dissaronno
18.08.06, 18:35
Nie to nie o zolnierzu w Iraku.
Dzis rano zmarl moj kolega z pracy siedzial dwa cubicle ode mnie. Probowano
go ratowac na pietrze jest defibrylator ale juz bylo na wszystko za pozno.
Mial 51 lat, wierny firmie od 21 roku zycia przepracowal dla niej rowno 30
lat. W tym czasie skonczyl college i zrobil MBA.
Codziennie na skserowanej kopii kalendzarza skreslal sobie ile jeszcze
zostalo mu do emerytury. Zostalo mu dokladnie 5 dni, juz podpisal wszystkie
papiery.
Przezyl swe zycie w sposob idealny. Placil sumiennie swe podatki, firma
pieczolowicie potracala mu pieniazki na emeryture i dodatkowo skladal
sobie na prywatnym planie emerytalnym. W 2003 roku splacil dom. Dwojka
dzieci, oboje na studiach.
Jezdzil 9 letnim samochodem.Nie mial ani grosza kredytu.
Nie skorzystal z jednego dnia swej emerytury , nie zuzyl z niej nawet jednego
dolara. Cale zycie dawal a nie odebral kompletnie nic.
Czesc Jego pamieci.