Dodaj do ulubionych

Szkoła może być ok. List do redakcji

11.09.09, 14:50
Moja trzyletnia córka właśnie poszła do przedszkola. Czytając ten artykuł
jestem po prostu przerażona!! Sama chodziłam do szkoły i fakt, że było to
wiele lat temu nie powinie niczego zmieniać. Szkoła to szkoła. A jednak. Dziś,
dzieciom kojarzy się tylko z ciężarem plecaków, mnóstwem nauki i niestety
niedouczoną kadrą, która zamiast uczyć i tłumaczyć co robi?? Klasówki,
kartkówki i całą stertę zadań do domu!!! Kiedyś uczyliśmy się w szkole, bo od
tego jest szkoła- żeby uczyć, a nie tylko wymagać.
Zreformujmy więc reformy i powróćmy do dawnych porządków. Nie wszystkie były
dobre, ale te szkolne z pewnością lepsze niż obecne.
Obserwuj wątek
    • Gość: 71 Re: Szkoła może być ok. List do redakcji IP: *.chello.pl 11.09.09, 22:42
      Mnie wkurza, że pomimo książek jednorazowego użytku do nauczania zitegrowanego, nie taniego pani sobie wymyśliła równie jednorazową książeczkę-ćwiczeniówkę do kaligrafii. Jakby zwykły zeszyt w 3 linie nie wystarczył. Wydawnictwa postanowiły więcej zarobić i nagabują nauczycieli na takie wynalazki. Najbardziej mnie wkurza, że rodzice ignorują mniejszość, która się nie zgadza i zostajemy przegłosowani. Później tamci też mają problemy z kupieniem książki ale za to nie narazili dziecka przed panią. Chore.
      • Gość: ojciec 9 latka Re: Szkoła może być ok. List do redakcji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.09, 07:54
        Przeczytałem artykuł z ogromnym zaciekawieniem. To czego należałoby pogratulować
        autorowi to łatwości w formułowaniu okrągłych zdań i barwności wypowiedzi. Myślę
        że niewiele ma on (artykuł) wspólnego z "nadesłanym przypadkowo" do redakcji
        (panie Redaktorze proszę uderzyć się w pierś!!!). Nie mniej jednak temat ze
        wszech miar wart jest tego by o nim pisać ale... Bardzo was proszę Drodzy
        Rodzice skoro już powstał taki wątek to niech on nie będzie litanią żalów. Sam
        jestem ojcem ucznia szkoły podstawowej zatroskanym o właściwą edukację i rozwój
        swojego dziecka. Ale (bynajmniej w szkole do której chodzi mój syn) kartkówki
        nie trwają godzinę (w zdecydowanej większości), dzieci nie mają "zadawanych
        lekcji" na przerwy świąteczne (choć syn się przyznał że maruderzy muszą wtedy
        przeczytać zaległe lektury), a teczka mojego dziecka nie jest aż tak ciężka
        (nauczyciele sami namawiali by po jednej książce na ławkę nosili uczniowie).
        Przypominam sobie też zdarzenie z ubiegłego roku kiedy miałem pewne wątpliwości
        co do sposobu nauczaniu matematyki przez nauczycielkę mojego syna. Odrabiając z
        nim zadania domowe (słuchając opowieści syna) zrodziło mi się kilka pytań.
        Wybrałem się do szkoły, porozmawiałem z Dyrektorką z nauczycielem i wyjaśniliśmy
        sobie niepokojące mnie kwestie. Potem na wywiadówce u syna w klasie słyszałem
        utyskiwania rodziców na tych bądź innych nauczycieli. Zapytałem - kto z Państwa
        się wybrał do nauczyciela, porozmawiał z dyrektorem...zapadła cisza. Narzekanie
        jest naszą "przywarą narodową" a już jak zbierze się "silna grupa pod wezwaniem"
        to można odnieść wrażenie że dzieje się wielka tragedia. Nie twierdze że w
        szkole jest wszytko "super"! Ale jak w każdym zawodzie są rzemieślnicy lepsi i
        gorsi, są tez prawdziwi mistrzowie i zwykli partacze. Problem w tym że edukacja
        to jedna z tych rzeczy (obok piłki nożnej i polityki) na której znamy się
        wszyscy - nierzadko próbując uczyć wszystkich dookoła. Jako rodzice powinniśmy
        czynnie uczestniczyć w życiu szkoły, ale nie na zasadzie utyskiwania a rozmowy.
        Powinniśmy wymagać !!! - ale też i pomóc kiedy jest taka potrzeba. I jeszcze
        jedna uwaga do "wyimaginowanego" autora artykułu. Ja także odrabiam lekcje ze
        swym synem. Daleki jestem od chęci obrażenia kogokolwiek. Mnie te zajęcia
        zajmują 1-1,5 godziny. Czasem krócej. Nie zauważyłem by syn więcej niż 2 godziny
        dziennie (poza sporadycznymi przypadkami) "ślęczał nad książkami" (wyniki w
        nauce osiąga bardzo dobre). Są dzieci mniej i bardziej zdolne. Tym nieco mniej
        trzeba na pewno poświecić więcej czasu. Ale drodzy RODZICE czy to jest temat do
        narzekania ??? Czy nie taka jest nasza rola - ojca i matki ??? Sprawy autora
        postu o nieumiejętności "dogadania" się rodziców nie będę komentował. Chyba
        wystarczająco napisałem o tym powyżej...
        • Gość: Dziadek Re: Szkoła może być ok. List do redakcji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.09.09, 09:53
          Szanowny Panie tato 9 latka !
          Ja nie przypominam sobie by moi rodzice i ja sam podczas nauki w szkolnych
          murach/lata 60-70/ musiałem byc poddawany "trybom" regulacji rodziców i
          nauczycieli.Kto wtedy chodził z rodziców do szkoły upominać się o sposób nauczania !
          I co wyrośli z nas niedouczeni ludzie ,kaleki intelektualne ?
          W myśl Twego stwierdzenia kazdy sie zna na szkole a to zostało zrobione przez
          MEN -gdyz teraz coraz wieksze koszty i kłopoty z nauczaniem są przezucane na
          opiekunów dziecka !
          Ciekawe czy w USA Francji BRD tak rodzice sa traktowani przez ichnie
          ministerstwa-szkoły ?
        • Gość: Ewa Re: Szkoła może być ok. List do redakcji IP: *.ostrowiec-sw.vectranet.pl 13.09.09, 21:28
          Być może "Są dzieci mniej i bardziej zdolne. Tym nieco mniej
          trzeba na pewno poświecić więcej czasu", ale ze stwierdzeniem w postaci niby
          pytania "Ale drodzy RODZICE czy to jest temat do
          narzekania ??? Czy nie taka jest nasza rola - ojca i matki ??? " nie mogę się
          zgodzić. Pracuję 8-9 godzin, robię zakupy, sprzątam, gotuję, piorę, prasuję itd,
          więc szlag mnie trafia, że muszę z dzieckiem (wcale nie tępym) odrabiać lekcje.
          Zajmuje nam to ok. 3 godzin. Ze strachem myślę o tym, że za rok młodszy syn
          również pójdzie do szkoły...
          • Gość: mama innego 9-latk Re: Szkoła może być ok. List do redakcji IP: *.chello.pl 16.09.09, 16:18
            całkowicie zgadzam się z poprzedniczką. Jeśli w szkołach dzieje się coś złego,
            tracą na tym nasze dzieci lub pośrednio również rodzice to jest to powód by
            zabrać głos na ten temat, z pewnością nie pozytywny.
            Z pewnością ważne jest by mieć jakiś wgląd w to co robi dziecko, by czasem mu
            coś doradzić nauczyć rozwiązywania problemów, bo szkoła raczej tego nie robi.
            Ale odrabianie lekcji z dziećmi dzień w dzień to już klęska, a jeszcze większa
            gdy rodzice odrabiają lekcje za dzieci. Ta klęska wywodzi się m. in. z tego że
            pomimo zmiany systemu w Polsce metody kształcenia się nie zmieniły. Dlaczego?
            Praca w grupach, wysuwanie własnych poglądów, odmiennych od nauczyciela i ich
            obrona są potrzebne również polskim uczniom. Szkoły jednak najbardziej przejmują
            się swymi wynikami. Więc tłuką materiał z dziećmi dalej na zasadzie 3xz (zakuć
            zaliczyć, zapomnieć), zapełniają dzienniki sprawdzianami, odpytkami, które
            wogóle nie są utrwalaniem wiadomości a w tej chwili bardziej miarą pracy
            nauczyciela niż ucznia. A rodzice w dużej części, cóż łapią się na te gierki i
            myślą że ich dziecko tak wiele potrafi..I.... są z siebie dumni! Co z tego
            samemu dziecku przyniesie ta nauka gdy dorośnie oto jest pytanie.
            Nie musielibyśmy z dzieckiem odrabiać gdyby większość rodziców nie brała udziału
            w wyścigu szkół i nie idrabiała lekcji .....za dzieci!.
            • dorotar24 Re: Szkoła może być ok. List do redakcji 18.09.09, 08:13
              Nie zdzierżę, czytam i włos jezy mi się na głowie. Jedno z moich
              dzieci zaczyna gimnazjum, drugie właśnie zdało maturę. Obie "sztuki"
              średenio pracowite, bynajmniej nie wybitne.
              Nie ślęczałam z nimi nad książkami. Oni też tego nie robili. Nie z
              wszytskich przedmiotów musieli byc orłami. Syn (obecnie szykujący
              się do roku akademickiego student) egzamin gimnazjalny zaliczył na
              88 punktów, córka obecnie miała 92. Po pierwsze - nauczcie dzieci,
              jak się uczyć, żeby nie zarywać nocy (planowanie czasu, notatki z
              lekcji, szybkie czytanie, skuteczne zapamiętywanie), po drugie -
              nauczcie je samodzielności. Dziecko powinno się uczyć, a do nas
              przyjść po pomoc w wyjaśnieniu, czegoś, czego nie rozumie, alno po
              sprawdzenie/ odpytanie na koniec nauki. I tyle.
              Ad. kursy szybkiego czytania (nie są horrendalnie drogie, a efekt
              przychodzi szybciej, niż byśmy zakładali), o technikach pamięciowych
              można poczytac i ćwiczyć z dzieckiem samemu - też po to, żebyśmy
              potem - i my, i dziecko - mieli więcej czasu dla siebie.
              • Gość: m-i -9-l Re: Szkoła może być ok. List do redakcji IP: *.chello.pl 19.09.09, 13:40
                To prawda, że dzieci nie muszą być ze wszystkiego orłami, bo nikt nie jest
                najlepszy we wszystkim. Prawdą jest też to co pisze poniżej naczyciel o
                wskaźnikach i wyścigu szkół o wyniki, przez co dąży się w szkołach do
                motywowania uczniów (na różne sposoby) by ze wszystkiego mieli lepsze wyniki,
                nawet z czegoś co jest dla nich zbyt trudne. Część dzieci nie radząc sobie z tym
                naciskiem (czując że powinni, ale nie dają rady - to pewnie z nimi jest coś nie
                tak)zaniża poczucie własnej wartości,nie wytrzymuje. I choć rodzice uświadamiają
                mu te wartości, mówią o tym że nie musi być dobre we wszystkim, to i tak wyścig
                szczurów trwa i odbija się na nim (szczególnie dotyczy to młodszych dzieci).

                Sama miałam okazję przekonać się kiedy moje dziecko, chodzące do 1-szej klasy
                szkoły podstawowej było co dwa tygodnie odpytywane ze śpiewania piosenek, a
                kiedy pojawiły się problemy pani go dalej pytała, twierdząc, że ona musi a
                dziecko musi się przełamać. Skończyło się na tym że musiałam zabrać dziecko z
                tej szkoły, bo okazało się że pani robi wszystko zgodnie z programem i dalej
                będzie odpytywać dzieci w klasie z piosenek co dwa tygodnie. Dzięki temu
                zrozumiałam (mając porównanie) jak chora była szkoła do której uczęszczało, że
                ważniejsze były dla niej wskaźniki i sukcesy niż dobro dziecka.

                Dlatego przede wszystkim ważne jest jaką szkołę wybierzecie dla waszych dzieci!
                obecnie jest taka możliwość - pamiętajcie o niej.
    • wapienko PKB-e i EWD-e 12.09.09, 09:18
      Jestem nauczycielem i choć robię, co mogę, aby tak nie było, to muszę przyznać
      rację rodzicom, dla których "szkoła jest straszna".
      Dlaczego ?
      Chyba dlatego, co powoduje, że na co dzień mówi się we wszelkiej maści mediach
      niemalże wyłącznie o PKB, procentach wzrostu i spadku, procentach bezrobocia,
      procentach importu i eksportu....
      Na ostatniej radzie mówiliśmy głównie o naszym, szkolnym, wskaźniku EWD. Cóż z
      tego, że staramy się ze szkoły uczynić drugi dom dla dzieci, miejsce
      przyjazne, otwarte na problemy młodych ludzi. Cóż z tego, że nasi uczniowie
      czekają na nas niemalże w drzwiach szkoły, aby z nami porozmawiać, przywitać.
      A i my kochamy "swoje" dzieciaki. Cóż z tego...
      Najważniejsze są wskaźniki. Najważniejsze, aby mieć siłę w sobie, by większy -
      stachanowski wysiłek w uczniach "móc wzmóc", bo szkoła obok lepsza, lepiej
      wypada na wykresach i słupkach, a dzieci z niej (te słabsze) nie wytrzymując
      presji wyścigu szczurów, uciekają do nas, dołując nasze wskaźniki.
      Do czego doszła szkoła, która jak gospodarka ma tylko dbać i paplać wkoło o
      PKB i EWD ?
      A gdzie człowiek ?
      Zapewne pogrzebany w świetlanych wizjach pseudo-reformatorów.
      Amen.
      • Gość: Alicja Re: PKB-e i EWD-e IP: *.chello.pl 19.09.09, 14:02
        Dlaczego stan polskiej edukacji tkwi w martwym punkcie? Ano pewnie dlatego, że
        większość osób, które podejmują decyzje odpowiedzialne za stan polskiej edukacji
        posyła swoje dzieci do wybranych elitarnych szkół (bo każdy kogo byłoby na to
        stać by to zrobił). Nie podejmują więc ich mając na uwadze, nadrzędne zapewne
        dla każdego, dobro własnych dzieci. edukacja którą kształtują jest dla innych,
        to tylko praca przynosząca dochód. gdyby było inaczej dzieci w polskich szkołach
        nie uczone byłyby jak za czasów komunistycznych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka