Serial o adopcji

IP: *.* 08.03.02, 07:50
Wczoraj TVN rozpoczął emisje nowego serialu o adopcji. Niestety nie mogłam go obejrzeć, czy ktoś mógłby mi go streścić? Dzięki
    • Gość edziecko: Agna Re: Serial o adopcji IP: *.* 08.03.02, 10:21
      było kilka obrazków - pierwszy - małżeństwo z sześcioletnią córeczką, które nie może mieć więcej dzieci (jakbym patrzyła na nasze, tyle, ze dzieci mamy dwoje i nie mieszkamy w domu) i stara się o adopcję - zostali zakwalifikowani, podczas rozmowy ośrodek potwierdza, że matkanie ma planów zawodowych i będzie póki co z dzieć mi w domu;drugi obrazek - samotna, bezrobotna matka, biorąca jedzienie w sklepie "na krechę" i potem odwiedzająca dwójkę swoich dzieci w domu małego dziecka, ma jeszcze starsze dziecko, ktore zostalo z ojcem i młodsze, pięciomiesięczną Zuzię, którą może odda do adopcji (tak wynika z narracji filmu)trzeci wątek - holenderskie małżeństwo dowiaduje się o przyznaniu im dzieci do adopcji, o którą się starali - trójki rodzeństwa: 5, 3 i 2 latka - trwaja przygotowania, rodzina pełna wzruszenia ogląda zdjęcia dzieci, które mają przyjechać, rodzice uczą się polskich słówek...w kolejnym odcinku dalsze losy tych rodzin i może inne rodziny...pozdrawiam serdecznie :)
      • Gość edziecko: Morud Re: Serial o adopcji IP: *.* 08.03.02, 11:27
        Dzięki serdeczne Aniu, za tydzien na pewno już obejrzę.Monika
      • Gość edziecko: horac Re: Serial o adopcji IP: *.* 13.03.02, 09:53
        Kochana Agno,Nie chcę robić bałaganu w tym wątku. Chcę tylko Cię prosić, żebyś zajrzała na wątek zatytułowany "Dzieci do przygarnięcia - Arielek i Aduś". Sprawa jest dość pilna.Może rozważysz to sama, może znasz kogoś...Może, może, może...A chodzi głównie o to by chłopcy nie trafili do domu dziecka, bo jak już tam się dostaną, to nie będzie im łatwo się z tej instytucji wydostać...Przeczytaj i powiedz co myślisz. Mnie samą krew zalewa w niemocy mojej. Tak bym chciała wziąć te, lub inne dzieci do siebie, ale moja sytuacja pracującej matki sprawia, że cholera bierze całe przedsięwzięcie.Pytam po rodzinie i znajomych, może akurat...Agnieszka (Matylda)
    • Gość edziecko: Julia Re: Serial o adopcji IP: *.* 10.03.02, 19:55
      A mnie się ten program zdecydowanie NIE PODOBAŁ. Czekałam na niego z nadzieją, że się czegoś nauczę, że dowiem się zegoś o losach rodzin, takich jak moja, a potem żałowałam, że czekałam do tak póznej (dla mnie przynajmniej) pory. W programie uderzyły mnie dwie sprawy.Po pierwsze odniosłam wrażenie, ze chodzi w nim głównie o jedno: o oglądalność. Po drugie ogromne wrażenie zrobiła na mnie scena, kiedy dzieci Beaty wychodzą do dawno nie widzianej matki, i - co wyraznie widać po ich reakcji, zwłaszcza po reakcji dziewczynki - muszą się stresować widokiem kamer i kamerzystów. Jak można robić taki cyrk kosztem i tak juz nieszcześliwych i zestresowanych dzieci? Mało miały nieszczęść w swoim krótkim życiu?!!!Julia, mama Weroniki
      • Gość edziecko: horac Re: Serial o adopcji - mydlana opera o ludziach złotego serca IP: *.* 11.03.02, 13:26
        Cóż, świat składa się z ludzi o gołębich sercach!Taki wniosek nasuwa się oglądając cytowany serial.Tylko, że jak to się stało, że czworo dzieci tłucze się po sierocińcach nie zaznając domu i matki?Ta kobieta, która odgrywa scenę powitania (w bidulu) swoich dzieci, przedstawiona jest w filmie jako niebożątko, któremu nie poukładało się w życiu tak jak powinno.Tyle, że to niebożątko wyjątkowo tępe się okazuje. Fakt, że wydała na świat pierwsze dziecko i nie dała mu nic lub bardzo niewiele od siebie, niczego tej kobiety nie nauczył! Urodziła jeszcze trójkę, z tego najmłodsze teraz błędnie rozgląda się po sali noworodków w domu małego dziecka, gdzie je zostawiła.Scena w domu dziecka wycisnęła ze mnie łzy, przyznaję, ale płakałam nad dziećmi, że mają taką bezmyślną matkę i że muszą odgrywać te scenki przed kamerą.Pierwszy odcinek nie wnosi kompletnie nic. Dowiadujemy się, że są matki-niebieskie ptaki, że ich dzieci mieszkają w placówkach, że są polskie i zagraniczne rodziny, które te dzieci adoptują. To wszystko. Nic o życiu dzieci z sierocińców, nic o procedurze, nic o wymogach (no, tylko, ku mojemu strapieniu, że matka nie może pracować), nic o szkoleniach rodziców (tu twórcy filmu ograniczają się do transmisji z kupownia przez rodziców kołderek w Ikei).Słowem - chała. Szkoda, że się przez to nie wyspałam.Pozdrawiam Was. Agnieszka (Matylda)
        • Gość edziecko: Aldonia Re: Serial o adopcji - mydlana opera o ludziach złotego serca IP: *.* 11.03.02, 22:08
          Matyldo, wydaje mi się że masz zbyt wielkie wymagania. Ja jakos nie potrafię ocenić tego programu po jednym odcinku. To był wg mnie dopiero wstęp. Mam nadzieję, że wszystkiego dowiemy się z dalszych odcinków. Przecież to był bardzo krótki odcinek. Taki, który by ciebie satysfakcjonował musiałby trwać co najmniej pięć godzin. I to byłoby pobieżne nakreślenie problemów.A tak wogóle to jestem zachwycona tym serialem, ale i jednocześnie jestem wściekła na sytuację w naszym kraju. Ta kobieta w Holandii zrezygnowała z pracy, żeby zająć się trójką dzieci i co najważniejsze, stać ich na to.Ja po macierzyńskim zdecydowałam się na jeden miesiąc urlopu wychowawczego bezpłatnego. Zadłużyliśmy. Pensja męża wystarcza na opłaty i zostaje 300 zł. Jak za to utrzymać rodzinę. Myślę, że gdyby w Polsce była inna sytuacja, to i u nas wiele rodzin zdecydowałoby się na adopcję.Moim marzeniem jest posiadanie dużego domu z ogrodem i czwórki dzieci. Mam tylko jedno. Drugie jakoś nie wychodzi, a mam już 36 lat. Bardzo chętnie przygarnęłabym jakieś rodzeństwo, ale nie mam warunków. Może kiedyś...
          • Gość edziecko: horac Re: Serial o adopcji oraz dlaczego polskie dzieci znajdują dom w Holandii? IP: *.* 12.03.02, 09:54
            Droga Doniu,Zapewne masz rację. Miejmy nadzieję, że następne odcinki wniosą cokolwiek prócz ckliwości. Moje oczekiwania były za duże, bo przeczytałam w gazecie, że to ma być dokument. Czy był? Chyba nie.Powiem Ci, że ten problem (finansowy), o którym piszesz, jest też moim problemem. Ja nawet na miesiąc wychowawczego nie mogłam sobie pozwolić. I wracałam do pracy z duszą na ramieniu w obawie przed wypowiedzeniem. Mąż, to, co zarobi musi zaraz porozdawać - do banku, do ZUSu, do Skarbowego. Nawet na opłaty mu nie wystarcza.I co z tego, że dojrzewamy do decyzji o adopcji, skoro z powodów ekonomicznych nie będziemy raczej dobrymi kandydatami? Jak nie będę pracować, to (o czym już pisałam na tym forum), nasza rodzina zbankrutuje. A bankrutom dzieci nie dają. Z drugiej strony - co to za matka, której nie ma osiem godzin dziennie w domu?!!! Koło się zamyka.A myślałaś kiedyś dlaczego Holendrzy adoptują właśnie polskie dzieci? Czy nie ma u nich sierot społecznych?No właśnie. Holandia, jak mówią, bogatym krajem jest, a poza tym stare społeczeństwo ją zamieszkuje. Mało dzieci się rodzi, o wiele mniej także ma szansę (a raczej pecha) urodzić się w rodzinach patologicznych (których także jest mniej, z racji m.in. zaawansowanej polityki społecznej państwa, która to polityka u nas prawie nie istnieje). I tutaj wyrasta następny bolesny problem: dlaczego w Polsce sprawy sieroctwa/patologii są traktowane po sierocemu? Zwłaszcza w obszarze budżetu. Ja sobie myślę, że przyczyna jest jedna: sieroty społecznie nie mają swojego lobby w parlamencie. Nikomu nie opłaca się (o zgrozo!) dbać o ich godne życie. Jak trzeba załatać dziurę w budżecie, to min. Belka bez wahania zapycha ją forsą wyrwaną tym, co i tak już klepią życiową bidę. I na tym chyba zakończę, bo wyć mi się znowu chce.A jeszcze jedna rzecz – na stronie internetowej pewnego katolickiego ośrodka adopcyjnego przeczytałam coś, co mnie zaskoczyło:Pisali tam mianowicie, że spośród wszystkich sierot, dzieci starsze, chore i kalekie, na adopcję w Polsce prawie nie mają szans. Polacy wolą adoptować maleńkie i zdrowe. Bo takie jest nasze rozumienie miłości... I tu było w tekście miejsce na zastanowienie się.No i ja się zastanowiłam. I myślę sobie, że to trochę nie tak. Bo jak tu podjąć się wychowania chorego dziecka przy obecnym żałosnym stanie opieki zdrowotnej, gdy państwo sukcesywnie spycha koszty leczenia przewlekle chorych dzieci na barki rodziców, którym i tak fiskus trzyma swoją ciężką łapę na kieszeni? I miłość chrześcijańska niewiele z tym ma wspólnego. Jak czuję, że nie dam rady pomóc choremu dziecku przy moich obciążeniach (bo muszę pracować na pełen etat, bo płacę nieproporcjonalne do moich dochodów podatki, bo nie mam szans na jakąkolwiek pomoc ze strony państwa, bo, bo, bo), to po prostu nie podejmuję się takiej pomocy.Dlatego właśnie polskie rodzeństwa, polskie chore i starsze dzieci znajdują dom w Holandii, Szwecji, Belgii, Francji, a nie tu, gdzie się urodziły.W ogóle, w miarę upływu czasu, mój dotychczasowy optymizm życiowy ulega atrofii...Mam nadzieję, że Ty masz go więcej.Serdecznie pozdrawiamAgnieszka (Matylda)
            • Gość edziecko: Agna Re: Serial o adopcji oraz dlaczego polskie dzieci znajdują dom w Holandii? IP: *.* 12.03.02, 10:29
              Wiesz, Agnieszko, ja chcę do tego, co napisałas bardzo słusznie na temat decydowania się na chore dziecko (i zgadzam się w zupełności) dodać też inną świetną sprawę, którą gwarantuje nam wspaniały kodeks pracy - otóż matka adopcyjna ma urlop na warunkach macierzyńskiego jedynie do ukończenia przez dziecko 4 miesięcy zycia, a jak adoptowała dziecko do roku, to ma 4 (słownie cztery!!!) tygodnie!!! a jak adoptowała dziecko np. 1,5 roku, albo dwuletnie to fora ze dwora!!!!!wkurza mnie to potwornie oprócz wszystkich rzeczy związanych z opieka zdrowotną...gdyby jakiś mądrala zawnioskował o nowelizację w kierunku umozliwienia wzięcia macierzyńskiego np. do skończenia przez dziecko adoptowane 3-4 lat np. chociaz ze 2 miesiące, o ile atwiej byloby takiej rodzinie... i jak tu się dziwić, że u nas malo adopcji starszych dzieci...eh...
              • Gość edziecko: horac Re: Serial o adopcji oraz dlaczego polskie dzieci znajdują dom w Holandii? IP: *.* 12.03.02, 10:47
                Witaj Agno,Miło Cię znowu widzieć.Wiesz co? Ja chyba wiem gdzie jest pies pogrzebany.Pomyślmy w ten sposób:1. Nie ulega wątpliwości, że koszty ewentualnego przedłużenia lub wprowadzenia urlopów macierzyńskich dla matek adopcyjnych są niższe niż utrzymywanie dziecka w placówce przez całe jego dzieciństwo.2. Dziecko wchodząc do rodziny adopcyjnej przestaje żyć na koszt państwa a zaczyna na koszt tejże rodziny.3. Więc każdy głupi sobie wyciągnie z tego wniosek, że długoterminowo bardziej opłaca się (kasie państwowej) zachęcać do adopcji niż zniechęcać.Ale całe clue tkwi w tym jednym słowie: DŁUGOTERMINOWOTa ekipa, która jest w danym momencie przy pulpicie dyrygenckim, myśli KRÓTKOTERMINOWO. Budżet państwa układa się raz na rok! I ich interesują szybkie efekty. Oni nie myślą przyszłościowo, a jedynie w sposób, który da im doraźną pomoc. Ich rola za parę lat się skończy. Co będzie po wygaśnięciu kadencji? A kogo to obchodzi!! Dalej na drzewo - niech następni się martwią.Stąd żadna ekipa nie chce sobie brać na głowę ryzyka obciążenia budżetu dodatkowymi kosztami z urlopów macierzyńskich dla matek adopcyjnych!!!! Bo to niepopularna z punktu widzenia budżetu państwa, wręcz szkodliwa, decyzja.A że by zaprocentowała za parę, paręnaście lat?To nie jest w tej chwili ważne, bo czy jeden z drugim ma pewność że w tymże czasie, za te parę/parenaście lat, będzie u władzy? Nie. No więc po co ma sobie teraz zawracać gitarę i obarczać swojego kolegę - ministra finansów dodatkowymi kłopotami?Przykre to, prawda?Agnieszka (Matylda_
                • Gość edziecko: Agna Re: Serial o adopcji oraz dlaczego polskie dzieci znajdują dom w Holandii? IP: *.* 12.03.02, 18:13
                  Kochanie, to nie jest przykre - to jest po prostu OKROPNE!!!:fou::gun:
            • Gość edziecko: sawlb Re: dlaczego polskie dzieci znajdują dom w Holandii? IP: *.* 12.03.02, 10:56
              Przepraszam,ze sie wtrace i pojde troche pod wlos,ale...czy nie myslicie,ze adopcja miedzynarodowa to jednak pozytywne zjawisko? W koncu swiat sie kurczy, nastepuje pomieszanie kultur i nacji i,moim zdaniem,to cos pieknego ze np rodzina amerykanska decyduje sie na zaadoptowanie dziecka o innym kolorze skory. Wiele malzenstw jezdzi do Chin, Korei czy Tailandii by zaadoptowac dzieci i to nie akurat malenkie ale czesto starsze i kalekie. Niestety mam przyklad kolezanki-Polki mieszkajacej w Anglii ktora ma problem z zajsciem w ciaze, jest juz po 40ce,mysli o adopcji i owszem ale ...no wlasnie...najchetniej zaadoptowalaby malenkie dziecko i najchetniej z Polski a juz idealnie gdyby bylo podobne do niej lub do meza.:(Adopcja dziecka z Chin w zadnym wypadku dla niej nie wchodzi w rachube choc zdaje sobie sprawe ze np losy sierot chinskich sa znacznie bardziej przerazajace niz losy dzieci w polskich domach dziecka. Na adopcje dziecka z angielskiego osrodka raczej nie ma szans bo takich dzieci jest niewiele i najczesciej znajduja sie one z rodzinach zastepczych.Osobiscie podziwiam ludzi ktorzy maja juz dziecko a mimo to wybieraja sie w daleko podroz do sierocinca gdzies na wschodzie i przygarniaja do swojej rodziny skosnookie dzieciatko. To zjawisko nie jest tu nietypowe i choc pewnie zdarzaja sie,jak ktos wspominal przypadki skrajne(pediofile itd) to i tak jest to szansa jedna na tysiac-najprawdopodobniej takie samo prawdopodobienstwo jak to ze dziecko bedzie maltretowane czy gwalcone w sierocincu czy w rodzinie adopcyjnej w swoim kraju.Zycie polskiego dziecka czy tez chinskiego maja przeciez taka sama wartosc i kazde z nich potrzebuje w rownym stopniu milosci. Dlatego dla mnie akurat adopcja miedzynarodowa to raczej powod do radosci niz niezadowolenia. Pamietam historie malego Piotrusia ktora opowiadala mi pani z lodzkiego osrodka adopcyjnego (gdy jeszcze za czasow studenckich trzymalysmy z kolezanka kontakt z domem dziecka)-chlopczyk urodzil sie bez raczek i nozek. rodzice go nie chcieli wiec znalazl sie w sierocincu bez szans na adopcje. Zaadoptowala go jednak rodzina holenderska ktora juz miala swoje dzieci. Uczyli sie jezyka na przyjecie Piotrusia i bardzo to przezywali. Caly czas osrodek adopcyjny mial z nimi kontakt a swego czasu byl tez program w telewizji o dalszych losach Piotrusia.Rozumiem,ze sytuacja jest frustrujaca gdy,jak w przypadku Matyldy czy Doni, chce sie przygarnac do serca dziecko a nie mozna sobie na to pozwolic ale mysle,ze to jednak powod do radosci ze ktos z innego kraju moze pomoc temu dziecku.Wiem, wiem i tak nie wszystkim. A ze dziecko wychowa sie w innej kulturze niz w tej w ktorej przyszlo na swiat....po pierwsze nie widze w tym problemu( nawet w przypadku polskiej rodziny adopcyjnej bedzie sie wychowywalo w tradycjach rodzinnych innych niz te typowe dla jego rodziny biologicznej), po drugie,wbrew pozorom te rodziny robia bardzo duzo by zapewnic dziecku kontakt z jezykiem i kultura kraju urodzenia. Wystarczy spojrzec w internecie na liczne strony i fora poswiecone temu wlasnie celowi-rodzice amerykanscy np zrzeszaja sie by uczyc swoje koreanskie pociechy jezyka,zabieraja do ich ojczyzny,kupuja stroje narodowe,obchodza urodziny tak jakby byly one obchodzone w ich biologicznej rodzinie..... Wbrew pozorom to sie tak wcale nie wymyka spod kontroli. W Anglii np jest organizacja czuwajaca nad losami dzieci z zagranicznych adopcji i wymogi sa bardzo ostre.Przepraszam za swoje trzy grosze. To tylko obraz z innej perspektywy.Pani z osrodka adopcyjnego osobiscie bardzo ubolewala nad tym,ze wymogi zw z adopcja zagraniczna sa az tak ostre bo zgloszen jest naprawde mnostwo a kandydaci na rodzicow moga sobie pozwolic na rezygnacje z pracy,leczenie dziecka itd a jednak szanse maja mizerne. O ile pamietam dziecko musi byc iles razy odrzucone (Brrrrr) przez polskie rodziny by zostalo zakwalifikowane do adopcji zagranicznej. Najczestsze powody to kalectwo,ciezka choroba lub powazne problemy emocjonalne. Tak przynajmniej bylo jakies 8-10 lat temu. Mozliwe,ze do tej pory cos sie zmienilo na korzysc.Uklon w strone wszystkich zdeterminowanych przyszlych rodzicow.:jap:i zycze spelnienia marzen.B
              • Gość edziecko: horac Re: dlaczego polskie dzieci znajdują dom w Holandii? IP: *.* 12.03.02, 11:30
                Bogusiu!Jakże miło mi Ciebie znów widzieć/słyszeć!!!!Cieszę się podwójnie, że zajrzałaś do nowego forum.Kochana Bogusiu, Ja w całej rozciągłości się z Tobą zgadzam.Bardzo, bardzo się cieszę, że możliwe są adopcje zagraniczne. Gdyby nie to - większość chorych dzieci, rodzeństw, czy innych skomplikowanych przypadków, w Polsce nie miałaby szans na zyskanie rodziny. Z jakich względów? Zwyczajnie - biedy w tym kraju, upośledzenia w myśleniu politycznym i społecznym, z uwagi na to, że w sprawach opieki społecznej i zdrowotnej jesteśmy na etapie radła!Sama wiele myślałam o dzieciach z Chin, o ich TRAGICZNEJ w porównaniu z naszymi sierotami społecznymi, sytuacji!Ja bym sama nie miała nic przeciwko przyjęciu do siebie skośnookiego dzieciaczka. Tylko, że wszystko rozbija się o kasę.Muszę pracować. Na bilet do Chin mnie nie stać, nie mówiąc już o łapówkach i zaangażowaniu czasowym.To mnie bardzo smuci i obcina skrzydła.Nas, w tym momencie nawet nie stać na to, bym rzuciła pracę i poświęciła się dzieciom (mojemu, i adoptowanemu, którego z powyższych względów mieć nie możemy) Póki co, nie zanosi się na poprawę sytuacji ekonomicznej w tym dziwnym kraju.Bogusiu, jeszcze raz chcę powiedzieć, że bardzo popieram adopcje zagraniczne! Śmieszą mnie argumenty narodowościowe. Nie ważne czy dziecko wyrośnie na Polaka czy na Niemca. Ważne, by nie dziczało w bidulu!Pisząc o adopcjach do Holandii, chciałam pokazać, jaki chory jest nasz polski system, choć czytałam, że sporo się już w tym obszarze zmieniło – wprowadzono m.in. możliwość adopcji dziecka przez osoby samotne (jaka jest praktyka w tym względzie? Nie wiem) Bo też co innego przepisy, a co innego życie – niby jest wymóg, żeby rodzic adopcyjny miał zatrudnienie, ale też pracownicy ośrodków adopcyjnych niechętnie powierzają dzieci pracującym matkom. I jak tu wszystko pogodzić?Do usłyszenia.Agnieszka (Matylda)
              • Gość edziecko: Aldonia Re: dlaczego polskie dzieci znajdują dom w Holandii? IP: *.* 12.03.02, 11:31
                Nie jestem przeciwana zagranicznym adopcjom. Bo to dzięki nim dzieci znajdują dom. A to przecież jest najważniejsze.Kiedyś czytałam w jakimś czasopiśmie o pewnym małżeństwie, które dorobiło się wielkich pieniędzy. Chyba za granicą. Potem wrócili do Polski, bo tu ich miejsce. Nie mogli mieć własnych dzieci. Postanowili zaadoptować. Nie pamiętam jak to się odbyło po kolei, ale w sumie adoptowali sześcioro dzieci. Ktoś może powiedzieć, że zrobili to na pokaz, bo stać ich na opiekunkę, na panią do gotowania, na panią do sprzątania, ale dla mnie liczy się tylko to, że sześcioro dzieci znalazło dom. I bardzo się z tego cieszę. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko dorobić się dużego majątku. I mimo, że często jestem pesymistką, to nachodzą mnie myśli optymistyczne i wierzę, że kiedyś tak się stanie. :)Albo przynajmniej mieszkanko większe o jeden pokoik. I konkretniejsze źródło dochodów. I przede wszystkim odpowiednie nastawienie męża. Pozdrawiam wszystkich cieplutko.
                • Gość edziecko: wiesia adopcja a prawo IP: *.* 18.03.02, 11:46
                  Co prawda nie jestem mamą adopcyjną i najprawdopodobniej nigdy nie będę... ale mam nadzieję, że nie zostanę wyrzucona z tego forum, bo temat bardzo mnie interesuje. Może będę w stanie chociaż tyle dobrego zrobicć , by komuś kto chce i może starać sieo adpcję ten temat przybliżyć. Dlatego proponuję, utworzenie wątku ( lub wątków) "Adopcja i prawo", bo wydaje mi isę, że narosło mnóstwo nieporozumień wokół tej sprawy.Matylda kilkukrotnie pisała np. o tym ,że matka adopcyjna nie powinna pracować , a ja znam rodziców adopcyjnych , obydwoje pracują i nie mieli z tego powodu żadnych problemów przy adopcji. Wydaje mi się, że wyjaśnienia wymaga też sprawa adopcji przez osoby samotne. Tu z koleji Matylda pisała, że nie ma ograniczeń , a ja znam sytuację, w której odmówiono samotnej kobiecie (wykształconej, dobrze sytuowanej, około 35 lat) adopcji pod pretekstem , że nie da sobie rady i nie stworzy dziecku noirmalnej rodziny. Może ktoś byłby w stanie zamieścić linki labo cytaty z przepisów prawnych regulujących te i inne "niejasne" sprawy?
    • Gość edziecko: bonia Re: Serial o adopcji IP: *.* 27.03.02, 12:47
      Ceść dziewczyny. Po przeczytaniu powyższych postów stwierdzam, że jesteście malkontentkami. W Klanie adopcja była prostsza niż uzyskanie odszkodowania za zalane mieszkanie, a co ważniejsze pielęgniarka Grażynka i jej mąż trudniący się remontami mieszkań (teraz taryfiarz) mogli zaadoptować w jednym czasie dwójkę dzieci. Nie wspomnę już o tym, że za chwilę dorobili się własnej pociechy. W Klanie nie ma też ludzi bezskutecznie poszukujących pracy, ani takich którzy z dwóch pensji mają problemy z wyżyciem od 1-go do 1-go. Nie ma też takich, którzy biorą kredyty aby móc zacząć walkę o własne dziecko, bo w naszym kraju bezpłodność jest winą (nie wiem za co?)kobiety. Przykłady można by mnożyć, a piszę to po to bo wydaje mi się (pewnie słusznie), że po dostaniu się do pewnego kręgu notabli, gwiazd itp. traci się wzrok. Przykładem jest ten właśnie serial, który kobieta z Wołosatego w Bieszczadach ogląda w identyczny sposób jak perypetie rodziny Karingtonów - niedościgniony świat, z innej planety.Bogna
      • Gość edziecko: wiesia serial o adopcji - ciąg dalszy IP: *.* 29.04.02, 15:34
        Oglądałam ostatnie dwa odcinki tego serialu i po obu mama BARDZO mieszane uczucia. Pierwszy to ten odcinek o Holendrach któzy mieli zaadoptować chorego na coś Dominika. I który w ich obecności dostał ataku, którego ponoć miała nie dostatać ,a lekarze polscy nie byłi w stanie nic powiedzieć nie tylko na temat jego zdrowia obecnie, ale nawet kiedy dziecko się urodziło ( dwa komplety sprzecznych dokumentów) , czy było wcześniakiem i jeśli tak to ile tego wcześniactwa. No po prostu horror i wstyd, WSYTD.:-( Holendrzy wyjechali załamani, mają juz małe adoptowane dziecko i nie byli przygotowani na opiekę nad powaznie chorym na "niewiadomoco" i "nie wiadomojakdługo" dzieckiem, które urodziło się "niewiadomo kiedy". Dominik został. A ostatni odcinek to czarna rozpacz :ojciec musi oddać swoje dzieci do rodziny zastęczej , bo jako wielodzietny kaleka i wdowiec nie daje sobie rady z utrzymaniem i wychowaniem licznego potomstwa. Wyłam jak bóbr oglądając to. W JAKIM DZIWNYM KRAJU ŻYJEMY??? A może to wszytko jest normalne, tylko ja mama w głowie nie tak?
        • Gość edziecko: suzimuzi Re: serial o adopcji - ciąg dalszy IP: *.* 13.05.02, 21:32
          Wiesiu - i inni!Nie wiem czy ogladaliscie ostatni odcinek.Holendrzy postanowili jednak go wziasc. Wrocili. Pare tygodni czekali na paszport, ale w koncu szczesliwi pojechali do domu.W innym watku dorosly juz mezczyzna dowiedzial sie wlasnie ze byl adoptowany i szuka swojej biologicznej matki. Pod koniec odcinka stoi pod jej domem i boi sie wejsc do srodka.Dalej nie pamietam, ale mam nagrane.No to paSuzann
Pełna wersja