Dodaj do ulubionych

Szkoła P. Komosy

12.03.05, 14:35
Bardzo prosze o informację czy w tym tygodniu (14,03-19.03)odbywają się zajęcia w szkole rodzenia p. Krystyny Komosy?
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • madaska Re: Szkoła P. Komosy 12.03.05, 22:27
      hejka,
      zajęcia odbywają się jak co tydzień, również w tym tygodniu (14,15,16.03)!
      pozdrawiam
      madzia i kacperek
    • mycha208 Re: Szkoła P. Komosy 13.03.05, 08:17
      Dziękuje bardzo za odpowiedź smile
    • tofik991 Szkoła ważniejsza od PRZYSZŁEJ MAMY!!! 18.03.05, 13:51
      większe jest prawdopodobieństwo, że odbywają się zajęcia, niż to że p. Komosa
      mając do wyboru odebrać z Tobą poród czy poprowadzić zajęcia w swojej szkole
      wybierze to pierwsze. Oto dowód (zapewniam, że nie jedyny)
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=585&w=19974434&a=19976391
      • azymut17 Re: Szkoła ważniejsza od PRZYSZŁEJ MAMY!!! 18.03.05, 20:33
        Dziwisz się? Bo ja nie. To jest jej praca i ma przecież prawo do tego, by być
        zmęczoną i iść do domu po pracy w szpitalu lub w szkole rodzenia.
        Ciekawe jak byś się czuła, gdybyś zapłaciła za szkołę rodzenia i nagle na
        miejscu powiedziano by Ci, że zajęć dziś nie będzie, bo ktoś rodzi. Mnie szlag
        by trafił - jesli płacę za szkołę, to wymagam rzetelności. Tutaj przecież nie
        wchodzi w grę przedłużenie zajęć na następny tydzień, bo kończą się one czasem
        na tydzień przed planowaną datą porodu.

        Nie wiem, skąd w Twoim poście tyle jadu.
        Życzę więcej empatii.
        • tofik991 Re: Szkoła ważniejsza od PRZYSZŁEJ MAMY!!! 19.03.05, 15:09
          Nie pierwszy to przypadek gdy "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia". Ale
          jeszcze masz okazję przekonać się czym p. Komosa zaskoczy Ciebie przy porodzie
          (oby NIE!). Wiem, że położna ta ma wielką wiedzę i doświadczenie ale niektórymi
          wypowiedziami sama siebie kompromituje. Na pytanie czy zdąży, będąc umówiona na
          odebranie porodu, odpowiedziała: "ja zawsze zdążam" - więc albo robi sobie żarty
          albo kłamie w żywe oczy. Co do kwestji finansowej, płaci się zarówno za szkołę
          rodzenia, jak i "indywidualną" opiekę położnej przy porodzie. Nie ma znaczenia
          czy się płaci przed, czy po wykonaniu usługi. Wiążąca jest umowa, czyż nie???
          Indywidualnie jest w cudzysłowie dlatego, że opłacona przez Ciebie położna może
          mmieć jednocześnie drugą ciężarną, również opłaconą, na sąsiedniej sali (czasami
          się to zdarza). I żeby nie przeciągać (starał?m się pisać tylko o konkretach)
          tak naprawdę jest tylko jedno racjonalne wytłumaczenie, dlaczego p. Komosa
          wybiera prowadzenie zajęć w szkole rodzenia niż dotrzymanie obietnicy, iż będzie
          z Tobą przy porodzie. Policz ile będzie osób wyrażających swoje niezadowolenie
          jeśli nie zdąży na zajęcia w szkole, a ile gdy OLEJE JEDEN ZWYKŁY PORÓD ?!
          Ostatnie zdanie jest dla Tych, którzy jeszcze mają wątpliwości. SZKOŁA RODZENIA
          JEST WSTĘPEM-PRZYGOTOWANIEM FIZYCZNYM I PSYCHICZNYM DO KULMINACJI 9-CIO
          MIESIĘCZNEGO WYSIŁKU KOBIETY, JAKIM JEST PORÓD WRAZ Z NAUKĄ OPIEKI NAD
          NOWORODKIEM. Każde stworzenie na tym świecie wie co jest ważniejsze...
    • magda742 Re: Szkoła P. Komosy 18.03.05, 20:55
      no ale z tego postu nie wynika, czy ta dziewczyna sobie wykupila Komose, bo
      jeśli zapłaciła jej 600 zł... no to nie wiem. Ja zamierzam ja wykupić, no więc
      właśnie wykupię ja - zacznę rodzić w tym czasie co ona ma szkołe i co wtedy?
      • azymut17 Szkoła Rodzenia 19.03.05, 00:12
        magda742 napisała:

        > no ale z tego postu nie wynika, czy ta dziewczyna sobie wykupila Komose, bo
        > jeśli zapłaciła jej 600 zł... no to nie wiem. Ja zamierzam ja wykupić, no więc
        > właśnie wykupię ja - zacznę rodzić w tym czasie co ona ma szkołe i co wtedy?

        Z tego, co dotąd przeczytałam na tym forum, wynika, że opłatę za wynajętą
        położną uiszcza się dopiero po porodzie (chyba przy wypisie) razem z opłatami
        za ewentualne pojedyncze sale, znieczulenie itp.
        To na wypadek sytuacji, jaką opisujesz.
    • scuzi Re: Szkoła P. Komosy 18.03.05, 21:21
      Polecam informacje z pierszej ręki:

      www.rodzimy.pl/
      "podaj dalej"
      pzdr.
      K.
      • roma52 Re: Odradzam 21.03.05, 10:57
        Dla mnie pani Komosa po prostu ma dobry marketing nie poparty faktami,
        chodziłam do jej szkoły miałam z nią rodzić ale jak trafiłam do szpitala 2
        tygodnie przed porodem i mnie olała i posłuchałam sobie opinii lekarzy na jej
        temat zmieniłam na p. Kasię Najmrak.
        Na podstawie moich dośw. uważam, że ta pani po prostu chce szybko zbijać kasę i
        niewiele więcej
        • aniol.basia Odradzam również ! 21.03.05, 21:11
          Niedawno moja znajoma miała ten sam problem. Miała już zapowiedziane przez samą
          zainteresowaną (czytaj Komosę), że nie przyjdzie!!! Szczęśliwie, ponieważ
          rodziła kilkadziesiąt godzin, poród przeciągnął się na tyle, iż Komosa jednak
          się zjawiła. Profesjonalistka znów sobie zepsuła opinię, grając na nerwach
          ciężarnej. Nie mogła przecież wiedzieć, że kobiety znając jej obyczaje zaczną
          się dostosowywać do grafiku zajęć superpołożnej!!!
          • madaska inne zdanie! 22.03.05, 11:52
            wybaczcie Panie, ale p.Komosa to tez człowiek i nie zawsze może zjawić się na
            każde zawołanie! przecież nie będzie pracowała 24 h na dobę!!!! decydując się
            na tak profesjonalną położną, trzeba mieć to na uwadze!!!
            uczęszczałam na zajęcia do jej szkoły rodzenia, z czego jestem bardzo
            zadowolona - ale to przecież kwestia gustu! również mam zamiar mieć ją przy
            porodzie, ale zdaję sobie sprawę z tego, że akurat w tym dniu może być zajęta!
            i trezba będzie sobie jakoś inaczej poradzić!
            pozdrawiam
            madzia i błażek (37t)
            • aniol.basia inne, inne zdanie! 22.03.05, 16:34
              wyjaśniam, bo może z mojej wypowiedzi to nie wynikało. Ona nie poszła się wyspać,
              odpocząć czy zrelaksować, tylko prowadzić szkołę rodzenia, a wróciła gdy
              załatwiła swoje sprawy. No chyba, że zapada w sen za kierownicą swojego auta.
              • agadj Re: inne, inne zdanie! 23.03.05, 06:57
                Nie rozumiem skad tyle zlosliwosci w Waszych wypowiedziach, ja rodzilam z p.
                Komosa i mam jak najlepsze zdanie o Niej, na poparcie moich slow kopiuje moja
                relacje z porodu na solcu:

                "Pozwolę sobie na krótka relacje z mojego pobytu na Solcu. Urodziłam tu cudne
                Maleństwo – Krzysia (3850g.; 57 cm.), nasze.
                A teraz szczegóły: Na wstępie zaznaczę, że byłam umówiona z p. Krysią Komosa na
                indywidualny poród i opiekę okołoporodowa. I od razu zaznaczam, że nie był to
                jakiś potworny koszt kilku tysięcy złotych, tylko 600,00 plus 200,00 za opiekę
                przed i po porodzie. A teraz do rzeczy. O godzinie 5:00 nad ranem obudziły mnie
                dziwne „doznania” w dole brzucha – tak jakby zatrucie JJJ, ale jak nabrały – te
                doznania - regularności co około10 minut, to o 6:00 obudziłam mojego Męża i
                przyszłego Tatusia, że to już dziś przyjdzie na świat nasze Maleństwo.
                Zmierzyliśmy częstotliwość skurczy i doszliśmy do wniosku, ze jeszcze spokojnie
                możemy poczekać. O godzinie 10:00, kiedy skurcze były już co około 7 minut
                zadzwoniłam do p. Krysi i umówiłyśmy się koło 12:00 na zapis ktg. Do szpitala
                na badanie dotarliśmy na 14:00 ze skurczami co około 5-7 minut. P. Krysia
                przyjęła nas osobiście, na sali imbirowej, podłączyła mnie do ktg. Z zapisu po
                30 minutach wynikało, ze akcja skurczowa postępuje, a Dzidziuś ma się dobrze.
                Następnie zbadała mnie (bardzo delikatnie), a dokładnie moje rozwarcie – 1,5
                cm. I stwierdziła, że jeśli chcemy możemy zostać, a jeśli nie, to możemy jechać
                do domu i obserwować, co się dzieje. Dodam, że mój Mąż był cały czas ze mną.
                Postanowiliśmy wrócić do domu. Aha p. Krysia poleciła pić dużo herbatki
                malinowej – zmiękcza szyjkę i pomaga w szybszym rozwarciu. Umówiliśmy się na
                tel. do 19:00, bo wtedy kończyła dyżur lub w razie potrzeby szybciej. W domu
                zjedliśmy lekki obiadek i czekaliśmy, żartując, prasując koszule (dla męża na
                zapas) około 18:00 skurcze nasiliły się na tyle, ze trzeba było im już
                poświecić całą uwagę. O 19:00 zadzwoniliśmy do p. Krysi (skurcze co około 2-3
                min trwające do 50 sek.). Polecenia były następujące, ciepły prysznic na około
                20 min a następnie leżenie na lewym boku – co okazało się nie do zniesienia,
                więc nie leżałam, około 20:00 kolejny tel. i „diagnoza” – to już się zaczęło na
                dobre, za pół godziny spotykamy się w szpitalu. Dodam, że o 19:00 zeszła z
                dyżuru, a o 21:20 jak dotarliśmy do szpitala już na nas czekała. A teraz poród.
                Najpierw, te wszystkie koszmarne formalności (wywiad, badanie tym cyrklem
                położniczym rozstawu miednicy). Następnie podłączyła nas do ktg na 20 min.
                Potem zbadała rozwarcie – 3 cm. „No to musimy zacząć działać” – najpierw
                prysznic, gorąca woda i piłka – 40 min w trakcie tej „sesji” zaglądała do nas
                kilkakrotnie. W czasie skurczu polewałam sobie brzuch woda miedzy skurczami Mąż
                polewał mi plecy – co dawało ogromne odprężenie i pozwalało nam normalnie
                rozmawiać, a nawet sobie żartować. Po prysznicu rozwarcie 6 cm. „No to teraz
                chodzimy i „znieczulimy” się troszkę” -tens. Podłączyła mi na plecach w okolicy
                krzyżowej cztery „plasterki” i podłączyła takie małe urządzonko, które
                emitowało dość silne wibracje w czasie skurczu Mąż włączał wibracje i uśmierzał
                w ten sposób ból. P. Krysia podpowiadała różne pozycje na piłce, na worku sako,
                na sedesie – podtrzymywał miednice. Mnie jednak najwygodniej było pochylać się
                w czasie skurczu do przodu opierając o zlewozmywak lub o łóżko. Tak sobie
                spacerowaliśmy jakieś 45 minut. Następnie p. Krysia zaproponowała wannę i znowu
                40 minutek pluskania. Nadmienię, że dzięki metodzie p. Krysi skurcze bardziej
                odczuwałam jako dyskomfort, a nie jako ból!!!! Gdy wróciliśmy z wanny rozwarcie
                było na pełne 10 cm po niespełna 4 godzinach od momentu wejścia na sale
                porodowa. Następnie przyjęliśmy pozycję na podłodze J Mój Mąż siedział na
                taborecie z szeroko rozstawionymi nogami, ja wsparta pod ramionami, Jego
                kolanami kucałam, a p. Krysia między moimi udami robiła mi okłady z gorącej
                kawy na krocze, starając się w ten sposób ochronić je przed nacięciem. Po
                jakimś czasie zaproponowała jeszcze prysznic, aby złagodzić chęć parcia, co nie
                mogło jeszcze nastąpić, bo główka jeszcze nie całkiem była wstawiona. Pozwoliła
                mi jednak leciutko przeć, gdy już nie mogę powstrzymać parcia, a Ona w tym
                czasie kontrolowała schodzenie główki. W pewnym momencie wzięła moją rękę i
                kazała dotknąć schodzącej główki Dzidziusia. Następnie zaprosiła nas na lóżko,
                ułożyła na boku, jedną nogę podtrzymywała na swoim ramieniu, no i zaczęła się
                praca. (nabierz dużo powietrza do brzucha, wypuść, jeszcze raz to samo i przemy
                jeszcze, jeszcze, jeszcze, a teraz szybko wymień powietrze i jeszcze raz, ale
                szybko, bo nam się skurcz skończy!!! – tak wyglądała nasza współpraca J) Kilka
                dyrygowanych skurczy partych i przy kolejnym Krzyś urodził się – godzina 2:05 w
                nocy (w trakcie jednego skurczu urodziła się główka i barki) i wylądował na
                moim brzuchu!!! Pępowinka przestała tętnić i dzielny Tata własnoręcznie ją
                przeciął.
                ......tego nie da się opisać, to nie szczęście, to nie radość, czy euforia. Nie
                będę nawet próbowała określić uczuć, jakie wypełniały nasze serca w tym
                momencie – to chyba tylko można określić jako magia Rodzicielstwa, a tylko ktoś
                kto to przeżył wie o czym piszę!!!
                Krzyś dostał 10 pkt , był zmierzony i zważony w tej samej sali, w której
                rodziliśmy, a następnie został przystawiony do piersi. Teraz nastąpiła ta mniej
                przyjemna część porodu – szycie pękniętej szyjki i niewielkiego nacięcia (2
                szwy). Po opatrzeniu mojego krocza p. Krysia jeszcze dokładnie je przemyła,
                obłożyła lodem i zawiozła na wózku na salę. Ona pchała mój wózek a Mąż naszego
                Krzysia. Pani Krysia jeszcze pół godzinki z nami posiedziała, a Mąż mógł
                zostać ze mną do rana.
                A teraz troszkę banalnych konkretów. Z braku miejsc na oddziale położniczy
                leżałam na ginekologii, po drugiej stronie korytarza. Do życzenia pozostawiały
                jedynie co nie co łazienki, które niestety tu nie zostały odremontowane, ale
                jak dla mnie łazienki nie są priorytetowe, w związku z tym dzielnie zniosłam tę
                niedogodność.
                Opieka zarówno położniczo – ginekologiczna, jak i pediatryczna super!!!
                Ginekolodzy – dyskretni i ciepli. Położne bardzo serdeczne i służące pomocą - w
                razie potrzeby. Pielęgniarki Noworodkowe pomagają w przystawianiu do piersi, w
                pielęgnacji, udzielają wszelkich porad, są do dyspozycji nie tylko w czasie
                obchodu, ale w każdej chwili, gdy jest taka konieczność. Gdy Maluszek w nocy
                płacze, zaglądają, by sprawdzić, czy młoda Mama sobie radzi. Pediatrzy są
                bardzo kompetentni, udzielają wszelkich informacji o Dzidziusiu, badany jest
                przesiewowo słuch, kontrolują precyzyjnie poziom bilirubiny (żółtaczka
                fizjologiczna), w szpitalu za 50,00 jest możliwość wykonania usg stawów
                biodrowych, główki i brzuszka.
                Dodam jeszcze, że p. Krysia Komosa kilkakrotnie zaglądała do mnie i Maluszka w
                czasie pobytu w szpitalu, a gdy poszliśmy podziękować i pożegnać się,
                zapewniała o swojej gotowości pomocy i możliwości wszelkiego kontaktu w razie
                potrzeby.
                Podsumowując:
                · Opieka na bardzo dobrym poziomie
                · Polecam poród z indywidualną opieką położnej, ja oczywiście polecam p.
                Krysię Komosa!
                · Opieka nad Noworodkiem bardzo dobra.
                · Poziom informowania o stanie zdrowia dziecka i matki bardzo wysoki.
                · Warunki do porodów rodzinnych bardzo dobre.
                · Warunki na oddziale położniczym (ginekologicznym) zadowalające.
                · Odpłatność: poród rodzinny – bezpłatny; indywidualna opieka położnej w
                czasie porodu - 600,00; opieka położnej okołoporodowa – 200,00; znieczulenie
                (uważam, że w trakcie porodu z własną położną nie jest konieczne) –
    • roma52 Re: do Madaska 23.03.05, 11:23
      Witaj
      wieswz to, że ktoś ma swoje zajęcia i nie jest w 100% dyspozzycyjny to ja
      doskonale rozumiem, zresztą o tym uprzedziła nas już na początku. Ja mam do
      niej żale o zupełnie coś innego; gdy byłam w terminie porodu umówiła się ze mną
      na ktg do szpitala na 18, nie przyszła, nie zadzwoniła a ja tylko narobiłam w
      szpitalu problemu z ktg tak późno, bez niej przyszłabym wcześniej i nie byłoby
      problemu.
      2 tygodnie przed porodem trafiłam do szpitala bo miała zawężone ktg, KK była
      akurat na dyżurze jak mnie przyjmowali, powiedziała, że wpadnie, przez 2
      tygodnie nie zajrzała ani razu. Kiedy zmiueniałam ją na Kasię bez przerwy się
      pytała, dzowniła nawet na oddział,żeby się dowiedzieć co u mnie. W końcu miałam
      cc i zrezygnowałam z położnej a ona po porodzie do nas przychodziła pytać czy
      czegoś nie potrzebujemy.
      Jak miałam cc KK akurat była na porodówce, i poprosiła lekarza, który mnie
      ciął, żeby obejrzał łożysko, zapewniam Was, że zwolenniczki KK nie chciałyby
      wiedzieć w jakich słowach skomentował jej umiejętności.
      • maniekme Re: do Madaska 24.03.05, 12:46
        wydaje mi sie ze te zle opinie na temat p. Komosy wynikaja poprostu troszke z
        zazdrości personelu medycznego tego szpitala ze jej sie udało i rozkrecila
        niezly interesik> my tez jestesmy z nia umówieni ale uprzedzila nas ze teraz
        wyjezdza i powiedziala ze musi odpocząc wszak mamy termin na 17 ale ja juz mam
        skurcze dosyc intensywne wiec moze byc roznie i ona nas uprzedzila ze do 4
        kwietia jej nie ma ale kazala dzwonic bo jesli nie ona to zadzwoni do kolezanki
        ktora bedzie na miejscu i wtedy tamta sie nami zajmnie. Wydaje mi sie ze sprawa
        postawiona jasno i uczciwie. Pozdrawiam Iwona 37t
        • kckk Re: do Madaska 27.03.05, 22:51
          Nie jest dobrze jeśli rozkręca się "interesik" na jednych kosztem innych.
    • maja42 Re: Szkoła P. Komosy 29.03.05, 14:50
      A my rodziliśmy z Krysia i jestesmy bardzo zadowoleni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka