mama_debiutantka 04.05.05, 22:44 ...jak sobie poczytałam o Waszych dietach "chińczykowych". nie boicie się tak eksperymentować na własnych dzieciach? chyba bym się nie zdecydowała na takie "kuracje" Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
setia Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 04.05.05, 22:56 poczytaj ten watek i jemu podobne: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=578&w=22903865 nie sadzisz, ze sa duzo bardziej straszne? Odpowiedz Link Zgłoś
mama_debiutantka Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 05.05.05, 09:11 owszem stosowanie restrykcyjnej diety na wyrost i nierozszeżanie jej jest straszne i nie wiem, czemu by to miało służyć Odpowiedz Link Zgłoś
izado Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 04.05.05, 23:06 Nie wiem jak reszta "Wy", ale ja nie boję się dawać dziecku tego co mu służy i w pełni zaspokaja jego zapotrzebowania żwywieniowe. Za to zdecydowanie boję się Zyrtcu, Elidelu, sterydów i alergologów - na szczęście mamy te cudowności już za sobą. Kilka dni temu właśnie odstawiłam mojemu dziecku ostatnią kroplę Zyrtcu. Hura! Iza. Odpowiedz Link Zgłoś
kerstink Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 05.05.05, 07:49 Mysle jak izado, choc dzieci moje niestety nie lubia rosolku ... Natomiast przeraza mnie problem zywienia dziecka w przedszkolu, szkole itd. - choc to wszystko zgodnie z jakimis normami. Przerazaja mnie zwyczaje zywieniowe ogolnie. K. Odpowiedz Link Zgłoś
kado1 Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 05.05.05, 08:11 A czego tu się bać? Rosołu i żółtka?? Nie wiedziałam ,że to takie straszne.... Jak widzę co jedzą inne dzieci to dopiero mnie to przeraża... Odpowiedz Link Zgłoś
mama_debiutantka Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 05.05.05, 09:14 wiesz, skoro dziecko jest chore, to jednak leczyłabym je u lekarza, nie u znachora. i to, co jedzą inne dzieci nie ma tu nic do rzeczy - może nie są uczulone. zastanawia mnie takie "rozdwojenie jaźni": z jednej strony ze świeca szukać dziecka nieuczulonego na cokolwiek, z drugiej - odczulanie na własną rękę... Odpowiedz Link Zgłoś
kerstink Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 05.05.05, 09:32 Pozyjesz, zobaczysz i moze kiedys bedziesz pamietala o naszych uwagach. Gdy moje dzieci byly male dla mnie sprawa rowniez byla prosta jak teraz dla ciebie: lekarz wyleczy, jakis lek sie znajdzie, i wierzylam w to, ze umieja. Niestety sprawy nie sa takie proste, medycyna jest w niektorych sprawach ograniczona. Na dodatek lekarzy troche zapomnieli o starych metodach (nie ucza sie ich na studiach), ktore przeciez sa zrodlem lecznictwa. K. Odpowiedz Link Zgłoś
anetanie Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 05.05.05, 09:42 Mam takie pytanie, jakiś czas temu kiedy czekaliśmy na wizytę u alergolaga i pani w rejestracji udzieliła błędnych informacji, że trzeba odstawić leki na 2 tygodnie przed wizytą, w naszym przypadku to było nie potrzebne dlatego że mała ma dopiero 12 miesięcy, jednak postąpiliśmy zgodnie z zaleceniami i mała przez 2 tygodnie żadnych leków nie dostawała, efekt był taki że jej się nie pogorszyło a nawet w mojej ocenie poprawiło. Wobec tego czy mogę odstawić leki nie przynosząc jednocześnie szkody, dodam że te leki to było: Ketotifen i Zyrtec Odpowiedz Link Zgłoś
izado Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 05.05.05, 14:16 Z odstawianiem Zyrtcu ostrożnie. MOje dziecko dostawało Zyrtec zgodnie z zaleceniam "nieszamańskiego" pediatry i alergologa. Również zgodnie z ich zaleceniem po 6 tgodniach Zyrtcu odstawiłam go z dnia na dzień. Przez około 2 tygodnie nic się nie działo, po czym nagle bez związku z czymkolwiek wszystko zaczęło sie na nowo. Nie z takim natężeniem jak wcześniej, zmiany były łagodne, bo mała jadła juz wtedy to co zalecił Chińczyk, ale jednak coś się działo. Dopiero "znachoro-szaman" Chińczyk powiedział mi, że Zyrtec mam odstawiać stopniowo, nie więcej niż kroplę na tydzień, bo organizm po 6 tygodniach juz się do niego przyzwyczaił i po dostawineiu ma "szok w systemie". Tak właśnie zrobiłam za drugim razem - odstawienie 6 kropli Zyrtcu zajęło mi około 2 miesięcy. Iza. Odpowiedz Link Zgłoś
aagas78 Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 05.05.05, 09:46 Witam, Przede wszystkim radzilaby Tobie przeczytania calego watka o tluszczach, Chinczykach. Jest tam wytlumaczony proces udzialu tluszczy w przemianch zachodzacych w naszym org. To nie jest zadne znachorstwo tylko zasady biochemii. Mozesz tez sobie znalezc ksiazki, ktore tlumacza te procesy. Sa tam podane zrodla literatury. A tak na marginesie, o ile mnie pamiec nie myli to Chinczyk nie jest znachorem i nie pala sie czarna magia. Agnieszka Odpowiedz Link Zgłoś
monaluiza Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 05.05.05, 10:04 aagas78 napisała: > Witam, > Przede wszystkim radzilaby Tobie przeczytania calego watka o tluszczach, > Chinczykach. Jest tam wytlumaczony proces udzialu tluszczy w przemianch > zachodzacych w naszym org. To nie jest zadne znachorstwo tylko zasady > biochemii. Mozesz tez sobie znalezc ksiazki, ktore tlumacza te procesy. Sa tam > podane zrodla literatury. A tak na marginesie, o ile mnie pamiec nie myli to > Chinczyk nie jest znachorem i nie pala sie czarna magia. Agnieszko, świetnie to ujęłaś !! "mama_debiutantka" wygląda na prawdziwa debiutantke, ale.. kto pyta nie błądzi! ) Problemem jet tutaj kolokwialne używanie zwrotu "dieta chińczyka", bo to w tych mamach, które nie zadały sobie trudu poczytania wątków o tłuszczu i o samej "diecie chińczyka" niepotrzebnie wywołuje skojarzenia jakiegoś znachorstwa, hokus pokus, czary mary, voodoo itd... Gdyby ten wątek opisywał efekty terapii stosowanej przez jakiegos polskiego alergologa okrzyknięto by takiego lekarza zbawcą !! a tak... znachor, bo.. Chińczyk. Liczą się jednak efekty, a te on ma rewelacyjne w porównaniu z alergologami, specjalistami itd... które forumowe mamy tutaj opisują. Mona Odpowiedz Link Zgłoś
mama_debiutantka Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 06.05.05, 12:06 nie chodzi o to, że chińczyk nie jest polakiem raczej o moją małą wiarę w stosunku do metod niekonwencjonalnych. i o kompletny brak wiary w diety tłuszczowe (również atkinsona, kwaśniewskiego itp.) Odpowiedz Link Zgłoś
monaluiza Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 06.05.05, 13:03 mama_debiutantka napisała: > nie chodzi o to, że chińczyk nie jest polakiem raczej o moją małą wiarę w > stosunku do metod niekonwencjonalnych. To co stosuje Chińczyk, lekarz medycyny, jest jak najbardziej konwencjonalne Całkowicie zgodne z biochemią i fizjologią człowieka. > i o kompletny brak wiary w diety Od dłuższego czasu tłumaczy Ci sie tutaj,ze to wcale nie jest kwestia wiary, ale dobrej znajomości zagadnień, o których wspominam powyżej. Podejście typu : "brak mi wiary w coś tam..." jest oparte na emocjach, odczuciach, intuicji itd. Mona Odpowiedz Link Zgłoś
kado1 Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 05.05.05, 11:25 W·łasnie świetnie, jak dziecko jest chore to się je leczy u lekarza ...i jest coraz bardziej chore, więc lekarz ma co robić...poza tym lekarze nie leczą! owszem przepisuja leki, ale przecież dziecko nie zdrowieje, to jest taki stan trwania w chorobie... A jakbyś dokładniej przeczytała to Chińczyk jest lekarzem, więc leczymy dzieci u lekarza jak najbardziej Odpowiedz Link Zgłoś
mama_debiutantka Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 05.05.05, 12:21 moje drogie. nie czepiam się, nie pouczam - tylko pytam. sama raczej nie spróbuję, bo na szczęście nie ma takiej potrzeby. u nas w rodzinie alergii niet. zdaję sobie sprawę z tego, że to wielkie szczęście. domyślam się, że chcecie dla swoich dzieci jak najlepiej. jednak trudno mi zrozumieć kurowanie dziecka u "szamana", zwłaszcza jeśli się tego pana nawet na oczy nie widziało a całą wiedzę czerpie się tylko z przekazów forumowych. nie da się ukryć, że podziwiam odwagę, hart ducha i desperację (?) mam. osobiście jednak wolałabym zmienić lekarza, chociaż naturalnie nie jest to rada tylko własny pogląd. mimo braku uczuleń będę tu, jeśli pozwolicie, wpadać i pytać, bo sam temat wydaje mi się interesujący. zdrowia dzieciaczkom życzę Odpowiedz Link Zgłoś
monaluiza Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 05.05.05, 12:52 mama_debiutantka napisała: >jednak trudno mi zrozumieć kurowanie dziecka u "szamana", Kogo masz na myśli ? Mona Odpowiedz Link Zgłoś
izado Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 05.05.05, 14:09 Ja nie leczę ani u znachora, ani u szamana tylko właśnie u lekarza. Nie wiem jak Twój, ale ten mój jest skuteczny. Iza. Odpowiedz Link Zgłoś
bajonek szaman? a nawet gdyby to co złego? 05.05.05, 13:07 Ja niestety nie wierze już w alergologów a odwiedziłam ich już paru, niektórzy twierdzą że leki typu zyrtec, ketotifen to dawanie ,,sztuka dla sztuki'', czyli nic nie robią, i nam nie pomogły. Leczymy się homeopatycznie i wybieramy się w przyszłym tygodniu do ,,chińczyka'' z W-wy i z tego co wiem ma On zarejestrowaną klinikę i nie jest szamanem. A ,,tylko'' posiada wiedzę z medycyny chińskiej. To że do Niego jedziemy to to że nie mam zamiaru eksperymentować na dziecku ale Jego metody wydają mi się mimo że nie posiadam wiedzy specjalistycznej, bardzo logiczne. Masz szczęście mamo-debiutantko że nie masz dziecka alergicznego bo ciekawe co wtedy byś robiła może wtedy skorzystałabyś z prawdziwych znachorów? ;.) i fakt nie czytałas wszystko na temat tłuszczów. Ja zrobiłam wczoraj masło klarowane -dzięki izado. Trzeba robić wszystko aby wyleczyć Nasze dzieci. Pozdrawiam I czy to co dają konwencjonalni lekarze to nie eksperymentowanie? a to taki lek przeciwhistaminowy, a to taki steryd. Ja stosowałam przez krótki czas elokom i po nim nie mogłam przez jakiś czas dojść do ładu ze skórą mojego dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
julamimi Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 05.05.05, 13:15 mamo-debiutantko, czytuje Twoje posty na roznych forach i czasem nawet mi sie podobaja, bo sa zdroworozsadkowe ale mam takie wrazenie, ze lubisz siac zamet... chcesz poczytac, wydaje Ci sie to ciekawe - prosze bardzo, ale chyba nie warto atakowac dla samego ataku, zwlaszcza, ze w temacie jednak nie siedzisz (czego Ci dalej zycze) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
mama_debiutantka Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 06.05.05, 12:03 > mamo-debiutantko, czytuje Twoje posty na roznych forach i czasem nawet mi sie > podobaja, bo sa zdroworozsadkowe dzięki za miłe słowa i jakoś ten mój "zdrowy rozsądek" zabrania mi wierzyć w medycynę niekonwencjonalną. jakkolwiek nie przeszkadza mi czyjaś wiara i jeśli tylko komuś chińczyk pomoże - to tylko się cieszyć > ale mam takie wrazenie, ze lubisz siac zamet... chcesz poczytac, wydaje Ci > sie to ciekawe - prosze bardzo, na szczęście się mylisz czasem mam inne zdanie niż większość, ale nie nazwałabym tego sianiem zamętu. przynajmniej nie jest to moją intencją. dlatego właśnie założyłam osobny wątek, żeby nie zaśmiecać "chińczykowej diety" moimi wtrętami. > ale chyba nie warto atakowac dla samego ataku toteż nie atakuję, tylko pytam. uzyskałam kilka odpowiedzi i przyjmuję je do wiadomości - nie mam zamiaru dyskutować z silną wiarą. rozumiem, że Mamy przekonane są co słuszności swojej decyzji i że dobrze sprawdziły o co chodzi, zanim w to "weszły". w takim razie pozostaje mi tylko trzymać kciuki > zwlaszcza, ze w temacie jednak nie siedzisz (czego Ci dalej zycze) i dlatego właśnie pytam bo odniosłam wrażenie, że chińczyk ma być cudotwórcą, a słyszałam, że alergii nie da się wyleczyć - zahamować, złagodzić tak. ale może się mylę > pozdrawiam ja również Odpowiedz Link Zgłoś
mama_debiutantka drogie mamy 06.05.05, 12:09 dziękuję za odpowiedzi. nie przekonałyście mnie do końca, ale po lekturze Waszych postów wierzę, że solidnie sprawdziłyście "co i jak". powiedzcie mi jeszcze, proszę, czy ta dieta ma leczyć z alergii, czy "tylko" łagodzić/zmniejszać objawy? te, które poczuły się zaatakowane, przepraszam. tym, które zechciały mi co nieco wyjaśnić - dziękuję Odpowiedz Link Zgłoś
izado Re: drogie mamy 06.05.05, 12:57 Mamo_debiutantko, to co napisałam kilka miesięcy temu o zaleceniach chińskiego lekarza dla mojego alergicznego dziecka od początku i nieustannie rodzi niezdrowe emocje i wśrod nich często gubi się meritum całej sprawy. Nie wiem czy czytałas watek, od którego to się zaczęło. Może nie i może dlatego traktujesz sposób leczenia tego chińskiego lekarza jak coś "niekownencjonalnego" w sensie "magicznego", "znachorskiego". Ten człowiek jest lekarzem, studiował medycynę tyle, ze w Chinach, a nie w Polsce, Europie czy Stanach. Uczył się z podobnych książek do tych, których ja używałam w czasie studiów i których używają w czasie studiów nasi lekarze. Tyle wyjaśnień o samym doktorze Zhu Hua Bao. Co do jego zaleceń i kwestii alergii. Wątpisz czy on jest "cudotwórcą" skoro powszechnie wiadomo, że alergia jest niewyleczalna. Przy podejściu alergologów i innych lekarzy konwencjonalych wyleczalna być nie może. Podejście tego chińskiego lekarza i alergologów różni się zasadniczo. Dla alergologów dobrym wyjściem w sytuacji, w której dziecko reaguje na pokramy czy inne czynniki jest eliminacja tych pokarmów i czynników. Doktor Zhu Hua Bao mówi jak i co dziecko powinno jeść, żeby mogło jeść i zmierzyć się z tym co potencjalnie wywołuje u niego reakcje alergiczną, ale już bez tej reakcji. Mówi rowneiż jak jeść w trakie ciązy i karmienia piersią, żeby dziecko nie zachorowalo na alergie. Jeżeli ktoś nei chce nazywć tego wyleczeniem, nie musi. Tak czy inaczej efekt spsobu podejścia doktora Zhu Hua Bao jest zasadniczo różny od efektu działań alegologów. Co do tego co to jest to coś co należy jeść. W tym temacie powstaje na tym forum wiele przekłamań. Co złośliwsi wygłaszają bzdurne teorie, że zgodnie z zaleceniami Chińczyka karmię swoje dziecko wyłącznie tłuszczem, rosołem z żółtkiem itd. To nieprawda. Często już tego nie prostuje, bo nie mam ani czasu, ani siły. Napiszę jednak jeszcze raz, specjalnie dla Ciebie Podstawą diety mojego rocznego dziecka nadal jest "mleko", niestety w postaci hydrolizatu nad czym ubolewam (w tym raz z niewielkiem dodatkeim kleiku kukurydzianego). Oprócz tego moje dziecko ma jeden posiłek z tłustego rosołu z żóltkiem i jeden z warzyw z mięsem oraz z tłuszczem (ilość dodawanego tłuszczu odpowiada normom zalecanym przez pediatrów tj. 1 łyżeczka na 100g). To czego mojemu dziecku nie podaję i nie zamierzam podawać to słodycze, cukier, chrupki itp. słodkie owoce, soki owocowe, henrabtki granulowane, budynie, kiesielki itp., duża ilość kleików, pieczywa, kasz itp. Innymi słowy dieta mojego dziecka jest i będzie pozbawiona cukrów prostych oraz nie będzie bogata w węglowodany. Tyle moich wyjaśnień. Podaję Ci jeszcze link (jesli masz ochotę poczytać) do wątku, w którym podawałam publiakcje naukowe dotyczące roli tłuszczów zwierzęcych w leczeniu i zapobieganiu alergii. Są oczywiście również takie publikacje, w których mowa o czymś odwrotnym - tzn. tłuszcze zwierzęce są przyczyna wszelkiego zla, w tym alergii, a tłuszcze roślinne to jest to. Taki front przyjęli zresztą równiez w większości pediatrzy i aergolodzy. Pozostaje tylko zastanawiać się dlaczego lekarze każą zwłaszcza dziecom alergicznym podawac olej rzepakowy i oliwę z oliwek zamiast smalcu i łoju, skoro jak twierdzą tu niektórzy to, że tłuszcze zwierzęce są wazne jest takie oczywiste. Ale o już inna historia i inna bezsensowna "przepychanka" na tym forum. Oto link: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=578&w=21668486&v=2&s=0 Iza. Odpowiedz Link Zgłoś
setia Re: drogie mamy 06.05.05, 13:39 Izo, nigdzie nie napisalas tego wprost, ale czy nie mozna by sie pokusic o stwierdzenie, ze to wlasnie obecny model zywienia, w ktorym nakazuje sie spozywanie jedynie tluszczy roslinnych, a w ogole to tluszczy jak najmniej, moze byc przyczyna tak duzego zwiekszenia sie liczby alergii w ostatnich latach? Odpowiedz Link Zgłoś
izado Re: drogie mamy 06.05.05, 14:03 Kasiu, jest dokładnie tak jak piszesz. I to nie ja jestem taka madrą tylko autorzy cytowanych przeze mnie publikacji wyciagają takie własnie wnioski. Jakoś tak naiwnie założyłam, że zainteresowani to sami przeczytają (w szzegolności co to krytykują , ale może to gdzieś po prostu umknęło. Wklejam jeszcz raz fragmemty tłumaczenia przykładowych prac i linki do nich. Iza. Eur Respir J, 1997; 10: 6–12 erj.ersjournals.com/cgi/reprint/10/1/6? maxtoshow=&HITS=10&hits=10&RESULTFORMAT=1&andorexacttitle=and&titleabstract=alle rgic+fat&andorexacttitleabs=and&andorexactfulltext=and&searchid=1107866378689_12 51&stored_search=&FIRSTINDEX=0&sortspec=relevance&tdate=2/28/2005&journalcode=er j "W ciągu ostatnich 20 lat zaobserowano zwiększoną zachorowalnośc na astmę, egzemę i choroby alergiczne w krajach rozwiniętych. Wzrostowi temu towarzyszy spadek konsumpcji nasyconych kwasów tłuszczowych i wzrost ilości wielonienasyconcyh tłuszczów w diecie. Nastapiło to wyniku redukcji spożycia tłuszczów roślinnych i wzrostu spożycia margaryny i olejów roślinnych, zawierających wielonienasycone kwasy tłuszczowe (tzw. PUFA) omega 6, takie jak kwas linolowy. Ponadto, zmniejszyła sie konsupmcja oleju rybnego zawierającego PUFA omega 3, takie jak kwas ikozapentaenowy. W wielu krajach, klasy społeczne i regiony wykazują zróznicowanie w zachorowalności na choroby alergiczne. Zróżnicowanie to jest związane z zróżnicowaniem w spożyciu PUFA. Kwas linolowy jest prekursorem kwasu arachidonowego, ktory z kolei ulega konwersji do prostaglandyny E2 (PE2), podczas gdy kwas ikozapentaenowy hamuje powstawanie PE2. PE2 wpływa na limfocyty T, powodując redukcję interferonu, który z kolei wpływa na tworzenie się ineterleukiny4, a to może prowadzić do uwrażliwienia na alergeny, ponieważ interleukina 4 bierze udział w tworzeniu się IgE, podczas gdy ineterferon wywiera efekt odwrotny (...)." ************* Allergy Volume 56 Issue 5 Page 425 - May 2001 www.blackwell-synergy.com/links/doi/10.1034/j.1398-9995.2001.056005425.x/full/ "(..) Nasza obserwacja, że dzieci z atopią zjadaja więcej margaryny i mniej masła niż dzieci bez atopii potwierdza sugestie, iz dieta odgrywa ważną rolę w rozwoju chorób atopowych u dzieci. Udział w zachodniej diecie margaryny, która jest bogata w wielonienasycone kwasy tłuszcowe omega 6, wzrósł w ciągu ostatnich 20 lat. Zmiany w diecie, które w tym czasie zaszły związane są z faworyzowaniem wnienasyconych kwasów tłuszczowych i unikaniem nabiału ze względu na profilaktykę chorób ukłądu krążenie. Zjawisko to towarzyszy wzrostowi podatności na choroby atopowe. (...) (...) Wyniki naszych badań wskazują, że to, jakie tłuszcze sa obecne w diecie, odgrywa ważną rolę w rozwoju chorób atopowych u dzieci. (...) Odpowiedz Link Zgłoś
kerstink Re: drogie mamy 06.05.05, 15:41 Pytalabym raczej: 'Czy moze byc jedna z przyczyn ?' Nie zapominajmy jednak o tych innych przyczynach w postaci zanieczyszczenia, tryb zycia (stres), zywnosc przetworzona ... K. Odpowiedz Link Zgłoś
dagu75 Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 06.05.05, 13:49 generalnie wydaje mi sie, że problemem nie jest 'Chińczyk". tylko fakt, że nie masz dziecka alergicznego. Zrozumiałabyś ignorancję, niedouczenie i niestety częste chamstwo lekarzy alergologów.Ci, z którymi ja sie spotkałam tłumaczyli na zasadzie " nie wolno dawać, bo nie" albo " co ja pani bedę tłumaczyc różnice w testach, ważne, że te są skuteczniejsze". Dzięki dziewczynom z forum dowiedziałam sie całej masy rzeczy. Pomijając fakt, że skoro lekarze niepomagają, szukamy innych metod, medycyna,podkreślam, że jest to MEDYCYA Chińska znana jest od wieków i pomaga ludziom. Zauważ, że występuje teraz odwrót a właściwie powrót do ludowych sposobów leczenia. Z własnego doświadczenia - leczę dziecko a właściwie wspomagam leczenie tłuszczem borsuka, który jest niezastapiony przy infekcjach, szczególnie płucnych.Widzę jak to działa i mam porównanie do antybiotyku, który pustoszy organizm. A to, ze uogólniamy pisząc "dieta Chińczyka" wynika z tego, że wiemy o co chodzi. Pozdrawiam i życzę uniknięcia alergii, bo w końcu też pewnie zaczęłabyś "eksperymentować". Dagmara Odpowiedz Link Zgłoś
kerstink Re: nie powiem, wystraszyłyście mnie... 06.05.05, 16:53 Jakis czas temu kupilam sobie taka bardzo ciekawa ksiazke pt. 'Medycynanaturalna' wydana przez National Geographic. Jest to w zasadzie krotki zarys historii ziololecznictwa. Autor m.i. wglebia sie w problem, dlaczego tak malo ziol jest wykorzystanych w nowoczesnych lekach, choc przeciez wiadomo, ze istnieja ziola skutecznie walczace nawet nowotwory. Po pierwsze przytoczy fakt, ze w sredniowieczu 'lekarzy' (o ile mozna ich tak nazwac) nie dostrzegali ziol, i tych rodzimych, i tych z 'nowej ziemi' czyli np. obie Ameryki. Wynikalo to pewnie z niewiedzy, ale rowniez z pewnej arogancji w stosunku do tubylcow. Pozniej jednak dostrzegano ziola. Ale i wszystkie klopoty z nimi zwiazane: * trzeba wiedziec, kiedy rosliny zawieraja najwieksze stezenie aktywnych zwiazkow, ktore zwalczaja chorobe (bywa to okreslona pora dnia, roku, stan rosliny suszone czy nie), * w ziolach dziala caly kompleks aktywnych zwiazkow - to jest trudne do zbadania, juz jeden aktywny zwiazek trudno zbadac * koszty uprawy ziol * czesto nie mozna wytworzyc lekow na masowa skale - w klinikach w Indiach, Chinach przygotowuje sie chorym obok syntetycznych lekow rowniez ziola dopasowane dokladnie do ich potrzeb, czesto jednak nie mozna z nich zrobic lekow w postaci tabletek (albo na razie nikt nie umie), jednak dopiero tabletki obnizaja koszty, bo moga byc produkowane bardziej wydajnie * sprawa patentu: firmy chca miec patent na lek, no ale jak dostac patent, jesli ziola wywodza sie z przekazan danej kultury ? Gdy badaczy zaczynaja sie interesowac dzialaniem ziol na masowa skale ludzie/tubylcy zajmujacy sie ziololecznictwem niechetnie przekazuja swojej wiedzy, to chyba zrozumiale. Z tego wynika, ze latwiejsze w uzyciu sa syntetyczne leki z jednym aktywnym zwiazkiem (byc moze wywodzacym sie z roslin, majace byc moze lepsze lub gorsze dzialanie). Latwiej zbadac i opatentowac tez mikroorganizmy. No i to jest ten etap, na ktorym my sie znajdujemy: medycyna zachodnia (bo tak nalezy jednak rozrozniac od medycyny chinskiej, ajurvedy itd.) historycznie bardziej polega na lekach produkowanych na skale masowa. Plusem jest, ze wiekszosc ludzi moze z nich skorzystac, bo maja stosunkowo niskie ceny. Minusem jest, ze nie moga juz byc tak indywidualnie dopasowane. Jesli chodzi o skutki uboczne, to nie ludzmy sie, ziola je maja rowniez. To my, zyjac w tej czesci ziemi, mamy chyba skrzywiony obraz, jaka powinna byc ta medycyna. Jestesmy bardzo przyzwyczajeni do metod medycyny zachodniej, tabletki i masci (syntetyczne) wydaja nam sie byc norma, oczekujemy wlasnie to. Ale to jest tylko jedno odgalezienie medycyny na swiecie. Boimy sie tego innego, bo nie znamy. A tak naprawde szkoda, ze nasi lekarzy nie skorzystaja z tradycyjnych metod jednoczesnie. Albo jest to za trudne, albo nie sa swiadomi tego, co traca. K. Odpowiedz Link Zgłoś
mama_debiutantka dzięki raz jeszcze 10.05.05, 01:11 bardzo ciekawe te informacje, które mi tu wkleiłyście a czy ta dieta nie ma aby skutków ubocznych zbliżonych do skutków diety atkinsa (np. stłuszczenie wątroby)? Odpowiedz Link Zgłoś
izado Re: dzięki raz jeszcze 10.05.05, 10:16 Dieta Atkinsa różni się zasadniczo od diety zalecanej prze dr Zhu Hua Bao. Dieta Atkinsa zakłada jeszcze niższe poziomy weglowodanów, maksymalnie 20g dziennie - to zdecydowanie zbyt mało, by organizm maógł normalnie funkcjonować. Drugi problem tej diety to zbyt duża ilośc białka, która równiez prowadzi do problemów zdrowotnych. Dieta Atkinsa ma jednak bardzo dobre zastosowanie w leczeniu epilepsji u dzieci, oczywiście pod ścisłą kontrolą lekarza i przy ciągłym monitorowaniu co się dzieje w organizmie. Stłuszczenie watroby jest określeniem anatomopatologicznym wskazującym na obecność nacieczenia czy też zwyrodnienia tłuszczowego watroby. Wymienia się nastepujące przyczyny stłuszczenia wątroby: przekarmienie, niedożywienie, zatrucie egzogenne (np. alkohol, niektóre leki), zatrucie endogenne (np. endotoksyny bakteryjne) i uwarunkowania genetyczne. Źrodło: "Nauka o chorobach wewnętrznych" Witold Orłowski, tom VI, str. 328. Iza. Odpowiedz Link Zgłoś