Gość: Świadoma
IP: *.neolan.pl / *.internetdsl.tpnet.pl
13.04.04, 15:20
Witam was bardzo serdecznie!!!
Przez dlugi okres mojego zycia odchudzalam sie dosyc drastycznie. Bralam
srodki, glodowalam zdazalo mi sie wymiotować i zreszta wiele wiele innych
dobrze wam znanych metod. Kazdy dzien wyznaczala mi waga... wzkazowka musiala
drgnac ale na nizsza skale... chudlam, chudlam, chudlam...
Mam m63 i wazylam 43-44 kg... i prawdopodobnie nadal bym chudla, bo do
zycia wystarczaly mi 2 poloweczki chleba na sniadanie (juz na sam koniec),
ale cos mnie tknelo. Widzialam zaplakane oczy mojej mamy, siebie ledwo lazaca
po ziemi i majaca serdecznie wszystkiego dosyc... kazdy dzien to byla udreka,
bo lustro pokazuje mi wielka tlusta swinie a nie mloda dziewczyne z mnostwem
planow na zycie... w glowie raz po raz to "cos" krzyczalo do mnie ze mam nic
nie jesc, bo nie jestem tego warta. Albo ze mam cierpiec, bo to mi sie
nalezy... sama sie w to wpakowalam i sama sie wykoncze... zasypialam
zaplakana i bez energii... wstawalam otwieralam lodowke i ja zamykalam...
przez 30 minut nie moglam sie zdecydowac co mam zjesc... ale i tak wiedzialam
co wezme... bo kazdy dzien zaczynal i konczyl sie dla mnie tak samo, coraz to
bardziej wybrednie...
Jak jogurt to tylko mial byc light, jak ser to chudy, jak mleko to 0%, zadego
swinstwa ociekajacego tluszczem...
Piesek elegancko czestowal sie moim obiadem, albo pan kibel wital mnie z
otwartymi ramionami, bo srodkow bralam duzo...
Pewnie teraz wazylabym juz ze 40 kg, moze nawet mniej gdyby mna porzadnie
nie wstrzasnelo. Wczesniej mowy nie bylo abym miala sluchac na temat zdrowych
diet, bo mnie podoba sie uczucie pustosci w zoladku, ta ciagla samokontrola,
planowanie i jakas moc i wladza nad soba sama. Naprawde to bylo piekne i
wspaniale. UWielbialam to, to taki sposob odreagowywania... ale przeciez ta
wizja pieknego zycia miala sie skonczyc kiedys, bo ja wcale nie zamierzalam z
tym przestac.
Nauka, wiedzialam ze jezeli nie zrobie ze soba porzadku to wszelkie moje
plany na przyszlosc wezma w łeb, bo nie bede miala sily do ich realizacji...
i pewnie ochoty.. im mniej jadlam tym bylam bardziej rozdrazniona, nerwowa i
nie do zycia..
.
Jak mowie, cos we mnie peklo, probowalam wiele razy wrocic do normalnego
zycia sprzed diety, ale nic to nie dawalo, bo nie umialam sobie poradzic i
przelamac sie do zjedzenia czegokolwiek ponad program...nadal mam z tym
klopoty, ale walcze.
Nawet 300 kcal dziennie to bylo cos ogromnego jak dla mnie...
Pomyslalam sobie, ze bardzo zalezy mi na:
a) rodzinie
b) nauce
c) ludziach
I teraz pewnie pomyslicie ze jest to kolejna reklama typu : cud dietka,
ale nic z tych rzeczy. Jedzenie w proszku i tym podobne bzdury to swinstwo i
niczego dobrego do zycia nie wnosza, a moga spowodowac nieodwracalne zmiany w
mozgu itp. ...
Owszem wybieram sie na terapie, ale postanowilam zaczac od siebie... sam
psycholog nie pomoze, trzeba zastanowic sie porzadnie nad wlasnym zyciem.Poza
tym jezeli ja nie zechce, to psycholog moze w jedna a ja chciec w druga
stronke isc.
Zimne stopy i dlonie, ciagle uczucie nieobecnosci poprzez zawroty glowy,
gesta slina, bezsennosc, koszmary i wiele wiele wiele innych. Jednak Wy to
dobrze znacie. Wiem ze jest to wylacznie psychika, przeszlam rowniez przez
napady tzw. obżarstwa. Rzucalam sie na lodowke i zastanawialam co by tu
jeszcze zjesc... potem ogromne poczucie winy i albo nastepnego dnia glodowka
albo przynajmniej 10 tabletek srodkow i jakiejs herbaty.
Nadal mam wyrzuty, bo to jeszcze nie koniec, wiem o tym, "to" chce wrocic,
ale ja walcze, musze byc silniejsza od tego glosnego glosu w mojej glowie.
OWszem mieszalam rowniez produkty i inne znane nam sposoby.
I wiecie co??? Co tak naprawde mi pomoglo... nastawienie psychiczne...
tzn. nadal walcze, to nie takie proste, ale zreszta kto powiedzial ze to
łatwizna???
Powiem tak: kiedy zjem, obserwuje swoj organizm, zauwazam ze juz glodna
nie jestem wiec wiecej nie zjem ale abym mogla wygladac dobrze, zdrowo i czuc
sie wypoczeta jem czesto ale malo dzieki czemu:
a) podkrecam swoj metabolizm
b) moja skora i samopoczucie sa zadowalajace
Przerzucilam sie na zdrowe żywienie...
Metoda Montignaca to sposob na zycie, ktory rzeczywiscie dziala.
Zreszta aby poznac mechanizmy jakie rzadza ludzkim org. zerknijcie to ksiazki
od biologii, tam jest kawa na ławe wszystko opisane...
Wazne jest aby spozywac: ryby, indyki, kurczaki (wszystko z piekarnika,
grilla badz gotowane)
Ryz brazowy,warzywa, owoce, orzechy, sliwki suszone i wiele wiele innych.
Tzw. piramida żywieniowa to tez dobry sposob na życie...
Pewnie teraz myslicie, ze jestem albo dziwna, albo z innej planety albo
tez , ze nie oto wam chodzi... calkiem mozliwe, ale najpierw zastanowcie sie
na czym wam zalezy czy na:
a) zdrowiu, urodzie, dobrych ocenach i samopoczuciu czy
b) chorobie, nerwach, i tych roznych opcjach ktore zreszta dobrze znacie z
autopsji...
No i na koniec mojego krotkiego monologu pragne was zachecic do
zaznajomienia sie z regulami diety Montignaca, bo tak naprawde nie jest to
jedna z tych dobrze Wam znanych diet cud,ktore redukuja wode a potem
przychodzi tzw. efekt jo-jo... lecz sposob na zycie, zdrowy sposob i
likwidacja tkanki tluszczowej dla co po niektorych...
Pewnie teraz powiecie mi ze nie znam sie, ze anorka badz bulimia to
choroba psychiczna i wszystko dzieje sie w korze, ale ja o tym doskonale
wiem, bo juz powiedzmy przez to przechodzilam, chociaz nadal czulam sie gruba
(tak tez teraz zostalo) to jeszcze wygladalam na osobe chora...
nie mam ani anoreksji, ani bulimi, chociaz wiele osob probuje mi to wmowic...
Od jakiegos czasu staram sie jesc normalnie, tylko raz zazylam srodki i
chociaz nadal mam Problem, ale nie jestem chora i nigdy nie bylam i nie bede,
tak probuje przestawic sie na lepsze i pelne zycie..
Trzeba cwiczyc i zdrowo sie odzywiac...
Jest to trudne, wiem ale sprobowac zawsze mozna...
iportal.nano.pl/montignac/linki.php
Pozdrawiam Was niezwykle goraco i mam nadzieje ze troszeczke co po
niektorym pomoge...
Pozdrowionka i Buziaczki ;)