Dodaj do ulubionych

Zasuwamy jak szczury i uczymy się śmieci

    • Gość: trvp Bardzo podobne doświadczenia z czternastki.... IP: *.magma-net.pl 25.09.09, 10:58
      Niestety mógłbym prawie podpisać się pod tym tekstem... Sam uczyłem
      się w XIV lo we Wrocławiu, też jednym z tych 'renomowanych',
      któregoś roku drugim w ogólnopolskim rankingu. Ale co z tego, skoro
      ranking wynika tylko z liczby olimpijczyków w stosunku do liczby
      uczniów i liczy się tylko nabijanie punktów. Tak działają olimpiady
      w rodzaju "Losów Polaków na wschodzie po 45 roku" w szkole
      zorientowanej na produkcję olimpijczyków - i to nie jako ludzi jakoś
      szczególnie utalentowanych, tylko jako środek do wywindowania jej w
      rankingu. Sam nabiłem parę puntków. Wszędzie propaganda na ścianach,
      uczniowie często po 12 godzin w szkole(nie przesadzam). Wiele z tych
      godzin zmarnowane, o fizyce na przykład, podobnie jak autor
      artykułu, nie mam bladego pojęcia - tylko olimpijcycy mieli
      zapewnione bardzo dobre nauczanie, tak samo na innych przedmiotach.
      Kto nie wygrywał olimpiad, był właściwie nikim, a nauczyciele
      straszyli, że nie zda matury. Poza tym wieczne remonty, całe 6 lat
      (byłem tam jeszcze w przyrośniętym do liceum gimnazjum), ale tego
      już chyba dzisiejsi uczniowie nie doświadczają. Mają za to inne
      atrakcje,w rodzaju specjalnie zatrudnionej pani sprawdzającej
      frekwencję, która niczym żandarmeria sprawdza, czy nauczyciele nie
      zbyt litościwie dopełniają obowiązku zmuszenia uczniów do siedzenia
      na często bezsensownych zajęciach, albo czujnika przy wejściu, który
      nie pozwala wejść spóźnionym. O wszystkim informace do rodziców,
      żeby jeszcze bardziej zestresować przyszłych pracoholików, wiadomo
      jak wymagający rodzice podchodzą do dziecka z gimnazjum i ciągłych
      informacji, jak bardzo nie jest pilne...
      Teraz jestem na studiach, humanistycznych, biorę na drugi rok drugi
      kierunek, niby bardzo wymagający, prawo, licząc, że coś mi z tego
      kiedyś przyjdzie, jeśli wytrzymam. Bo na nauczenie się czegoś
      przydatnego nie mam co liczyć, to już wiem. Liczy się papier. I
      szczęście, bo selekcji przed studiami prawie nie ma, studentów na
      roku coraz więcej, wszystko musi się więc rozstrzygnąć dopiero na
      końcu, kto znajdzie w ogóle pracę z tej rzeszy magistrów, a kto nie.
      Do mnie ciągle powraca myśl, żeby zostawić te studia i jak już robić
      coś wbrew sobie, to chociaż za pieniądze...
    • Gość: Zack Zasuwamy jak szczury i uczymy się śmieci IP: 213.17.183.* 25.09.09, 11:09
      Nawet humanistą jesteś kiepskim. Styl artykułu jest infantylny niczym
      rozprawka ucznia pierwszej klasy liceum. Jest przesiąknięty pretensją i
      frustracją. Poza tym uwierz, że jak to byłeś uprzejmy napisać "technokraci"
      również uczą się mnóstwa z pozoru nieistotnych pierdół, które nagle kiedyś
      okazują się albo niezbędne albo mając o nich wiedzę masz przewagę nad innymi.
      Studia ukończyłem kilka lat temu więc nie wiem dokładnie jak sprawy wyglądają
      obecnie ale mam wrażenie, że w liceach i na studiach coraz mniej się wymaga.
      Na moich były nieprzespane, sporo stresu ale był też czas na wypicie
      hektolitrów wódy. To wszystko zależy od umiejętności organizowania sobie czasu
      i choć w liceum i na studiach nauczono mnie co jest stolicą Papui-Nowej
      Gwinei, na czym polega fotosynteza, co to jest homozygotyczność, model TCP/IP,
      mechanika kwantowa, kim był Jan Vermeer, Tomasz Morus, Alan Turing czy Zenon z
      Kition to nie uważam by ta "śmieciowa" wiedza była funta kłaków warta. Tego
      nie da się przeliczyć na pieniądze, to jest coś co nas póki co wyróżnia na tle
      prymitywizującej się europy. Nie można być doskonałym specjalistą w jakiejś
      dziedzinie nie mając bladego pojęcia o świecie.

      p.s.
      Słowa "nieczęsto" nadużywasz i używasz w złym kontekście humanisto
      • Gość: Z Re: Zasuwamy jak szczury i uczymy się śmieci IP: 64.208.49.* 25.09.09, 14:18
        Nie lubie narzekania na "system". Skonczylam liceum, w ktorym niejednokrotnie
        irytowalam sie na zbedne przedmioty (PO i chemia, ktorej nie lubilam przez
        nauczycielke). Poszlam na studia techniczne. Wlasnie je koncze. Po drodze
        przyplatala sie ekonomia (dla dyplomu). Poniewaz studia "zawodowe" mnie nudzily,
        dobralam sobie hobbystycznie lingwistyke, czyli jestem humanista pelna geba. Od
        dwoch lat pracuje "w zawodzie". W pracy przydalo mi sie" slownictowa poznane na
        ekonomii i teoria dotyczaca niektorych zagadnien z informatyki. Tyle wprowadzenia.

        Z jakiegos chorego powodu na politechnice uraczono mnie filozofia (zero punktow,
        chodzisz, zeby odbebnic, bo nawet sredniej to nie zmienia), rachunkowoscia, czy
        kultura wspolczesna. Z drugiej strony na lingwistyce musialam sie uczyc
        historii. Niby ma to sens, ale ja historii nie lubie, kocham gramatyke i
        wszystko, co ma zwiazek ze slowami. Pewnie gdyby zamiast historii
        spoleczno-polityczno-gospodarczej zaserwowano nam historie jezyka bylabym
        wniebowzieta, ale nie mozna miec wszystkiego. W ramach buntu przed dorzuceniem
        mi 4 godzin tygodniowo nic z tego nie wynioslam, ale to moj wybor. Niektorym sie
        te przedmioty podobaly. Takze pierwszy wniosek - czego sie uczysz w szkole
        zalezy od Ciebie. Ja moglam miec pojecie o filozofii, ale zdalam na 3z. Tylko
        fakt, ze jedna osoba nie lubi filozofii nie oznacza, ze nie znajdzie sie na roku
        kilka osob zainteresowanych. Szkoda tylko, ze nie mozna wybierac kursow, a
        jedynie specjalizacje, ktore nadal sa sztywne.

        Na zagranicznej ekonomii bylo troszke lepiej o tyle, ze przedmioty byly do
        wyboru - tego moim zdaniem bardzo brakuje PL uczelniom. Wiec wniosek drugi -
        fajnie byloby zdelegalizowac pakiety programowe per kierunek, a skupic sie na
        tych per kurs. Jak ktos wspomnial wczesniej - nawet maly wybor daje pewna
        satysfakcje i poczucie kontroli.

        Trzecia sprawa: Jestem zwolennikiem podstawy programowej w liceum - dzieki
        "wysrubowanemu" programowi jestem w stanie uczyc sie wszystkiego (zrozumiec
        wszystko), bo mam podstawy. Moge wiedze traktowac praktycznie ("dla dyplomu->do
        pracy") i rozwojowo (nauki humanistyczne). Czego mi brakowalo w LO to mozliwosci
        wyboru jezykow - utknelam z niem i ang i nijak nie moglam uczyc sie wiecej, a
        bardzo chcialam. Jestem tez zwolennikiem obowiazkowej matury z pol i mat przed
        pojsciem na jakiekolwiek studia, zeby uniknac belkotu "humanistow", ktorzy nie
        potrafia calkowac i "umyslow scislych" zbyt leniwych, zeby sprawdzic pisownie w
        slowniku.

        Dobrze pamietac glupia prawde - uczymy sie dla siebie i to nasz wybor czego. Ja
        wole nauczyc sie za duzo (i bede chciala, zeby moje dzieci tez uczono za duzo),
        bo to wbrew pozorom daje wybor. I prosze nie redukowac uczelni wyzyszych do
        szkol majacych dawac wiedze rzemieslnicza, bo "praktyczna wiedza" do tego sie
        sprowadza.
    • Gość: VLO Zasuwamy jak szczury i uczymy się śmieci IP: *.kimsufi.com 25.09.09, 12:09
      Skończyłem V LO w Krakowie. Było różnie, raz ogrom nauki, innym spokój i
      cisza. Jednak, nie zamienił bym lat spędzonych w LO na nic innego. To nie
      tylko było LO to też była szkoła życia. Nauczyciele różni, chcący wtłoczyć w
      nas wiedzę różnymi sposobami, jednak pełni pasji i przejmujący się swymi
      uczniami. Może to brzmi dziwnie, ale jako średni uczeń, nigdy nie będący
      olimpijczykiem czułem się tam dobrze. Dla mnie najlepsze LO w Krakowie.
    • lula_lula Zasuwamy jak szczury i uczymy się śmieci 25.09.09, 12:41
      Taaaak... dobrze to znam. Opiszę historię mojego męża. Krakowska Akademia Rolnicza, na wskroś skostniała, pełna nieruszalnych doktorów i profesorów. A jego (męża) marzeniem było leśnictwo. Usiłowaliśmy skończyć te studia razem, bo to ja po nocach przepisywałam dla niego jakieś idiotyczne zeszyty z hodowli lasu i uzupełniałam na łąkach zielniki. Hodowla lasu zwłaszcza mnie zadziwiła! Topole. Topole w lesie? 2 lata o tych topolach. Jakiś manianiakalny pomysł i szczegółowy egzamin którego mąż nie zdał. Rzucił studia na 5 roku. Jest wziętym kamerzystą. Jutro kręci w UK materiał o Marylinie Mensonie i jego irlandzkiej posiadłości. Praca marzeń. Studenci, nic na siłę! Powodzenia!
    • Gość: e_zero Education is Ignorance IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.09, 14:10
      Jest to tytuł wywiadu z Noamem Chomskym w którym rozwija on tę tezę.

      Ja się z nią zgadzam i aż uderza mnie jak jest to oczywiste. Pierwszy system
      szkolnictwa powszechnego to były szkoły parafialne zajmujące się przede
      wszystkim indoktrynacją. Potem KEN i "kaganek" oświaty... sama semantyka tego
      słowa.

      Mój kolega, który na studia doktoranckie dostał się na najlepszy światowy
      uniwersytet w Princeton, ma taką historyjkę pokazującą jak szkoła jest
      wyłącznie doświadczeniem socjalnym, zbędnym z punktu widzenia naukowego
      rozwoju. Jest to o szkółkach szachowych. Działają one tak, ze mistrzowie
      szachowi spędzają z młodzieżą ileś godzin raz w tygodniu w kółkach
      osiedlowych. Ludzie którzy rzeczywiście się szachami zajmowali. To trochę
      jakby do naszej zwykłej szkoły przychodzili na zajęcia profesorowie albo
      doktoranci. Są mini biblioteczki z książkami o szachach. Kółka są otwarte dla
      wszystkich dzieci, są mini turnieje otwarte dla wszystkich; potem są turnieje
      między kółkami. Jest to dla ludzi to rozrywka i choć nie każdy ma dyscyplinę,
      to każdy może zrobić postępy. I teraz zobaczmy jak to działa. Spróbujmy
      zapytać na chodniku przypadkowych przechodniów o coś trywialnego na temat
      szachów i załóżmy np. z chemii. Na przykład, jaki jest ruch skoczka na
      szachownicy, a jakie mogą być stopnie utlenienia tlenu w reakcjach redoks.
      Albo teraz coś na serio: jak się robi obronę sycylijską, a jak działa
      substytucja nukleofilowa? Osobiście podejrzewam wynik, choć nigdy nie
      sprawdzałem, więc moge się mylić. Co by było gdyby taki system przeszczepić na
      szkolnictwo i zamiast kompulsywnego systemu byłyby kółka dla zainteresowanych
      matematyką, chemią, historią? Przekonać się możemy już dzisiaj na bardzo małą
      skalę. Na moim wydziale gro najlepszych pracowników i doktorantów stanowią
      dawni podopieczni Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci, który takie kółka
      własnie robi. Tym ludziom szkoła była zbędna i tylko przeszkadzała.
    • Gość: lis Zasuwamy jak szczury i uczymy się śmieci IP: *.poznan.uw.gov.pl 25.09.09, 14:38
      To prawda, polski system szkolnictwa nie uczy niczego, tylko samych
      głupot. Sale duszne, ciemne, ciasne, bez wietrzenia w stołówkach
      kiepski jedzenie. Brak poważnych boisk do piłki ręcznej, siatkówki czy
      koszykówki. Jednym słowem totalna lipa na całej linii.
    • Gość: autor autor Zasuwamy jak szczury i uczymy się śmieci IP: 85.222.87.* 25.09.09, 15:59
      Beznadziejny artykuł. Rzeczywiście szkoły w latach 80, 90 były
      przepełnione programem absurdalnym (też uczyłam się o wymiarach
      piłek). Teraz szkoła jest inna, jedyne co się nie zmienia to często
      warunki na zajęciach wf, brak pieniędzy na duże inwestycje.
      Natomiast program, metodyka, nauczyciele, to już zupełnie inna
      bajka, tak, tu, w Polsce.
      Nie macie dzieci w szkołach, nie zauważyliście tych zmian?

      Argument 'nie uczę się tego, z czym nie będę mieć do czynienia jest
      na poziomie leniwego gimnazjalisty.
      Panie Redaktorze, dyskutuje się, bazując na faktach, które trzeba
      poznać, nauczyć się. Mam na myśli również ceny biletów do teatru w
      XIX wieku. To jest po prostu ciekawe. Oczywiście, dla niektórych
      ciekawe jest popołudnie z tv i piwem.
    • sus231 Zasuwamy jak szczury i uczymy się śmieci 25.09.09, 16:44
      Ten artykul powinien przeczytac kazdy mlody czlowiek wybierajacy sie
      na studia humanistyczne. Nie twierdze, ze kazdy powinien ksztalcic
      sie w kierunkach scislych, ale rzeczywistosc jeta taka, ze ciezko
      znalezc prace po takich kierunkach. Fizyk zawsze znajdzie prace i
      latwiej mu sie przekwalifikowac niz poloniscie czy historykowi.
      Kazdy mlody czlowiek wybierajacy kierunek studiow, powinien znac
      sytuacje na rynku i po prostu wiedziec, ze nie kazdy moze byc
      wybitnym historykiem, a idac na studie prawnicze - ich skonczenie
      niczego nie gwarantuje, a z czegos trzeba zyc. Poza tym smiem
      twierdzic, ze poziom nauczania w szkolach jest coraz nizszy...Fakt
      jest taki, mlodziez, ktora przychodzi na studia jest coraz gorzej
      przygotowana i czesto na I-szym roku trzeba nadrobic z nia
      zaleglosci z liceum. I jest to wina zlych reform i czesto braku
      zaangazowania ze strony nauczycieli. Prosty przyklad, kiedys w
      szkolach podstawowych byly lekcje fizyki, biologii... Teraz sa bloki
      tematyczne, np. przyrody. Jesli taka lekcje prowadzi biolog, to on
      naprawde nie jest merytorycznie przygotowany, zeby uczyc fizyki, a
      tym bardziej zeby ta dziedzina mlodziez zainteresowac. Czasami jak
      patrze czego ucza sie moje siostrzenice i w jakiej formie jest ta
      wiedza przekazywana, to po prostu mnie to przeraza. Poza tym uwazam,
      ze licencjat dobrej uczelni jest wiecej wart niz studia
      magisterskiej byle jakiej uczelni. I prawda jest taka, ze na rynku
      pracy nie jest juz wazne czy masz papierek ale to co tak naprawde
      umiesz. I mam nadzieje, ze przyjdzie kiedys taki moment, ze polski
      system szkolnictwa doczeka sie reformy z prawdziwego zdarzenia, ze
      nauczyciele nie beda narzekac na skandalicznie niskie place, a my
      bedziemy mogli od nich wymagac i odpowiedniej wiedzy i podejscia do
      nauczania.

    • olias Zasuwamy jak szczury i uczymy się śmieci 25.09.09, 19:20
      mnóstwo strasznych nieścisłości, to u humanisty nawet grzech ciężki.
      1. technokratą nie zostaje się w wyniku skończenia studiów
      technicznych. technokrata to ktoś rządzący techniką. raczej z
      definicji nie lubiany przez samych techników.
      2. jeśli fizyka kojarzy ci się z jakimiś wykresami to ... pozostań
      humanistą. Tak bedzie lepiej. kierunki techniczne kojarzą się z
      matematyką. to taki przedmiot który niegdyś był obowiązkowy dla
      maturzysty. ponoc teraz też tak ma być ... matko jedyna!!! ale
      bedzie rzeź!
      3. na kierunkach technicznych też uczyłbyś się pierduł. teorii krora
      w całym dorosłym zyciu zawodowym nigdy i nigdzie nie będzie Ci
      potrzebna. Tak było jeszcze za komuny tak jest i tak będzie. bo coż
      że na uczelniach wykłada nowe pokolenie, skoro jest ono kształtowane
      przez stare. na swój wierny obraz i podobieństwo.
      4. inteligentny czlowiek już dawno zauwazył że trzeba być kretynem
      by uczyć sie "na oceny". zwłaszcza gdy nowa matura daje uczniowi
      fantastyczną broń w dysputach z rodzicielami. Swiadectwo ukończenia
      liceum nie nadaje się nawet do podtarcia wiadomo czego. nikomu do
      niczego nie jest potrzebne. liczą się tylko lista przedmiotów i
      punktacja na świadectwie maturalnym.
      ale co do wiedzy wymaganej w szkołach wszystkich poziomów to nie
      ulega wątpliwości. są do .... do tego do czego wspomniane świadectwo
      szklne sie nie nadaje.
      jak w piosence. wszyscy zgadzają się ze sobą. i nadal jest jak jest.
    • Gość: allspice Zasuwamy jak szczury i uczymy się śmieci IP: *.ssp.dialog.net.pl 25.09.09, 19:27
      A mi się marzy nowoczesna szkoła - począwszy od pięknej bryły
      architektonicznej,przestrzeni i mądrych programów. Widzę w niej
      bieglych w wiedzę belfrów i pełną entuzjazmu młodzież...To tylko
      marzenie???
    • sonqo "wiedza niepotrzebna,śmieciowa,absurdalna " Religia 25.09.09, 19:31
      j.w.
    • kkkkosmita Zasuwamy jak szczury i uczymy się śmieci 26.09.09, 09:27
      Do renomowanych szkół, idą dzieci tzw "zadbane" przez rodziców.
      To nie jest wybór dziecka, tylko pełnych ambicji rodziców, którzy często już w
      przedszkolu posyłają delikwenta na naukę języka, tenis...
      Potem mamy korepetycje... już w podstawówce, żeby dzieciak najwyżej jak to
      możliwe zdawał kolejne testy.
      Niektóre dzieci buntują się już w podstawówce i odmawiają współpracy z
      zatroskanymi rodzicami.
      Niektóre nie potrafią się zbuntować, gdyż dorośli przekażą im swój sposób
      widzenia... nauk pobierania.
      Potem w tych renomowanych liceach... często zwyczajnie tracą nerwy i zapał do
      nauki... są zmęczone wieloletnim rygorem uczenia się... siadają na czterech
      literach i... tracą motywacje.
      Być zadbanym dzieckiem... to wcale nie znaczy mieć potencjał. U chłopaków tak
      naprawdę... potencjał, możliwości potrafią się ujawnić w okolicach 16- 20 roku
      życia...
      I tyle.
      Nie ma sensu aby takie już "zmęczone" dziecko szło do szkoły o wielkich
      wymaganiach.
      To jest kolosalny błąd, że aby do takiej szkoły się dostać... to trzeba mieć
      b. wysoką średnią... a więc być omnibusem ...
      Każdy mózg ma swoje predyspozycje i mocne strony.
      Realizacja zainteresowań, czy pasji...często powoduje, że inne przedmioty są
      traktowane jako drugoplanowe..., ale takie ukierunkowane dziecko ... nie
      dostanie się do "renomowanego" państwowego liceum. Będzie miało za mało punktów.

      Inna sprawa, że poziom nauczania w Polsce jest systematycznie obniżany, przez
      kolejne "reformy" szkolnictwa, drukowanie niemożliwie głupich podręczników,
      które zresztą... w niewielkim stopniu są używane przez nauczycieli.
      W obecnie stosowanych podręcznikach nie ma wiedzy koniecznej do realizacji
      programu nauczania w szkole. To są raczej materiały pomocnicze...
      Podręczniki do fizyki, czy matematyki... to jest śmiechu warte!
      wszystko zmierza do promowania... miernoty, której przydarzyło się krzyżyk we
      właściwej kratce na teście postawić.
      Zdolnej młodzieży (w jakimś konkretnym kierunku) odbierana jest szansa
      realizacji... w wybranym kierunku.
      Coraz więcej zdolnych dzieci, ale z tych "niedopilnowanych"... odpada na
      wstępnych etapach selekcji...

      Jedno tu jeszcze można dodać...
      Że te renomowane licea... jednak dają przynajmniej możliwość, aby potem zdać
      na studia.
      Jest coraz więcej liceów... "nierenomowanych", których jedynym zadaniem...
      jest jakoś przepchnąć część uczniów przez maturę... i to wszystko.
      No cóż... robotnicy są w Polsce potrzebni...

      A Wyższe uczelnie potem płaczą i organizują kursy dokształcające dla tych
      renomowanych... bo nie są w stanie realizować programu... mając ludzi o takiej
      wiedzy... jaka została zdobyta na całej męczącej drodze nauczania.
      Jeżeli zaś chodzi o ... gimnastykę... zdrowie fizyczne...
      Te rzeczy na studiach są płatne. Na pierwszym roku coś tam jeszcze jest... a
      potem...płać za siłownię, płać za basen... za wszystko...

      polska młodzież... nie musi być zdrowa.
      A leczenie... znerwicowanych młodych ludzi... często na jakiś dopalaczach
      jadących... a to zobaczymy, czy NFZ da na to pieniądze ... he he he...
    • Gość: inwestor A ja przerwałem szkołę bo mnie wkurzyła IP: *.uznam.net.pl 26.09.09, 12:29
      Stwierdziłem to samo co autor, że bez sensu jest wkuwać te egzaminy a byłem na
      ekonomicznej akademii i jakichś totalnych bzdur się kazali uczyć typu prawo
      administracyjne stek suchych skrajnie nudnych ustaw do niczego nie potrzebnych
      bo co rok to się zmienia albo jakieś durne ćwiczenia w stylu łażenie po
      firmach i proszenie się o listy płac, misje i statuty działania itp. Po grzyba
      to mi potrzebne było? Mnie od samego początku interesowała w zasadzie
      wyłącznie giełda: najpierw akcje, później kontrakty terminowe i waluty,
      jeszcze w liceum zacząłem się tym interesować i poszedłem na akademię
      ekonomiczną z nadzieją, że się wyrobię w temacie a tu klops. Takich bredni
      kazali się uczyć, że olałem to i zrezygnowałem a zamiast latać po firmach
      szukać jakichś bzdetnych informacji to wolałem spędzać dnie w biurach
      maklerskich i obserwować jak inni stawiają czoła rynkowi, jak walczą z
      własnymi słabościami, jak zarządzaja kapitałem i na podstawie doświadczeń
      praktycznych oraz przeczytaniu paru istotnych książek (bynajmniej nie tych
      obowiązkowych do zajęć) zacząłem zdobywać doświadczenie a przede wszystkim
      zrozumienie tematu. Dzięki temu skutecznie utrzymuję się w handlu giełdowym
      głównie na derywatach już przeszło 10lat, dorobiłem się własnego mieszkania i
      prywatnego "dealing roomu": mam wszystko co potrzeba do koszenia szmalu w
      pokoju, wypasiony komputer, 2 monitory, narzędzia analizy technicznej i co
      najważniejsze - święty spokój. I po co mi kończyć jakieś bzdurne studia i
      szukać jakiejś śmiesznej pracy za 1200zł jeszcze w dobie kryzysu skoro mam
      sposób na życie, o którym od zawsze marzyłem? Zwyczajna strata czasu. I nie
      znam się na problemach jakie mają obrońcy prac magisterskich z uczelni
      ekonomicznych (każdy by mnie zagiął większością pytań) ale znam się na tym,
      jak widząc na ekranie wykres i tabele notowań przerobić to na kasiorę dla
      siebie czego taki "magister-teoretyk" po prostu nie wie. Na studiach to są
      fajne studentki, szczególnie te "świeżynki" z pierwszego roku:-) ale żeby je
      zaliczać to wcale nie trzeba być studentem.
      • Gość: szaraczek Re: A ja przerwałem szkołę bo mnie wkurzyła IP: *.173.9.142.tesatnet.pl 26.09.09, 12:55
        szacunek, tez tak kiedys bym chcial
    • Gość: Js Zgadzam sie w 100% IP: 64.30.3.* 27.09.09, 08:00
      Wlasnie tak sie czulem w liceum. Pozniej przenioslem sie do stanow, skonczylem tam studia i teraz robie doktorat.

      Z liceum nie pamietam prawie nic. I dobrze sobie bez tego radze. Wiele przedmiotow mialo wirtualny program ktorego nikt nie realizowal. A podobno bylo to renomowane liceum z ponad stuletnia tradycja i wysokimi miejscami rankingowymi...

      Najgorsze bylo pobiezne traktowanie kilkunastu przedmiotow, zamiast nauczenie sie kilku najwazniejszych w taki sposob, zeby cos zapamietac i czegos sie nauczyc.
    • Gość: dim Zasuwamy jak szczury i uczymy się śmieci IP: *.multi-play.net.pl 27.09.09, 10:25
      Piątka jest fantastyczna. Minusy się zawsze znajdą, ale uważam ją za
      najnormalniejszą (!) i najlepszą placówkę z tych, w których się
      uczyłam. Przede wszystkim - kadra nauczycielska na fenomenalnym
      poziomie, czyli ludzie, którym się CHCE. A że dużo nauki? Przecież
      każdy uczeń powinien wiedzieć, gdzie się zapisuje! Liceów w Krakowie
      jest ponad 50, nie musi wybierać najlepszego. Poza tym nauka w
      naszym kraju obowiązkowa jest do poziomu gimnazjum.
      Pozdrawiam
      tegoroczna absolwentka VLO
    • mirusz Zasuwamy jak szczury i uczymy się śmieci 28.09.09, 12:06
      Problem wyższości między teorią a praktyką nie istnieje, nie można
      przeceniać co ważniejsze. Prawdziwa praktyka, twórcza, innowacyjna
      musi wypływać z teorii, bez jej ROZUMIENIA nie ma rozwoju i dobrej
      prakytki.

      Problemem jest natomiast SPOSÓB WYKŁADANIA TEORII. Mało w naszym
      systemie było i jest uczenia myślenia, rozumienia mechanizmów,
      zdobywania wiedzy, korzystania z teorii. Wiedza typu
      encyklopedycznego... tej jest dużo, niestety. Bo takiej łatwiej jest
      uczyć, łatwiej oceniać itp.

      Uczenie tylko praktyczne, na zasadzie instrukcji obsługi nie ma dziś
      sensu, zanim tę "praktyczną" wiedzę się wykorzysta, dawno nie bedzie
      aktualna, bo się np. zmienią narzędzia, programy, warunki, prawo
      itp. Lepiej uczyć MYŚLNIA, poznania teoretycznych mechanizmów, a nie
      formułek czy kolejnych klasyfikacji.

      Jest kila wypaczeń systemu: masowość, produkcja matur, studentów
      itp, kosztem jakości. Tak ustawione mechanizmy oceny i finansowania
      szkół, uczelnie, że w zasadzie optimum osiągnie się, gdyby każdemu
      dać maturę i wiecznie kształcić na studiach.
      Nauczyciele akademiccy: to prawda, że w ocenie ich liczą się sztuki
      publikacji, tak na prawdę ocena dydaktyki nie istnieje lub jest
      marginalna. To fakt, że to ma symulować rozwój badań, naukowców itp,
      ale potrzebni są też ludzie, którzy uczą innych, na to idą niemałe
      pieniądze z budżetu, ten proces też wymaga oceny i doskonalnia, to
      nie jest "zapchajdziura".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka