kajak75
02.09.08, 16:36
tytulem wstepu:
w tak zwanych czasach przeddzieciowych lubilismy podrozowac lokalnymi srodkami
trasporu - busiki, marszrutki, taksowki do ktorych nmiesci sie pol wsi i koza
w bagazniku. To oczywiste, ze inaczej poznaje sie kraj i ludzi zza szyb
klimatyzowanego samochodu, a inaczej podrozujac "lokalnym PKSem".
Po urodzeniu corki na wakcje jezdzilsmy albo wlasnym samochodem albo
wynajmowalismy na miejscu i fotelik dla malej byl rzecza oczywista -wlasny lub
wypozyczony.
Nie ukrywam, ze zaczynam tesknic za takim bardziej trampingowym stylem wypraw,
zwlaszcza, ze bagaz malej przestaje byc najwiekszym tobolkiem i coraz mniej
potrzebujemy samochodu jako "przechowalni" pieluch, sloiczkow i innych akcesoriow.
Ogladajac zdjecia z roznych mniej lub bardziej egzotycznych wypraw z malymi
dziecmi, z duza uwaga studiowalam zawsze elementy "drugiego planu" - wozki,
chusty, nosidla itd.
Czesc z Was ma za soba niestacjonarne zwiedzanie roznych egzotycznych krajow,
o nazwijmy to "umiarkowanym poziomie zmotoryzowania", gdzie przewazaja roznego
rodzaju busiki, taksowki i inne srodki komunikacji, ktore z "europejskimi"
stadardami bezpieczenstwa maja niewiele wspolnego, krajów w ktorych wynajecie
samochodu to rozrywka dla zamoznych cudzoziemcow, a pytanie o fotelik dla
dziecka budzi zdziwienie.
Jak radzicie sobie, jak planujecie takie podroze? Czy z gory zakladacie, ze
podroz z dzieckiem musi byc drozsza, bo wlasnie samochod, fotelik itd czy
dopuszczacie mozliwosc podrozowania lokalnymi srodkami transportu, majac
swiadomosc "innych standardow bezpieczenstwa"?