prywatyzacjaxxi
22.01.12, 21:00
Mam gorączkujące dziecko, poprosiłam o "coś z ibuprofenem dla 8-latka", na pytanie: syrop czy tabletki, odpowiedziałam, że wolę tabletki (dzieciak ma problemy z konsystencją syropu). Facet w aptece podał mi zwykły ibuprom, był chamski i zrobił mi wykład, że nie umiem przeliczyć, że 10 ml nurofenu w syropie to to samo co 200-mg tabletka ibupromu. Zdziwiłam się na głos, że 8-latkowi można dać zwykłą tabl., on potwierdził, że oczywiście, tonem jak do idiotki, na co ja podziękowałam za lek, bo zwykłego ibupromu mam w domu zapas. Przyszłam do domu, coś mnie tknęło, znalazłam ulotkę, a tam jak wół, że od 12 lat. 8 a 12 to spora różnica, wiecie może, czy taka tabletka podana 8-latkowi (załóżmy 3-4 dawki co 8 godzin) mogłaby jakoś zaszkodzić? Zastanawiam się, czy iść z awanturą: jedyna apteka w okolicy czynna w niedzielę, chamski koleś, a my musimy na resztce syropu dotrwać do rana. Ale jeśli miał rację, to czemu piszą tak w ulotkach, chyba wiedzą, co produkują?