ejka.pe
30.06.05, 20:06
Byłam dziś z córeczką na kontroli stawów biodrowych, przez półtora miesiąca
nosiła specjalną rozwórkę; miałam nadzieję, że to już koniec, ale pani doktor
orzekła, że jeden staw "jest zły", cokolwiek to znaczy, i na ponowną kontrolę
za 6 tygodni. Wróciłyśmy do domu i rozbeczałam się okropnie! To horror, słowo
daję! Na badanie czeka się w poczekalni, w której jest zdecydowanie za mało
miejsca, czekają tam mamy z maluchami do USG, ale i inni pacjenci wymagający
pomocy chirurgicznej - dzieciaki z nogami lub rękami w gipsie etc. Jeśli dwie
lub trzy mamy pojawią się z wózkiem, to już kompletnie miejsca brak. Jest
ciasno i niewygodnie, no i dzieciom też się to nie podoba! Wokół tylko mamy
starające się rozpaczliwie uspokoic swoje maluszki. Atmosfera sięga zenitu,
bo doktor się spóźnia, podczas gdy każdy z rodziców pragnie jak najszybciej
stąd uciec, miec wszystko za sobą! Przychodzi spóźniona lekarka, drzwi od
gabinetu otwiera na oścież i prosi dwie pierwsze osoby o wejście do wnętrza
gabinetu - jest to malutkie pomieszczenie, wąskie i naprawdę kameralne. Kiedy
byłam tam wcześniej, przyjmował pacjentów lekarz - facet, wchodziło się
pojedynczo (mama z dzidziusiem), a drzwi były podczas badania zamknięte. A
dzisiaj? Tłok nie dośc że na korytarzu, to jeszcze w tym maleńkim gabineciku,
i do tego drzwi otwarte na oścież, tak że wszyscy w korytarzu mogą sobie do
woli oglądac to, co dzieje się w środku, i wszystko to, co mówi lekarka. A
lekarka bada jedno dziecko, już drugiego każe szykowac, i z kimś tam jeszcze
rozmawia. Chciałam się spytac, co dokładnie jest Zuzi, jak poważną ma wadę,
słowem - o co dokładnie chodzi! Ale nic z tego - produkcja taśmowa wypisz
wymaluj! Machnęła dzieckiem na jeden boczek, na drugi i już po wszystkim! A
ponieważ Zuzia się rozpłakała, lekarka zapytała: taki rozdarciuch - w domu
też taki??? Nie chciało mi się jej tłumaczyc, że atmosfera tu jest tak
gęsta,że przecież i dzieciom to się musi udzielac. Badanie wykazało, ku
mojemu zdziwieniu, że ten staw, który był "zły", teraz jest "dobry", a ten
wcześniej "dobry" teraz jest "zły". Nie wiem co myślec. Czy to możliwe?
Przecież rozwórka była na obydwu nóżkach - więc czy ta dobra mogła sie
popsuc, nie wiem. W poniedziałek wybieram się do prywatnego gabinetu, żeby
usłyszec opinię innego lekarza. Ale komu ufac? Dodam że na badaniu, które
wspominam tak niemile, byłyśmy w Sosnowcu, w Centrum Pediatrii. Czy ktoś ma
podobne doświadczenia? Ja czułam się dziś naprawdę okropnie.