Dodaj do ulubionych

cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego

01.10.07, 13:08
... jeszce nie bylo..
WITAM WSZYSTKIE CIĘŻARÓWECZKI smile
15.09.2007 r. o godzinie 21.20 przyszła na świat moja śliczna
córeczka Lenka. Urodziła się duża bo 3950 gram i 55 cm. Nie byłoby w
tym raczej nic dziwnego, bo ciąża przeważnie kończy się porodem 
gdyby nie fakt jak ten poród wyglądał. Chcę się z Wami tym
podzielić, ponieważ nigdzie indziej na forach nie spotkałam się z
taką historią, z takim podejściem do rodzącej, z taką opieką, z
takim zaangażowaniem położnych, z takim komfortem itd itd. A cały
ten cud zaczął się tak...
...15.09. o 6 rano obudziły mnie dosyć mocne bóle brzucha. Ból był
do wytrzymania jednak regularny co 2 minuty. Starałam się być
dzielna i nie panikować. Zakodowałam sobie w główce, że panika do
niczego nie prowadzi, i że lepiej pojechać do szpitala później niż
za wcześnie. Pojechaliśmy wiec na KTG o 12,00, a tam jak ręką odjął.
Zero skurczy, zero bóli. Położna Sabina bo tak miała na imię śmiała
się, że się wystraszyłam i podświadomie odstraszyłam skurcze. Kazała
nam wracać do domku i przyjechać o 16,00 po uprzedniej kąpieli i
mocnej fusiastej kawie.
Momentalnie kiedy przekroczyliśmy z narzeczonym próg mieszkania bóle
wróciły tyle że silniejsze i dodatkowo od kręgosłupa. Sebastian bo
tak ma na imię narzeczony masował więc ile się dało kręgosłup, a ja
podskakiwałam jakbym weszła w mrowisko. Tylko to przynosiło mi ulgę.
Za radą położnej Sabiny wzięłam długą kąpiel i wypiłam mocną kawę.
O 16,00 zabraliśmy spakowaną torbę i pojechaliśmy rodzić. Byłam
przerażona. To mój pierwszy poród a należę do grupy panikar
pierwszego stopnia do tego zupełnie nieodpornych na ból. To co
zastałam jednak na miejscu przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
Wiedziałam, że będzie inaczej bo 9 miesięcy chodziłam do tej kliniki
do lekarza prowadzącego. Widziałam że klinika ta różni się „NIECO”
od zwykłych szpitali. Wiedziałam że będzie wyjątkowo bo to nie
państwowy szpital ale prywatna klinika położniczo-ginekologiczna
ale w najśmielszych snach nie przypuszczałam że narodziny mojej
córeczki staną się najwspanialszym i najbardziej mistycznym
przeżyciem w moim życiu. Po zrobieniu mi lewatywy ok. 17.00
trafiliśmy do pokoju w którym zgaszono światła, zapalono świece, a z
radia wydobywała się muzyka. Wanna była pełna ciepłej wody. Przyszły
dwie położne Sabina i Kasia. Sabina przedstawiła się jako osoba
która poprowadzi mój poród. Kasię znałam wcześniej. Dostałam jej
numer gadu gadu od koleżanki która wcześniej rodziła w tej klinice.
Kasia mimo że nie miała wtedy być w pracy, gdy dowiedziała się ze
rodzę specjalnie przyjechała. Nigdy wcześniej jej tego nie
proponowałam. Po prostu się zjawiła. To otwarta i pozytywnie
nastawiona do świata i ludzi kobietka, która nad wszystko kocha
swoją pracę. Sabina z kolei to ciepła i troskliwa dziewczyna, która
swoim uporem i determinacją sprawiła, że wszystko w końcu się udało
i mimo że bolało okrutnie to swoją osobą dawała ogromne poczucie
bezpieczeństwa i ogromne wsparcie. A nie było łatwo. Ale po kolei...
Zobaczywszy wannę weszłam do niej i to było naprawdę coś. Ciepła
woda sprawiła, że skurcze osłabły na tyle abym mogła zregenerować
siły do dalszej walki. Od razu pragnę zaznaczyć że skurcze ( faza I
i II porodu) są spoko do wytrzymania przynajmniej jeśli chodzi o
mnie. Mimo wszystko jednak zdecydowałam się na znieczulenie
zewnątrzoponowe. I przynajmniej w moim przypadku to był błąd. Moje
wyobrażenie o znieczuleniu było takie, że gdy już się je otrzyma to
ból minie i do końca porodu będzie już bezboleśnie i w ogóle jak w
raju. Byłam baaardzo naiwna  Prawda bowiem okazała się zupełnie
inna. Znieczulenie spowodowało że rozwarcie stanęło w miejscu i
działało tylko 1,5 godziny. Aby przyspieszyć rozwarcie podano mi
oksytocynę która zaczęła działać kiedy przestało działać
znieczulenie. Bóle wywołane oksytocyną były diabelnie mocne i był
moment że myślałam że będę chodzić po ścianie. Momentami zdawało mi
się że nadszedł mój koniec i że niebawem umrę. Mój narzeczony był
jednak silniejszy ode mnie i ciągle krzyczał żebym była silna żebym
się nie poddawała. Skakałam więc na piłce, leżałam w ciepłej wodzie.
Na szczęście trwało to niedługo bo szybko okazało się ze mam
wymagane do porodu rozwarcie i że za chwile zacznę rodzić. Nagle
wokół mnie znalazło się 7 osób. Mój narzeczony trzymał mnie za lewą
rękę, pani anestezjolog za prawą rękę, dwie położne Sabina i Kasia
przy kroczu i druga pani anestezjolog z boku, pediatra za mną i
lekarz prowadzący z doskoku  (jeśli kogos pominęłam to z góry
przepraszamwink. Zaczęły się bóle parte i jak dla mnie one były
najgorsze. Lenka miała niespełna 4 kg i nie umiałam jej zwyczajnie z
siebie wypchnąć. Sabina pomagała jak tylko umiała, Kasia
krzyczała „Go Lena go” jednak ja już po prostu nie miałam siły aby
przeć na tyle mocno, żeby Lenka wyszła. Wtedy Sabina poprosiła żebym
zeszła z łóżka i kucnęła na ziemi. Złapała mnie pod ramiona, a
dłońmi rozszerzyła nogi. Napierając całym ciężarem swojego ciała na
moje plecy poleciła żebym zaczęła przeć. Ta pozycja wertykalna
spowodowała że moja kruszyna zeszła niżej. I wtedy w radiu
usłyszałam piosenkę. Naszą piosenkę tzn moją i Sebastiana. Piosenkę
z czasów kiedy się poznaliśmy sprzed 12 laty. Czyż to nie cud? 
Nie miałam nawet siły żeby na niego spojrzeć i upewnić się że i on
ją słyszy, ale poczułam w sobie jakąś niezwykłą moc. Gdzieś w sobie
podjęłam decyzję, że teraz się uda, że za chwilę urodzę. Po kilku
takich parciach w pozycji wertykalnej wróciłam na łóżko i po paru
mocnych pchnięciach oraz pomocy lekarza prowadzącego w postaci
delikatnego nacięcia Lenka wyskoczyła (nacięcie NIC nie boli).
W momencie jak tylko wyszła i położono mi ją na brzuchu cała trauma
i ból porodowy minął. Mała zachłysnęła się wodami płodowymi i
musiano mi ją na godzinę zabrać aby oczyścić jej drogi oddechowe. W
radiu ciągle jeszcze brzmiała TA piosenka kiedy położono mi Lenkę na
brzuszku. Popłynęły łzy szczęścia. Sebastian do dzisiaj twierdzi, że
to był najwspanialszy moment jego życia i że mimo że powinien być
wtedy na meczu (jest piłkarzem) to żaden mecz, żaden puchar i żadna
ilość zdobytych bramek nie byłaby w stanie uczynić go tak
szczęśliwym jak fakt że mógł brać udział w czymś tak niezwykłym jak
przyjście na świat jego córeczki. W jednej z gazet ukazał się nawet
artykuł zatytułowany „Na porodówkę zamiast na mecz”  Kiedy Pan
doktor później mnie szył (szycie również NIC nie boli, lekarz podaje
bowiem znieczulenie miejscowe) byłam już na tyle przytomna i pełna
sił, że prowadziliśmy konwersacje na tematy związane z wychowaniem
dzieci. Musiało to śmiesznie wyglądać dla kogoś z boku. Kobieta z
rozwalonymi na za piętnaście trzecia nogami a w jej kroczu facet
(przystojny facet wink z igłą i nitką i ich swobodna konwersacja hihi.
Ok. godziny 24,00 przewieziono mnie do mojego pokoju. Pokój
jednoosobowy z łazienką i telewizorem plazmowym oraz sterowanym na
pilota łóżkiem. I tu znowu spotkała nas przemiła niespodzianka.
Położne Sabina i Kasia przywiozły również łóżko dla Sebastiana
żebyśmy mogli spać razem i żeby Sebastian nie musiał wracać do domu.
Lenka została na noc z położnymi żebyśmy mogli się wyspać i
odpocząć. Pamiętam że rozmawialiśmy do 3 w nocy zanim usnęliśmy. W
sumie na Łubinowej w Katowicach spędziliśmy 4 dni. 4 ponieważ
okazało się że mała ma żółtaczkę. Przez całe te 4 dni Sebastian spał
tam ze mną. Można powiedzieć że przez 4 dni mieszkaliśmy w klinice.
Jedzenie jakie nam serwowano było wyśmienite. Wszystko z myślą o
matkach karmiących. Codziennie moją kruszynę oglądał i badał
doskonały pediatra. Jeśli sobie życzyliśmy to mogliśmy dzidziusia
oddać na część nocy położnym aby się przespać. Myślę że nawet gdybym
zdecydowała się na poród w dom
Obserwuj wątek
    • kasian00 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 01.10.07, 21:20
      ?????
      cud? takich cudów dziennie jest miliony!

      Gratuluję tego cudu!
      • seena Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 01.10.07, 23:01
        z cala pewnoscia, tylko chetnie poznam inne miejsca gdzie panuja takie warunki,
        jak na Lubinowej w Katowicach - osobiscie nie znam drugiego takiego miejsca w
        okolicy (Slask)
        Pozdrawiam
      • jagodzianka29 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 02.10.07, 10:38
        wybacz ale czy w swoim ograniczeniu mózgowym dopuszczasz możliwość
        że dla mnie narodziny MOJEGO dziecka to MÓJ osobisty cud...
        • katka.6 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 02.10.07, 10:55
          no to teraz pojechałaś po całości...

          gratuluje LUKSÓSÓW na porodówce i oczywiście narodzin dziecka!
          bo taka kolejnośćnasówa mi się czytajac Twój post...
          ja równiez rodziłam dziecko i niewątpliwie jest to wielkie przeżycie ale ja
          rodziłam w NORMALNYM szpitalu i nie narzekam! Nikt mi świec nie zapalał, mąż
          mógł spokojnie wyspać się w domu, dziecko równiez mogłabym oddać położnym na noc
          ale nie czułam takiej potrzeby! Personel rówież był miły a lekarze troskliwi! a
          to wszystko za pieniadze ze składek na słuzbę zdrowia...
          To był mój cud narodzin...
          • monik_a_23 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 27.10.07, 11:28
            ja też rodziłam na łubinowej i jestem bardzo zadowolona mimo iż nie miałam świec bo jestem po cesarce. Nie zgodze się z Tobą że wszędzie jest tak samo i napewno nie w każdym szpitalu można spotkać się z miłym personelem i opiekom. Znam wiele szpitali których należy omijać z daleka.
        • kasian00 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 02.10.07, 12:19
          Oczywiście Twój osobisty cud i tego nie neguję!!! Gratuluję Ci!!!
          ale po co pisać "po sto razy" to samo?
          Czyżby ograniczenie mózgowe po porodzie nastapiło???
    • mama-smyka Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 16.10.07, 12:34
      Jagodzianko, gratuluję narodzin Twojego skarbeczka. smile

      Niestety, znam dobrze Łubinową 'od podszewki' i mogę Ci powiedzieć,
      że miałaś szczęście, że nie pojawiły się żadne komplikacje podczas
      porodu.
      Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale jeden z lekarzy z 'zarządu'
      Łubinowej nie powinien wykonywać swojego zawodu. sad
      Ma mnóstwo pacjentek i wiele z nich skrzywdził i nadal krzywdzi,
      choc pewnie większość z nich nie ma o tym pojęcia.
      Miałam nawet myśli o założeniu mu sprawy - jeśli nie w prokuraturze,
      to przynajmniej w Komisji Etyki Lekarskiej, ale odpuściłam, choć
      wiem, że powinnam to zrobić dla dobra innych.
      Niestety, nie mam na to nerwów ani czasu, ponieważ choruję - zresztą
      częściowo dzięki temu lekarzowi.

      A poza tym wszystkim - zapomniałaś wspomnieć o jednym 'drobnym'
      szczególe - ile kosztuje ten pokoik VIP na Łubinowej? big_grin
      Mnie nie dziwi Twój pokój ani opieka przy takim cenniku.
      • jagodzianka29 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 16.10.07, 13:33
        skoro jest tak jak mówisz.. to chyba powinnas napisac wiecej bo to
        co napisalas brzmi baaardzo ogólnikowo. Jesli nie chcesz napisac
        konkretnie nazwiska tego lekarza to nie pisz ale przynajmniej opisz
        sytuacje o ktorej piszesz (bo przeciez napisalas ze znasz łubinową
        od poszewki). Forum ma to do siebie ze kazdy moze tu napisac co
        tylko chce. 99,9 proc opinii o łubinowej jest pozytywnych ale jesli
        jest ktos kto ma inne zdanie to czy nie uwazasz ze powinnysmy jako
        chcące tam rodzic o tym wiedziec. Co do mojego porodu to płaciłam
        500 zl za pojedynczy pokoj co wcale nie wydaje mi sie duzo zwazywszy
        ze lezelismy tam 5 dni (Lenka miała żółtaczke) czyli wychodzi 100 zl
        za dzien z pełnym wyzywieniem. Wybacz ale w podrzednym hotelu doba
        kosztuje 2 razy wiecej. Podwójne pokoiki są za darmo. Pozdrawiam i
        jesli mozesz napisz wiecej. Przyszle rodzace na łubinowej maja prawo
        wiedziec..
        • mama-smyka Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 16.10.07, 14:29
          A ja myślę, że jest wiele niezadowolonych pacjentek, ale mało kto
          chce o tym mówić, ja zresztą też nie lubię tego tematu, ale aż mnie
          skręca jak słyszę peany na cześć pewnej osoby.
          Z tego co mi wiadomo, pokój jednoosobowy, ten o starndardzie 4*
          hotelu kosztuje na Łubinowej 2500zł, bez względu na czas pobytu.
          Może już obnizyli cenę, tego nie wiem, bo już tam nie bywam.

          Leczyłam się u pana dr 6 lat.
          Ginekolog-położnik nie widział kompletnie żadnego związku pomiędzy
          PCO a tarczycą, na moje pytania o dodatkowe badania tarczycowe
          odpowiadał, że jestem za młoda (!!!) na chorobę tarczycy, na
          niepokojące znamionka na skórze reagował: "Niech pani z tym nigdzie
          nie idzie, bo każdy lekarz panią wyśmieje" - dziś jestem po
          chirurgicznym usunięciu 14-tu, ale jeszcze nie zakończyłam leczenia,
          natomiast gdy opamiętałam się i sama zrobiłam badania tarczycowe
          (lekarz nie chciał mi powiedzieć, jakie, więc sama wyszukałam w
          sieci, zresztą słusznie jak widać) oraz USG okazało się, że mam tak
          zaawansowaną niedoczynność i tak duże i liczne guzy, że praktynie
          nie ma szans na wyleczenie bez operacji.
          Przy porodzie powinnam mieć wykonaną cesarkę, ponieważ dziecko już
          pchało się na świat a niestety, szyjka była niemal całkowicie
          zamknięta - zafundował mi nieludzki poród, czego do końća życia mu
          nie zapomnę, kompletnie bez znieczulenia, wszystko na siłę.
          Efekt - moje dziecko do dziś nie mówi, choć skończyło 3 lata.
          W czasie ciąży bagatelizował większość b.ważnych badań, bo - jak
          twierdził - 'ciąża to stan fizjologiczny' - po porodzie okazało się,
          że wiele z tych badań pomogłoby w rehabilitacji malucha zaraz po
          narodzinach.
          A teraz - uwaga - perełki. smile
          Tego nie spotkacie nigdzie indziej. smile
          Otóż pan dr przez 6 lat brał ode mnie kasę za cytologię, ale ani
          razu nie widziałam wyniku!!!
          Nie informował mnie na bieżąco a gdy sobie przypomniałam, że
          przecież miałam pobieraną, to odpowiadał: "Na pewno dwójeczka, dawno
          nic innego nie miałem u żadnej pacjentki" big_grin i uważał, że dwójeczka
          to znaczy "czyściutko, wszystko dobrze"!!!
          Pomijam, że gdy zapomniał pobrać cytologii, to twierdził, że nic się
          nie stało, bo pobierze ją z GŁOWICY USG (BUHAHAHAHAHAHAHA big_grin).
          W końcu się otrząsnęłam i poszłam do innego lekarza a potem
          potwierdziłam jego słowa u trzeciego.
          Zrobiłam cytologię u "orła" z Łubinowej i tych dwóch praktycznie
          dzień po dniu - co się okazało? Na Łubinowej usłyszałam: "Wszystko
          super, czyściutko, dwójeczka" a u dwóch pozostałych, że jestm w tej
          chwili pacjentką z najgorszą szyjką, że gdyby mieli zajęcia ze
          studentami, to pokazywaliby moja szyjkę na zajęciach pt. "Z czego
          się robi nowotwór i jak wygląda stadium przed", miałam ogromną
          nadżerkę i fatalną cytologię.
          Oraz ogromny żal, że to przecież nie przez moje lenistwo, że ja
          regularnie chodziłam, płaciłam...
          Dałam mu ostatnią szansę - nie wiem, dlaczego, przerażała mnie myśl,
          że przez 6 lat mnie okłamywał, że naraził życie mojego dziecka, o
          które zresztą z trudem się wystaraliśmy.
          Poszłam do niego i powiedziałam, że byłam u innego lekarza, bo
          musiałam leżąc w klinice endokrynologii (pokazałam mu wypis i
          fatalne wyniki - czy okazał skruchę??? SKĄD! powiedział: "Z tymi
          endokrynologami to jest ciężko, ciężko znaleźć kogoś dobrego".
          Patrzył na wyniki jakby były napisane po chińsku, więc mu
          wytłumaczyłam, co się z czego bierze i jaki ma związek z PCO. Nawet
          mi nie przerwał, choć to on mnie powienien to tłumaczyć, tylko
          zrobił smutną minę, hmmm... może przez sekundę poczuł się winny???
          Mam nadzieję.
          Ale dalej.
          Powiedziałam mu, że podobno mam ogromną nadżerkę i mam ze sobą płyn
          do wypalenia.
          Zbadał mnie, powiedział: "Jest świetnie, czyściutko". Gdy zapytałam
          o nadżerkę, rozbrajająco odpowiedział, że "zapomniał" zerknąć, ale
          mogę sobie tym płynem sama wypędzlować w domu.
          KWASEM!!!!!!
          Okropnie żrącym!!!
          przez 12 h boli mnie po starannym i precyzyjnym nakładaniau go tak
          samo jak przed okresem a on mi powiedział, że mam sobie "tak mniej
          więcej nim popsikać"!!!
          I ostatnia rzecz - ostatnia cytologia, bo po miesiącu poprosiłam, by
          mi powtórzył, ale od razu poprosiłam na piśmie, bo miałam zamiar coś
          z tym zrobić, nie chciałam tego zostawić, wtedy jeszcze nie
          odpuściłam.
          Przez telefon powiedział mi to nudne już "Czyściutko, dwójeczka".
          W szpitalu dał mi zaświadczenie o Pap I...
          Nawet nie pamiętał, co wymyslił.
          Brak mi słów, ręce mi opadły i więcej do niego nie poszłam.
          Szkoda, bo b. go kiedyś lubiłam.

          Ja nie oceniam samego szpitala, bo jest fajny, oceniam lekarza,
          który tam pracuje i który może odbierać poród.
          Dopóki nic się nie dzieje, dopóki wystarczy wypisać receptę na
          tabletki, postać przy porodzie to jest ok, ale przy jakichkolwiek
          komplikacjach - współczuję.
          Ten pan nie potrafi zszyć kobiety, ja niestety wylądowałam u
          chirurga.
          Nie potrafi również pobrać krwii pępowinowej - przy mnie pępowina
          dziecka wypadła my z rąk i większość krwii znalazła się na podłodze.
          Ale to już coś zupełnie innego. smile

          Czy rozumiesz, jakie znaczenie ma badanie cytologiczne???
          Kontrolowanie tarczycy przy zaburzeniach pracy jajników???
          Ja mu zaufałam i drogo za to zapłaciłam.
          Do niedawna byłam jego wielką fanką i choć czytałam negatywne opinie
          na jego temat (dosłownie DWIE, bo nikt o tym nie chce pisać), to nie
          wierzyłam.
          Ten człowiek naraził życie moje a później mojego dziecka i to przez
          czystą głupotę.
          Na pewno drugiego dziecka nie będę rodzić na Łubinowej, by
          przypadkiem na niego nie trafić.
          Gdy trzy koleżanki, które do niego chodziły, usłyszały o moich
          problemach, również wybrały się do innego lekarza.
          U dwóch z nich stan szyjki był b. podobny do mojego. sad
          • jagodzianka29 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 16.10.07, 16:46
            nie wiem co mam napisac.. bardzo mi przykro..
            • marcia19 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 16.10.07, 22:49
              CUDEM są narodziny dziecka, a nie to że akurat leciała jakaś
              piosenka, czy to, że mieliście wspólny pokój!
              No daj spokój!
              • jagodzianka29 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 17.10.07, 09:12
                daruj sobie swoje 3 grosze bo niczemu one nie służą i nikogo nie
                obchodzą. dla MNIE cudem były narodziny mojej córeczki ale również
                warunki tych narodzin. urodzisz zrozumiesz. póki co skoncz
                podstawowke.
                • marcia19 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 20.10.07, 14:55
                  Może akurat ciebie nie obchodzą!
                  Swoje zdanie mogę wyrażąć gdzie chcę i jak chcę!

                  >dla MNIE cudem były narodziny mojej córeczki ale również
                  >warunki tych narodzin
                  Sorki, ale jak cudem mogą być warunki!

                  >urodzisz zrozumiesz
                  Urodziłam - warunki były bardzo dobre - mąż, muzyka, poród trwał
                  godzinę, ale ludzie, nie uważam warunków za cud.

                  >póki co skoncz podstawowke
                  (Sorki, ale to mnie rozbroiło! Totalnie dziecięca odzywka! Buhaha!)
                  Skończyłam ją parę lat temu, mam licencjata.
                  Pozdrawiam!
              • mama-smyka Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 17.10.07, 09:30
                Jagodzianka ma rację z tą piosenką, każdy by się wzruszył, że
                właśnie w takij chwili usłyszał ją w radio, wiadomo, że to zbieg
                okoliczności, ale to jak znak. wink
                Oczywiście to narodziny dziecka są cudem, zarówno w szpitalu
                państwowym jak i w prywatnym, ale jednak warunki i amosfera są
                diametralnie różne.
                I chyba o to Jagodziance chodziło, by dać znać wszystkim mamom, że
                mogą za darmo rodzić w komfortowych warunkach i nie czuć się w
                szpitalu jak intruz.
                • katka.6 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 17.10.07, 18:50
                  jagodzianka... trochę "przeraża" mnie fakt ze nie przyjmujesz zadnych słów
                  niezadowolenia zwiazanego z tym szpitalem i z personelem tam pracujacym!
                  Rozumien ze jesteś zachwycona tym co Cię tam spotkało ale wyluzuj i odpuść trochę!
                  Ciagniesz temat poruszony przez "mama-smyka" jakby ta sprawa osobiście Ciebie
                  dotyczyła... myślę ze jeśli ktoś będzie chciał znać szczegóły tej sprawy to sam
                  o to poprosi...
                  poza tym faktycznie kilka wątków reklamowych nt. jednego szpitala to chyba
                  obsesja a nie zachwyt!
                  i nie wyskakuj mi z zacmieniem mózgowym i innymi tekstami rzucanymi forumowiczom
                  bo są zbyteczne!!!
                  • ajb-1 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 18.10.07, 13:36
                    ale jak moglas urodzic dziecko w szpitalu na łubinowej 3 lata temu
                    skoro 3 lata temu tego szpitala nie bylo????
                    • mama-smyka Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 18.10.07, 16:08
                      Nie rodziłam na Łubinowej, nigdy tego nie twierdziłam.
                      Znam za to dobrze jednego z lekarzy i to o nim pisałam.
                      Rodziłam u niego w innym szpitalu.
                      Pozdrawiam.
    • heljo Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 22.10.07, 20:17
      Ja również niedawno rodziłam na Łubinowej.
      Na plus:
      * dobry standard pokoi, łazienki, miłe wnetrza
      * wiele miłych osób z personelu - szczególnie osób od noworodków,
      * sympatyczna sala porodowa
      Na minus:
      * standardowo robią lewatywę, nacinają krocze (choć nie z automatu,
      chwilę się zastanowili czy trzeba to robić),przebijają pęcherz
      płodowy, podają oksytocynę
      * w pewnym momencie pani połozna podała mi lek, mówiąc, że pomoże on
      przy porodzie - po działaniu zorientowałam się że to była
      oksytocyna - zaczęłam z bólu prawie chodzić po ścianach. Jako że
      poród trwał dość krótko jedynym powodem przyspieszania go były dwie
      właśnie przyjmowane pacjentki i brak miejsca na sali porodowej - to
      wystarczyło by zapewnienia lekarzy o naturalnym nie przyspieszanym
      porodzie diabli wzięli.
      * sama położna - była miła, ale samo prowadzenie porodu nie podobało
      mi się - wszystko było nastawione na to abym jak najszybciej
      urodziła i zwolniła miejsce a przez to sztuczne przyśpieszanie poród
      był dodatkowo nieprzyjemnie nerwowy i bolesny
      * opieka po porodzie - nikt przy wizytach nawet nie zerknął na
      krocze, a w dwa tygodnie po porodzie trafiłam do innego szpitala na
      zabieg w związku z ich zaniedbaniami - dzięki Bogu nie czekałam 6
      tygodni z wizytą u swojego lekarza prowadzącego
      * chaos informacyjny - próbując uzyskać jakieś informacje już po
      porodzie byłam odsyłana od jednej osoby do drugiej.

      Tak więc wrażenia mam mieszane, ale być może po prostu mam pecha i
      taki splot wypadków jak u mnie może zdarzyć się wszędzie. Jedyny cud
      jaki miał tam miejsce to moja dzidzia smile
      • il-wika Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 22.10.07, 21:41
        Witam wszystkich,nie przerażajcie mnie ,mam właśnie w połowie
        grudnia rodzić na Łubinowej i nie rozumiem dlaczego koleżanka pare
        postów wyżej nie podaje nazwiska lekarza z którym miała problem. ja
        chodzę do doktora Ślęczki i na razie nie mam zastrzeżeń ,słyszałam
        wiele pozytywnych opinni na temat tego lekarza.Prosze o więcej
        informacji.
        • il-wika Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 22.10.07, 21:57
          Chciałam jeszcze dodać ,że jest to moja 4 ciąża i nie wiem czy mam
          zacząć sie martwić czy nie. Dwie pierwsze poroniłam dość wysoko w
          ciąży ,natomiast 3 ciąże udało mi sie donosić szczęśliwie chociaż
          nie obyło się bez strachu ,ale udało się i mam zdrową córeczke 3,5
          roku. Jednak mam żal do poprzednich lekarzy o lekceważący stosunek ,
          bagatelizowanie niktórych moich pytań czy próśb.Słyszałam , że
          lekarze z Łubinowej wcześniej pracowali na Bogucicach i to mnie
          troche na początku zraziło , bo miałam tam 2 pierwsze poronienia.
          okazało się jednak ,że nie wtedy gdy oni tam pracowali.Już sama nie
          wiem do kogo chodzić , mam jednak nadzieję ,że doktor Ś. z Łubinowej
          okaże sie strzałem w 10.
          • il-wika Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 23.10.07, 11:31
            witam jeszcze jedna sprawa -ile razy i jakie miałyście robione
            badania.jak już pisałam jestem w 32 tygodniu. do tej pory lekarz
            zlecił mi 3 razy podstawowe badania czyli mocz i morfologia, cały
            czas mam robione USG co 3 tygodnie, poza tym sama poprosiłam o
            badanie glukozy na czczo i po spożyciu glukozy.Zaznaczam że na
            Łubinową trafiłam w 10/11 tygodniu i już miałam jedne badania i usg
            za sobą.Troche za dużo tego USG troche ,ale z tego co wiem nie jest
            szkodliwe dla dziecka.normalne badanie ginekologiczne miałam na
            samym początku czyli w 8 tygodniu,oraz wywiad na temat cytologi i
            usg piersi{kiedy i gdzie}.Na łubinowej nie byłam badana, tylko
            zawsze mam usg-pierwszy raz się z czymś takim spotykam ,dlatego
            pytam jak to było z wami.Lekarz powiedział, że nie ma potrzeby
            takiego badania jeśli wszysko przebiega dobrze i nic mnie boli.
            • agasegd Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 23.10.07, 13:08
              Powiem szczerze, że dla mnie to trochę dziwne... Jestem w 5 miesiącu
              drugiej ciąży i za pierwszym i za drugim razem wszystkie badania
              miałam wykonywane regularnie co miesiąc! I nie ma tu znaczenia czy
              Cię coś boli czy nie!!!
              Zastanów się, czy jak lekarze tak Cię traktują w ciąży, to dobrze
              Cię potraktują podczas porodu. Mnie łubinowa wcale nie przekonuje, a
              wręcz nie chcę tam rodzić. Pierwszy poród miałam w zwykłym szpitalu
              i drugi raz również tam będę rodzić. Nie chcę inaczej. A
              wspomnienia - dobre, opieka super - naprawdę nie mam się do czego
              przyczepić (może jedzonko nie wyszukane, ale i tak specjalnie
              apetytu nie miałam, zresztą mąż non stop coś przywoził)
              • monik_a_23 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 27.10.07, 11:53
                zgadzam się co do badań. Ja tylko tam rodziłam a do lekarza chodziłam gdzieindziej. Co miesiąc miałam robione badania podstawowe i jakieś tam specjalne (nie znam się na tym jakie to badania były, ale robiłam jak kazali), mimo iż ciąża od początku rozwijała się dobrze a wyniki badań miałam książkowe. Trochę dziwi mnie ten brak badań na Łubinowej...
                • kropka415 gratulacje 29.10.07, 21:29
                  dzięki Boże za ten cud narodzin, nic się nie dzieje bez przypadku, ta piosenka
                  zrobiła na mnie wrażenie, na mnie też działa muzyka.
            • jagodzianka29 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 23.10.07, 14:17
              niestety mama smyka opisała właśnie lekarza do którego chodzisz..
              • monik_a_23 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 27.10.07, 11:54
                Skąd te wnioski?????
            • kasian00 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 23.10.07, 14:29
              Wydaje mi się że masz trochę dziwne te wizyty.
              Ja chodziłam do lekarza na NFZ. Zawsze byłam badana, miałam cytologię,
              morfologię, mocz i glukozę no i 3 razy USG. Każde wyniki dostawałam na papierze.
              Jedynie szłam na USG prywatnie do dr.Włoch. USG wystarczy mieć 3 razy ok
              12,23,32 tc.
              • il-wika Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 23.10.07, 20:27
                Dzięki za informacje.Też mi sie to nie podoba ,jak chodziłam z
                wcześniejszą ciążą inaczej to wyglądało , też miałam badania co
                miesiąc , a na USG jeżdziłam na Bogucice ,bo w przychodni rejonowej
                nie mieli. Jednak lekarz tam przyjmujący był do niczego, dlatego
                znalazłam sie na Łubinowej{polecono mi}.Nie wiem teraz czy dobrze
                zrobiłam, poza tym wcześniej zawsze pilnowano wpisów do karty ciąży,
                natomiast na Łubinowej zbadano mi tylko raz ciśnienie ,o czym
                zapomniałam wcześniej wspomnieć.Mam jednak ciśnieniomierz w
                domu ,więc sama mierze sobie ciśnienie. Natomiast te 3
                morfologie ,które miałam robione wykazywały anemie ale jeszcze nie
                alarmującą, mam tylko dodatkowo brać żelazo BIOFER ,nic poza tym .im
                więcej o tym myśle ,tym więcej rzeczy mnie zastanawia.miałam
                nadzieje ,że wkońcu trafiłam dobrze.jestem zła sama na siebie,nie
                wiem teraz czy mam tam rodzić czy nie .POZDRAWIAM
          • monik_a_23 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 27.10.07, 11:47
            Moim lekarzem też był dr Ś. i był przy porodzie i byłam zadowolona tylko że miałam cesarke bo moja córcia była w położeniu pośladkowym. Skończyło się wszystko dobrze i bez powikłań.
    • mama-smyka no to jeszcze raz 23.10.07, 22:21
      Przez te 2 osobne wątki nikt nie przeczytał, że ja już napisałam
      konkretnie swoje zarzuty.
      Denerwuje mnie ten temat jak żaden inny, bo zła jestem na siebie za
      naiwność, za swoją głupotę, ale i mam ogromny żal do doktora Ś. za
      to, jak mnie potraktował i do czego doprowadził.

      Spopiuję to, co już napisałm, dodam to, co napisałam Jagodziance na
      gadu wink i uzupełnię resztę, by raz na zawsze zakończyć ten temat.

      Leczyłam się u pana dr 6 lat.
      Ginekolog-położnik nie widział kompletnie żadnego związku pomiędzy
      PCO a tarczycą, choć miałam straszne problemy z cyklem i zajściem w
      ciążę (to jedno z pierwszych badań, jakie należy wykonać w takim
      przypadku, tzn. badanie tarczycy a konkretnie TSH), na moje pytania
      o dodatkowe badania tarczycowe odpowiadał, że jestem za młoda (!!!)
      na chorobę tarczycy.
      Na niepokojące mnie znamionka na skórze reagował: "Niech pani z tym
      nigdzie nie idzie, bo każdy lekarz panią wyśmieje" - dziś jestem po
      chirurgicznym usunięciu 14-tu, ale jeszcze nie zakończyłam leczenia,
      natomiast gdy opamiętałam się i sama zrobiłam badania tarczycowe
      (lekarz nie chciał mi powiedzieć, jakie, więc sama wyszukałam w
      sieci, zresztą słusznie jak widać) oraz USG okazało się, że mam tak
      zaawansowaną niedoczynność i tak duże i liczne guzy, że praktynie
      nie ma szans na wyleczenie bez operacji.
      Przy porodzie powinnam mieć wykonaną cesarkę, ponieważ dziecko już
      pchało się na świat a niestety, szyjka była niemal całkowicie
      zamknięta - zafundował mi nieludzki poród, czego do końća życia mu
      nie zapomnę, kompletnie bez znieczulenia, wszystko na siłę - takie
      dał zalecenia położnej, ponieważ sam udał się do domu spać, bo był
      już wieczór (dodam, że wcześniej bardzo chętnie skasował kopertę
      jako "podziękowanie za opiekę w ciąży i prośbę o obecność przy
      porodzie" - tyle znaczą jego obietnice, zjawił się nad ranem, gdy po
      niego zadzwoniliśmy, był ze mną ostatnie 25 minut porodu -
      ponaciskał na brzuch, poprzewracał oczami, że mi mąż usta zwilżał
      wodą - męczyłam się głodna i śpiąca, bo rodziłam nad ranem a on mi
      tu oczami będzie przewracał!!!), nacianął na brzuch, spartolił mi
      szycie i poszedł).
      Efekt - moje dziecko do dziś nie mówi, choć skończyło 3 lata.
      W czasie ciąży bagatelizował większość b.ważnych badań, bo - jak
      twierdził - 'ciąża to stan fizjologiczny' - po porodzie okazało się,
      że wiele z tych badań pomogłoby w rehabilitacji malucha zaraz po
      narodzinach.
      Według pana doktora dr Ś. alkohol w czasie ciąży jest czasem nawet
      wskazany, gdy dziecko jest niespokojne, gdy mama sie denerwuje -
      oczywiście w małych ilościach ok. pół szklaneczki piwka czy winka
      przed spaniem. wink))
      A teraz - uwaga - perełki. smile
      Tego nie spotkacie nigdzie indziej. smile
      Otóż pan dr przez 6 lat brał ode mnie kasę za cytologię, ale ani
      razu nie widziałam wyniku!!!
      Nie informował mnie na bieżąco a gdy sobie przypomniałam, że
      przecież miałam pobieraną, to odpowiadał: "Na pewno dwójeczka, dawno
      nic innego nie miałem u żadnej pacjentki" big_grin i uważał, że dwójeczka
      to znaczy "czyściutko, wszystko dobrze"!!!
      Pomijam, że gdy zapomniał pobrać cytologii, to twierdził, że nic się
      nie stało, bo pobierze ją z GŁOWICY USG (BUHAHAHAHAHAHAHA big_grin).
      Pan doktor w czasie ciąży zaniedbał wiele badań, twierdził np., że
      skoro mam 'zwykły' cukier z krwi na dolnej granicy normy, to nie
      trzeba w ciąży robić krzywej cukrowej. Bez oznaczenia poziomu
      insuliny! Teraz jestem mądra, wtedy biegałam do niego częściej niż
      kazał, czyli co 2 tygodnie, kasował mnie stówę iprzy każdej wizycie
      robił USG a ja miałam poczucie, że on jest rzetelny i wie, co mówi.
      Otóż guzik, okazało się po tym wszystkim, że mam cukrzycę II stopnia
      i nietolerację glukozy big_grin, tzn. to wcale nie śmieszne, ale śmieszy
      mnie, że on nie wie takich podstawowych rzeczy, nie widzi powiązań.
      Jakiś czas wcześniej jego recepcjonistka miała godzinę szczerości i
      pogadałyśmy sobie o szpitalu na Łubinowej, na Markiefki, o dr Ś.,
      Kozie i Wieczorku.
      Mówiła o tej otoczce dr Ś., o tym że jest bardzo OGÓLNY a
      specjalistą jest Wieczorek i Koza - ja nie do końca jej wierzyłam,
      ale zapaliła mi ostrzegawcze światełko.
      Potem brak wyników cytologii mnie zastanowił, no i brak kartotek big_grin
      przynajmniej na Kościuszki ich nie miał, może już ma - a to wymóg
      póki co, bo niedługo wymogiem będzie również prowadzenie
      elektronicznych kartotek w komputerze.
      Ale takim gwoździem, który skłonił mnie do wykonania badań na własną
      rękę i bez pytania go o opinię, były wyniki badań (zresztą jak się
      później okazało był to błąd laboratorium, ale na pewno nie wyniki,
      które można było uznać na normę i nie kontrolować, nie drążyć!!!), z
      których wynikało, że mam uszkodzoną przysadkę mózgową - na szczęście
      nie mam, bo jak już pisałam, był to błąd, ale on mi powiedział: "Te
      wyniki nie są wcale najgorsze, nie ma się czym przejmować". big_grin
      Wiecie, ja mu naprawdę ufałam i on o tym wiedział.

      W końcu się otrząsnęłam i poszłam do innego lekarza a potem
      potwierdziłam jego słowa u trzeciego.
      Zrobiłam cytologię u "orła" z Łubinowej i tych dwóch praktycznie
      dzień po dniu - co się okazało? Na Łubinowej usłyszałam: "Wszystko
      super, czyściutko, dwójeczka" a u dwóch pozostałych, że jestem w tej
      chwili pacjentką z najgorszą szyjką, że gdyby mieli zajęcia ze
      studentami, to pokazywaliby moją szyjkę na zajęciach pt. "Z czego
      się robi nowotwór i jak wygląda stadium przed", miałam ogromną
      nadżerkę i fatalną cytologię.
      Oraz ogromny żal, że to przecież nie przez moje lenistwo, że ja
      regularnie chodziłam, płaciłam...
      Dałam mu ostatnią szansę - nie wiem, dlaczego, przerażała mnie myśl,
      że przez 6 lat mnie okłamywał, że naraził życie mojego dziecka, o
      które zresztą z trudem się wystaraliśmy.
      Poszłam do niego i powiedziałam, że byłam u innego lekarza, bo
      musiałam leżąc w klinice endokrynologii (pokazałam mu wypis i
      fatalne wyniki - czy okazał skruchę??? SKĄD! powiedział: "Z tymi
      endokrynologami to jest ciężko, ciężko znaleźć kogoś dobrego".
      Patrzył na wyniki jakby były napisane po chińsku, więc mu
      wytłumaczyłam, co się z czego bierze i jaki ma związek z PCO. Nawet
      mi nie przerwał, choć to on mnie powienien to tłumaczyć, tylko
      zrobił smutną minę, hmmm... może przez sekundę poczuł się winny???
      Mam nadzieję.)
      Ale dalej.
      Powiedziałam mu, że podobno mam ogromną nadżerkę i mam ze sobą płyn
      do wypalenia.
      Zbadał mnie, powiedział: "Jest świetnie, czyściutko". Gdy zapytałam
      o nadżerkę, rozbrajająco odpowiedział, że "zapomniał" zerknąć, ale
      mogę sobie tym płynem sama wypędzlować w domu.
      KWASEM!!!!!!
      Okropnie żrącym!!!
      Przez 12 h boli mnie po starannym i precyzyjnym nakładaniau go tak
      samo jak przed okresem tylko że bez przerw a on mi powiedział, że
      mam sobie "tak mniej więcej nim popsikać"!!! Mój obecny lekarz, gdy
      to usłyszał, zrywał boki ze śmiechu, nie chciał mi wierzyć a w końcu
      z powagą powiedział, że po takim "popsikaniu" trafiłabym do szpitala
      z poparzeniem. Nie muszę chyba mówić o konsekwencjach. Na szczęście
      wtedy nie miałam już do dr Ś. zaufania.
      I ostatnia rzecz - ostatnia cytologia, bo po miesiącu poprosiłam, by
      mi powtórzył, ale od razu poprosiłam na piśmie, bo miałam zamiar coś
      z tym zrobić, nie chciałam tego zostawić, wtedy jeszcze nie
      odpuściłam.
      Przez telefon powiedział mi to nudne już "Czyściutko, dwójeczka".
      Na Łubinowej wypisał mi zaświadczenie o Pap I...
      Nawet nie pamiętał, co wymyślił. Wyniki podaje zawsze z głowy, nawet
      nie z zeszytu czy komputerka.
      Brak mi słów, ręce mi opadły i więcej do niego nie poszłam.
      Szkoda, bo b. go kiedyś lubiłam, właściwie nie wiem, dlaczego, bo
      bywał bardzo nieprzyjemny, raz wyszłam z jego gabinetu ze łzami w
      oczach, bo na mnie nakrzyczał, że mam złe podejście do ciąży i na
      pewno nie urodzę własnymi siłami jak się nie zmienię a ja akurat
      tego dnia byłam taka szczęśliwa, radosna i pełna optymizmu,
      stwierdziłam nawet, że poród na pewno jest do wytrzymania i że nie
      chcę żad
      • mama-smyka c.d. 23.10.07, 22:23
        Szkoda, bo b. go kiedyś lubiłam, właściwie nie wiem, dlaczego, bo
        bywał bardzo nieprzyjemny, raz wyszłam z jego gabinetu ze łzami w
        oczach, bo na mnie nakrzyczał, że mam złe podejście do ciąży i na
        pewno nie urodzę własnymi siłami jak się nie zmienię a ja akurat
        tego dnia byłam taka szczęśliwa, radosna i pełna optymizmu,
        stwierdziłam nawet, że poród na pewno jest do wytrzymania i że nie
        chcę żadnych znieczuleń...
        Cóż, widać, że psycholog z niego taki sam jak ginekolog. wink)

        Ja nie oceniam samego szpitala, bo jest fajny, oceniam lekarza,
        który tam pracuje i który może odbierać poród.
        Dopóki nic się nie dzieje, dopóki wystarczy wypisać receptę na
        tabletki, postać przy porodzie to jest ok, ale przy jakichkolwiek
        komplikacjach - współczuję.
        Ten pan nie potrafi zszyć kobiety, ja niestety wylądowałam u
        chirurga, bo inaczej drugi poród nie byłby możliwy - nie byłoby
        poczęcia. wink
        Nie potrafi również pobrać krwii pępowinowej - przy mnie pępowina
        dziecka wypadła mu z rąk i większość krwii znalazła się na podłodze.
        Ale to już coś zupełnie innego. smile

        Czy rozumiecie, jakie znaczenie ma badanie cytologiczne???
        Kontrolowanie tarczycy przy zaburzeniach pracy jajników???
        Ja mu zaufałam i drogo za to zapłaciłam.
        Do niedawna byłam jego wielką fanką i choć czytałam negatywne opinie
        na jego temat (dosłownie DWIE, bo nikt o tym nie chce pisać), to nie
        wierzyłam.
        Czułam do niego ogromną, wręcz irracjonalną sympatię, bardzo lubiłam
        z nim rozmawiać podczas wizyt, bo - jak wiedzą wszystkie pacjentki -
        jest czarujący, dowcipny, odstresowuje pacjentkę, wprawia w dobry
        nastrój.
        Był czas, że miałam go za wyrocznię i bardzo ceniłam w nim to, że
        jest zawsze pod telefonem.
        Dzwoniłam w czasie jego wizyt, by zapytać o opinię o lekarzu, który
        mojemu dziecku miał przekłuwać kanalik łzowy, dzwoniłam w czasie
        ciąży, gdy byłam na urlopie zimą i nabawiłam się koszmarnej anginy
        (posłuchałam go i wzięłam pyralginę, zresztą po porodzie też
        twierdził, że jedynie pyralginę mogę brać karmiąc dziecko... dziś
        wiem, że to własnie ona w czasie ciąży może uszodzić płód... a w
        okresie laktacji również nie powinno się jej zażywać...).
        Miałam do niego taki wielki sentyment, że nawet wtedy, gdy znalazłam
        już PRAWDZIWEGO Lekarza przez duże L, wybrałam się do niego raz czy
        dwa na wizytę, by po prostu z nim porozmawiać, traktowałam to czysto
        towarzysko, choć wiem, że to dziwaczne. wink
        Ale uwierzcie mi, on tak działa na wiele pacjentek, tworzy wokół
        siebie taką otoczkę, że kobiety głupieją i wierzą we wszystko, co
        mówi, znoszą mu prezenty z każdej możliwej okazji lub i bez,
        wpychają koperty... Szkoda gadać.
        Gdy miałam już sprzeczne wyniki badań od 3 lekarzy, wybrałam się do
        pewnej pani profesor (mówiąc szczerze to śląskie - i nie tylko
        śląskie - guru w kobiecych sprawach) i zapytałam, co mam zrobić,
        skoro intuicja podpowiada mi, że mnie ten pan oszukuje a
        jednocześnie lubię do niego chodzić. Odpowiedziała, że "mam go sobie
        darować" a jak lubię rozmawiać, to mam się na kawę umówić.
        Ten człowiek naraził życie moje a później mojego dziecka (ciążą i
        poród) i to przez czystą głupotę.
        Antoś w czasie porodu był owinięty pępowiną, ale Ś. upierał się na
        poród naturalny, zresztą nie oglądał małego na USG... tez brak słów.
        Antoś był niedotleniony po porodzie z tego powodu, poddusił się. Za
        kasę jaką płaci się w Warszawie za prywatny poród ze swoim
        lekarzem!!!
        W czasie pobytu w szpitalu poza porannym obchodem - w sumie był na
        nim tylko 2 razy - nie przyszedł ANI RAZU zapytać jak się czuję, czy
        wszystko w porządku a sama widziałam, że inni lekarze robią to za
        darmo i to w stosunku do pacjentek, których ciąż nie prowadzili.
        Na pewno drugiego dziecka nie będę rodzić na Łubinowej, by
        przypadkiem na niego nie trafić.
        Gdy trzy koleżanki, które do niego chodziły, usłyszały o moich
        problemach, również wybrały się do innego lekarza.
        Jedna z nich chodziła do Ś. 11 lat.
        U dwóch z nich stan szyjki był b. podobny do mojego. sad

        Był taki okres, że co wieczór płakałam przez Ś. W listopadzie
        zeszłego roku, gdy wyszły na jaw te wszystkie zaniedbania, musiałam
        wziąć miesiąc urlopu i przez calusieńki listopad były tylko 2 dni
        pracujące, w których nie miałam ani jednego badania, wizyty czy
        konsultacji.
        Wszyscy kręcili głową i nie chcieli mi wierzyć, że regularnie chodzę
        do ginekologa, że ktoś mógł do czegoś takiego dopuścić, opowiadać i
        robić takie głupoty.

        Aha, odnośnie cytologii jeszcze:
        co śmieszne - na własne oczy widziałam na Łubinowej zeszyt
        wyników 'państwowych' pacjentek (z napisem: "Wyniki cytologii NFZ") -
        tak więc te pobrane a nie płacone przez pacjentki dr Ś. wysyła i
        MUSI wysłać, bo inaczej NFZ mu nie da kasy za pobranie a jak mu
        prywatna pacjentka da kasę do rączki w gabinecie, to już go nikt nie
        kontroluje.
        Tak samo jest, gdy cytologię pobiera ktoś inny, np. pielęgniarka lub
        inny lekarz, ja zauważyłam przekręty tylko u Ś.

        Dziewczyny, pewnie większość z Was mnie rozumie - tak jak Wy mam
        małe dziecko i moje zdrowie oznacza dla mnie, że mój maluch będzie
        miał mamę albo będzie cierpiał z powodu jej braku.
        Jesteśmy strasznie zżyci i nawet 4 dniowy pobyt w szpitalu strasznie
        przeżywaliśmy, ja oczywiście codziennie płakałam. wink

        Naprawdę, to co przeżyłam z dr Ś. dotychczas widziałam tylko w TV
        albo czytałam o tym w gazetach i wiem, jak na to reagowałam - teraz
        ludzie też tak reagują, gdy zapytana opowiadam, dlaczego
        zrezygnowałam z tego lekarza.
        Tzn. pewnie myślą, że coś przekręciła, że histeryczka, że
        upierdliwa, że ma nie wiadomo jakie wymagania, że wyolbrzymia albo
        że jej odbija, bo hormony ma rozregulowane. wink
        Jeśli jesteście jego prywatnymi pacjentkami, poproście go na
        kolejnej wizycie po pobraniu cytologii o wynik, ale nie przekazany w
        wersji ustnej czy wypisany przez niego i wzięty z kosmosu wynik na
        świstku papieru, ale o wgląd do wyniku, jaki przyszedł z
        laboratorium - z pieczątką, Waszym imieniem i nazwiskiem, datą,
        opisem wyniku itd.
        Albo coś się w końcu zmieniło, albo nie ma tego. sad

        Wiem, że tak naprawdę niewiele osób wierzy takim opowieściom, mnie
        też nie chciałoby się wierzyć, gdybym coś podobnego przeczytała rok
        temu lub wcześniej, moje koleżanki uwierzyły dopiero, gdy namówiłam
        je na wizytę u kogoś innego.

        Niestety nadal czuję, że niepotrzebnie wyskoczyłam na forum i
        zareagowałam na post Jagodzianki, ale aż mnie podnosi, gdy ktoś
        chwali tego człowieka.
        Wiele razy myślałam, że powinnam to wszystko opisać, że dziewczyny
        powinny wiedzieć i nawet nie uwierzyć, bo dla mnie to nie ma
        znaczenia, czy ktoś mi uwierzy, czy nie, nic z tego nie będę miała,
        ale myślałam, że powinny to przeczytać i po prostu przypatrzyć się
        temu lekarzowi - czy nie bagatelizuje badań, skrg na dolegliwości,
        czy pokazuje im wyniki z laboratorium itd.
        Zawsze rezygnowałam, bo nie miałam na to sił.
        Wiecie, to nie jest tylko - napisać.
        Pewnie będę musiała jeszcze odpierać ataki, czytać różne oskarżenia
        i wyzwiska, bo ja też bym tak kiedyś zareagowała, gdyby ktoś o nim
        źle napisał. wink

        Wiecie, co mi mówi mój obceny lekarz, gdy pyta czasem o mojego "orła
        z Łubinowej" a ja mu coś opowiadam?
        Że ja przychodzę do niego pijana, że na pewno to wymyślam i że to
        nie mógł być ginekolog ani lekarz w ogóle, bo nawet dentysta
        zauważyłby tą nadżerkę gołym okiem, czy wiedział o związku zarczycy
        z PCO. big_grin
        A potem podobno opowiada sobie to z kolegą po pracy (zwłaszcza o tej
        głowicy z usg wink) i się razem śmieją - im jest wesoło a mnie
        średnio, bo na grudzień mam zaplanowaną opercję sad a w listopadzie
        kładę się na histeroskopię, ech... Chyba umrę z tęsknoty za
        Antosiem. sad((


        Dziewczyny! Ostatnie zdanie.
        Pytajcie lekarza, zwłaszcza tego, o wynik cytologii!
        O PISEMNY wynik z pieczatką laboratorium!
        I nie bagatelizujcie żadnych swoich dolegliwości, nie bójcie się
        chodzić do innych lekarzy, by sprawdzić tarczycę, serce, usg
        brzuc
        • mama-smyka c.d. koniec 23.10.07, 22:23
          Dziewczyny! Ostatnie zdanie.
          Pytajcie lekarza, zwłaszcza tego, o wynik cytologii!
          O PISEMNY wynik z pieczatką laboratorium!
          I nie bagatelizujcie żadnych swoich dolegliwości, nie bójcie się
          chodzić do innych lekarzy, by sprawdzić tarczycę, serce, usg
          brzucha, czy choćby znamionka na skórze.
          Nie słuchajcie, że możecie pominąć badania, które są ogólnie
          zalecane w czasie ciąży przez wszystkich innych lekarzy i przez
          wszystkie poradniki - lekarz ma obowiązek dać Wam skierowanie a w
          ostateczności możecie wykonać je prywatnie.

          Dbajcie o swoje zdrowie - jeśli nie dla siebie, to chociaż dla
          Waszych dzieci.
          • seena co zamierzasz z tym zrobic? 24.10.07, 18:57
            mam takie pytanie, skoro masz tak zle doswiadczenia z tym lekarzem, wielki zal i
            pretensje to dlaczego nie skierujesz sprawy do sadu? No i mysle, ze nie bedziesz
            tluamczyla tego tym, iz szkoda Ci czasu i nerwow, bo to przeciez zadne
            wytlumaczenie. To, ze wyzalisz sie na forum niczego Ci nie da, no moze jedynie
            doprowadzisz dziewczyny oczekujace swoich maluchow do niepotrzebnego stresu -
            chyba nie to jest Twoim zamiarem?
            Zycze powodzenia
            • mama-smyka Re: co zamierzasz z tym zrobic? 24.10.07, 20:21
              A powiedz mi, o ilu sprawach słyszałaś, które skończyły się wygraną
              pacjenta?
              Poza tym nie wiem, czy jestem mu w stanie coś udowodnić - nie ma
              żadnych kartotek, ja nie mam żadnych, ale to ŻADNYCH wyników badań,
              bo nigdy ich od niego nie dostałam poza tym jednym, ostatnim.
              Może dla Ciebie to żadne wytłumaczenie, ale mnie naprawdę szkoda
              czasu i nerwów, bo czasu to niestety nie cofnie.
              Oczywiście myślałam o sądzie, nawet wspomniałam o tym wcześniej tu
              na forum, ale ostatecznie odpuściłam, choć wiem, że 'dla dobra
              ogółu' powinnam to zrobić.
              Nie, nie chciałam stresować mam, dlatego zresztą tak długo o tym nie
              pisałam i tłumiłam w sobie złość na tego człowieka, ale nie
              wytrzymałam, gdy Jagodzianka napisała o nim, że jest "wybitnym
              specjalistą", po prostu szlag mnie trafił przed monitorem.
              Nie straszę dziewczyn, tylko uczulam, by patrzyły temu człowiekowi
              na ręce, jeśli koniecznie chcą do niego chodzić - co zresztą
              rozumiem, bo on naprawdę jest czarujący i swoim sposobem
              bycia 'uwodzi' chyba wszystkie kobiety. smile
              Ja nawet gdy już o wszystkim się dowiedziałam, to wyszukiwałam
              milion powodów, dla których warto by do niego jeszcze pójść, jeszcze
              dać mu szansę, ale na szczęście w końcu mąż powiedział "dość!" (i
              kilka innych nieprzyjemnych słów o panu dr) i więcej do niego nie
              poszłam.
              Zresztą wydaje mi się, że wszystko, naprawdę WSZYSTKO, łącznie z
              powodami, dla których to zrobiłam, napisałam w tych 3 postach.
              Chyba że nie doczytałaś do końca?

              Widzisz, Jagódko, mówiłam Ci, że teraz tak będzie. sad
              Ech...

              P.S. Korzystając z okazji, że musiałam się tu jeszcze odezwać mam
              ostatnie parę pytań do pacjentek tego dr:
              -czy KIEDYKOLWIEK zbadał Wam piersi lub zapytał, czy robicie
              regularnie usg?
              -czy choć raz w życiu badał u Was poziom TSH? przyglądał się szyji,
              tarczycy?
              -czy przed przepisaniem tabletek antykoncepcyjnych robił badanie
              poziomu hormonów?
              -czy nie ignorował Waszych dolegliwości?

              To tyle.
              W końcu każdy jest dorosły i sam odpowiada za to, co robi ze swoim
              zdrowiem.

              Ja również życzę powodzenia. smile
              • seena Re: co zamierzasz z tym zrobic? 24.10.07, 21:51
                odpowiem tylko na Twoje koncowe pytania (w moim przypadku akurat):
                tak
                tak
                nie (dlatego, ze ich nie biore)
                tak

                Zycze Ci abys trafila do lekarza, o ktorym, nie bedziesz miala podstaw pisania
                tego co powyzej
                • mama-smyka Re: co zamierzasz z tym zrobic? 24.10.07, 22:42
                  Seena, cieszę się w takim razie, że nie masz mu nic do zarzucenia i
                  że dobrze się Tobą opiekuje. Wierzę, że mógł się zmienić przez te
                  parę miesięcy od lipca, naprawdę mam taką nadzieję.
                  Dziękuję za życzenia, znalazłam w kwietniu prawdziwego pasjonata,
                  dla którego najważniejsze jest zdrowie pacjentek i ich dzieciątek i
                  jego zamierzam się już trzymać. smile
                  Każdej kobiecie życzę takiego specjalisty - dla mnie to niestety
                  znowu prawie bóg, bo tak naprawdę uratował mi życie a dzięki
                  wytrwałemu leczeniu przywrócił mi wiarę w to, że będzie dobrze.
              • il-wika Re: co zamierzasz z tym zrobic? 24.10.07, 21:55
                Dziękuje mamie-smyka ,że to wszystko co napisałaś.Nie będe więcej
                poruszać tego tematu{chociaż sie postaram}.niedługo mam następną
                wizyte, napewno już nie będe taka zauroczona,kurcze nawet mój mąż
                uważał go za bardzo miłego ,z podejściem ,nigdy nie miałam takiego
                lekarza dlatego to na mnie podziałało,te uśmiechy i wogóle.Nawet już
                go prosiliśmy żeby był przy porodzie!!!Jeszcz e to przemyśle.Narazie
                postanowiłam udać sie do jeszcze jednego lekarza z żelaznej{miałam
                do niego chodzić w ciąży, ale jak usłyszałam o Łubinowej to poszłam
                tam}.To właśnie tamten lekarz badał mi piersi , robił cytologie.Ś.
                Nawet palcem mnie nie dotknął,oprócz brzucha oczywiście jak robił
                USG.Napisze wam dziewczyny tylko jak będe po wizycie u 2 lekarza.Ja
                nie mam do nikogo pretensji, dzięki za informacje mamie -smyka,
                jagodziance tez dziękuje za to ,że napisała tego posta.Dzięki temu
                spadły mi troche klapki z oczu.pozdrawiam was dziewczyny
                • mama-smyka Re: co zamierzasz z tym zrobic? 24.10.07, 22:44
                  Ja mimo wszystko żałuję, ale jeśli chociaż Tobie to w jakikolwiek
                  pomogło (i pewnej osobie, która nic tu o tym nie pisze, ale z gadu
                  wiem, że jeśli nawet nie zmieni lekarza, to chyba też będzie miała
                  ograniczone zaufanie do dr Ś. wink), to żałuję troszkę mniej. smile
                  • rahandia Re: co zamierzasz z tym zrobic? 25.10.07, 07:48
                    Witam
                    Prześledziała chyba już wszystkie wątki na temat kliniki na
                    łubinowej, co jest równoznaczne z tym, że wątek doktora Ś. nie jest
                    mi obcy. Moim zdaniem mamo-smyka nie powinnaś aż tak bardzo się
                    stresować (choć doskonale cię rozumiem) i nie powinnaś żałować
                    swoich słów. Każdy ma prawo się wypowiedzieć, ja bardzo szanuje i
                    ciesze się, że są ludzie których stać na odwagę aby opisać jak
                    zostały potraktowane przez lekarzy i służbę zdrowia. Wierzę, że ten
                    właśnie lekarz innym kobietom pomógł, ale dopuszczam też myśl, że
                    mógł nie jednej zaszkodzić. Z doświadczenia wiem, że często jest
                    tak, że są różni lekarze i różne sytuacje. Ja doskonale cię
                    rozumiem, też przechodziłam taką sytuacje z mama i wiem jedno, że
                    każdy człowiek ma swoje racje i każdego trzeba wysłuchać i starać
                    się zrozumiec, uważam, że ślepe wierzenie w słowa lekarzy nie zawsze
                    jest dobre, przekonałam się o tym bardzo boleśnie.
                    Rozumiem, też kobiety, które są w ciąży i są pełne obaw... są w
                    ciąży za kilka tygodni będzie rozwiązanie, a każda negatywna opinia
                    o lekarzu, który prowadzi jej ciąże lub który będzie odbierał jej
                    poród napawa ją lekiem i strachem....
                    Na pewno nikt nie chce nikogo straszyć, wierzę, że wszystko będzie
                    dobrze i wy też tak musicie myśleć. Każda opinia jest warta
                    zastanowienia, przemyślenia, nie popadajmy w panikę. Bądźmy zawsze
                    czujne niezależnie jak dobrym i profesjonalnym specjalistą jest nasz
                    lekarz.
                    POzdrawiam wszystkie kobiety i życze powodzenia smile
                  • mamuletka Re: co zamierzasz z tym zrobic? 30.10.07, 11:14
                    mamo-smyka, nie powinnaś żałować i to nic a nic!!! Kobieto dobrze
                    zrobiłaś! Ja nie znam tego lekarza ale gdybym do niego chodziła no
                    cóż wolałabym wiedzieć jak traktuje swoje pacjentki...
                    wiesz strasznie mi jest przykro że ludzie muszą takie rzeczy
                    przeżywać przez lekarzy którzy jednak powinni wybrać inny zawód a
                    nie odwalać fuszerkę...
                    Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam!!!!! i pamiętaj że jest jeszcze
                    jedna osoba - czyli ja- która popiera napisanie tego wszystkiego co
                    napisałaś!!
                    • frodolong Re: co zamierzasz z tym zrobic? 02.11.07, 14:07
                      jagodzianka, widzę, że wątek trochę zszedl na inne tory - do tematu
                      kliniki się nie odnosze bo nie znam, ale tobie, gratuluję dzieciątka
                      i bardzo się ciesze, że tak super wszystko posżlo i że było to tak
                      wzruszające przeżycie! Kompletnie nie ruzumiem, dziewczyn, które
                      dziwią się twojemu opisowi.
                      • jagodzianka29 Re: co zamierzasz z tym zrobic? 02.11.07, 20:31
                        dziekuje smile Lenka chowa się zdrowo i jest cudowna. A co do tych
                        osób o których piszesz.. cóż może dla nich to dziwne, ze narodziny
                        mogą być najwspanialszym momentem zycia bo dla mnie byly mimo
                        ogromnego bólu. W zasadzie nie ma sie co dziwic tym osobom bo nie
                        wszędzie można doświadczyć takiego cudu. Tak cudem są SAME
                        narodziny, tyle że trauma związana z bólem, parszywymi warunkami i
                        chamskim zachowaniem personelu potrafi go skutecznie przycmić.
                        Dlatego to napisalam, zeby podzielic sie ze wszystkimi cudem
                        narodzin i cudem jakim byly warunki i cała ta jakże ważna otoczka na
                        łubinowej. Wszystkim zycze z calego serca takiego wlasnie porodu.
                  • edyta1311 Re: co zamierzasz z tym zrobic? 02.11.07, 22:52
                    Mamo-smyka, wielkie dzieki za ten opis, miałam w planie w przyszłości tam rodzic
                    i chodzic do tego pana w czasie ciązy....teraz mocno się nad tym zastanowie!
                    Wspominałaś,że trafiłaś wreszcie na dobrego lekarza , możesz zdradzic kto to
                    (chocby na priva) z góry dzięki.
                    • mama-smyka Re: co zamierzasz z tym zrobic? 03.11.07, 22:51
                      Edytko, ja nie chcę robić mojemu nowemu lekarzowi darmowej reklamy,
                      choć naprawdę na nią zasługuje.
                      Jeśli ważny jest dla Ciebie komfort, jaki daje Łubinowa, a z
                      pewnością daje, to nie zmieniaj decyzji o porodzie w tym miejscu.
                      Po prostu za lekarza prowadzącego wybierz Wieczorka lub "tego pana",
                      tylko BARDZO patrz mu "na ręce".
                      Poza tym na 99.99% wszystko pójdzie dobrze i będziesz chwalić "tego
                      pana", więc może lepiej spróbuj, nim zmienisz decyzję.
                      Ja sama - naprawdę - bardzo żałuję, że nie będę nigdy rodziła w tym
                      szpitalu.
                      Nastawiałam się na niego już w pierwszej ciąży, bo Ś. bardzo długo
                      planował jego otworzenie i miało to nastąpić przed moim porodem -
                      niestety nie udało się.
                      Uważam, że warunki, jakie zapewniono tam rodzącym są rewelacyjne, na
                      pewno jedyne na Śląsku i nie skorzystanie z takiej okazji, w dodatku
                      DARMOWEJ, byłoby niemądre, (oczywiście jeśli nie ma się jeszcze
                      swojego lekarza, położnej czy sprawdzonego szpitala, jeśli startuje
                      się od zera i nie ma żadnych doświadczeń w tej materii), trzeba
                      tylko mądrze wybrać lekarza lub prowadzić ciążę poza szpitalem a tam
                      pójść tylko na tą jedną konieczną wizytę i po prostu rodzić z kimś z
                      dyżuru.
                      Ja tego zrobić już nie mogę, bo po prostu boję się, że coś może się
                      dziać - cokolwiek - i trafię nie daj Boże na dyżur Ś.
                      Poza tym warto sprawdzić, bo tego nie wiem i chyba nikt o tym nie
                      wspomniał, czy szpital ma odpowiedni sprzęt do ew. ratowania życia
                      noworodka, czy wiozą dziecko przez całe miasto do szpitala ze
                      specjalistycznym sprzętem?
                      To samo dot. matki.
                      Wiem, każda stara się o tym nie myśleć i nastawiac pozytywnie, ale
                      przecież to jest istotne, bo to naprawdę jest ruletka co się komu
                      przytrafi a czesto minuty decydują o życiu dziecka.
                      Ja wiem na 100%, że drugie bobo będę rodziła w CSK w Ligocie, choć
                      czytałam o nim bardzo różne opinie, tzn. o pielęgniarkach i
                      panującej tam atmosferze, bo lekarzy wiadomo, że mają świetnych.
                      Zresztą po urodzeniu jednego dziecka wiem, że z pigułami dam sobie
                      radę. smile
                      • il-wika Re: co zamierzasz z tym zrobic? 07.11.07, 22:08
                        Witam ponownie ,jestem już po kolejnej wizycie u Ś. z dzieciątkiem
                        wszystko o.k. ,to już 34 tydzień, to wiem z usg .Pytałam o większą
                        ilość badań , ale powiedział mi że nie potrzeba ich robić co
                        miesiąc.Mam jednak zrobić już badania potrzebne do porodu.{na temat
                        jakiegoś posiewu z pochwy nic nie wiem, jakby co to zrobie na własną
                        ręke ,tylko zaczynam sie zastanawiać za co ja tam płace, czy o
                        wszystko trzeba sie pytać , upominać-nawet głupiego ciśnienia nie
                        badają ,chyba że o to sie upomne}. Mam jeszcze pytanie do mam ,które
                        tam rodziły ,czy Ś. oprócz robienia usg,wogóle was badał, gdyż cały
                        czas mnie to zastanawia{mnie ani razu} POZDRAWIAM
    • madzik77 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 02.11.07, 23:00
      Któraś Was się pytała jakie jescze badania robić w ciąy: między 35
      a 37 tyg posiew z pochwy na bakterie (gł.streptococus agalactiae) i
      nie wierzyć lekarzom, że nie jet to potrzebne badanie. Mój lekarz
      nie widział konieczności zrobienia tego badania, no i dziecko
      zaraziło się paciorkowcem, który wywołał sepsę i zapalenie opon
      mózgowych. W razie czego można zrobić w przychodni na Mickiewicza,
      koszt 20 zł lub 35 jeśli coś się wychoduje i potrebny jest
      antybiogram.
      • mama-smyka Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 03.11.07, 22:39
        Nie muszę chyba mówić, co mój były lekarz powiedział? wink
        Super, że to napisałaś, może mamy same zrobią to badanie na własną
        rękę.
      • kinga127 Re: cud narodzin na łubinowej w katowicach..tego 23.07.08, 10:33
        Właśnie wymaz z pochwy b. ważny, ja miałam i nic nie wykazało a dzieciątko
        urodziło się z tym dziadostwem , ale na szczęście wywołało "tylko" zakażenie
        układu moczowego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka