chyba jak babcie kocham pojde z tym gdzies do jakiegos zwiazku konsumentow
albo cos

kupilam Jeremiemu ciasteczka - patrze na sklad, no trudno, jest
lecytyna sojowa, jest wanilia, a nawet naturalny aromat, moze go nie uczuli,
w sumie nie powinno. ale cos mnie tknelo i oderwalam naklejke z polskim
tekstem naklejana przez dystrybutora, a tam, jak wol, po angielsku stoi

ze
moze zawierac sladowe ilosci orzechow, jaj i mleka!!! czy kretyni
z "dystrybutorni" nie zdaja sobie sprawy z tego, ze takie ciasteczko bardzo
uczulone dziecko moze nawet zabic!? przeciez nawet tu na forum, o ile dobrze
kojarze jest jakas matka, ktorej dziecko dostaje wstrzasu nawet po sladowej
ilosci mleka! laski, trzymajcie mnie, bo zaraz pojade do prokuratury!