Dodaj do ulubionych

niestety ... dodatkowy minus dla adopcji

07.09.06, 15:13
Takim minusem jest obawa, wcale nie pozbawiona słuszności, że "nie zostaniemy
uznani za odpowiednich kandydatów na rodziców adopcyjnych". W wolnym
tłumaczeniu: przy dziecku biologicznym nikt nie sprawdza, "czy sie nadajemy".
Pomijając rzeczy typu status materialny, zawodowy czy staz małżeński - zawsze
pozostaje jeszcze kwestia PSYCHIKI...

Gdzies przeczytałam nastepujący fragment: "...Kandydaci na rodziców
zastępczych i adopcyjnych poddani są bardzo dokładnej selekcji. Nie wystarczą
odpowiednie warunki materialne, niekaralność i dobra opinia. Trzeba przejść
testy psychologiczne i specjalne szkolenie pedagogiczne. Cała procedura trwa
kilka miesięcy. Pozwala wykluczyć ludzi przypadkowych i nieodpowiednich..."

Wiem, że to konieczne, to całe sprawdzanie, ale ...
Obserwuj wątek
    • leli1 Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 07.09.06, 17:37
      moze powinny byc tez kwalifikacje dla rodzin bio.....pewnie dało by się uniknąć wielu tragicznych sytuacji.
      Poki co jest jak jest, a myslenie o tym ze moze sie nie nadajemy do niczego nie prowadzi.
      Dla nas to nie było minusem, bo wyszlismy z założenia ze jestesmy "normalni", przynajmniej tak nam sie wydaje, ale jesli ktos (zakładam ze profesjonalista) uzna ze nie nadajemy sie na rodziców, to może faktycznie nie powinnismy nimi na siłe zostawać. Pamietam też jednak obawe po testach, czy aby zaznaczyłam "właściwe" odpowiedzi smile)......
      Trzeba przez to przejsc i tyle...w końcu ciężarne kobiety także mają swoje ciążowe "strachy"...tyle ze nieco inne.
      • dalekikoniecpolski Re: niestety? 07.09.06, 19:13
        Własnie, ale dla kogo? Dla nas, potencjalnych rodziców, być może jest to rzecz przerażająca, takie wypytywanie, testowanie, sprawdzanie naszych możliwości psychicznych. Ale...
        Trzeba sobie zadać pytanie, co jest wazniejsze w adopcji? Nasze dobre i niczym niezmącone samopoczucie czy bezpieczeństwo dziecka? Kto jest tu najważniejszy? My czy dziecko?
        Dla kogoś, kto stawia na pierwszym planie drugie odpowiedzi, sprawa testów nie powinna być problemem. Tak, mamy byc prześwietleni, sprawdzeni, dla naszego dobra i zaspokojenia własnej ciekawości również, bo przynajmniej odpowiemy sobie na takie pytania, których my sami - małżonkowie, nigdy nawzajem nie zadawaliśmy. Tak, mamy być skontrolowani, bo ośrodki adopcyjne, sądy, domy dziecka, powierzając nam dzieci biora na siebie wielką odpowiedzialnośc za ich szczęście i bezpieczeństwo. Tak, mamy być poddani analizie wszerz i wzdłuż, bo dziecko już raz doświadczyło "dobrodziejstw" rodziny przypadkowej i nieodpowiedzialnej, a to nie może się powtórnie powtórzyć.
        Zatem, czy się boimy czy też nie tych testów, pamiętajmy o ich potrzebie.
        • mamapinezki Re: niestety? 07.09.06, 19:53
          Ale kto ma prawo decydować o tym czy ktoś nadaje się na rodzica? Nie istnieje
          żaden jeden idealny wzorzec rodzica. Czy takie "psychologiczne testy" potrafią
          zmierzyć naszą potencjalną, zdrową miłość jaką obdarzymy dziecko? Nie chcę być
          źle zrozumiana, nie jestem za "oddawaniem" dziecka przypadkowej osobie z ulicy.
          Ale jak stwierdzić, prawdziwie i nie krzywdząco dla nikogo czy ktoś może czy
          nie być rodzicem? Gdyby mi wykonano takie testy zanim zaszłam w ciążę, to
          prawdopodobnie zostałabym od razu posłana na podwiązanie jajowodów. Mam mnóstwo
          wad, mnóstwo niestandardowych metod wychowawczych a moje dzieci uśmiechają się
          od rana do wieczora, są szczęśliwe.
          • dalekikoniecpolski Re: wzorzec? 08.09.06, 07:30
            Bez przesady wink))), nie ma czegoś takiego, nie istnieje i nigdy nie powstanie, bo ile nas, tyle i tych "wzorców". Sama jestem mamą adopcyjną, znam sporo takich rodzin, i każdy z nas tak naprawdę jest inny, kocha, toszczy się o dziecko, wychowuje na swój sposób.
            Bo nie chodzi o to, by całemu światu przedstawić: oto kandydatka numer dwa, taka właśnie powinna być mama. Cała naliza psychologiczna naszej osobowości służy poznaniu "bazy", nie JAK będziemy kochac, tylko czy będziemy potrafili, czy motywy są prawidłowe, czy nasza osobowość się z nimi zgadza i utożsamia, co wniesiemy w życie dziecka z własnego doświadczenia i przeżyć.
            Od tego są psychologowie w ośrodkach i to oni mają decydujące zdanie, bo im takie prawo dano odgórnie.
          • leli1 Re: niestety? 08.09.06, 07:49
            decydując się na adopcje akceptujemy zasady, a one są takie jakie są. Nie wiem czy dobre czy złe, czy powinny byc wymyslone inne....ale jakie? Nie ulega wątpliwości że dzieci nie moga trafić w przypadkowe ręce, jakoś nas trzeba "przebadać" i ja to rozumiem.
            Nie kazdy nadaje sie na rodzica adopcyjnego, czasem uda sie w trakcie procedury samemu sobie to uświadomić i wycofać się, czasem w tym wycofaniu musi "pomóc" OA. Nie mówię, ze bezgranicznie ufałam Osrodkowi, miałam obawy czy trafiłam w dobre ręce, czy ktoś ot tak sobie nie uzna, ze tej pani juz dziękujemy, ale takie są zasady.
            A tak patrząc z perspektywy, strasznie demonizuje sie to "prześwietlanie" przez Osrodki, w rzeczywistosci nie jest tak zle.
            • dalekikoniecpolski Re: niestety? 08.09.06, 14:14
              Właśnie, leli, demonizujemy, bo na początku i tak nas wszystko przeraża, bez
              względu na nazwy, rady i wspomnienia doczekanych.
              Z ciekawości zadzwoniłam do mojego oa dowiedziec się, ile osób nie przechodzi testów. I cóż się okazało? W dość długim okresie działalności, przy ok. 90 adopcjach rocznie (maluchy i starszaki), rodzin którym odmówiono było zaledwie 5-6. To chyba pocieszające, prawda?
    • mamamonika1 Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 08.09.06, 15:10
      Jak sobie pomyślę, że miałabym pod swoją opieką samotne, niewinne dziecko i
      miałabym mu znaleźć nową rodzinę, to nie poprzestałabym tylko na pytaniu czy
      kandydaci mają dobre chęci. Chciałabym te rodziny poznać możliwie jak najlepiej
      i wybrać dla dziecka najlepszą z najlepszych smile) Czy wybrałabym słusznie? Nie
      wiem ale na pewno zrobiłabym wszystko, żeby uchronić go od zła... Osobiście
      znam rodzinę , która myśli o adopcji a sądząc po tym jak wychowuje własne
      dzieci i w ogóle jak żyje ja będąc osobą na odpowiednim stanowisku nie
      wydałabym zgody... Dla dobra tego dziecka.
      My z mężem bardzo chętnie poddajemy się temu, jak nam się przyglądają, mamy
      nadzieję, że dzięki temu przyjmiemy dziecko, któremy będzie z nami dobrze.
      Jeśli nam odradzą - nie chcemy szukać dalej. Być może jest w nas coś, co
      mogłoby by dawać choć cień wątpliwości czy będziemy dobrzy i to już wystarczy.
      Chcę być dobrą matką, raz złą matkę już miało...
      • kasiapfk Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 09.09.06, 09:01
        Ja też nie miąłam złęgo wrażenia. OD początku wiedziałam, że procedura
        i "prześwietlanie" jest "doagnostyką". Ani nie miałam problemu z testami (bo
        ich w ogóle nie było!", ani z móieniem o naszej rodzinie.
        Ot po prostu taka sama uciążliwość jak badania i wizyty lekarskie podczas mojej
        ciaży. Tez co miesiąc i też za każdym razem nie-wiadomo-co na następnej wizycie.
        Tyle,ze kręgosłup nie bolał hihihi.
        Dla mnie to nie jest minus.

        p.s. też jestem radykałką w kwestii testowania rodziców biol. -oj przydałyby
        się takie szkoły :\\\

        pozdraiwam, matka pomieszana
        • zosiulka Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 10.09.06, 09:42
          Witam! odnośnie rodziców bio, to zupełnie inna sprawa! Inna, bo oni sobie rodzą dzieci i jednak odbywa się to naturalnie! A, że czasami się nie nadają na rodzicielstwo... W większości jednak jest ok! Adopcja to specyficzna ( jednak) forma rodzicielstwa. Te dzieci są i tak skrzywdzone przez los i rozumiem, że ta szczegółowa procedura ma zminimalizować potencjalne zagrożenie kolejnym traumatycznym doświadczeniem tych dzieciaczków. Ja jestem mamą adopcyjną i ani mnie ani męża nie przerażała ta selekcja, testy itp. Rozumieliśmy to, bo zawsze chodzi o DOBRO tych dzieci! Moja przyjaciółka od 15 lat jest kuratorem rodzinnym i niestety kilkakrotnie zdarzyło się, że była na rozmowach w domach, gdzie chciano rozwiązać adopcję, bo dzieci nie spełniły oczekiwań rodziców ( !!!). Pozdrawiam!
      • 12w3456 Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 16.09.06, 19:58
        Bardzo bysmy chcieli miec swoje dziecko ,ale narazie to jest nie
        mozliwe.Podielismy decyzje o adopcj.Niewiem od czego mamy zacząc, ja już
        zrobiłam pierwszy krok odzwiedziłam kilka Domów Dziecka wiem ze to za mało,żeby
        zacząć starac się o dziecko ale poradcie nam co musimy zrobić.
    • wiu Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 14.09.06, 10:45
      Czuję, że temu tematowi należy się ode mnie jeszcze kilka słów wyjaśnienia.

      Chodziło mi o to, że (o ile trafi się na dobry ośrodek i na ludzi, którzy
      podchodzą do sprawy poważnie) jest pewne prawdopodobieństwo, że w psychice
      kandydatów wyłowione zostaną pewne "sprawy", wymagające "naprawy" przed
      wprawieniem procedury adopcyjnej w ruch. A to opóźni całą procedurę, oddali
      tych ludzi od upragnionego momentu. Z tą "naprawą" może być tak jak z rzucaniem
      np. palenia czy wilokrotnie ponawianymi postanowieniami o schudnięciu. Są
      rzeczy, które trudno zmienić - bo ja wiem - np. nieśmiałość, brak pewności
      siebie. I co wtedy....? Ludziom, którzy nie mogą mieć dzieci biologicznych, nie
      wiadomo czy w końcu uda się mieć dziecko adopcyjne... Nadzieja znowu się oddala.

      Chodzi mi o to, że na rozmowach z psychologami człowiek (podchodzący do sprawy
      uczciwie) odkrywa całego siebie, a przy okazji swoje słabe strony, wady, w
      normalnym współżyciu społecznym być może nie stanowiące problemu. Wiadomo, że
      to co wymaga "naprawy" trzeba "naprawić". Chodziło mi o to, że sam
      fakt "prześwietlania" jest ... niestety ... dodatkową przeszkodą dla ludzi,
      którzy i tak są już doświadczeni przez los w kwestii rodzicielstwa.
      • dalekikoniecpolski Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 14.09.06, 21:04
        Wiu,
        jesteś jeszcze przed testami i rozmowami z psychologiem, prawda? Może dlatego masz takie bojaźliwe o nich wyobrażenie.
        To w dalszym ciągu nie jest tak, jak sobie tłumaczysz.
        Tak oczywiście, odkrywamy siebie czasem całkiem nieświadomie, bo doświadczony psycholog więcej odczyta z naszej mimiki niż naciąganych odpowiedzi na pytania testowe. Uwierz, że taką sprawą do naprawy nie będzie niesmiałość, bo to mało istotne, ale np. głębokie, podświadome niepogodzenie się z niepłodnością, traktowanie adopcji jako leku na swoje niedomagania, nieszczerość pomiedzy małżonkami, dysfunkcje w życiu rodzinnym. To są powody, które należy przerobić, wyprostować i poustawiać w życiu, zanim pojawi się dziecko, bo każda taka niewyjasniona sprawa może skończyć się tragicznie.
        Nie sądzę, by te problemy odsuwały na dłuższy czas możliwość adopcji, sam proces kwalifikacji jest w niektórych oa długi, nie mówic już o samym oczekiwaniu na dziecko. Nic nie załatwisz pstrykając palcem, ale uwierz, naprawienie wszystkiego jest bardzo wazne, dla nas samych na przyszłość także.
        • jokat Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 19.09.06, 15:57
          ale te testy nic nie wskazują, są banalne
    • gosia_kka Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 28.09.06, 16:16
      Wiesz, to wszystko zależy od punktu widzenia. Z jednej strony wydaje się
      absurdalne, że utrudnia się adopcję, ale...
      Po pierwsze rodzic adopcyjny ma trochę trudniejszą rolę do spełnienia od
      rodziców biologicznych. Nie można zapominać, że nie wszystkie adopcje kończą
      się sukcesem. Wiele z nich zostaje rozwiązanych. Dziecko przeżywa wtedy
      koszmar, gdyż zostaje po raz kolejny odepchnięte. Dlatego ważne jest, żeby
      trafiło do ludzi, którzy będą w stanie je zaakceptować, poczować i wychować.
      Nie każdy potrafi. Osoba, która adoptując dziecko chce leczyć swoje kompleksy i
      stawia dziecku zbyt wysoko poprzeczkę nie będzie dobrym rodzicem. A szkolenia?
      Pozwalają uświadomić sobie na co się decydujemy, jakie czekają nas trudności i
      jak sobie z nimi radzić.

      Oczywiście wkurzające jest to, że rodzice naturalni często nie spełniają
      warunków stawianych rodzicom adopcyjnymsad
      • jokat Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 02.10.06, 13:15
        rodic adopcyjny ma taką samą rolę do spełnienia.
        • kasiapfk Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 02.10.06, 21:50
          nie chcę sie wymądrzać, ale ja po ponad dwu latach bycia mamą adopcyjną widzę
          wyraźnie,że moje macierzyństwo adopcyjne jest jednak inne niż biologiczne. Nie
          chcę przez to powiedzieć, że jest gorsze czy lepsze. Obu kocham tak samo mocno.
          Ale warto sobie uświadomić, że bycie rodzicem adopcyjnym w żadnym wypadku nie
          jest takie samo jak biologicznym. I role rodzicielskie są może bardzo podobne,
          ale na pewno nie takie same.

          p.s. choćby tłumacznie dlaczego jedno się urodziło w naszej rodzinie, adrugie
          trzeba było "odnaleźć".
          pzodrawiam ciepło i sennie...
          • jokat Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 04.10.06, 12:45
            jak to inne, nie rozumiem
            • pasodoble Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 04.10.06, 15:13
              Jokat, to oczywiste,że każdy rodzic ma podobną funkcje do spełnienia: zapewnić
              swojemu dziecku poczucie bezpieczeństwa. A żeby tę funkcję spełnić trzeba
              samemu czuć sie bezpiecznie i poradzic sobie ze swoimi problemami.
              Macierzyństwo biologiczne na pewno jest inne, nie zawsze bywa zaplanowane,
              kobieta ma 9 miesięcy ciąży, żeby przyzwyczaić sie do bycia mamą. Macierzyństwo
              adopcyjne zawsze jest zaplanowane, tu nie ma miejsca na tzw, wpadkę. Moim
              zdaniem testy i warsztaty to ważny element, przygotowywujący do bycia rodzicem
              adopcyjnym, to nie jest biurokracja, to sznsa na umocnienie sie w swojej
              decyzji, bądź np. jednak zrezygnowanie z adopcji.
              Moim zdaniem rodzicielstwo biologiczne jest inne od adopcyjnego, tak jak
              adopcyjne różnie się jednak od biologicznego.
              Inne i różne nie znaczy gorsze czy lepsze. Po prostu inne.
              A inne chocby dlatego, że dziecko adoptowane ma "2 pary" rodziców i trzeba go
              do tego przygotowac.

              I sądzę jeszcze,że takie testy i warsztaty pozwalaja również ten fakt
              zrozumieć, że rodzicielstwo biologiczne i adopcyjne to nie to samo, czy nam się
              to podoba, czy nie.
              • kasiapfk Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 04.10.06, 17:52
                no i pasodoble odpowiedziała pięknie o tym, o czym ja myślałam smile))))))
                trochę jednak planowaliśmy biolgicznego smile)))) to raczej adopcja była wynikiem
                nieplanowanych trudności - ale za to z jakim fantastycznym rozwiązaniem !!!
                Mnie, mamie biologicznej, warsztaty adopcyjne dały jeszcze niesamowite
                poszerzenie "horyzontów rodzicielskich" Dzięki nim zaczęłam zwracać baczniejszą
                uwagę i na biologicznego. Że tak powiem szerzej mi isę oczeta otworzyły na moje
                ukochane starsze dziecko. Właśnie dlatego,ze mówiono o moim ukochanym młodszym
                dziecku.
                I naprawdę niedużym problemem były 2 pary rodziców. Mnie to nie rusza. Może też
                i dlatego,ze ja w ogóle liberałka jestem. I przyjmuję świat jakim jest. Moje
                młodsze dziecko urodziła inna kobieta. Tak jest.
                Starsze urodziłam ja. To tez tylko fakt.
                Nie mam problemu z akceptowaniem, że macierzyństwo adopcyjne jest INNE. Bo
                jest. Nie czuję potrzeby by je zrównać z biologicznym.

                pozdrowionka.
    • maggy75 Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 14.11.06, 14:42
      Ja wraz z mężem również zgłosiliśmy się do OA i na początku grudnia będziemy
      mieli już ostatnie spotkanie kwalifikacyjne.Wiem co czujesz, ja też borykałam
      się z takimi rozważaniami, ale musisz sobie uświadmoić, że to wszystko dzieje
      się dla dobra dziecka. Czułam się testowana, obserwowana, nie wiem czy na
      którymkolwiek spotakniu zachowywałam sie naturalnie - totalny dyskomfort. Kiedy
      dopadało mnie poczucie niesprawiedliwości tłumaczyłam sobie, że to jest
      konieczne. I uwierz mi ,że tak jest te wszystkie spotkania są ogromnie cenne.
      Pozwalają spojrzeć na wiele spraw dotyczących adopcji i wychowywania dziecka z
      całkiem innej persektywy. I porzuć obawy, że się nie zakwalifikujeciesmile)
      • 70darek70 Re: niestety ... dodatkowy minus dla adopcji 14.11.06, 20:20
        Cześć - aja mam pytanie?-czemu temat rozmów brzmi ------

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka