wczoraj robilam "analize" zapiskow dietowo-stanoskorowych

i... nic sie
kupy nie trzyma. po wylapaniu ewidentnych alergenow osiagnelismy pewna
poprawe, ale obecne pogorszenia/polepszenia jakby nijak sie do diety
odnosza... tak, tak, ja wiem azs to azs, nawet jak nie ma alergenu
pokarmowego to i tak skora nie jest idealna w tak ciezkim przypadku jak nasz.
no i jeszcze sprawa "obiektywnej oceny stanu skory" - jest niemozliwa, wiec
wymyslilam, ze moze trzeba codziennie o tej samej porze i w tym samym
oswietleniu robic dziecku zdjecie. ja wiem, ze brzmi to idiotycznie, ale w
koncu czego sie spodziewac po matce, ktoa juz przez te alergie calkiem
zidiociala. chyba jednak sie skusze, jak zobacze czy sie sprawdza to dam
znac. a moze ktoras z Mam juz tak robi i podzieli sie doswiadczeniami?