Dodaj do ulubionych

Bethanien Dom Giżycko

24.06.06, 21:27
Witam
w ub - będąć u teściowej zajechałam na wizyte do BETHANIEN DOM - przychodnia
ggin i klinika położnicza - prywatna w Giżycku. Kiedyś mieszkając w Giżycku
owszem bywałam u dr. Nowickiego ale dawno to było. TO co zobaczyłam to był
szok. na pierwszy rzut oka nic sie ni zmieniło - ta sama sekretarka ta sama
waga to samo pomieszczenie miło, chłodno, 3 kobietki przede mną.
pytam o cenę wizyty : 50zł - myślę ok. a ile usg ?: - w cenie wizyty - uuu
jak miło (u mnie w Suwałkach sama wizyta 50zł + usg zwykle 50zł). wchodze do
gabinetu. Miło cieplo przyjemnie spokojnie ogólnie nastrój relaksu -
czyściutko....
rozmawiam z lekarzem dostaję komplet info omawiamy badania niepokoje - ale
zostaję zaproszona na USG idę odruchowo do drugiej sali, a lekarz mówi prosze
dalej - no to idę za nim.
Przechodzimy do 3 salki kłade sie - lekarz przykłada mi sodę do brzuch a i co
widze ?? hmm jakieś dziwne to usg - mam trochę tłuszczyku na brzuchu a tu
mojego Natanka widac jak na zywo!!
pytam wow jaki sprzęt nowy ?
lekarz mówi juznie takinowy.
ale kiedy przechodzimy do twarzyczki to zauważam że to jest USG 3D wec pytam
czy to jest 3D - a lekarz nie to jest 4D !!!!!!!!!! no to trzymam sie za
kieszeń w warszawwie zapłaciłam 200zł ale myślę tylko o tym, czemu moj mąż
nie poczekał mógł to zobaczyc !!!!
- kończymy wizytę wychodze wystraszona bo mam tylko 100 musze dzwonić po
męża - płaca pytam to ile razem a Pani sekretarka mówi - 50zł !!!!!
pytam jeszcze raz Pani mówi 50zł akurat podszedł lekarz i to potwierdził !

jestem mile zaskoczona bo widziałam zdjęcia klinki i zastanawiam sie nad
porodem tam - bez łapowek bez problemów bez koszmarnych cen i jeszcze
miło !!!!

co prawda nie lubię Giżycka ale taki poziom usług mi się podoba !!!

polecam wam wizytę przy okazji pobytu na mazurach smile

Ewa
Obserwuj wątek
    • beciaw2 Re: Bethanien Dom Giżycko 26.06.06, 15:29
      W jego klinice rodziłam pierwsze dziecko, drugie w październiku nie wyobrażałam
      sobie rodzić gdzie indziej. Czysto, miło po domowemu. Poród rodzinny 200zł,
      znieczulenie zewnątrzoponowe bez opłat. Byłam zadwolona, choć nie jest to
      klinika tzw. nowego spojrzenia jest i lewatywa i golenie i nacięcie i
      oksydocyna kiedy jest potrzeba. Ale czuć tam rzeczywistą troskę o pacjentkę i
      dziecko. I miło widzieć że personel i p. dr ewidentnie cieszą się z narodzin
      dzidziusia. Jedyny minus to to że p. dr jest małomównym mrukiem, ale jeśli
      zadaje się pytanie to na nie wyczerpująco odpowiada. No i nie jest zwolennikiem
      zwolnień dla kobiet w ciąży, twierdzi że to nie choroba.
      Fakt bardzo inwestuje w sprzęt, laparoskop i sprzęt operwcyjny też dużo lepszy
      niż w szpitalu powiatowym.
      Ale że ma 4D nie wiedziałam, muszę o go zapytać przy najbliższej wizycie.
      • cameltravel Re: Bethanien Dom Giżycko 26.06.06, 19:16
        dokładnie - mruk z niego niesamowity ~!!!
        ale wie co robi i można mu ufać, a to potrzebne.

        powiedz jak wygladalo przyjęcie Ciebie?
        ja ma wizyte na 23 - 24 lipca żeby ustalić co dalej bo termin na 4.
        ja jestem jakas taka niemrawa jeśli chodzi o szpitale mnie to poprostu przeraża
        a w szpitalu w Giżycku nie chce juz rodzić - NIGDY !!!!!!
        na razie wacham sie między nim a Oleckiem.

        nie wiem co robic niby prosta sprawa poród ale.... ani suwałki ani giżycko nie
        wchodzą w grę - raczej będę miała cesarke - wzrok i brak akcji porodowej w
        poprzednich porodach - pisz co i jak każda info sie przyda bo ja już smaa nie
        wiem co robić
        • beciaw2 Re: Bethanien Dom Giżycko 11.07.06, 14:01
          Przepraszam że tak póżno ale byłam na zwolnieniu a w domu nie mam dostępu do
          internetu.
          Małgośkę zachciało mi się rodzić w sobotę, długi weekendsmile W Giżycku byłam ok.
          3 rano. Klinika ciemna, paliło się tylko światło nad gankiem. Aż się
          wystraszyłam że nikogo nie ma. Skurcze miałam już co 5min. Dzwonimy do drzwi
          raz, drugi dopiero po trzecim dzwonku otwiera nam zaspana pielęgniarka. Okazuje
          się że w całej klinice nie ma nikogo innego ani pacjentów ani obsługi. Pierwsze
          co robi to dzwoni do położnej na dyżurze. Potem przebieram się w szatni, mąż
          zmienia obuwie. Idziemy do góręy na salę. Kładę się na łóżku do rodzenia,
          podłącza mi KTG, zaczynamy wypełniać papiery (ona pisze mi odpowiadamy).
          Przyjeżdza położna( po ok. 20 min) bada mnie ginekologicznie stwierdza
          rozwarcie 3,5 cm i skurcze co 5 min. Wyrokuje iż urodzę przed 12-stą. Robią
          kawę dla mężą ja piję mineralkę. Lewatywa, golenie, spacerek po korytarzy. Po
          0,5godz. znów KTG i stwierdza skórcze co 10 min, zanikające. Tętno dziecka o.k.
          Dają mi czopek na przyśpieszenie rozwierania szyjki, masaż szyjki. O 6 rano
          dzwonią do doktora (zalecenie telefoniczne- podłączenie oksydocyny), położna
          mierzy mi ciśnienie, puls, KTG i podłącza mi kroplówkę z oksydocyną. Skurcze
          wracają ale są bardzo bolesne takie szarpiące, ok. 8 położna przy 6cm rozwarciu
          namawia mnie na znieczulenie- odmawiam. O 9.30 błagam o znieczulenie bo skurcze
          po oksydocynie są straszne. Dzwonią do dr o zgodę, po pół godzinie anastezjolog
          (cudownie łagodny człowiek) podłącza mi zewnątrzoponowe, od tej chwili już
          tylko leżę. Po kilku minutach czuję skórcze ale bólu już niesmile Położna bada
          mnie co godzinę. W międzyczasie zmiana personelu, ale pierwsza obsada zostaje
          żeby zobaczyć co się urodzismile twierdzą że już niedługo. Podkręcają oksydocynę,
          bo coż za wolno idzie rozwarcie. Dzwonią po neonatologa. Za każdym razem
          anestezjolog pyta mnie czy wytrzymam czy podkręcić znieczulenie. Chcę czuć
          skurcze więc odmawiam. W pół do dwunastej zaczynają się parcie. Nie wiadomo
          skąd zjawia się dr. Nie umiem przeć położne trochę mnie instruują ale słabo mi
          to idzie. Całe powietrze idzie w twarz a nie w brzuch. Małej spada tętno, jest
          troszkę źle wstawiona w kanał rodny, ale już weszła, odpada więc cesarka. Dr
          wyjmuje próżnociąg, krzyczę że nie że jeszcze jeden skurcz. Położne zwijają mi
          koszulę nad brzuchem każda ze swojej strony, mąż dociska mi plecy i na mój znak
          wszyscy staramy się pomóc Małgoścce. Dr udaje się chwycić za głowkę i szybko ją
          wyciaga. Mała wrzeszczy, wszyscy się smieją, ja czuję ogromną ulgę. Cieli mnie
          ale nie wiem kiedy, nic nie bolało. Kładą mi małą na brzuchu na minutkę,
          odśluzowują i zabierają pod lampę. Dr mnie szyje, nawet nie wiem kiedy urodziło
          się łożysko. Odłączają zzo, pomagają mi usiąść na krzesełko obrotowe i na
          tym "tronie zawożą na salę poporodową. Nie wolno mi się ruszać dopuki nie wróci
          mi czucie w nogach. Przyjeżdza spóźniona pani neonatolog, już wcześniej dr z
          położną dali jej 10 pkt. Zaraz po badaniu mam małą przy sobie. Uwaga: mają
          bardzo kiepskie podkłady weź ze sobą duże podpaski. Mąż może zostać do 10
          wieczorem, co poł godziny zagląda położna. o 15 stej dostaję obiad. Jak wstaję
          położna goni mnie do toalety pyta czy ma mi pomóc się umyć czy to zrobi mąż.
          Czy ma zająć się małą a ja odpocznę. Wieczorem przychodzi dr i mnie bada. Mała
          cały czas wrzeszczy, położna sprawdza czy mam pokarm. Mam do nich pretensję ,że
          dokarmiali małą butelką. Było to zalecenie neonatologa, ale nikt nie pytał mnie
          o zdanie.
          Jeśli masz jeszcze jakies pytania to pisz.
          Podobno latem miał być tam jakiś remont, więc lepiej się dopytaj czy będziesz
          mogła tam rodzić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka