Tort oczywiście podwójna katastrofa

Nie wyszła mi masa, cała mi się
wylewała i w ogóle.. Nie rozpracowałam o co dokładnie chodzi z tym lukrem
plastycznym, jak się wyrabia, jak zdobi, jak łączy. Robiłam po omacku i płakać
mi się chciało z efektów. No z resztą sami zobaczcie:
th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i737421.jpg
th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i737422.jpg
depresja murowana, nie?? Jak przeczytałam, że najciężej jest bawić się w
barwienie na kolor czarny (m.in.) i czerwony to w ogóle masakra. Miałam zrobić
lokomotywę chociaż podobną do Tomka z bajki, ale jak mi paskudnie szła robota
to zrezygnowałam i skupiłam się na tym aby w ogóle wyszła z tego lokomotywa

Tak czy siak póki co jestem nieco zniechęcona do takiej zabawy tortowej. Przy
przenoszeniu tortu na tory (bo w całości do lodówki nie weszłoby więc
przygotowywałam w ostatniej chwili resztę) siadło nam to wszystko strasznie i
ogólnie popękało porwało, ech.. a taki był efekt końcowy:
th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i737424.jpg
th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i737428.jpg
th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i737429.jpg
Dzieci były zachwycone, zwłaszcza Bartuś, strasznie mu się podobało i
dmuchanie świeczek też, tak że zdmuchnął które były najbliżej czyli Krzyśkowe

a potem dosiadł się do stołu i nie mógł się doczekać swojej porcji ciacha

a ciacho samo w sobie zjadliwe tylko jednak "emigracja" masy z tortu
spowodowała, że zrobił się nieco suchy..
A tu kolejka Brio jaką im sprezentowaliśmy (big zestaw używany + kilka nowych
lokomotyw na baterie), bawili się świetnie.. zwłaszcza tatusiowie ;P
th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i737430.jpg
th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i737432.jpg
th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i737452.jpg
th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i737453.jpg
a wśród pozostałych gości furorę zrobiło sztuczne jedzenie
th.interia.pl/51,gab3fea9d1821058/3_i737454.jpg
nastroje nie były złe mimo, że jeden z gości od dwóch dni ma żałobę, a 1/3
gości w ogóle nie dotarła (mają przyjść jutro, bo zapomnieli nas powiadomić,
że dziś byli w pracy

). Najgorzej jednak było z chłopcami, bo za późno ich
moja mama nakarmiła przez co za późno wyjechali od niej do domu i Krzyś
zmęczony krzyczał całą drogę, a Bartek zasnął 5 minut przed wysiadką. Godzinę
czasu walczyliśmy by ich uśpić na drzemkę dzienną, ciągle wyli a potem wstali
lewą nogą i byli zmęczeni i marudni. Bartek szybko się rozkręcił po przybyciu
gości, ale Krzysiek dokazywał cały czas i dopiero jak goście poszli to nagle
ożywił się.. Mimo to zaliczam dzień do udanych

)
P.S. Czuję się usprawiedliwiona za tort, bo to jest dopiero drugi (i trzeci

) mój tort w życiu. Pierwszy robiłam 2 tygodnie temu:
www.photoblog.pl/annas/19622569
www.photoblog.pl/annas/19649371