Gość: ar
IP: *.bioc.aecom.yu.edu
19.04.02, 16:26
Tak pewnie wyglada sposob prywatyzacji calego majatku narodowego:
Zlodzieje z Unii Wolnosci, czy odpowiedza za to czy znowu beda bezkarni
Syndyk wiedzial, nie powiedzial
Stocznia Gdanska - kolebka "Solidarnosci" - bedaca kiedys jednym z najwiekszych
przedsiebiorstw w Polsce, zostala doprowadzona do ruiny. Wszystko zaczelo sie
od politycznej decyzji komunistycznego premiera Mieczyslawa Rakowskiego o
postawieniu stoczni w stan upadlosci
Fot. M. Borawski
Andrzej W., syndyk masy upadlosciowej Stoczni Gdanskiej, przyznal, ze wiedzial,
iz kupujaca zaklad firma nie dysponuje suma 115 mln zl, ktora miala zaplacic za
Stocznie. Proces w tej sprawie rozpoczal sie wczoraj przed Sadem Rejonowym w
Gdansku. Andrzejowi W., oskarzonemu o narazenie zakladu na strate nie mniejsza
niz 119 mln zl, grozi kara 10 lat wiezienia.
Obok Andrzeja W. na lawie oskarzonych przed Sadem Rejonowym w Gdansku zasiadl
notariusz Marek K., ktory poswiadczal dwie umowy zwiazane ze sprzedaza firmy.
Syndyk masy upadlosciowej Stoczni nie potrafil odpowiedziec na pytanie
prokuratora Dariusza Popielniuka o wielkosc kwoty, na jaka wyceniono zaklad.
Przyznal, iz wiedzial o tym, ze firma, ktora miala kupic Stocznie, skorzystala
z pieniedzy spolki, pomnazajac dodatkowo nielegalnie swoj kapital. Andrzej W.
podtrzymal swoje wczesniejsze zeznania i nie przyznal sie do winy. Wiedzial
rowniez, ze kupujaca Stocznie firma nie dysponuje suma 115 mln zl, a tyle
oferowala za przedsiebiorstwo.
Zarzuty wobec syndyka dotycza jego dzialalnosci miedzy wrzesniem a grudniem
1998 r.
Kolejna rozprawa odbedzie sie 23 maja br.
Stocznia Gdanska zostala postawiona w stan upadlosci, a nastepnie sprzedana,
mimo uchylenia przez Sad Rejonowy decyzji Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy,
tj. Skarbu Panstwa o ogloszeniu upadlosci. Orzeczenie sadu nigdy nie zostalo
wykonane. Wszelkie dzialania upadlosciowe podjete po tym orzeczeniu mozna bylo
zatem uznac za niewazne. Tymczasem syndyk masy upadlosci Andrzej W. doprowadzil
do sprzedazy Stoczni Gdanskiej na rzecz Trojmiejskiej Korporacji Stoczniowej,
ktora dodatkowo nie miala wymaganej prawem zgody sedziego komisarza. Zostala
bowiem utworzona na 2 tygodnie przed podpisaniem notarialnego aktu sprzedazy.
W sklad Korporacji wchodzily: Stocznia Gdynia, ktora jeszcze rok wczesniej byla
bankrutem, EVIP Progres, bedacy czescia firmy doradczej i finansowej, oraz
jedna z osob zwiazana z prezesem Stoczni Gdynia Januszem Szlanta. TKS miala
kapital zalozycielski w wysokosci 400 tys. zl. Najwieksze kontrowersje
wzbudzila jednak cena, jaka zaplacono za Stocznie. TKS S.A. kupila ja za kwote
ok. 115 mln zl. Tymczasem przedsiebiorstwo to warte bylo ok. 3,3 mld zl. W
stoczniowej kasie znajdowalo sie wowczas ok. 42 mln zl, ktore przejal nabywca,
a nie wierzyciele. Kolejnym naduzyciem byl fakt, iz zgoda na sprzedaz Stoczni
zostala wydana nie na podstawie uiszczonej zaplaty, ale jedynie na okazanych
przez nabywce gwarancjach bankowych. Opiewaly one na kwote ok. 73 mln zl. Dzis
prokuratura utrzymuje, ze faktyczna wartosc sprzedazy majatku upadlej Stoczni
zostala zanizona o taka wlasnie kwote i w rzeczywistosci TKS zaplacila za nia
ponad 72 mln zl, a nie 115 mln zl. Jeszcze bardziej tajemniczy los spotkal
zagraniczne naleznosci Stoczni, opiewajace na sume 181,3 mln zl. Pieniadze te
zaklad wygral w procesie prowadzonym przeciwko jednemu z armatorow, ktory nie
wywiazal sie z umowy. Dzis nabywcy Stoczni dokonuja parcelacji jej niezwykle
atrakcyjnych terenow w centrum miasta. Grunty sa dzielone, oczyszczane i
przygotowywane do sprzedazy. Wszystkie te niejasnosci wskazuja na to, ze
nabywcy mieli z gory przygotowany plan dotyczacy przyszlego zagospodarowania
Stoczni i jej bardzo atrakcyjnie polozonych nieruchomosci.