Dodaj do ulubionych

Ale się natyrałam...

25.04.06, 18:55
Wiecie już,że miałam wymieniać meble w pokoju ...no i właśnie wczoraj mi je
Małzowin złozył...zajęło mu to z zegarkiem w ręku max
10minut...poważnie...dzisiaj je umyłam i zaczęłam przekładać z szafek do
szafek...jejku tyle śmieci i w ogóle szok...no i teraz wysunęłam stare meble
do przedpokoju(dobrze,że jest duży).Przed świętami było malowanie więc
wszystklie mebelki były na środku pokoju i wszędzie ale to wszędzie myłam
podłogę a tyle kurzu się zebrało,że jestem przerażona,bo wyglądała jakbym nie
sprzątała.A przecież ostatnio mam manię mycia i odkurzaqnia bo nie znam dnia
ani godziny big_grin i naprawdę lecę na ryjek,już nie ta kondycja.Oczywiście mam
chciała mi przyjśc pomóc ale kurde nie lubię jak mi obcy po szafkach biegają a
ja nie mam na tyle podzielnej uwagi żeby kontorolowac to co ktoś robi i
jeszcze patrzeć czy sylwuś przypadkiem w swoim pomaganiu nie rozrabia za
bardzo.....echhh...jestem narobiona ale kurcze szczęśliwa,że mam to za
sobą...i teraz to naprawde obiecałam sobie labę.
A swoją drogą czy wy też macie taką awersję do gości teraz?No po prostu
dzisiaj jak usłyszałam wiadomośc,że pewna osoba chce przyjśc w gości(w ciąży
jestem na nią silnie przeczulona,bo nie lubię papugowania a teraz to już
bardzo bardzo nie lubię)to wymyśliłam na biegu 1000 powodów czemu akurat nie
mam czasu...Nie no może ja okropna jestem.Ale naprawdę nie chce się denerwować
głupimi tekstami i wścibskim przeglądaniem kątów.Nie mówiąc już o tych
rzeczach dla najbliższej nam obecnie osoby smile
Nie no może tylko ja taka dziwna teraz jestem.Bronie ogniska domowego niczym
lwica.Zwłaszcza przed takim podglądaniem.Co to będzie jak sie mała
urodzi???Chyba zainwestuję w kaganiec bo kto wie czy jakieś pierwotne
instynkty silniej się we mnie nie obudzą...
Obserwuj wątek
    • martunia78 Re: Ale się natyrałam... 25.04.06, 19:02
      Kapuhasmile Załozymy zamki i nie bedziemy nikogo wpuszczaćsmile
      Ja miałam szajbe w domu w niedziele skręcanie łóżeczka, szukanie śrub,
      przykręcanie lampki, przestawianie kompa, najgorzej było z kablem od netu, ale
      starczyło na szczęściewink odkurzanie kątów - odszczurzanie jak ja to mówięsmile
      Niby nic nie robiłam, bo mi m. nie pozwolił( teraz to do rany przyłóżwink ),
      ale i tak cos tam robiłam, bo ja zawsze przemeblowuję a tu nagle szlaban, no,
      nieeee....
      Buzismile
    • dysia83 Re: Ale się natyrałam... 25.04.06, 19:06
      Rozumiem Cię doskonale.Tez ostatnio nie przepadam za gośćmi.1,5 tyg do porodu, nie mam na nic siły a tu zwali ci się ktoś i trzeba kawkę zaparzyć, do jedzenia coś podać itd.Wcześniej bardzo lubiłam ich odwiedziny i pewnie później znowu będzie wszystko ok ale teraz nie mogę, no...Dobrze, że mnie mąż rozumie i w razie ich najazdu to on przejmuje obowiązki "pani domu" :o) Trzymaj sie i się nie przemęczaj tym przesuwaniem, żeby dzidzi nie zechciało sie wyjść za wcześnie wink Pozdrówki
      • kapuhy_a kurczę ale ja tak mam...nie z powodu kawki tylko.. 25.04.06, 19:26
        po prostu szlag mnie trafia jak ktoś chce podglądać jak urządziłam miejsce dla
        dzidzi...po prostu mam obsesję(niestety trochę uzasadnioną),że mój kącik będzie
        dokładnie skopiowany...poza tym jak sobie pomyślę,że powie mi żebym się
        pochwaliła ubrankami czy czymś tam a ja już mam poukładane w komodzie i pachnące
        i wyprane i nie chcę żeby ktoś poza mną,moim Małżowinem i dzidzią ich
        dotykał,grzebał przewracał...no normalnie mam schizę...A poza tym forma w jakiej
        ten ktoś się do mnie zwraca i jak słysze,ze mi zazdrości,że mam z przodu taką
        piłkę..to...uchh....ja jednak zainwestuję w kaganiec bo juz mam pianę na samą
        myśl...
    • pinik Re: Ale się natyrałam... 25.04.06, 19:42
      Oj, ja tez mam dosyc gosci... Pokoik malego to niech sobie ogladaja, ale tego
      sprzatania przed, po i troszczenia sie teraz nie moge zniesc.

      Dzis wlasnie mi mialam takie wproszone odwiedziny i w poludnie bylam zalamana.
      Gdyby nie to, ze wczoraj sie na to nasprzatalam i upieklam ciasto, to bym to
      dzis odwolala.

      W poludnie czuje sie straszliwie zmeczona. Dzis jeszcze mialam okropna zgage i
      bylo mi niedobrze, w glowie mi sie krecilo...

      A co mnie najbardziej denerwuje, to to, ze ludzie mi sie doslownie sami
      wpraszaja. Ta co dzis byla - mama kolegi mojego synka - zadzwonila do mnie
      kilka dni temu, ze by sie chciala spotkac. Zaproponowalam spotkanie w pobliskim
      parku (od niej i odemnie blisko). Pogoda piekna, chlopaki lubia sie bawic na
      dworze. Na co ona mi, ze ona by chetniej do nas przyszla. No cholera!!!

      I dzis sobie obiecalam, ze nie umowie sie juz w ciazy z nikim kilka dni
      naprzod. Jak bede miala na to danego dnia ochote, to spontanicznie do kogos
      zadzwonie i zapytam, czy ma chec na spotkanie. Bo tak to nigdy nie wiem, jak
      tego dnia sie bede czula. A ostatnio czuje sie kiepsko. Ciezko mi i jestem
      wciaz zmeczona. I juz moj kochany Niczek jest mi nieraz za duzo i boje sie, ze
      usne, jak on sie obok bawi.

      Naprawde juz nie te sily, co normalnie!
      • mischka49 Re: Ale się natyrałam... 25.04.06, 22:44
        wiecie co, tojest jakas chorobliwa mania! Ja tez w ostatnimczasie nie robie nic
        innego jak tylko sprzatam, pzestawiam, zmywam itp. W pierwszej ciazy bylam
        jakas spokojniejsza. CO do gosci, to u nas wyglada to podobnie, z tym, ze
        nauczona doswiadczeniem, zapowiedzialam glosno i wyraznie, ze nie zycze sobie
        niezapowiedzeianych wizyt przed porodem, a juz tych co chcieliby sie zjawic na
        dlugi WE, to niech sie gryza! Dodatkowo, zero wizyt nieskonsultowanych ze mna w
        szpitalu; juz przez to^przeszlam i nigdy powtorki!
        Trzymajcie sie zabkibig_grin

        • katrint Re: Ale się natyrałam... 25.04.06, 23:52
          Ja też ostatnimi czasy sobie tyram.Ciągle coś wynajduję do roboty i strasznie
          mi z tym dobrze.A gości bym teraz nie strawiła.Rozumiem was doskonale.
          Obawiam się jednak nalotu w szpitalu.Niektórzy już się zapowiadają z
          odwiedzinami a ja pewnie nie będę miała na to ani czasu ani ochoty.Przecież do
          jasnej cholery nie będę tam leżała obłożnie i przewlekle chora tylko pewnie
          będę marzyć aby w wolnej chwilce się chociaż godzinkę zdrzemnąć,w przerwie
          między karmieniem.Poza tym nie chcę żeby mnie wszyscy znajomi oglądali w piżamie
          itd.Jak z tego wybrnąć??
          • pinik odwiedziny w szpitalu 26.04.06, 08:27
            Hej,

            ja z tych samych wzgledow co ty, katrint, juz przy pierwszym dziecku nie
            chcialam odwiedzic znajomych w szpitalu. I szczerze to wszystkim chetnym
            objasnilam i powiedzialam tez dlaczego (zeby nie bylo nieporozumien i glupich
            sytuacji). Powiedzialam, ze chetnie zobacze ich pozniej w domu, ale w szpitalu
            chce miec spokoj. I nietety ludzie to musza uszanowac. Tylko glupio ich
            wyrzucic, jak wlasnie przyjda nas odwiedzic. Lepiej od poczatku to zaznaczyc. I
            najlepiej nie mowic, w ktorym szpitalu sie rodzi. Nie beda cie przeciez szukac
            po szpitalach. A jak zadzwonia zapytac, gdzie lezysz szczerze powiedziec, ze
            nie bardzo masz sile i ochote na odwiedziny. W domu b. chetnie. To Twoje
            Prawo!!!!
            • qasiunia Re: odwiedziny w szpitalu 26.04.06, 08:44
              rozumiem was doskonale teraz mam awersję na ludzi, znajomych, nie chce mi sie
              spotykac i odpowiadac na głupkowate pytania jak sie czuje, czy dzidzius kopie, i
              przykladania do mojego brzucha ręki, jakby moje dziecko było własnością
              publiczną. Poza tym także obawiam się nalotu wszystkich do szpitala, a juz
              wkórza mnie jak ludzie zapowiadają jak to bedą przychodzić do mojego domu. Jedna
              ciotka (7 woda po kisielu zapowiedziała, ze jak sie mała urodzi to sie nas z
              domu nie pozbędzie wink)chiałabym przespac ten moment. Chce sie cieszyć sama z
              męzem moim dzieckiem. stwierdziliśmy że zrobimy plan odwiedzin i rozłożymy to na
              co najmniej pół roku wink
    • maga202 Re: Ale się natyrałam... 26.04.06, 08:57
      A ja Wam nie przytaknę. Ja tam lubię gości, prowadzimy dom otwarty i zawsze mamy pełno gości, oczywiście takich miejscowych mam na myśli. Gości na kilka dni to tez teraz nie przyjmuję, w każdej chwili mogę zacząć rodzić i co wtedy z gośćmi? Mam nadzieję że moja siostra nie zwali mi sie nw długi weekend z mężem i dwójką dzieci. Nie chodzi o to że miała bym przy niej dużo roboty ale ona robi wokół siebie strasznie duzo zamieszania a ja teraz potrzebuję spokoju. Ostatnie trzy tygodnie przed porodem chcę się wyciszyć i przygotować psychicznie na spotkanie z moją Igusią. A tak w ogóle to wizyt mojej siostry nie lubię nawet nie będąc w ciąży.
      Teraz jak jest ciepło to przyjmuję gości w ogrodzie w altance i bałaganu nie robią, a jak tak się zajmę rozmową to szybciej mi czas leci. Pokój Igusi przygotowany, zakupy zakończone, więc nic mi do roboty nie zostało. A pokojem mojaj malutkiej to bardzo lubię się chwalić.
      Pozdrawiam Magda
    • magdacz1 Re: Ale się natyrałam... 26.04.06, 09:10
      My kończymy remont w pokojach itp. Też zmieniamy mebelki. A ja podam na pysk
      taka już jestem zmachana. wczoraj to ledwo żyłam. Ale wczoraj to był chyba
      jakiś taki ciężki dziń.
      Co do gości, to ja jak usłyszałam, że moja szwagierka chce do nas przyjechać z
      trójką dzieci, to powiedziałam mojemu mężowi że ja idę mieszkać do moich
      rodziców, jak tamci przyjadą. Ale udało się i żadnych wizyt nie będzie. A tacy
      goście na kawkę-bardzo chętnie niech wpadają na pogaduchy.
      • agus-ka Re: Ale się natyrałam... 26.04.06, 09:32
        Ja naprawdę nie rozumiem Twojej szwagierki, sama jest matką i nie rozumie, że
        kobieta potrzebuje spokoju, a nie trójki dzieciaków?

        Co do mnie to sama lubię jak ktoś do mnie wpada, ale większość znajomych
        szanuje moją ciąże i najpierw się umawia. Teraz na długi weekend przyjeżdża
        koleżanka z chłopakiem z tym, że sama ich zaprosiłam. Po tym jak ostatnio
        zachowuje się mój facet wierzę, że we wszystkim mi pomoże z przygotowaniami.
        Poza tym nie zamierzam robić nic skąplikowanego do jedzenia, coś co łatwo się
        gotuje. A z kolezanką chętnie pogadam bo nie widziałysmy się całe wieki.
        Zresztą nasza córeczka będzie miała drugie imię po tej własnie przyszywanej
        cioci i chyba ona zostanie jej matką chrzestną, więc tym bardziej chętnie się z
        nią spotkam.
        Co do wizyt w szpitalu, w szkole rodzenia proszono nas, żeby ograniczyć wizyty
        do minimum, szczególnie jak się leży w sali z innymi matakami, bo w końcu każdy
        ma prawo do wypoczynku. Ja chcę żeby przyjechał tatuś Maleństwa i moja mama.
        Normalnie mamy też nie chciałabym ściągać, ale ktoś mi musi ugotowac coś do
        jedzeniasmile) Reszcie powiem zdecydowanie NIE!
        • kapuhy_a złe oko...i takie tam.... 26.04.06, 12:02
          ech...to mnie wkurza najbardziej.Niektórzy mają taki sposób bycia,że chce się
          pól domu zakryć i pozawiązywać czarwone kokardki...do tego teksty w stylu "witaj
          matko Polko"doprowadzają mnie do szewskiej pasji...a co ja pół miasta
          rodzę????No i to ściąganie wszystkich pomysłów...no dosłownie co by mi do głowy
          nie przyszło i tylko szepnę o tym słowo to zaraz jest ściągnięte...a chciałam
          byc dobra i podpowiadać pewne rzeczy,że można to zamiast tamtego ale to
          przerodziło się w istne kopiowanie pomysłów...echh..a ja chcę tylko mieć coś
          jedynego w swoim rodzaju a nie...
          No i dotykanie brzucha...maja swoje niech sobie dotykają...a już jak łyszę "jak
          ja ci zazdroszczę,że twoje tak kopie"to mam ochotę przykleić napis nie dotykać...
          Niby jestem pogodna i otwarta na ludzi ale są takie osoby,których po prostu
          unikam...
          A o do szpitala to ja się będę cieszyła z odwiedzin...dlaczego?bo całą ciążę
          jestem sama...nie wiem czy wszyscy się bali mnie odwiedzać ,bo może przyjdą jak
          poronię czy co...i tak mi w sumie było smutno jak nikt do mnie nie
          zaglądał...nawet mąż...
          a swoją drogą bardzo się boję tego "po"po porodzie ma się rozumieć...boję się,że
          trafię na salę z jakąś świeżo upieczoną mamą,do której mąz przyjdzie z bukietem
          kwiatów i będzie się cieszył i był z nią i maluszkiem...a ja?ja pewnie będe
          musiała obdzwonić znajomych żeby znaleźc swojego i powiedzieć mu,że własnie
          przegapił najważniejszy dzień w moim zyciu...ech...ma manię wyłączania
          telefonu...no i kumpli najważniejszych bez których nie można żyć...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka