Narodowy Fundusz Zdrowia ogłosił, że "przyjrzy" się znieczuleniom zo porodów, pod kątem ich dostępności dla wszystkich rodzących, a co za tym idzie refundacji szpitalom kosztów takich procedur. Problem wywołany został przez Gazetę Wyborczą, której dziennikarka z dodatku warszawskiego - p. Agnieszka Pochrzęst, rozpoczęła burzę po fakcie likwidacji odpłatnych znieczuleń porodów w warszawskim Szpitalu Praskim.
Z pozoru wygląda to fajnie. Dano Sz. Paniom nadzieję na to, że zdyscyplinuje się te podłe szpitale, które do tej pory żądały opłat za przynoszenie ulgi w porodzie.
Ale rzeczywistość, jak zwykle, jest nieco bardziej skomplikowana. W tej chwili dostepność do znieczuleń "za darmo" mają pacjentki, u których takie procedury anestezjologiczne wykonywane są ze wskazań medycznych, a więc:
- znieczulenia do cięcia cesarskiego (pp, zo, ogólne)
- znieczulenia do innych zabiegów położniczych w indywidualnych przypadkach (vacuum, kleszcze, "ciężkie" szycie krocza, "łyżeczkowanie" jamy macicy, ręczne wydobycie łożyska i in.)
- znieczulenie metodą ciągłego znieczulenia zewnątrzoponowego porodu u pacjentek ze wskazaniami kardiologicznymi, psychiatrycznymi, czasem psychosomatycznymi, a także z pewnych względów położniczych jeśli chodzi o postęp porodu.
Szeroki dostęp do znieczulenia "na życzenie" nie jest możliwy ze względu na brak wystarczającej liczby anestezjologów. Wiadomo, że jeśli cokolwiek zagraża zdrowiu, albo życiu rodzącej czy jej dziecka, to anestezjolodzy będący na dyżurze są dyspozycyjni "od ręki". Natomiast do opieki nad pacjentką znieczulaną zo w przebiegu całego porodu musi być zaangażowany anestezjolog wyłącznie na sali porodowej. W sytuacji, gdy w szpitalu położniczym na dyżurze jest JEDEN anestezjolog, albo w szpitalach wieloprofilowych - z oddziałem położniczym - anestezjolodzy zabezpieczają pracę WSZYSTKICH oddziałów, to ciężko jest ich obciążyć dodatkowo indywidualnymi znieczuleniami "na życzenie" na sali porodowej. To tak jak z tzw. "prywatnymi" nocami pielęgniarek u pacjentów po operacji, albo indywidualną opieką położnej przy porodzie. Jedyną formą zapewnienia sobie INDYWIDUALNEJ opieki pielęgniarki, położnej, lekarza położnika, czy także anestezjologa jest możliwość ich wynajęcia "prywatnie".
Czy ten system jest dobry, czy zły - to zupełnie inna historia.
Najważniejsze jest to, że jeśli powyższe możliwości zostaną Szanownym Panom odebrane ( czytaj ZAKAZANE), to wcale nie znaczy, że otzrymacie coś w zamian!
Żaden anestezjolog nie wykona znieczulenia zo na dyżurze jako procedury NFZ, bo ich po porostu nie wystarczy! JEDEN anestezjolog do zapewnienia bezpieczeństw wszystkim (cięcia, porody zabiegowe, zabiegi gin) i do znieczuleń porodów? Mało! A więcej nie ma! Już w tej chwili w skali Kraju brakuje 15% anestezjologów.
Żadna położna nie przyjedzie do "prywatnego" porodu jeśli jej się dodatkowo nie zapłaci! 168 godzin pensum (ok. 1000 zł + trochę dodatków)
Jeśli nie będą Panie mogły współfinansować indywidualnej opieki okołoporodowej - to nie będą Panie miały nic ponad to, co należy się wszystkim. Wiele z Pań jest bardzo zadowolonych z warunków porodu na jakie trafiły "z ulicy", przypadkowo zdając się na zespół dyżurny. I to jest dla mnie największą satysfakcją. Ale te Panie, które potrzebują "swojej" położnej, "swojego" lekarza, no i jeszcze "swojego" anestezjologa na 6 - 8 - 10 godzin porodu - będą musiały wybrać szpitale prywatne.
Bardzo jestem ciekaw jak Panie widzą powyższe problemy tzw. Szpitali Publicznych (państwowych). Czy oprócz bezwarunkowego: bo mi się należy, mają Panie jakieś refleksje i pomysły na wybrnięcie z tej patowej sytuacji.
Pozdrawiam serdecznie, życząc lekkich porodów
Gin.