Czesc dziewczyny
Moja ciaza jest bardzo trudna. Wiecznie mam jakies dolegliwosci, ciagle leze. Ostatnio pisalam o fenoterolu i skroconej szyjce macicy.
Gdy bylam na badaniu w 19 tc okazalo sie ze szyjka ma 25 mm, po tygodniu skrocila sie do 20 mm. Dostalam fenoterol i juz wtedy bylam pelna obaw. Lezalam plackiem i po 2 tyg okazalo sie ze szyjka ma 23 mm

ucieszylo mnie to bardzo. Mialam motywacje bo wiedzialam ze lezeznie ma sens, ze pomaga, ze bedzie dobrze.
Az nagle lezac zaczelam krwawic. Byl to 24 tc i pojechalismy do szpitala. Okazalo sie ze to krwawienie z szyjki macicy. Z dziecmi wszystko ok, z lozyskami tez

odetchnelam z ulga.
Zostawili mnie na obserwacji. Szyjka ciagle miala 23 mm. Po 3 dniach nie bylo plamien ani nic i czekalam az wyjde ze szpitala. Jedna pani dr wpadla na pomysl aby zrobic posiew z pochwy. Wyszly jakies bakterie i bralam antybiotyk dozylnie przez 5 dni. Drugi lekarz robil badanie gin i przez wziernik widzial ze jest jakies zaczerwienienie ale dyskutowal przy mnie z kolegami po fachu i jednoglosnie stwierdzili ze z tego nie moglo byc krwawienia. Czas mijal. W szpitalu mialam male skurcze ale jak zglaszalam lekarzowi, mowil ze do 15 skurczy dziennie to norma, a przeciez biore fenoterol (4 tabl). Pozniej wrocil ordynator ktory byl na urlopie. Wzial mnie na badanie gin i okazalo sie ze szyjka ma 15 mm (usg to potwierdzilo), antybiotyk nie pomogl bo zrobil kolejny posiew i dostalam inny antybiotyk, zwiekszyl fenoterol. Tak minal miesiac w szpitalu. Stracilam motywacje. Lezalam plackiem, wstawalam tylko do toalety, nie siedzilam wcale. Maz zaopatrzyl mnie w jedzenie ktore nie musialo byc w lodowce i ktore mialam pod reka, a jeszcze przywozil codziennie cieply smaczny obiad. A mimo wszystko szyjka sie skrocila do 15 mm a szpital nie uznaje zakladanie pessara.
Po miesiacu mnie wypuscili (28tc) choc pogodzilam sie ze bede pewnie do konca. Moze brakowalo im lozek?
Teraz przez weekend brzuch zaczal troche twardniec. Bore juz 8x fenoterol, luteine. Skontaktowalam sie z moja dr i kazala dodac no spe forte i relanium. Wiem ze zagraza mi porod przedwczesny. Ale jestem przerazona tymi lekami. Cala ciaze o siebie i Malenstwa dbam . Nie jem serow plesniowych ani owocow morza, spie na lewym boku i zrobie wszystko aby donosic ciaze jak najdluzej. a teraz to relanium....

boje sie czy nie zaszkodzi dzieciom. To lek uzalezniajacy. W ulotce jest napisane ze przenika do plodu i uszkadza mozg. Martwie sie

Nie chce go brac ale nie chce tez urodzic za wczesnie.
Cala ciaze bylam optymistka a teraz mam kryzys. Wierzylam ze bedzie dobrze, pomimo lezenia czas szybko mi mijal, a teraz martwie sie, smutno mi i stresuje sie.
Pisze bo musze sie komus wygadac. Bo potrzebuje pomocy psychicznej, wsparcia. Czy ktoras z doswiadczenia wie ze relanium uszkodzilo plod??? czy mozna relanium zastapic innym lekiem??