hiro
15.05.03, 19:29
Prawie połowa gospodarstw domowych przewiduje pogorszenie swoich warunków
materialnych w ciągu najbliższych trzech lat. Wyniki badania statusu
materialnego polskich rodzin wykazały znaczne zróżnicowanie naszego
społeczeństwa pod względem osiąganych dochodów. Z przeprowadzonych przez
Główny Urząd Statystyczny analiz wynika też, iż trudniejszą sytuację mają
mieszańcy wsi niż miast. Rodziny miejskie dysponują o około 40 proc.
większymi dochodami niż gospodarstwa wiejskie.
Blisko 12 proc. gospodarstw domowych oceniało w połowie 2002 r. swoją
sytuację materialną jako dobrą i bardzo dobrą, mniej więcej połowa - jako
średnią, a 35 proc. jako złą lub bardzo złą.
Badanie przeprowadzone zostało przez Główny Urząd Statystyczny w połowie
ubiegłego roku na reprezentacyjnej grupie 3241 gospodarstw domowych z terenu
całej Polski. - Z tego badania wyłania się obraz społeczeństwa bardzo
zróżnicowanego pod względem osiąganych dochodów - twierdzi Wiesław
Łagodziński, rzecznik prasowy GUS. Zwraca on uwagę na istotną różnicę
dochodów pomiędzy mieszkańcami wsi i miast. Rodziny zamieszkujące miasta
dysponowały bowiem o około 40 proc. większymi dochodami niż gospodarstwa
wiejskie.
W raporcie GUS czytamy m.in., iż z roku na rok maleje optymizm Polaków co do
możliwości poprawy poziomu życia w perspektywie najbliższych 2-3 lat. W
połowie 2002 r. na poprawę liczyło ok. 12 proc. gospodarstw (w 1998 r. - 17,9
proc.). Pogorszenie sytuacji przewidywała jednak niemal połowa gospodarstw
domowych (dokładnie 47,6 proc., podczas gdy w 1998 r. - 42,1 proc.). Znacznie
gorzej swoje perspektywy oceniali mieszkańcy wsi niż miast. Oceny te mają
swoje uzasadnienie w sytuacji panującej na rynku pracy. Można również
stwierdzić, iż im wyższe posiadane kwalifikacje lub większe miasto
zamieszkania, tym ta ocena jest korzystniejsza. Stosunkowo najwyższe dochody
uzyskiwały gospodarstwa utrzymujące się z pracy na własny rachunek (128 proc.
średniej krajowej). Najgorzej powodziło się natomiast tym, których dochody
pochodziły ze źródeł niezarobkowych (np. z zasiłków dla bezrobotnych oraz
różnych świadczeń społecznych) oraz rolnikom. Ich dochody stanowiły
odpowiednio 62 i 67 proc. średniej krajowej.
Znaczna część gospodarstw domowych korzysta z tzw. pozarynkowych sposobów
zaopatrzenia w produkty konsumpcyjne, związanych z konsumpcją dóbr i usług
wytworzonych w gospodarstwach domowych. Autorzy raportu zwracają uwagę na
duże samozaopatrzenie w żywność, zwłaszcza w gospodarstwach związanych z
rolnictwem. Z żywności pochodzącej z własnych działek i gospodarstw
korzystała w połowie ubiegłego roku ponad jedna trzecia gospodarstw domowych.
Dla niespełna 50 proc. z nich żywność ta pokrywała przynajmniej połowę ich
zapotrzebowania. Dla gospodarstw o niskich dochodach samozaopatrzenie jest
praktycznie jedynym sposobem na przetrwanie.
Niewiele ponad jedna piąta gospodarstw domowych w Polsce posiadała w ubiegłym
roku jakiekolwiek oszczędności. W poprzednich dwóch latach odsetek ten był
większy i sięgał 25 proc. Oszczędności w aż 54 proc. gospodarstw nie
przekraczały jednak ich trzymiesięcznych dochodów. Bieżące dochody pozwalały
jednak na oszczędności jedynie ok. 11 proc. gospodarstw. Ponad połowa nie
była jednak w stanie zaoszczędzić nawet niewielkiej kwoty pieniędzy.
Blisko 31 proc. gospodarstw ma długi. Pożyczki i kredyty zaciągano
najczęściej na pokrycie bieżących potrzeb, tj. zakupu żywności, odzieży i
obuwia oraz w celu pokrycia stałych opłat mieszkaniowych. Spłata zobowiązań
wiązała się jednak dla zdecydowanej większości z istotnymi trudnościami.
Niespełna 60 proc. spłacających pożyczki i kredyty miała w związku z tym
stałe problemy w regulowaniu bieżących wydatków, a ponad jedna czwarta takie
trudności przeżywała od czasu do czasu.
Trudności materialne najbiedniejszych przyczyniły się do konieczności
skorzystania przez nich z zewnętrznej pomocy tak pieniężnej, jak i rzeczowej.
Mimo że większej pomocy oczekiwały gospodarstwa domowe zamieszkujące na wsi,
to jednak częściej trafiała ona do miast.
Trudna sytuacja finansowa gospodarstw domowych sprawia, iż niespełna połowy z
nich nie stać na zjedzenie co drugi dzień posiłku, w skład którego
wchodziłoby mięso, drób czy ryba, a ponad dwie trzecie nie mogło sobie
pozwolić na kupno nowej odzieży. Prawie połowa z nich nie mogła sobie również
pozwolić na zaproszenie raz w miesiącu rodziny czy przyjaciół na skromny
posiłek czy wyjazd turystyczny. Z raportu wynika, iż swoje potrzeby
konsumpcyjne, towarzyskie i wypoczynkowe najczęściej były zmuszone ograniczać
rodziny utrzymujące się ze źródeł niezarobkowych oraz renciści.
Trudna sytuacja gospodarstw domowych odbiła się również na dbałości o
zdrowie. Względy finansowe przyczyniły się do rezygnacji z wizyty u lekarza w
przypadku domowników w ok. 20 proc. gospodarstw. Blisko 30 proc. zrezygnowało
natomiast z badań specjalistycznych i zabiegów rehabilitacyjnych. Podobnego
odsetka rodzin nie było także stać na zrealizowanie przepisanych recept i
wykupienie zalecanych lekarstw. Jedną z grup osób, która najczęściej
rezygnowała ze względów finansowych z wykupu leków i korzystania z usług
medycznych, byli ci, którzy tego najbardziej potrzebują, czyli emeryci i
renciści.
Coraz więcej gospodarstw domowych w stosunku do lat poprzednich ma zaległości
w regulowaniu opłat mieszkaniowych (za wodę, wywóz nieczystości i czynszu).
Według GUS, nie jest to na razie dramatyczny problem, jednak wyraźnie zaczyna
się już rysować. Spośród tych, którzy zobowiązani byli dokonywać takich
opłat, posiadanie zaległości zadeklarowało ponad 10 proc. gospodarstw. W
większości przypadków zaległości w opłatach mieszkaniowych i za energię
elektryczną sięgały trzech miesięcy.
Jako przyczynę niekorzystnej sytuacji materialnej najczęściej wskazywano zbyt
niskie płace (oraz emerytury i renty), wysokie koszty utrzymania mieszkania
oraz brak pracy. Obserwacja wyników takich badań z poprzednich lat pozwala na
wskazanie pewnej wyraźnie rysującej się tendencji w zakresie osiąganych
dochodów. - Wyraźnie widać, że następujące wewnętrzne zróżnicowanie
społeczeństwa bardzo powoli się zwiększa - twierdzi rzecznik GUS. Jego
zdaniem, jest to jednak bardzo trudno akceptowalne społecznie.