aminka70
08.01.07, 12:59
W piątek przed północą wylądowałam na izbie przyjęć. Przywiozłam męża z
imprezy męskiej i pokrwawiłam się. Spakowaliśmy się na wszelki wypadek i w
drogę. Z tego wszystkiego dojechałam sama do szpitala kinicznego. Na miejscu
podłączyli mnie do KTG, zrobili badania i USG. Wszystko okazało się w
porządku, szyjka zamknięta, czop na miejscu, łożysko całe, nieprzodujące.
Kazano mi zgłosić się na kontrolę w poniedziałek, leżeć 18h dziennie i tyle.
Wróciliśmy do domu i już spokojnie poszliśmy spać. Właściwie to nadal nie wiem
co się stało, chlusnęło trochę krwi, a teraz nadal jeszcze plamię na brązowo.
Miałam po raz pierwszy robione KTG i uważam je za okrutne badanie. Bałam się
tak bardzo, że gdy mały się przekręcał(chyba) i słabiej lub wcale nie
słyszałam bicia serduszka, zaczynałam powtarzać niczym mantrę - Bij stary nie
wygłupiaj się.....Nikt sie mną nie interesował więc chyba jest OK, później w
wywiadzie lekarka dokładnie przeanalizowała zapis i stwierdziła, że jest OK.
Dlaczego ja mam takie przejścia? A już po amniopuncji myślałam, że nic mnie
nie czeka.... Wczoraj kupiłam sobie torbę i zaczynam się pakować, tfu, tfu...
tak na wszelki wypadek.
PS. Na kontrolnym KTG bez atrakcji, mały silnie bije i sercem i odnóżami.
Szyjka bez zmian, 1,5cm miękka i zamknięta. Reszta objawów podobna jak u
dziewczyn w 35tc. Oby jeszcze ze 3 tygodnie. Mąż zamówił sobie Wodnika i mam
mu dotrzymać...ha, ha, ha