Dodaj do ulubionych

CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.04, 13:35
Jestem Węgrem, z polskimi korzeniami. Obecnie studiuje w Warszawie i wczoraj
sie dowiedziałem w kanajpie od pewnego Krakusa, że istnieje cos takiego
jak "wojna" warszawsko-krakowska. Niestety człowiek ten, mocno juz wstawiony'
nie potrafił mi wytłumaczyc na czym ona polega. Warszawiacy, równiez nie
zabardzo wiedzieli, wiec moze wy wiecie? Czy ktos moze to wytłumaczyć?
Obserwuj wątek
    • Gość: madziar Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.04, 13:55
      Ja naprawde jestem ciekawy bo chcve poznac kraj swojej matki bardzo dobrze.
    • Gość: nie nie istnieje IP: *.compower.pl 07.02.04, 15:06
    • hm_tak Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 08.02.04, 16:20
      Nie.Nie istnieje. Ale krakusi świeższej daty, którzy chcą uchodzić za
      zintegrowanych z Krakowem, albo za zasiedziałych, upatrują w takich bzdurach
      sposobów, jak by tu zaistnieć towarzysko. No i niekiedy publicznie lub u cioci
      opowiadają takie historie. Co zabawne animozje krakowsko-warszawsko-krakowskie
      są np w Warszawie tematem nieznanym. A jeśli ktoś je tam (w W-wie)usilnie
      forsuje, to zwykle uchodzi za prowincusza*) nerwowo poszukującego tożsamości.

      *)Prowincjusz, to osoba lękająca się, że jej korzenie nie zostaną ocenione
      dostatecznie wysoko, a nie (jak to sądzi częśc elektoratu)osoba spoza Warszawy.
      Jak nietrudno się zorientować w Warszawie prawie wszyscy są spoza Warszawy.
      Tyle, że jedni mają do tego stosunek normalny, a inni - nerwowy.
      Najweselszym okazem prowincjusza są dla mnie osoby, które na pytanie "skąd
      jesteś?" odpowiadają: Z POLSKI CENTRALNEJ. Bywa zabawnie.
      • nikodem_dyzma CO DO "POLSKI CENTRALNEJ" 08.02.04, 17:32
        Niektóre osoby uzywaja tego zwrotu, nie dlatego, ze są prowincjuszami, ale
        dlatego że czasami zwrot "jestem z Warszawy" działa na innych jak płachta na
        byka. Mówiąc inaczej możesz dostac za to po pysku.
        Kiedy byłem mnłodszy i nie byłem do końca pewny intencji swoich rozmówców,
        mówiłem, ze jestem z Mokotowa.
        • hm_tak Re: CO DO "POLSKI CENTRALNEJ" 08.02.04, 17:37
          nikodem_dyzma napisał:

          > Niektóre osoby uzywaja tego zwrotu, nie dlatego, ze są prowincjuszami, ale
          > dlatego że czasami zwrot "jestem z Warszawy" działa na innych jak płachta na
          > byka. Mówiąc inaczej możesz dostac za to po pysku.
          > Kiedy byłem mnłodszy i nie byłem do końca pewny intencji swoich rozmówców,
          > mówiłem, ze jestem z Mokotowa.

          Bardzo dziękuję za respons, także i za szybkość. Respons jednakowoz jest nie na
          temat, a patent z Moktowem opisywała niedawno Gazeta. Nie na temat, bo Warszawa
          nie leży w Polsce centralnej, a bohaterem anegdoty byli mili Państwo pochodzący
          z okolic pomiędzy Grodziskiem, Radomskiem i - tak dalej. Słowem nie mogo być
          mowy o próbie ukrywania warszawskiej tozsamości. A swoją drogą - dlaczego
          deklaracja "jestem z Warszawy" grozi obiciem pyska? Zawsze mnie to fascynuje
          • nikodem_dyzma Re: CO DO "POLSKI CENTRALNEJ" 08.02.04, 17:50
            Kilka razy zadano mi na wakacjach tzw. pytanie konkurosowe czyli "skad
            jestescie". Wiadomo, że w takich przypadkach, zła odpowiedź grozi bonusem co w
            tym przypadku oznacza obicie geby. Na szczescie nigdy sie nie pomyliłem.

            Ale tak naprawdę nie mam pojęcia dlaczego, za sam fakt urodzenia się w
            tym "szczerbatym i okaleczonym" miescie, mozna stracić kilka zębów, bedąc na
            wakacjach w innych rejonach Polski. Mysle ze na to pytanie znaja odpowiedź
            osoby zamieszkujace inne rejony nnaszej ojczyzny.
            • hm_tak Re: CO DO "POLSKI CENTRALNEJ" 08.02.04, 18:03
              nikodem_dyzma napisał:

              > Kilka razy zadano mi na wakacjach tzw. pytanie konkurosowe czyli "skad
              > jestescie". Wiadomo, że w takich przypadkach, zła odpowiedź grozi bonusem co
              w
              > tym przypadku oznacza obicie geby. Na szczescie nigdy sie nie pomyliłem.
              >
              > Ale tak naprawdę nie mam pojęcia dlaczego, za sam fakt urodzenia się w
              > tym "szczerbatym i okaleczonym" miescie, mozna stracić kilka zębów, bedąc na
              > wakacjach w innych rejonach Polski. Mysle ze na to pytanie znaja odpowiedź
              > osoby zamieszkujace inne rejony nnaszej ojczyzny.

              Sam zamieszkuję inne rejony, więc poznawczo się nadaję. Qrtka - nie wiem
              dlaczego za hasło "jestem ze stolycy" mozna zarobić w dziób. Kiedy słyszętakie
              hasło, to najczęściej już wcześniej wiem, że trzeba sięodseparować bo
              przyjechała "warszawka". Cechy charakterystyczne? Spróbujmy.
              1. Hałaśliwość, nieco podobna do niemieckiej
              2. najlepszość (to co mamy jest najlepsze, mamy najlepsze towarzystwo - własne -
              mamy najlepsze poglądy na wszystko.
              3. przeważnie wszystko wiemy, znamy książki jeszcze nie napisane, najlepiej
              mówimy po angielsku, nasze dziewczyny mają najdłuższe nogi, a ilośc naszych
              zanjomych, którzy wepchają się do kolejki do wyciągu jest największa.
              4. Bardzo rzadko przemieszczamy się samotnie lub w parach. Najczęściej łączymy
              się w tzw. ekipki
              5. Zwrócenie uwagi członkowi NASZEJ ekipki, że zachowuje się niestosownie
              uważamy za atak na całą grupę, problem racji nie jest rozpatrywany.
              6. wolimy raczej MÓWIĆ, niż SŁUCHAĆ
              7. Nie mam pojęcia, dlaczego powyższe credo przedstawione normalnym
              warszawiakom (mam liczne stosuneczki)budzi zdumienie, lub przekonanie o niskiej
              ważności wymienianych cech uciążliwych.
              8. Moi przyjaciele warszawscy poważają mnie niezwykle, bo jestem Z KRAKOWA.
              Taki rodzaj okazu.
              • nikodem_dyzma W KILKU PUNKTACH MASZ RACJE 08.02.04, 18:17
                Ale zapomniałeś o jednej bardzo waznej cesze rozpoznawczej.
                Warszaiak na wakacjach, a raczej "towarzystwo", jak wpada do knajpy to na widok
                ceny piwa każdy musi trzy razy na głos powiedzieć "ale taniocha, ja pier...,
                tylko 5 zł".
                To, że jestesmy głosni to prawda, ja sam nigdy nie zdawałem sobie z tego
                sprawy, do momentu w którym moja znajoma z Gdańska nie uswiadomiła minie.

                zraeszta co bede wiecej na ten temat pisał, genialnie podpatrzyłes "warszawke",
                a raczej tych, którzy do niej aspiruja.
                • hm_tak Skromność odbiera mi mowę 08.02.04, 18:27
                  nikodem_dyzma napisał:

                  > Ale zapomniałeś o jednej bardzo waznej cesze rozpoznawczej.
                  > Warszaiak na wakacjach, a raczej "towarzystwo", jak wpada do knajpy to na
                  widok
                  >
                  > ceny piwa każdy musi trzy razy na głos powiedzieć "ale taniocha, ja pier...,
                  > tylko 5 zł".
                  > To, że jestesmy głosni to prawda, ja sam nigdy nie zdawałem sobie z tego
                  > sprawy, do momentu w którym moja znajoma z Gdańska nie uswiadomiła minie.
                  >
                  > zraeszta co bede wiecej na ten temat pisał, genialnie
                  podpatrzyłes "warszawke",
                  >
                  > a raczej tych, którzy do niej aspiruja.

                  Ach - skromnośc odebrała mi mowę. (-:
                  • nikodem_dyzma a ja nie wiem co odpowiedzieć 09.02.04, 20:27
                    czuje sie zawstydzony, jeśli jest to dobre słowo.
      • Gość: zorro To nie prawda, że w Warszawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.04, 12:10
        To nie prawda, że w Warszawie prawie wszyscy są spoza Warszawy. To kolejny mit
        dotyczący tego miasta funkcjonujący w powszechnym obiegu. Z przedwojennej
        populacji miasta liczącej 1,3 mln ocalało i wróciło do niego po zagładzie około
        450-500 tys. Dzis populacja miasta oficjalnie wynosi 1,65 mln( moim zdaniem
        faktycznie przynajmniej 500 tys. wiecej gdyż osób które tu przyjechały w
        ostatnich latach i żyją bez meldunku nie brakuje) czyli, że znaczna jej część
        to jednak ludzie i ich potomkowie, którzy zamieszkiwali to miasto juz przed
        wojną. Porównując w tym względzie sytuację Krakowa, którego populacja przed
        wojną wynosiła 260 tys. i zakładając, że jej część zwłaszcza żydowskiego
        pochodzenia wojny nie przeżyła a następnie porównując ten stosunek do obecnej
        liczby mieszkańców ponad 700 tys. osiągniemy mniej więcej podobne wielkości,
        prowadzące również do wniosku, iż do znacznego wzrostu liczby mieszkańców
        przyczyniła się migracja ludności do ośrodków wielkomiejskich z obszarów mniej
        zurbanizowanych. Faktem jest natomiast, że Ci z poza Warszawy którzy w niej
        mieszkają od niedawna robią dużo krzyku i hałasu - chcą być bardziej warszawscy
        od warszawian.
        • nikodem_dyzma Re: To nie prawda, że w Warszawie 10.02.04, 19:32
          To o czym piszesz jest tylko cześciowo prawda. Co prawda wojne przeżyło ponad
          400 tys. warszawików, to jednak po powstaniowej czystce do miasta powróciło
          bardzo niewiele osób. wiele osób nie chciało wracac do miasta, które jak sie
          wtedy wydawało, nigdy sie nie odrodzi.
          • skks Re: To nie prawda, że w Warszawie 10.02.04, 20:01
            Ja bym się nie upierał, że prawdziwym Warszawiakiem czy Krakusem są tylko Ci
            przedwojenni:).
            Oczywiście w Nowej Hucie / całkiem nowe miasto/ miezkają juz trzecie pokolenia
            chciał nie chciał są już Krakowiakami. I jeżeli powyrywali słomę zza cholewek -
            a wielu się to udało to.... to są już prawdziwi Krakowianie.
            W warszawie jest podobnie.
            Takich starych krakowskich rodów zostało już niewiele:(
            wojna, komuna, 1968r, stan wojenny zrobiły swoje, skądyś w Usiech mieszka
            10mln Polaków i to tych najbardziej przedsiębiorczych:))
            • Gość: zorro Re: To nie prawda, że w Warszawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.04, 08:48
              Nie zamierzałem się przy tym upierać tylko zadać kłam twierdzeniu, iż w
              Warszawie prawie wszyscy są spoza Warszawy:)Pozdrawiam
              • Gość: Zachary Re: To nie prawda, że w Warszawie IP: 5.2.* / *.chello.pl 15.02.04, 13:06
                Wtrącę swoje pięć groszy: mój dziadek kiedyś powiedział ,że prawdziwi
                Warszawiacy są tylko na Powązkach... Pozostawiam do oceny.
                • Gość: zorro Re: To nie prawda, że w Warszawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.04, 09:09
                  Wielu z nich tam leży to prawda, wielu także na innych cmentarzach nie tylko na
                  Powązkach lecz prawda jest taka, że nie wszyscy wyginęli podczas II wojny.
                • gazeciarz44 Re: To nie prawda, że w Warszawie 16.02.04, 21:52
                  Szanowny dziadek mnie przeoczył!
            • Gość: nie dzieki IP: *.compower.pl 11.02.04, 12:08
              wlasnie dzis wyrwalem sobie ostatnia slomke z cholewki, dzieki, zes mi o niej
              przypomnial...

              kiedys ktos mi powiedzial: nie oceniaj ludzi zbyt pochopnie..

              moze od jutra zaczne jesc nozem i widelcem (jak sobie nie zapomne)
          • Gość: zorro Re: To nie prawda, że w Warszawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.04, 08:45
            Niestety mylisz się bardzo. Właśnie około 400 tys. wróciło do miasta po
            zagładzie i spontanicznie rozpoczeło jego odbudowę w kształcie zbliżonym do
            przedwojennego zanim władza ludowa zakazała tego procederu i rozpoczęła
            stawianie swoich socrealistycznych potworków. Ponadto nie zapominaj, że po
            prawej stronie na Pradze miasto nie było wysiedlone.
      • kocibrzuch Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 21.02.04, 10:41
        Mam i krewnych i znajomych w Warszawie i oczywiście z nimi wojny nie ma. Ale parokrotnie mi się zdarzyło rozmawiać z przypadkowo poznanym "warszawiakiem" w Wwie lub Krakowie i spotykałem się z dziwnymi reakcjami (a co tam w KRAKOWIE, ha, ha), których nie komentowałem ani nie ragowałem na nie. Odniosłem wrażenie, że moi rozmówcy mieli jakieś kompleksy spowodowane prawdopodobnie ich niedawną lub relatywnie niedawną "stolicznością". Zapewne działa to też w drugą stronę. To nie wojna, ale walka podjazdowa "wieśniaków" krakowskich i warszawskich. Stara Warszawa jest OK, a Polak - Węgier dwa bratanki!
    • Gość: kobita1 Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 08.02.04, 21:20
      Hmmm taaaaaaaaak.... ja takze doswiadczam rozlicznych uprzejmosci towarzyskich
      z powodu bycia Krakowianka :) Pytasz czy istnieje wojna...Jak na kazdej wojnie -
      zalezy kto w polu staje! Niewatpliwie istnieja roznice kulturowe, wzorce
      zachowan i towarzyskie kody.

      Mam to okazje obserwowac na bardzo interesujacym przykladzie Warszawiaka
      przeflancowanego do Krakowa. Chlopina bardzo sympatyczny, nieglupi, dobrze
      wychowany, dobrze urodzony (w koncu szlachectwo zobowiazuje!). Przy tym
      generalnie sie staral i stara...
      PIENIADZE
      Juz wie, ze nie rozglasza sie wszem i wobec, ze sie je ma. Noszenie nad glowa
      transparentu z napisem "mam kase" skutkuje podejrzeniem, ze sie jej na pewno
      nie ma! Wspolna wizyta w kawiarni konczyla sie do niedawna rachunkiem placonym
      przez Niego - teraz juz po trzykrotnej odmowie jestem w stanie wypic te kawe za
      swoje 6 zlotych.
      LUDZIE
      Juz przestal sie chwalic tym kogo zna! A jednoczesnie przestal sie dziwic temu,
      ze znajomy Krakus zna kogos znanego, a wszesniej sie tym nie pochwalil:)
      Przyzwyczaja sie powoli do tego, ze czlowiek zamozny w Krakowie nie przypala
      cygara stozlotowka(znaczy - nie ma przymusu okazywania majetnosci)a profesor
      uniwersytecki nie nosi krawata i mowi jak czlowiek. Przestal walic kobietom -
      jakby tu delikatnie ujac - konsternujace komplementy i okazywac uwielbienie dla
      damy swojego serca poprzez zakup koronkowej bielizny i okazywanie tejze
      uplasowanej na rzeczonej damie zgromadzonemu towarzystwu:)))

      Doszlo do tego, ze onegdaj nie pojechalismy na wspolne narty! Powody byly dwa:
      Warszawka ma ferie i halny!!!

      Reasumujac: obcy kulturowo ale zaprzyjazniony ze mna facet:)))
      • skks Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 09.02.04, 01:08
        :))
        Zna ? Nie zna?
        a dziś byłem we Warszawce i z powoda sniegu, nocy, strachu i wszystkiego naraz
        pogubiłem sie jadąc z Piaseczna na Okęcie /znaku. kierunkowskazu ani jednego!!/
        i w związku z zagubieniem zacząłem na Ursynowie pytać Warszawiaków jak się
        powykręcać by na odpowiednią drogę trafić.
        I co? i gó...o.
        Dopiero trzeci!!!!! wiedział w którym kierunku jest lotnisko!!!
        No miałem pecha / szczęście/ do "Warszawiaków:)))
        I tacy to na 100% chętnie powalczą z takimi samymi "krakusami".
        • nikodem_dyzma URSYNOWA TO NIE ZANAJA NAWET TAKSÓWKARZE 09.02.04, 20:21
          To że nikt nie był w stanie wyprowadzić ciebie z Ursynowaa na odpowiednia droge
          nie było oznaka braku kultury czy chamstwa. To jest problem Ursynowa, gdzie i
          ja niedawno jeszcze mieszkałem, który jest tak zaplanowany, ze ludzie często
          nie znaja ulicy która znajduje sie w poblizy ich miejsca zamieszkania.
          Ale jak z Piaseczna nie mozna trafić na Okęcie? Przeciez tam jest akurat dobre
          oznakowanie. Musiałes cos przeoczyć.
          PS. Ursynowa nie znaja również taksówkarze, którym bardzo czesto musiałem
          tłumaczyć jak dojechać na moja ulice.
          • skks Re: URSYNOWA TO NIE ZANAJA NAWET TAKSÓWKARZE 09.02.04, 21:48
            :)))
            No jechałem sobie Puławska spokojnie jak Eifel... jedna estakada
            /koło st. benzynowej/, druga i chlup jestem na Ursynowie:((( a było skręcic
            wprost przeciwnie:((
            A znaki? nie ma ANI JEDNEGO!!!
            • nikodem_dyzma Re: URSYNOWA TO NIE ZANAJA NAWET TAKSÓWKARZE 10.02.04, 19:26
              no dobra masz racje dzisiaj z ciekawosci to sprawdziłem. Jest tylko oznaczony
              zjezd na Ochote.
              • skks Re: URSYNOWA TO NIE ZANAJA NAWET TAKSÓWKARZE 10.02.04, 19:35
                hehehe:)
                ale dla pocieszenia:
                Na Sląsku jakbyś chciał zajechać do Krakowa - od Opola - to jak bedzie znak:
                Kraków to OBOWIĄZKOWO jedź wprost przeciwnie!!!!! To jednak lepiej niż we
                Warszawie. W Warszawie znki nie kłamią - bo ich nie ma:))
                Ale zdążyłem na ten samolot:)
                I nie wierzę w wojny krakowsko - warszawskie:)
      • nikodem_dyzma Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 09.02.04, 20:26
        Czy czujesz sie z tego powodu lepsza? Bo odnoszę wrażenie ze tak.
        Ja też znam kilku krakowiaków pracyjacych w "stolycy" i taj odmiennosci
        kulturowej nie wyczuwam.
        Z mojej strony musze dodać, ze wielu mieszkańców grodu Kraka cierpi na syndrom
        Francuza tzn. zawsze czuje sie lepsi od innych niezaleznie od sytuacji.
        pozdrowienia
    • Gość: vaj Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.u.mcnet.pl 09.02.04, 20:33
      Igen, van olyan haboru - ez azert van, mert a krakkoiak hulye, budos gecik!
      Halal Krakkora!
    • Gość: pijar "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.nsw.bigpond.net.au 09.02.04, 22:58
      Na uleczenie tych wojen regionalnych najlepsza rada jest emigracja na drugi
      koniec swiata. W Australii jednego razu wiozl mnie taksowkarz, ktory jak sie
      dowiedzial zem Polak, to sie taki rozczulil, ze pieniedzy za kurs nie chcial
      wziac. On okazalo sie byl Niemcem. A z Warszawiakami/nkami uklada sie tu
      wzorowo. Wojna? Jaka wojna?
      • balsen Re: "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 09.02.04, 23:05
        Pamiętajcie że "Warszawiacy" to nie wszyscy Warszawiacy, a "Krakowiacy" to nie
        wszyscy Krakowiacy - z resztą czy nie można być uprzejmym dla siebie nawzajem?
    • peteen te, madziar, nie podniecaj się... 10.02.04, 09:17
      was też obowiązuje jakaś tam nietykieta, co ? zamiast się drzeć o "wojnie"
      krakowsko-warszawskiej, pomyśl lepiej o prawdziwej wojnie rumuńsko-
      węgierskiej...
      • Gość: Do Re: te, peteen, nie podniecaj się... IP: 62.233.183.* 11.02.04, 16:06
        pewnie to miało być śmieszne, ale zabrzmiało niegrzecznie. przecież chłopak po
        prostu pyta. nie musisz obowiązkowo objawiać się na każdym wątku i wtrącać
        swoje trzy grosze!
        • peteen pewnieś nie z krakowa... 11.02.04, 16:09
          gdybyś był, to zaręczam, że też by cię nie ucieszył 2475 wątek "warszawsko-
          krakowski"...
          kręcimy się w nich jak gówno w przerębli..

          ps. a mój post miał być niegrzeczny

          ps2. aha, to jest forum
          • Gość: Do Re: pewnieś nie z krakowa... IP: 62.233.183.* 11.02.04, 16:15
            no właśnie to jest forum...
            Wypowiadamy się na tematy na jakie mamy ochote, nawet 2475 raz.
            Jestem z Krk i to, co mnie dziwi, to że wojna krakowsko - warszawska widoczna
            jest tylko u nas.
            I to operowanie stereotypami!!!
            ufff, ręce opadają.

            • peteen Re: pewnieś nie z krakowa... 11.02.04, 16:17
              no to skoro forum, to mogę wyrazić swoje, nawet niegrzeczne, zdanie ?
              zwłaszcza, że nie obraziłem gościa ani jednym słowem...

              a wszystkie wątki na tematy w-k to prowokacja wawiaków - 100%
              • Gość: Do Re: pewnieś nie z krakowa... IP: 62.233.183.* 11.02.04, 16:20
                spiskowa teoria dziejów? obsesja? a nie przyszło Ci do głowy, że ludzie chcą o
                tym pogadać? Szczególnie Krakusi z kompleksami?
                • peteen Re: pewnieś nie z krakowa... 11.02.04, 16:21
                  krakus z kompleksami ?
                  to klasyczny oksymoron...
                  :c)

                  ps. trza zatem założyć specjalne podforum: nasze kompleksy...
                  • Gość: Do my z Krakowa... IP: 62.233.183.* 11.02.04, 16:29
                    oh, ah, jacy my jesteśmy cudowni! mamy najpiękniejszy Rynek i tacy jesteśmy
                    otwarci!!! Nasi profesorowie są najmądrzejsi, a profesorowe gotują
                    najsmaczniejsze obiady!
                    I wcale nie potrzebujemy oglądać świata, bo u nas mamy wszystko.
                    brrr. dramat. im dłużej tu mieszkam, tym bardziej wkurza mnie wszystko co
                    krakowskie.
                    • peteen no jacha... 11.02.04, 16:33
                      czyliś jednakowoż taki krakus jak ja warszawiak...

                      a krakowska podsuszana też cię wkurza ?
                      • Gość: Do hmmmm IP: 62.233.183.* 11.02.04, 16:38
                        miałam wrażenie, że o byciu krakusem decyduje miejsce zamieszkania. ale widzę,
                        że tu się trzeba zapisać do jakiejś organizacji, czy co?
                        podsuszana - nie, nie wkurza mnie.
                        Jednak to, ze w pracy mgr. określenie postmodernizm musiałam za każdym razem
                        pisac w cudzyzłowie, bo na UJ nikt nie słyszał o takim nurcie - to mi,
                        przyznaję, działało na nerwy.
                        W tym momencie odkrywamy bowiem dla Krakowa pozytywizm.
                        Tu naprawde nie jest tak fajnie jak Wam się wydaje.
                        • peteen zaś tam... 11.02.04, 16:42
                          nam jest - młodzieżowy kolokwializm - zajebiście...
                          nie miejsce zamieszkania, nie, DUSZA krakowska, to nasza jedyna organizacja...

                          ps. a co to jest postmodernizm ?
                          ;c)
                          • Gość: Do Re: zaś tam... IP: 62.233.183.* 11.02.04, 16:57
                            a mnie tu zajebiście nie jest, choć także lubię pić kawkę i piwo w knajpach.
                            Ale - mam wrażenie - ze dobrze byłoby stąd wyjechać i wrócić na emeryturę.
                            Do Waszej DUSZNEJ organizacji ani myślę się zapisać.
                            A postmodernizm to to, co jest teraz, a według niektórych to, co już minęło, w
                            kulturze. Czyli coś, co Kraków przeoczył.
                            • peteen Re: zaś tam... 11.02.04, 17:00
                              znaczy mitoraj niby postmodernista ? bo taki... przeoczony...

                              ps. nie lubię kawki, wolę mleczko

                              ps2.a po co na emeryturze ?
                              • Gość: do Re: zaś tam... IP: 62.233.183.* 11.02.04, 17:05
                                emerytom to pewnie jest miło w tym małym mieście - wszędzie można dojść na
                                nogach, dużo kościołów i w Noworolu można się umówić na ciacho z koleżanką.
                            • to.ya Re: zaś tam... 11.02.04, 17:13

                              > A postmodernizm to to, co jest teraz, a według niektórych to, co już minęło,
                              w
                              > kulturze. Czyli coś, co Kraków przeoczył.

                              Taaaaaak?

                              "Historia Galerii Sztuki Współczesnej "Bunkier Sztuki" sięga 1950 roku, czyli
                              momentu utworzenia Biura Wystaw Artystycznych. Jednak jej właściwa historia
                              zaczęła się w 1965 roku wraz z przenosinami do wybudowanego specjalnie dla niej
                              pawilonu wystawowego (projekt architekt Krystyny Różyskiej-Tołłoczko,
                              rzeźbiarskie opracowanie fasady: Antoni Hajdecki), w którym ma swoją siedzibę
                              po dzień dzisiejszy. W 1994 roku "Bunkier" otrzymał status galerii miejskiej.
                              Od tego czasu jego działalność zyskała indywidualny charakter, co symbolicznie
                              wyraziła zmiana nazwy: w 1995 roku Galeria przyjęła oficjalnie nazwę "Bunkra
                              Sztuki".
                              Obecnie "Bunkier Sztuki" należy do najważniejszych polskich instytucji
                              prezentujących sztukę nowoczesną. Jest artystycznie niezależną instytucją
                              kultury, finansowaną przez Miasto Kraków.
                              (...)
                              Galeria prowadzi także działalność wydawniczą, wykraczającą poza redagowanie
                              katalogów do poszczególnych wystaw. Ostatnio była współwydawcą dwóch pozycji o
                              charakterze teoretycznym: "Postmodernizm. Teksty polskich autorów" i "Publiczna
                              przestrzeń dla sztuki?".
                              • Gość: Do postmodernizm IP: 62.233.183.* 11.02.04, 17:29
                                no widzisz, a na UJ tego nie zauważyli :).
                                rzeczywiście nieprecyzyjnie się wyraziłam. chodziło mi o teorię kultury
                                nauczaną na najstarszej polskiej uczelani, a nie o jej przejawy. zresztą, na
                                sztukach wizualnych to ja się akurat nie bardzo znam.
                                • to.ya Re: postmodernizm 12.02.04, 09:41
                                  Gość portalu: Do napisał(a):

                                  > no widzisz, a na UJ tego nie zauważyli :).
                                  > rzeczywiście nieprecyzyjnie się wyraziłam. chodziło mi o teorię kultury
                                  > nauczaną na najstarszej polskiej uczelani,

                                  Porozmawiaj z Prof. R. Nyczem...
                                  • Gość: Do Re: postmodernizm IP: 62.233.183.* 14.02.04, 13:05
                                    po co?
                                    znam jego poglądy na ten temat, ale jedna jaskółka nie czyni wiosny.
                                    nie mówie, że WSZYSCY profesorowie na Uj nie uznają nowych nurtów, ale o to, że
                                    w "akademickiej poczekalni" czekają one u nas wyjątkowo długo. Takie sa moje
                                    doświadczenia.
                    • to.ya Re: oni/ my z ... 11.02.04, 16:41
                      Gość portalu: Do napisał(a):

                      > im dłużej tu mieszkam, tym bardziej wkurza mnie wszystko co
                      > krakowskie.

                      Przepraszam,że się wtrącę w Waszą polemikę ale: dlaczego Cię i co (racjonalnie
                      proszę) wkurza?
                      Nie jestem patriotką lokalną (może i dlatego,że miałabym 4 miasta jako "lokalne
                      ojczyzny") ale nie dziwi mnie postawa mieszkańców, którzy swoje miasto X
                      chwalą/sławią jako to NAJ.
                      Są z nim związani, chcą, by jego piękno/sława/etc. właśnie TO (ich) miasto
                      wyróżniała spośród innych. Cieszy ich to, że coś w tym właśnie X mieście
                      zmienia się na dobre, martwi i złości gdy na złe. Oburzają się, gdy ktoś z
                      miasta Y mówi źle o ich "małej ojczyźnie". (ta "mała ojczyzna" to dość
                      górnolotnie ale nie potrafiłam znaleźć innego określenia)
                      Co w tym więc takiego dziwnego?

                      A wojna? To nie jest dobre słowo w obliczu prawdziwych bitew i walk...
                      • Gość: Do Re: oni/ my z ... IP: 62.233.183.* 11.02.04, 16:53
                        wymieniłam już w naszej dyskusji co mnie wkurza w Krk, ale moge to powiedziec
                        jeszcze raz, albo i więcej, jesli zajdzie potrzeba.
                        Krakowska zasciankowość na tym polega, że WSZYSTKO co nasze uważamy za
                        najlepsze. nie zaglądamy co się dzieje u sąsiadów - bo po co, nie poznajemy
                        nowych ludzi - bo czegóż mogą nas nauczyć. I każdego dnia powtarzamy mantrę: u
                        nas jest najlepiej, a w Warszawie beznadziejnie. I to mnie denerwuje, ot co.
                        Naprawdę lubię Kraków, jestem wielbicielką Kazimierza (choć niekontrolowany
                        rozwój jego piwnej sławy przysłonił to, co najistotniejsze), ciszę się, kiedy
                        powsteją tu nowe budynki, czy inwestycje.
                        Ale, przecież, nie mieszkamy w Paryżu, ani Nowym Jorku. Na świecie są też inne
                        piękne miejsca, a także miasta, które szybko się rozwijają i czasami może warto
                        im się przyjrzeć, czyż nie?
                        • peteen my mamy wszystko lepsze... 11.02.04, 16:56
                          chociaż nie, wieża eiffla jest jednak trochę lepsza w paryżu...

                          poza wszystkim nie wiedziałem, żeś ty niewiasta, bym się mniej obcesowo
                          zachowywał...
                        • to.ya Re: oni/ my z ... 11.02.04, 16:58
                          Gość portalu: Do napisał(a):

                          > Na świecie są też inne
                          > piękne miejsca, a także miasta, które szybko się rozwijają i czasami może
                          warto
                          >
                          > im się przyjrzeć, czyż nie?

                          Na pewno TAK!
                          I wierzę, że każdy mniej lub bardziej się im przygląda. Ale,że "własne
                          podwórko" jest najważniejsze to tak było jest i zapewne będzie.
                          Ja cenię każde miejsce jakie dane mi było zobaczyć więc daleka jestem od "wojen
                          miasta X z miastem Y" (itp.).
                          Ale i tak najbardziej staję w obronie miejsc "ukochanych".
                          • Gość: Do Re: oni/ my z ... IP: 62.233.183.* 11.02.04, 17:02
                            o te wojny właśnie i ich bezsens mi chodzi. nie ma się o co kłócić z
                            Warszawiakami. To oczywiste, ze my mamy ładniejsze miasto, a oni większe
                            możliwości rozwoju zawodowego. Oni się z tym zgadzają, Krakusi - nie...
                            • to.ya Re: oni/ my z ... 11.02.04, 17:04
                              Gość portalu: Do napisał(a):

                              > o te wojny właśnie i ich bezsens mi chodzi. nie ma się o co kłócić z
                              > Warszawiakami. To oczywiste, ze my mamy ładniejsze miasto, a oni większe
                              > możliwości rozwoju zawodowego. Oni się z tym zgadzają, Krakusi - nie...


                              Dla "ułatwienia": nie pochodzę ani z Warszawy ani z Krakowa...
                            • peteen Re: oni/ my z ... 11.02.04, 17:05
                              do, a ty się lepiej zdecyduj, czy to "nasze" miasto, czy jednak oni-krakusi...
                              ;c)

                              ps. wszystko mamy (nawet ja) ładniejsze od warszawiaków
                              • Gość: Do Re: oni/ my z ... IP: 62.233.183.* 11.02.04, 17:09
                                a to co, śledztwo?
                                przeciez się nie zapisałam do DUSZNEJ organizacji, więc nie jestem Krakuską :).
                                Ładnie u nas jest, to jasne, ale co z tego?
                                Lepiej mieć ładną żonę, czy przedsiębiorczą, mądrą, przebojową?
                                • peteen Re: oni/ my z ... 11.02.04, 17:12
                                  lepiej mieć żonę z krakowa...
                                  :c)
                                  ps. znikam w miejsce odnetowione, jakby co - pozdrów madziara...
                                • Gość: Przemek J. Re: oni/ my z ... IP: 217.96.2.* 11.02.04, 17:16
                                  Nie znam rejonu Polski, który nie śmiałby się z tego, że warszawka podkreśla
                                  zawsze "u nas w Warszawie". Słyną z tego w Krakowie, Zakopanem, Ustce, Juracie,
                                  Poznaniu. To jest jakaś fobia.
                        • Gość: kobita1 Re: oni/ my z ... IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 11.02.04, 17:40
                          Dobrze, ze wspomnialas o Nowym Jorku! TO DOPIERO PROWINCJUSZE!!!!
                          Ich "najlepsze', "najciekawsze", "najpostmodernistyczniejsze","najpiekniejsze"
                          jest doprawdy naj!!!
                          Ps. Kazde miasto swiata ma swoje wady i zalety. I chwala Bogu!!! bo jest
                          ciekawie. Jesli Krakow Cie meczy, to nie siedz tu - swiat przed Toba. Jesli
                          konserwatyzm UJ Cie drazni to dlaczego nie przenioslas sie na inna uczelnie?

                          Pps. Krk to wyspa gdzies na Adriatyku! Ja tam nie bylam, ale moj bagaz owszem
                          tak kiedy wracalam z naj:)))
                          • Gość: Do Re: oni/ my z ... IP: 62.233.183.* 11.02.04, 18:53
                            1.kiedy ja własnie o tym piszę, że wiele jest miast ciekawych, a Kraków pewnie
                            nie plasuje w pierwszej setce, choć to miłe miejsce i piękne - polemizowac z
                            tym to absurd. Każde miejsce świata ma wady i zalety - tę tezę lansuję od kilku
                            godzin. NAWET Warszawa, NAWET zalety.
                            2.Ja tam lubię NYC i otwarte głowy jego mieszkńców - widocznie mamy inne
                            doświadczenie. choć nadętych bufonów przekonanych o własnej bezkonkurencyjności
                            można znaleźć wszędzie, oczywiście. I ja nie napisałam, że NYC jest naj.
                            3.Dlaczego nie zmieniłam UJ na inną uczelnię? Sama zadaję sobie to pytanie.
                            4.Za Krk - przepraszam. Internet przyzwyczja do skrótów, ale elegankie to nie
                            jest.
                            • peteen Re: oni/ my z ... 12.02.04, 09:24
                              pewnikiem nie byłaś nigdy w njujorku...
                              nie ma takiego pojęcia jak: otwarte głowy nowojorczyków, boć do tych ostatnich
                              należą głównie rzesze niepiśmiennych kolorowych i gastarbeiterów z naszego
                              kraju, prostaczków z bronxu i brooklynu...
                              parunastu (parudziesięciu ?) intelektualistów z manhattanu nie stanowi o
                              otwartości głów w 10 milionowej metropolii..

                              w sumie szkoda, że nie zmieniłaś ujotu na coś bardziej... modernego...
                              • Gość: Do Re: oni/ my z ... IP: *.radio / *.radiokrakow.pl 15.02.04, 19:34
                                parunastu intelektualistów? PARUNASTU? uff...
                                Ah, zapomniałam, że u nas mieszkają ich miliony. I to zawsze w najlepszym gatunku.

                                A takiego tekstu:

                                peteen napisał:
                                > nie ma takiego pojęcia jak: otwarte głowy nowojorczyków, boć do tych ostatnich
                                > należą głównie rzesze niepiśmiennych kolorowych i gastarbeiterów z naszego
                                > kraju, prostaczków z bronxu i brooklynu...

                                to nie chce mi się nawet komentować, bo naprawdę opadają mi ręce.
                                • peteen Re: oni/ my z ... 16.02.04, 10:18
                                  rzecz wtym, że - w odróżnieniu od ciebie - ja tam byłem...
                                  • Gość: Do Re: oni/ my z ... IP: *.radio / *.radiokrakow.pl 16.02.04, 10:22
                                    Po pierwsze - co ty możesz o tym wiedzieć?
                                    a po drugie - w Krakowie także mieszkamy oboje, a widzimy codziennie inne
                                    miasto, więc co to za argument?
                                    • peteen Re: oni/ my z ... 16.02.04, 10:29
                                      dyskusja stała się mało merytoryczna, może innym razem...
                                      • Gość: Do he he IP: *.radio / *.radiokrakow.pl 16.02.04, 10:34
                              • Gość: lllll Re: oni/ my z ... IP: 217.153.143.* 16.05.04, 17:08
                                • peteen wow... 16.05.04, 17:15
                                  zajebiście mądry post...
                                  • Gość: IIIIIII Re: wow... IP: 217.153.143.* 16.05.04, 17:18
                                    Słowo "zajebiście" wcale nie jest zajebiste.
                                    • peteen adekwatne za to... 16.05.04, 17:20

                          • nikodem_dyzma KOBITO DLA CIEBIE CHYBA KAZDY TO PROWINCJUSZ 12.02.04, 21:08
                            z wyjatkiem mieszkańca Krakowa. Co do NY to wspaniałe i niesamowite miasto.
                            Drugiego takiego nie znajdziesz. Tego sie nie da opisac słowami. A tak o
                            prowincjuszach z NY to kogo masz na mysli? Tych rezyserów, aktorów, pisarzy,
                            dziernnikarzy, fotografików, muzyków zwiazanych z tym miastem?
                            Ty jesteś typowym przykładem krakowskiego "dobrego samopoczucia", czyli my
                            najlepsi a reszta to chamy, brudasy i cwoki. Tylko czy to nie jest oznaka
                            prowincjonalnych kompeksów?
                            • Gość: kobita1 Re: KOBITO DLA CIEBIE CHYBA KAZDY TO PROWINCJUSZ IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 12.02.04, 22:54
                              Az sprawdzilam moje poprzednie posty!!! Nigdzie nie napisalam, ze Krakow jest
                              naj, aczkolwiek przyznaje, ze z miejc w ktorych dane mi bylo mieszkac (a bylo
                              ich kilka w roznych stronach swiata) to wlasnie miasto odpowiada mi NAJbardziej
                              i jest moim miejscem na ziemi takze z wyboru:)Znam je na tyle dobrze aby - poza
                              niewatpliwymi zaletami - znac jego wady. Wedle mnie prowincjonalizm Krakowa -
                              niekiedy ograniczajacy rozwoj, stanowi o uroku mojego miasta. To prawda, nie ma
                              tu drapaczy chmur - i dobrze! Odczuwa sie tu niekiedy konserwatywno-katolickie
                              sentymenty - i dobrze! Po ulicach chadzaja starsze panie w kapelusikach sprzed
                              piecdziesieciu lat ale i 70 tysiecy studentow, ktorzy tu studiuja co roku. I to
                              takze mi sie w Krakowie podoba:)
                              Nie wymagam od Ciebie Nikodemie tego, zebys sie zachwycal Krakowem. Nie ma
                              takiego obowiazku!!! Podoba Ci sie Nowy Jork? Prosze bardzo! Ale wybacz Twoje
                              wyobrazenie NYC jest zywcem wyjete z filmow Woody Allena rozkochanego
                              w "Wielkim Jablku" tak jak ja w Krakowie. Z rzeczywistoscia to nie ma nic
                              wspolnego - wiem, bo mieszkalam tam poltora roku w takiej allenowskiej
                              dzielnicy.
                              Co do kompleksow - tu sie z Toba zgodze - bezustanne podkreslanie swojej
                              wyzszosci, wyjatkowosci i niezwyklosci jest szalenie irytujace. Takze u
                              mieszkancow stolycy:) Ciekawych i normalnych Warszawiakow tez - chwala Bogu -
                              poznalam podczas polrocznej pracy w Warszawie. Pozdrawiam!
                              • nikodem_dyzma kobito SZKODA, ŻE NIE WIDZISZ 13.02.04, 19:26
                                Ale np. "'poznałam warszawiaka...który już nie przypala stówka papierosa"
                                albo "róznimy sie kulturowo" itd itp.
                                NIe mówie, ze wszyscy są w Krakowie tacy jak ty, bo nie lubnie generalizować,
                                ale niestety wielu mieszkańców Krakowa ma mamentalność chłopa. "U nas jest
                                najlepiej, u nas to jest pępek swiata a ci z innej wsi to juz źli, to diabły
                                wcielone". Tak własnie myśli kazdy przcietny chłop pod kazda szerokościa
                                geograficzna. I to jest własnie prowincjonalizm, ten zły prowincjonaliz, z
                                którego nie wiem dlaczego wielu krakusów jest dumnych. Taki lekko
                                zakompleksiony, jak choćby ta słynna wojna "krakowsko warszawska", o której
                                Warszawa nie ma pojęcia.
                                Och kobieto, jak dobrze, że jesteśmy innni kulturowo, przynajmniej nie jestem
                                obciazony mentalnym balastem, poznajac osoby z innych częsci swiata.
                                • Gość: Do Re: kobito SZKODA, ŻE NIE WIDZISZ IP: 62.233.183.* 14.02.04, 12:58
                                  Ha! I ja się, proszę pana Nikodema, z panem zgadzam!
                                  Opowiadała mi jedna zaprzyjażniona Warszawianka, która pochodzi z Krakowa taką
                                  historię: kiedy opowiada w Krakowie, że wyniosła się do Wwy, to wszyscy ze
                                  współczuciem kiwają głowami i pytają "jak jest?". I oczekują odpowiedzi, że
                                  jest fatalnie, że przeniosła sie ta tylko dla kasy itp. A kiedy słyszą, ze jest
                                  fajnie, że Warszawa daje inne możliwości itp, to Krakusi są bardzo zdziwieni. A
                                  kiedy w Wwie mówi, że pochodzi z Krakowa, to Warszawiacy mówią, że kraków to
                                  piękne miasto z wyjątkową atmosferą. I tyle.

                                  Nie przesadzajmy. Kraków to ładne miasto, ale do bycia najlepszym miejscem na
                                  świecie, w którym jest praca dla jego mieszkańców, możliwości rozwoju
                                  zawodowego, intelekutalnego i jest dobrze zaplanowane komunikacyjnie jeszcze mu
                                  sporo brakuje. Ale wielu z jego mieszkańców tego nie zauważa i do znudzenia
                                  powtarza: to najpiękniejsze miasto na ziemi, a my jesteśmy najfajniejsi i nie
                                  potrzebujemy poznawać nowych ludzi, pomysłów i rozwiązań, bo po co?
                                • garg_ul Re: kobito SZKODA, ŻE NIE WIDZISZ 15.02.04, 18:32
                                  > NIe mówie, ze wszyscy są w Krakowie tacy jak ty, bo nie lubnie generalizować,
                                  > ale niestety wielu mieszkańców Krakowa ma mamentalność chłopa.

                                  Jakby na to nie patrzeć, kobita chyba jednak mentalności chłopa nie ma ;PPP

                                  :))
                                  _________________________
                                  Żeby być sobą, trzeba być kimś.
                                  • nikodem_dyzma OJ CHYBA MA. 17.02.04, 20:48
                                    Ponieważ tak mysli kazdy chłopina, czyli stereotypowo.
                    • ffred Re: my z Krakowa... 15.02.04, 00:37
                      Kurcze, to jest jakby wziete z moich ust! Dokladnie tam samo mysle. Od 4,5 roku
                      mieszkam w Warszawie, ale pochodze z Galicji (wciaz mowie "na pole")i 5,5 roku
                      studiowalem w Krakowie (mam tam mnostwo rodziny). I wiecie co! Kocham Warszawe!

                      Lubie tez Krakow, ale tylko na weekend, bo w Krakowie sie dusze i dostaje
                      klaustrofobii. Krakow jest cieply tylko na zewnatrz, a wewnatrz to zimna,
                      egosityczna, zadufana w sobie starucha. Warszawa na zewnatrz jest brzydka i
                      zimna, ale jak sie ja pozna i zrozumie, to jest ciepla i piekna (chociaz
                      niekoniecznie fizycznie).

                      Gość portalu: Do napisał(a):

                      > oh, ah, jacy my jesteśmy cudowni! mamy najpiękniejszy Rynek i tacy jesteśmy
                      > otwarci!!! Nasi profesorowie są najmądrzejsi, a profesorowe gotują
                      > najsmaczniejsze obiady!
                      > I wcale nie potrzebujemy oglądać świata, bo u nas mamy wszystko.
                      > brrr. dramat. im dłużej tu mieszkam, tym bardziej wkurza mnie wszystko co
                      > krakowskie.
                      • gazeciarz44 Re: my z Krakowa... 16.02.04, 22:05
                        A ja odwrotnie. Warszawiak od n pokoleń, Warszawa jest dla mnie zimna, Kraków
                        ciepły. Co porównań, mam swoje spostrzeżenia: Warszawa to elegancka dama z
                        brudnymi paznokciami, Kraków - starsza pani, trochę zdziwaczała, ale miła.
                        Twoje zdrowie, Galicyjczyku. O to chyba chodzi, żebyśmy dobrze się czuli - Ty
                        tutaj, a ja tam. Wychylam szklanicę Pilznera.
                        • ffred Re: my z Krakowa... 16.02.04, 23:00
                          I wlasnie o to chodzi! Nie ma jak to kulturalna, pelna szacunku, wymiana
                          pogladow! Dziekuje bardzo!

                          Mam jeszcze taka opowiesc. Moi znajomi ze studiow, malzenstwo z Krakowa, tez
                          mieszkaja teraz w Warszawie. Ona bardzo dobrze tu sie czuje, on nienawidzi tego
                          miasta. To dopiero ambaras! Na szczescie nie planuja rozlaki...

                          PS. Porownales W-we do eleganckiej damy z brudnymi paznokciami.
                          Pomimo, ze bardza lubie Warszawe, dama bym jej nie nazwal... Warszawa dla mnie
                          ma tyle twarzy, ze trudno ja jakos zdefiniowac jednym wyrazem. Warszawa jest
                          wciaz nowa i inna, pedzi jak rajdowiec i nawet jak spada na nia tysiac
                          nieszczesc, szybko wstaje i idzie dalej, nie ogladajac sie za siebie i nie
                          pograzajac w smutku.

                          Wracajac do Krakowa, to tesknie czasem za "cesarsko-krolewska," wiedensko-
                          europejska atmosfera znana z mojego dziecinstwa i ze studiow, za miejscami
                          gdzie stuprocentowo kulturalnie mozna wypic kawe w filizance (a nie kawe w
                          stylu Starbucks Coffee w duzym papierowym kubku), etc, etc, ale na razie da sie
                          bez tego zyc.




                          gazeciarz44 napisał:

                          > A ja odwrotnie. Warszawiak od n pokoleń, Warszawa jest dla mnie zimna, Kraków
                          > ciepły. Co porównań, mam swoje spostrzeżenia: Warszawa to elegancka dama z
                          > brudnymi paznokciami, Kraków - starsza pani, trochę zdziwaczała, ale miła.
                          > Twoje zdrowie, Galicyjczyku. O to chyba chodzi, żebyśmy dobrze się czuli - Ty
                          > tutaj, a ja tam. Wychylam szklanicę Pilznera.
                          • gazeciarz44 Re: my z Krakowa... 19.02.04, 00:06
                            No, przy damie sie nie będę upierał. Może być (po warszawsku) paniusia z
                            ambicjami. Ale brud za paznokciami - obowiązkowo.
                            Kawusię wypij na św. Tomasza przy Franciszkańskiej, taka mała kafejka, nazwy
                            nie pamiętam, ale kawę parzyć potrafią.
                            A do Warszawy mam swój sentyment, taki bardziej rodzinny, w rodzaju: rozpustnik
                            z wuja Stefana, pijak, ciotkę poszturchuje, ale zawszeć to wuj...
                  • w_v_w Re: pewnieś nie z krakowa... 12.02.04, 07:26
                    peteen napisał:

                    > krakus z kompleksami ?

                    czyli "rozkosz cierpienia"
                    :)
                    Wawerka
    • Gość: Ma-ryja Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.arcor-ip.net 14.02.04, 23:20
      Nie, nie istnieje, ale ja nie cierpie wawy. W ubieglym roku przyjechalam do
      warszawki kolo polnocy pociagiem i niewiele sie namyslajac wsiadlam do
      pierwszej lepszej taksowki na dworcu centralnym aby dojechac do hotelu. Bylo to
      w linii prostej nie wiecej jak 300 metrow, ulica troche dalej, a pan taksowkarz
      kazal sobie zaplacic niebotyczna sume. Za tyle, to ja jeszcze w zadnym miescie
      na swiecie tak krotkiego kawalka nie jechalam. Wiec mu mowie, ze on chyba z
      konia spadl, bo to za drogo. A on na to: Pani to chyba z Krakowa albo z Wloch,
      bo tylko stamtad sa tacy uperdliwcy. Chcialam sie z nim potargowac, ale on
      wyrzucil moja walizke przed hotelem na ulice i powiedzial "Sp..."
      Od czasu do czasu musze do tego miasta sluzbowo pojechac i w miedzyczasie
      znalazlam wspaniala spoldzielnie taksowek (merc-taxi - polecam, bo szybcy,
      uprzejmi i w porzadku), ale mimo tego mam opory, gdy tam jestem. Ludzie, z
      ktorymi mama do czynienia tez jacyc niesamowicie wazni... Zupelnie inaczej niz
      na prowincji np. w Miedzyrzeczu lub w Cigacicach, nie mopwiac juz o Krakowie...
      Wydaje mi sie, ze w wawie maja problemy, ktorych ja bym miec nie chciala.

      Serdeczne pozdrowienia od bylej krakowianki
      • nikodem_dyzma Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 15.02.04, 15:20
        1. Na Centralnym nie wsiada sie do pierwszej lepszej taksówki. Tam niestety
        ciagle stoja "na lewo" korporacje krzak, które za kilometr licza sobie czasami
        nawet po 50 zł. To zreszta jest nie tylko problemem Warszawy, ale wielu miast
        na swiecie. Z nieuczciwymy taksówkarzami spotkałem sie w Dublinie, Kolonii i NY.
        Nie oznacza to jednak, ze mam nie lubić tych miast i ludzi w nich mieszkających.
        2. Musze ciebie zmartwić ale na całym swiecie sa "bardzo waazne" osoby, które
        chcą sie dowartosciować. I w Krakowie tez ich spotkasz.
        3. A ja sie ciesze że mieszkam w Wawie, bo tutaj spotykam ludzi z całej Polski.
        I tych z Pcimia Dolnego i tych z Wrocławia czy Krakowa. I to jest w tym miescie
        niesamowite, człowiek sie nie kisi we własnym sosie, natomiast ciagle dowiaduje
        sie czegos nowego i poszerzajacego horyzonty.
        • Gość: TGIF Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.SNVACAID.dynamic.covad.net 15.02.04, 19:20
          Od razu widac zes swiatowiec
          a nie zasciankowiec.
      • gazeciarz44 Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 16.02.04, 22:09
        Przepraszam w imieniu warszawiaków. Tu też są normalni ludzie. Z radio-taxi
        polecam też 9683. A krakowianki zawsze lubiłem.
    • Gość: hau-miau Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.autocom.pl 15.02.04, 19:41
      wojny nie ma - to pewne. jest natomiast zasadnicza różnica. Kraków jest leniwy
      i zblazowany, pod każdym prawie względem. I w tym swoim zblazowaniu uwielbia
      się pławić. Ja tez to trochę lubię;). Warszawa jest dynamiczna i przebojowa;
      tam nie wypada powiedziec :nie mam kasy. W Krakowie nie wypada powiedzieć "mam
      kase"...
      :))
      • zbigniew74 Jak to nie ma wojny ??? 15.02.04, 19:45
        To po co trzymam w domu procę:)))
        • gazeciarz44 Re: Jak to nie ma wojny ??? 16.02.04, 22:14
          O, i przez takich jest wojna. Rozbroić Zbycha! No proca, no war! :)))
      • Gość: TGIF Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.SNVACAID.dynamic.covad.net 15.02.04, 19:49
        Wojny nie ma - to pewne.Jest natomiast zasadnicza roznica.
        W Warszawie wypada powiedziec "mamy tanie linie lotnicze"
        W Krakowie nie wypada powiedziec "tez chcielismy tanie linie lotnicze".
        • ffred Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 15.02.04, 23:27
          To dobre o tych tanich liniach! W Warszawie z glownego, cenralnego lotniska
          lata 1 tania linia lotnicza (a za 2,5 miesiaca bedzie ich 4!).Natomiast w
          Krakowie, Balice, w przekonaniu, ze sa wielkie i "stoleczno-krolewskie"
          powiedzialy "no way" i nic taniego nie lata! Krakow wiec zebral sie w sobie i
          postanowil zbudowac nowy terminal low-cost. Roznica jest taka, ze w Warszawie
          biora do pracy i od razu sa efekty (i tanie linie lataja juz od grudnia), a w
          Krakowie caly czas gadaja, gadaja i gadaja i nic sie nie dzieje.

          Gość portalu: TGIF napisał(a):

          > Wojny nie ma - to pewne.Jest natomiast zasadnicza roznica.
          > W Warszawie wypada powiedziec "mamy tanie linie lotnicze"
          > W Krakowie nie wypada powiedziec "tez chcielismy tanie linie lotnicze".
          • Gość: TGIF Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.SNVACAID.dynamic.covad.net 16.02.04, 01:55
            Dzieki za uswiadomienie, bo ja do tej pory bladzac myslalem, ze to PPL i LOT
            z siedziba w stolicy, nie chcial sie zgodzic na tanie linie lotnicze
            w Krakowie. A tu sie okazuje, ze "niezalezna" dyrekcja PPL na Balicach nie
            chciala wyrazic na to zgody.....
            Ja zawsze sugerowalem, zeby wladze krakowskie wykopaly troche starych,
            austriackich dukatow i pojechaly do Warszawy zalatwic pozwolenie. Wtedy latwiej
            by bylo, zeby zginely "i inne porty lotnicze" z ustawy.
            Zeby zalatwic sprawe "po warszawsku", kumple z LOTu i PPL pozwolili na
            kierowanie tania linia lotnicza bylemu skorumpowanemu dyrektorowi LOTu, ktory
            bral lapowki od Swiss Air. To sa wlasnie te efekty szybkiego warszawskiego
            dzialania.
            Pozdrowienia!

            • garg_ul Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 16.02.04, 08:21
              I dzięki ci za tę wypowiedź, bo się we mnie gotuję, jak czytam "my umiemy
              załatwić, a wy jesteście buraki i gówno umiecie i gówno wam się chce". Zawsze
              wtedy właśnie myślę o tym nieszczęsnym porcie albo o Nowym Mieście i już
              rozumiem, czemu ludzie w Krakowie często czują niechęć do Warszawy.

              Tylko zaznaczam - nie Warszawiaków, do Warszawy ogólnie, jako uosobienia władz,
              biurokracji i tego chaosu, który w tym kraju panuje.

              _________________________
              Żeby być sobą, trzeba być kimś.
              • tygrys01 "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA - w anegdocie 16.02.04, 14:22
                garg_ul napisał:

                > Tylko zaznaczam - nie Warszawiaków, do Warszawy ogólnie, jako uosobienia
                władz, biurokracji i tego chaosu, który w tym kraju panuje.
                ===========================
                Chyba trafnie zauważyłeś. Ja prawie całe życie (z wyjątkiem dziciństwa)
                mieszkam w Warszawie i też mam głęboką niechęć do tzw. warszawki tzn z
                bieraniny wszelkiego motłochu urzedniczego uzurpurującego sobie prawo własności
                do Warszawiaków, miasta Warszawy jako takiego i wszystkich pozostałych
                prowincji Polski, razem z ludźmi i ich dobytkiem. Tą całą czapę urzędniczą
                mieszkająca czasowo w Warszawie, trudno zaliczyć do jakiegokolwiek regionu
                Polski. Najczęściej sa to ludzie3 nie związani emocjonalnie z Narodem jako
                takim a traktujacy Polskę nie jako ojczyznę (internacjonalistyczna banda) ale
                jako prywatny folwark i to nie własny ale dzierżawiony z ktorego starają się
                wyrwać jak najwiecej na swoje prywatne konta. Z moich kontaktów z Krakusami to
                raczej widzę, ze istnieje duża więź porozumienia i liczne związki rodzinne i
                towarzyskie pomiedzu mieszkańcami obu tych znakomitych ośrodków centralnych
                Polski.
            • ffred Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 16.02.04, 22:42
              Przeciez PPL ma takze udzial w portach lotniczych w Poznaniu, Wroclawiu,
              Gdansku i jakies male w Katowicach i stamtad lataja tanie linie i warszawka ich
              nie blokuje!

              Co do Balic, to tak naprawde z gazet wiem tylko o jednym przypadku odmowy, a
              chodzilo o Ryanair. Ta linia zawsze zada drastycznie niskich oplat i nie ma sie
              czemu dziwic, ze Balice powiedzialy "no way." Nie wiem, czy inne linie sie
              staraly. Moze niektore postanowily odlozyc latanie do KRK i poczekac na osobny
              tanszy terminal. Na stronie www.volareweb.com jest Krakow jako polaczenie z
              Rzymu na lato 2004 i to pewnie bedzie dotychczasowy terminal, bo terminal low-
              cost ma byc gotowy w grudniu (?). Jest wiec nadzieja? Mimo wszystko, dlaczego
              we Wroclawiu, Katowicach, Poznaniu i Gdansku mozna, a w Krakowie idzie tak
              ciezko? Czy naprawde jest to tylko wina Warszawy?

              > Dzieki za uswiadomienie, bo ja do tej pory bladzac myslalem, ze to PPL i LOT
              > z siedziba w stolicy, nie chcial sie zgodzic na tanie linie lotnicze
              > w Krakowie. A tu sie okazuje, ze "niezalezna" dyrekcja PPL na Balicach nie
              > chciala wyrazic na to zgody.....
    • Gość: Zwarszawy Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.02.04, 11:46
      1.istnieje
      2. to, że wstawiony krakus nie wiedział na czym polega to nic dziwnego. Ci,
      którzy ten konflikt nie wiadomo kiedy wywołali ( myślę, że w czasie PRL, to był
      zamierzony/ niezamierzony mechanizm władzy: dzielić na W-wę i innych)
      musieliby się przyznać do swojej kretyńskiej zawiści. Tylko o to tutaj chodzi.
      3. Reszta to już tylko naturalna konsekwencja: przypisywanie warszawiakom
      jakichś debilizmów:
      hałaśliwość
      najlepszość
      itp., itd.
      Kurczę mieszkam w Warszawie 45 lat i jako żywo nie spotkałem takich ludzi,
      opisywanych przez hm.Taka grup towarzyskich.
      Za to często przez kolegów, b. dobrych spoza Warszawy bywałem karmiony
      podobnymi historyjkami. Niestety w szczegółach gubili się. I zawsze mi mówili,
      że mnie lubią, że choć z W-wy to taki nie jestem. Dalej gdy prosiłem o
      konkretne przykłady, zmieniali szybko temat.
      4. nie zaprzeczam, że tacy tu i ówdzie są. No w W-wie bufoni.
      Są.
      Są i w Krakowie.
      Przykład: Moja siostra w Wiedniu miała jakiś czas kontakt z emigracyjnym
      środowiskiem krakusów. Opowiadała, że tak bufońskiego, zarozumiałego
      towarzystwa nie spotkała w życiu. Czego to dowodzi? NICZEGO. Lub jak wolicie
      tego, że cała ta gadka o jakiejś wyjątkowej perfidii warszawiaków nie jest
      warta aby na nią tracić czas.
      5. Jednak warto przyjaciele krakusi trochę odreagować.
      Zabolał mnie swego czasu tekst Turnaua i Sikorowskiego, wiecie jaki. Zwłaszcza
      fragment ,że po przeniesieniu stolicy do Krakowa wraz z nią w Waszym
      wspaniałym mieście zalęgnie się głupota. Pewnie wielu z Was słuchając go
      odczuwało satysfakcję: ale im dołożyli! Ale czy głupota nie jest czasem
      równomiernie terytorialnie rozłożona?
      Wydaje mi się więc, że czując satysfakcję gdy słuchacie tego i innych
      kąśliwych / zgryźliwych tekstów leczycie Państwo kompleksy.
      6. Ciągnąć sprawę możnaby w nieskończoność. Te przegadane na różnych wyjazdach/
      obozach/ koloniach noce o głupich warszawiakach, wykorzystujących swoją
      uprzywilejowaną pozycję. Dodam, że nigdy się warszawskości nie wyrzekałem,
      zawsze jej broniłem. Nikt mnie za to nie pobił choć w Giżycku odkrzyknęliśmy
      podpitym Ślązakom Legiaaaa! na ich Góóóóóórnik! Może byli zbyt pijani i nie
      usłyszeli?
      Życzę Wam przyjaciele krakusi aby Wasz wspaniały Kraków miał tylu
      zadeklarowanych patriotów co Warszawa. Nie, nie kretyńskich bufonów ale
      prawdziwych, którzy daliby się pokroić za W-wę. Nie, nie z powodu animozji
      krakowsko-warszawskich bynajmniej. Tak w ogóle bo to wspaniałe, z charakterem
      miasto. I czy nie leży jednak centralniej niż Kraków?
      PS. Macie 4x większy rynek. I te okolice. Mniam. No comments
      PS2. Felietonista Nowaczyński (?) przed wojną wymyślił Pokraków.
      Ale też Parszawa.
      No to może 1:1 ?
      PS3. Macie już prawie autostradę do Świata (A4) a my kiedy nie
      wiadomo : ))))
      TNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA
      • peteen Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 17.02.04, 11:59
        1. nie istnieje, co najwyżej czasem w nas pojawi się jakieś ukłucie
        2. sikor z grzechem pisząc o głupocie, myśleli - jak się zapewne domyślasz - o
        posłach i partyjnikach wszelkiego autoramentu, a nie o warszawiakach
        3. istnieje wojna kiboli (nawet nie kibiców), ale ta istniała od zawsze, od
        powstania legii
        4. w "wierchuszce" mojej firmy (ścisłe centrum stolicy) są reprezentanci:
        Warszawy, Gdańska, Węgrowa, Słupska, Tychów i Krakowa - jak sądzisz, kto ma
        przewagę ?
        5. stolicę do Pabianic, są bardziej centralne niż Warszawa
        • Gość: Zwarszawy Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.02.04, 21:54
          1.No dobra Sikor z Grzechem mogli tak napisać, wyluzowuję.
          2.Sądzę że przewagę w Twojej firmie mają najbardziej kompetentni.
          3.Stolicę do Pabianic ale co wtedy powie Janków? ( to 20 km na północ i tam
          gdzieś jest geograficzny środek RP).

    • zenobiwankenobi Re: A napisz coś po węgiersku? 17.02.04, 12:01
      Np. "na zdrowie", "panie policjancie', "dzień dobry"

      to sie okaże jaki z ciebie węgier
      • Gość: vaj Re: A napisz coś po węgiersku? IP: *.u.mcnet.pl 17.02.04, 12:16
        Krakkoiak, ti hulye faszok, menjetek a budos gecibe!
    • garg_ul Przypomniałem sobie!! 17.02.04, 16:44
      Skłamałem tam wyżej pisząc, że nie odczuwam niechcęci do Warszawiaków. Z
      przykrością muszę powiedzieć, że cierpię na tę przypadłość, ale na szczęście
      tylko w ściśle określonych sytuacjach (czy nawet -cji). A mianowicie - na
      Mazurach, płynąc sobie niczym nie zawiniwszy nikomu, uchachany, w przesmyku
      między Mikołajskim a Śniadrwami mija mnie piękna wyglansowana motorówa o wiele
      na te niewielkie akweniki za duża. Z olbrzymim WAW z tyłu. I łysiejącym
      knypkiem udającym maczo na pokładzie. Gość przepływa robiąc fale jak na
      Bałtyku - a na Śniadrwach, w tej kałuży o fale nietrudno - kto żegluje, wie o
      czym mówię - łódeczka robi myk w lewo na fali chyląc się topem ku drugiej
      łódeczce (przepłynął imć pan Maczo pomiędzy nami), która to chyli się topem w
      prawo. Obie łódki pod żaglami, wiaterek mały, ale.. O włos zaczepilibyśmy się
      salingami i kto wie, coby wtedy było.. No a przykre jest to, że takich nicponi,
      huncwotów, żeby nie powiedzieć gorzej, bo naprawdę straszne słowa mi się na
      samą myśl o tamtym i innych wydarzeniach cisną do ust i na klawiaturę, pływa po
      Mazurach na kopy.

      Dlatego ludzie nie znoszą Warszawiaków - za stadko napuszonych pawianów cierpi
      całe miasto.

      Dla równowagi muszę dodać, że kiedyś będąc w kryzysowej sytuacji także na
      Mazurach, nie tak zresztą daleko od Mikołajek, spotkała mnie miła niespodzianka
      ze strony pewnego starszego już Warszawiaka żeglującego tam z żoną
      (niespodzianka nie dlatego, że był Warszawiakiem, lecz dlatego, że dzisiaj jest
      tyle chamstwa, że ludzka pomoc bywa zaskoczeniem). I temu panu, choć wiem, że
      raczej tego nie przeczyta (a nawet jeśli jakimś cudem tak, to pewnie nie będzie
      wiedział, że o niego chodzi ;)) chciałbym gorąco podziękować.

      I wy Warszawiacy też powinniście ;)))

      _________________________
      Żeby być sobą, trzeba być kimś.
      • Gość: WARSZAWIACZEK WIEM O CZM MÓWISZ, ALE DLACZRGO MNIE NIE LUBISZ? IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 17.02.04, 20:14
        A ja nie znosze tego kraju, ponieważ nikomu nie chce sie scigać takich debili.
        Wiem o czym mówisz, bo podobny przypadek mieliśmy kiedys w kanale (nie pamietam
        juz którym) podczas burłaczenia. W tym przapadku groziło to rozwaleniem łajby.
        Natomiast skad byli ci ludzie? Nie wiem, bo nie miłem czasu aby sie na tym
        skupić.
      • Gość: Zwarszawy nie uogólniaj, to na nic IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.02.04, 21:45
        z opisywaną historyjką żeglarską jest pewien kłopot:
        1.wymordziony Macho w supermotorówie z rejestracją WAW mógł być np... z
        Krakowa. Jeden z vice w firmie mojej żony jest właśnie stamtąd, przypuszczam,
        że go stać.
        2. Mógł być z połowy Polski. Na grubo pow. 2 mln mieszkańców aglomeracji
        warszawskiej, kilkaset tysięcy to osiadli tutaj w ostatnich latach.
        3. opisywane miejsce znam, najlepiej przechodzić tamtędy nie na żaglach a na
        dopalaczu zwłaszcza gdy jest flauta i cofka. Co nie zmienia faktu, że buras
        jest buras ( motorowodniacki).
        4. 20 lat temu byłem szefem rejsu DZ ( taka śmieszna łódź) studentów
        Politechniki Warszawskiej. Ostatniego dnia flauta, kolegom nie chciało się
        wiosłować, z ½ dniowym spóźnieniem przekazujemy łódź... studentom z
        Politechniki Krakowskiej. Na pewno sobie o nas pomyśleli w stylu garg_ula.
        Tyle, że ci, którym nie chciało się wiosłować nie byli z W-wy, tylko tam
        studiowali.
        • garg_ul Re: nie uogólniaj, to na nic 17.02.04, 23:11
          > 1.wymordziony Macho w supermotorówie z rejestracją WAW mógł być np... z
          > Krakowa. Jeden z vice w firmie mojej żony jest właśnie stamtąd, przypuszczam,
          > że go stać.

          Tylko, że jak zapewne wiesz, to nie był sporadyczny przypadek. A podobny maczo,
          tym razem z Wawy zabił w ten sposób starszego pana bodajże rok czy dwa lata
          temu. Wiem, ze z Warszawy, bo głośno o tym było. I nikt mi nie wmówi, że w tych
          setkach motorówek z WAW i tym podobnymi, to przede wszystkim nie-Warszawiacy
          pływają ;P

          > 2. Mógł być z połowy Polski. Na grubo pow. 2 mln mieszkańców aglomeracji
          > warszawskiej, kilkaset tysięcy to osiadli tutaj w ostatnich latach.

          Ależ ja nie twierdzę, że on był z rodziny mieszkającej od połowy tysiąclecia w
          Warszawie. Może ci wszyscy kretyni mieszkają tam od tygodnia, po tym jak biorą
          urlop i jadą na Mazury psuć reszcie miasta opinię. Ale psują. I o to mi
          chodziło - paru jełopów pracuje na imię pozostałych jak mówisz 2 milionów
          mieszkańców.

          > 3. opisywane miejsce znam, najlepiej przechodzić tamtędy nie na żaglach a na
          > dopalaczu zwłaszcza gdy jest flauta i cofka. Co nie zmienia faktu, że buras
          > jest buras ( motorowodniacki).

          Nic dodać nic ująć. (A flauty nie było. Ale wicher jakiś straszny tez nie
          wiał :))

          > 4. 20 lat temu byłem szefem rejsu DZ ( taka śmieszna łódź) studentów
          > Politechniki Warszawskiej. Ostatniego dnia flauta, kolegom nie chciało się
          > wiosłować, z ½ dniowym spóźnieniem przekazujemy łódź... studentom z
          > Politechniki Krakowskiej. Na pewno sobie o nas pomyśleli w stylu garg_ula.
          > Tyle, że ci, którym nie chciało się wiosłować nie byli z W-wy, tylko tam
          > studiowali.

          No więc nie uogólniam. I dlatego nie piszę o studentach, którzy moga być
          skądkolwiek, tylko o gościu, który zapewne jednak BYŁ z Warszawy. W
          jakimkolwiek sensie.

          _________________________
          Żeby być sobą, trzeba być kimś.
          • ffred jaka wojna??? 19.02.04, 00:33
            Ludzie opanujcie sie! Taki temat mogl sie tylko pojawic na forum Krakowa. W
            Warszawie nikt by nigdy czegos takiego nie wymyslil! Tutaj takie tamaty nie
            istnieja! Wiekszosc ludzi z Warszawy kocha Krakow i chcialaby tam jezdzic co
            weekend, a moze nawet zamieszkac (gudby byla dobra praca). Wojna krakowsko-
            warszawska istnieje tylko w glowach mieszkancow Krakowa! Wiem cos o tym, bo
            mieszkalem kilka lat w Krakowie, a teraz mieszkam w Warszawie. Kwestia otwarta
            pozostaje pytanie dlaczego tylko w Krakowie wymyslaja takie "wojny"....???
            • Gość: hau-miau Re: jaka wojna??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.04, 14:23
              jak to po co? żeby podrasować swoje krakowskie zblazowanie. żeby nadać mu nieco
              sensu ;)Żeby nieustająco upewniać sie w wyższości bycia luzakiem, mającym
              gdzieś system, który jak się wydaje krakowiakom zdominował warszawę...:)
            • garg_ul Jakie "tylko w głowach"? 19.02.04, 17:42
              W mojej głowie na ten przykład nie ma żadnej wojny. Jest zwykła niechęć, a i to
              nie zawsze, a tylko w przypadkach, które już opisałem. Napisałem też już
              wcześniej skąd się bierze ta NIECHĘĆ (nie wojna ani żadne inne badziewie) u
              innych mieszkańców POLSKI (nie Krakowa). I żeby nie było, że ściemniam: to
              zjawisko to już nie jest byt wirtualny istniejący "tylko w głowach mieszkańców
              Krakowa". MOże ktoś pamięta, jakoś w okolicach wakacji był taki reportaż
              bodajże w Polityce albo GW na ten temat. Czyli jak coś to Kraków + redakcja.
              Plus może jeszcze ci Państwo, którzy zostali pobici, bo byli z Wawy. No i może
              plus jeszcze ci, którzy bili.. I plus... etc.. I robi się tego trochę..

              A wojna? Przecież powtarza tu wiele osób, a peteen to drze już o tym gardło w
              każdym takim wątku, których się w ubiegłym tygodniu namnożyło jak królików, że
              wojny, ŻADNEJ WOJNY po prostu nie ma.
              _________________________
              Żeby być sobą, trzeba być kimś.
            • gazeciarz44 Re: jaka wojna??? 20.02.04, 21:25
              Cześć ffred. Faktycznie, Kraków da się lubić. Za Mleczkę, Sikorowskiego i
              Piwnicę pod Baranami choćby. Jeszcze za Skaldów, za Anię Dymną, za "Zaćmienie"
              (wiesz, co to jest???) i za to, że jest.
    • Gość: ROB Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.sobieski.com.pl / *.sobieski.com.pl 19.02.04, 14:15
      TAKA WOJNA TO JAK WALKA SZARZY ULANSKIEJ I CZOLGAMI. URODZILEM SIE W RADOMIU, 6
      LAT MIESZKALEM W KRAKOWIE, 14 W WARSZAWIE. DLA MNIE WNIOSKI SA PROSTE: LUBIE
      KRAKOW ALE TO PROWINCJONALNY ZASCIANEK URACZY NA WEEKEND. WARSZAWA CHOCIAZ
      NIJAKA TO JEDNAK CENTRUM, OKNO NA SWIAT I LUDZKI TYGIEL WZBOGACONE PRZEZ
      PRZYBYSZOW ZE WSZYSTKICH CZESCI POLSKI.WOJNA WARSZAWSKO - KRAKOWSKA JEST
      POJECIEM NIERACJONALNYM.
      • peteen Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 19.02.04, 14:19

        A CO ZROBISZ JAK NIE URACZY, NO CO ZROBISZ ???
        ;c)

        ps. a zasad przebywania w necie nie uczyli ? nawet w radomiu ?
        --
        człowiek, którego kochacie nienawidzić...

        www.kazimierz.com
        • Gość: ROB Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.sobieski.com.pl / *.sobieski.com.pl 19.02.04, 15:14
          I NA TYM MIEDZY INNYMI POLEGA OW KRAKOWSKI ZASCIANEK. PS JAK CHCESZ UCZYC INNYCH
          PANIE PETEEN TO ZATRUDNIJ SIE W SZKOLE !!!
          • peteen Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 19.02.04, 15:25
            nic z tego, musiałbym takich kmiotów jak ty uczyć...
            • skks Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 19.02.04, 15:27
              i po cholere z głąbem dyskutujesz, ha?
              • peteen Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 19.02.04, 15:28
                wstyd mi...
                wstyd mi...
                wstyd mi za tych... z raduomia !
                :c)
                • Gość: rob Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.sobieski.com.pl / *.sobieski.com.pl 19.02.04, 16:19
                  kraków chciałby być pragą ale nigdy nie będzie bo praga jest otwarta na świat a
                  kraków siedliskiem LPR i kolebką Rydzyka - Redemptoryści na górce !!!!!!!!!
                  • gazeciarz44 Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 20.02.04, 21:28
                    tys prowda
            • vacare Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 19.02.04, 16:47
              "ja tiebia lublu"
              :)
              vacare
            • vacare Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 19.02.04, 16:49
              peteen napisał:

              > nic z tego, musiałbym takich kmiotów jak ty uczyć...

              "ja tebia lublu"
              :)
              vacare
              • peteen Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA 19.02.04, 16:52
                ta wojna, to w dużej mierze przez rosjan...
                • Gość: xtrmntr Zapyziałe krakusy IP: *.n4u.krakow.pl 20.02.04, 13:11
                  Byłeś chociaż w Wawie?Co takiego pięknego jest w krk?Jak dla mnie-NIC!A jeszcze
                  to towarzystwo wzajemnej adoracji tandem peteen-skks...krk w mikroskali.To że
                  komuś spoza krk i Wawy bardziej podoba się w Wawie i krytykuje krk oznacza że
                  się nie zna.Buraki krakowskie!
                  • peteen Re: Zapyziałe krakusy 20.02.04, 14:05
                    i jeszcze: głęboki wdech i pooowoooluuutku wydech...
                    i w tym cyklu powtarzaj, nędzny prowokatorze...

                    ps. a w wawie nie byłem, bo i po co ?
                    ps2. jasiu, zaręczam ci, że twa liczy więcej członków (w dodatku aktywnych !)
                    • nikodem_dyzma I TAK MYSLI KAZDY PROWINCJONALNY CHŁOP 20.02.04, 21:39
                      Nigdzie nie był, ale do powiedzenia ma najwiecej w kazdym temacie.
                  • gazeciarz44 Re: Zapyziałe krakusy 20.02.04, 21:30
                    Weź się odwal, prowokatorze. Nie chcę prze ciebie zarobić w ryj w knajpce na
                    Kazimierzu
    • Gość: cmentarny_dech Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.02.04, 10:23
      Jest takie powiedzenie że warszawiakiem się stajesz jak wysiadasz na dworcu
      centralnym, a krakowiakiem dopiero w trzecim pokoleniu....( tak jak frak pasuje
      dopiero w trzecim pokoleniu).
      Warszawa jest źle postrzegana przede wszystkim dla tego ze mamy kraj bardzo z
      zcentralizowany.. W skrócie opisze to tak wszyscy(gminy) płacą Warszawie haracz
      a potem centrala łaskawie wspomaga tereny (wyrównuje poziomy) Ilość urzędników
      i służbowych aut w stolicy jest tak duża, że chyba mają już swoje szpitale a
      niedługo będą miel sklepy...
      Co nam to przypomina?
      Poza tym jak słyszę słowo używane w wawie Trendy na określenie miejsc fajnych
      vel fachowych vel spożo ...
      Z cyklem tygodniowym
      I ta ich „snobistyczna” selekcja klubowa
      Hehehe
      Jeden „taki sped....ony selekcjoner powiedział mojemu kumplowi, który
      przyjechał specjalnie do Warszawy z Krakowa na występ pewnego dj’eja, „cyt.: ty
      nie wejdziesz nie czuję fluidów „
      PS
      Poważnie mówiąc wiem że Warszawa poniosła straszne rany podczas
      wojny „większość młodej inteligencji zginęła w powstaniu albo od czerwonych już
      po wojnie”
      Kraków ocalał i za to chodźmy szacunek dla Stolicy...
      Warszawo Szarych Szeregów Warszawo pamiętamy
      krakowiacy
      • Gość: nikodem_dyzma Re: CZY ISTNIEJE "WOJNA" WARSZAWSKO-KRAKOWSKA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.04, 11:11
        Jaki haracz płaci sie Warszawie? Ja nie slyszałem, aby Warszawa dostawała
        jakies pienniadze, a potem je dzieliła miedzy innych. Ci którzy dziela te
        pieniadze, pochodza z wyborów powszechnych, w których uczestniczy cały kraj.
        Natomiast na "Wiejskiej" istnieje bardzo silne lobby antywarszawskie.
        Powiedz mi tylko jeszcze jedno, dlaczeo ludzie którzy chcą opisać w
        najczarniejszych barwach "stlyce", prawie zawsze opieraja sie na takich
        przykładach jak: "stolica dzieli pieniadze", "warszawscy bramkarze to idioci"
        czy tez "złotówy warszawskie to straszne chamy".

        PS.Dziekuje w imieniu dziadka za szacunek. Miło to słyszec od młodszej czesci,
        poniewaz na co nazeka wielu byłych warszawskich żołnierzy AK, z takim
        szacunkiem nigdy sie nie spotkali ze strony AK-owców krakowskich.
        • garg_ul A przecież już pisałem.. 21.02.04, 11:30
          Pisałem wcześniej w odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie są lubieni Warszawiacy
          częstokroć - bo są postrzegani przez pryzmat administracji centralnej. A ty się
          pytasz, czemu ludzie się opierają na takich przykładach? A na jakich mają, jak
          gros ludzi kojarzy Wawę tylko od tej strony - czyli skorumpowanych urzędasów,
          centrali, która robi co chce, jak chce i kiedy chce, mając naród w poważaniu
          głębokim i "elyty" politycznej.. Po prostu macie pecha, że w Wawie jest
          stolica, ale pytanie innych dlaczego na was patrzą przez pryzmat tego właśnie
          faktu, sam chyba widzisz, że jest trochę bez sensu..
          _________________________
          Żeby być sobą, trzeba być kimś.
          • nikodem_dyzma MOZE JESTEM GŁUPII ALE... 21.02.04, 11:58
            Nadal tego nie moge zrozumieć, poniewaz tzw "elyta" to Polska w pastylce, która
            w wiekszosci nie ma nic wspólnego z Warszawa. ludzie sie chyba powinni z tego
            cieszyć, bo tak naprawde to ich "klony" tam zasiadaja.
            • garg_ul Re: MOZE JESTEM GŁUPII ALE... 21.02.04, 12:07
              O cudzej głupocie lub nie nie będę się wypowiadał, bo to zbyt drażliwy
              temat ;PPP

              A jeśli chodzi o kwestię postrzegania Warszawy - to naprawdę nie chodzi o to,
              kto wybrał władze - zresztą nie każda władza jest wybierana w wyborach, może
              być przecież nominowana przez inną władzę :) - chodzi o stereotyp, a jakżeby
              inaczej; o zrównanie władza = administracja = biurokracja = korupcja, kłamstwo,
              oszustwa, bałamuctwo i Bóg jeden wie co jeszcze = stolica = Warszawa =
              Warszawiacy. Pokrętne to, ale oparte na dość prostych skojarzeniach. A ludzie
              szukają uproszczeń. I tyle. Nie ma tu nic do rozumienia. No i oczywiście można
              z tym walczyć.. Tylko boję się, że to raczej walka z wiatrakami będzie ;)

              _______________________________________________
              Prawda leży zazwyczaj pośrodku. Najczęściej bez nagrobka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka