Myślałam, że moja córka wyleczona-śmigała, wariowała, nic jej nie bolało, nie
miała gorączki, apetyt wrócił. Puściłam do przedszkola. I od początku.
Lekarz zalecił antybiotyk, cholera. Może gdybym nie puściła do tego
przedszkola, to by jej całkowicie przeszło? Pewnie tak, ale nie zdradzała
objawów choroby.
Biję się z myślami. Podać jej ten antybiotyk? czy nie? Ma zmienione zapalnie
gardło, nieładne ale bez czopów. Wirusowy katar. Kaszel-osłuchowo jest czysta,
ale kaszle i przy tym kaszlu coś rzęzi. Wczoraj wieczorem miała lekką
gorączkę. Dzisiaj robiła się ciepła, ale po godzinie jej
przeszło-"wystygła"

. (czekam z reguły do 38 st. z syropami)
Jeżeli podam jej antybiotyk, to o 20-tej, by rano podać jej o 8-mej. Ale już
nie będzie odwrotu, będe musiała przez tydzień jej dawać.
Czy koniecznie? Jak myślicie?
Podawać? Na dniach rodzę, co robić? Biję się z myślami...Nie jestem przekonana
do antybiotyku, zresztą to praktycznie pierwszy raz w życiu...