14.01.14, 13:51
Dziewczyny,
Będę miała cc w IMID za ok. 2 tygodnie. Czy możecie się podzielić najświeższymi wrażeniami?
Szpitala nie znam w ogóle, zastanawiam się nad salą 1os - czy takie sale są na poporodowym czy na ginekologii? Jak długo pozostaję na sali pooperacyjnej? Po ilu godzinach pionizują? Czy mąż może być obecny przy cc?
Dziękuję z góry za wszelkie informacje.
Obserwuj wątek
    • agnrek Re: cc w IMID 15.01.14, 11:15
      Ja miałam tam cesarkę w 2007 roku, w grudniu 2013 na ginekologii leżała moja siostra, więc po raz kolejny obejrzałam szpital od środka. Warunki są okropne, dwa razy lądowałam na zbiorczej sali do porodów - od innych rodzących byłam przedzielona jedynie ścianką. Sala do cc jest, oczywiście, odrębna. Leżałam tam również 2 razy na patologii ciąży - sale są ciasne i dosłownie łóżko na łóżku. Na położnictwie wylądowałam w sali 4-osobowej, ale była też 7-osobowa, gdzie leżałyb aż 3 matki z bliźniakami. Okna nieszczelne - zabierz ciepłe ubrania dla siebie, ewentualnie jakiś koc, aby położyć na parapet. Leżałam kilka dni bez dzieci, bo były na OIOMie, po 3 dniach mnie chcieli wypisać do domu, więc zapłaciłam za jedynkę - leżałam na patologii ciąży, ale sale komercyjne były też na ginekologii. Miałam szczęście, bo akurat się ta jedynka zwolniła, generalnie wtedy trzeba było wcześniej rezerwować.
      Na patologii ciąży opieka genialna, to bez dwóch zdań. Wybrałam ten szpital dlatego, że neonatologia nie ma sobie równych - a urodziłam w 34 tc.
      Wody odeszły mi około północy, na sali porodowej poród za porodem, sala do cc też była zajęta - więskzość dzieci pcha się na świat właśnie nocą smile Dostałam znieczulenie, trafiłam na wyjątkowo nieprzyjemną pielęgniarkę operacyjną i równie nieprzyjemnego anestezjologa. Źle mnie znieczulili i cięli skalpelem na żywca. Gdy zaczęłam protestować, anestezjolog się zdenerwował (jakby to, kurde, jego żywcem operowali) - zaś ginekolog- faknastyczna Doktor Cygan zatrzymała cięcie i faktycznie stwierdziła, że mam czucie w miejscu, w którym go być nie powinno. Dostałąm znieczulenie całkowite i obudziałm się, gdy usłyszłam płacz dzieci. Mąż nie mógł być przy cesarce, zresztą do dzisiaj jest wstrząśnięty tym, co zobaczył - wezwali go do sali obok operacyjnej i przez szklane okno zobaczył mnie na stole z rozciętym brzuchem i pulsującymi wnętrznościami smile Kilka lat temu na Kasprzaka rodziła moja znajoma i też znieczulenie nie zadziałało - podobno tak się zdarza, niestety.
      Na salę pooperacyjną przewieziono mnie po 1.00 w nocy, a o 8 rano ta nieprzyjemna pielęgniarka ostro kazała mi wstawać. Nikt mi nie pomógł nawet zanieść dwóch siatek - musiałam przejść na oddział położ niczy, salowa szła obok mnie. Niektóre matki przywozili na salę na wózkach i ejszcze podstawiali stołeczek, żeby miała wygodniej się wspiąć na wysokie łóżko, widocznie ja na to nie zasłużyłam smile
      W sali pojedynczej była masakra - do dzisiaj żałuję, że nie złożyłam skargi do dyrekcji szpitala. Położyli mnie tam, przywieźli moje córeczki i cały dzieć pies z kulawą noga do mnie nie zajrzał. Rano przychodził do mnie obchód ginekologiczny, za chwilkę przychodziła pediatra, zlecała badania i leki - wpisywała w kartę i to było wszysto. A następnego dnia okazało się, że dzieci nie mają zrobionych zleconych badań, że nie woże ich na oddział noworodkowy na pomiary kilka razy dziennie - a skąd ja niby to miałam wiedzieć??? Okazało się, że wtedy był bardzo duży konflikt między ginekologią a pediatrią, bo niby leżałam na odzdiale patologii ciąży w jedynce dla matki z dzieckiem, ale nie było ustalone, które pielęgniarki mają się nami zajmować - czy ta z patologii czy mają do mnie przychodzić pielęgniarki noworodkowe. Tak więc nie przychodził nikt, pielęgniarka z patologii nawet woreczków na pobranie moczu nie miała, pojechałam na OIOM i stamtąd jej przywiozłam, już nie wspomnę o lekach! Drugiego dnia rozpłakałam się przy pediatrze, że takie cyrki się dzieją i musiała zainterweniować, bo w końcu się poprawiło - zaczęły do mnie pielęgniarki noworodkowe na kąpiel wpadać, a położna z patologii przynosiła leki. I na tym koniec - cały dzień pies z kulwą noga się mną i dziećmi nie zainteresował, czy ja karmię, czy dzieci żyją w ogóle - położna miała swoje ciężarne, a pielęgniarki noworodkowe miały matki z dziećmi na innym piętrze. Coś okropnego, wtedy byłąm chyba w szoku, że nie byłam w stanie zrobić awantury.
      Szpital miał tylko jeden profesjonalny laktator, do którego była kolejka, ale nie byłom problemu z odpłatnym wypożyczeniem w Arce na Kaspraka. Zwykły kupiony w aptece nie zdał u mnie egzaminu. Doradczyni laktacyjna wpadła tylko raz, cała w skowronkach, że mam piekne warunki, że dużo pokarmu, że dobrze karię, no ale muszę budzić dzieci. Ale jak obudzić i zmusić do jedzenia dzieci, które są wcześniakami i są tak słabe, że nie dają rady -tego już się nie dowiedziałam, bo biegiem wyszła. Ceasrkę miałam w piątek, a pierwszy posiłek dostałam dopiero w niedzielę - kleik. Nie działały mi jelita, mogłam pić tylko wodę. W końcu po 2 dniach pojawiły się pierwsze krople pokarmu, które zaniosłam w strzykawce dzieciom i co usłyszałam - "co tak mało, coś się, mama, nie starasz". Wypiłam morze herbatki laktacyjnej i wktóte dostałam takiego nawału pokarmu, że lekarza do mnie wzywali. Położna próbowała odciągnąć, robiła mi masaż, zalecała ciepłą kapiel - nic. Następnego dnia ginekolog za głowę się złapała, jak poparzyłam piersi tą ciepłą wodą. Na szczęście kolejnego dnia dostałam już córeczkę do karmienia i chociaż słabo szło, to jednak poradziłam sobie z nawałem.
      Neonatolog (P. Katarzyna Nowicka) nie uprzedziła mnie, że dzieci mają silną anemię, nie zostałam poinformowana, że muszę jak najszybciej zgłosić się na leczenie epo na litewską, a już na pewno, że wcześniaki muszą mieć natychmiast wizyty u okulisty (co 2 tygodnie), u neurologa, u audiologa (przeszły zapalenie płuc, a podany antybiotyk mógł uszkodzić słuch), u ortopedy - a to jest, moim zdaniem, podstawowa informacja, jaką powinni mi przekazać. Wcześniaki to nie są dzieci, które zabiera się po 3 dniach do domu, a na pierwszą wizytę idzie dopiero na szczepienie!
      Reasumując - opieka na patologii ciąży na szóstkę z plusem, poród - bez komentarza, warunki szpitalne - jak trzeba, to się da przeżyć, ja nie narzekałam, neonatologia - szóstka z plusem, a cała reszta - jak wyżej.
      Gdybym miała pojedynczą ciążę, to wybrałabym na pewno inny szpital, z bliźniakami nie miałam innego wyboru- najważniejsze dla mnie było, aby one były pod dobrą opieką i tak rzeczywiście było, ale sporo mnie to kosztowało stresu.
      Ponad miesiąc temu odwiedzałam siostrę na ginekologii, operowała ją również Dr Cygan i nawet mnie poznała, w sumie uratowała mojej siostrze życie właściwą diagnozą i szybką operacją - a dodam, że kilka szpitali odmówiło przyjęcia, bo koniec roku, nie mają już funduszy itd. Mnie również nie odesłali z izby przyjęć, ordynator wydał zgodę na przyjęcie mnie, dwie doby leżałam w jedynce porodowej z trzeba innymi rodzącymi smile przez ścianę z salą porodową. Ale, było - minęło, najważniejsze, że pracują tam genialni lekarze, jacy byli potrzebni moim dzieciom smile
      • 13alexa Re: cc w IMID 22.01.14, 18:31
        Jestem wstrząśnięta!!!. Wydrukuj to i zanieś do szpitala, niech sobie poczytają i wprowadzą poprawki w zajmowaniu się pacjentami!!!
        Ja myślałam, że miałam ciężko, ale w porównaniu do Ciebie to miałam wakacje ;-/
        Trauma na całe życie! Współczuję przeżyć. I życzę Wam wszystkiego najlepszego!
        • Gość: gość Re: cc w IMID IP: *.dynamic.chello.pl 20.02.14, 18:07
          Miałam cc w IMID w 2011 r. W 34 tygodniu odeszły mi wody. Znieczulenie zadziałało. Lekarze super. Przewieźli mnie na salę pooperacyjną ok 00:00, gdzie pielęgniarka wyjaśniła mi dokładnie ja będzie przebiegać tam móc cały pobyt - czyli, że przez pierwszą godzinę-dwie odpoczywam, potem dostaje jakieś leki i powoli zaczynam się ruszać, czyli próbuje delikatnie podnosić stopę/kolano/całą nogę. Pielęgniarka przychodziła gdzieś co pół godziny sprawdzić jak się czuję, na chwilę wpuścili męża. Po 5. godz. próbowałam już wstawać. PO 6 godzinach przeszłam na normalną salę, sama, ale pytali czy chcę czy wolę jechać wózkiem.

          Sal trzyosobowa, ale były też siedmioosobowe. Okna szczelne. Personel ok, pomocny, nie przeganiał męża.
          • p_l2 Re: cc w IMID 27.02.14, 07:03
            Mam pytanie - czy w przypadku bliźniaków wykonuje się wyłącznie podłużne CC (inaczej mówiąc "pionowe" - od pępka w dół)? Rozmawiałam wczoraj z położną z IMID i ponoć w szpitalu wolskim wykonuje się głównie właśnie taki typ nacięcia w ciąży mnogiej?
            • tmonika77 Re: cc w IMID 27.02.14, 12:08
              Ja miałam cc na Madalińskiego i mam cięcie poziome a nie pionowe. Ciążę miałam oczywiście mnogą, więc nie potwierdzam tej informacji.
              • mim100 Re: cc w IMID 28.02.14, 18:30
                Rodziłam w IMiD i mam cięcie poziome nikt mi nie mówił że jest nawet inny wariant ze względu na ciążę bliźniaczą.
                • p_l2 Re: cc w IMID 28.02.14, 22:04
                  Dziękuję za informacje (nie byłam przygotowana na pionowe cięcie dlatego po rozmowie z położną byłam trochę wystraszona). W przyszłym tygodniu porozmawiam jeszcze ze swoim lekarzem prowadzącym, który pracuje na oddziale w IMiD, dam znać gdyby mówił coś o pionowym cięciu.
            • agnrek Re: cc w IMID 05.03.14, 09:02
              Ja mam w IMID zrobione poziome - tego samego dnia rodziła inna mama z bliźniakami i też poziome. Nie słyszałam, aby komuś w ogóle robili pionowe.
              • p_l2 Re: cc w IMID 05.03.14, 09:42
                Dzięki za odpowiedzi, rozmawiałam ze swoim lekarzem - potwierdził, że cięcie na pewno będzie poziome (nie wiem czemu położna wprowadziła mnie w błąd ?sad )

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka