Dodaj do ulubionych

fotelik samochodowy a podroze

02.09.08, 16:36
tytulem wstepu:
w tak zwanych czasach przeddzieciowych lubilismy podrozowac lokalnymi srodkami
trasporu - busiki, marszrutki, taksowki do ktorych nmiesci sie pol wsi i koza
w bagazniku. To oczywiste, ze inaczej poznaje sie kraj i ludzi zza szyb
klimatyzowanego samochodu, a inaczej podrozujac "lokalnym PKSem".

Po urodzeniu corki na wakcje jezdzilsmy albo wlasnym samochodem albo
wynajmowalismy na miejscu i fotelik dla malej byl rzecza oczywista -wlasny lub
wypozyczony.

Nie ukrywam, ze zaczynam tesknic za takim bardziej trampingowym stylem wypraw,
zwlaszcza, ze bagaz malej przestaje byc najwiekszym tobolkiem i coraz mniej
potrzebujemy samochodu jako "przechowalni" pieluch, sloiczkow i innych akcesoriow.

Ogladajac zdjecia z roznych mniej lub bardziej egzotycznych wypraw z malymi
dziecmi, z duza uwaga studiowalam zawsze elementy "drugiego planu" - wozki,
chusty, nosidla itd.

Czesc z Was ma za soba niestacjonarne zwiedzanie roznych egzotycznych krajow,
o nazwijmy to "umiarkowanym poziomie zmotoryzowania", gdzie przewazaja roznego
rodzaju busiki, taksowki i inne srodki komunikacji, ktore z "europejskimi"
stadardami bezpieczenstwa maja niewiele wspolnego, krajów w ktorych wynajecie
samochodu to rozrywka dla zamoznych cudzoziemcow, a pytanie o fotelik dla
dziecka budzi zdziwienie.

Jak radzicie sobie, jak planujecie takie podroze? Czy z gory zakladacie, ze
podroz z dzieckiem musi byc drozsza, bo wlasnie samochod, fotelik itd czy
dopuszczacie mozliwosc podrozowania lokalnymi srodkami transportu, majac
swiadomosc "innych standardow bezpieczenstwa"?
Obserwuj wątek
    • mal_art Re: fotelik samochodowy a podroze 02.09.08, 17:29
      Jeśli masz na myśli lokalne środek transportu w znaczeniu autobus (niekoniecznie
      taki dla połowy wsi z kozą), to ja kompletnie nie widzę taszczenia fotelika
      samochodowego, zresztą w Polsce autobusem dzieci też jeżdżą bez fotelików - choć
      pewnie bezpieczniej by było...
      A jeśli myślisz bardziej o wynajmowaniu samochodu... My fotelików nie braliśmy w
      tym roku do Jordanii, jeden dzień jeżdziliśmy po kraju wynajetym autkiem, inne
      przejazdy też taksówkowo-busowe... Uspokajałam sumienie stwierdzeniem, że sama
      jako dziecko w foteliku nie jeździłam i żyję, ale miałam pewien dyskomfort. Ale
      my jechaliśmy tylko na tydzień, więc taskanie wielkiego bagażu miało niewiele
      sensu. Natomiast o ile pamiętam Mali Podróżnicy zabrali ze sobą do Birmy
      używany fotelik samochodowy-kołyskę i tam go zostawili - u znajomego kierowcy,
      prawdopodobnie to pierwszy i jedyny fotelik w tym rejonie wink Z tym że oni
      jechali na 3 miesiące, z czego sporo czasu jeździli właśnie wynajętym
      samochodem, więc faktycznie im się przydawał.
      Ja bym nie popadała w paranoję - jasne, że trzeba dbać o bezpieczeństwo dzieci,
      ale w dalekich krajach sens brania fotelika widzę dopiero wtedy, gdy będę miała
      w planach długie przejazdy wynajętym samochodem i gdy to samochód, a nie autobus
      będzie naszym głównym środkiem lokomocji.
      I dopuszczam "inne standardy bezpieczeństwa" - z braku innych smile
      • kajak75 Re: fotelik samochodowy a podroze 02.09.08, 18:26
        Dzieki za odpowiedz.
        Bo nam pewne rzeczy wydaja sie niezbedne i oczywiste, co nawet widac w Twojej
        odpowiedzi "uspokajalam sumienie", "mialam dyskomfort"smile. Mam podobne odczucia
        i walczy we mnie poczucie odpowiedzialnosci polegajace na zapewnieniu dziecku
        maksymalnego bezpieczenstwa z akceptacja "innych standardow bezpieczenstwa". O
        ile w Polsce zawsze zapinam pasy i nigdy nie wiozlam dziecka bez fotelika, o
        tyle w innych warunkach dopuszczam podrozowanie samochodem, ktory pasow w ogole
        nie ma. Nie zmienia to faktu, ze w tyle glowy kolacze mysl, ze gdyby cos sie
        stalo, to mialabym do siebie wielki zal za zle podjete decyzje...
        • mal_art Re: fotelik samochodowy a podroze 02.09.08, 22:29
          No właśnie.
          Sama terroryzuję rodziców i teściów którzy na fotelik patrzą jak na moją
          fanaberię, odpieram argumenty, że w tym ustrojstwie nie jeździłam i jakoś żyję -
          że były inne czasy, mniej samochodów na drogach i wolniej jeździły, więc
          mniejsze było prawdopodobieństwo groźnego wypadku... W Birmie pewnie nadal to
          aktualne, ale w Jordanii już nie (za to jakie mają równiutkie, szerokie drogi!),
          samochody mają niezłe i jeżdżą szybko, chociaż na terenie zabudowanym grzecznie
          zwalniają, trzeba przyznać. Odczuwam jednak niepokój, zresztą nie tylko z
          fotelikiem związany - ogólnie rzecz biorąc z higieną, chorobami, no takie typowe
          lęki... Ale sobie z nimi jakoś radzę... Zresztą zbyt często sobie radzić nie
          muszę wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka