Gość: Poprawiony
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
22.07.05, 15:52
Niejaki Pan Jerzy D. - niegdysiejszy poplecznik komuny i partyjny
lizus z kieleckiego, czerwonego dziennika lokalnego, za zasługi (!!!?) został
płatnym doradcą prawicowo-klerykalnego WEL w Radzie Kultury Miasta Kielce
oraz redaktorem naczelnym TERAZ, które robi w niekulturalny sposób owemu WEL
public relations pod płaszczykiem pisania o kulturze. Redaktor Jerzy D. na
podstawie umowy-zlecenie uszczupla budżet Kielc (a dokładniej miejskiej
instytucji DŚT) co miesiąc na kwotę 4-5 tyś. zł. Na druku "Teraz" (bez
żadnego przetargu) zarabia także drukarnia diecezjalna (ulubienica
prezydenta), która wycenia druk miesięcznika na 3,50 zł za szt. (cena
okładkowa to 2,50 zł). Dopłata do każdego wydania kosztuje podatników Kielc
ok. 80.000 zł rocznie.
WEL jest też stałym wspołpracownikiem pisma "Teraz", pisując o swoich
muzycznych fascynacjach w rubryce, która z kulturą regionalną nie ma nic
wspólnego. Ciekawe czy bierze za to wierszówki?
Redaktor D. jest na tyle sprytny, że trzyma i z prawicowym prezydentem (Rada
Kultury, Teraz, różne komisje)i z lewicowym marszałkiem - jest m.in.
członkiem Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, którego prezesem, o zgrozo,
jest urzędnik i członek zarządu naszego województwa Jacek K.(ostatnio
otrzymał 150.000 zł na działalność od Min. Kultury, której praktycznie nie
prowadzi, a ofiarowane przez Ministra obrazy leżą pokątnie w WDK).
Gdyby WEL powinęła się noga to zawsze lewicowa podpora się przyda
Panu Jerzemu D. Obłuda, dwulicowość i cwaniactwo tej persony stanowi jawny
przykład umiejętności ustawienia się w każdych warunkach i z każdym jemu
podobnym. WEL jest albo zaślepiony cwaniactwem redaktora, albo po prostu
sam ma w tym interes. Kreowanie się WEL na mecenasa kultury dzięki
takim metodom (nie było konkursu na redaktora samorządowego czasopisma, nie
było przetargu na druk "Teraz", nie było debaty społecznej na temat
większości spraw dotyczących kultury w Kielcach etc. etc.) nie pozostawia
złudzeń, co do braku fachowych doradców w tych sprawach. Dziwi fakt, że
kieleckie media solidarnie milczą, jakby w obawie o to, że pisanie o innym
czasopismie może być odebrane jako nagonka na konkurencję. Więc kielczanie
nadal płacą za ciche posadki farbowanych redaktorów i niewiadomo kogo
jeszcze, zamiast żądać organizowania konkursów i przetargów na tego typu
zadania z zakresu kultury, która ponoć miała być priorytetem dla tego miasta.
Za niewiedzę w końcu się słono płaci. Tylko dlaczego to my mamy robić?