r_z
01.03.05, 23:53
Są po prostu "różne gatunki" ofiar terroru. Amerykanie są najbardziej
opłacalni. Jedna amerykańska ofiara "waży" więcej niż tysiąc istnień ludzkich
w Rwandzie. Im nikt nie stawia pomników. Ja widziałbym np. pomnik narodu
tybetańskiego niszczonego terrorem chińskim przy biernej postawie
handlującego z Chinami świata. Ale taki pomnik byłby niewygodny i
nieopłacalny. Ofiary WTC mają juz pomniki, filmy, dzieła muzyczne, plastyczne
etc. Dla mnie ten pomysł jest delikatnie mówiąc mało odkrywczy i
wazeliniarski. Zróbmy (jeżeli już znajdą się sponsorzy) pomnik odwazny,
nonkomformistyczny - choćby ofiar głodu w Afryce... To będzie coś
skłaniającego do myslenia, a nie takie płynięcie z prądem.