Prawie 7-mio latek i od dwóch dni kaszle non stop. Kaszle jakby się krztusił,
oskrzela czyste, gardło idealne. Ogólnie choruje sporo w ostatnim roku ale
tego jeszcze nie było

Kaszel nie uspakaja się ani po ataraxie ani po
dipherganie

W weekend miał jelitówkę i bezpośrednio po niej zaczął się cyrk.
Od lekarza nr 1. dostał Klacid ( dla zabezpieczenia czy jak?), lekarz nr 2.
kontynuacja Klacidu + homeo. Pomaga jedynie zimne powietrze. Śpi teraz przy
otwartym oknie. Mówi, że to w gardle coś siedzi ale niby jest czysto. Jest
leczony alergicznie, trzeci migdał też w trakcie leczenia. Z wziewów na razie
tylko Ventolin ale kompletnie tu nie pomaga. Co za cholerstwo i jak mu ulżyć?