wika78
06.01.05, 22:36
Gdy wracam od lekarza, gdzie byłam by osłuchał dzieci, czy przypadkiem
katarek i kaszel to już nie zap. oskrzeli czy coś takiego to wracam z receptą
na ok 5 specyfików dla starszego i 5 dla młodszego dziecięcia. Co prawda to
nic poważnego, ale ...Po kilku dniach pojawiam się na kontroli kaszelku u
innej pani doktor w tej samej placówce, i pani przepisuje kolekny komplet
syropków co prawda nic poważnego, ale..., tamte można odstawić, teraz te bo
są dobre.I domowa apteczka pęka w szwach a portwel wręcz przeciwnie, a
katarek i kaszelek i tak trwa swoje 5 minut. Mam nieodparte wrażenie, że
jestem naciągana na kupno leków w cichej współpracy przychodni z apteką i tej
współpracy nie popieram i kupuję tylko to co uważam za niezbędne a reszty
nie.Kupuję najtańsze wapno i wit C dziecięcą (nie Cebion) ziołowy syrop
wykrztuśny (nie Eurespal przeciwzapalny, który pity butelkami nie pomaga moim
dzieciom), zwykłą sól fizjologiczną a nie cuda niewidy itd. A moje dzieci
mają się dobrze. Oczywiście dotyczy to zwykłych przeziębień, a nie poważnych
chorób i nie namawiam do nieleczenia się.