Dodaj do ulubionych

Temat do "Usterki"

08.12.05, 12:15

Czytanie w kółko Macieju o perypetiach z remontem może być dla potencjalnych
czytelników zajęciem tyleż nudnym, co jałowym. Dla mnie zresztą też, z tą
różnicą, że mam dodatkowy powód do siwienia i tak już niezbyt bujnej
czupryny. Weźmy np. na tapetę drzwi…
Miały być dostarczone w ciągu trzech tygodni od złożenia zamówienia,
tymczasem dojechały z tygodniowym poślizgiem. Ciekawe, co powiedzieliby
przedstawiciele firmy, gdybym również o jedną trzecią chciał im mniej
zapłacić? Montaż miał rozpocząć się wczoraj w południe. W razie jakichś
komplikacji monter miał do mnie zatelefonować. Siedziałem zatem spokojnie w
domu i ufnie oczekiwałem na przyjazd ekipy. Minęło południe, wybiła pierwsza,
potem druga, trzecia i czwarta godzina. I nic! Żona wykonała w tym czasie
kilka telefonów do firmy (Techniczne Wyposażanie Wnętrz z Sopotu), dowiadując
się, że : „już jadą”.
Dojechali o dziewiętnastej! Pisząc „dojechali” mam na myśli drzwi i jednego
montera, gdyż drugi gdzieś się zapodział. Wkrótce pojawili się też szefowie
firmy, którzy dość żwawo wypisali fakturę za usługę. Przeliczyli się jednak,
jeżeli sądzili, iż od ręki wypłacę im całą należność. Ponieważ jednak nie
chciało im się czekać, aż monter upora się z wstawieniem drzwi, odjechali,
zlecając mu uprzednio przyjęcie ode mnie gotówki po zakończonej pracy.
Facet gimnastykował się trzy i pół godziny. Próbował przy tym wyłgać się od
niektórych czynności, nie chciało mu się na przykład zaszpachlować dziur po
starej futrynie. Ostatecznie – na moją stanowczą sugestię, iż zamawiałem
kompleksową a nie cząstkową usługę – wykonał to, aczkolwiek w sposób daleki
od doskonałości. Moje zastrzeżenia budziło też wypionowanie, a właściwie jego
brak, gdyż drzwi w górnej części nie przylegały całkowicie do ościeżnicy. Nie
sprzątnął też po sobie gruzu ani nie zabrał starych drzwi i futryn (żona
wspaniałomyślnie mu to odpuściła).
Pełny „efekt” tej pośpiesznej pracy można było zaobserwować dziś rano, kiedy
to syn – próbując wejść do pomieszczenia – musiał użyć niemałej siły, aby
otworzyć a następnie zamknąć drzwi. Cóż się okazało? Ano to, co powinien
wiedzieć nawet kompletny laik. Metalowa futryna, pod wpływem napierającej na
nią pianki montażowej, wygięła się w lekki łuk, co spowodowało zaklinowanie
drzwi. A wystarczyło przecież przed użyciem pianki założyć kilka poprzecznych
łat.
O innych hockach-klockach z mojego remontowego poligonu nie będę dziś już
pisał, bo oprócz siwizny mogłoby mi jeszcze podnieść się ciśnienie, a to już
nie byłoby wesołe.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka