Dodaj do ulubionych

Pijane Westerplatte nie przejdzie

    • Gość: Rob Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.um.krakow.pl 28.08.08, 12:37
      Czyli potwierdza się reguła, że w Polsce o bohaterach wolno mówić
      albo dobrze albo wcale.
      • Gość: Gustaw Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.skynet.net.pl 22.05.09, 11:51
        Wolno mówić prawdę albo wcale. Dotyczy to bohaterów i zwykłych ludzi. Jeżeli pan chochlew może udowodnić, że chce pokazać prawdę - niech udowodni i szybciutko robi produkcję... Żyjemy w demokratycznym kraju!
        Natomiast nie wolno pod żadnym pozorem w imię wolności słowa plugawić czegokolwiek: bohaterstwa, ikon czy też zwykłych ludzi!
    • juesej Żydzi dadzą pieniądze 28.08.08, 12:42

      Nie ma obawy. Film powstanie. Żydzi dadzą pieniądze. Zainwetują bo graja o 65
      mld $.
      • guru133 Re: Żydzi dadzą pieniądze 28.08.08, 13:23
        juesej napisała:

        >
        > Nie ma obawy. Film powstanie. Żydzi dadzą pieniądze. Zainwetują bo graja o 65
        > mld $.
        Mosze, czyżbyś już zaczynał zbiórkę na ten zbożne cel?
      • Gość: obywatel Re: Żydzi dadzą pieniądze IP: *.chello.pl 28.08.08, 13:23
        Nie ma obawy jesteś debilem.
        • bydlo_prof_wb Na parę łajdackich filmów już dali kasę... 28.08.08, 18:25
          więc trudno byłoby się zdziwić. Zalecałabym dużą ostrożność w tym epitetowaniu...
          __________

          Michnik jest manipulatorem. To człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny
          (Zbigniew Herbert)
          • Gość: Gazownia Zydzi na Madagaskar! Do gazu! IP: 152.75.137.* 28.08.08, 18:54
            • bydlo_prof_wb Zacznij może od siebie przygłupie... 28.08.08, 19:10

              __________

              Michnik jest manipulatorem. To człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny
              (Zbigniew Herbert)
              • Gość: Vlad Polska dla Polakuf!Cyganie na pal! IP: 152.75.137.* 28.08.08, 19:18
                • Gość: kibic ŁKS-Żydzew A jak ochoczo Żyd Starski rzucił się do płodzenia IP: *.magma-net.pl 28.08.08, 20:54
                  A jak ochoczo Żyd Starski zabrał się do pisania
                  paszkwilanckiego scenariusza dla Żyda Chochlewa,
                  który uwielbia przyprawianie gęby Polakom w filmach.
                  • drojb Re: Jakie piękne zgrupowanie łysych debili! 28.08.08, 21:27
                    Noś czapkę skinie, bo ci przemarznie twój ostatni zwój mózgowy!
                    • Gość: kibic ŁKS-Żydzew Re: Jaka bezczelna akcja żydowszczyzny polskiej IP: *.magma-net.pl 29.08.08, 13:21
                      Noś jarmułkę, bo twój nos po stuleciach pobytu
                      w Polsce już się wyprostował.
    • Gość: ad Wojna a dzieci IP: *.chello.pl 28.08.08, 13:28

      Czas i miejsce odżywają na nowo

      Dziś 8 lutego 2008 roku. Przedwiośnie za oknem pełną siłą się
      pcha: śniegu nie ma, jest też ciepło, a krzewy do życia pobudzone
      już pąki puszczają.
      Jak dziś, sięgając pamięcią w przeszłość, również tak było pod
      koniec lutego i w początkowych dniach marca 1945 roku, gdy wraz z
      matką i rodzeństwem i kilkoma jeszcze innymi rodzinami znaleźliśmy
      wreszcie pozornie bezpieczne schronienie w miejscowości Ligota-
      Bronów, oddalonej niecałe 10 km od Czechowic Dziedzic, lokując się w
      starym domu usytuowanym tuż pod lasem i obok drogi przylegającej
      do jego obrzeża. Od strony południowo-zachodniej docierały tu
      jednak nadal odgłosy toczącej się jeszcze niedaleko wojny, nieco już
      przytłumione, ale w nie zastygłych wspomnieniach wywołujące nadal
      grozę i strach po niedawno doznanych okropnościach i przeżyciach,
      jakie były moim i rodziny udziałem. Związane z nimi wydarzenia to
      w konsekwencji fatalny splot wypadków i następstw przebywania
      naszego przez prawie cały miesiąc bezpośrednio w strefie walk,
      prowadzonych na linii frontu przebiegającej przez miejscowości
      Rudzica - Roztropice – Iłownica. Są to graniczące ze sobą
      miejscowości, gęsto usiane naturalnymi przeszkodami w znaczeniu
      wojskowym, położone niedaleko od Skoczowa, miasta gdzie moja rodzina
      mieszkała jeszcze długo przed wojną i potem niecały okres
      okupacji, nim przeprowadziła się do Ilownicy do domu "pod lasem" na
      dwa lata przed pojawieniem się pierwszych oznak zbliżającego się
      szybko frontu wojennego. Miałem ukończone wtedy 6 lat życia. Dom,
      w którym nam przyszło przebywać miał kilka izb; w jednej z nich, do
      której wchodziło się wprost z przechodzącej na wylot domu sieni
      zamieszkaliśmy razem z drugą, dość liczną rodziną Śmiejów. W porze
      dziennej w izbie krzątali się także ruscy, którzy korzystali z niej
      przy sporządzaniu dla siebie posiłków, spożywanych również na
      miejscu. Kilka innych izb, może dwie, zajmowały rodziny
      wysiedleńców z Iłownicy. Była to wieś, gdzie na jej obrzeżach, na
      granicy z Roztropicami i po stronie zachodniej, nadal trwały
      uporczywe i krwawe walki, ciągnące się już tam od kilku tygodni.
      Pozostałe izby, cały strych i stojące obok domu zabudowania
      zajmowali ruscy. Nieopodal domu, w odległości może 50- 70 m od
      niego, na pobliskiej łące ruscy postawili barak zbity z desek,
      bardziej może przypominający szopę z prześwitującym dwuspadowym
      dachem . Szopa przeznaczona była do prowadzenia dezynsekcji
      zarobaczonej odzieży wojskowej przy użyciu dymów powstałych ze
      spalania rozsypanej na posadzce szopy siarki. Ulatniające się dymy
      owiewały cd
      • Gość: ad Re: Wojna a dzieci cd IP: *.chello.pl 28.08.08, 13:30
        podwieszoną na żerdziach odzież wojskową i wydostawały się na
        zewnątrz przez otwory przelotowe, wykonane gęsto w dachu. Odzież
        przywożono co kilka dni ciężarówką z okolic Czechowic. Szopa stała
        się też miejscem codziennych odwiedzin biegających wokół domu
        dzieci, gdyż sposób ustawienia i zabudowania poręczy oraz żerdzi
        wewnątrz niej kusił i zachęcał do uprawiania po nich wspinaczki.
        Przy wykonywaniu niektórych prac, my, dzieci, braliśmy również
        udział, za co w nagrodę dostawaliśmy od ruskich po kawałku chleba.
        Po tej samej drodze, biegnącej tuż koło naszego domu, w
        kierunku na Landek, przejeżdżały często i inne samochody ciężarowe.
        Były one zaplandekowane i konwojowane przez wojskowych - z przodu
        zawsze jechał łazik, a z tyłu zamykali kolumnę żołnierze uzbrojeni w
        pepeszki, jadący najczęściej motocyklem z przyczepą. Konwój ten
        zatrzymywał się na drodze niedaleko naszego domu, w odległości nie
        więcej niż 100-150 m w kierunku na Landek, gdzie w miejscu jego
        postoju czekała już grupa uzbrojonych ruskich. Tyle, co mogliśmy
        zobaczyć przez prześwitujące drzewa rosnące przy drodze i
        zaciemniające widok. Zbliżanie się do tego miejsca było surowo
        zakazane. Przychodzący stamtąd codziennie do nas ruscy nosili
        założone na rękawie czerwone opaski z umieszczonym na nich napisem
        koloru czarnego. Wzbudzali oni wśród "naszych" ruskich widoczny
        niepokój. Starali się ich unikać. Nam też kazali to czynić. Prawie
        codziennie, gdy krzątaliśmy się wraz z nimi przy szopie,
        systematycznie z kierunku od tego miejsca dochodziły do nas odgłosy
        pojedynczych strzałów, słyszane w odstępach czasowych od kilka do
        kilkunastu minut. „Nasi” ruscy mówili nam, że przebywający tam
        żołnierze ćwiczą się w strzelaniu. .
        Głód i biegunki były naszym codziennym utrapieniem. Zjedliśmy
        już prawie wszystko, nawet pozbierane z pobliskiego pola leżące
        podgniłe i przemarznięte ziemniaki oraz brukiew- resztki
        pozostawione tam po ubiegłorocznych wykopkach.

        Głód z początku objawia się cierpieniem fizycznym. W tym stadium
        odczuwany jest silny ból w całym brzuchu, tak jakby w nim wszystko
        gorzało. Suszy pragnienie, ale popijanie wody sprawia również ból z
        powodu wystąpienia obrzęku gardła, warg i zwężenia przełyku. Nie
        przynosi ono ulgi, a pić trzeba, żeby nie odwodnić organizmu. Nie
        można patrzeć, bo bolą oczy, a chodzenie jest utrudnione i odbywa
        się ono na chwiejnych nogach. Kłucie w brzuchu jest tak silne, że
        pozycja kuczna może tylko go złagodzić.


        Wreszcie któregoś marcowego dnia-jak dobrze pamiętam, nie było
        wtedy już na polach śniegu, ale dokuczał jeszcze mróz- ja i starszy
        ode mnie o 3 lata brat, wybraliśmy się razem do przyfrontowej wsi
        Iłownica, by znaleźć tam coś do jedzenia. Przed nami do przejścia
        leżała wieś Landek i gdy ledwo do niej dotarliśmy od razu zatrzymali
        nas kręcący się tutaj ruscy, potem jednak, po krótkim przesłuchaniu,
        pozwolili nam iść dalej, więc szliśmy w pośpiechu... w kierunku do
        linii frontu- tą samą trasą, ale tym razem w przeciwną stronę, gdy
        nią jeszcze nie tak dawno temu uciekaliśmy uchodząc z życiem pod
        gęstym ostrzałem kul i detonujących padającymi obok pocisków. Na
        rozległy, niezabudowany teren, między krzyżówką dróg w Landeku a
        Iłownicą, którym przyszło nam teraz iść, z rzadka padały wybuchające
        z niszczycielską siłą pociski. Przejściu temu również towarzyszyły
        nam docierające z oddali odgłosy pojedynczych strzałów, zagłuszanych
        czasem terkotem karabinów maszynowych. Bez większych już przeszkód
        dotarliśmy do centrum wsi. Zatrzymaliśmy się przy miejscowej szkole,
        a potem wstąpiliśmy do stojącego w pobliżu domu naszej cioci, teraz
        opustoszałego i ogołoconego, jak wszystkie pozostałe domy stojące
        opodal. Nigdzie wokół nas żywej duszy nie było. Postanowiliśmy pójść
        dalej, w kierunku zachodnim, do naszego domu "pod lasem", gdzie-
        nim go opuściliśmy w nagłym pośpiechu, tuż przed samym nadejściem
        frontu i pozostawieniu w nim wszystkiego, co do domu się
        zgromadziło - powinny być worki ze zbożem złożone na strychu, a w
        piwnicy warzywa. W pół przygięci do ziemi, posuwający się wolno pod
        górę, dochodzimy tak aż do samego wierzchu niedużego wzgórza, rzadko
        porośniętego młodymi i niewysokimi choinkami. Stąd do domu "pod
        lasem" było może niecałe pól kilometra. Oczom naszym, wypatrującym
        spod uchylonych gałązek choinki, ukazał się przerażający widok:
        wokół wszystkie dawniej pobudowane i stojące domy oraz zabudowania
        były teraz bądź wypalone lub spalone, bądź leżały w gruzach.
        Murowany dom "pod lasem" jeszcze stał, ale świecił wynurzającymi się
        z jego mocno nadwątlonych ścian i dachu czarnymi oczodołami - dużymi
        wyrwami powstałymi po trafieniach go pociskami artyleryjskimi.
        Dookoła okaleczonego domu, walały się zgliszcza- pozostałości po
        spalonych drewnianych zabudowaniach, a w pobliżu nich sterczały
        kikuty pogruchotanych drzew owocowych razem z wystającymi od ziemi
        sztachetami powalonego częściowo drewnianego płotu, ogradzającego
        niegdyś sad i dom. Niedaleko od miejsca naszej kryjówki, może
        niecałe 100 m, wyłoniły się, jak na dłoni, na zoranym pociskami polu
        biegnące zygzakiem ruskie okopy, a dalej pod lasem słabo już
        widoczne także linie okopów niemieckich. Szybko stamtąd wycofaliśmy
        się, gdy tylko wzgórze zaczęto ostrzeliwać z karabinu maszynowego.
        Schodząc chyłkiem z niego i klucząc pośród drzewek, napatoczyliśmy
        się nagle na wyłaniającego się zza choiny uzbrojonego Rosjanina,
        podążającego prawdopodobnie do okopów, który na nasz widok stanął
        jak wryty. W kufajce i papasze na głowie, z wybałuszonymi ze
        zdziwienia oczami i rozdziawionymi ustami, wyłaniającymi się spod
        jasnych wąsów, wyglądał może bardziej komicznie niż groźnie. Stał
        tak jeszcze przez chwilę, a gdy już ochłonął nieco, zaczął
        podchodzić ostrożnie do nas, trzymając w pogotowiu wycelowany w nas
        karabin. Coś mówił- najpierw wydusił z siebie kilka
        dosadnych "słów", a potem przechodząc cd
        • Gość: ad Re: Wojna a dzieci cd IP: *.chello.pl 28.08.08, 13:36
          już na łagodniejszy i cichszy ton, starał się nas uspokoić,
          kierując broń lufą ku ziemi. Po krótkiej chwili przełożył ją na
          ramię i począł wolno wyjmować z worka przewieszonego przez siebie
          zawiniątko. Stopniowo z szoku dochodziliśmy do siebie, ale strach i
          dygotanie jednak nadal pozostały. Z rozpostartego zawiniątka wyjął
          jego zawartość i ku naszemu zdziwieniu obdzielił nas wysupłaną z
          niego pokaźną kromką czarnego chleba wraz z plasterkiem surowej
          słoniny. Z jego menażki, podanej nam do picia, łyknęliśmy trochę
          płynu przypominającym gorzką kawę zbożową, a potem pogonił nas
          stąd. Wskazując ręką na widoczny budynek szkoły nakazał nam w tym
          kierunku dalej pójść. Postał jakąś chwilę, a gdy już odeszliśmy
          kilkadziesiąt kroków, ruszył z miejsca znikając w zaroślach.
          Posileni i pewni, że może czuwa on w ukryciu raźniej ruszyliśmy
          przed siebie nie bacząc na zagrożenia, które w każdej chwili i
          znienacka mogły się pojawić.
          Weszliśmy do ocalałej z niedawnej pożogi stodoły. Strachu
          napędziły nam buszujące w niej koty. Na gumnie walały się snopy nie
          wymłóconego zboża wymieszane z wysuszonym zielem fasoli. Ja łuskałem
          fasolę ze strączków, a Edek wykruszał w rękach ziarna zboża z
          kłosów. Późnym popołudniem, prawie już pod wieczór, ruszyliśmy w
          drogę powrotną niosąc ze sobą małe woreczki naszego „urobku”.
          Powietrze tym razem przeszywał gwizd lecących nad nami pocisków
          artyleryjskich. Jedne ryczały głośno, może były to te, co leciały
          nisko i detonowały niedaleko, inne zaś, te świszczące-
          prawdopodobnie lecące wysoko- mknęły chyba gdzieś dalej, może na
          Pierściec albo Chybie lub Mnich. Nie robiło to już na nas większego
          wrażenia.
          Opuszczamy z wolna Iłownicę. Teraz przed nami najgorsze-
          odsłonięty teren. Zrywamy się do biegu. Z dala, jak upiór, wyłania
          się remiza strażacka ze strąconą wieżą u podstawy dachu przez
          wybuch pocisku artyleryjskiego. Niespokojni podążamy w tym kierunku.
          Nareszcie krzyżówka. Zwalniamy, bacznie obserwując wszystko co mamy
          przed sobą. Tuż obok, przy remizie, świeżo skopana ziemia. To
          zbiorowe mogiły poległych żołnierzy ruskich, których tutaj chowają.
          Po drugiej stronie stoi przechylona kapliczka z górującym na niej
          krzyżem. Jeszcze tylko znak przeżegnania i szybko zmierzamy dalej.
          Potem czekają nas te same przejścia z ruskimi na pograniczu w
          Landeku. Wieczorem jesteśmy już w domu- zmęczeni okrutnie ( za nami
          około 12 km wędrówki), ale bardzo szczęśliwi.
          Późną nocą obudziła nas mama podając do zjedzenia ugotowaną na
          prędko zupę fasolową.
          Do dziś to moja ulubiona potrawa.






          • Gość: ad Re: Wojna a dzieci cd IP: *.chello.pl 28.08.08, 13:37


            Już następne, coraz częstsze wyprawy na linię frontu robiliśmy
            wspólnie z dwójką młodych Śmiejów - rówieśników naszych. Wzajemnie
            się uzupełnialiśmy- oni odkryli w jednym z opustoszałych domów
            kamienne żarna i pokazali nam jak się nimi mieli zboże. W zamian
            udostępniliśmy im stodołę do "eksploatacji". Również Śmiejowie
            wyszperali w niej cep i zademonstrowali nim młóckę. Gdyby tylko nie
            te żarna..., które odbierały nam resztkę sił. W zakamarkach piwnic
            jednego z domów znaleźliśmy też ziemniaki.
            Trochę nienaruszonych paczek z kawą zbożową wydobyliśmy z
            rozwalającego się na podłodze stosu różnych artykułów w splądrowanym
            i zanieczyszczonym odchodami ludzkimi miejscowym sklepie,
            znajdującym się w domu Ryncarzy, który stał w pobliżu szkoły.
            Przygnębiający i odstręczający robił widok talerzy porcelanowych z
            celowo nałożonymi na nie odchodami , wyłożonych rzędami na całej
            długości lady i półkach sklepu.
            Wyludnione zupełnie centrum Iłownicy było teraz w naszym władaniu.
            Kręcący się sporadycznie tutaj ruscy, z naszą obecnością wnet się
            oswoili. Nie pytali, co tu robimy, chętnie natomiast z nami pogadali
            i częstowali tym, co posiadali do jedzenia. Nawet do rozmowy byli
            skorzy ci, co ledwo po zmianie przybyli z okopów. Gadaliśmy
            w "języku", który pojmowały chyba obie strony. Odnieśliśmy wrażenie,
            że cieszą się z naszej obecności. Niekiedy zaczepni i agresywni,
            skłonni również chwilami do zabaw i żartów zachowywali się prawie
            jak wszyscy chłopcy, zapominając przez chwilę o tym, że są już
            dorośli i po co tutaj są. Nawet jeden z nich, może w przypływie
            litości, zdradził nam gdzie znajduje się wspomniana piwnica i
            schowane w niej ziemniaki ("kartoszki"). Naszego Rosjanina ze
            wzgórza nigdy już potem nie spotkaliśmy i nie ujrzeliśmy wśród nich.
            Na odchodne żegnali nas lekkim poszturchiwaniem, jakby zaznaczali
            tym gestem byśmy więcej nie wracali tutaj i długo potem za nami
            patrzyli, nim zniknęliśmy im z oczu. Może drżeli z obawy czy uda nam
            się przejść cało przez czekający jeszcze przed nami, odsłonięty i
            ostrzeliwany z artylerii teren przy granicy z Landekiem?
            Z mielonej mąki pszenicznej na żarnach matka co rano i na
            kolację gotowała krupicę- potrawę w kolorze i konsystencji g.wna,
            o smaku mdłym, okraszonym na dodatek piaskiem wyczuwanym zębami.
            Piasek, jako naturalny produkt wykruszania się obracających kamieni
            żaren, dostał się do mąki podczas mielenia zboża. Smakował nam
            natomiast chleb- może dlatego że było go mało- wypiekany z mąki z
            domieszką fasoli.
            Mijały dni. Dnia przybywało coraz więcej. Już trawa poczęła
            zielenieć, a w powietrzu czuć było wiosnę.
            W tamtym miejscu nadal codziennie trwały "ćwiczenia" strzeleckie.
            Może to było w połowie kwietnia, gdy już z rana zbliżał się od
            Czechowic konwój. Odchodząc od ruska naprawiającego przy domu
            skradziony rower, wybiegłem na drogę by z bliska przyjrzeć się, gdy
            będzie mnie mijał. Pierwszy wyłonił się wolno jadący łazik z
            kilkoma siedzącymi w nim wojskowymi, ubranymi już w letnie mundury
            i z założonymi furażerkami na głowach. Tuż za nimi poruszała się
            ciężarówka obciągnięta brezentem. Po minięciu mnie zobaczyłem z
            odsłoniętego jej tyłu, że była wypchana stojącymi w niej ludźmi.
            Byli to mężczyźni, niektórzy bardzo zmizerowani. Zauważyłem, że ci
            widoczni, co stali w pierwszym szeregu od burty, mieli wyciągnięte
            ze spodni koszule, częściowo rozpięte i potargane. Ten najwyższy, z
            bujną i rozczochraną czupryną, poruszał ustami, jakby chciał coś
            powiedzieć, więc pobiegłem za samochodem machając równocześnie
            ręką do niego. Twarz jego, przyróżowiona i przekrzywiona,
            naznaczona była cierpieniem. Stanąłem, nie przestając dalej
            rozpaczliwie wymachiwać. Oni nawet nie drgnęli, nie wyciągnęli do
            mnie dłoni, jakby byli wszyscy skrępowani czymś, przyspawani do
            podłogi pojazdu. Ciężarówka powoli oddalała się, a oni nadal tak
            trwali nieporuszeni, prawie już martwi- żadnego gestu i ruchu,
            tylko te ich oczy, we mnie wlepione, blaskiem swoim dawały znać, że
            one w nich żyją i widzą mnie. Podjechał do mnie z boku motocykl.
            Zostałem przez jednego z ruskich, jadących nim, zepchnięty lufą
            pepechy na pobocze. Rusek majstrujący przy rowerze podbiegł szybko
            do mnie i przyprowadził z powrotem pod dom. Rozpłakałem się.
            Zrozumiałem wszystko. -Nie becz, to tylko banda i hołota*-
            powiedział w swoim języku rusek.
            • Gość: ad Re: Wojna a dzieci cd IP: *.chello.pl 28.08.08, 13:39
              Byłem tam.
              Ostatnie kwietniowe dni niekiedy są najpiękniejszymi w roku-
              kwiecia świeżego już co niemiara na łąkach i w ogrodach, a moc ich
              zapachów o zawrót głowy przyprawia.
              Po pełnym wrażeń i uroków niedzielnego dopołudniowego dnia
              spędzonego na polu, pobyliśmy na dłużej w izbie. Jeszcze czkawka po
              spożytym na łące szczawiu nas nie opuszczała, gdy siedzący za stołem
              kuchennym i przyglądający się nam rusek z opaską na ramieniu, który
              był częstym gościem z ”stamtąd”, niespodziewanie zaproponował , że
              mnie i małego Śmieję zabierze i zaprowadzi do swojego komendanta po
              mleko, które ma on przywieźć podobno z Zabrzegu. Zabraliśmy garnek
              i poszliśmy z nim. Pełni obaw doszliśmy do tego miejsca, gdzie
              zatrzymywały się konwojowane ciężarówki. We wnęce lasu ukazał nam
              się okazały dom z czerwonej cegły a za nim murowana oboro-stodoła.
              Tuż obok, w głąb lasu, biegła droga, połączona z naszą,
              czechowicką. Podeszliśmy pod sam dom i zatrzymaliśmy się przy
              sadzawce, usytuowanej pomiędzy stodołą a domem. Rusek powstrzymał
              nas przed pójściem dalej i sam wszedł do domu. Po chwili wyszedł z
              niego z drugim wojskowym, głośno z nim się sprzeczając. Nie wiadomo
              skąd, wyległo więcej ruskich na plac przed domem. Patrzyli na nas,
              gestykulowali mocno rękami i mówili naprędce coś do siebie. Ci dwaj
              podeszli do nas. Ten, co nas przyprowadził tutaj, powiedział, że
              komendanta jeszcze nie ma i mamy czekać dalej przy sadzawce.
              Odeszli obaj na dłużej, zniknęli również szybko- jak przybyli-
              inni z placu.
              Ze środka sadzawki wyłaniały się młode pędy sitowia, a z brzegu
              wskakiwały do niej żabki. Potem na w pól zanurzone we wodzie
              puszczały do nas "oczka". Nagle doszedł do nas rusek , ten sam, co
              sprzeczał się z tym, co nas tutaj przyprowadził po mleko. Dał
              małemu Śmieji do ręki granat, podobny do tych , które znajdowały
              się w otwartej skrzyni zbitej z desek, jeszcze do niedawna
              pozostawionej na gumnie w stodole - tuż obok naszego domu stojącej-
              nim rusci wynieśli ją gdzieś na zewnątrz po incydencie, którego
              sprawcą był mój brat. Ale to już inna historia. -Bawcie się i nie
              odchodźcie stąd nigdzie- powiedział, a potem szybko odszedł. Granat
              był w kształcie większego jaja, karbowany, z wystającym czopem, z
              którego środka sterczało z boku okrągłe koluszko. Miałem już
              wcześniej okazję przeżyć jego rozdzierający huk i zobaczyć
              niszczycielską moc. Zabrałem go z ręki Śmieji i trzymałem kurczowo w
              złożonych dłoniach tak długo, dopóki nie pojawił się rusek "od
              mleka" i nie wyrwał mi go z rąk, i zaraz nie wrzucił do sadzawki. Na
              jej lustrze, w miejscu jego upadku, pojawiły się rozchodzące od
              środka krągłe pierścienie, a po chwili pojedyncze bąbelki,
              wyskakujące na powierzchnię wody. Potem wprowadził nas do domu, do
              pustej izby, zamykając ją od zewnątrz na klucz.
              Czas nam bardzo się dłużył. Zaczęliśmy dobijać się do drzwi. Bez
              skutku. Mały Smieja popadł w płacz, ale mnie też nie było wesoło.
              Dlaczego nie możemy czekać na polu lub powrócić bez mleka do domu,
              dlaczego... ? Śmieja zasnął wreszcie na krześle. Zacząłem pojmować
              grozę naszego położenia. Ten zakaz zbliżania się tutaj miał wielkie
              znaczenie.
              Upłynęło może kilka godzin, bo na polu już zmrok zapadał, gdy
              zazgrzytał nagle klucz i otwarły się drzwi. Wszedł obcy nam rusek.
              Wyszliśmy z nim do sieni, a potem wepchnął nas do izby z
              naprzeciwka, w której za długim stołem siedziało kilku ruskich.
              Usiedliśmy- bez cienia wątpliwości naprzeciw samego komendanta.
              Wyglądał całkiem sympatycznie: twarz gładka, ogolona, ciemne włosy.
              W czarnym kubraku i wystającą spod niego jasną koszulą, bez bluzy
              żołnierskiej, był niepodobny do pozostałych wojskowych. Dużo
              gadał. Uśmiechał się. Na zadane pytania odpowiadałem ja, nie
              dopuszczając świadomie do odpowiedzi małego Śmieję. Wiedziałem już
              co się tutaj święci. Pytał szczegółowo, po co tu przyszliśmy, z kim,
              co tu robiliśmy, co widzieliśmy. "Egzamin", widać, wypadł
              pomyślnie, gdyż po krótkiej naradzie ruskich przy stole otrzymaliśmy
              wniesione w garnku upragnione mleko. Odprowadził nas, aż do samego
              domu, nieznany nam wcześniej z widzenia rusek. W domu byli całym
              zajściem wszyscy ogromnie poruszeni, nawet „nasi” ruscy. Z oczu
              matek naszych płynęły łzy. Tym razem były to łzy szczęścia.
              Z początkiem maja wojenne działania ustały. Z Ligoty
              wyprowadziliśmy się 11 maja, jak to podkreślał cały czas długo po
              wojnie wujek Staszek ,brat mamy, który nas tam odnalazł i pomógł
              stamtąd się
              wydostać.

              • Gość: ad Re: Wojna a dzieci cd IP: *.chello.pl 28.08.08, 13:41

                ***

                Gorącego lata 1999 roku przebywałem przez kilka dni w domu
                matki w Roztropicach. Niedzielnego popołudnia siedziałem za stołem
                w ogrodzie razem z Olkiem, moim siostrzeńcem , który wprowadził
                się wraz z rodziną do tego domu . Mama moja już nie żyła od kilku
                lat. Olek zamieszkując w nim poczynił wiele robót, żeby go ocieplić
                i upiększyć. Z ogrodu wyłaniał się widok na Beskidy , a po
                przeciwnej stronie, tam daleko w dół, za lasem, dostrzec można było
                taflę Jeziora Goczałkowickiego. Znacznie bliżej od niego, tuż na
                dole leży Iłownica , błyszcząca pod wieczór lustrami stawów, od
                których odbijały się promienie gorejącego barwą czerwoną
                zachodzącego słońca, widocznych z drogi gdy powracałem wczoraj na
                rowerze po odwiedzinach u mojej siostry w Rudzicy. Dom matki stoi
                na najwyższym wzniesieniu kępy roztropickiej. Od niego, może 100
                metrów dalej, zaczyna się nagły spadek terenu schodzący do poziomu
                kilkaset metrów niżej. Potem początek ma rozległa równina ciągnąca
                się aż po sam horyzont. Jak na dłoni można było stąd zobaczyć przy
                użyciu lornetki wszystkie miejsca, w których rozgrywały się
                opisane wydarzenia na przełomie zimy i wiosny 1945 roku.
                Powróciłem w rozmowie z nim do tamtych czasów przedstawiając
                historię naszych wojennych przeżyć. Olek wyszedł z propozycją, żeby
                pojechać tam jego "maluchem". Może znajdziemy ten dom pod lasem w
                Ligocie? Pojechaliśmy razem z jego 6-letnim synem Darkiem i
                trafiliśmy bez większych trudności w to miejsce. Od krzyżówki w
                Landeku- przy której stoi odnowiona kapliczka z krzyżem i wyrytym na
                nim napisem: "W podziękowaniu za 50 lat pokoju, Cesarzowi
                naszemu..." - skręciliśmy na Bronów, a potem wjechaliśmy na dróżkę
                wyasfaltowaną, w moim przekonaniu tą samą co wtedy, tylko
                nieutwardzoną, gdy wielokrotnie w czasie wojny przechodziliśmy nią
                po żywność do Iłownicy. Dojechaliśmy na miejsce, pod dom, który
                wtedy, po wielu dniach tułaczki przy linii frontu, dał nam
                schronienie. Chałupa już prawie dwuwiekowa, jeszcze fragmentami
                stercząca, teraz była w rozbiórce. Drogą wyasfaltowaną biegnącą pod
                samym lasem dojechaliśmy do tego miejsca. Nic się nie zmieniło-
                ta sama wnęka w lesie i nie zmieniony dom oraz stodoła. Tylko
                sadzawka jakby mniejsza była. Teraz droga wiodąca od niego w
                kierunku Czechowic miała nazwę- Pszczelarska, a numer burzonej
                chałupy 17. Również droga na Zabrzeg, szersza i wyżwirowana,
                wchodziła- jak dawniej- w las w tym samym miejscu.
                Podeszliśmy tam, pod sam dom i zaczęliśmy rozmawiać z
                kobietą , która wyszła z niego do nas . Powiedziała, że to jest
                dawna, z czasów przedwojennych leśniczówka, i że mieszka tutaj od
                1968 roku. Pokręciliśmy się jeszcze trochę po terenie. Większą
                część zagrody leśniczówki otaczał okazały, gęsty las. Jego smukłe
                sosny pięły się wysoko ku niebu. W ich konarach zawisła cisza- nie
                poruszyła się żadna gałązka, nie zakwilił ptak.
                Wyruszyliśmy w drogę powrotną, tym razem przez Iłownicę.

                Powoli słońce chyliło się ku zachodowi. Dotarliśmy do domu w
                Roztropicach w chwili, gdy ono chowało się za horyzontem.

                Już bez obciążeń psychicznych i uspokojony całkowicie,
                wyciszony i zamyślony, usiadłem potem na ławce w ogrodzie,
                pozostając w zgodzie z sumienia nakazem o konieczności spełnienia
                obowiązku wobec osób skrzywdzonych przez wojnę, zabitych i
                zaginionych bez śladu - dziś po latach przeze mnie uczynionym- i
                także w przekonaniu, że z tamtych czasów ponura tajemnica
                leśniczówki nie zaginie.
                Nie mnie oceniać zamiary Stwórcy, który w przypływie swojej
                łaskawości, mimo staranie zaplanowanej nikczemności
                przez "wyzwolicieli" i chronionej tajemnicy, pozwolił aby prawda
                wyszła na światło dzienne, wybierając dziecko na świadka wydarzeń w
                tym c z a s i e i m i e j s c u i obdarzając go nadzwyczajną
                pamięcią do kodowania obrazów i zdarzeń , by potem po latach mógł
                bez zniekształceń je odtworzyć, właściwie ocenić i przekazać.

                *Tak - w ich mniemaniu "Nie nada bliejać, eta tolka banda i
                swołocz". Zwrot rosyski zapamiętany na całe życie przeze mnie,
                poza " Bić wraga do jewo pałnowo unicztożienia"- napisu
                wysmarowanego czarną farbą na murach pierścieckiej szkoły i
                straszącego swoim widokiem jeszcze przez długie lata po wojnie.

                • Gość: Wacek Partyzanci.. IP: *.vnet.wnec.edu 28.08.08, 15:34
                  Nie wiem jak bylo na Westerplatte bo z nikim nie rozmawialem kto byl tam w
                  czasie dzialan wojennych w 1939 roku. Natomiast znam fakty bylych partyzantow z
                  okregu Radomsko AK, AL, NSZ z opowiadan swiadkow i samych partyzantow.
                  Pijanstwo, zlodzejstwo i chamstwo w wykonaniu partyzantow to rzecz byla normalna
                  w wielu wypadkach w potyczkach z niemcami "lesni" byli kompletnie pijani. W
                  pijanych zaplanowanych akcjach przeciwko niemcom tak sie zdarzalo ze gineli
                  zwykli chopi bo brano ich za Niemcow w pijanym zwidzie a Niemcow nie bylo. Te
                  fakty sa skrywane do dzis.Zoldzejstwo odbywalo sie nocami i ogolacono wiejska
                  ludnosc z ubran szczegolnie ladnych butow bylo rzecza normalna przez lesnych.
                  Nikt nic nie mowi wiele lat niektorzy pseldo partyzanci zyja do dzis
                  i walcza o pominiki. Starzy ludzie pelni bulu i goryczy mowia "po cichu" o
                  wyczynach tych partyzantow. Takze ze ktos sikal na obraz i zolnierze biegali
                  nago bo byli pijani nie zrobilo na mnie zadnego wrazenia bo podobne historie
                  slyszlame od dziecka jak wygladala naprawde wojna.
                  • Gość: kibic ŁKS-Żydzew Re: Partyzanci... jestem synem partyzanta IP: *.magma-net.pl 28.08.08, 20:49
                    Powtarzasz kłamstwa wyssane z palca. Być może z obrzezanego
                    palca.
                    • drojb Re: Lepszy obrzezany palec, niż mózg 28.08.08, 21:29
                      w zaniku, kibolku-kretynku. Idź pokop piłkę, bo do niczego innego się nie
                      nadajesz, dziubdziusiu brzuchaty
                      • drojb Re:PS. a może spłodziła cię wesz, a nie partyznant 28.08.08, 21:38
                        bo one łaziły po partyzantach, więc jakaś się mogła zaplątać? Ewolucyjnie
                        bliższy jesteś robalom - ze względu na ilość zwojów mózgowych i koncept
                        "robakowaty".
                        Idź, pobabraj sobie w ziemi, robaczku
                        • Gość: kibic ŁKS-Żydzew Re: Szkalowanie polskiej historii to ci się podoba IP: *.magma-net.pl 29.08.08, 13:26
                          Nie widziałem twojego protestu. Ale okazałeś wrażliwość
                          na kpinę z żydowszczyzny.
                          Tolerancja wybiórcza? Czy tolerancja inaczej?
                  • Gość: Domestos Re: Partyzanci.. IP: *.jarsat.pl 05.10.08, 22:33
                    Wacek, taki duży ty jesteś a taki głupi. Twój opis pasuje jak ulał
                    do formacji zwanych "AL" i "GL" - a to była prawie partyzantka.
                    Prawie czyni wielką różnicę !
    • Gość: VETRO Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.adsl.inetia.pl 28.08.08, 15:26
      Taa jak zwykle odrobina prawdy boli, co polaczki? Moj dziadek walczył na
      Westerplatte i sporo opowiadał jak to było. I latanie na golasa się zgadza i
      zachlanie Sucharskiego też. Nic nowego. Dezercje też były, bo wielu ludzi
      miało rodziny w gdańsku, częst niemieckie. Taka prawda, ale my musimy żyć
      tylko mitem. Może zróbcie film jak to żołnierze z Westerplatte niczym husaria
      uderzają na oddziały Rzeszy? na konikach, z piórami?
      Kretynizm. kiedy w końcu będziemy potrafili rozliczyć się z mitami narodowymi?
      Czy świadomośc, że żołnierze na Westerplatte (tak mój dziadek też!), pili,
      srali ze strachu, myśleli o kapitulacji, jakoś przekreśla ich odwagę i
      bohaterski opór?
      • Gość: Wacek Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.vnet.wnec.edu 28.08.08, 16:47
        Vetro zgadzam sie czytaj:
        Nie wiem jak bylo na Westerplatte bo z nikim nie rozmawialem kto byl
        tam w
        czasie dzialan wojennych w 1939 roku. Natomiast znam fakty bylych
        partyzantow z
        okregu Radomsko AK, AL, NSZ z opowiadan swiadkow i samych
        partyzantow.
        Pijanstwo, zlodzejstwo i chamstwo w wykonaniu partyzantow to rzecz
        byla normalna
        w wielu wypadkach w potyczkach z niemcami "lesni" byli kompletnie
        pijani. W
        pijanych zaplanowanych akcjach przeciwko niemcom tak sie zdarzalo ze
        gineli
        zwykli chopi bo brano ich za Niemcow w pijanym zwidzie a Niemcow nie
        bylo. Te
        fakty sa skrywane do dzis.Zoldzejstwo odbywalo sie nocami i
        ogolacono wiejska
        ludnosc z ubran szczegolnie ladnych butow bylo rzecza normalna przez
        lesnych.
        Nikt nic nie mowi wiele lat niektorzy pseldo partyzanci zyja do dzis
        i walcza o pominiki. Starzy ludzie pelni bulu i goryczy mowia "po
        cichu" o
        wyczynach tych partyzantow. Takze ze ktos sikal na obraz i zolnierze
        biegali
        nago bo byli pijani nie zrobilo na mnie zadnego wrazenia bo podobne
        historie
        slyszlame od dziecka jak wygladala naprawde wojna.


      • Gość: Domestos Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.jarsat.pl 05.10.08, 22:38
        Chyba twoj dziadek był oficerem Abwehry a nie artylerzystą na
        Schleswig-Holsteinie skoro wiedział o rodzinach w Gdańsku ! Hehehe...
        Niemal wszyscy obrońcy Westerplatte pochodzili z Grn. Śląska i Kielc
        i byli celowo wyselekcjonowani ze swoich jednostek, głupi
        prowokatorze !
    • Gość: żołnierz Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.08, 15:29
      To skandal, że dopuszcza się wyprodukowanie takiego filmu.Polskie
      kino osiągneło dno.Linde biorą tam gdzie są wulgaryzmy do niczego
      innego się nie nadaje, pewnie znowu będzie z jego ust na filmie
      leciał potok prZekleństw.
    • adam_143 chyba pan Chochlew zapatrzył się 28.08.08, 16:09
      na "czas apokalipsy" i "pluton". Ale to chyba złe zapatrzenie.
    • Gość: krzysiek Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.netis.net.pl 28.08.08, 16:14
      www.pleograf.pl/index2.php?id=kontakt
      może tam napiszemy tak kilka razy w tygodniu albo częciej
    • Gość: nikt Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.eastwest.com.pl 28.08.08, 16:25
      Zniszczmy wszystkich, nikt nie ma być bohaterem. nam nie trzeba bohaterów
      tylko pieniędzy na życie i na zachcianki. To że Sucharski był w konflikcie z
      innymi oficerami jest wiadome, ale żeby pokazywać aż takie bzdury. Do czego to
      prowadzi, naród bez historii powoli lecz nieubłaganie przestaje być narodem,
      staje się kupą ludzi która nic o sobie nie wie. U nas już ten proces się zaczął.
    • Gość: leo Polscy aktorzy nie chą Grać w Westersrace!!!!!!!!! IP: *.chello.pl 28.08.08, 16:38
      Niech Sucharskiego zagra jakiś Niemiec, zresztą pozostałych
      Westerplatczyków też. Nie wyobrażam sobie żeby jakiś porządny polski
      aktor chciał zagrać w tej szmirze.
      • Gość: Re Ji Ser Chinczycy zgodzili sie zagrac za pol ceny! IP: 152.75.137.* 28.08.08, 19:14
        • drojb Re:Dobre! 28.08.08, 21:30
    • Gość: oburzony Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.08, 16:41
      Hańba i skandal !!
      Pierwszy raz słyszę o tym "wybitnym" "artyście" - złowrogo brzmiące
      dla mnie rosyjskie nazwisko ma właśnie zaistnieć wywołując tanią
      sensację.
      Gdzie ten geniusz historyczny się wychował i jakich wartości
      patriotycznych go nauczyli ?
      Jakim prawem śmie podważać pamięć i zasługi bohaterów, którzy
      walczyli i ginęli za Ojczyznę ?
      Bluźnierstwo !!
      Za coś takiego powinni odbierać obywatelstwo.
      3,5 mln dofinasowania ? Czy nie mamy w naszym kraju prawdziwych
      potrzeb ? Protestuję jako podatnik marnotrastwu moich pieniędzy.

      Panie "artysto": płacz i proś o przebaczenie pod ich pomnikiem!!!



    • bydlo_prof_wb Po Grossie i jego Jedwabnym... 28.08.08, 18:19
      po Cichym i jego wersji Powstania Warszawskiego, po wersji zbrodni w Katyniu
      odkrywcza wersja obrony Westerplatte też nam nie będzie wcale straszna. Dawaj
      skorjeje..
      __________

      Michnik jest manipulatorem. To człowiek złej woli, kłamca, oszust
      intelektualny (Zbigniew Herbert)
    • Gość: Jotem Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.chello.pl 28.08.08, 18:40
      Czy u nas wolność to możliwość używania na obscenicznym tekście albo
      takich że scenach.? Czy to ma lepiej oddać klimat tamtych czasów ?
      No bo taki recenzent jak A.Grabowski to lubuje się w graniu
      rozmemłanych i oblagrowatych osobników. A skądże to taki nowy talent
      scenariuszowo reżyserski niejaki Chochlew ? Plujmy na własną
      historię!
    • Gość: wolny Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.dial.kabelfoon.nl 28.08.08, 19:13
      malo wstydu i obciachu wokol rzadu to jeszcze jakis dupek chce zrobic film
      niprawdy nie dac ani grosza frajerowi
    • Gość: Broniewski Prosto do izby(wytrzezwien)czworkami szli....! IP: 152.75.137.* 28.08.08, 19:20
    • Gość: FIST Plugastwo przenoszone na heroicznych obrońców IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.08, 19:32
      Ojczyzny w wykonaniu obrzydliwców budzi mój niesmak .
      Oczywiscie zdaje sobie sprawe iz większośc wpisów to dzieła wiadomej mniejszosci
      ale zapewniam iż sa także pojedyncze przypadki porąbusów -
      z pochodzenia Polaków ,którzy to ochoczo podchwytują .
      Tak czy inaczej oszczercy zasługuja tylko na jedno !
    • Gość: Polak Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: 195.69.230.* 28.08.08, 20:36
      Najbardziej smutne jest to, ze cała ta dyskusja jest już spóźniona.
      Film i tak pójdzie, dostanie dotację bo ma "papiery", będzie miał
      duża frekwencję, bo właśnie zaczęła się jego promocja.
      Oglądalność poprawią tacy jak my, bo będziemy chcieli oglądnąć to
      g...o, aby mieć obiektywny osąd.
      Ktokolwiek to wykreował, osiągnął cel.
      • Gość: kibic ŁKS-Żydzew Widziałem Chochlewa w wiadomościach TVP1: Żyd. IP: *.magma-net.pl 28.08.08, 20:46
        Chałat plugawy, zmierzwione długie kręcone włosiska,
        skrzyżowanie Żyda z chlewem widziałem z bliska.
        • drojb Re: Pocałuj Bubla w...kibolu 28.08.08, 21:31
          • Gość: kibic ŁKS-Żydzew Re: Dlaczego Bubla, żydowskiego sługę -szabesgoja? IP: *.magma-net.pl 29.08.08, 13:28
    • pudzianpolskagora czy chcesz tego nad Wisłą ?????!!!!!!! 28.08.08, 20:53
      www.youtube.com/watch?v=1FSeflX6QGo&feature=related
    • Gość: Balrogg Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.speed.planet.nl 28.08.08, 20:56
      Dlaczego polskim Żydom tak zależy na tym, żeby Polacy nie mieli niczego, z czego możnaby być dumnym? Dlaczego w filmie "Pianista" nie było scen z latającymi na golasa pijanymi Żydami? To że pan Chochlew ma chlew w nazwisku nie daje mu prawa by brukać legendę i prawdziwych bohaterów, którym nie dorasta do pięt. Czy tego filmu nie może wyreżyserować polski reżyser?
      • Gość: kibic ŁKS-Żydzew Re: Dorabianie gęby Polakom nie przejdzie! IP: *.magma-net.pl 28.08.08, 21:26
        To z nadania Stalina Żydzi w Polsce otrzymali taką mocną
        pozycję. To jest skutek 60 lat rządów żydokomuny.
        Polską elitę tępił Stalin przy pomocy żydowskiego UB
        i jednoczesnie wsadzał Żydów na najwyższe stanowiska.
        Znana jest teza Stalina: "W Polsce najlepszymi komunistami
        będą żydzi". I powstała ta tragiczna w skutkach piramida,
        Żyd ciągnął Żyda i sadzał na dobrze opłacane stanowiska,
        Polakom dawano niewiele szans.
        Tak powstało Towarzycho żydowskie w filmie, kulturze, finansach.
        Rak niszczący organizm Polski.
        • drojb Re: Im nie trzeba dorabiać - niektórzy już mają 28.08.08, 21:39
        • Gość: obywatel Re: Dorabianie gęby Polakom nie przejdzie! IP: *.chello.pl 28.08.08, 21:52
          I wytępił tak skutecznie że pozostały takie zdegenerowane bydlaki jak ty.Weż się
          palnij w łeb to dołączysz do swojego wujka Adolfa.
          • Gość: Johann Re: Prawdziwa cnota krytyk sie nie boi Polaczki IP: *.pools.arcor-ip.net 28.08.08, 22:25
            Cholewka, ktory to zagraniczny duren tak smial powiedziec? Jestem
            gotow wplacic na konto bankowe dla sfinansowania tego filmu spora
            sume € , inni pewnie tez.Trzeba wyrywac po jednym te zeby polskiego
            nacjonalizmu.Na bohaterstwo narodowe trzeba sobie autentychnie
            zapracowac.Bez kantow, bez polskich kantow.
            • Gość: kibic ŁKS-Żydzew Re: Krytyka OK! Nie,dla fałszu, podstępu i kłamstw IP: *.magma-net.pl 29.08.08, 13:35
              Krytki się nie boimy. Nie pozwolimy fałszować, szkalować
              zakłamywać i kraść polskiej historii.
              Powstało już trochę szkalujących filmów wytworzonych przez
              żydowskich łgarzy i za ich pieniądze, może być wyprodukowany
              jeszcze jeden za pieniądze twoje i twoich rodaków.
    • Gość: ad Hochlew - szczytowy chlew IP: *.chello.pl 28.08.08, 22:37
      Komu ten film potrzebny?

      "Każdy ma w życiu swoje Westerplatte"- to słowa JPII. Wyrazają stan
      uczuć ludzi znajdujących się w sytuacji beznadziejnej, stojących
      przed wyborem działań. Każde ich dzialanie do katastrofy może
      doprowadzić. Jakiś dupek chce z Termopili polskiej zrobić
      pośmiewisko. Będzie kręcił film dla widzów polskich, za nasze
      pieniądze. Jakiś Hochlew ( znamienity chlew) zabiera się
      za "dzieło" . Glos wspierający udzielają tzw. filmowcy na czele z
      lewuską -szefową Instytutu ( kiepski absolwet po kiepskiej WSE w
      Krakowie). Tym razem , koszerni , to nie przejdzie.



    • Gość: obserwator Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.bielsko.dialog.net.pl 28.08.08, 22:49
      A czemu niby ma nie przejść?
      Że wojsko niby nie pije albo nie piło?
      Bo kilkudziesięciu zebranych chłopów rozmawia ze sobą o miłości do Ojczyzny?
      Pili, klęli, szczali i walili konia - bo takie jest życie.
      I wcale nie kwestionuję tego, że walczyli i że dziś można uznać ich za bohaterów.
      • Gość: Johann Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.pools.arcor-ip.net 28.08.08, 23:07
        Kazdy ich( westerplatczykow ) moze uznac , za kogo uwaza.Problem w
        tym , zeby nie kneblowac wolnosci artysty.Juz tutaj ta dyskusja
        pokazuje , ile nienawisci drzemie wsrod WIEKSZOSCI interlokutorow
        tego forum. To przeraza , ta twarz zlego bydlecia pokazywana
        tutaj.Oni byliby gotowi podgryzac myslacych inaczej.Czy w innych
        narodach jest tez taki duzych odsetek zbydleconych? Watpie.Gość
        portalu: obserwator napisał(a):

        > A czemu niby ma nie przejść?
        > Że wojsko niby nie pije albo nie piło?
        > Bo kilkudziesięciu zebranych chłopów rozmawia ze sobą o miłości do
        Ojczyzny?
        > Pili, klęli, szczali i walili konia - bo takie jest życie.
        > I wcale nie kwestionuję tego, że walczyli i że dziś można uznać
        ich za bohateró
        > w.

      • Gość: ad Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.chello.pl 28.08.08, 23:17
        "Podziwiaj i twórz piękno, czyń dobro, bądź użyteczny, miłuj
        prawdę- nakazy, których urzeczywistnianie w czynie, osobowość
        człowieka w znaczeniu pozytywnym kreują. Osobowość- cóż to takiego?
        To zespół łącznie występujących dyspozycji psychicznych i cech
        zachowań-wyróżnik osoby, odzwierciedlający jego wewnętrzny,
        autonomiczny system sterowania, który dostosuje i sprzęga myśli ,
        uczucia i zachowania w ujęciu interakcyjnym wobec otoczenia i siebie
        oraz charakteryzujący się określoną dynamiką przebiegu w czasie.
        Uzewnętrznia się ona w takich obszarach funkcjonowania i działania
        człowieka jak jego samoświadomość, światopogląd, projekcja życia,
        lokacja w społeczeństwie, aksjomatyka".
        To fragment z mojego blogu, zbieżny z poruszaną tematyką i Pana
        wypowiedzią- bezmyślną ,głupawą. Polecam zadać sobie trochę trudu i
        przeczytać w całości wpis w komentarzach pt. "Wojna a dzieci".
        Pojmie Pan,że każdy opór wobec wroga ma sens, a na jgo podjęcie ma
        wpływ wychowanie, literatura,sztuka. Z pana wypowiedzi wypływa
        postawa dekadencka, prostacka. Ale to już Pana sprawa . tylko niech
        pozostanie prywatną,nie do rozpowszechniania.
        • Gość: Johann Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.pools.arcor-ip.net 28.08.08, 23:36
          Panie ad, z uwaga przeczytalem pana wpis, nie pan bedzie pewny , ze
          go dobrze i w calosci zrozumialem. Z przykroscia musze jednak
          stwierdzic , ze pan tu i teraz bredzi. Wytlumaczeniem tego stanu
          moze byc jedynie , ze dolaczyl pan stanem zamroczenia alkoholowego
          do zalogi tej wojskowej skladnicy.PANA BLOGU NIE PRZECZYTAM; CO
          KAZDY NORMALNY CZLOWIEK TUTAJ PEWNIE ZROZUMIE.
          • Gość: ad Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.chello.pl 29.08.08, 00:01
            1. Moja wypowiedź odnosiła się do tekstu autorstwa "obserwatora", a
            nie Pana.
            @. Był Pan świadkiem chlania na placówce?
            - jeśli nie, nie pomawiaj i nie rozpowszechniaj, tym bardziej, że
            nawet żadne żródła historyczne tego zdarzenia nie podają.
            3. Pana wypowiedź, grubiańska nie wymaga komentarza- z kurduplami i
            pantofelkami się nie dyskutuje.
            • Gość: Domestos Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.jarsat.pl 05.10.08, 22:51
              Szanowny Panie ad ! Dyskutowanie z Głupotą legitymizuje Głupotę.
              Proszę zatem nie podejmować polemik z polskojęzycznymi ! Jest nas,
              Polaków, znacznie więcej niż się wydaje tym młodocianym dresom z
              mózgami wyżartymi przez amfetaminę. My to czytamy. I myślimy po po
              POLSKU ;-) Proszę po prostu pisać swoje. Pozdrawiam !
            • Gość: Gustaw Re: Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.skynet.net.pl 22.05.09, 12:42
              Niestety... Wielu wychodzi z założenia, że gdy będziesz rzucał błotem, coś się
              przylepi... Tak jak niejaki "johann"... Przykre.
              Panie Ad - nie ma co dyskutować z głupimi...
    • Gość: tubbis A może pokazać latrynę na Westerplatte? IP: 217.153.99.* 29.08.08, 00:07
      Była latryna na Westerplatte? Była nie jedna. Srali żołnierze? Srali na pewno.
      Dlaczego nie pokazać efektownego "close-up" z rozwierającej się dupy i
      spadającego gówna? Jakież to byłoby nowatorskie! A potem pokazać strukturę gówna
      w Technicolorze.
      • Gość: obywatel Re: A może pokazać latrynę na Westerplatte? IP: *.chello.pl 29.08.08, 08:50
        Na całym świecie ludzie szczają srają piją i walą konia.Tylko naród polski
        pochodzi od aniołów.Rozmnaża się przez pączkowanie a w ubikacji zamiast sr..
        myśli o dobru ojczyzny.I wypraszam sobie insynuacje że może być inaczej.
        • Gość: kibic ŁKS-Żydzew Re: A może ubrać w jarmułki i pokazać tfurców film IP: *.magma-net.pl 29.08.08, 13:38
          To zrobi wrażenie latryny na telewidzach.
          • Gość: mz Re: A może ubrać w jarmułki i pokazać tfurców fil IP: *.chello.pl 29.08.08, 13:56
            A może w końcu przestaniesz pokazywać jakim jesteś debilem?
    • Gość: artur Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.chello.pl 18.09.08, 21:20
      dzadek jednego z przedmowcow byl podobno na westeplatte i podobno robil to co chce pokazac pan chochlew. mam pytanie kto to byl.napisac tak moze kazdy.a do polakow per polaczki zwracali sie nazisci isowieci.amoze byl po drugiej stronie i nauczyl na kursach wnusia po polsku.ja jestem pragmatykiem i chce zobaczyc dowody na to.zeby niepotrzebnie nie bic piany dodam tylko ze panstwo polskie w imieniu w wiekszosci niezyjacych westerplattczykow powinno wytoczyc proces autorom tego paszkwila ijezeli nie maja dowodow to niech ida z torbami.a rzekomy wnusiu jak nie szanuje tego narodu to do pani steibach niech sie uda
    • Gość: atam Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.chello.pl 07.10.08, 23:52
      Gdyby biegali nago nawaleni to jakby bronili się przez 7 dni??!! A dezerterzy
      gdzie mieli według pana Chochlewy dezerterować? Do piwnic? Pan Cholewa chyba
      nigdy nie był na Westerplatte. Za taki scenariusz (o ile to prawda co się w
      prasie wypisuje) powinna być kara za przekłamania historyczne tak jak jest za
      kłamstwo oświęcimskie. Gdyby panowało tam rozpasanie to Niemcy weszliby tam
      już pierwszego dnia wojny.
    • Gość: obserwator Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.08, 11:14
      pinane westerplatte przejdzie....Strach Grossa przeszedł,parady
      pederastów i lisbijek przechodzą ,a co na to szanowny
      kler?...pochowali mordy w piach,obłudnicy,Polacy narodek
      tolerancyjny...wszystko przejdzie
    • Gość: Patriota Pijane Westerplatte nie przejdzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.09, 19:53
      Znając prawdziwą historię Polski doskonale wiemy o bohaterskiej obronie naszej
      Ojczyzny w 1939r. Westerplatte było jednym z głównych punktów obrony. Załoga
      Westerplatte broniła się 7 dni przy ogromnej przewadze wroga i na pewno nie
      przetrwaliby tak długo w sytuacji jaką próbuje przedstawić Chochlew w
      skandalicznym i kłamliwym filmie. To jest dowodem nie prawdy u Chochlewa.
      Warto jeszcze nadmienić że w 1939r. w skali całej Polski przewaga najeźdźcy
      hitlerowskiego była bardzo duża..mimo to Polska broniła się ponad
      miesiąc..nawet wygrywając w pojedynczych potyczkach[bitwa pancerna pod Nowym
      Wiśniczem - dow. płk. S. Maczek]. Natomiast Francja była lepiej przygotowana
      do wojny, a skapitulowała w dwa tygodnie. To chyba Francuzi wszyscy byli
      kompletnie pijani. Panie Chochlew.. może lepiej zajmie się pan filmami
      sience-fiction.. panie Pawle Chochlew jeśli jest pan Polakiem, nie szargaj pan
      dobrego imienia Polski i jej bohaterów..jeszcze mając czelność skamleć o
      dofinansowanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka