Adoptowana - nie moja

14.04.09, 01:29
Adoptowalismy, bo nie doczekalismy sie na rodzone. Córeczka jest
kochana, bywa krnąbrna ... jak kazde dziecko. Nie jest w ogóle
podobna do mnie - ani z wyglądu, ani charakteru. Jest szczęśliwa, ze
ma rodziców, dom ... Ale ja wciąć cierpię, ze nie zaszłam w ciążę,
ze nie jest moim rodzonym dzieckiem. Już 2 lata prawie jak mała jest
z nami, a moje serce wciąż krwawi .. Czy to może się odbic
niekorzystnie na naszych relacjach. Teraz lub w przyszłości? Jak
poradzić sobie z tym bólem, ze nie urodziłam ... Wciąż myslę i
czuje, ze to nie moje dziecko .... choc kocham ją a ona mnie ... i
troszczę się o nią, uwielbiam ja przytulać, czuje że jestem jej
potrzebna .... Mam wyrzuty sumienia ze mogę skrzywdzić, podświadomie
odrzucać, sama nie wiem
    • kawka74 Re: Adoptowana - nie moja 14.04.09, 07:21
      Aż chciałoby się zapytać - i z takim podejściem dopuszczono Was do adopcji? I co na to mąż? Jak on to postrzega?
      A odbić się może, bo córka w końcu wyczuje, że jest "zamiast", że nie spełnia jakichś Twoich oczekiwań, bo ich spełnić nie może, nie może się dla Ciebie i z Ciebie urodzić.
      Może czas coś zmieni, czego serdecznie Ci życzę.
    • leli1 Re: Adoptowana - nie moja 14.04.09, 07:59
      jak sobie poradzic z bólem?.....tutaj pewnie nikt Ci nie poradzi, bo nie ma na to uniwersalnego lekarstwa. Prawdopodobnie Twoje pragnienie bycia matką, było na tyle silne, że nie przemyślałas tego przed przystąpieniem do procedury.
      Mysmy, a raczej ja, bo mężowi przyszlo to szybciej, dojrzewalam do aopcji bardzo dlugo, czasem mysle ze za długo, ale było mi to potrzebne, aby poukładac sobie wszystko, zaakceptowac fakty i przyjąć to co zycie mi szykuje.
      Moze jakas fachowa pomoc by Ci się zdała?, nie wiem, ale jesli sama dostrzegasz problem to pewnie on jest i moze kiedys sie odezwac.
      Zycze, abys sie odnalazla w roli MA, bo Twoja coreczka z pewnoscia jest tego warta.
    • calama Re: Adoptowana - nie moja 15.04.09, 07:47
      kasia3838 napisała:

      > Ale ja wciąć cierpię, ze nie zaszłam w ciążę,
      > ze nie jest moim rodzonym dzieckiem.
      chyba ważne, byś określiła czego Ci brakuje - tego, że Mała nie była
      w Twoim brzuchu, czy że Ty nie byłas w ciąży?
      To wbrew pozorom dwie różne rzeczy.
      Ludzie, którzy nie mają dzieci biologicznych i czekają na adopcję,
      podzieliłabym na bezdzietnych i bezpłodnych. Jednym przede wszystkim
      brakuje dziecka, drugim - ciąży, dziecka podobnego do nich, tego
      przedłużenia rodu i takich tam.
      Mi pewnie było łatwiej, bo ciąża dla mnie byłaby tylko środkiem do
      bycia rodzicem, nie celem samym w sobie.
      Może Ty masz odwrotnie. Ale dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę.
      Mam wrażenie, że nie przetrawiłaś jeszcze własnej niepłodności.
      Pewnie psycholog z OAO by Ci pomógł. Chociaż jak pomyśle o babce z
      mojego ośrodka... to wątpię.
      Chyba większość rodziców adopcyjnych gdyby nie miała problemu z
      urodzeniem, nie pomyślała by o adopcji. Tak to widzę. Moja córeczka
      jest moim największym skarbem, ale pewnie gdybym urodziła dziecko
      biologiczne to do tematu adopcji bym nie doszła.
      Oby Twoje żale, że nie byłas w ciąży, minęły jak najszybciej.
      I nie miej wyrzutów sumienia - to Twoje odczucie, coś mało zależnego
      od nas. Ważne są czyny - kochaj małą i opiekuj się nią tak, by nie
      czuła się zamiennikiem. Ona jest Twoją córką. Ty jesteś jej matką.
      A dzieci, biologiczne czy adopcyjne i tak nie są naszą własnością -
      i tak wychowujemy je chwilę, nie dla siebie tylko dla ich przyszłego
      życia. smile
      • kasia3838 Dlaczego tak boli 15.04.09, 10:49
        Kocham Małą i rzeczywiście mój ból nie dotyczy Jej, akceptuję Ją, to
        że adoptowana. Mogłabym mieć i adoptowane i urodzone - wiele osób
        tak ma.
        Teraz, po Twoim poscie to sobie uswiadomiłam.
        Chodzi o to przekazanie genów, by była podobna do mnie, by
        odziedziczyła po mnie ...
        Ból o tyle mocny, że nie jestem/nie byłam bezpłodna ... i , że mąż
        okazał się malo odpowiedzialny w leczeniu i zabiegach o rodzone
        dziecię.
        A teraz juz jestem pewno za stara by spróbowac z kimś innym ....
        • calama Re: Dlaczego tak boli 15.04.09, 11:34
          kasia3838 napisała:

          > Kocham Małą i rzeczywiście mój ból nie dotyczy Jej, akceptuję Ją,
          to
          > że adoptowana.
          I TO JEST NAJWAŻNIEJSZE smile
          > Mogłabym mieć i adoptowane i urodzone - wiele osób
          > tak ma.
          tak, też tak czuję
          ale podejrzewam jednak, że gdybym nie miała problemów z urodzeniem
          nie wpadłabym na pomysł adopcji

          > Chodzi o to przekazanie genów, by była podobna do mnie, by
          > odziedziczyła po mnie ...
          fizycznie moja Kózka nie jest do mnie podobna ( może i dobrze wink ),
          a nigdy wcześniej nie przypuszczałabym ile nabywa się od środowiska.
          Ona zachowuje się jak ja. To samo lubi, to samo ją cieszy i bawi.
          Tak samo siada, uwielbia pływać i czytać książeczki. Uczenie jej i
          pokazywanie szeroko rozumianego świata jest cudowne. smile

          > Ból o tyle mocny, że nie jestem/nie byłam bezpłodna ... i , że mąż
          > okazał się malo odpowiedzialny w leczeniu i zabiegach o rodzone
          > dziecię.
          może tu jest przyczyna bólu?
          przetraw go i pogrzeb smile
          każdy ma jakies niespełnione marzenia - jeden chciał być pilotem,
          lakarzem, inna modelką, czy mamą biologiczną ...

          > A teraz juz jestem pewno za stara by spróbowac z kimś innym ....
          skoro nic nie można zrobić to trzeba zaakceptować sytuację i już smile
          "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie
          jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj
          mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego. "

          Powodzenia! I spokoju ducha.
    • rozanamama Re: Adoptowana - nie moja 22.04.09, 14:58
      Psychoterapia.
    • kasialu Re: Adoptowana - nie moja 27.04.09, 11:15
      Kasiu kochsz swoją córeczkę i to jest najważniejsze. Pomyśl co by
      było jakbyś jej nie miała, gdyby nie była Twoim dzieckiem.... czy
      mogłabyś być szcześliwa bez swojej córeczki... odpowiedź na to
      pytanie pozwoli Ci poukładać pewne sprawy... pozdrawiam
    • mgla_jedwabna Re: Adoptowana - nie moja 03.05.09, 00:14
      A mi się wydaje, ze twój problem to nie jest córka, tylko żal do męża, że nie będziesz biologiczną mamą, a mogłabyś. Poszukaj dobrego psychologa ze znajomością tematu, inaczej twój żal zmieni się w coś gorszego (złość? frustrację), co zaczniesz rzeczywiście przelewać na dziecko.

      Tak sobie myślę, że gdybyś miała dziecko biologiczne (albo przepracowała porządnie w trakcie terapii problem braku takowego), to "twoje serce przestałoby krwawić" i kochałabyś to adoptowane już bez zastrzeżeń.
Pełna wersja