akson1
21.04.12, 08:44
Tak sobie czytam. I myślę równocześnie - w tym kraju nie będzie nigdy dobrze. Jeśli powołane do pilnowania porządku organy - straż miejska, policja (celowo piszę z małej litery ;) nie są w stanie poradzić sobie z ewidentnymi przypadkami naruszenia prawa, porządku i bezpieczeństwa publicznego.
Ileż to już razy czytałem na łamach i tej i innych różnych gazet artykuły o tym jak pojedyncze jednostki i zorganizowano grupy kpią sobie w żywe oczy z obowiązujących przepisów, z zasad dobrego współżycia, utrudniają innym funkcjonowanie i...i nic złego nie można im zrobić.
Weźmy przykład nagminnego łamania zakazu jeżdżenia po bus-pasach dla zwykłych kierowców. Z artykułów człowiek się dowiaduje, że ustami rzeczników policja, straż miejska, urzędnicy oni wiedzą, znają problem, ale nic nie mogą zrobić albo, że zrobią coś jutro. Potem człowiek jedzie tam pojutrze i widzi ten sam syf, bałagan, brak szacunku dla prawa i innych osób. I zero kar, powołanych do tego organów, zero zmian.
Tak samo było / jest przy okazji wojny z pijaczkami na rynku (w centrum miasta, w jego najbadziej reprezentacyjnym teoretycznie punkcie), przy walce z psimi kupami, omijaniem korków przez pasy zieleni...
Takie przykłady można by mnożyć i mnożyć...
I teraz. Załóżmy, że nawet chcę być w porządku i fair i uczciwy. I nauczyć swoje dziecko, że pewnych rzeczy nie można robić. Np. stawiać auta w niedozwolonym miejscu. Ale jak ja będę tłumaczył synowi, że tak nie wolno robić, jak obok takiego auta przechodzi patrol policji i nic nie robi...
Oczywiście, ja wiem, że straż, policja, sądy mają setki, tysiące ważniejszych spraw niż przeganiania byle babci z pietruszką czy każdego przechodzącego na czerwonym.
Tylko że przykłady z innych krajów - Niemcy chociażby, pokazują że tam gdzie przestrzega się małych przepisów i miasta wyglądają lepiej i naruszeń poważnego typu jest mniej.
I tak sobie myślę - głupim i frajerem trzeba być, aby szanować powołane do pilnowania porządku organy, skoro one nic nie mogą. To po co są?
Też, jak czytelnik, nie popieram likwidacji straży miejskiej. Więcej nawet - uważam, że jest jej za mało, jest niedoinwestowana i zbyt słaba. Ale kiedy myślę sobie - patrząc na tych wszystkich łamiących przepisy w Kielcach, że przecież gdyby była skuteczna, to spokojnie mogła by zarobić i na siebie i odłożyć co nieco do budżetu miasta. (vide gmina Kobylnica, która zarabia na mandatach 1/3 czy też 1/4 całego swojego budżetu)
Że to nieetyczne? Cholera, a czy w porządku jest blokowanie chodników, rozjeżdżanie pasów zieleni, łamanie prawa i kpienie z niego w żywe oczy?
Ja idąc tylko jedną główną ulicą sądzę, że zdeterminowany patrol mógłby "zarobić" na niej wiele tysięcy złotych.
Tylko że takich patroli nie ma.
Potem się dziwimy, że dzieci wsadzają kosze na głowy nauczycieli, wybijają szyby, że windy są dewastowane. No ale skoro każdy widzi (i czyta), że policja, straż i inne organy nic nie robią i nic nie mogą (nie chcą!!!) to nie dziwmy się, że mamy taki syf jaki mamy...