Gość: kupidon
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
16.09.09, 05:23
Rodzice, którzy angażują się w takie rady, to najczęściej
niepracujące matki, których latorośle, to głąby intelektualne i
trzeba użyć fortelu, aby je przepchnąc przez ścieżkę edukacyjną.
Matki niewiele wiedzą o procesie dydaktycznym i o wysiłku
towarzyszącym zdobywaniu wykształcenia. Najczęściej edukację
skończyły na szkole średniej, i tak ukończonej dzięki obecności
rodziców w różnego rodzaju radach. Trudno się dziwić niechęci
nauczycieli w stosunku do takiego tworu. Nie twierdzę, że
nauczyciele są bez wad. Niestety większość z nich zostaje
nauczycielami z selekcji negatywnej (nie nadaje się do czegoś
innego). Szkoła z natury jest instytucją bazującą na przymusie i
dyscyplinie. Wprowadzanie reguł demokracji prowadzi natychmiast do
anarchii. Kosze na głowach, w przyszłości nauczyciele w kamizelkach
kuloodpornych - czyli szkoła amerykańska. W Wielkiej Brytanii
najlepsze szkoły średnie, to te z internatami, uczeń widzi rodziców
raz na tydzień, albo i rzadziej. Jakoś im to nie szkodzi, a wręcz
przeciwnie. Nawet rodzina królewska nie ma przedstawiciela w radzie
rodziców Eton. Od tego jest dyrektor szkoły, aby zapewnić odpowiedni
poziom i wychowanie.