08.03.05, 18:17
czy te 30prac na lebka razem ze sprzataczkamiktore opisuje pan na stronie
www.nauka-edukacja.p4u.pl to na WZia AS? jak pan sobie wyobraża obiektywne
egzaminyo ktorych Pan pisze w artykule o masowości ksztalcenia?
Obserwuj wątek
    • wako3 Re: do wako3 09.03.05, 11:40
      Tak, chodzi o WZiA AŚ. Co do obiektywności egzaminu. Każdy egzamin zdawany u
      konkretnego człowieka (egzaminatora) jest zawsze subiektywny. Ocena wyraża
      jedynie stopień zgodnosci pogladów egzaminatora i egzaminowanego na bardzo
      konkretny i z konieczności (czas) waski temat. I musi byc subiektywna. Nie
      oznacza to, oczywiscie, ze mało warta. Jesli egzaminator ma szeroką (i
      aktualną) wiedzę i odpowiednią ilość czasu na rozmowe, to ocena moze nieść
      sporo informacji. Jednak zawsze subiektywnej, a jej wartośc jest pochodna
      naukowej wartości egzaminatora (fajnie byłoby powiedzieć "zdałem egzamin u
      Einsteina", choć na pewno lepiej byłoby rzec "byłem uczniem Einsteina"). We
      wsponianym tekście wyraziłem tylko pogląd, że poniewaz na pólgodzinna rozmowe
      egzaminacyjna nie ma szans (egzamin trwałby ca 10 dni) więc lepiej
      byłoby "zwalić" to na często modyfikowane komputerowe testy, bo na egzaminach
      pisemnych i tak sprawdza sie własciwie tylko wiedze werbalną ("know-what", a
      czasem jeszcze mała część "know-why"). Student zdawałby w terminie, który sam
      wybiera, nie byłoby stresu zdającego (jak sie nie uda to ze studiów wyleją) ani
      egzaminatora (a czy nie skrzywdziłem go niską oceną?), a nauczyciel byłby
      zainteresowany w zdanym przez studenta egzaminie tak jak sam student. Poniewaz
      testy byłyby ogólnie dostepne więc możnaby ocenic czy "klient" jest juz
      dostatecznie przygotowany czy nie, a dobry student mógłby zdać egzamin nie
      korzystając z żadnych zajęć (oczwiście nie na np. medycynie, ale na niektórych
      kierunkach - własciwie przedmiotach - mogłby) i zaoszczedzoną forse wydac np.
      na piwo czy wycieczkę do Grecji. Na pewno odpadłoby wiele stresu. Dyskusyjna
      jest oczywiscie kwestia ceny takiej zmiany, ale w moim odczuciu na studiach
      pierwszego stopnia byłoby to opłacalne. Nie proponuję tego np. dla studiów
      magisterskich, ale tam byłaby pewnie taka ilość studentów, ze moznaby studiować
      w najbardziej chyba efektywnym jak dotąd systemie uczeń mistrz. Tam jednak
      egzamin nie ma sensu, bo taki mistrz tak dobrze zna ucznia, ze w kazdej chwili
      moze mu ocenę wystawic. To nie sa nowe propozycje; wiele uczelni na Zachodzie
      przeprowadza egzaminy "częściowo zewnętrzne" zapraszając na nie egzaminatorów z
      innych osrodków. U nas tez sie o tym mysli, ale nie da sie tego zrobić masowo,
      bo nie ma tylu pracowników na uczelniach. Pozdrawiam
      • malibu_as2 Re: do wako3 11.03.05, 20:04
        dzieki, a oco chodzi z tymi bonami?
        • wako3 Re: do wako3 12.03.05, 17:09
          Chodzi o to, by pieniądz szedł za studentem, a ten ostatni decydował czy, komu
          i kiedy zapłaci nim za naukę, czy tez np. nauczy sie sam (jesli przedmiot nie
          wymaga ćwiczeń "manualnych"), zaoszczedzona forse (bony mozna odsprzedac
          Państwu) przeznaczy np. na wycieczke do Egiptu. To nie jest nic nowego. Tak czy
          siak coś z finansowaniem szkolnictwa trzeba zrobić, bo pieniedzy dla wszystkich
          nie starcza nawet w bogatej Anglii. Z tego co wiem jest równiez projekt
          prztargów na kształcenie. MENiS rozpisywałby przetarg na wykształcenie w woj.
          Świetokrzyskim np. 1000 specjalistów mniemanologii stosowanej. Szkoły
          startujace w przetargu podaja swoje oferty, MENiS wybiera jedna czy dwie,
          szkoły dostają forsę i rzecz toczy sie tak jak dzis w niektórych dobrze
          finansowanych uczelniach państwowych. Zarówno bon jak i przetargi maja swoje
          zalety i wady. Nie wiadomo co lepsze. Ale tak naprawdę, to problemem jest
          masowośc kształcenia, a własciwie jej skokowy wzrost. Tu sa potrzebne zarówno
          rozwiązania ekonomiczne jak i systemowe w sensie np. planu studiów, albo
          rezygnacji z tego wynalazku, bo wygląda na to, ze nauka po entuzjastycznym
          okresie podziałow na "dyscypliny" zaczyna sie znów, przynajmniej lokalnie,
          scalać. Tak czy owak coś z tym fantem trzeba zrobić, bo system trzeszczy w
          szwach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka