Gość: Rob Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.um.krakow.pl 28.08.08, 12:37 Czyli potwierdza się reguła, że w Polsce o bohaterach wolno mówić albo dobrze albo wcale. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gustaw Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.skynet.net.pl 22.05.09, 11:51 Wolno mówić prawdę albo wcale. Dotyczy to bohaterów i zwykłych ludzi. Jeżeli pan chochlew może udowodnić, że chce pokazać prawdę - niech udowodni i szybciutko robi produkcję... Żyjemy w demokratycznym kraju! Natomiast nie wolno pod żadnym pozorem w imię wolności słowa plugawić czegokolwiek: bohaterstwa, ikon czy też zwykłych ludzi! Odpowiedz Link Zgłoś
juesej Żydzi dadzą pieniądze 28.08.08, 12:42 Nie ma obawy. Film powstanie. Żydzi dadzą pieniądze. Zainwetują bo graja o 65 mld $. Odpowiedz Link Zgłoś
guru133 Re: Żydzi dadzą pieniądze 28.08.08, 13:23 juesej napisała: > > Nie ma obawy. Film powstanie. Żydzi dadzą pieniądze. Zainwetują bo graja o 65 > mld $. Mosze, czyżbyś już zaczynał zbiórkę na ten zbożne cel? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obywatel Re: Żydzi dadzą pieniądze IP: *.chello.pl 28.08.08, 13:23 Nie ma obawy jesteś debilem. Odpowiedz Link Zgłoś
bydlo_prof_wb Na parę łajdackich filmów już dali kasę... 28.08.08, 18:25 więc trudno byłoby się zdziwić. Zalecałabym dużą ostrożność w tym epitetowaniu... __________ Michnik jest manipulatorem. To człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny (Zbigniew Herbert) Odpowiedz Link Zgłoś
bydlo_prof_wb Zacznij może od siebie przygłupie... 28.08.08, 19:10 __________ Michnik jest manipulatorem. To człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny (Zbigniew Herbert) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kibic ŁKS-Żydzew A jak ochoczo Żyd Starski rzucił się do płodzenia IP: *.magma-net.pl 28.08.08, 20:54 A jak ochoczo Żyd Starski zabrał się do pisania paszkwilanckiego scenariusza dla Żyda Chochlewa, który uwielbia przyprawianie gęby Polakom w filmach. Odpowiedz Link Zgłoś
drojb Re: Jakie piękne zgrupowanie łysych debili! 28.08.08, 21:27 Noś czapkę skinie, bo ci przemarznie twój ostatni zwój mózgowy! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kibic ŁKS-Żydzew Re: Jaka bezczelna akcja żydowszczyzny polskiej IP: *.magma-net.pl 29.08.08, 13:21 Noś jarmułkę, bo twój nos po stuleciach pobytu w Polsce już się wyprostował. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ad Wojna a dzieci IP: *.chello.pl 28.08.08, 13:28 Czas i miejsce odżywają na nowo Dziś 8 lutego 2008 roku. Przedwiośnie za oknem pełną siłą się pcha: śniegu nie ma, jest też ciepło, a krzewy do życia pobudzone już pąki puszczają. Jak dziś, sięgając pamięcią w przeszłość, również tak było pod koniec lutego i w początkowych dniach marca 1945 roku, gdy wraz z matką i rodzeństwem i kilkoma jeszcze innymi rodzinami znaleźliśmy wreszcie pozornie bezpieczne schronienie w miejscowości Ligota- Bronów, oddalonej niecałe 10 km od Czechowic Dziedzic, lokując się w starym domu usytuowanym tuż pod lasem i obok drogi przylegającej do jego obrzeża. Od strony południowo-zachodniej docierały tu jednak nadal odgłosy toczącej się jeszcze niedaleko wojny, nieco już przytłumione, ale w nie zastygłych wspomnieniach wywołujące nadal grozę i strach po niedawno doznanych okropnościach i przeżyciach, jakie były moim i rodziny udziałem. Związane z nimi wydarzenia to w konsekwencji fatalny splot wypadków i następstw przebywania naszego przez prawie cały miesiąc bezpośrednio w strefie walk, prowadzonych na linii frontu przebiegającej przez miejscowości Rudzica - Roztropice – Iłownica. Są to graniczące ze sobą miejscowości, gęsto usiane naturalnymi przeszkodami w znaczeniu wojskowym, położone niedaleko od Skoczowa, miasta gdzie moja rodzina mieszkała jeszcze długo przed wojną i potem niecały okres okupacji, nim przeprowadziła się do Ilownicy do domu "pod lasem" na dwa lata przed pojawieniem się pierwszych oznak zbliżającego się szybko frontu wojennego. Miałem ukończone wtedy 6 lat życia. Dom, w którym nam przyszło przebywać miał kilka izb; w jednej z nich, do której wchodziło się wprost z przechodzącej na wylot domu sieni zamieszkaliśmy razem z drugą, dość liczną rodziną Śmiejów. W porze dziennej w izbie krzątali się także ruscy, którzy korzystali z niej przy sporządzaniu dla siebie posiłków, spożywanych również na miejscu. Kilka innych izb, może dwie, zajmowały rodziny wysiedleńców z Iłownicy. Była to wieś, gdzie na jej obrzeżach, na granicy z Roztropicami i po stronie zachodniej, nadal trwały uporczywe i krwawe walki, ciągnące się już tam od kilku tygodni. Pozostałe izby, cały strych i stojące obok domu zabudowania zajmowali ruscy. Nieopodal domu, w odległości może 50- 70 m od niego, na pobliskiej łące ruscy postawili barak zbity z desek, bardziej może przypominający szopę z prześwitującym dwuspadowym dachem . Szopa przeznaczona była do prowadzenia dezynsekcji zarobaczonej odzieży wojskowej przy użyciu dymów powstałych ze spalania rozsypanej na posadzce szopy siarki. Ulatniające się dymy owiewały cd Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ad Re: Wojna a dzieci cd IP: *.chello.pl 28.08.08, 13:30 podwieszoną na żerdziach odzież wojskową i wydostawały się na zewnątrz przez otwory przelotowe, wykonane gęsto w dachu. Odzież przywożono co kilka dni ciężarówką z okolic Czechowic. Szopa stała się też miejscem codziennych odwiedzin biegających wokół domu dzieci, gdyż sposób ustawienia i zabudowania poręczy oraz żerdzi wewnątrz niej kusił i zachęcał do uprawiania po nich wspinaczki. Przy wykonywaniu niektórych prac, my, dzieci, braliśmy również udział, za co w nagrodę dostawaliśmy od ruskich po kawałku chleba. Po tej samej drodze, biegnącej tuż koło naszego domu, w kierunku na Landek, przejeżdżały często i inne samochody ciężarowe. Były one zaplandekowane i konwojowane przez wojskowych - z przodu zawsze jechał łazik, a z tyłu zamykali kolumnę żołnierze uzbrojeni w pepeszki, jadący najczęściej motocyklem z przyczepą. Konwój ten zatrzymywał się na drodze niedaleko naszego domu, w odległości nie więcej niż 100-150 m w kierunku na Landek, gdzie w miejscu jego postoju czekała już grupa uzbrojonych ruskich. Tyle, co mogliśmy zobaczyć przez prześwitujące drzewa rosnące przy drodze i zaciemniające widok. Zbliżanie się do tego miejsca było surowo zakazane. Przychodzący stamtąd codziennie do nas ruscy nosili założone na rękawie czerwone opaski z umieszczonym na nich napisem koloru czarnego. Wzbudzali oni wśród "naszych" ruskich widoczny niepokój. Starali się ich unikać. Nam też kazali to czynić. Prawie codziennie, gdy krzątaliśmy się wraz z nimi przy szopie, systematycznie z kierunku od tego miejsca dochodziły do nas odgłosy pojedynczych strzałów, słyszane w odstępach czasowych od kilka do kilkunastu minut. „Nasi” ruscy mówili nam, że przebywający tam żołnierze ćwiczą się w strzelaniu. . Głód i biegunki były naszym codziennym utrapieniem. Zjedliśmy już prawie wszystko, nawet pozbierane z pobliskiego pola leżące podgniłe i przemarznięte ziemniaki oraz brukiew- resztki pozostawione tam po ubiegłorocznych wykopkach. Głód z początku objawia się cierpieniem fizycznym. W tym stadium odczuwany jest silny ból w całym brzuchu, tak jakby w nim wszystko gorzało. Suszy pragnienie, ale popijanie wody sprawia również ból z powodu wystąpienia obrzęku gardła, warg i zwężenia przełyku. Nie przynosi ono ulgi, a pić trzeba, żeby nie odwodnić organizmu. Nie można patrzeć, bo bolą oczy, a chodzenie jest utrudnione i odbywa się ono na chwiejnych nogach. Kłucie w brzuchu jest tak silne, że pozycja kuczna może tylko go złagodzić. Wreszcie któregoś marcowego dnia-jak dobrze pamiętam, nie było wtedy już na polach śniegu, ale dokuczał jeszcze mróz- ja i starszy ode mnie o 3 lata brat, wybraliśmy się razem do przyfrontowej wsi Iłownica, by znaleźć tam coś do jedzenia. Przed nami do przejścia leżała wieś Landek i gdy ledwo do niej dotarliśmy od razu zatrzymali nas kręcący się tutaj ruscy, potem jednak, po krótkim przesłuchaniu, pozwolili nam iść dalej, więc szliśmy w pośpiechu... w kierunku do linii frontu- tą samą trasą, ale tym razem w przeciwną stronę, gdy nią jeszcze nie tak dawno temu uciekaliśmy uchodząc z życiem pod gęstym ostrzałem kul i detonujących padającymi obok pocisków. Na rozległy, niezabudowany teren, między krzyżówką dróg w Landeku a Iłownicą, którym przyszło nam teraz iść, z rzadka padały wybuchające z niszczycielską siłą pociski. Przejściu temu również towarzyszyły nam docierające z oddali odgłosy pojedynczych strzałów, zagłuszanych czasem terkotem karabinów maszynowych. Bez większych już przeszkód dotarliśmy do centrum wsi. Zatrzymaliśmy się przy miejscowej szkole, a potem wstąpiliśmy do stojącego w pobliżu domu naszej cioci, teraz opustoszałego i ogołoconego, jak wszystkie pozostałe domy stojące opodal. Nigdzie wokół nas żywej duszy nie było. Postanowiliśmy pójść dalej, w kierunku zachodnim, do naszego domu "pod lasem", gdzie- nim go opuściliśmy w nagłym pośpiechu, tuż przed samym nadejściem frontu i pozostawieniu w nim wszystkiego, co do domu się zgromadziło - powinny być worki ze zbożem złożone na strychu, a w piwnicy warzywa. W pół przygięci do ziemi, posuwający się wolno pod górę, dochodzimy tak aż do samego wierzchu niedużego wzgórza, rzadko porośniętego młodymi i niewysokimi choinkami. Stąd do domu "pod lasem" było może niecałe pól kilometra. Oczom naszym, wypatrującym spod uchylonych gałązek choinki, ukazał się przerażający widok: wokół wszystkie dawniej pobudowane i stojące domy oraz zabudowania były teraz bądź wypalone lub spalone, bądź leżały w gruzach. Murowany dom "pod lasem" jeszcze stał, ale świecił wynurzającymi się z jego mocno nadwątlonych ścian i dachu czarnymi oczodołami - dużymi wyrwami powstałymi po trafieniach go pociskami artyleryjskimi. Dookoła okaleczonego domu, walały się zgliszcza- pozostałości po spalonych drewnianych zabudowaniach, a w pobliżu nich sterczały kikuty pogruchotanych drzew owocowych razem z wystającymi od ziemi sztachetami powalonego częściowo drewnianego płotu, ogradzającego niegdyś sad i dom. Niedaleko od miejsca naszej kryjówki, może niecałe 100 m, wyłoniły się, jak na dłoni, na zoranym pociskami polu biegnące zygzakiem ruskie okopy, a dalej pod lasem słabo już widoczne także linie okopów niemieckich. Szybko stamtąd wycofaliśmy się, gdy tylko wzgórze zaczęto ostrzeliwać z karabinu maszynowego. Schodząc chyłkiem z niego i klucząc pośród drzewek, napatoczyliśmy się nagle na wyłaniającego się zza choiny uzbrojonego Rosjanina, podążającego prawdopodobnie do okopów, który na nasz widok stanął jak wryty. W kufajce i papasze na głowie, z wybałuszonymi ze zdziwienia oczami i rozdziawionymi ustami, wyłaniającymi się spod jasnych wąsów, wyglądał może bardziej komicznie niż groźnie. Stał tak jeszcze przez chwilę, a gdy już ochłonął nieco, zaczął podchodzić ostrożnie do nas, trzymając w pogotowiu wycelowany w nas karabin. Coś mówił- najpierw wydusił z siebie kilka dosadnych "słów", a potem przechodząc cd Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ad Re: Wojna a dzieci cd IP: *.chello.pl 28.08.08, 13:36 już na łagodniejszy i cichszy ton, starał się nas uspokoić, kierując broń lufą ku ziemi. Po krótkiej chwili przełożył ją na ramię i począł wolno wyjmować z worka przewieszonego przez siebie zawiniątko. Stopniowo z szoku dochodziliśmy do siebie, ale strach i dygotanie jednak nadal pozostały. Z rozpostartego zawiniątka wyjął jego zawartość i ku naszemu zdziwieniu obdzielił nas wysupłaną z niego pokaźną kromką czarnego chleba wraz z plasterkiem surowej słoniny. Z jego menażki, podanej nam do picia, łyknęliśmy trochę płynu przypominającym gorzką kawę zbożową, a potem pogonił nas stąd. Wskazując ręką na widoczny budynek szkoły nakazał nam w tym kierunku dalej pójść. Postał jakąś chwilę, a gdy już odeszliśmy kilkadziesiąt kroków, ruszył z miejsca znikając w zaroślach. Posileni i pewni, że może czuwa on w ukryciu raźniej ruszyliśmy przed siebie nie bacząc na zagrożenia, które w każdej chwili i znienacka mogły się pojawić. Weszliśmy do ocalałej z niedawnej pożogi stodoły. Strachu napędziły nam buszujące w niej koty. Na gumnie walały się snopy nie wymłóconego zboża wymieszane z wysuszonym zielem fasoli. Ja łuskałem fasolę ze strączków, a Edek wykruszał w rękach ziarna zboża z kłosów. Późnym popołudniem, prawie już pod wieczór, ruszyliśmy w drogę powrotną niosąc ze sobą małe woreczki naszego „urobku”. Powietrze tym razem przeszywał gwizd lecących nad nami pocisków artyleryjskich. Jedne ryczały głośno, może były to te, co leciały nisko i detonowały niedaleko, inne zaś, te świszczące- prawdopodobnie lecące wysoko- mknęły chyba gdzieś dalej, może na Pierściec albo Chybie lub Mnich. Nie robiło to już na nas większego wrażenia. Opuszczamy z wolna Iłownicę. Teraz przed nami najgorsze- odsłonięty teren. Zrywamy się do biegu. Z dala, jak upiór, wyłania się remiza strażacka ze strąconą wieżą u podstawy dachu przez wybuch pocisku artyleryjskiego. Niespokojni podążamy w tym kierunku. Nareszcie krzyżówka. Zwalniamy, bacznie obserwując wszystko co mamy przed sobą. Tuż obok, przy remizie, świeżo skopana ziemia. To zbiorowe mogiły poległych żołnierzy ruskich, których tutaj chowają. Po drugiej stronie stoi przechylona kapliczka z górującym na niej krzyżem. Jeszcze tylko znak przeżegnania i szybko zmierzamy dalej. Potem czekają nas te same przejścia z ruskimi na pograniczu w Landeku. Wieczorem jesteśmy już w domu- zmęczeni okrutnie ( za nami około 12 km wędrówki), ale bardzo szczęśliwi. Późną nocą obudziła nas mama podając do zjedzenia ugotowaną na prędko zupę fasolową. Do dziś to moja ulubiona potrawa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ad Re: Wojna a dzieci cd IP: *.chello.pl 28.08.08, 13:37 Już następne, coraz częstsze wyprawy na linię frontu robiliśmy wspólnie z dwójką młodych Śmiejów - rówieśników naszych. Wzajemnie się uzupełnialiśmy- oni odkryli w jednym z opustoszałych domów kamienne żarna i pokazali nam jak się nimi mieli zboże. W zamian udostępniliśmy im stodołę do "eksploatacji". Również Śmiejowie wyszperali w niej cep i zademonstrowali nim młóckę. Gdyby tylko nie te żarna..., które odbierały nam resztkę sił. W zakamarkach piwnic jednego z domów znaleźliśmy też ziemniaki. Trochę nienaruszonych paczek z kawą zbożową wydobyliśmy z rozwalającego się na podłodze stosu różnych artykułów w splądrowanym i zanieczyszczonym odchodami ludzkimi miejscowym sklepie, znajdującym się w domu Ryncarzy, który stał w pobliżu szkoły. Przygnębiający i odstręczający robił widok talerzy porcelanowych z celowo nałożonymi na nie odchodami , wyłożonych rzędami na całej długości lady i półkach sklepu. Wyludnione zupełnie centrum Iłownicy było teraz w naszym władaniu. Kręcący się sporadycznie tutaj ruscy, z naszą obecnością wnet się oswoili. Nie pytali, co tu robimy, chętnie natomiast z nami pogadali i częstowali tym, co posiadali do jedzenia. Nawet do rozmowy byli skorzy ci, co ledwo po zmianie przybyli z okopów. Gadaliśmy w "języku", który pojmowały chyba obie strony. Odnieśliśmy wrażenie, że cieszą się z naszej obecności. Niekiedy zaczepni i agresywni, skłonni również chwilami do zabaw i żartów zachowywali się prawie jak wszyscy chłopcy, zapominając przez chwilę o tym, że są już dorośli i po co tutaj są. Nawet jeden z nich, może w przypływie litości, zdradził nam gdzie znajduje się wspomniana piwnica i schowane w niej ziemniaki ("kartoszki"). Naszego Rosjanina ze wzgórza nigdy już potem nie spotkaliśmy i nie ujrzeliśmy wśród nich. Na odchodne żegnali nas lekkim poszturchiwaniem, jakby zaznaczali tym gestem byśmy więcej nie wracali tutaj i długo potem za nami patrzyli, nim zniknęliśmy im z oczu. Może drżeli z obawy czy uda nam się przejść cało przez czekający jeszcze przed nami, odsłonięty i ostrzeliwany z artylerii teren przy granicy z Landekiem? Z mielonej mąki pszenicznej na żarnach matka co rano i na kolację gotowała krupicę- potrawę w kolorze i konsystencji g.wna, o smaku mdłym, okraszonym na dodatek piaskiem wyczuwanym zębami. Piasek, jako naturalny produkt wykruszania się obracających kamieni żaren, dostał się do mąki podczas mielenia zboża. Smakował nam natomiast chleb- może dlatego że było go mało- wypiekany z mąki z domieszką fasoli. Mijały dni. Dnia przybywało coraz więcej. Już trawa poczęła zielenieć, a w powietrzu czuć było wiosnę. W tamtym miejscu nadal codziennie trwały "ćwiczenia" strzeleckie. Może to było w połowie kwietnia, gdy już z rana zbliżał się od Czechowic konwój. Odchodząc od ruska naprawiającego przy domu skradziony rower, wybiegłem na drogę by z bliska przyjrzeć się, gdy będzie mnie mijał. Pierwszy wyłonił się wolno jadący łazik z kilkoma siedzącymi w nim wojskowymi, ubranymi już w letnie mundury i z założonymi furażerkami na głowach. Tuż za nimi poruszała się ciężarówka obciągnięta brezentem. Po minięciu mnie zobaczyłem z odsłoniętego jej tyłu, że była wypchana stojącymi w niej ludźmi. Byli to mężczyźni, niektórzy bardzo zmizerowani. Zauważyłem, że ci widoczni, co stali w pierwszym szeregu od burty, mieli wyciągnięte ze spodni koszule, częściowo rozpięte i potargane. Ten najwyższy, z bujną i rozczochraną czupryną, poruszał ustami, jakby chciał coś powiedzieć, więc pobiegłem za samochodem machając równocześnie ręką do niego. Twarz jego, przyróżowiona i przekrzywiona, naznaczona była cierpieniem. Stanąłem, nie przestając dalej rozpaczliwie wymachiwać. Oni nawet nie drgnęli, nie wyciągnęli do mnie dłoni, jakby byli wszyscy skrępowani czymś, przyspawani do podłogi pojazdu. Ciężarówka powoli oddalała się, a oni nadal tak trwali nieporuszeni, prawie już martwi- żadnego gestu i ruchu, tylko te ich oczy, we mnie wlepione, blaskiem swoim dawały znać, że one w nich żyją i widzą mnie. Podjechał do mnie z boku motocykl. Zostałem przez jednego z ruskich, jadących nim, zepchnięty lufą pepechy na pobocze. Rusek majstrujący przy rowerze podbiegł szybko do mnie i przyprowadził z powrotem pod dom. Rozpłakałem się. Zrozumiałem wszystko. -Nie becz, to tylko banda i hołota*- powiedział w swoim języku rusek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ad Re: Wojna a dzieci cd IP: *.chello.pl 28.08.08, 13:39 Byłem tam. Ostatnie kwietniowe dni niekiedy są najpiękniejszymi w roku- kwiecia świeżego już co niemiara na łąkach i w ogrodach, a moc ich zapachów o zawrót głowy przyprawia. Po pełnym wrażeń i uroków niedzielnego dopołudniowego dnia spędzonego na polu, pobyliśmy na dłużej w izbie. Jeszcze czkawka po spożytym na łące szczawiu nas nie opuszczała, gdy siedzący za stołem kuchennym i przyglądający się nam rusek z opaską na ramieniu, który był częstym gościem z ”stamtąd”, niespodziewanie zaproponował , że mnie i małego Śmieję zabierze i zaprowadzi do swojego komendanta po mleko, które ma on przywieźć podobno z Zabrzegu. Zabraliśmy garnek i poszliśmy z nim. Pełni obaw doszliśmy do tego miejsca, gdzie zatrzymywały się konwojowane ciężarówki. We wnęce lasu ukazał nam się okazały dom z czerwonej cegły a za nim murowana oboro-stodoła. Tuż obok, w głąb lasu, biegła droga, połączona z naszą, czechowicką. Podeszliśmy pod sam dom i zatrzymaliśmy się przy sadzawce, usytuowanej pomiędzy stodołą a domem. Rusek powstrzymał nas przed pójściem dalej i sam wszedł do domu. Po chwili wyszedł z niego z drugim wojskowym, głośno z nim się sprzeczając. Nie wiadomo skąd, wyległo więcej ruskich na plac przed domem. Patrzyli na nas, gestykulowali mocno rękami i mówili naprędce coś do siebie. Ci dwaj podeszli do nas. Ten, co nas przyprowadził tutaj, powiedział, że komendanta jeszcze nie ma i mamy czekać dalej przy sadzawce. Odeszli obaj na dłużej, zniknęli również szybko- jak przybyli- inni z placu. Ze środka sadzawki wyłaniały się młode pędy sitowia, a z brzegu wskakiwały do niej żabki. Potem na w pól zanurzone we wodzie puszczały do nas "oczka". Nagle doszedł do nas rusek , ten sam, co sprzeczał się z tym, co nas tutaj przyprowadził po mleko. Dał małemu Śmieji do ręki granat, podobny do tych , które znajdowały się w otwartej skrzyni zbitej z desek, jeszcze do niedawna pozostawionej na gumnie w stodole - tuż obok naszego domu stojącej- nim rusci wynieśli ją gdzieś na zewnątrz po incydencie, którego sprawcą był mój brat. Ale to już inna historia. -Bawcie się i nie odchodźcie stąd nigdzie- powiedział, a potem szybko odszedł. Granat był w kształcie większego jaja, karbowany, z wystającym czopem, z którego środka sterczało z boku okrągłe koluszko. Miałem już wcześniej okazję przeżyć jego rozdzierający huk i zobaczyć niszczycielską moc. Zabrałem go z ręki Śmieji i trzymałem kurczowo w złożonych dłoniach tak długo, dopóki nie pojawił się rusek "od mleka" i nie wyrwał mi go z rąk, i zaraz nie wrzucił do sadzawki. Na jej lustrze, w miejscu jego upadku, pojawiły się rozchodzące od środka krągłe pierścienie, a po chwili pojedyncze bąbelki, wyskakujące na powierzchnię wody. Potem wprowadził nas do domu, do pustej izby, zamykając ją od zewnątrz na klucz. Czas nam bardzo się dłużył. Zaczęliśmy dobijać się do drzwi. Bez skutku. Mały Smieja popadł w płacz, ale mnie też nie było wesoło. Dlaczego nie możemy czekać na polu lub powrócić bez mleka do domu, dlaczego... ? Śmieja zasnął wreszcie na krześle. Zacząłem pojmować grozę naszego położenia. Ten zakaz zbliżania się tutaj miał wielkie znaczenie. Upłynęło może kilka godzin, bo na polu już zmrok zapadał, gdy zazgrzytał nagle klucz i otwarły się drzwi. Wszedł obcy nam rusek. Wyszliśmy z nim do sieni, a potem wepchnął nas do izby z naprzeciwka, w której za długim stołem siedziało kilku ruskich. Usiedliśmy- bez cienia wątpliwości naprzeciw samego komendanta. Wyglądał całkiem sympatycznie: twarz gładka, ogolona, ciemne włosy. W czarnym kubraku i wystającą spod niego jasną koszulą, bez bluzy żołnierskiej, był niepodobny do pozostałych wojskowych. Dużo gadał. Uśmiechał się. Na zadane pytania odpowiadałem ja, nie dopuszczając świadomie do odpowiedzi małego Śmieję. Wiedziałem już co się tutaj święci. Pytał szczegółowo, po co tu przyszliśmy, z kim, co tu robiliśmy, co widzieliśmy. "Egzamin", widać, wypadł pomyślnie, gdyż po krótkiej naradzie ruskich przy stole otrzymaliśmy wniesione w garnku upragnione mleko. Odprowadził nas, aż do samego domu, nieznany nam wcześniej z widzenia rusek. W domu byli całym zajściem wszyscy ogromnie poruszeni, nawet „nasi” ruscy. Z oczu matek naszych płynęły łzy. Tym razem były to łzy szczęścia. Z początkiem maja wojenne działania ustały. Z Ligoty wyprowadziliśmy się 11 maja, jak to podkreślał cały czas długo po wojnie wujek Staszek ,brat mamy, który nas tam odnalazł i pomógł stamtąd się wydostać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ad Re: Wojna a dzieci cd IP: *.chello.pl 28.08.08, 13:41 *** Gorącego lata 1999 roku przebywałem przez kilka dni w domu matki w Roztropicach. Niedzielnego popołudnia siedziałem za stołem w ogrodzie razem z Olkiem, moim siostrzeńcem , który wprowadził się wraz z rodziną do tego domu . Mama moja już nie żyła od kilku lat. Olek zamieszkując w nim poczynił wiele robót, żeby go ocieplić i upiększyć. Z ogrodu wyłaniał się widok na Beskidy , a po przeciwnej stronie, tam daleko w dół, za lasem, dostrzec można było taflę Jeziora Goczałkowickiego. Znacznie bliżej od niego, tuż na dole leży Iłownica , błyszcząca pod wieczór lustrami stawów, od których odbijały się promienie gorejącego barwą czerwoną zachodzącego słońca, widocznych z drogi gdy powracałem wczoraj na rowerze po odwiedzinach u mojej siostry w Rudzicy. Dom matki stoi na najwyższym wzniesieniu kępy roztropickiej. Od niego, może 100 metrów dalej, zaczyna się nagły spadek terenu schodzący do poziomu kilkaset metrów niżej. Potem początek ma rozległa równina ciągnąca się aż po sam horyzont. Jak na dłoni można było stąd zobaczyć przy użyciu lornetki wszystkie miejsca, w których rozgrywały się opisane wydarzenia na przełomie zimy i wiosny 1945 roku. Powróciłem w rozmowie z nim do tamtych czasów przedstawiając historię naszych wojennych przeżyć. Olek wyszedł z propozycją, żeby pojechać tam jego "maluchem". Może znajdziemy ten dom pod lasem w Ligocie? Pojechaliśmy razem z jego 6-letnim synem Darkiem i trafiliśmy bez większych trudności w to miejsce. Od krzyżówki w Landeku- przy której stoi odnowiona kapliczka z krzyżem i wyrytym na nim napisem: "W podziękowaniu za 50 lat pokoju, Cesarzowi naszemu..." - skręciliśmy na Bronów, a potem wjechaliśmy na dróżkę wyasfaltowaną, w moim przekonaniu tą samą co wtedy, tylko nieutwardzoną, gdy wielokrotnie w czasie wojny przechodziliśmy nią po żywność do Iłownicy. Dojechaliśmy na miejsce, pod dom, który wtedy, po wielu dniach tułaczki przy linii frontu, dał nam schronienie. Chałupa już prawie dwuwiekowa, jeszcze fragmentami stercząca, teraz była w rozbiórce. Drogą wyasfaltowaną biegnącą pod samym lasem dojechaliśmy do tego miejsca. Nic się nie zmieniło- ta sama wnęka w lesie i nie zmieniony dom oraz stodoła. Tylko sadzawka jakby mniejsza była. Teraz droga wiodąca od niego w kierunku Czechowic miała nazwę- Pszczelarska, a numer burzonej chałupy 17. Również droga na Zabrzeg, szersza i wyżwirowana, wchodziła- jak dawniej- w las w tym samym miejscu. Podeszliśmy tam, pod sam dom i zaczęliśmy rozmawiać z kobietą , która wyszła z niego do nas . Powiedziała, że to jest dawna, z czasów przedwojennych leśniczówka, i że mieszka tutaj od 1968 roku. Pokręciliśmy się jeszcze trochę po terenie. Większą część zagrody leśniczówki otaczał okazały, gęsty las. Jego smukłe sosny pięły się wysoko ku niebu. W ich konarach zawisła cisza- nie poruszyła się żadna gałązka, nie zakwilił ptak. Wyruszyliśmy w drogę powrotną, tym razem przez Iłownicę. Powoli słońce chyliło się ku zachodowi. Dotarliśmy do domu w Roztropicach w chwili, gdy ono chowało się za horyzontem. Już bez obciążeń psychicznych i uspokojony całkowicie, wyciszony i zamyślony, usiadłem potem na ławce w ogrodzie, pozostając w zgodzie z sumienia nakazem o konieczności spełnienia obowiązku wobec osób skrzywdzonych przez wojnę, zabitych i zaginionych bez śladu - dziś po latach przeze mnie uczynionym- i także w przekonaniu, że z tamtych czasów ponura tajemnica leśniczówki nie zaginie. Nie mnie oceniać zamiary Stwórcy, który w przypływie swojej łaskawości, mimo staranie zaplanowanej nikczemności przez "wyzwolicieli" i chronionej tajemnicy, pozwolił aby prawda wyszła na światło dzienne, wybierając dziecko na świadka wydarzeń w tym c z a s i e i m i e j s c u i obdarzając go nadzwyczajną pamięcią do kodowania obrazów i zdarzeń , by potem po latach mógł bez zniekształceń je odtworzyć, właściwie ocenić i przekazać. *Tak - w ich mniemaniu "Nie nada bliejać, eta tolka banda i swołocz". Zwrot rosyski zapamiętany na całe życie przeze mnie, poza " Bić wraga do jewo pałnowo unicztożienia"- napisu wysmarowanego czarną farbą na murach pierścieckiej szkoły i straszącego swoim widokiem jeszcze przez długie lata po wojnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wacek Partyzanci.. IP: *.vnet.wnec.edu 28.08.08, 15:34 Nie wiem jak bylo na Westerplatte bo z nikim nie rozmawialem kto byl tam w czasie dzialan wojennych w 1939 roku. Natomiast znam fakty bylych partyzantow z okregu Radomsko AK, AL, NSZ z opowiadan swiadkow i samych partyzantow. Pijanstwo, zlodzejstwo i chamstwo w wykonaniu partyzantow to rzecz byla normalna w wielu wypadkach w potyczkach z niemcami "lesni" byli kompletnie pijani. W pijanych zaplanowanych akcjach przeciwko niemcom tak sie zdarzalo ze gineli zwykli chopi bo brano ich za Niemcow w pijanym zwidzie a Niemcow nie bylo. Te fakty sa skrywane do dzis.Zoldzejstwo odbywalo sie nocami i ogolacono wiejska ludnosc z ubran szczegolnie ladnych butow bylo rzecza normalna przez lesnych. Nikt nic nie mowi wiele lat niektorzy pseldo partyzanci zyja do dzis i walcza o pominiki. Starzy ludzie pelni bulu i goryczy mowia "po cichu" o wyczynach tych partyzantow. Takze ze ktos sikal na obraz i zolnierze biegali nago bo byli pijani nie zrobilo na mnie zadnego wrazenia bo podobne historie slyszlame od dziecka jak wygladala naprawde wojna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kibic ŁKS-Żydzew Re: Partyzanci... jestem synem partyzanta IP: *.magma-net.pl 28.08.08, 20:49 Powtarzasz kłamstwa wyssane z palca. Być może z obrzezanego palca. Odpowiedz Link Zgłoś
drojb Re: Lepszy obrzezany palec, niż mózg 28.08.08, 21:29 w zaniku, kibolku-kretynku. Idź pokop piłkę, bo do niczego innego się nie nadajesz, dziubdziusiu brzuchaty Odpowiedz Link Zgłoś
drojb Re:PS. a może spłodziła cię wesz, a nie partyznant 28.08.08, 21:38 bo one łaziły po partyzantach, więc jakaś się mogła zaplątać? Ewolucyjnie bliższy jesteś robalom - ze względu na ilość zwojów mózgowych i koncept "robakowaty". Idź, pobabraj sobie w ziemi, robaczku Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kibic ŁKS-Żydzew Re: Szkalowanie polskiej historii to ci się podoba IP: *.magma-net.pl 29.08.08, 13:26 Nie widziałem twojego protestu. Ale okazałeś wrażliwość na kpinę z żydowszczyzny. Tolerancja wybiórcza? Czy tolerancja inaczej? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Domestos Re: Partyzanci.. IP: *.jarsat.pl 05.10.08, 22:33 Wacek, taki duży ty jesteś a taki głupi. Twój opis pasuje jak ulał do formacji zwanych "AL" i "GL" - a to była prawie partyzantka. Prawie czyni wielką różnicę ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: VETRO Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.adsl.inetia.pl 28.08.08, 15:26 Taa jak zwykle odrobina prawdy boli, co polaczki? Moj dziadek walczył na Westerplatte i sporo opowiadał jak to było. I latanie na golasa się zgadza i zachlanie Sucharskiego też. Nic nowego. Dezercje też były, bo wielu ludzi miało rodziny w gdańsku, częst niemieckie. Taka prawda, ale my musimy żyć tylko mitem. Może zróbcie film jak to żołnierze z Westerplatte niczym husaria uderzają na oddziały Rzeszy? na konikach, z piórami? Kretynizm. kiedy w końcu będziemy potrafili rozliczyć się z mitami narodowymi? Czy świadomośc, że żołnierze na Westerplatte (tak mój dziadek też!), pili, srali ze strachu, myśleli o kapitulacji, jakoś przekreśla ich odwagę i bohaterski opór? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wacek Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.vnet.wnec.edu 28.08.08, 16:47 Vetro zgadzam sie czytaj: Nie wiem jak bylo na Westerplatte bo z nikim nie rozmawialem kto byl tam w czasie dzialan wojennych w 1939 roku. Natomiast znam fakty bylych partyzantow z okregu Radomsko AK, AL, NSZ z opowiadan swiadkow i samych partyzantow. Pijanstwo, zlodzejstwo i chamstwo w wykonaniu partyzantow to rzecz byla normalna w wielu wypadkach w potyczkach z niemcami "lesni" byli kompletnie pijani. W pijanych zaplanowanych akcjach przeciwko niemcom tak sie zdarzalo ze gineli zwykli chopi bo brano ich za Niemcow w pijanym zwidzie a Niemcow nie bylo. Te fakty sa skrywane do dzis.Zoldzejstwo odbywalo sie nocami i ogolacono wiejska ludnosc z ubran szczegolnie ladnych butow bylo rzecza normalna przez lesnych. Nikt nic nie mowi wiele lat niektorzy pseldo partyzanci zyja do dzis i walcza o pominiki. Starzy ludzie pelni bulu i goryczy mowia "po cichu" o wyczynach tych partyzantow. Takze ze ktos sikal na obraz i zolnierze biegali nago bo byli pijani nie zrobilo na mnie zadnego wrazenia bo podobne historie slyszlame od dziecka jak wygladala naprawde wojna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Domestos Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.jarsat.pl 05.10.08, 22:38 Chyba twoj dziadek był oficerem Abwehry a nie artylerzystą na Schleswig-Holsteinie skoro wiedział o rodzinach w Gdańsku ! Hehehe... Niemal wszyscy obrońcy Westerplatte pochodzili z Grn. Śląska i Kielc i byli celowo wyselekcjonowani ze swoich jednostek, głupi prowokatorze ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: żołnierz Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.08, 15:29 To skandal, że dopuszcza się wyprodukowanie takiego filmu.Polskie kino osiągneło dno.Linde biorą tam gdzie są wulgaryzmy do niczego innego się nie nadaje, pewnie znowu będzie z jego ust na filmie leciał potok prZekleństw. Odpowiedz Link Zgłoś
adam_143 chyba pan Chochlew zapatrzył się 28.08.08, 16:09 na "czas apokalipsy" i "pluton". Ale to chyba złe zapatrzenie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krzysiek Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.netis.net.pl 28.08.08, 16:14 www.pleograf.pl/index2.php?id=kontakt może tam napiszemy tak kilka razy w tygodniu albo częciej Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nikt Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.eastwest.com.pl 28.08.08, 16:25 Zniszczmy wszystkich, nikt nie ma być bohaterem. nam nie trzeba bohaterów tylko pieniędzy na życie i na zachcianki. To że Sucharski był w konflikcie z innymi oficerami jest wiadome, ale żeby pokazywać aż takie bzdury. Do czego to prowadzi, naród bez historii powoli lecz nieubłaganie przestaje być narodem, staje się kupą ludzi która nic o sobie nie wie. U nas już ten proces się zaczął. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leo Polscy aktorzy nie chą Grać w Westersrace!!!!!!!!! IP: *.chello.pl 28.08.08, 16:38 Niech Sucharskiego zagra jakiś Niemiec, zresztą pozostałych Westerplatczyków też. Nie wyobrażam sobie żeby jakiś porządny polski aktor chciał zagrać w tej szmirze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Re Ji Ser Chinczycy zgodzili sie zagrac za pol ceny! IP: 152.75.137.* 28.08.08, 19:14 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: oburzony Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.08, 16:41 Hańba i skandal !! Pierwszy raz słyszę o tym "wybitnym" "artyście" - złowrogo brzmiące dla mnie rosyjskie nazwisko ma właśnie zaistnieć wywołując tanią sensację. Gdzie ten geniusz historyczny się wychował i jakich wartości patriotycznych go nauczyli ? Jakim prawem śmie podważać pamięć i zasługi bohaterów, którzy walczyli i ginęli za Ojczyznę ? Bluźnierstwo !! Za coś takiego powinni odbierać obywatelstwo. 3,5 mln dofinasowania ? Czy nie mamy w naszym kraju prawdziwych potrzeb ? Protestuję jako podatnik marnotrastwu moich pieniędzy. Panie "artysto": płacz i proś o przebaczenie pod ich pomnikiem!!! Odpowiedz Link Zgłoś
bydlo_prof_wb Po Grossie i jego Jedwabnym... 28.08.08, 18:19 po Cichym i jego wersji Powstania Warszawskiego, po wersji zbrodni w Katyniu odkrywcza wersja obrony Westerplatte też nam nie będzie wcale straszna. Dawaj skorjeje.. __________ Michnik jest manipulatorem. To człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny (Zbigniew Herbert) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jotem Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.chello.pl 28.08.08, 18:40 Czy u nas wolność to możliwość używania na obscenicznym tekście albo takich że scenach.? Czy to ma lepiej oddać klimat tamtych czasów ? No bo taki recenzent jak A.Grabowski to lubuje się w graniu rozmemłanych i oblagrowatych osobników. A skądże to taki nowy talent scenariuszowo reżyserski niejaki Chochlew ? Plujmy na własną historię! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wolny Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.dial.kabelfoon.nl 28.08.08, 19:13 malo wstydu i obciachu wokol rzadu to jeszcze jakis dupek chce zrobic film niprawdy nie dac ani grosza frajerowi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Broniewski Prosto do izby(wytrzezwien)czworkami szli....! IP: 152.75.137.* 28.08.08, 19:20 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: FIST Plugastwo przenoszone na heroicznych obrońców IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.08, 19:32 Ojczyzny w wykonaniu obrzydliwców budzi mój niesmak . Oczywiscie zdaje sobie sprawe iz większośc wpisów to dzieła wiadomej mniejszosci ale zapewniam iż sa także pojedyncze przypadki porąbusów - z pochodzenia Polaków ,którzy to ochoczo podchwytują . Tak czy inaczej oszczercy zasługuja tylko na jedno ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Polak Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: 195.69.230.* 28.08.08, 20:36 Najbardziej smutne jest to, ze cała ta dyskusja jest już spóźniona. Film i tak pójdzie, dostanie dotację bo ma "papiery", będzie miał duża frekwencję, bo właśnie zaczęła się jego promocja. Oglądalność poprawią tacy jak my, bo będziemy chcieli oglądnąć to g...o, aby mieć obiektywny osąd. Ktokolwiek to wykreował, osiągnął cel. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kibic ŁKS-Żydzew Widziałem Chochlewa w wiadomościach TVP1: Żyd. IP: *.magma-net.pl 28.08.08, 20:46 Chałat plugawy, zmierzwione długie kręcone włosiska, skrzyżowanie Żyda z chlewem widziałem z bliska. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kibic ŁKS-Żydzew Re: Dlaczego Bubla, żydowskiego sługę -szabesgoja? IP: *.magma-net.pl 29.08.08, 13:28 Odpowiedz Link Zgłoś
pudzianpolskagora czy chcesz tego nad Wisłą ?????!!!!!!! 28.08.08, 20:53 www.youtube.com/watch?v=1FSeflX6QGo&feature=related Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Balrogg Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.speed.planet.nl 28.08.08, 20:56 Dlaczego polskim Żydom tak zależy na tym, żeby Polacy nie mieli niczego, z czego możnaby być dumnym? Dlaczego w filmie "Pianista" nie było scen z latającymi na golasa pijanymi Żydami? To że pan Chochlew ma chlew w nazwisku nie daje mu prawa by brukać legendę i prawdziwych bohaterów, którym nie dorasta do pięt. Czy tego filmu nie może wyreżyserować polski reżyser? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kibic ŁKS-Żydzew Re: Dorabianie gęby Polakom nie przejdzie! IP: *.magma-net.pl 28.08.08, 21:26 To z nadania Stalina Żydzi w Polsce otrzymali taką mocną pozycję. To jest skutek 60 lat rządów żydokomuny. Polską elitę tępił Stalin przy pomocy żydowskiego UB i jednoczesnie wsadzał Żydów na najwyższe stanowiska. Znana jest teza Stalina: "W Polsce najlepszymi komunistami będą żydzi". I powstała ta tragiczna w skutkach piramida, Żyd ciągnął Żyda i sadzał na dobrze opłacane stanowiska, Polakom dawano niewiele szans. Tak powstało Towarzycho żydowskie w filmie, kulturze, finansach. Rak niszczący organizm Polski. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obywatel Re: Dorabianie gęby Polakom nie przejdzie! IP: *.chello.pl 28.08.08, 21:52 I wytępił tak skutecznie że pozostały takie zdegenerowane bydlaki jak ty.Weż się palnij w łeb to dołączysz do swojego wujka Adolfa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Johann Re: Prawdziwa cnota krytyk sie nie boi Polaczki IP: *.pools.arcor-ip.net 28.08.08, 22:25 Cholewka, ktory to zagraniczny duren tak smial powiedziec? Jestem gotow wplacic na konto bankowe dla sfinansowania tego filmu spora sume € , inni pewnie tez.Trzeba wyrywac po jednym te zeby polskiego nacjonalizmu.Na bohaterstwo narodowe trzeba sobie autentychnie zapracowac.Bez kantow, bez polskich kantow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kibic ŁKS-Żydzew Re: Krytyka OK! Nie,dla fałszu, podstępu i kłamstw IP: *.magma-net.pl 29.08.08, 13:35 Krytki się nie boimy. Nie pozwolimy fałszować, szkalować zakłamywać i kraść polskiej historii. Powstało już trochę szkalujących filmów wytworzonych przez żydowskich łgarzy i za ich pieniądze, może być wyprodukowany jeszcze jeden za pieniądze twoje i twoich rodaków. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ad Hochlew - szczytowy chlew IP: *.chello.pl 28.08.08, 22:37 Komu ten film potrzebny? "Każdy ma w życiu swoje Westerplatte"- to słowa JPII. Wyrazają stan uczuć ludzi znajdujących się w sytuacji beznadziejnej, stojących przed wyborem działań. Każde ich dzialanie do katastrofy może doprowadzić. Jakiś dupek chce z Termopili polskiej zrobić pośmiewisko. Będzie kręcił film dla widzów polskich, za nasze pieniądze. Jakiś Hochlew ( znamienity chlew) zabiera się za "dzieło" . Glos wspierający udzielają tzw. filmowcy na czele z lewuską -szefową Instytutu ( kiepski absolwet po kiepskiej WSE w Krakowie). Tym razem , koszerni , to nie przejdzie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obserwator Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.bielsko.dialog.net.pl 28.08.08, 22:49 A czemu niby ma nie przejść? Że wojsko niby nie pije albo nie piło? Bo kilkudziesięciu zebranych chłopów rozmawia ze sobą o miłości do Ojczyzny? Pili, klęli, szczali i walili konia - bo takie jest życie. I wcale nie kwestionuję tego, że walczyli i że dziś można uznać ich za bohaterów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Johann Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.pools.arcor-ip.net 28.08.08, 23:07 Kazdy ich( westerplatczykow ) moze uznac , za kogo uwaza.Problem w tym , zeby nie kneblowac wolnosci artysty.Juz tutaj ta dyskusja pokazuje , ile nienawisci drzemie wsrod WIEKSZOSCI interlokutorow tego forum. To przeraza , ta twarz zlego bydlecia pokazywana tutaj.Oni byliby gotowi podgryzac myslacych inaczej.Czy w innych narodach jest tez taki duzych odsetek zbydleconych? Watpie.Gość portalu: obserwator napisał(a): > A czemu niby ma nie przejść? > Że wojsko niby nie pije albo nie piło? > Bo kilkudziesięciu zebranych chłopów rozmawia ze sobą o miłości do Ojczyzny? > Pili, klęli, szczali i walili konia - bo takie jest życie. > I wcale nie kwestionuję tego, że walczyli i że dziś można uznać ich za bohateró > w. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ad Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.chello.pl 28.08.08, 23:17 "Podziwiaj i twórz piękno, czyń dobro, bądź użyteczny, miłuj prawdę- nakazy, których urzeczywistnianie w czynie, osobowość człowieka w znaczeniu pozytywnym kreują. Osobowość- cóż to takiego? To zespół łącznie występujących dyspozycji psychicznych i cech zachowań-wyróżnik osoby, odzwierciedlający jego wewnętrzny, autonomiczny system sterowania, który dostosuje i sprzęga myśli , uczucia i zachowania w ujęciu interakcyjnym wobec otoczenia i siebie oraz charakteryzujący się określoną dynamiką przebiegu w czasie. Uzewnętrznia się ona w takich obszarach funkcjonowania i działania człowieka jak jego samoświadomość, światopogląd, projekcja życia, lokacja w społeczeństwie, aksjomatyka". To fragment z mojego blogu, zbieżny z poruszaną tematyką i Pana wypowiedzią- bezmyślną ,głupawą. Polecam zadać sobie trochę trudu i przeczytać w całości wpis w komentarzach pt. "Wojna a dzieci". Pojmie Pan,że każdy opór wobec wroga ma sens, a na jgo podjęcie ma wpływ wychowanie, literatura,sztuka. Z pana wypowiedzi wypływa postawa dekadencka, prostacka. Ale to już Pana sprawa . tylko niech pozostanie prywatną,nie do rozpowszechniania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Johann Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.pools.arcor-ip.net 28.08.08, 23:36 Panie ad, z uwaga przeczytalem pana wpis, nie pan bedzie pewny , ze go dobrze i w calosci zrozumialem. Z przykroscia musze jednak stwierdzic , ze pan tu i teraz bredzi. Wytlumaczeniem tego stanu moze byc jedynie , ze dolaczyl pan stanem zamroczenia alkoholowego do zalogi tej wojskowej skladnicy.PANA BLOGU NIE PRZECZYTAM; CO KAZDY NORMALNY CZLOWIEK TUTAJ PEWNIE ZROZUMIE. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ad Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.chello.pl 29.08.08, 00:01 1. Moja wypowiedź odnosiła się do tekstu autorstwa "obserwatora", a nie Pana. @. Był Pan świadkiem chlania na placówce? - jeśli nie, nie pomawiaj i nie rozpowszechniaj, tym bardziej, że nawet żadne żródła historyczne tego zdarzenia nie podają. 3. Pana wypowiedź, grubiańska nie wymaga komentarza- z kurduplami i pantofelkami się nie dyskutuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Domestos Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.jarsat.pl 05.10.08, 22:51 Szanowny Panie ad ! Dyskutowanie z Głupotą legitymizuje Głupotę. Proszę zatem nie podejmować polemik z polskojęzycznymi ! Jest nas, Polaków, znacznie więcej niż się wydaje tym młodocianym dresom z mózgami wyżartymi przez amfetaminę. My to czytamy. I myślimy po po POLSKU ;-) Proszę po prostu pisać swoje. Pozdrawiam ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gustaw Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.skynet.net.pl 22.05.09, 12:42 Niestety... Wielu wychodzi z założenia, że gdy będziesz rzucał błotem, coś się przylepi... Tak jak niejaki "johann"... Przykre. Panie Ad - nie ma co dyskutować z głupimi... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tubbis A może pokazać latrynę na Westerplatte? IP: 217.153.99.* 29.08.08, 00:07 Była latryna na Westerplatte? Była nie jedna. Srali żołnierze? Srali na pewno. Dlaczego nie pokazać efektownego "close-up" z rozwierającej się dupy i spadającego gówna? Jakież to byłoby nowatorskie! A potem pokazać strukturę gówna w Technicolorze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obywatel Re: A może pokazać latrynę na Westerplatte? IP: *.chello.pl 29.08.08, 08:50 Na całym świecie ludzie szczają srają piją i walą konia.Tylko naród polski pochodzi od aniołów.Rozmnaża się przez pączkowanie a w ubikacji zamiast sr.. myśli o dobru ojczyzny.I wypraszam sobie insynuacje że może być inaczej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kibic ŁKS-Żydzew Re: A może ubrać w jarmułki i pokazać tfurców film IP: *.magma-net.pl 29.08.08, 13:38 To zrobi wrażenie latryny na telewidzach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mz Re: A może ubrać w jarmułki i pokazać tfurców fil IP: *.chello.pl 29.08.08, 13:56 A może w końcu przestaniesz pokazywać jakim jesteś debilem? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: artur Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.chello.pl 18.09.08, 21:20 dzadek jednego z przedmowcow byl podobno na westeplatte i podobno robil to co chce pokazac pan chochlew. mam pytanie kto to byl.napisac tak moze kazdy.a do polakow per polaczki zwracali sie nazisci isowieci.amoze byl po drugiej stronie i nauczyl na kursach wnusia po polsku.ja jestem pragmatykiem i chce zobaczyc dowody na to.zeby niepotrzebnie nie bic piany dodam tylko ze panstwo polskie w imieniu w wiekszosci niezyjacych westerplattczykow powinno wytoczyc proces autorom tego paszkwila ijezeli nie maja dowodow to niech ida z torbami.a rzekomy wnusiu jak nie szanuje tego narodu to do pani steibach niech sie uda Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: atam Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.chello.pl 07.10.08, 23:52 Gdyby biegali nago nawaleni to jakby bronili się przez 7 dni??!! A dezerterzy gdzie mieli według pana Chochlewy dezerterować? Do piwnic? Pan Cholewa chyba nigdy nie był na Westerplatte. Za taki scenariusz (o ile to prawda co się w prasie wypisuje) powinna być kara za przekłamania historyczne tak jak jest za kłamstwo oświęcimskie. Gdyby panowało tam rozpasanie to Niemcy weszliby tam już pierwszego dnia wojny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: obserwator Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.08, 11:14 pinane westerplatte przejdzie....Strach Grossa przeszedł,parady pederastów i lisbijek przechodzą ,a co na to szanowny kler?...pochowali mordy w piach,obłudnicy,Polacy narodek tolerancyjny...wszystko przejdzie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Patriota Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 19:53 Znając prawdziwą historię Polski doskonale wiemy o bohaterskiej obronie naszej Ojczyzny w 1939r. Westerplatte było jednym z głównych punktów obrony. Załoga Westerplatte broniła się 7 dni przy ogromnej przewadze wroga i na pewno nie przetrwaliby tak długo w sytuacji jaką próbuje przedstawić Chochlew w skandalicznym i kłamliwym filmie. To jest dowodem nie prawdy u Chochlewa. Warto jeszcze nadmienić że w 1939r. w skali całej Polski przewaga najeźdźcy hitlerowskiego była bardzo duża..mimo to Polska broniła się ponad miesiąc..nawet wygrywając w pojedynczych potyczkach[bitwa pancerna pod Nowym Wiśniczem - dow. płk. S. Maczek]. Natomiast Francja była lepiej przygotowana do wojny, a skapitulowała w dwa tygodnie. To chyba Francuzi wszyscy byli kompletnie pijani. Panie Chochlew.. może lepiej zajmie się pan filmami sience-fiction.. panie Pawle Chochlew jeśli jest pan Polakiem, nie szargaj pan dobrego imienia Polski i jej bohaterów..jeszcze mając czelność skamleć o dofinansowanie. Odpowiedz Link Zgłoś