Gość: BBB IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 13.03.04, 23:43 Gdybyś był Kiszczakiem, to co byś zrobił??? Proszę napisz!!! Ja na pewno usadziłbym SB-ków na stanowiskach ;) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: BBB Re: Gdybym był_ teoria spiskowa IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 14.03.04, 00:07 W latach 80-tych wiadomo było, że wszystko się wali. Wiadomo było, że ta szopka nie przetrwa. Gorbaczow dał sygnał. Nasi wzięli sobie sygnał do serca. Kadry mieli wszak przygotowane. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kiszony ogórek [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.04, 00:34 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BBB Re: tureckie burdele IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 14.03.04, 00:42 To jest jedna z koncepcji. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
szacuneczek Re: tureckie burdele 14.03.04, 00:53 nauczka bylaby dobra, gdyby nie to , że oni to robią z własnej woli tutaj, i przypusczam, ze nie bez zadowolenia, gdyz są zcweleni a w wolnych chwilach zarabiają pieniadze w taki , a nie inny sposob ( skarbowy,celny, zwłąszcza i jakis inny podobny urząd ) te miejsca pracy zmieniają świadomość, właściwie likwidują ludzkie uczucia, oni sie nadają do tych burdeli, zadna przykrosc Turcja jest i u nas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Filip Re: Gdybym był_ teoria spiskowa IP: 69.156.224.* 14.03.04, 04:12 Pewnie zacieral bym rece z zadowolenia bo wszysko idzie dokladnie wedlug planu i po mysli spiskujacych. Wszelkie dzialania dotyczace organizacji panstwa dosc jaskrawo wskazuja na cicha ach systematyczna prace w kierunku wyjalawiania mas z ich swiadomosci narodowej czego konsekwencja bedzie rychle ich zagubienie. Ludzie beda bezbronni rozbici wewnetrznie wobec ponadnarodowego systemu wladzy centralnej. Wcale to nie znaczy ze zaniecha sie inwestycji, budowy drog, transportu, srodkow konsumbcji i srodkow produkcji. Takie inwestycje beda tak dlugo prowadzone jak dlugo bedzie jeszcze istniala tania sila robocza. Z czasem jej brak w skutek wymierania rodzimych zasobow nastapi stopniowe jej sprowadzanie z za granicy. Skutkiem czego bedzie nastepowac powolna wymiana ludnosci zamieszkalej na terenach dzisiejszej Kieleczczyzny na ludnosc pochodzenia rosyjskiego azjatyckiego i arabskiego. Proces wynarodowienia bedzie ukonczony w niedlugim czasie ogarniajac tereny calej Europy Wschodniej do Wisly, stwarzajac doskonale warunki pod budowe niewolniczego systemu z sasobem obozow pracy przymusowej i piecow krematoryjnych majacych na celu powolna eksterminacje osiadlej tu ludnosci. Konczyc sie beda zasoby energetyczne Europy. Wprowadzi sie jaknajbardziej racionalna gospodarke nimi, a prawa Zjednoczonej Europy zastapi Niemieckie Prawo Wlasnosci, upowazniajace jedynie Ludnosc Niemiecka i Anglosaska do posiadania wlasnosci ziemskiej. Pozostana jedynie obozy pracy w Rosji na terenach trudnych klimatycznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BBB Podstawiłbym Mazowieckiego IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 14.03.04, 10:46 Gdybym był Kiszczakiem, to chciałbym kontrolować tzw. „opozycję”. Powiem więcej – sam stworzyłbym opozycję!!! Moja opozycja składałaby się z moich agentów. Przygotowywałbym tych agentów od dawna. Musieliby wyglądać jak „zajadli przeciwnicy systemu”. Np. dobrym agentem byłby Tadeusz Mazowiecki. Mazowieckiego zwerbowałbym w latach pięćdziesiątych. Zrobiłbym z Niego „Zajebistego Przeciwnika Systemu”. Wsypał się mało razy. Posłuszny i dyspozycyjny. Potrafi nawet zasłabnąć. Wzbudza współczucie. Taki z niego naukowiec, jak z koziej dupy trąba. Ale ludzie myślą, że jest mądry :))) Ale dbałbym, żeby bieda Mu nie dokuczyła :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BBB Dokooptowałbym IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 14.03.04, 11:05 Jacka Kuronia. Fundamentalistę. Zapamiętałego stalinowca. Zamordystę. Sprzeciwiającego się jakimkolwiek reformom. Więc sprzeciwił się „reformom” Gomułki. Były mało internacjonalistyczne. Jacek Kuroń, to wspaniały „materiał” na „demokratę opozycjonistę”. Poza tym przyjaciel Adama i Jego Rodziców. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BBB Przy okazji IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 14.03.04, 11:07 wykorzystałbym słabość Pana Jacka. Słabość do nałogów :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Najarany Re: Podstawiłbym Mazowieckiego IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.04, 11:15 Mazowiecki, jako typ intelektualisty w rogowych oprawkach, trochę przygarbiony i sprawiający wrażenie zakłopotanego, spadającymi na niego zaszczytami to był idealny premier do odegrania szopki z grubą kreską w tle. Za spektakl z omdlewaniem na sejmowej mównicy już dawno powinien dostać Oscara. Jednak nie można zapominać o Jacku Kuroniu, typie macho z termosem w ręce, człowiekiem z gminu, zupełnym zaprzeczeniu Mazowieckiego. Był tak przekonujący w swojej sejmwoej opowieści o gwałcących go współwięźniach, że dziwię się do dziś, jak to się stało, że nie został prezydentem RP. Z perpektywy tych kilkunastu lat ja też odnoszę wrażenie, że wszystko idzie zgodnie z planem i mimo drobnej wpadki z listą Macierewicza, uda nam się pokonać kolejny zakręt naszej historii. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Najarany Re: Gdybym był_ teoria spiskowa IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.04, 11:36 Na czas, kiedy sytuacja zaczęłaby się wymykać spod kontroli trzymałbym kogoś wywodzącego się z ludu, kogoś znającego problemy bezrobotnego, małorolnego chłopa nie cofającego się przed niczym, zaprawionego w walce przeciwko władzy. Taki typ byłby ścigany przez wymiar sprawiedliwości, ale nawet z największych opresji udawałoby mu się wyjść obronną ręką. To musiałby być ktoś taki, jak Janosik. Na dzień dzisiejszy warunki takie spełnia Andrzej Lepper, ale istnieje obawa, że mógłby on porwać za sobą masy i z czasem uzależnić się od swoich mocodawców. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BBB Re: Gdybym był_ teoria spiskowa IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 14.03.04, 11:41 Gratuluję przenikliwości! Trzeba by mieć „haka”. Czy na trudno znaleźć „haka” na Andrzejka :))) Pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Najarany Re: Gdybym był_ teoria spiskowa IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.04, 12:08 Dawno już by go nie było w polityce, gdyby nie było na niego haka. Pozdrawiam też. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BBB Postarałbym się IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 14.03.04, 12:10 o finansowanie (teoretyczne) ze źródeł zewnętrznych. Np. z maoistowskich organizacji we Francji. Boć przecież Francja jest wiodącą demokracją. Francja jest na tyle wiodącą, że sprzeda każdego z minimalny zysk. Nie sposób powiedzieć, że Francja jest francą. W każdym razie, komunizm we wszelkich postaciach jest we Francji popularny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BBB A gdyby tak IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 14.03.04, 12:34 dokooptować do „opozycji” Adama???!!! Adama, syna swoich rodziców, brata zbrodniarza???!!! Dać Mu do pomocy różnych „intelektualistów”, w tym Jerzego Urbana??? :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Najarany Re: A gdyby tak IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.04, 12:45 Broń Boże Adama!!! Nawet głupi by się na tym poznał. Byłby to niewybaczalny błąd służb specjalnych. To już lepiej Szewińska z tym swoim nosem sprawdziła by się. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BBB Oddać władzę? ;) IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 21.03.04, 13:50 Gdybym był zmuszony podzielić się władzą, ponieważ nastał taki czas, to pomyślałbym. Miałbym wybór – albo dzielić się ze swoimi ludźmi, którzy byli moimi wtyczkami w opozycji, albo zaprosić rzeczywistych opozycjonistów. Istnieje także wariant najskuteczniejszy. Zaprosiłbym wszystkich z tym, że wtyczki miałby głos decydujący. Inne osoby byłyby tzw. „kwiatem do kożucha”. Rzec jasna wtyczki zostałby przedstawione jako "nieprzejednani przeciwnicy" ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KurnaOlek Re: Oddać władzę? ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.04, 14:53 To jest, kurna, bardzo realna teoria spiskowa. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BBB Kapitalizm IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 21.03.04, 16:49 Skoro miałby nastać tzw. kapitalizm, to chciałbym, aby kapitalistami zostali moi ludzie. Chciałbym, aby moi ludzie decydowali. Na stanowiskach usadziłbym albo swoich ludzi, albo ludzi, na których mam „haka”. Jakie stanowiska? Różne. Ale przede wszystkim takie, gdzie ma się wpływ na przepływ pieniądza. Wszak w „kapitalizmie” i nie tylko, pieniądz rządzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BBB Wymiar sprawiedliwości IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 21.03.04, 18:27 Żeby mieć całkowitą kontrolę, chciałbym mieć swoich ludzi w tzw. „wymiarze sprawiedliwości”. Tzn. adwokaturze, prokuraturze i przede wszystkim w sądach. Absolutnie nie dopuściłbym do lustracji tych środowisk. Niestety, sądy miały się „zlustrować” i ponoć „zlustrowały” się same. Tako rzekł niejaki Strzębosz. Nie poznaliśmy wszakże współpracowników pośród sędziów :))) Ja nie dopuściłbym do lustracji wśród tej szlachetnej grupy :))) Odpowiedz Link Zgłoś
kielcz Re: Wymiar sprawiedliwości 21.03.04, 20:14 Gość portalu: BBB napisał(a): > Żeby mieć całkowitą kontrolę, chciałbym mieć swoich ludzi w tzw. „wymiarz > e > sprawiedliwości”. Tzn. adwokaturze, prokuraturze i przede wszystkim w sąd > ach. > Absolutnie nie dopuściłbym do lustracji tych środowisk. > Niestety, sądy miały się „zlustrować” i ponoć „zlustrowały > 221; się same. Tako > rzekł niejaki Strzębosz. Nie poznaliśmy wszakże współpracowników pośród > sędziów :))) > Ja nie dopuściłbym do lustracji wśród tej szlachetnej grupy :))) To był chyba pierwszy krok. Tu działa zreszta swoista "korporacja". Nie tak dawno ktos ogłaszał, że to sie, przynajmniej w niektórych dziedzinach prawa kończy, ale na rezultaty przyjdzie poczekac. Nie bardzo wiadomo jak jest naprade, a jeszcze mniej na temat tego co i jak zmieniac. A tak w ogóle, tomto jest dobry wątek. Pozdrawiam wszystkich Dyskutantów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Też Spiskowiec Zeby mieć IP: *.NIPR.MIL 21.03.04, 20:44 całkowitą kontrolę nie pozwoliłbym zlkwidować cenzury, a o Internecie poczytalibyście w "Trybunie Ludu" w dziale sportowym przy okazji sprawozdań z zachodnich imprez sportowych. No i oczywiście nie dopuściłbym do wycięcia tzw. "wrzodów na dupie", bo to są zaczyny prawdziwej komunistycznej krwi, takim wrzodem na dupie carskiej władzy był nieodżałowny tow. Ilicz oraz Tow. Soso. Z partyjnym pozdrowieniem tow. BBB. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BBB Nie dopuściłbym IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 17.04.04, 23:27 do jakiejkolwiek lustracji. Gdyby jakiś rząd lub minister chciał ujawnić chociaż cząstkę prawdy, to spowodowałbym natychmiast jego odwołanie. Zrobiłbym to nawet w nocy. Nie czekałbym do rana. Ukryłbym najważniejsze dokumenty, pozostałe bym zniszczył. Zachowałbym oczywiście wersje elektroniczne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BBB Oczywiście IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 17.04.04, 23:50 utrzymywałbym agenturę w środowiskach kościelnych i akademickich. Jako, że są to środowiska posiadające duży wpływ na kształtowanie świadomości. W środowisku akademickim zwerbowałbym np. takiego Wojciecha S. Zwerbowałbym także innych, którzy teoretycznie byliby „nieprzejednanymi przeciwnikami”. Absolutnie nie dopuściłbym do ujawnienia TW w środowisku kościelnym. Szczególnie tych zwerbowanych w latach 50-60, którzy osiągnęli wysoką pozycję. Poza tym zbierałbym ciągle „haki”. W stosunku do szczególnie nieprzejednanych i groźnych stosowałbym szantaż i zastraszenie. Gdyby zdarzyli się tacy, którzy nie poddaliby się tym metodom, to w ostateczności wyraziłbym zgodę na „wyrwanie chwasta” Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BBB Re: Oczywiście IP: *.wl.kielce.octava.net.pl 07.05.04, 15:16 olds_reader napisał: > A co byś zrobił gdybys był Millerem? Jak się ma tak mocny kręgosłup, to można nic nie robić. Pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Ostatnio przejrzałem 27.09.04, 21:06 sobie tzw. „listę Maciarewicza”. Na końcu ujrzałem znajome nazwisko. Czyżby to był prześwietny felietonista Gazety. A swoją drogą, to już od dawna się zastanawiałem dlaczego Stasia trzymają w Radie Programowej Radio Kielce. Takie dwie notki ciut się różniące: Żak Józef Stanisław ur. 1938 r., senator woj. kieleckiego - UD. Zarejestrowany pod numerem 4070 w dniu 18 października 1965 r. przez Wydz. II KWMO Kielce - jako TW pseudonim "Piotr". Z powodu rezygnacji jednostki w dniu 22 maja 1970 r. współpracę zawieszono. Materiały złożono do archiwum pod numerem 29204/I. Akta zniszczone, daty i protokołu brak. Senator I kadencji Senatu RP 50. STANISŁAW JÓZEF ŻAK. /UD/. TW „Piotr”, KO/DI „Piotr”. Figuruje w kartotece odtworzeniowej wydz. II BEiA, archiwum Zarządu Wywiadu i kartotece komputerowej ZSKO. Zarejestrowany 18.10.67 pod nr 4070 przez wydz. II KW MO Kielce oraz 31.01.75 pod nr SMW-2/1362 przez dep. I MSW. Miejsce archiwizacji W”C” KW MO w Kielcach. Data zaprzestania kontaktów 22.05.70. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Ciekawe, czy pisze jak SB-ek IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 27.09.04, 22:33 ...i na niczym się nie zna? Nawet na swojej specjalności, jak Buzek? A czym on jest ze swojej specjalności? Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Przeprosiny dla Pana Żaka felietonisty?! 27.09.04, 22:48 Mogłem się zbytnio pospieszyć. Żaków jest sporo. Wiemy, że Stanisław, Józef i z Kielc. Jednak znalazłem dwóch pasujących: 1. dr inż. Stanisław Józef Żak; specjalność: hydrogeologia, odwodnienia, 2. dr hab. Stanisław Żak; specjalność: filologia polska, historia i teoria literatury Nasz Pan Żak felietonista, to raczej ten drugi, ale czy ma także na drugie imię Józef?! Jeżeli byłby to pierwszy Pan Żak, to chyba nie jest już związany z Kielcami. Tym niemniej przepraszam Pana Żaka felietonistę! Przynajmniej na razie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Re: Przeprosiny dla Pana Żaka felietonisty?! IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 27.09.04, 22:50 A to on nie był jakim działaczem, żebyś tak od razu przepraszał? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub To który był senatorem, a który felietonistą? IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 27.09.04, 22:52 To chyba powinno być jasne! Jest w Polsce wielka jawność życia publicznego! Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Re: Przeprosiny dla Pana Żaka felietonisty?! 27.09.04, 22:54 Chyba był. Ale głowy nie dam, bo to byłby zbyt cenny prezent :) Trzeba będzie jeszcze poszperać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Re: Przeprosiny dla Pana Żaka felietonisty?! IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 27.09.04, 22:58 kobylybbb napisał: > Chyba był. Ale głowy nie dam, bo to byłby zbyt cenny prezent :) No własnie, nie bądź lekkomyslny. :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Re: Ciekawe, czy pisze jak SB-ek IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 27.09.04, 23:46 "Profesor Stanisław Żak z Akademii Świętokrzyskiej zgadza się z poglądem, że odszedł "poeta przyszłości". Jego twórczość to nasz wkład w Europę - twierdzi rozmówca Radia Kielce. Profesor Żak podkreślił, że właściwe zrozumienie utworów Czesława Miłosza, wymaga ogromnej wiedzy. To może być przeszkodą w poznawaniu jego twórczości przez ludzi młodych. " Żebyś ty, kurwa, posiadał chociaż małą wiedzę, "profesorze" żydowski. Ten ostatni felieton, to znowu przez matoła napisany. Przecież, człeczyno, ty nie masz pojęcia nawet o podstawowych sprawach, o których się tam wypowiadasz. Pewnie dlatego nie wiesz, jaką głupotę reprezentujesz. "Dzieje głupoty", czy to było o Żaku? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Re: Ostatnio przejrzałem IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 27.09.04, 23:12 www.senat.gov.pl/k1/senat/Senator/Zak.htm Tamże konterfekt brodaty. Stanisław Żak Senator z województwa kieleckiego Kandydat Komitetu Obywatelskiego "Solidarność" Członek: Komisji Kultury, Środków Przekazu, Nauki i Edukacji Narodowej Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Re: Ostatnio przejrzałem 27.09.04, 23:18 Tak widziałem. Tylko nie mam pamięci do twarzy. I nie za bardzo kojarzę Pana Żaka felietonistę :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Nie podobny on ci jest? IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 27.09.04, 23:22 www.senat.gov.pl/k2/senat/Senator/zak.htm Tamże tenże sam konterfekt brodaty. Stanisław Józef Żak Senator z województwa kieleckiego Kandydat Komitetu Wyborczego "Unia Demokratyczna" Senator I kadencji Senatu RP Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Żak-felietonista był działaczem związkowym IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 27.09.04, 23:26 aktywnym w WSP w Kielcach, w Unii Demokratycznej był. Nie chce mi się po nocy szukac jego fotozdjęcia, bo tu mam gdzieś obok, dostarczone przez służby. Ale skądś znam tę gębę. Może był na tym kursie co ja? Nie ma tu gdzieś por. Superczyńskiego? Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb To może pospieszyłem się z tymi przeprosinami?! 27.09.04, 23:29 Najlepiej jak by te zdjęcia w Senacie obejrzał ktoś z AŚ. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub To Ty nie jesteś kolegą profesora Żaka z AŚ? IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 27.09.04, 23:38 Bogusław Sonik to człowiek prawy. Prześladowany za wierność zasadom nie zwątpił w sens obrony ludzkiej godności. W wolnej Polsce pokazał jak kompetentnie i skutecznie pracować dla dobra wspólnego. Jestem przekonany, że doświadczenie połączone z gruntowną znajomością problematyki europejskiej pozwolą mu godnie reprezentować naszą Ojczyznę. Prof. Stanisław Żak, były Senator RP ziemi kieleckiej Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Re: To Ty nie jesteś kolegą profesora Żaka z AŚ? IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 27.09.04, 23:40 To jest głos kolegi Sonika z PO. Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Re: To Ty nie jesteś kolegą profesora Żaka z AŚ? 27.09.04, 23:46 To może ten Sonik też współpracował?! A tak nawiasem, to zastanawia mnie ten pseudonim „Piotr”. Może Pan Żak ma syna Piotra. Jest zresztą też taki pracownik nauki – Piotr Żak. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Re: To Ty nie jesteś kolegą profesora Żaka z AŚ? IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 27.09.04, 23:49 Piotr Żak z Kielc, prominentny UD-ek (gówniarz), brydżysta. I tyle, dalej jest antypolskość. Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Sonik by na agenta pasował jak ulał 27.09.04, 23:58 SONIK Bogusław prawnik, pracownik samorządowy Ur. 3 grudnia 1953 w Krakowie; żonaty (od 1979); wykszt. wyższe; magister prawa; wyznanie rzymskokat. Ojciec: Walenty, wykszt. podstawowe, robotnik. Matka: Janina (z d. Zając), wykszt. podstawowe, krawiec. Rodzeństwo: Jerzy (ur. 1951). Żona: Liliana (z d. Batko), wykszt. wyższe, dziennikarz. Dzieci: Jacek (ur. 1980), Janina (ur. 1986). Tradycje rodzinne: dziadkowie ze strony matki pochodzili z tradycyjnej rodziny góralskiej z Rdzawki. Edukacja Szkoła Podstawowa nr 21 w Krakowie X Liceum Ogólnokształcące im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie (matura 1972) Uniwersytet Jagielloński, prawo (dyplom 1978) studia podypl.: Instytut Nauk Politycznych w Paryżu (1985-86, bez dyplomu). Zatrudnienie i pozycja zawodowa Krakowskie Biuro Geodezji i Terenów Rolnych w Krakowie (1978-81), inspektor ds. prawnych Radio Wolna Europa w Paryżu (1980-90), korespondent Wydawnictwo „Znak” w Krakowie (1983), redaktor Radio France Internationale w Paryżu (1984-90), dziennikarz BBC w Paryżu (1984-90), korespondent Ambasada Polska w Paryżu (1990-96), minister pełnomocny Instytut Polski w Paryżu (1990- 96), dyrektor Gmina Kraków, Biuro Festiwalu Kraków 2000 (od 1996), dyrektor. Wyjazdy zagraniczne o charakterze zawodowym: brak. Działalność polityczna i społeczna Przynależność partyjna: Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe (od I.1999), członek Rady Województwa Małopolskiego. Inne organizacje społeczne: Studencki Komitet „Solidarności” w Krakowie (1977-80), współzałożyciel, rzecznik (1977) NSZZ „Solidarność” (1980-83), współzałożyciel Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego „Solidarność” Małopolska (1980), wiceprzewodniczący zarządu Regionu Małopolska (1980-81), delegat na I Krajowy Zjazd NSZZ „Solidarność” (1981). Udział w przedstawicielskich organach władzy: radny Sejmiku Województwa Małopolskiego, kaden. 1998-2002, lista wyborcza Akcji Wyborczej „Solidarność”, klub radnych AWS, przewodniczący sejmiku. Inne fakty z życiorysu polit.: działacz krakowskiej demokratycznej opozycji z lat 70., współpracownik Komitetu Obrony Robotników (od 1976), inicjator współdziałającego z KOR Studenckiego Komitetu „Solidarności” powołanego nielegalnie w Krakowie po tragicznej śmierci Stanisława Pyjasa w 1977 roku, internowany 13 grudnia 1981 do listopada 1982, w latach 1983-96 pobyt w Paryżu, w latach 1983-90 współpraca z paryskimi ośrodkami polskiej emigracji politycznej („Kontakt”, „Kultura”, Wolna Europa, Misja Polska we Francji), praca w dyplomacji – Ambasada RP w Paryżu (1990-96); kandydat Klubu Radnych na rzecz AWS na prezydenta miasta Krakowa (V.1998). Sympatie polityczne: Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe. Odznaczenia: Order Sztuki i Literatury – odznaczenie francuskiego Ministra Kultury (1993). Status materialny Mieszkanie: 60 m kw., kwaterunkowe, Śródmieście, od 1953. Samochód: ford mondeo, rok prod. 1995. Podatek dochodowy: 1997 – II próg. Rozrywki i upodobania Hobby: książka. Urlop: narty w zimie, ocean w lecie. Ulubione dzieła: brak. Maksyma życiowa: brak odp. Aktualizowano: 29.X.1998 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Piotr Żak IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 28.09.04, 00:15 Piotr Żak . Data i miejsce urodzenia: 02.02.57 Łódź . Stan cywilny: żonaty . Wykształcenie: średnie ogólnokształcące . Ukończona szkoła: IX Liceum Ogólnokształcące ,1975 . Zawód/stanowisko: działacz związkowy . Znajomość języków: angielski posłowie nie zrzeszeni -------------------------------------------------------------------------------- Data ślubowania: 1997.10.20 Lista: Akcja Wyborcza Solidarność Okręg wyborczy: 27 Łódź Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Stanisław Żak - Łódź :) IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 28.09.04, 00:29 www.zak.lodz.pl/index2.php?id=4 18 maja 1959 r. jest uznawany jako data rozpoczęcia działalności Studenckiego Radia ,,ŻAK'' Politechniki Łódzkiej. Początkowo radiowęzeł obejmował swym zasięgiem tylko jeden dom studencki (obecny III D.S.) i był agendą Zrzeszenia Studentów Polskich. Jednym z pierwszych pracowników Radiowęzła był Stanisław Żak, ale to nie od jego nazwiska pochodzi obecna nazwa Radia. Nie wiemy w jakich warunkach i na jakim sprzęcie pracowali pierwsi Żakowcy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub No to, odwołaj przeprosiny IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 28.09.04, 08:22 Identyczność personalna została stwierdzona z fotograficzną dokładnością. Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb W takim razie nie przepraszam Pana Żaka :) 28.09.04, 09:19 Skoro identyczność potwierdzona, to sprawa się rypła :) Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Pan Andrzej Celiński powiedział 10.10.04, 22:53 „Tak wierzę w wiarygodność. Nie mam najmniejszych powodów, abym nie wierzył w wiarygodność zeznań prokuratorów. Nie mają oni powodów żeby zeznawać nieprawdę. Wielokrotnie, od dwóch czy trzech lat, rozmaici politycy, w tym też i ja, pisaliśmy w gazetach, że jedną z chorób, polskiej patologii jest wszechobecność w gospodarce, ale także częściowo w polityce, rozmaitych ludzi bieżących, albo z przeszłością służb specjalnych, że strasznie dużo tego jest, strasznie dużo. Dla mnie jeszcze gorsze jest to, że często są to ludzie z byłych służb i przez nikogo nie kontrolowani, to się tak mówi, takim brzydkim językiem, niezadaniowani, to znaczy, że nikt nie pilnuje tego, czym oni się zajmują, nikt tego tak naprawdę nie kontroluje, a są jakby w sieci, to znaczy, że mają bardzo gęste kontakty ze sobą, nawiasem mówiąc, obserwacja Orlenu sprzed lat skłoniła mnie do takiego sądu”. Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Życie wtorek 12 października 12.10.04, 20:46 Kulczyk nie działał sam Czy spotkaniem biznesmen - szpieg zajmie się prokuratura? Nie tylko Zbigniew Siemiątkowski wiedział o spotkaniu Jana Kulczyka z Władimirem Ałganowem. Wczoraj przyznał się do tego również szef ABW Andrzej Barcikowski. - To sprawa dla organów bezpieczeństwa państwa - twierdzą zgodnie politycy opozycji. - Wiedziałem o spotkaniu Jana Kulczyka z Władimirem Ałganowem, które odbyło się 18 lipca 2003 roku - przyznał wczoraj na antenie Radia Zet szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Andrzej Barcikowski. Potwierdził tym samym informację, jaką podaliśmy wczoraj. Do spotkania poznańskiego biznesmena z rosyjskim szpiegiem doszło w Wiedniu, a tematem rozmowy obu panów była m.in. sprawa sprzedaży (a właściwie jej brak) Rafinerii Gdańskiej Łukoilowi. Szczegółów nie będzie - Jan Kulczyk zdecydował się poinformować służby specjalne - zarówno wywiad, jak i Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego - o pewnych rzeczach i to zostało potem objęte zainteresowaniem służb - powiedział szef ABW. Dodał, że sprawa została już wyjaśniona, i odmówił - podobnie jak dzień wcześniej były szef Agencji Wywiadu Zbigniew Siemiątkowski - podania jej szczegółów. Barcikowski przyznał również, że jest przeciwny odtajnieniu notatki, jaką Siemiątkowski sporządził po spotkaniu z Kulczykiem 23 lipca 2003 (to wtedy biznesmen miał powiedzieć ówczesnemu szefowi AW o swoim spotkaniu z Ałganowem). - Problemy mogą być odtajnione, notatka chyba nie - powiedział szef ABW. Tymczasem poznański biznesmen w piśmie przekazanym w po-niedziałek dziennikarzom poinformował, że nie udziela żadnych komentarzy i odpowiedzi na pytania związane z problematyką, która jest przedmiotem wyjaśnień komisji śledczej badającej sprawę PKN Orlen i prokuratury. - Należy niezwłocznie wszcząć śledztwo w tej sprawie. Kontaktami pana Ałganowa z przedstawicielami polskiej władzy i biznesu powinny zająć się organy bezpieczeństwa państwa - powiedział nam wiceszef komisji śledczej Zbigniew Wassermann. Zdaniem posła PiS, cała rzecz dotyka najistotniejszej kwestii związanej z aferami dotyczącymi bezpieczeństwa energetycznego kraju. - Tu już nie chodzi tylko o pieniądze, lecz o możliwość utraty suwerenności. Zawsze ktoś kradł i przypuszczam, że nadal kraść będzie. Natomiast odzyskać utraconą niezależność będzie nam bardzo trudno - przyznał Wassermann. Ałganow ma się dobrze Polityk dodał, że zdarzenie z Ał-ganowem pokazuje, że ten rosyjski szpieg nie zniknął z polskiej sceny, co więcej, widać, że ma się dobrze. - Warto w tym kontekście zastanowić się nad pewnymi rzeczami z przeszłości - mam tu na myśli m.in. artykuł z "Życia" z 1997 r. o Ałganowie ("Wakacje z agentem" - red.) - i powiązać to z teraźniejszymi informacjami. To wystarczy, by wyciągnąć wnioski - dodał. Wątpliwości, by sprawą kontaktów Ałganowa z polskimi biznesmenami i politykami zająć się publicznie, nie ma również szef klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej Jan Rokita. - Temat wywołany w niedzielę z udziałem ministra Siemiątkowskiego dowodzi, że Ałganow od wielu lat działa w Polsce i jest to działalność, z punktu widzenia interesu naszego państwa, bardzo niepokojąca - powiedział nam Rokita. Dodał, że jeśli prawdą jest, iż notatka o tym wydarzeniu dotarła bądź dotrze do komisji śledczej, to wszyscy uczestnicy tego procederu powinni zostać przez komisję przesłuchani. Od dłuższego czasu w sprawie sprzedaży Rafinerii Gdańskiej rosyjskiemu Łukoilowi przewijają się jeszcze dwa nazwiska - byłego ministra skarbu Wiesława Kaczmarka oraz Macieja Giereja - byłego szefa Nafty Polskiej, swego czasu również przewodniczącego Rady Nadzorczej Orlenu. To oni - według nieoficjalnych informacji - mieli wziąć stosowną gratyfikację finansową za pomoc w przejęciu Rafinerii przez Łukoil. Kaczmarek powtórzył wczoraj w radiowej Trójce to, co wcześniej powiedział już "Życiu", że nie miał nic wspólnego z tą sprawą i nie wziął żadnej łapówki. - Z Łukoilem nie mieliśmy praktycznie żadnych kontaktów i nigdy nie miało miejsca takie zdarzenie, by ktokolwiek w jakikolwiek dwuznaczny sposób składał taką propozycję - przyznał. Były minister zwrócił również uwagę, że nasz wczorajszy artykuł dowodzi, że za prowokacją stali Jan Kulczyk i Władimir Ałganow. - Widzę, że i pan Siemiątkowski w to uwierzył - dodał. Kaczmarek przyznał jednocześnie, że spotkał się z poznańskim biznesmenem i zapytał go wprost, czy ten rzeczywiście rozmawiał z Ałganowem. - Kulczyk wówczas zaprzeczył, mówiąc, że nie stosuje takich metod. Jestem ciekaw, co powie dzisiaj - podsumował były minister. Wczoraj okradziono samochód Kaczmarka. Zabrano laptopa, w którym były minister przechowywał dane dotyczące m.in. sprawy Orlenu. Prezydencki trop Tymczasem wiceszef komisji śledczej Roman Giertych stwierdził w rozmowie z nami, że cała sprawa związana m.in. z Orlenem wzięła swój początek prawdopodobnie od tego, że Kaczmarek obawiał się śledztwa wszczętego po notatce Siemiątkowskiego do ABW, z której wynikało, że były minister skarbu mógł zainkasować nawet 5 mln dol. łapówki właśnie od koncernu Łukoil. - Nie wiem, czy wziął - zaznaczył poseł Ligi Polskich Rodzin. - Jeśli jednak Kulczyk poinformował Siemiątkowskiego o łapówce dla Kaczmarka, to nasuwają się dwa pytania. Pierwsze, jakie są losy śledztwa w tej sprawie? I drugie, po co Kulczyk rozmawiał z Ałganowem o sprzedaży Rafinerii Łukoilowi? - zaznaczył Giertych. Jego zdaniem, wiele wskazuje na to, że Kulczyk nie działał sam. - On reprezentował szerszy układ rządzący, który m.in. usadowił go na czele Orlenu. Ślad tego układu prowadzi wprost do Pałacu Prezydenckiego. Pozostaje nam tylko potwierdzić, czy Kulczyk w rozmowie z Ałganowem powoływał się na prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Jeśli tak, dotykamy wówczas problemu współpracy najwyższych organów państwa z ob-cym wywiadem - stwierdził poseł. Wczoraj Giertych spotkał się z prokuratorem generalnym Andrzejem Kalwasem i przekazał mu wszystkie informacje oraz materiały zgromadzone przez komisję śledczą, a dotyczące tej kwestii. - Uważam, że upoważniają one do wszczęcia śledztwa w sprawie współpracy z obcym wywiadem - stwierdził. - Przeciwko komu? - Tu już kończy się moja rola. Od tego jest prokuratura - dodał. KRZYSZTOF BUDKA Odpowiedz Link Zgłoś
djablu Re: Życie wtorek 12 października 12.10.04, 22:03 Jakie to szczesliwe zbiegowisko okolicznosci, ze ten Alganow znowu zostal zdemaskowany. przypuszczalnie do pelnej demaskacji dojdzie a wiosne. jedyn dymaskuje drugiego, a trzeci zamachnie sie sam na siebie, w celu obrony kraju przed Rosjom. Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Re: Życie poniedziałek 11 października 15.10.04, 18:09 Ałganow zatacza koło Tomasz Wołek o jednej z największych afer III RP. Powrót Władimira Ałganowa do aktywnej działalności w Polsce skłania do kilku refleksji. Pierwsza to taka, iż historia zatacza koło; co więcej - ulega przyspieszeniu. Dowiadujemy się oto, iż wieloletni agent służb najpierw sowieckich, a potem rosyjskich, nie tylko nie rozpłynął się we mgle, nie tylko nie zaprzestał właściwej dla jego profesji aktywności, ale nadal buszuje po naszym kraju, próbując czynnie wpływać na bieg spraw o znaczeniu dla Polski strategicznym. Refleksja druga ma charakter historyczny. Przypomnę, że to właśnie "Życie" w 1997 r. jako pierwsze ujawniło szpiegowską działalność Ałganowa. Warto tę historię przywołać również dlatego, iż nagromadziło się wokół niej wiele nieporozumień a nawet mistyfikacji. Jak wiadomo, po owej publikacji - "Wakacje z agentem" - prezydent Aleksander Kwaśniewski wytoczył proces ówczesnemu wydawcy "Życia", mnie jako redaktorowi naczelnemu oraz autorom artykułu. Trwa on już kilka lat, niebawem sprawa ponownie trafi do Sądu Najwyższego. To wszystko sprawia, że staram się wyjątkowo starannie ważyć słowa i pisać wyłącznie o faktach niezbitych. Źródłem zainteresowania się "Życia" Ałganowem w 1997 r. była wnikliwa lektura "Białej Księgi" wydanej przez ówczesny lewicowy rząd. Z pu-blikacji tej wynikało, że w 1994 r. (a przypomnijmy, iż tej właśnie daty dotyczył artykuł "Wakacje z agentem") szef UOP gen. Gromosław Czempiński ostrzegał premiera Józefa Oleksego, że wywiad rosyjski wzmógł swoją aktywność w Polsce, próbując coraz intensywniej docierać do ważnych osobistości naszego życia politycznego, gospodarczego i społecznego. Następnie w "Białej Księdze" pojawiały się bardzo szczegółowe zapiski, świadczące o tym, że nasze służby w tym właśnie 1994 r. poddały zidentyfikowanych agentów rosyjskich bardzo starannej obserwacji. Jednym z nich był Władimir Ałganow. UOP deptał mu po piętach, niemal dzień po dniu odnotowując jego kolejne ruchy, zmiany miejsca pobytu etc. Wynikało z tego, że nasze służby dosłownie nie spuszczały Ałganowa z oka. Aż raptem, na początku sierpnia 1994 r. ta obserwacja z niewiadomych przyczyn się urywa na całe dwa tygodnie. Ałganow przyjeżdża do Cetniewa i wpada tam w czarną dziurę. "Biała Księga" ani słowem nie informuje, co tam robił, z kim się spotykał. Tak, jakby kompletnie zniknął z pola widzenia. Po czym, w połowie sierpnia 1994 r. Ałganow - jak gdyby nigdy nic - znów wyłania się na powierzchnię, wraca z Cetniewa i staje się obiektem systematycznych obserwacji. Ze zrozumiałych względów zaintrygował nas ten okres "zapadnięcia się szpiega rosyjskiego pod ziemię". Dlaczego przez dwa tygodnie nikt go nie obserwował? A przynajmniej - dlaczego "Biała Księga" nie wspomina o tym choćby słowem? Czy obserwa-cja na ten czas została zdjęta, zawieszona? Tym to ciekawsze, że przecież zarówno wcześniej, jak i potem była niezwykle intensywna i metodyczna. Trop wiódł do Cetniewa, do domu wypoczynkowego "Rybitwa", toteż nasi reporterzy (wraz z dziennikarzami "Dziennika Bałtyckiego", bowiem nad tekstem pracowały wspólnie dwie redakcje) podążyli tym śladem. Chcieliśmy zbadać, co Ałganow tam robił, i tylko to nas w tym momencie interesowało. Uzyskaliśmy niewątpliwe potwierdzenie jego tam bytności w tym okresie. I przy okazji, zupełnie nieoczekiwanie, dowiedzieliśmy się, że w tymże czasie w Cetniewie przebywał m.in. również przyszły prezydent Aleksander Kwaśniewski. Wcześniej nawet nam to nie przyszło do głowy (bo i skądże?). Dla nas punktem odniesienia do dziennikarskiego śledztwa był Ałganow, a nie Kwaśniewski lub ktokolwiek inny. Ciąg dalszy jest znany. W 1997 r. ukazała się publikacja, która wstrząsnęła opinią publiczną. Niebawem do-szło do procesu, który toczy się nadal. Jakie dzisiaj z tego wynikają wnioski? Przede wszystkim takie - a piszę to bez cienia satysfakcji - że ówczesny artykuł nie stracił nic z aktualności. Przypomnę, jak w komentarzu redakcyjnym uzasadniałem wówczas cel naszej publikacji. Był on jasny i oczywisty. Pragnęliśmy uzmysłowić opinii, że ostrzeżenia UOP nie były bezpodstawne i gołosłowne. Że fakt, iż "namierzony" przez nasze służby agent rosyjski nie tylko bezkarnie grasuje po kraju, ale w ekskluzywnym ośrodku wypoczynkowym jest, jak to określił jeden ze świadków, przyjmowany "z honorami cara rosyjskiego" - budzić musi zrozumiały niepokój. Że w ośrodku tym ma praktycznie nieograniczony dostęp do przebywających tam polskich VIP-ów, do ważnych osobistości publicznych, polityków, przedsiębiorców. Postawiliśmy tezę, że zważywszy na profesję Ałganowa i charakter jego aktywości, sytuacja taka budzi poważne obawy, a po-zostałych, zwłaszcza prominentnych gości pensjonatu "Rybitwa" postawić może w trudnym, niezręcznym położeniu - nawet jeśli są Bogu ducha winni. Mając tę świadomość, nikogo, także Aleksandra Kwaśniewskiego, nie oskarżaliśmy o cokolwiek. Stawialiśmy tylko kwestię bezpieczeństwa państwa i skuteczności działania naszych służb specjalnych, gdyż przynajmniej w sierpniu 1994 r. mogła ona budzić uzasadnione wątpliwości. Po latach widać, że mieliśmy rację. Ałganow - przed którego aktywnością już wtedy ostrzegaliśmy - nie tylko nie zaprzestał swojej działalności w Polsce, ale ją jeszcze zintensyfikował. Jeśli próbował w 2003 r. bezpośrednio wpływać na los transakcji w kluczowym sektorze paliwowym, oznacza to brutalną ingerencję w sferę dla bezpieczeństwa państwa strategiczną. Nasuwają się pytania nie tylko o prawdziwy stan i tak trudnych relacji polsko- rosyjskich, lecz także o wciąż niejasny splot gospodarki z polityką. O to, czy polskie interesy są bezpieczne, kto o nie dba i w jaki sposób? Czy nasze służby skutecznie stoją na ich straży? Dzisiaj pytania te wracają z całą ostrością. Opinia publiczna oczekuje jasnych, konkretnych i wyczerpujących odpowiedzi. Odpowiedz Link Zgłoś
dijey Re: Życie poniedziałek 11 października 15.10.04, 18:18 Z tego Wołka to jajcarz. Jak Aldona od Buzka rozsprzedawała strategiczne firmy, to siedział cicho. Jak ruskie chca kupic rafinerie, co nie dziwi, to Wołek sie martwi bezpieczenstwem. wiw la wiw Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mysom A takie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 22:30 Wszyscy ludzie Ciesielskiego GRAŻYNA J. LEŚNIAK Dawni funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa pełnią dziś ważne funkcje w Ministerstwie Finansów. Byli ubecy mają dostęp do tajnych informacji i dokumentów. Zatrudnieni zostali - z pominięciem procedur konkursowych - w okresie, gdy sekretarzem stanu był Wiesław Ciesielski. To jemu podlegał cały aparat skarbowy. Byli funkcjonariusze SB zatrudniani byli na kluczowych stanowiskach w resorcie finansów od lutego do lipca 2004 roku - w ostatnich miesiącach urzędowania wiceministra finansów i generalnego inspektora kontroli skarbowej Wiesława Ciesielskiego. Pracują w aparacie skarbowym, który podlegał właśnie Ciesielskiemu. Są ekspertami od podatków oraz unijnych funduszy strukturalnych. Obowiązki wicedyrektora Biura Międzynarodowych Relacji Skarbowych pełni np. Aleksander Mleczko, w 1990 roku negatywnie zweryfikowany krakowski funkcjonariusz SB. Agencja Bezpieczeństaw Wewnętrznego wydała mu niedawno certyfikat dostępu do informacji niejawnych do poziomu "ściśle tajne" (najwyższa klauzula). Pełniącym obowiązki dyrektora Biura Dokumentacji Skarbowej został Włodzimierz Bartnicki, który w PRL inwigilował opozycję demokratyczną i księży. Głównym specjalistą w biurze kierowanym przez Bartnickiego jest inny były funkcjonariusz Paweł Olszewski. Obowiązki wicedyrektora w Biurze Dokumentacji Skarbowej pełni Ryszard Kupczak, a obowiązki dyrektora Biura Kontroli Wewnętrznej i Ochrony Informacji Niejawnych Liliana Wiercińska, absolwentka Akademii Spraw Wewnętrznych. Naczelnikiem wydziału w Biurze Międzynarodowych Relacji Skarbowych jest były esbek Marek Kujawa. Ludzie ci tylko "pełnią obowiązki" dyrektorów lub wicedyrektorów, więc mogli zostać zatrudnieni z pominięciem wymaganych na wyższych stanowiskach urzędniczych procedur konkursowych. Byli ubecy mają dziś dostęp do tajnych informacji i dokumentów. A dane gromadzone w systemach informatycznych Rendap (dotyczy PIT), PESEL czy ALERT (przestępstwa podatkowe), przy niewłaściwym wykorzystaniu, mogą być potężną bronią. W lutym 2004 r. na stanowisku wicedyrektora Biura Międzynarodowych Relacji Skarbowych pojawił się Aleksander Mleczko, dawny funkcjonariusz SB (w latach 1976 - 1990 zatrudniony w Wydziale Ochrony Gospodarki SB w Krakowie), negatywnie zweryfikowany w 1990 r. Od 1992 r. Mleczko pracował w bankowości (w Pierwszym Komercyjnym Banku SA w Lublinie, początkowo w oddziale w Krakowie, a potem w centrali oraz w Banku Społem) i zajmował się tam ochroną, a potem windykacją. Do ministerstwa trafił prosto z Urzędu Kontroli Skarbowej w Katowicach, gdzie od lipca 2002 r. pełnił funkcję wicedyrektora. W 2003 r. zdał egzamin na inspektora kontroli skarbowej. MF nie chce jednak ujawnić, ile kontroli przeprowadził Mleczko. Według informacji "Rz" - żadnej i tylko dzięki poparciu Ciesielskiego i Józefa Wyciśloka, dyrektora UKS w Katowicach, zawdzięcza mianowanie na inspektora. Z racji kwalifikacji: "doświadczenia operacyjno-dochodzeniowego, doświadczenia i kompetencji w zakresie bankowości i finansów, doświadczenia i kompetencji celnych i skarbowych, potwierdzonych egzaminem", w lutym 2004 r. został radcą ministra i p.o. wicedyrektorem Biura Międzynarodowych Relacji Skarbowych. Wicedyrektor bez certyfikatu zaufania Nie zna jednak biegle żadnego języka obcego, a tego wymaga specyfika pracy i częste kontakty z przedstawicielami instytucji unijnych. Przyjmując nominację, miał zastrzec, iż "z uwagi na brak kompetencji w zakresie biegłej znajomości języka zachodniego, a także inne plany zawodowe chciałby ograniczyć okres pracy w biurze do września 2004 r. oraz zająć się wyłącznie obszarem krajowym z zakresu zainteresowań biura". 1września tego roku złożył prośbę o zwolnienie. Sławomir Żałobka, dyrektor generalny MF, nie chciał jednak powiedzieć, czy oznacza to odejście Mleczki z ministerstwa, czy tylko zmianę jego kompetencji. Poinformował jedynie, że decyzje w tej sprawie jeszcze nie zapadły. Były funkcjonariusz SB i dziś ma dostęp do największych tajemnic państwa. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) wydała Mleczce poświadczenie dostępu do informacji niejawnych do poziomu "ściśle tajne", co umożliwia mu dostęp do tajemnicy państwowej o najwyższej klauzuli. Znajomi Mleczki z "krakowskich czasów" powiedzieli nam, że tajemnica otrzymania tego poświadczenia przez niego tkwi w jego przyjaźni z Kazimierzem Ślusarczykiem, byłym funkcjonariuszem SB, pozytywnie zweryfikowanym w 1990 r., a dziś dyrektorem Delegatury ABW w Katowicach. Obaj znają się z jeszcze z tamtych czasów, bo - jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy - pracowali w "sąsiednich wydziałach" SB. Do dziś nie otrzymał Mleczko jednak tzw. certyfikatu NATO-wskiego, upoważniającego do dostępu do niejawnych informacji unijnych. Dyrektor Żałobka nie widzi jednak powodu, by "kolejny wniosek o dopuszczenie do informacji niejawnych noszących klauzulę ÇSecret UEČ został oddalony". Postępowanie w tej sprawie prowadzone przez ABW jest w toku. Czy Mleczko odejdzie z ministerstwa, nie wiadomo. Nawet jeżeli, to będzie miał gdzie pójść. W odpowiedzi na pytania "Rz" dyrektor Wyciślok poinformował, że "stanowisko jednego wicedyrektora urzędu nie jest obsadzone z powodu przewidywanej reorganizacji kierowanego przeze mnie urzędu i to być może z dniem 1 października 2004 r. Mogę jednak zapewnić, że p. Aleksander Mleczko - p.o. wicedyrektor Biura Międzynarodowych Relacji Skarbowych w MF - nie wróci do UKS Katowice na stanowisko wicedyrektora". Nie wróci, bo - jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy - Mleczko razem z etatem z Katowic ma przejść do UKS w Krakowie. Grunt to znajomości i rodzina Nie mniej interesujący są inni ludzie Ciesielskiego - a za takiego uważany jest np. Włodzimierz Bartnicki, były funkcjonariusz SB z wydziału obserwacji w Warszawie, pozytywnie zweryfikowany w 1990 r., po resocjalizacji i studium podyplomowym w byłej Akademii Spraw Wewnętrznych, były naczelnik Wydziału Obserwacji w Komendzie Stołecznej Policji i zastępca dyrektora Biura Obserwacji w Urzędzie Ochrony Państwa. Od 1 marca 2004 r. p.o. dyrektora Biura Dokumentacji Skarbowej. Z Mleczką zna się jeszcze z czasów służby w SB (wspólnych działań) i wspólnej pracy w firmie ochraniającej bank PBK. Bartnicki pracował tam od 1998 r. do 2001 r., a Mleczko - od 2 listopada 2000 r. do 20 kwietnia 2001 r. Stosunkowo najkrócej, bo od 1 lipca 2004 r., w MF pracuje Marek Kujawa (ukończona Wyższa Szkoła Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie - 1980 r., studium podyplomowe ASW - 1983 r. i zasadniczy kurs celny w zakresie prawa celnego, postępowania celnego, znajomości ustawy karnej skarbowej i przepisów dewizowych, towaroznawstwa i taryfikacji w 1997 r.). Były policjant (z policji odszedł w 1994 r. na własną prośbę po 14 latach służby), karierę w ministerstwie rozpoczął od stanowiska specjalisty w zakresie funduszy strukturalnych i pomocy w rolnictwie w Biurze Międzynarodowych Relacji Skarbowych, by już 20 lipca 2004 r. awansować na stanowisko naczelnika wydziału w tymże biurze. Nieoficjalnie wiemy, że to właśnie on jest szykowany na wicedyrektora biura na miejsce Mleczki. W ministerstwie pracuje też Liliana Wiercińska, p.o. dyrektora Biura Kontroli Wewnętrznej i Ochrony Informacji Niejawnych, absolwentka Akademii Spraw Wewnętrznych. Z kolei w Biurze Dokumentacji Skarbowej zatrudniona jest jej siostra Bogusława Purchla. Była policjantka (co potwierdza Komenda Stołeczna Policji), dziś główna specjalistka, ma zostać (według nieoficjalnych wiadomości) awansowana na naczelnika Wydziału Dokumentacji Skarbowej w UKS w Warszawie. Z nieoficjalnych informacji "Rz" wynika, że wszystkie te osoby również mają za sobą służbę w SB. Liliana Wiercińska pracowała w służbach technicznych, Marek Kujawa od tych służb zaczynał swą karierę zawodową, a Bogusława Purchla, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mysom Re: A takie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 22:32 Z nieoficjalnych informacji "Rz" wynika, że wszystkie te osoby również mają za sobą służbę w SB. Liliana Wiercińska pracowała w służbach technicznych, Marek Kujawa od tych służb zaczynał swą karierę zawodową, a Bogusława Purchla, choć krótko, ale również była zatrudniona w SB. Grażyna J. Leśniak Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mysom I takie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 22:33 Jak wyrzucić urzędnika Czy były funkcjonariusz SB, a obecnie wysoki urzędnik Ministerstwa Finansów, posłużył się prowokacją w stylu PRL, by usunąć niewygodnego naczelnika katowickiego wywiadu skarbowego? Niewykluczone, bo wykorzystano do tego celu metropolitę lubelskiego, arcybiskupa Józefa Życińskiego. W całej sprawie chodzi o relacje Włodzimierza Bartnickiego, p.o. dyrektora Departamentu Dokumentacji Skarbowej w resorcie finansów, i Alicji Treli, byłej już naczelnik Wydziału Dokumentacji Skarbowej w Urzędzie Kontroli Skarbowej w Katowicach. Bartnicki to były funkcjonariusz SB, zajmujący się w przeszłości m.in. inwigilacją kleru. O nim i o innych osobach z esbecką przeszłością zatrudnionych na wysokich stanowiskach w Ministerstwie Finansów pisaliśmy we wczorajszej "Rzeczpospolitej". Trela straciła swoje stanowisko 18 października po tym, gdy pojawiła się (prywatnie) kilka dni wcześniej na międzynarodowej konferencji poświęconej korupcji, którą zorganizował Katolicki Uniwersytet Lubelski. Burza po zaproszeniu Alicja Trela - osoba, która w aparacie skarbowym uważana jest za osobę kompetentną i uczciwą - została zaproszona, by jako praktyk opowiedzieć o zjawisku korupcji. - Jest jednym z najbardziej doświadczonych, rzetelnych i skutecznych kontrolerów skarbowych w Polsce - mówi "Rz" prof. Grzegorz Górski, wicedyrektor Centrum Odpowiedzialnego Biznesu KUL i współorganizator międzynarodowej konferencji o korupcji. Po wysłaniu zaproszenia do jej zwierzchnika, dyrektora UKS w Katowicach, rozpętała się burza. Dyrektor odesłał Górskiego do generalnego inspektora kontroli skarbowej Stanisława Steca albo dyrektora Bartnickiego. Prof. Górski nie zwrócił się jednak do ministerstwa, bo uznał, że ministerstwo w tej konkretnej sprawie nie jest partnerem do rozmowy. Manipulacja Jak opowiada prof. Górski, w tej sprawie do rektora zadzwonił ktoś z ministerstwa. Osoba ta, powołując się na metropolitę lubelskiego, który rzekomo miał mieć negatywne zdanie o Treli, powiedziała, że ministerstwo w związku z tym absolutnie nie wyraża zgody na jej udział w konferencji. Było jednak inaczej. Arcybiskup Józef Życiński mówi: - Nie znam pani Treli, nigdy jej nie spotkałem. Za absurdalną uważam więc sugestię, bym mógł przeciwstawiać się jej udziałowi w konferencji. Sytuacja jest zgoła przedziwna. Podczas pobytu w Chicago spotkałem się z amerykańskimi współorganizatorami konferencji i przyjąłem ich wstępne propozycje dotyczące prelegentów. Uznaliśmy, że problematyka korupcji wymaga zaproszenia osób cieszących się wyjątkowym autorytetem w swym środowisku. Dlatego gdy później dotarła do mnie propozycja, że w zastępstwie zaproszonej przez nas prelegentki ma się pojawić ktoś inny, od razu to odrzuciłem. Nie mogłem się zgodzić na pierwszą lepszą osobę. Znikające pismo Trela zdecydowała się jednak skorzystać z zaproszenia. Pojechała tam prywatnie, tak też się przedstawiła. - Wzięłam urlop na żądanie - wyjaśnia. Trzy dni potem z samego rana wręczono jej odwołanie z funkcji naczelnika. Została przeniesiona do Wydziału Analiz i Planowania. Na jakie stanowisko - nie wiadomo, bo w piśmie tego nie podano. Odmówiono jej też wglądu do dokumentu Ministerstwa Finansów z 6 października 2004 roku nr DK-XI/4836/2004, na podstawie którego została odwołana (mógł je podpisać jedynie Włodzimierz Bartnicki, któremu podlega wywiad skarbowy). Zaskoczony i zdumiony przebiegiem sprawy jest ks. prof. Stanisław Wilk, rektor KUL. - Nawet w czasach realnego socjalizmu nie zdarzyło się, aby z powodu wygłoszonego na KUL referatu ktoś stracił pracę - dziwi się. Niewygodna Próby odsunięcia Treli od pracy operacyjnej miały miejsce już w przeszłości. W czerwcu - jeszcze za czasów, gdy Ciesielski nadzorował aparat skarbowy - wniosek o mianowanie jej na stopień inspektora kontroli skarbowej był jednym z 25, jaki z katowickiego UKS trafił do ministerstwa. I tam - jako jedyny - przepadł bez wieści. Ponowny wniosek, który trafił tym razem już do obecnego wiceministra Stanisława Steca (który przejął po Ciesielskim nadzór nad skarbówką), również przepadł. - Zapewne znów wylądował w jakiejś szufladzie - zastanawia się Trela. Przez dwa dni nie otrzymaliśmy żadnych wyjaśnień od Włodzimierza Bartnickiego, mimo że - jak poinformował nas wiceminister Stec - pytania w tej sprawie zostały przekazane właśnie jemu. GRAŻYNA J. LEŚNIAK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mysom Re: I takie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 22:43 Po moskiewskiej szkole Niedawny felietonista antyklerykalnego pisma "Fakty i Mity", Wiesław Ciesielski, w 1977 r. ukończył Wydział Cybernetyki Moskiewskiego Instytutu Zarządzania. W stanie wojennym ponownie wyjechał do Moskwy po doktorat w Akademii Nauk Społecznych ZSRR. Od 1979 r. piął się po szczeblach partyjnej kariery, aż do I sekretarza KW PZPR. Był baronem SLD. Ustąpił w 2002 r., gdy Miller powołał go na wiceministra finansów. Wymienił prawie wszystkich szefów urzędów kontroli skarbowej i zaczął tworzyć struktury wywiadu skarbowego o uprawnieniach szerszych od ABW. W 1994 r. zaangażował się w nielegalny rynek ubezpieczeniowy. Był akwizytorem bezprawnie działającej wówczas w Polsce szwajcarskiej firmy. Prokuratura wszczęła śledztwo, ale zostało umorzone, gdy prokuratorem generalnym został Jerzy Jaskiernia. Jego nazwisko kojarzone jest z aferą mielecką. Był w bliskich kontaktach z większością zatrzymanych w 1998 r. szefów WSK Mielec i karaibskiej spółki Grand Limited. MAT Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mysom Takie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 22:48 Żyjemy w dziwnym państwie Rozmowa z prof. Marią Jarosz ..."Dostrzegam i doceniam osiągnięcia III Rzeczypospolitej – wolność, demokrację, stworzenie warunków do rozwoju gospodarczego, integrację z Unią Europejską. Jeśli nie zajmuję się tymi zdobyczami tak szeroko jak patologiami, to dlatego, że moje naukowe zainteresowania zawsze były skierowane ku gorszej stronie rzeczywistości. Przyciąga moją uwagę to, co szwankuje, a nie to, czym można się szczycić"... ROMUALD KARYŚ 2004-10-20 – Pani książkę „Władza, przywileje, korupcja”, wydaną przed kilku miesiącami przez PWN, wysoko ocenili nie tylko profesjonalni recenzenci i dziennikarze, lecz także przedstawiciele najwyższych władz państwowych, gratulując Pani Profesor dokonania kompleksowej analizy polskiej rzeczywistości. Te życzliwe reakcje można by uznać za nieco zaskakujące, ponieważ Pani prace, a zwłaszcza ta ostatnia, w sposób bardzo dobitny i starannie udokumentowany ukazują patologię władzy w Polsce i przyczyny tej patologii, formy jej rozszerzania się i pogłębiania, jej degenerujący wpływ na całość życia społecznego i świadomość społeczną. To przede wszystkim klasa polityczna ponosi odpowiedzialność za obecną niesprawność państwa i niekompetencję władzy, za gigantyczne afery gospodarcze, za coraz bardziej pleniącą się korupcję, za dopuszczenie do powstania i utrwalanie się szkodliwych nierówności społecznych oraz rażących przywilejów, z których korzystają elity biznesowe i polityczne. O tym wszystkim z ogromną goryczą, z naukową precyzją i jednocześnie z publicystyczną swadą pisze Pani w książce. A przedstawiciele władzy zamiast oburzać się na Panią za tę totalną krytykę, przyjmują ją z aplauzem... – Wielu polskich polityków zdaje sobie sprawę z niewydolności władzy, z uwikłania w nieformalne, często przestępcze układy licznych osób piastujących wysokie stanowiska, z coraz bardziej zanikającego poparcia społecznego dla zarówno centralnych, jak i terenowych ogniw władzy. Są przerażeni postępującą patologią struktur państwa. Czują bliskość katastrofy, do jakiej może to doprowadzić. Gorączkowo zastanawiają się nad sposobami zapobieżenia jej. Przypuszczam, że wymienieni przez Pana dostojnicy państwowi dostrzegli we mnie nie złośliwego krytykanta, ale raczej sojusznika, który swoimi naukowymi diagnozami chce im dopomóc w staraniach o naprawę Rzeczypospolitej. Zapewne docenili rzetelność moich wniosków wynikającą z faktu, że korzystałam z bardzo licznych i różnorodnych materiałów źródłowych. Były to wyniki prowadzonych przeze mnie od kilkunastu lat ogólnopolskich, reprezentatywnych badań socjologicznych, a ponadto raporty NIK, dane ze spisów powszechnych, statystyki resortowe, częste w ostatnich latach publikacje autorów zajmujących się dziennikarstwem śledczym, a nawet materiały uzyskane z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Analizowałam wyniki sondaży i publikacje wielu polskich socjologów i politologów. Mówiąc obrazowo „mam papiery” na wszystko, co wytykam władzy. Moja analiza i krytyka ma charakter kompleksowy, ale wbrew temu, co Pan przed chwilą powiedział, nie jest to krytyka „totalna”. Dostrzegam i doceniam osiągnięcia III Rzeczypospolitej – wolność, demokrację, stworzenie warunków do rozwoju gospodarczego, integrację z Unią Europejską. Jeśli nie zajmuję się tymi zdobyczami tak szeroko jak patologiami, to dlatego, że moje naukowe zainteresowania zawsze były skierowane ku gorszej stronie rzeczywistości. Przyciąga moją uwagę to, co szwankuje, a nie to, czym można się szczycić. Niestety, osiągnięcia czy perspektywy osiągnięć nie przekładają się w Polsce na konstruktywne postawy społeczne. Ogromna rzesza obywateli uważa, że „lepsze jutro było wczoraj”. Pogłębia się marazm, obojętność wobec spraw publicznych, poczucie bezsilności. – Kiedy właściwie to się zaczęło i co było główną przyczyną rozrastającego się zła? – Poszukiwaniem odpowiedzi na to i podobne pytania zajmuję się m.in. podczas badań prowadzonych w ramach grantu KBN Syndrom wielkiej zmiany i jego socjologiczne implikacje. Nie zdołam nawet w największym skrócie przedstawić tu wszystkich refleksji i wniosków, jakie z nich wynikają. Więc tylko kilka z nich. Najgroźniejsze było to, co jest nazywane ukrytym wymiarem albo „grzechem pierworodnym” transformacji, a mówiąc dosadniej – złodziejskim pochodzeniem kapitałów, dzięki którym w pierwszym okresie prywatyzacji powstały tzw. spółki nomenklaturowe. Nielegalnie, bądź półlegalnie, przejęły one dawny majątek publiczny – firmy i przedsiębiorstwa państwowe, ich rynki zbytu, handlowe kontakty. W tym transferze kapitału walnie dopomogli ludzie z dawnych służb specjalnych. Część z nich przeszła do nowych służb specjalnych, część znalazła się poza nimi, ale jedni i drudzy zachowali swoje wpływy i kontakty, dbając o to, by sprywatyzowany majątek państwowy znalazł się w rękach osób wywodzących się z dawnych układów politycznych. Niektórzy działacze PRL, choć na wiele lat przed okrągłym stołem przeszli do obozu solidarnościowej opozycji, a w 1989 roku objęli stanowiska rządowe, nie mogli wyzbyć się przyzwyczajenia do form sprawowania władzy charakterystycznych dla epoki schyłkowego socjalizmu. Jedną z tych form jest klientelizm polityczny. To system rządzenia, w którym decyzje są podejmowane na podstawie kryteriów uznaniowych, zwykle w ramach nieformalnego układu między dwoma osobami lub grupami o nierównym statusie. Jest to układ asymetryczny, którego podstawą jest osobista lojalność i wymiana dóbr lub usług o nierównej wartości między „patronem” a „klientem”. Jest on szczególnie szkodliwy wtedy, gdy nakłada się na formalne struktury systemowe państwa i tworzy sieć ukrytych powiązań. – Jak Pani ocenia rolę osławionych „Brygad Marriotta” w pierwszym okresie transformacji? – Były to grupy zagranicznych ekspertów i konsultantów, których na początku transformacji za sowite pieniądze ściągano po to, aby dopomagali nam w procesie przekształceń gospodarczych, głównie w prywatyzacji majątku państwowego. Najczęściej zatrzymywali się w warszawskim hotelu „Marriott”, stąd ta nazwa. Ich faktyczne kwalifikacje jako specjalistów często były znikome, a ich nieznajomość polskiej kultury, historii, naszych tradycji – była wręcz żenująca. Byli rzecznikami krajów, z których przyjechali, oraz różnych zagranicznych ośrodków. Działali bardziej w interesie tych ośrodków niż w naszym interesie. Kreowali liderów polskiej gospodarki – częściej wywodzących się z elit postkomunistycznych niż solidarnościowych. Z czasem zagraniczni sternicy polskiego życia gospodarczego i politycznego zaczęli działać poprzez system tworzonych w naszym kraju fundacji i organizacji pozarządowych. Powstawały rozliczne „fundusze”, „agencje”, „zarządy”, które wraz z radami nadzorczymi wielkich spółek po kolejnych wyborach wchodziły w skład puli łupów politycznych. Zdobycie tych łupów było i jest jednym z celów ekip sięgających po władzę. Ludzie ją sprawujący zachowują się tak, jakby zupełnie nie wiedzieli, jaką rolę powinno pełnić państwo, i jakby nie zdawali sobie sprawy ze swej odpowiedzialności przed społeczeństwem. – Co jeszcze należy zaliczyć do anomalii i patologii w funkcjonowaniu naszego państwa i jego władz? – Przede wszystkim korupcję. To najgroźniejsza plaga, największe zło. Liczne badania prowadzone na całym świecie pokazują, że im bardziej niewydolne jest państwo, tym wyższy jest w nim poziom skorumpowania władzy oraz korupcji w poszczególnych sferach życia publicznego. Zarazem jest to mechanizm samonapędzający się: dysfunkcje władzy powodują rozrost korupcji, która z kolei powodu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mysom Re: Takie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 22:49 Zarazem jest to mechanizm samonapędzający się: dysfunkcje władzy powodują rozrost korupcji, która z kolei powoduje powstawanie innych, patologicznych zjawisk w kręgu władzy, co w końcu może doprowadzić do skrajnej degrengolady systemu państwowego. Istnieją różne formy i odmiany korupcji: łapownictwo, płatna protekcja, nepotyzm, organizowanie przetargów w taki sposób, aby wygrał określony oferent. Istotą korupcji są zawsze zachowania sprzeczne z prawem, szkodliwe dla państwa i społeczeństwa. Jest to ukryte porozumienie zawarte wedle zasady „daję, abyś dał”. Nie zawsze daje się pieniądze. Często jest to skomplikowana wymiana wzajemnych świadczeń, bywa, że „z odroczoną płatnością”: inwestuje się korupcyjnie w jakąś osobę lub instytucję po to, by w odpowiednim momencie odwzajemniała się ona działaniami oczekiwanymi przez dającego. Motywem skłaniającym do korupcji jest zawsze czyjaś chęć osiągnięcia korzyści osobistych. Szczególnie groźna dla państwa jest korupcja polityczna, polegająca na kupowaniu za pieniądze lub na zasadzie „coś za coś” przychylności polityków albo całych partii politycznych. – W swojej demaskatorskiej książce wylicza Pani kilkanaście dziedzin życia publicznego w Polsce najbardziej podatnych na korupcję. Nie ma w tym zestawieniu instytucji naukowych. Czy to oznacza, że w polskiej nauce nie ma korupcji? – Przeciwnie, myślę, że w placówkach naukowych również zdarza się korupcja. – Czemu Pani Profesor nie wspomniała o tym w książce? – Bo nie mam żadnych dowodów na występowanie korupcji w środowiskach naukowych. Moje przeświadczenie o istnieniu korupcji również w tym obszarze ma charakter intuicyjny. Trudno jest zweryfikować prawdziwość pogłosek, jakie niekiedy na ten temat się słyszy. – Niektórzy obserwatorzy życia społecznego są zdania, że to nie urzędnicy i inni decydenci uczestniczący w korupcyjnym procederze są odpowiedzialni za rozplenienie się w naszym kraju korupcji do jej obecnych rozmiarów, lecz że odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponoszą „dawcy”, interesanci i klienci, którzy z własnej inicjatywy natarczywie wtykają pieniądze i prezenty decydentom starającym się unikać ich przyjmowania. – Stanowczo sprzeciwiam się takiemu poglądowi. Podczas debaty sejmowej, dotyczącej wyników moich badań, b. wicemarszałek sejmu, Janusz Wojciechowski trafnie zauważył, że w Polsce mamy dwa rodzaje korupcji: „z bezradności” i „z bezczelności”. Korupcja z bezradności jest wtedy, gdy interesant musi koniecznie załatwić bardzo istotną dla siebie sprawę i wie, że nie uzyska pozytywnej decyzji, jeśli nie da łapówki. Zatem ją daje. Korupcję „z bezczelności” uprawia decydent, który sygnalizuje interesantowi, że bez łapówki sprawa nie będzie załatwiona i który przywykł do tego, że przyjmowanie łapówek uchodzi mu bezkarnie. – Czy w Polsce będzie lepiej? – Powiem z pewną przekorą, że w kraju jest tak źle, iż gorzej już być nie może, a zatem może być tylko lepiej. Duże nadzieje wiążę z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. To ograniczy bałagan, zracjonalizuje gospodarkę, przyczyni się do uporządkowania systemu prawnego. Naprawa złego prawa jest szczególnie ważna. Prawo musi stać się precyzyjne, jednoznaczne. Nie może być tak, iż akty prawne dopuszczają, że urzędnik w państwowej instytucji może, ale nie musi załatwić sprawę petenta. Stwarza to sytuację, w której nieraz jedynym sposobem skłonienia urzędnika do wydania prawnie zasadnej decyzji jest wręczenie mu łapówki. Trzeba uzdrowić wiele dziedzin życia, bo obecnie żyjemy w państwie patologicznym, dziwnym. Trzeba sprawić, aby obywatele poczuli się rzeczywistymi współwłaścicielami majątku publicznego. Obawiam się jednak, że wychodzenie z kryzysu, w jakim znajduje się nasz kraj, będzie trwało długo. Oprócz zmian strukturalnych w państwie konieczne są pozytywne przemiany świadomości Polaków, a na to nie wystarczy jednego pokolenia. – Dziękuję za rozmowę. Romuald Karyś Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mysom My nie zginiemy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.04, 23:15 My, ludzie ze służb Polski Ludowej, jesteśmy wszędzie. A jak nas nie będzie, to będą nasze dzieci. A wy, prymitywna mierzwo ludzka pozostaniecie bydłem na nasze usługi. Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Czytam i słucham 10.11.04, 00:39 O przesłuchaniach w Komisji ds. Orlenu. Niejaki Kulczyk, co samolot gdzieś wyląduje, to biedaczek zachoruje :) Niejaki Kuna robi sobie jaja z publiczności. A gdzie by nie spojrzał to agent jakichś służb. Od SB, wywiadu i kontrwywiadu do KGB. Że KGB górą, to nie ma się co dziwić. Słowem - agent, agenta, agentem pogania :( I jak tu nie wierzyć w spiski?! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Re: Czytam i słucham IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 10.11.04, 11:22 Straszliwe to kreatury. I bardzo mało inteligentne. Typowe esbeckie złodziejstwo. Wczoraj w telewizorze Giertych rozłożył tego Kunę na wszystkie agenckie łopatki. Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Andrzej Kuna 10.11.04, 12:55 Wczoraj zeznawał przed Komisją ds Orlenu Pan Andrzej Kuna. Pan Andrzej Kuna jest kupcem. Pan Kuna w swoim czasie mieszkał w jednym domku z Pana Ałganowem, a później nawet Pana Ałganowa zatrudnił w swojej firmie. Pan Kuna był przesłuchiwany kiedyś w sprawie tzw. „afery FOZZ”, bo menedżerowie FOZZ zaproponowali Panu Kunie udział w transakcji zakupu belgijskiej firmy SEPP. Transakcja nie doszła do skutku. Pan Kuna był także zamieszany w tzw. „sprawę Olina”. Miedzy innymi uczestniczył w biesiadach z Panami Oleksym i Ałganowem. Pan Kuna jest udziałowcem spółki Mitpol. Razem z Panem Kuną zakładał tą spółkę Pan Sławomir Wiatr, który jest przyjacielem Pana Kuny. Pan Kuna zatrudnił także w swoim czasie Pana Wojciecha Czerniaka funkcjonariusza wywiadu PRL, którego poznał na początku lat 80-tych, kiedy Czerniak był pracownikiem ambasady w Austrii. Później Pan Kuna założył Fundację Doktora Clowna. Szefem tejże fundacji uczynił żonę Pana Czerniaka - Hanię. Pan Kuna nie może powiedzieć, że zna Panią Prezydentową Jolantę Kwaśniewska, ponieważ widział Ją tylko raz lub dwa razy w życiu. Pan Andrzej był w swoim czasie właścicielem firmy Bicarco. Ta firma była podejrzewana, że brała udział w interesach z Funduszem Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Dochodzenie trwa nadal. A, zapomniałbym! Pan Andrzej Kuna jest przyjacielem Pana Kulczyka :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Andrzej Kuna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.04, 15:00 Musze przyznac, ze okreslenie "republika/panstwo kolesi" nabralo dla mnie ostatnio nowych znaczen... Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Wiatr Kuny 10.11.04, 15:01 Jak wiemy Sławomir Wiatr do stycznia 2003 pełnił funkcję pełnomocnika rządu ds. informowania o UE. Podobnie jak inny spec od UE, Pan Truszczyński, Sławek był współpracownikiem służb specjalnych PRL. Tatuś Sławka, Jerzy Wiatr, był Ministerm Edukacji Narodowej. Tak, tym Ministrem, który został obrzucony, nie pomnę już czy jajkami, czy pomidorami. Nie wiadomo, czy za to, czy za nieugiętość w krzewieniu ideałów stalinizmu Pan Jerzy Wiatr otrzymał od Prezydenta Aleksandra Order Orła Białego. Bo Pan Jerzy Wiatr działał z zaangażowaniem dla sprawy Leninizmu i stalinizmu od lat najmłodszych. Dla porządku należy dodać, że Pan Jerzy Wiatr z zaangażowaniem przez długie lata wykładał w Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego. Dziadziuś Sławka Wiatra, a tatuś Jerzego, został w 1943 roku zlikwidowany z wyroku Komendy Głównej Armii Krajowej, jako bardzo groźny i niebezpieczny agent niemieckiej policji. Babcia Sławka, a mamusia Jerzego, wyszła ponownie za mąż za płk. Gustawa Alefa- Bolkowiaka (vel Gutmana Ałefa, żydowskiego partyzanta) i wraz z nim wyjechała do Wiednia, na odpowiedzialną placówkę PRL-owskiego wywiadu - z nominacji gen. Mieczysława Moczara. Sławek poznał się także z Panem Ałganowem. To doniosłe wydarzenie miało miejsce w 1989 roku w ambasadzie radzieckiej na spotkaniu z okazji rocznicy rewolucji październikowej. Sławkowi Pan Ałganow wydał się bardzo sympatyczny i komunikatywny, zabawiał biesiadujące tam towarzystwo. Taki to jest w skrócie Wiatr Kuny. Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Przepraszam 10.11.04, 15:35 Chyba się pomyliłem. To chyba mamusia Sławka Wiatra ponownie wyszła za mąż. Tak więc Alef-Bokowiak był chyba ojczymem Sławka. Tenże ojczym był najpierw Żydem komunistą (choć ponoć komuniści nie byli Żydami), funkcjonariuszem MO, szefem Oddziału Zagranicznego Sztabu Głównego LWP, a od 1946 roku był attaché wojskowym, najpierw w Waszyngtonie później w Belgradzie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Re: Przepraszam IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 10.11.04, 15:45 Niezbadane są wyroki boskie. To kto był ojcem Sławomira Wiatra? Może tak jak prawda, niejedno ma imię? Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Re: Przepraszam 10.11.04, 15:51 Wypadałoby zapytać mamusi. A taka „klęska” jak Sławuś to ma chyba wielu ojców :) Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Dochnal i banda w Mesko 05.12.04, 12:45 Za tygodnikiem Głos (fragment): „Interesy z Koniecznym i Gawriłowem Dochnal swoją działalność doradczą prowadził od początku lat 90. W 1990 r. założył spółkę konsultingową Proxy, która podpisała z dyrektorem Zakładów Metalowych Mesko w Skarżysku Kamiennej umowę dotyczącą opracowania koncepcji przekształcenia zakładów w spółkę akcyjną. Do prac nad przekształceniami włączyła się Agencja Rozwoju Przemysłu SA., która udzieliła Mesko 1,5 mld zł kredytu na prace restrukturyzacyjne. Z tej puli Mesko miało zapłacić firmie Proxy za kolejne etapy studium. Gdy w 1992 r. NIK przeprowadziła kontrolę realizacji, okazało się, że Proxy zrealizowała tylko dwa z czterech etapów studium. W październiku 1991 r. Proxy dostała zlecenie na opracowania strategii restrukturyzacji całego przemysłu zbrojeniowego za 15 mld zł (obecnie 1,5 mln zł). W tym przypadku zrealizowała tylko jeden z trzech etapów opracowania. Za 24 strony opracowania dostała 3,5 mld zł. NIK ustaliła, że w trakcie prac nad studium ujawniono Proxy tajemnice państwowe. Członkiem zarządu Proxy był Jerzy Konieczny, były szef UOP i późniejszy szef MSW. W 1994 r. założył firmę Larchmont Capital o kapitale założycielskim 40 mln st. zł (4 tys. nowych). W marcu 1995 r. kapitał założycielski został podniesiony do 100 tys. zł. W tym samym roku nadzwyczajne zgromadzenie wspólników powołało nowy zarząd, w którym zasiadł m.in. Siergiej Gawriłow, który był oskarżany o współpracę z GRU. Z listy wspólników wynikało, że Dochnal miał udziały o wartości 80 tys. zł, a Gawriłow - 20 tys. zł.”. Czy biuro tego „Proxy” nie mieściło się na Sienkiewicza? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kupa szmalu Re: Dochnal i banda w Mesko IP: *.sympatico.ca 05.12.04, 21:41 ???? Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Jak agenci opozycję tworzyli 18.12.04, 09:39 Znany socjolog agentem SB? "Dziennik Łódzki" przedstawia dowody na to, że dr Andrzej Mazur, znany łódzki socjolog i opozycjonista, był "Wacławem" - jednym z najgroźniejszych agentów Służby Bezpieczeństwa w PRL. "Tajny współpracownik 'Wacław' jest jednostką inteligentną, sprawdzoną, o dużym doświadczeniu operacyjnym" - pisali o Andrzeju Mazurze jego przełożeni ze Służby Bezpieczeństwa. "Wacław" zakładał tajne organizacje, by je potem ujawnić, wydawał pismo podziemne, by przenikać do tajnych drukarni opozycji, i przez prawie 40 lat donosił na znajomych i przyjaciół. Co do tego nikt się nie spiera - zachowało się kilkaset meldunków tego konfidenta. Sprawą sporną było to, czy "Wacław" to Andrzej Mazur - łódzki socjolog, zmarły w 1995 r. Dobrego imienia Mazura broni wdowa po nim, która oskarżyła prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego o naruszenie dóbr osobistych. Powodem była jego wypowiedź drukowana na łamach "Dziennika Łódzkiego", że Mazur był "klasycznym donosicielem". Proces ten jeszcze się toczy. Zdaniem "DŁ", lektura akt Służby Bezpieczeństwa i Urzędu Bezpieczeństwa, w których występuje nazwisko Andrzeja Mazura, nie pozostawia żadnych wątpliwości co do tego, że był agentem. W niektórych miejscach można się tego domyślać, w innych czytamy o tym wprost. Nie zachowała się teczka personalna tajnego współpracownika o pseudonimie "Wacław". Szkoda, bo jej zawartość - na przykład pokwitowania pieniędzy - mogłaby bardzo pomóc w identyfikacji "Wacława". Ocalały jednak trzy "teczki pracy", czyli zbiór kilkuset jego meldunków z lat 1975-1983, spisywanych i komentowanych przez oficera SB, na ogół przez podpułkownika Czesława Chojaka. Teksty te były pisane przez oficera prowadzącego i na ogół dzielą się na trzy części: najpierw jest informacja o tym, czego "Wacławowi" udało się dowiedzieć, potem "zadanie", jakie sobie wyznacza, wreszcie "uwagi i wnioski" oficera prowadzącego. (PAP) tiny.pl/nn3 Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Małgosia się tłumaczy :) 18.12.04, 10:15 www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_041218/plus_minus_a_1.html Wszak nic Jej jeszcze nikt nie zarzucił :) A Krzysztof Kozłowski, to postać do rozszyfrowania. Jest związany z Krakowem z „Tygodnikiem Powszechnym” W tym Tygodniku odpowiadał za kontakty z SB. Dobry znajomy Rokity i Miodowicza. Pod Jego kierownictwem rozpoczęła się błyskawiczna kariera superagenta Kostka a Michnik buszował po archiwach MSW. Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Zapomniałbym 18.12.04, 10:18 I to Krzyś Kozłowski Widackiego wypromował. Widackiego, który po paszki od samego początku jest umoczony :) Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Re: Małgosia się tłumaczy :) 18.12.04, 18:55 Jeżeli ktoś przeczytał artykuł w „Rz”, to wie, ze Małgosia powołuje się na byłego ministra Kozłowskiego. A tu niespodzianka. Były minister Kozłowski twierdzi, że nic o teczce Małgosi nigdy nie wiedział i nie wie i nigdy na ten temat rozmów nie toczył :) Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Małgosia ma Krzysia za wariata 18.12.04, 23:11 Jako, że Krzysio nie kwapi się z potwierdzeniem wersji Małgosi, Małgosia raczyła rzec tak: „W najmniejszym stopniu nie podejrzewam Krzysztofa o złą wolę. Myślę, że znajduje się on w nienajlepszej kondycji psychofizycznej i stąd wzięła się taka wypowiedź dla PAP w tej sprawie”. Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Małgosia Nowak? :))) 22.12.04, 12:58 info.onet.pl/1027656,11,item.html Odpowiedz Link Zgłoś
kobylybbb Jak się niektórzy biskupi oczyścili 19.12.04, 10:30 Jan Maria Rokita powiedział dziś w Radio ZET, że informował Pana Mazowieckiego o niszczeniu teczek w MSW. Pan Mazowiecki o tym wiedział i nic nie zrobił, aby temu zapobiec. Niszczenie w największym stopniu objęło teczki współpracowników Departamentu IV- go. Był to departament zajmujący kościołem i środowiskami katolickimi. Pan Mazowiecki także się do „środowisk katolickich zaliczał” :) Do kościoła zaliczają się niewątpliwie niektórzy biskupi, którzy obecnie są przez media lansowani. Bronią SB-ków i głoszą dość dziwne teorie. Niektórzy nawet przyznają, że są narcyzami :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Jak się niektórzy biskupi oczyścili IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.04, 14:12 Kobylybbb, przez Ciebie wszystko jest dla mnie podejrzane:). I powiazane:))). Jest to b. pozytywne, bo wczesniej nie mialam tej swiadomosci:) i bylam dziewicza swiatopogladowo:). Nigdy jednak nie bylam glupia, dlatego nadrobilam bardzo szybko:))). Pozdrawiam i podziwiam:). Odpowiedz Link Zgłoś