedź, gdy mówimy o uczciwym ojcu i godziwych alimentach, a
        całkiem inna gdy mamy podstawy do przekonania, że ojciec najchętniej by się z
        utrzymywania dziecka wymiksował, a w ogóle, to 150 PLN/mc na 15 latka jest
        dziką rozrzutnością. W drugim przypadku moja mściwa odpowiedź brzmi: " guzik
        mnie obchodzi". Zaś w pierwszym jest tyle odpowiedzi, ile jest przypadków. Im
        ważniejsze potrzeby dziecka miałyby być zredukowane tym bardziej przychylam się
        do radykalnych opcji typu kredyt bankowy, sposnoring dziadków. Np. zmiana
        szkoły, zaprzestanie rehabilitacji, oddanie noworodka do żłobka - to są
        potrzeby istotne. Potrzeby typu wyjazd na ferie, modniejsze ciuchy, kosztowne
        hobby mogą bez specjalnego bólu zostać zredukowane. Ogólenie zaś odpowiednim
        narzędziem badawczym wydaje mi się uczciwa odpowiedź na pytanie "czy gdyby
        rodzina się nie rozleciała pojawienie się tych konkretnych trudności
        finansowych spowodowaloby zaciskania pasa dzieci czy tylko rodziców".
        • lideczka_27 Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 05.02.05, 00:42
          Ta bezsenność mnie wykończy, ale przynajmniej robotę nadrobię i jutro będę
          miała luz smile

          omama, ja się liczę, że odpowiedzi będą różne, bo mamy tak odmienne
          doświadczenia, że ogólna zgoda nie jest możliwa. Jak już tu wcześniej pisałam -
          chciałabym poznać opinie i macoch i samodzielnych, bo po prostu dobrze jest
          wiedzieć co mogą inni ludzie czuć, czym się kierować - to sprzyja empatii i
          choć to temat wyjątkowo niewdzięczny, to być może potrzebny.

          Mnie samej już to nie dotyczy i chyba nie będzie (mam nadzieję wink, stać mnie
          było na dystans wcześniej, teraz tym bardziej, ale są pewne rzeczy, których nie
          rozumiem, czasem nie mogę pojąć, stąd tyle pytań.

          Nie wiem nawet czy warto tu dyskutować czy po prostu poopowiadać sobie,
          przedstawić swój punkt widzenia. Pierwsze bywa trudne i rodzi konflikty, bo już
          się nauczyłyśmy od siebie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale
          tak czy siak - może pewne posunięcia osoby z drugiego brzegu staną się bardziej
          klarowne. Z chęcią poczytam różne wypowiedzi, pewnie z jednymi się zgodzę, z
          innymi wcale, ale już nie o to chodzi, bo to sprawa drugorzędna smile

          pozdrówki
          poczytam wątek kkokos, wcześniej czasu nie miałam, a i tak nie zasnę to nie
          będę go zostawiała do rana...


          lidka
        • lideczka_27 jeszcze króciutko 05.02.05, 00:58
          W drugiej rodzinie
          > ojciec owe świadczenia składa drugiemu dziecku w naturze.

          Jeśli faktycznie tak jest, to uważam, że to rozsądny argument...
          Dlaczego "jeśli" - bo bywa, że ojciec w równym stopniu zajmuje się dziećmi
          wszystkimi: to zachodzi w przypadkach, gdy ojciec nie jest weekendowy, a niemal
          na każde zawołanie mamy dziecka (mój wszystko dobrze łączył do czasu strajku
          eksi, ale to inna historia - tak czy siak były szczęśliwe czasy, gdy mała była
          więcej u ojca niż matki). Jeżeli rodzice dogadują się co do opieki, mama ma
          plany, które wykluczają opiekę nad dzieckiem, a ojciec wtedy jest w stanie we
          wszystkim ją wyręczyć, pomóc, odciążyć i ona nie musi nikogo wynajmować, to nie
          byłoby takiej podstawy, ale jeśli ojciec istotnie nie może zajmować się i pomóc
          matce w opiece nad dzieckiem na tyle, ile ono tego wymaga i potrzebuje, to
          uważam, że to sprawiedliwe i zasadne, że wtedy dorzuca więcej kasy np. na
          opiekunkę czy świetlicę, przejazdy, dojazdy, obiady w stołówce itd.


          > poza różnicą wieku i płynących stąd ewentualnych konsekwencji róznica na
          > korzyść "kosztów" dziecka pierwszego.

          Wiek ma dużo do powiedzenia, bo faktycznie - z czasem wydatki rosną... chyba,
          że młode akurat chorowite, alergiczne lub po prostu chore... wtedy nie ma co
          porównywać potrzeb, ale to już inna historia i nie ma co tego namnażać.

          Dziękuję za posta smile

          pozdrówki
          lidka
      • lideczka_27 zapomniałam dodać! 05.02.05, 00:32
        bo mi omama przypomniała... Nie mówimy tu o migaczach alimentowych! Nie wchodzi
        w grę tatulek udający, że pracę stracił, czy ukrywający dochody (tylko jak tu
        teraz gadać, gdy niektóre z Was mają takie doświadczenia, co?).
      • balladynka Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 05.02.05, 12:25
        1. czy fakt, że ojciec jest tylko
        dochodzący a nie mieszkający świadczy o tym, że dziecku należy się większa od
        niego działka niz dziecku "nowemu"

        Moim zdaniem nie. Oboje maja wspolnego ojca i swoje matki. I kazdy rodzic w
        miare swoich mozliwosci powinien obdzielac swoje dzieci po rowno. Nie widze
        zwiazku miedzy niemieszkaniem z dzieckiem z poprzedniego zwiazku a jego w
        zwiazku z tym wynagradzaniem czy zadoscuczynianiem mu finansowym. Co ma piernik
        do wiatraka? Z argumentem Mamyadama mozna sie zgodzic ale w sytuacji gdy matka
        rzeczywiscie jest samodzielna pracujacasmile). Moze sie tez tak zdarzyc, ze
        rowniez sa z kims zwiazane kto pomaga w organizacji zycia rodzinnego albo sa w
        tak szczesliwej sytuacji ze maja mame czy siostry ktore jej pomagaja (a np.
        Next i nowa rodzina ojca moze nie miec takiej pomocy) i na zadna opiekunke
        dodatkowe srodki nie sa potrzebne. To po prostu kwestia indywidualna i w danej
        rodzinie do ustalenia miedzy stronami w miare sprawiedliwie. Jesli rzeczywiscie
        jest taka potrzeba a ojca stac to OK. Ale nie zgadzam sie, ze co do zasady
        dziecku z poprzedniego zwiazku nalezy sie wiecej bo jest takie biedne i
        skrzywdzone. Stad juz bardzo prosta droga do wychowania rozpieszczonego bachora
        ktoremu sie wszystko nalezy i ktore jest traktowane na innych zasadach. A
        prawdziwy ojciec niemieszkajacy i tak bedzie postepowal w taki sposob aby to
        niemieszkanie nie mialo wplywu na kontakty i bliskosc z dzieckiem i bedzie
        aktywnie uczestniczyl w jego zyciu tak wiec argument o "niebyciu" obecnym do
        mnie nie przemawia.


        2. dlaczego nagłe pogorszenie się komfortu życia ojca (nagły
        > spadek zarobków, utrata pracy) jest podstawą do obniżenia warunków życia jego
        > rodziny (bo to naturalna konsekwencja takiego faktu), a w żadnym razie nie
        jest
        >
        > podstawą do obniżenia alimentów i zastanówmy się: czy to jest w porządku, czy
        > to jest moralne wobec i pierwszego i drugiego dziecka?

        Na pytanie dlaczego tak jest to moze by nam odpowiedzial nasz ustawodawca, bo
        ja odpowiedzi nie znam. Czy jest to moralne? Nie. Ojciec jest jeden: albo kase
        ma i wtedy obdziela po rowno, albo jej nie ma i wtedy tez obdziela po rownosmile)

        3. skąd facet będący w tej
        > konkretnej sytuacji (miejmy nadzieję – przejściowej) ma wziąć pieniądze,
        > by
        > utrzymać w mocy te alimenty (wysokie, nie mówię o kasie rzędu, 200, 300 zł,
        > choć sama wiem, że czasem to majątek...), które płacił w „tłustych”
        > czasach?

        W takiej sytuacji wszyscy powinni zacisnac pasa. Ojciec moze sie wesprzec
        pozyczka np. od dziadkow ale nie dlatego zeby utrzymac pelnie wydatkow na
        pierwsze dziecko a zeby nowa jego rodzina zagryzala bule z maslem. Niby z
        jakiej racji? Jak obcinkujemy to wszedzie. Tylko, ze problem w tym, ze Nexia mu
        komornika na glowe nie przyslesmile A wiec wniosek z tego, ze w czasach posuchy
        wszystko zalezy od Eksi i jej wyrozumialosci dla kiepskiej sytuacji finansowej.
        A nie wszystkie Eksie to obchodzi.
      • e_r_i_n Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 05.02.05, 12:28
        lideczka_27 napisała:

        > Czasem nie wiem jak mam to rozumieć i proszę o prostą, szczerą odpowiedź: czy
        > to oznacza, że pierwsze dzieci mają prawo do większych świadczeń od ojca?
        > Właśnie dlatego, że on z nimi nie mieszka? A dzieci neksi mają niejako
        > płacić „mniejszymi wymaganiami”, bo ojciec jest w domu? Czy powinno,
        > czy wolno łączyć te dwie sprawy?

        Zgadzam się z omamą w tej kwestii, ze pracująca matka samodzielna musi mieć
        czasami wiecej wydatkow (wspomniana opiekunka, drozsze zakupy itd). Ale jak
        zwykle - co sytuacja, to rozwiazanie. Wiec nie uwazam, ze 'z autoamtu'
        pierwszemu dziecku nalezalo sie wiecej. Podkreslam jednak, ze sa sytuacje to
        uzasadniajace. No chociazby - pierwsze dziecko chore, drugie zdrowe. Tym samym
        inne wydatki (pomijajac juz wiek). Ale oczywiscie w druga strone to tez powinno
        dzialac. A nie zawsze dziala.

        > Drugie pytanie: dlaczego nagłe pogorszenie się komfortu życia ojca (nagły
        > spadek zarobków, utrata pracy) jest podstawą do obniżenia warunków życia jego
        > rodziny (bo to naturalna konsekwencja takiego faktu), a w żadnym razie nie
        > jest podstawą do obniżenia alimentów i zastanówmy się: czy to jest w
        > porządku, czy to jest moralne wobec i pierwszego i drugiego dziecka?

        No wiec własnie. Tu jest relatywizm niektorych samodzielnych - porpawa warunkow
        powinna dotyczyc wszystkich, pogorszenie niektorych. Omama zapytala, jakby to
        bylo w sytuacji, gdyby rodzina sie rozpadla. Ja mysle, ze kazdy by ten 'gorszy
        czas' odczul - zarowno zona, jak i dziecko. Kwestia tylko jak i w jakich
        proporcjach. Ale to juz zalezy od poziomu zycia przed i po stracie pracy,
        potrzeb itd. Wiec trudno tu uogolnic.
        • e_r_i_n Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 05.02.05, 12:32
          Przeczytalam post balladynki i do pierwszego akapitu dodam - zarowno jesli
          chodzi o zdrowie, jak i o opieke nad dzieckiem, samodzielna moze byc w lepszej
          sytuacji (na przyklad babcia 'pod reka' kontra next w rodzicami i tesciami
          oddalonymi o setki km) i wtedy tez uzasadnione sa wyzsze wydatki nowej rodziny
          na opieke na przyklad. Prawda?
          • lideczka_27 Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 05.02.05, 12:38
            Te samodzielne, które znam w realu (a jest ich sporo, niestety), najczęściej
            korzystają właśnie z pomocy swoich rodziców, większość także z nimi mieszka.
            Pomoc rodziców, dziadków, to wspaniała alternatywa - sama mam rodziców daleko,
            ale mamę M pod ręką i bardzo jej jestem wdzięczna, gdyż ta pomoc jest
            nieoceniona... Współczuję tym mamom, które muszą zdawać się na opiekę obcych
            ludzi (już nawet nie chodzi o kasę, babcia, to jednak babcia... przynajmniej ja
            mam jak najlepsze wspomnienia i doświadczenia smile

            pozdrówki
            lidka
            • e_r_i_n Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 05.02.05, 12:43
              lideczka_27 napisała:

              > Współczuję tym mamom, które muszą zdawać się na opiekę obcych ludzi (już
              nawet nie chodzi o kasę, babcia, to jednak babcia...

              Moj syn, wlasnie dlatego, ze babcie daleko, chodzi do zlobka i nie narzekamy na
              takie rozwiazanie. Ale przypuszczam, ze gdy zaczne pracowac (biorac pod uwage
              prace mojego meza) bedziemy zmuszeni zdac sie na pomoc kogos 'obcego', kto nam
              pomoze 'zalatac' czas miedzy odebraniem Malego z przedszkola a koncem mojej
              pracy. No ale martwic sie bede za jakis czas smile
              • lideczka_27 Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 05.02.05, 12:54
                Ano właśnie... Ja chcę oddać młodego do przedszkola, już można, gdy przestanie
                rąbać w pieluchy - to taki mój prywatny pogląd, że przedszkole (rówieśnicy)
                jest lepsze niż opiekunka (mam nadzieję, że zdrowie pozwoli mu na przebywanie z
                dziećmi), a drugie pójdzie pod skrzydła babci, gdyż zamierzam wrócić do pracy
                zaraz po macierzyńskim. Jak będzie to zobaczymy, mam nadzieję, że odbieranie
                dziecka nie będzie dla nikogo problemem, tyle, że dyżur jest tylko do 17.00 i
                może tak być, że babcia będzie latała z najmłodszym po średniaka. Najbardziej
                mnie martwi inna kwestia - co zrobić z młodą - odprowadzanie do szkoły i
                przyprowadzanie nastręcza nam organizacyjnych trudności i na dziś mamy
                nadzieję, że może uda nam się podczepić dziecko pod opiekę jakiegoś sąsiada,
                który będzie swoje przyprowadzał i odprowadzał - przynajmniej przez ten
                pierwszy okres (M bierze urlop na tydzień września, by ją prowadzać, ale to za
                mało, by potem już swobodnie małą puszczać...). Kurde, nie wiem jak to
                zorganizować...

                pozdrówki
                lidka
                • e_r_i_n Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 05.02.05, 12:57
                  Dokładnioe. Przedszkole to jakby mniejszy problem, bo dziecko w ostatecznosci
                  (ale takiej totalnej ostatecznosci smile ) moze tam pobyc do 17. A jzu w szkole
                  jest swietlica, ale roznie otwarta, a potem - klopot.
                  Tobie zycze powodzenia, a ja nie martwie sie na zapas smile
                  • m-m-m Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 05.02.05, 14:09
                    Tak. To wszystko to nielada problem. Dziewi mnie, ze w dzisiejszych czasach
                    takie instutucje jak żłobek, czy przedszkole działają tylko do 17-ej. Jakby
                    wszystkie mamy pracowały po 8 h dziennie i to od 8-ej do 16-ej. Między innymi
                    dlatego ja i M. nie mamy dziecka (pomijając kwestie wychowawcze związane z
                    pasierbem i jego obecnie trudnym wiekiem), bo jak zorganizować opiekę? Teściowa
                    jest już w zaawansowanym wieku (może też nagle potrzebować opieki sama),
                    rodzeństwa nie mamy, reszta dziadków w zaświatach. Zostałoby mi bycie w domu,
                    tylko po co przez tyle lat walczyłam na rynku pracy o określoną pozycję?
                    Wypadnę "z obiegu" i znowu będę zaczynała niemal od nowa, nie wspomnę, że przez
                    ten czas technologia pójdzie do przodu, a ja zatrzymam się akurat na dniu
                    urodzin dziecka. To wszystko nie jest takie proste. Teraz stać mnie na dziecko,
                    ale nie stać mnie na stratę pracy, a z tym wiązałoby się moje macierzyństwo sad
                    • e_r_i_n Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 05.02.05, 18:15
                      I własnie dlatego tak sobie mysle, ze urodzenie dziecka na studiach to nie jest
                      taka tragedia (dla kogos, kto chce miec dzieci). Na rynek pracy wystartuje z
                      pieciolatkiem i jednak latwiej bedzie mi zorganizowac opieke jemu pod koniec
                      przedszkola i w szkole, niz niemowlakowi. Poza tym nawet latem latwiej
                      podrzucic do dziadkow ucznia niz trzylatka.
                      No i jeszcze kwestia wolnych ferii, trzymiesiecznych wakacji itd - same plusy smile
                      • m-m-m Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 09:23
                        Ale dziecko studenta obciąża jego rodziców, czyli dziadków. Ja nie miałabym
                        sumienia zrzucać obowiązku utrzymania mnie + dziecka mojej mamie.
                        • e_r_i_n Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 09:32
                          m-m-m napisała:

                          > Ale dziecko studenta obciąża jego rodziców, czyli dziadków.

                          A dlaczego tak uwazasz? Niekoniecznie rodzice musza utrzymywac dziecko
                          studenta, szczegolnie, jesli jego drugi rodzic pracuje.
                          • m-m-m Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 09:51
                            Rodzic jest obciążony, choćby tym, ze nadal utrzymuje swoje własne dziecko -
                            studenta właśnie. Nie wierzę, że nic to rodzica nie kosztuje. Aby sudenta było
                            stać, to druga strona, czyli drugo rodzic powinien super zarabiacć. Poza tym
                            ktoś, kto ma dziecko na studiach traci szybko młodość. Ja pamiętam moje studia
                            jako czas darowany, tyle ile wtedy zwiedziłam i podróżowałam, to zapewne już
                            nigdy nie będę (studenci mają mmnóstwo ulg i zniżek na podróże), a z dzieckiem
                            pod pachą to już problem, choćby nagle potrzebny był lekarz, a na zachodzie
                            wizyta słono kosztuje.
                            Generalnie : uważam ,że studia to czas kapitalny i szkoda go tracić, na rodzinę
                            czas przyjdzie później i tylko pozostaje problem, czy kogoś będzie stać na
                            opiekunkę czy nie.
                            • lilith76 Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 10:39
                              m-m-m, to są dwie strategie życia i macierzyństwa, które są ostatni bardzo
                              popularne. każda ma swoje plusy i minusy. dyskusja, kto wybiera lepiej to jak
                              wykazywanie wyższości świąt Wielkanocnych nad świętami Bożego Narodzenia smile
                              • m-m-m Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 11:07
                                Ja tam żadnej strategii nie stosowałam i dziś nie żałuję, że nie mam dzieci od
                                wczesnej młodości. Jak wcześniej napisałam nawet nie miałabym sumienia dociążąć
                                mojej mamy. Coś za coś. Za to co widziałam to moje (z dzieckiem byłoby to
                                niemożliwe) i nikogo nie namawiam do zmiany.
                            • e_r_i_n Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 11:04
                              m-m-m napisała:

                              > Rodzic jest obciążony, choćby tym, ze nadal utrzymuje swoje własne dziecko -
                              > studenta właśnie. Nie wierzę, że nic to rodzica nie kosztuje.

                              Jesli rodzic zaczalby utrzymywac studenta dopiero w momencie narodzin dziecka,
                              to zgadzam sie, ze go by to kosztowalo. Ale jesli utrzymuje (bo owy student nie
                              pracuje) i rodzi sie dziecko, to dla rodzica studenta niewiele sie musi zmienic.

                              > Aby sudenta było stać, to druga strona, czyli drugo rodzic powinien super
                              > zarabiacć.

                              Niekonicznie. Wierz mi - niekoniecznie.

                              > Poza tym ktoś, kto ma dziecko na studiach traci szybko młodość. Ja pamiętam
                              > moje studia jako czas darowany, tyle ile wtedy zwiedziłam i podróżowałam, to
                              > zapewne już nigdy nie będę (studenci mają mmnóstwo ulg i zniżek na podróże),
                              > a z dzieckiem pod pachą to już problem, choćby nagle potrzebny był lekarz, a
                              > na zachodzie wizyta słono kosztuje.

                              Owszem, dziecko na studiach pewne rzeczy uniemozliwia. Ja zaluje tylko jednej -
                              mozliwosci wyjazdu na jakies stypendium. A podroze? Ja sie juz sporo
                              najezdzilam, a poza tym nic straconego. Studenci maja znizki itd, ale jesli sie
                              pracuje i zarabia, to podroze niekoniecznie musza byc takie niedostepne.
                              Co do utraty mlodosci - nie zgadzam sie. Owszem, trzeba szybko dojrzec, ale nie
                              jest to takie straszne. I ulatwia syudiowanie - wiem po sobie.

                              > Generalnie : uważam ,że studia to czas kapitalny i szkoda go tracić, na
                              > rodzinę czas przyjdzie później i tylko pozostaje problem, czy kogoś będzie
                              > stać na opiekunkę czy nie.

                              Ja nie uwazam, ze stracilam czas. Wrecz odwrotnie - ciesze sie, ze moje zycie
                              ulozyla sie tak, a nie inaczej. Mysle, ze gdybym mogla cofnac czas, jedyne co
                              bym zmienila, to moment narodzin mojego synka - przesunelabym te chwile o jakis
                              rok. Ale nie na 'po studiach'.
                              Mysle, ze takie myslenie wynika z pogladu, ze rodzac dziecko cos sie traci.
                              Pewnie - traci sie jakas niezaleznosc, bo przez jakis czas trzeba byc prawie w
                              100% dla dziecka. Ale rachunek zyskow i strat jednak wychodzi na plus, bo
                              zyskuje sie duzo, duzo wiecej.
                              Co do tego, ze na rodzine przyjdzie czas pozniej, to jak sama po sobie widzisz,
                              nie jest takie oczywiste. Ciebie stac na opiekunke, ale nie stac Cie na strate
                              pracy. I wiem, ze wiele osob ma podobne problemy.
                              Moja mama kiedys powiedziala, ze lepiej miec dziecko wczesnie, niz pozniej z
                              takich czy innych powodow nie moc sie na nie zdecydowac, czy tez miec problemy
                              z jego urodzeniem. I ja sie z tym zgadzam.
                              Od razu zaznaczam, ze nie uwazam, zeby rodzenie dziecka na studiach bylo
                              najlepszym mozliwym rozwiazaniem - bo tak nie jest do konca. Ale tez nie jest
                              to jakas specjalna tragedia.
                              • m-m-m Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 11:11
                                Moja mama kiedys powiedziala, ze lepiej miec dziecko wczesnie, niz pozniej z
                                takich czy innych powodow nie moc sie na nie zdecydowac,


                                A moja powiedziała, ze beztroskiej młodości na studiach nikt nie zwróci, a
                                jednocześnie, że rodzic też ma prawo nie utrzywywać wnuka "na dzień dobry".
                                • e_r_i_n Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 11:14
                                  m-m-m napisała:

                                  > a jednocześnie, że rodzic też ma prawo nie utrzywywać wnuka "na dzień dobry".

                                  M-m-m, posiadanie dziecka na studiach nie jest jednoznaczne z obciazeniem jego
                                  utrzymaniem dziadkow!!!
                                  • m-m-m Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 11:18
                                    I znowu to samo: student, który nie pracuje jest na utrzymaniu rodziców (chyba,
                                    że małżonek vel partner sudenta jest doskonale sytuowany), a więc więcej
                                    kosztuje on z dzieckiem (dwie osoby) niż on sam. Ja wobec mojej mamy nie
                                    miałabym sumienia i tyle., a każdy robi jak uważa.
                                    • e_r_i_n Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 11:24
                                      m-m-m napisała:

                                      > I znowu to samo: student, który nie pracuje jest na utrzymaniu rodziców
                                      > (chyba, że małżonek vel partner sudenta jest doskonale sytuowany)

                                      I znowu - niekoniecznie niapracujacy student musi byc na utrzymaniu rodzic.
                                      Moze byc na utrzymaniu partnera, ktory tez nie musi zarabiac kokosow. Moj
                                      przyklad jest najlepszy na to - rodzice mnie nie utrzymuja, maz nie zarabia
                                      10tys.

                                      > Ja wobec mojej mamy nie miałabym sumienia i tyle., a każdy robi jak uważa.

                                      Ja tez nie.
                                      • m-m-m Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 11:29
                                        To świetnie, Domali, że nie musisz być na utrzymaniu rodziców i że Twój M.
                                        zarabia odpowiednio. Każdy broni swojego postępowania. Ty masz już dziecko nic
                                        tego nie zmieni, beztoskę straciłaś wcześnie i trudno byś teraz uważała
                                        inaczej.
                                        • e_r_i_n Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 11:33
                                          m-m-m napisała:

                                          > Ty masz już dziecko nic tego nie zmieni

                                          Na szczescie! smile

                                          > beztoskę straciłaś wcześnie i trudno byś teraz uważała inaczej.

                                          Powiem Ci szczerze (i nie jest to obrona mojego zdania) - niczego nie stracilam!
                                          • m-m-m Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 11:53
                                            Jak wyżej: trudno byś uważała inaczej. Nie chce mi się tego kontynuować.
                                            • e_r_i_n Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 12:56
                                              Odpisze, zeby okragle 200 bylo smile
                                              A powaznie - masz racje, trudno, zebym napisala, ze stracilam to, to i tamto,
                                              bo nie mam pojecia, jakby sie ulozylo moje studenckie zycie. Moge tylko
                                              powiedziec, ze WYDAJE mi sie, ze niczego nie stracilam, a nawet jesli, to
                                              korzysci sa wieksze.
                                              A moja opinie, ze dziecko na studiach to nie tragedia opieram po prostu na
                                              podstawie tego co slysze i czytam - chociazby w Twoich postach: ze trudno jest
                                              sie swiadomie decydowac na dziecko, wiedzac, co sie straci smile
                                              A ja szlam w ciemno (co nie znaczy, ze kazdy tak powinien robic smile )
                                              • agamagda Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 13:21
                                                Oj dziewczyny, przecież wiadomo że nie ma reguł i wszystko zależy od dziewczyny
                                                i jej partnera. Sama znam dwa skrajne "przypadki" jeden gdzie dziewczyna zaszła
                                                w ciążę przed pierwszym rokiem studiów (w wakacje, dostała się, ale jeszcze nie
                                                zaczęła) i dziś tworzą super szczęśliwą rodzinę, i drugi gdzie zajście w ciążę
                                                złamało dosłownie komuś życie. Wszystktko zależy od dojrzałości, przygotowania
                                                psychicznego i innych bardzo ważnych dupereli bez których nie da dobrze
                                                wychować się dziecka.
                                                Ogólnie lepiej jest wyszaleć sie, mieć pieniądze i być zdrowym, niż chorym bez
                                                partnera i bez kaski ha, ha, no ale to nic odkrywczegowink))
                                              • lideczka_27 Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 13:22
                                                Ja myślę, że takie dysputy do niczego nie doprowadzą, bo to raczej kwestia
                                                życiowych marzeń, priorytetów itd. Jedna dziewczyna za żadne skarby nie
                                                zrezygnowałaby z macierzyństwa na rzecz wyjazdów, rozjazdów, stawia za cel
                                                urodzenie dziecka a jednocześnie chce uzyskać dyplom - łączy wówczas
                                                macierzyństwo ze studiami (w takiej właśnie kolejności). A inna osoba nastawia
                                                się na studiowanie, tzw. "życie studenckie", rodzina później lub wcale... U
                                                mnie się potoczyło wg planów, bo i szaleństwa były (na studiach dziennych i nie
                                                tylko) i dzieci są.
                                                Erin, nie powiedziałabym nigdy nikomu, że zostając matką ta osoba coś straciła,
                                                bo jestem matką i wiem, ile to radości. Zwiedziłam kawał świata, studiowałam we
                                                wspaniałym mieście, ale i tak najwięcej radości daje mi uśmiechnięta gęba
                                                młodego i to drugie, co czasem tak się wierci, że żyć się odechciewa (jak
                                                wsadzi nogę pod żebro wink))))

                                                pozdrówki
                                                lidka
                                                • e_r_i_n Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 13:26
                                                  lideczka_27 napisała:

                                                  > Erin, nie powiedziałabym nigdy nikomu, że zostając matką ta osoba coś
                                                  > straciła, bo jestem matką i wiem, ile to radości. Zwiedziłam kawał świata,
                                                  > studiowałam we wspaniałym mieście, ale i tak najwięcej radości daje mi
                                                  > uśmiechnięta gęba młodego i to drugie, co czasem tak się wierci, że żyć się
                                                  > odechciewa (jak wsadzi nogę pod żebro wink))))

                                                  No więc własnie smile
                                                  Imprez studenckich to juz moze nie zasmakuje w takiej ilosci, jak bezdzietni
                                                  studenci (ktorym generalnie takie imprezy nudza sie kele 3 roku), ale wyjazdy?
                                                  Przeciez nic straconego!
                                                  No i za skarby swiata nie zamienilabym mojego synka na nawet najbardziej
                                                  wymyslne przyjemnosci!
                                                  • m-m-m Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 15:40
                                                    Ok. Ja się nie wtrącam do niczyich priorytetów.Po prostu patrząc teraz z
                                                    perspektywy kilkunastu lat stwierdzam, że dobrze się dla mnie stało, że nie
                                                    miałam w tamtym okresie dziecka. Dzięki temu mam inne zyski i nie mam poczucia,
                                                    że coś straciłam, bo wpadłam w pieluchy. Moim zdaniem na wszystko jest czas, a
                                                    to że dzieci z M. nie mamy wynika z tego, że są problemy z pasierbem i nie
                                                    jestem przekonana, czy aby naprawdę chciałabym mieć dziecko by za kilkanaście
                                                    lat mieć podobne zmartwienia. Do tego pragnę nadmienić, że ani Domali ani
                                                    Lideczka nie mieszkają z dorastajacym nastolatkiem-pasierbem, tylko mają albo
                                                    kontakt okazjonalny (Domali), a albo stały, ale dziecko jest w miarę małe i
                                                    można zachować w miarę jednolitą strategię wychowawczą (Lideczka). To naprawdę
                                                    inny zakres problemów i inaczej widzi się siebie w roli mamusi i macochy pod
                                                    jednym dachem z nastolatkiem-pasierbem i ...własnym niemowlakiem.
                            • poxywka Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 11:17
                              ja bym przy takim wyborze brala pod uwazge dwie inne rzeczy:
                              - czy potrafie sama (z mezem) na to dziecko zarobic; chyba ze rodzice marza o
                              tym by nas wszystkich utrzymywac; moja mama chyba nie marzyla, choc w razie
                              wpadki na pewno by pomogla;
                              - czy jestem wystarczajaco dojrzala aby je dobrze wychowac
                              oczywiscie to ostatnie to rzecz dosc wzgledna, ale patrzac na to jakie mialam
                              poglady, doswiadczenia, potrzeby i sposob myslenia 10 lat temu ciesze sie, ze
                              dziecko jednak urodzilo sie pozniej
                              nie wiem, czy bedac duzo mlodsza potrafilabym w sytuacji rozstania z exem
                              schowac niezbyt zdrowe uczucia do kieszeni i nie grac w gre 'czyje na wierzchu'
                              pozdrawiam
                              poxywka
                              • m-m-m Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 11:19
                                czy jestem wystarczajaco dojrzala aby je dobrze wychowac
                                oczywiscie to ostatnie to rzecz dosc wzgledna, ale patrzac na to jakie mialam
                                poglady, doswiadczenia, potrzeby i sposob myslenia 10 lat temu ciesze sie, ze
                                dziecko jednak urodzilo sie pozniej




                                POPIERAM
      • poxywka Re: podyskutujmy na poważnie i bez kłótni - zapra 07.02.05, 09:32
        ja w punkcie pierwszym uwazam, ze nie wynagradza sie dziecku wyzszymi
        alimentami rozbitej rodziny, bo pieniadze nijak sie maja do tego problemu; moga
        jedynie zmienic mu system wartosci; natomiast rowny podzial kosztow utrzymania
        dziecka nie jest latwy, bo oprocz prostych wydatkow, na ktore sa rachunki
        trzeba doliczyc odprowadzanie i przyprwoadzanie dziecka z przedszkola/szkoly,
        jezdzenie po lekarzach i przebywanie na zwolnieniach; jesli pisze 'jezdzenie'
        to kosztem nie jest tu benzyna tylko czas; niejednokrotnie zwalnialam sie z
        pracy i dosc czesto zdarza mi sie wyjsc z niej zanim wysiedze co najmniej 8
        godzin; moj pracodawca z bolem takze odbiera kolejny telefon, ze jestem na
        zwolnieniu; nawet jesli mam partnera to on nie dostanie zwolnienia na moje
        dziecko; no i oczywiscie za kazdy dzien nieobecnosci odciagaja mi pieniadze,
        ktorych przeciez ex mi nie oddaje; dlatego jesli czasem ojcu sie wydaje , ze
        placi troche wiecej niz polowe kosztow to niekoniecznie tak jest;
        punkt drugi to juz zalezy od osobistego podejscia czlowieka; ja nie uwazam, aby
        decyzja o drugim dziecku nawet w pelnej rodzinie musiala byc uzalezniana od
        tego czy pierwszemu sie aby ani troszeczke nie obsunie standard; chociaz znam
        takie pelne rodziny, ktore wlasnie z tego wzgledu nie zdecydowaly sie na drugie
        dziecko (chyba ze to wymowka i wygodnictwo smile); moim zdaniem dziecko moze
        wyniesc wiecej korzysci z posiadania rodzenstwa niz z posiadania pieniedzy na
        nauke kolejnego jezyka; jesli chodzi o rodziny rozbite korzysc jest zapewne
        mniejsza wtedy; jednak ja nie wdzie abym miala jakies prawo do ustalania, czy
        moj ex bedzie mial jeszcze 1 dziecko czy tez siedmioro; no i Bogu dzieki;
        dramat zaczyna sie wtedy, gdy exa juz nie stac na alimenty lub placi grosze a
        matke musi zawsze byc stac aby wykarmic swoje dziecko, ale takie jest zycie;
        uwazam jedynie za niesprawiedliwe, gdy ex obcina alimenty po przyjsciu na swiat
        jego drugiego dziecka w przypadku gdy na te alimenty nadal go stac; tzn obcina
        standard nie sobie najpierw, ale swojemu pierwszemu dziecku; wydaje mi sie, ze
        w wielu przypadkach po prostu te pieniadze sa traktowane jako pensja dla exi a
        nie wydatek na dziecko; widze po swoim ex, ze obawa, ze wzbogace sie chocby o
        zlotowke na tych alimentach jest nie do przezwyciezenia;
        tak sobie mysle, ze po rozstaniu rodzicow takie dziecko z jednej strony jest
        dwakroc wiecej obsypywane prezentami aby zadna ze stron nie byla gorsza a z
        drugiej strony jesli przyszloby wylozyc duza kwote na palaca potrzebe np.
        zdrowie (tfu tfu) nie wiem jakby to wygladalo; ja oddalabym swojemu dziecku
        wszystko by bylo zdrowe, ale macohca i ojczym juz pewnie nie; mam nadzieje, ze
        nigdy sie nie dowiem jak daleko wtedy siega milosc do partnera, ktory wydaje
        swoj ostatni grosz by ratowac wlasne dziecko;
        pozdrawiam
        poxywka
    • chalsia Re: Tak sobie myślę 06.02.05, 00:41
      Czytam ten watek już 3 dzień, a on mi ciągle umyka do przodu. Uff, nareszcie
      skończyłam.

      W kwestii właściwej.
      To tak jak z wchodzeniem do ciemnego pokoju. Uchylasz drzwi i powoli wchodzisz
      do środka, a im dalej jesteś, tym ciemniej dookoła. Niby się o tym wie
      zawczasu, ale strach i tak może zdławić gardło, zwłaszcza jak się o coś
      zawadzi.
      Nawet jeśli „widziały gały co brały”, to nie wiedziały jak to smakuje i z czym
      to się je. Dotyczy to i next i eks i faceta.
      Jak eks wybył, to obydwoje mieliśmy w głowach obrazy z hollyłódzkich filmów. Że
      się da, na spokojnie, rozumowo, będzie łatwo i lekko (niekoniecznie przyjemnie,
      ale może choć bez wielkich problemów), etc tra ta ta ta.
      Next pewnie tak samo myślała.
      A się to okazało dużym problemem dla wszystkich. Po za tym – diabeł tkwi w
      szczegółach.

      W temacie poruszonym pobocznie przez Lideczkę.
      Omama bardzo dobrze ujęła kwestię „zadośćuczynienia finansowego” dziecku z
      pierwszego związku. Po prostu by móc spędzać czas z dzieckiem (a nie by było
      ono chowane tylko przez osoby trzecie) jako samodzielna, pracująca, samotnie
      mieszkająca mama, a także by mieć siłę by „nadrobić” brak drugiego rodzica (np.
      noce z chorym dzieckiem), potrzeba więcej kasy, bo 100% prowadzenia domu i
      rodziny jest na jednej głowie, więc trzeba jakoś „kupić” ten czas dla dziecka.
      Co do alimentów. Eks płaci regularnie i raczej bez marudzenia wysokie alimenty
      (pokrywają opiekunkę = ja mogę pracować i przez to pokrywać pozostałe koszty
      utrzymania dziecka).
      Dla mnie zasada jest prosta – jeśli eks nie pokryje kosztów opieki nad
      dzieckiem (co niedługo będzie znaczyło przedszkole ORAZ niania, ale kwota
      pewnie będzie ta sama), ja nie mogę pracować. Jak nie będę mogła pracować, bo
      będę się musiała zając dzieckiem, to znaczy to, że będzie miał wtedy na
      utrzymaniu 100% dziecka i mnie na dodatek. Więc w dobrze rozumianym interesie
      własnym eksa jest płacenie tyle, ile potrzeba za opiekę nad dzieckiem, bez
      względu na okoliczności i skąd ta kasa będzie.
      To jest oczywiście przykład ekstremalny i przesadzony, bo nie spodziewam się by
      jego sytuacja finansowa drastycznie i nagle się zmieniła, jak również nie sądzę
      bym nie mogła w ogóle pracować. Ale taki scenariusz może być całkiem
      prawdopodobny w przypadku np. dzieci szczególnej troski.
      Gdyby eks miał przejściowe kłopoty, to byłabym skłonna odpuścić alimenty za
      kilka miesięcy (albo ich część na dłuższy czas), ale tylko w postaci odroczenia
      płatności / jakby pożyczki (i na dodatek w formie umowy notarialnej).

      Chalsia

      PS.
      1.O rany! Skoro Domali/Erin zotała uznana za zasadniczą, to ja jestem chyba
      ultra mega horrendalnie po tysiąckroć super hiper zasadnicza. Nie wiem czy się
      już martwić, czy raczej jednak cieszyć.

      2.Tez byłabym zwolenniczką „prawa jazdy” na posiadanie dzieci.

      3.Dzięki nowej sygnaturce Domali dowiedziałam się kim jestem. Jak to wiele się
      można dowiedzieć na tych forumach. Okazało się, że jestem szlachetnym
      prostakiem, bo wymagam wiele od siebie, ale od innych też.
      • agamagda Odp na pytanie Lideczki 06.02.05, 20:15
        Ja sytuację drugich związków widzę w ten sposób. Wchodzą w niego dwie osoby,
        doświadczone mniej lub bardziej, zdające sobie niemniej sprawy z tego że gdy
        bierze się poetycko rzeczy ujmując sprzęd z drugiej "ręki" ma on pewne wady.
        W większości przypadków chodzi o potomstwo i zobowiązania finasowe, w gorszych
        przypadkach trudną ex. I tu żeby nie wiem ,jak sie zapierać, ze sie nie
        wiedziało, nie przypuszczało, w pewnym momencie jest DECYZJA do podjęcia. Albo
        w to wchodzę, albo daję sobie spokój. Każda z decyzji niesie ze sobą
        konsekwencje. Ale w momencie, kiedy podjeło się decyzję, że jestem z M, trzeba
        zaakceptować całość tego człowieka to znaczy on i jego zobowiązania. PO prostu.
        Budzet domowy trzeba ustalać po odjęciu alimentów a nie alimenty z tego co
        zostanie.
        A w związku z tymi zobowiązaniami to w kwesti pierwszego pytania świetnie
        opisała to Omama i Chalsia i uważam ze doskonale obrazuje to ten aspekt sprawy.
        Zaś jeśli chodzi o płatności alimentów, uważam, że alimenty dla dziecka
        to "świętość". Mają być danego dnia w pełnej wysokości. Uważam, że fakt ze
        małżeństwo się rozpadło, nie oznacza że zobowiązania wobec dziecka też znikają.
        Kiedyś wcześniej porównałam alimenty do zobowiązań kredytowych (w walucie,
        żeby ryzyko niespodzianek było większewink)) Tak właśnie traktuje alimenty.
        Jeśli ktoś zaciąga zobowiazanie jakim jest narodzenie dziecka, musi się z niego
        wywiązać. Czy komukolwiek z nas przyszłoby do głowy żeby powiedzieć bankierowi
        od jutra nie spłacam czy płącę mniej bo mi się rodzina powiekszyła?? Mało
        prawdopodobne. Więc dlaczego jeśli chodzi o własne dzieci, stosować inną
        politykę? Zdaję sobie oczywiście sprawę ze takie rozwiązanie istnieje nie mniej
        jednak uważamże zmniejszanie poziomu zycia dziecku jest nie w porządku.
        |aś w kwestii samych alimentów matka sama decyduje na co je przeznacza, a
        ojciec ma wgląd jedynie jeśli chodzi o extrasy lub gdy ewidentnie pieniadze nie
        są przeznaczane na dziecko. Nikt inny nie ma prawa się w to wtrącać.
        Jeśli chodzi o trudności podobnie jak Chalsia w gre wchodzi tylko odroczenie
        płatności.
    • leeya Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 10:28
      Przebrnelam przez caly watek... ufff... na koniec dodam cos od siebiesmile

      Jakos tak sie zlozylo, ze nie mam pretensji do mojej nexi aktualnej. Fajna z
      niej kobitka, choc ja bym sie z nia zamianic na sytuacje za nic nie chcialasmile
      Wtraca sie w nasze kontakty z exem, ale pozytywnie sie wtraca. I jestem za to
      jej wdzieczna. Sama byla samotna mama i wie, jak ciezkie jest to zycie. Widze,
      ze jasno okreslila zasady oraz powiedziala, co bedzie tolerowac a czego nie w
      moich kontaktach z exem. I chwala jej za to. Ex spedza duzo czasu z Kulka,
      czasem az za duzo jak na moj gust, ale sama chcialam dobrego kontaktu na linii
      tata-Kulka, wiec mam. Nie ograniczam, nie zabraniam. Moze tak dobrze wszytko
      sie uklada, bo nie dostaje alimentow od niego, a co za tym idzie nie uszczuplam
      ich wspolnego budzetu, ktory takze pokrywa potrzeby jej dwojki dzieci. Nie
      biore alimentow, idiotka unioslam sie duma w odpowiednim czasie, kidy
      uslyszalam, ze Kulcia to moj problem.

      A co do kontaktow ex z Kulka, to nie wiem, moze zle mysle, ale wydaje mi sie,
      ze teraz ex poswieca Malej wiecej uwagi niz gdyby mieszkal z nami. Po prostu
      wie, ze ma ograniczony czas dla dziecka i w calosci poswieca ten czas corce,
      nie pracy, domowi etc. I tak jest OK.

      A co do konaktow moich i next. Nie znamy sie i sadze, ze sie nigdy nie poznamy.
      Nie tesknie za tym i nie mam na to ochoty, jakkolwiek fajna z niej nie bylaby
      babeczka. To juz zycie ex, ktore w ogole mnie nie dotyczy. Kuleczka jest za
      mala na eskapady do Tatusia w pojedynke. Ale nawet jezeli bedzie na tyle duza,
      zeby z nim sama sie gdzies wybierac, tonie bede zyczla sobie, aby miala kontakt
      z next. Czemu? Nie widze NAJMNIEJSZEJ ku temu przyczyny. Jej dzieci sa obce dla
      Kulki, sa dziecmi, ktore jej ojciec zdecydowal sie wychowywac, ale nie jest to
      jej rodzenstwo. Sytuacja sie zmieni, gdy ex bedzie mial dziecko z next. Wtedy
      bede musiala sie zgodzic na te kontakty. Ale wiecie co, nie sadze, zeby moj ex
      mial jeszcze jedno dziecko....

      Zycze im powodzenia. I mysle, ze robie dobrze nie wtracajac sie w tamten uklad
      jakkolwiek, nawet finansowo. Ja mam spokojna glowe, Kulka ma ojca i na tym
      chyba wszystkim zalezysmile

      Leeya
      • lilith76 Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 10:42
        tonie bede zyczla sobie, aby miala kontakt
        >
        > z next. Czemu? Nie widze NAJMNIEJSZEJ ku temu przyczyny. Jej dzieci sa obce
        dla
        >

        za kilka lat Kulka będzie zadawać pytania i to dociekliwe - tak jej właśnie
        odpowiesz? nexia i jej dzieci - oby - będą stałym elementem życia ojca Kulki i
        odcinanie jej od tego będzie jakimś tworzeniem sztucznej rzeczywistości, w
        której to tobie będzie wygodnie i miło, ale nie dziecku.
        • agamagda Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 10:54
          Lilith, to zależy od osobistych potrzeb i całokształtu sytuacji. Są osoby które
          nie mają potzrby kontaktowania się z nową rodziną Ex partnera. Dziecko poprzez
          kontakty z ojcem (o ile takie są) i tak pozna tamtą rodzinę. Kontakty międzi
          partnetkami wcale nie są niezbędne żeby dziecko znało i wytworzyło sobie obraz
          rzeczywistości.
          • lilith76 Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 13:45
            agamagda, kontakty pomiędzy eks i next nie są konieczne - tu się z tobą
            zgadzam. leeya jednak pisze, że nie życzy sobie aby dziecko widywało drugą
            partnerkę ojca, czyli uważa, że Kulka przez całe życie będzie się spotykać z
            tatą w domu mamy albo na mieście i zapewne nigdy nie wyda jej się to dziwne.
            • agamagda Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 14:25
              Lilith, podobnie jak Kammik zrozumiałam że Leeya nie zyczy sobie kontaktów z
              partnerką ojca, biorąc pod uwagę przelotny charakter tych kontaktów nie wydaje
              mi się to błędem. Poza tym czas takie sprawy na ogół sam reguluje, gdy będzie
              bardziej stabilnie u ojca Kulki, Leeya podejmie decyzje co dalej. Inną sprawą
              jest ja można wyegzekwować od ojca bezwzględny zakaz kontaktu z nowymi
              partnerkami ojca, bo przy jego złej woli byłoby trudno.
              • lilith76 Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 14:41
                Poza tym czas takie sprawy na ogół sam reguluje, gdy będzie
                > bardziej stabilnie u ojca Kulki, Leeya podejmie decyzje co dalej

                jak najbardziej rozumiem smile
      • derena33 Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 10:53
        Do leeei

        Bo ty Leeya jestes ex idealnasmile nie chcesz alimentow i nie ograniczasz widzen
        ojcu, nie masz do nikogo pretensji, jeszcze tylko ten drobiazg, odnosnie
        kontaktow z nextsmile musisz to skorygowac, konieczniesmile)
      • poxywka Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 11:08
        dla mnie to troche dziwne podejscie, zwlaszcza, ze ciezkie do utrzymania w
        dluzszym okresie; byl czas ze marzylam aby mnie bylo stac na rezygnacje z
        alimentow ale mi przeszlo; chyba kazdy ma obowiazek i prawo czuc
        odpowiedzialnosc za swoje dziecko;
        co do kontaktow synka z next moglabym miec cos przeciwko, jesli owa next
        bylaby 'elementem', wyzanawalaby diametralnie rozne poglady w sprawach
        kluczowych i przekazywalaby je dziecku lub gdyby probowala mieszac miedzy nami;
        natomiast w takiej sytuacji wydaje mi sie, ze jest to jakas dziwna zazdrosc;
        dziecko i tak samo te kontakty nawiaze i zabranianie nic nie da a czasem wrecz
        zaszkodzi; moze po prostu z biegiem czasu przestanie Ci to przeszkadzac, bo
        kazdy chyba w takiej sytuacji zmienia sie pomalu i ukladajac sobie swiat od
        nowa dochodzi sam do pewnych wnioskow;
        pozdrawiam
        poxywka
        • leeya Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 13:44
          heh....

          Nie rozumiem dlaczego Mala mialaby w ogole poznawac nexie. Staly element zycia
          ojca? Hmmmm... Jakos z poprzednich doswiadczen o stalosci mojego bylego
          moglabym miec watpliwosci. Ale nawet jezeli by tak bylo i obecna babeczka
          zostalaby na stale, to nadal nie widze sensu poznawania jej czy zabierania
          Kuleczki do nich do domu. PO CO pytam sie? Nie ma to nic wspolnego z
          zazdroscia. Po prostu nie widze powodu. To jest obca kobieta dla Kuleczki, jej
          dzieci sa obcymi osobami dla Kuleczki, wiec po kiego grzyba Mala ma
          sie "przyzwyczajac" czy "akceptowac" obce sobie osoby? Bo jej ojciec ma nowa
          rodzine? Niech ma, ale nie sadze, aby Kulcia miala poznawac te nowa rodzine.
          To nie jest jej rodzina, to rodzina jej ojca, to dzieci, ktore jej ojciec
          zdecydowal sie wychowywac. OBCE DZIECI. Obce Kulci. Sytuacja sie diametralnie
          zmieni, gdy ojciec Kulci bedzie mial nastepne dziecko/dzieci. Wtedy Kulcia
          bedzie musiala poznac swoje rodzenstwo i mame tych dzieci/dziecka. Tyle. Moze z
          czasem mi sie zmienismile

          Leeya
          • lilith76 Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 13:50
            leeya, twoje dziecko nie będzie wiecznie niemowlakiem! jako przedszkolak,
            uczennica zacznie zadawać pytania typu:
            "dlaczego nie mogę nocować u taty?", "dlaczego nie mogę go odwiedzić?", "kim
            jest ta Pani?".
            potem stanie się nastolatką i twoje sprzeciwy na nic się zdadzą.
            inna sprawa, czy ten związek się utrzyma. ale zanim Kulka będzie gotowa na
            odwiedziny u taty minie tyle czasu, będzie już o tym wiadomo.
            wydaje mi się bardziej, że uporałaś się ze złością i żalem do byłego, ale cały
            gniew skanalizowałaś w nexi. nic dziwnego, oboje cię mocno zranili i nie
            zachowali się fair - masz prawo.
            • kammik Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 13:56
              Sekundke, ale nie zauwazylam, zeby leeya twierdzila, ze Julencja "nie moze"
              poznac tamtej kobiety. Twierdzi jedynie, ze nie widzi takiej potrzeby. Jej
              prawo, jej wola. Tym bardziej jest to sluszne, ze ojciec Kulki dosc swobodnie
              traktuje pojecia zwiazku i jego trwalosci. Kulka potrzebuje ojca, a nie jego
              kolejnych "przyjaciolek" z przychowkiem.
            • chalsia Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 13:58
              Leeya,

              jesli ojciec Kulci nie ma ograniczonych praw rodzicielskich i w którymś
              momencie uzna, że chce zabrać małą (załóżmy, że mała ma już np 3 lata) na
              spacer, do kina, etc i zechce ją zapoznać ze swoją rodziną, to prawnie nie masz
              nic do powiedzenia. Mozesz nie chcieć by mała poznała next, ale jeśli ojciec
              uzna, że chce, to nic z tym nie zrobisz.

              Chalsia
            • leeya Re: Tak sobie myślę 07.02.05, 18:01
              Racja... Kuleczka nie bedzie wiecznie niemowlakiem. Z przedszkolakiem dam sobie
              rade, coz, nastolatce chyba nawet prawde powiem. A co do pytan o kobiete
              tatusia. Wolalabym moc na nie odpowiedziec, ze to jest zona tatusia, bo jak
              dziecku wytlumaczyc, ze tata kocha te pania i z nia mieszka? I jej dziecmi? To
              czemu z nami nie mieszka? Ech... Trudne sa to sprawy i na szczescie mam czas
              jeszcze do tych pytan. A co do exa i nexi. Niech sie chlopisko wykaze
              staloscia, to pogadamysmile

              A co do zlosci na nexie, Lilith... Jak ja mam miec pretensje do TEJ wlasnie
              kobietki, skoro po drodze byly jeszcze dwie inne?? Ja tez oklamywal od
              poczatku. Dala mu szanse, zaryzykowala i OK. Datego na samym poczatku
              napisalam, ze za nic bym sie z nia nie zamienilasmile

              I tak na koniec jeszcze, to moj byly rozumie te moje argumenty i zgadza sie ze
              mna co do kontaktow Kulka-nextsmile Ciekawe czemuwink

              Leeya
              • konkubinka Re: Tak sobie myślę 08.02.05, 08:56
                rzadko tu ostatnio wpadam, a juz bardziej nieczesto pisze - powody miedzy
                innymi opisala wczesniej Mikawi.

                Chcialam tylko dodac od siebie , ze kazdy ojciec powinien , ma obowiazek lozyc
                na dziecko.Jesli jestes w stanie utrzymac dziecko bez alimentow- zaloz mu
                fundusz powierniczy i tam wplacaj alimenty.
                Nie widze powodu aby darowac jakiemukolwiek mezczyznie alimenty .To nie fair
                wobec dziecka.


                I druga rzecz.Przytocze slowa Marcepanny:
                "jeszcze jest typ next jak konkubinka i bei- z placzem i spuszczona glowa wloka
                sie za swoim wybrankiem chocby nie wiem co a sorry w imie milosci
                no i typ jak femalespirit i m-m-m: ostre zasady gry i zelazna konsekwencja
                czyli kasa musi sie zgadzac"

                nie rozumiem ani porownania mnie i Bei ani tej spuszczonej glowy.Mialam kiedys
                chwile zalamania i niestety opisalam to na tym forum .Ale zeby sie wloc ze
                spuszczona glowa Marcepanno?Chyba nie masz dzieci?I to jest to o czym pisza
                niektore dziewczyny nie ocenial sytuacji i czlowieka jesli nie jestes na jego
                miejscu.
                O byciu rodzicem marne pojecie ma ten, ktory nim nie jest.
                U mnie tez kasa musi sie zgdzac i musi isc na dzieci, po rowno .Nie na zadna
                eksie czy macoche.Tez uwazam to za zelazne zasady.
                I nie zapominaj ze jestem rozwodka- nie szlam w imie milosci ze spuszczona
                glowa.Ale niestety jesli matka ma serce i na pierwszym miejscu stawia dziecko
                musi powaznie rozpatrzec za i przeciw rozbicia dziecku rodziny.
                • agamagda Re: Tak sobie myślę 08.02.05, 10:13
                  Konkubinko, ludzie są różni i róznie reagują na sytuacje życiowe. Jedni
                  bardziej przebojowo inni batdziej biernie, ugodowo. Każdy działa w ramach
                  swojego charakteru i nie musi z tego się tłumaczyć. Czasami też oberwie się bo
                  ktoś ma inną wizję świata, ale wydaje mi się ze szkoda byłoby zawieszać
                  działalności forumowej na kołku bo ktoś Cię krytykuje. Poza tym wymiana myśli
                  i poglądów, warta jest tego żeby ktoś Cię czasem objechał, nie trzeba tylko się
                  tym przejmować, bo mimo wszystko to tylko forum.
                  A co do tego że kasa musi się zgadzać jest to dla mnie również oczywiste.
                • balladynka Re: Tak sobie myślę 08.02.05, 10:15
                  Konkubinko, nie przejmuj sie panną marcepanną. Najwyraźniej bredzi, bidulkasmile
                  Jest tu wiele zyczliwych Ci osob a reszta po prostu sie nie przejmuj.
                  Pozdrawiam.
                  • lideczka_27 Re: Tak sobie myślę 08.02.05, 10:33
                    Nic dodać nic ująć smile

                    Konkubinko, główka do góry smile
                    Ja też rzadziej zaglądam, dystansu nabrałam (przed końcem roku fajnie tu było,
                    a potem taka zawierucha, że przez moment żałowałam, że forum ukryte nie jest,
                    bo odchodziło się od meritum, kilka nowych macoch pierzchło - nie dziwię się...
                    Ale niektórzy to już tak lubią - kogoś podkurwić, obrazić, wyśmiać,
                    przepędzić...). To jest Twoje forum i zaglądaj - no i koniecznie wyluzuj, bo
                    to, że znajdzie się ktoś Tobie nieżyczliwy, nie znaczy, że to ogół. Jak ktoś
                    sobie chce w necie anonimowo popyszczyć, niech tak robi - w realu pewnie taki
                    kozak nie jest. A Ty miej to w... głębokim poważaniu wink

                    pozdrówki
                    lidka


                    PS. Uważam, że to, co marcepanka z bei zrobiła, to po prostu świństwo i tyle. I
                    aż żal, że się dziewczyna też stąd ulotniła, ale to nie dziwne... Każdy ma
                    własny sposób na życie, zadziwiające jest tylko to, z jakim zapałem niektórzy
                    chcieliby go sprzedać innym w imię "jedynej słuszności"...
                    • natasza39 Re: Tak sobie myślę 08.02.05, 10:56
                      nic dodac, nic ująć lideczko...
                      Ja też mniej niż przed dwoma miesiacami piszę i nawet mniej czasu i okazji mam
                      do poczytania, ale mdli mnie jak takie oceny ludzi widze. Nie mozna
                      szufladkowac kogos po jednej czy drugiej wypowiedzi po prostu.
                      Głowa do góry konkubinko!
                      Nie kazdy musi byc "wyzwolona kobietą" i nie kazdy tego chce po prostu lub sie
                      do tego najnormalniej w świecie nadaje.
                      Pozdrawiam wszystkie macoszki cieplutko z mroznego okropnie południa Polski.
                      Okrutnie zagrypiona natasza
                      • konkubinka Re: Tak sobie myślę 08.02.05, 11:15
                        a to ja nie na czasie jestem jesli chodzi o Bei.
                        Poprostu nie widze nic wspolnego miedzy nami oprocz tego , ze jestesmy
                        matkami.A, ze spokojniej sie odnosimy do ludzi niz np Marcepanna?

                        A co do mnie- poprostu chetnie odpowiem czasem na jakiegos posta ale jest to
                        dla mnie dyskomfort gdy prostactwo i ciemnota ma wglad w moje prywatne odczucia
                        i rozterki.Wole na priv podyskutowac albo na forum ukrytym.

                        Poza tym moderuje teraz pewne forum i bardzo mu sie poswiecilam i zapisalam sie
                        tez do innego- ukrytego na ktorym nie ma tego wytykania palcami.

                        Nataszo.Pare rzeczy i faktow z mojego zycia uniemozliwia bym byla w tej chwili
                        kobieta wyzwolona ale tez pod pantoflem czy stlamszona nigdy nie bylam.Poprostu
                        walcze o to co mi sie nalezy i moim dzieciom.SKoro dalam z siebie tak wiele nie
                        wyjde z niczym.A to moze potrwac.Zreszta M ponosi tego konsekwencje , bo ten
                        dom nie jest juz taki jak byl i ja tez nie .
                        A to ze kocham tego czlowieka i chce zeby zrozumial swoje bledy i daze do tego?
                        Chyba nic w tym zlego , ze chce ratowac rodzine.Poprostu w momentach zupelnego
                        zwatpienia czuje i widze , ze on poprostu nie rozumie a nie jest zly.I uwazam
                        ze nie mam sie czego wstydzic.
                        I zadna przyjemnosc jak jakas anonimowa Marcepanka czy inna splyca Twoje
                        poblemy , zwlaszcza jesli zdanie takich ludzi niewiele dla mnie znaczy.

                        Oczywiscie , ze napisac kazdy potrafi - zmieszac z blotem bo mu tak lepiej jak
                        to zrobi.
                        Ale jakos ja nie potrafie.Jest na forum kilka osob , ktore draznia mnie- z ich
                        wypowiedz domniemam jakie sa w rzeczywistosci , jaki maja sposob bycia i
                        podejscie do ludzi i samego siebie.I co?Mam ich obrazic?Tak samo na ulicy
                        prawie codziennie ktos mi zalezie za skore i tez nie napadam, bo po co sobie
                        nerwy psuc i znizac sie do poziomu niektorych.
                        • agamagda Re: Tak sobie myślę 08.02.05, 12:13
                          Forum z natury rzeczy jest miejscem gzie spotykają się różni ludzie i
                          wymieniają poglądy, często kontrowersyjne. Szczególnie widać to na forach
                          dotykających w ten czy inny sposób uczuć i finansów. (tak jak tu i na
                          samodzielnych). Są to tematy sporne. Wydaje mi się że dlatego będzie tu zawsze
                          dochodzić do spięć. Z drugiej strony, mi np. pozwoliło też to "zajrzeć" na
                          drugą stronę, nie mówię ze zmieniłam swoje zasady, ale coś mogłam zrozumieć.
                          Wydaje mi się że rozmawianie z osobami o podobnych poglądach do twoich nigdy
                          nie będzie tak konstruktywne. Przyjemne, miłe tak, ale nie koniecznie
                          konstruktywne. Ale to moje zdanie.
                          Co zaś do Twojego życia, to Ty i tylko Ty będziesz ponosiła dobre i złe
                          konsekwencje swoich decyzji, więc nie daj się zbić z tropu, rób to co uważasz
                          za stosowne.
                          Co się tyczy ludzi na forum, w realu nie koniecznie muszą być tak drażniące,
                          anonimowość pozwala na dużo. Mój drugi mąż mi powiedział np. że był zdziwiony
                          jak moje poglądy i zdecydowanie nie pasują do mojego wygladu wink))
                          • konkubinka Re: Tak sobie myślę 08.02.05, 12:52
                            Agomagdo
                            Ja na privie i forum ukrytym nie dyskutuje z osobami wylacznie o moich
                            pogladach.Wrecz przeciwnie.
                            jednak staram sie dobierac rozmowcow kulturalnych.
                            Nic nie usprawiedliwia wchodzenia na forum wylacznie po to by komus
                            dokopac .Forum nie bez powodu zostalo zamkniete.Kiedys bylo otwarte .Niektore
                            osoby sa duzo mniej anonimowe niz myslisz .Nie tylko Kamila77 i Domali ale i
                            cala masa innych.Wiec nie mow ze to okej , ze ktos cie obrzuci blotem bo
                            piszesz na forum i jest takie ryzyko.
                            Trudno , zeby kazdy watek tytulowac "chcialabym nie zostac skopana po tylku ,
                            bo nie umiem sie odgryzc"Ja osobiscie wole aby przestrzen w necie byla bardziej
                            sympatyczna.
                            Mnie sie moze wydawac ze ta czy tamta Pani w rzeczywistosci jet taka czy
                            owaka.Moge sie mylic ale jesli nawet okaze sie ze rzezywiscie tak jest w realu
                            ze mnie drazni nigdy nie bede odnosic sie do niej z pogarda.Na tym polega
                            roznica miedzy mna a np Marcepanna.
                            Ja nigdy nie dopislam nikomu"kretynka" i nie dlatego ze jestem tchorzem czy mam
                            spuszczona glowe tylko dlatego ze komus moze byc niezbyt przyjemnie.A
                            pomyslalam nie raz
                            • agamagda Re: Tak sobie myślę 08.02.05, 14:31
                              W żadnym momencie nie powiedziałam że obrzucenie kogoś błotem jest ok, nie wiem
                              dlaczego tak rozumiesz moje słowa. Stwierdzam że tematy są kontrowersyjne więc
                              wynikają spory, a nie że ktoś ma prawo obrzucać inne osoby błotem.
                              • konkubinka Re: Tak sobie myślę 10.02.05, 12:17
                                nie tak nie powiedzialas, moze zle sie wyrazilam.Wywnioskowalam , ze splycanie
                                problemow , ktore dla niektorych sa prywatnym dramatem uwazasz za normalne na
                                forum.Tak zrozumialam choc moze nienajlepiej.
                        • poxywka Re: Tak sobie myślę 08.02.05, 16:21
                          zapisujac sie na forum osoba, ktora naprawde przychodzi tu po zrozumienie lub
                          pomoc otwiera sie na wstepie przed wszystkimi; przy nawale tych specyficznych
                          problemow znalezienie kogos, kto ma te same bolaczki przynosi taka ulge; ja
                          poczulam sie jakbym znalazla studnie na pustyni mimo, ze ewidentnie jestem po
                          drugiej stronie;lecz problemy jakby te same; po kilku postach czlowiek natyka
                          sie nie tylko na zrozumienie, ale na kubly zimnej wody; troche sie hartuje a
                          potem juz mysli, ze tu kazdy z okazji tych samych problemow bedzie sie
                          zachowywal fair; zwlascza, ze tak anonimowo latwiej sie szczerze zwierzyc;
                          kazdy, kto ma instynkt samozachowawczy dochodzi w koncu do wniosku, ze nie
                          nalezy odkrywac kart (czasem tylko troche za pozno), bo anonimowosc jest zluda
                          i nie kazde zloto co sie swieci; widac trzeba przejsc przez ten etap zanim
                          pogrzebie sie kolejne zyciowe zludzenia; teraz zwracam uwage, by opisywac swoje
                          opinie a nie swoje zycie; i chociaz problemy zostaly nie odwaze sie ich tu
                          przelac; moj dziadek czesto mi przypomina,ze nic tak nie plami kobiety jak
                          atrament; ten jest taki wirtualny ale wymazac tez ciezko (zwlaszcza ze
                          mkatarynka grozi juz na wstepie smile); moge bez szkody dla zdrowia porozmawiac na
                          forum o kupkach niemowlecia ale o moich domowych smieciach juz nie; wyrazam
                          opinie, bo te mam dla wszystkich i ich nie ukrywam, ale problemy tylko dla
                          przyjaciol; wierze ze tu mozna ich znalezc; a forum czytam, by lepiej rozumiec
                          lecz juz nie po to, aby szukac zrozumienia
                          pozdrawiam
                          poxywka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka