Dodaj do ulubionych

nieprzepracowamy problem niepłodności

23.08.05, 10:11
Gdzieś na forum przeczytałam, że może to być przyczyną przyszłych problemów w
rodzinie adopcyjnej. Czy wiecie może coś na ten temat? Wiadomo,
że "wszystkiego nie przeczytam na forum" ale chciałąbym wiedzieć mniej
więcej, na co zwrócić uwagę.

Niedawno zaczęliśmy zastanawiać się z mężem nad adopcją i jestem jeszcze
pełna znaków zapytania. Głównie to zastanawiam się "czy się
nadaję/nadajemy"... stąd moje zapytanie.
Obserwuj wątek
    • kasiapfk Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 23.08.05, 16:50
      To "nieprzepracowanie" może różnie wyglkądać w różnych rodzinach. Każdy z nas
      jest inny i u każdego ten problem wyglądać może inaczej. Najogólniej, zdaje się
      chodzi o "niepogodzenie" się z własną niepłodnoscią. To niebezpieczeństwo,ze
      gdy cudem (a takie jak najbardziej są smile ) pojawi się dziecko biologiczne
      będzie ono "lepiej traktowane, kochane" niż dziecko adopcyjne. To też się
      niestety zdarza.
      Na różnych forach pisały o tym, co odważniejsze osoby i chwałą im za to, że sa
      pokazywane nie tylko różowe strony adopcji.
    • agnieszka_gk Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 24.08.05, 09:48
      Ja jak sądze mam "przepracowany" problem niepłodności, ale czytając innych
      wydaje mi się, że mogą być jeszcze takie niebezpieczeństwa (oprócz tego
      opisanego przez kasię powyżej):
      - gdy dziecko zacznie sprawiać rózne problemy, możemy zacząc to tłumaczyć, że
      nasze biologiczne na pewno byłoby inne (np. zdolniejsze, albo zdrowsze, albo
      spokojniejsze, albo...albo itd).
      - będziemy nadwrażliwi i reagować agresywnie, gdy inni będą komentować naszą
      adopcję lub, nie wiedząc, że adoptowaliśmy, zadadzą zupełnie niewinne pytania w
      stylu "jak długo pani karmiła piersią", "w którym szpitalu rodziłaś" itp.

      Wiem też, że dla niektórych kobiet clue macierzyństwa to ciąża i karmienie
      piersią, i niestety nie mogą pogodzić się z tym, że nie miały tej szansy, mimo,
      że ich adoptowane dziecko jest najukochańsze na swiecie (ta zadra po prostu co
      jakiś czas daje znać o sobie).
      • aquarius72 Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 24.08.05, 11:09
        Ja intuicyjnie domyślam się na czym może ten problem polegać. Też wydaje mi
        się, że problem mam "przepracowany", ale co będzie, kiedy "w praniu" okaże się,
        że niezupełnie? Może jest tak, że trzeba trochę zaryzykować????
        Napiszcie może o tym, na czym polega "przepracowanie" problemu niepłodności?
        Ja myślę, że nie miałabym klopotów z mówieniem o adopcji - bo i teraz mówię o
        tym otwarcie - przynajmniej tym, którym chcę mówić, a ciąża, karmienie piersią -
        cóż, pewnie będzie trochę żal..., ale może, kiedy pojawia się dziecko, to już
        się o tym nie myśli, te sprawy schodzą na dalszy plan? Jak to jest???
        • mama-talki Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 24.08.05, 11:19
          aquarius72 napisała:

          >............ a ciąża, karmienie piersią
          > -
          > cóż, pewnie będzie trochę żal..., ale może, kiedy pojawia się dziecko, to
          już
          > się o tym nie myśli, te sprawy schodzą na dalszy plan? Jak to jest???

          Jak jest dziecko - wszystko schodzi na dalszy plan wink
          Nie myśli się o adopcji tyle ile wcześniej.
          Ciąża, karmienie piersią -> nie wiem jak to wyrazić...... nie czuję żalu, że
          nie byłam w ciązy ani,że nie karmiłam piersią ( oswoiłam się z tematem i
          pogoniłam wink ), ale żałuję że moja kochana córka ..... nie była kochana w
          czasie ciąży i była karmiona sztucznie. Jej matka biologiczna paliła, piła i
          brała narkotyki w czasie ciąży....... Jak o tym pomyślę to żałuję, że to nie u
          mnie w brzuchu była córeczka. Zadbałabym od początku o nią. Tak dbam od jej 19
          miesiąca życia. 9 niekochanych i 19 w DD.........
          Są kobiety które cierpia na bezdzietność a inne na niepłodność.
          Jednym żal, że nie mają dzieci, innym że nie zaciążyły i nie mają dzieci.
          Ja stanowczo jestem w tej pierwszej grupie, która chyba jest liczniejsza.
          Inne choć adoptują ciągle noszą w sercu żal, że one nie rodziły. -> może to
          jest ten właśńie "nieporzepracowany problem niepłodności" ?
          • baabcia Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 24.08.05, 19:36
            Ładnych parę lat temu adoptwała 9-miesięczną dziewczynkę. Nie ukrywała tego.
            Byłam jej sasiadką i pamiętam wśród moich znajomych z osiedla radość - że jest
            nowy wyczekany maluszek. A piszę o tym dlatego, że dziś ten maluszek ma dwie
            córeczki.
            Wydaje mi się, że ciąże i porody adoptowanej córki były jakby ciążami tej dziś
            babci. Zaplątałam się, ale może i dla Was przyjdzie taki czas, że urodzicie
            swoje wnuki. O teraz udało mi się sformułować to o czym myślałam.
            A opisana rodzinka jest b. fajna. Może przpracowali problem ...Z moich
            doświadczeń wiem jedno jeśli mamy dzieci dla ICH dobra, żeby im było dobrze to
            nie myślimy o tym czy mogliśmy je wybrać zaplanować czy wpadły na nas przez
            przypadek, bo tej nocy to nie takie mielśmy plany.
            Każde dziecko jest inne i pewno trzbaby mieć 2 adoptowanych i 2 rodzonych, żeby
            zobaczyć jak zmieniaja się im charakterki, zdolności i raz do rany przłóż a
            raz upiory, które nas postanowiły wykończyć.
            A jeszcze coś pamiętajcie, żeby każde z Was rodziców czuło odpowiedzialnosc za
            dziecko w 100% to razem 200%. Tak i żadna olewka jednego nie zwalnia drugiego
            rodzica z ani jednego % kochania. Powtarzajcie to w swoim domu. Czasy są takie,
            że często najbardziej poturbowane adoptowane dziecko jest solidniejsze niż
            dorośli - i wtedy jest nadzieja, że chociaż jeden rodzic da 100% miłości
    • mowawe Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 24.08.05, 19:37
      Dla mnie nieprzepracowana niepłodność kojarzy się
      - z dalszym leczeniem mimo tego, ze dziecko mam w domu
      - z utęsknieniem wypatruje ktoś dni płodnych, z robieniem wykresów temperatur i
      całego zamieszania wokół-zapłodnieniowego a dziecko jak wyżej
      - z poczuciem tęsknoty do ciąży i pytania siebie - dlaczego ja ? dlaczego nie
      mogę być w ciaży ?
      - z wilczym wzrokiem skierownaym w stronę kobiet w ciąży
      - z negatywnymi reakcjami na ciąże innych bliskich osób
      - z upartą chęcią zaciążenia na nie posiadania/wychowywania dzieck
      - z rozumieniem adopcji jako zastępnika ( cyt " byc może po adopcyjnym pojawią
      się biologiczne" lub tekstach typu " kocham je jak swoje " itp)


      Żeby nie było to z autopsji tego nie znam. Znam z obserwacji innych osób.

      Jak dla mnie to jest jedne sposób na sprawdzenie czy ma się przepracowany
      problem niepłodności

      - stajesz przed lustrem i spoglądając sobie w oczy masz odwagę powiedzieć
      "byc może jest tak, ze nigdy w życiu nie będę mieć biologicnzych dzieci "
      • k.kasia1 Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 24.08.05, 23:36
        Ja niedawno stanęłam przed lustrem i mówię do siebie:
        wiem, że nigdy nie urodzę dziecka, ale ... już za 16 miesięcy rozpoczynamy kurs
        dla rodzin adopcyjnych!!!! i zaczełam obdzwaniać różne psiapsiółki i rodzinkę
        żeby sie pochwalić i chwalę się gdzie tylko mogę- w klubie fitness, u krawcowej,
        u kosmetyczki, na bocianie i ma forum adopcyjnym GW smile)
        Mam nadzieję, zed to oznacza przepracowany problem wink
      • wiu1 Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 25.08.05, 13:01
        Mowawe, chyba dobrze ujęłaś to w słowa. Czy miałaś podobny problem..?
        Najtrafniejsze wydają mi się "wskaźniki" o tęsknocie do ciąży (marzenie o tym
        jakby to było... taki dorodny brzuszek, czułe gesty partnera, rozanielona
        rodzina, ta cała aura...), wilczym wzroku skierowanym na inne ciąże (co to było
        dziś rano na przystanku..?) i negatywnych reakcjach na ciąże w bliskim
        otoczeniu ("ojej, po co do nich jechać, przecież oni są w ciąży, jak ja to
        wytrzymam").

        Myślę sobie nad tym i dochodzę do dwóch rzeczy:
        - kobeta może marzyć o CIĄŻY
        • wiu1 Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 25.08.05, 13:06
          sorry, coś kliknęłam i mi się od razu wysłąło.. smile

          Te dwie rzeczy to:
          - kobieta marzy o CIĄŻY, żeby czuć się wyjątkowo - chodzić w aurze wyjątkowości,
          - kobieta marzy o PORODZIE, żeby doznać tego wspaniałego gloryfikowanego
          przeżycia,
          - kobieta marzy o posiadaniu dziecka, żeby mieć poczucie sensu swojej
          przyszłości, swojego życia, żeby czuć się produktywnie w społeczeństwie

          Jeśli chodzi o "problem nieprzepraowanej niepłodności/bezdzietności", to
          widzocznie kobiety "nie mają wiele" w miejsce wyżej opisanych uczuć/odczuć. I
          chyab najpierw muszą sobie z tym poradzić....

          Tylko co zrobić - chodzić najpierw do psychologa "ze sobą" ...?
          • aquarius72 Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 26.08.05, 08:12
            To ja jeszcze coś napiszę a propos marzenia o ciąży. Kiedyś też o niej marzyłam
            i myślałam, że to jest cudowny czas, kiedy czuje się niesamowitą więź z
            nienarodzonym jeszcze dzieckiem, mąż głaszcze po brzuszku i mówi do niego itp.
            Kiedy pierwszy raz zaszłam w ciążę, to tak się poczułam, że dzieje się coś
            wyjątkowego - chodziłam cała uskrzydlona, ale nie trwało to długo... potem był
            po prostu szok, ciąża się skończyła, a ja nie mogłam uwierzyć, że dotknęło to
            właśnie mnie. Czułam, że umarło moje dziecko, a najbardziej frustrujący był
            fakt, że większość otoczenia tak tego nie odbierała, bo to przecież wczesna
            ciąża i nic takiego się nie stało...
            Teraz sytuacja znów się powtórzyła... z ta różnicą, że w ogóle nie było już
            tego entuzjazmu, że jestem w ciąży, nie czułam nic, nie przemawiałam do swojego
            dziecka, za to za każdym razem ze strachem szłam do toalety, żeby sprawdzić,
            czy nie dzieje się coś złego... no i oczywiscie zaczęło sie dziać, znowu słowa
            lekarza po USG, że nie ma dla mnie dobrych wiadomości...
            Mam już tego dość - czekanie na dziecko ma być radosnym oczekiwaniem, a nie
            wieczną szarpaniną. Dziś już wiem, że ciąża nie zawsze jest tym cudownym
            okresem pełnej harmonii. Gdybym jeszcze kiedyś zaszła w ciążę, to najchętniej
            przespałabym te 9 m-cy i obudziła sie na sam poród...
            Clue macierzyństwa, to jednak nie ciąża i karmienie piersią, ale wychowywanie
            dziecka, obserwowanie go jak dojrzewa i dawanie mu swej miłości....
            • majka3 Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 26.08.05, 14:44
              mowawe zgadzam się z toba w 100% , doskonale ujęłaś problem nieprzepracowanej
              niepłodności.
              Chciałam jednak dodać, że to przepracowanie problemu nie przychodzi tak na
              zawołanie z chwilą decyzji o adopcji, bądź zgłoszenia do ośrodka. Nawet jak już
              miałam dziecko w domu jeszcze trochę to mnie dotyczyło. Te negatywne emocje
              dotyczące własnej niepłodności powoli się wyciszają. zawsze chciałam miec
              więcej niż jedno dziecko i nawet po pierwszej adopcji miałam duży niedosyt
              dziecismile I czasem jeszcze marzyło mi się urodzenie dziecka, teraz po drugiej
              adopcji mam już to czego chciałam. I własciwie dopiero teraz moge z czystym
              sercem powiedziec nie tęskinię już do urodzenia dziecka.
              Dla mnie też jasnym wyznacznikiem czy problem jest przepracowany , to czy
              możesz odpowiedzieć twierdząco na pytanie, czy jestem gotowa pokochać i kochać
              cała sobą dziecko. Może to banalne pytanie, może nie? Ale w tym właśnie widze
              sens starań.
        • mowawe Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 26.08.05, 22:16
          Wiu pisałam wyżej, że to moje obserwacje smile Nie moje problemy !
          Ja miałam od razu mnóstow akceptacji dla adopcji, nie tęskniłam do ciąży !
          Często wyłapuję tu na forum lub innych tęskonotę do ciaży !
          • baabcia Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 28.08.05, 18:24
            Tęsknota za ciążą to nie jest negatywne zjawisko. Gdybym mogła mieć więcej
            dzieci to - tęsknię za tym wspaniałym, chociaż trudnym okresem. To tak jak poród
            horror ale wspaniały. Wiem co mówię strach o dziecko okropny ale radość
            niepowtarzalna.
            Więc jeśli tęsknota za ciążą nie jest dla Was utrapieniem to pozwólcie sobie
            pomarzyć, nawet jeśli pogodziłyście się z tym, że nie wszystkie dzieci urodziły
            sie tam gdzie miały się urodzić i trzeba swojego już urodzonego poszukać.
            Mam koleżanke, która szykuje się do adopcji i ostatnio zaczęła namawiać
            koleżanki na kolejne dziecko. Patrzyłam z podziwem jak się przełamała i mówi o
            tym co wcześniej było tabu. Po kilku dniach powiedziała, że robi to dla siebie i
            zobaczyła, że może o tym mówić i czuje się silna. Ma rację, ze dziewczyny które
            maja jedno dziecko i rezygnują z następnych nie wiedza co robią. Mam troje i
            gdybym miała kasę to pewnie zajmowałabym się następnymi dziećmi a nie pracą, o
            której na pewno nie będę opowiadać wnukom. Takiej radochy jaka daja dzieci nic
            nie daje. Dwoje swoich urodziłam trzecie samo chciało, przyszło i zostało.
            • kasiapfk Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 28.08.05, 20:40
              Babciu, ja jednak twierdzę, że tęsknota płodnych do ciąży, a tęsknota
              niepłodnych to dwie skrajności jak z kosmosu.
              I w adopcji do niczego dobrego ta druga nie prowadzi (oczywiście jeśli jest
              głowną tęsknotą). I w naszym oao głownie tę ciągłą, nieustanną, nigdy nie
              zrealizowaną tesknotę niepłodnych przedstawiano jako nieprzepracowany problem
              płodności.
              Tęsknota za czymś co nigdy DO TEJ PORY nie było zrealizowane. To jest ta
              różnica. Której być może nigdy nie zrozumieją ci, którzy jej nigdy nie zaznali.
              Ja też nie mogę powiedzieć, że w pełni zrozumiem sytuację kobiet, które nigdy
              nie rodziły. Choć wydaje mi się, że wiem jak to jest tęsknić do utraty tchu za
              ciążą i urodzeiem dziecka. Ono byłoby moim nastęnym dzieckiem. I to jest, moim
              zdaniem ta różnica.
              pozdrawiam,
              K.
              • baabcia Re: nieprzepracowamy problem niepłodności 02.09.05, 20:39
                Pewnie, że masz rację. Ale pozytywne myślenie czyni cuda. A złe zatruwa
                największe radości. Czasem coś zapala w naszej głowie lampkę i gasną marne
                smuteczki.
                Chyba Katarzyna Grochola opowiada o takiej lampce: kiedy była chora na raka,
                załamana...i w drzwiach szpitala minęła kobietę pchajacą wózek z córeczką. Ta
                dziewczynka była chora na raka. I pomyślał, że jej problem i cierpienie jest
                maleńkie. Na szczęście Grochola wyzdrowiała i pisze fajne kawałki.
                Ja też kiedyś usłyszałam takie zdanie, które do dziś powoduje ciarki na plecach
                i natychmiast cieszę się tym co mam. Młoda mama mająca upośledzonego chłopca,
                którego co dzień "ciągnęła" przez miasto do szkoły specjalnej powiedziała o
                swojej bratowej z wyrzutem: Boże gdybym ja miała takie dwie śliczne córeczki to
                spacerowałabym z nimi cały dzień w tą i spowrotem. Ile razy widzę taką mamę z
                chorym dzieckiem to nawet nie próbuję sobie wyobrazić jak jej ciężko.
                Może to głupi sposób na myślenie o szczęściu i o tym co jest ważne, ale mnie
                pomaga w życiu godzić się z wieloma kłopotami. Adoptowane dzieci jeśli są
                kochane mogą być lepsz od rodzonych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka