Gość: git Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.zax.pl 27.09.10, 23:21 Dziś po wizycie w Sułkowicach mocno protestuję, bo zbłądziliśmy! Spieramy się o nazwy pieczywa, a nie o jego jakość. Kajzerka, weka... a gdzie prawdziwa bułka i chleb? Dziś pierwszy raz od 7-10 lat kupiłem prawdziwą bułkę i chleb. Gdzie? W Sułkowicach. I kto to produkuje? ... GS!!!!!! Szok. Szok szok szok. Wrócił mi małopolski smak pieczywa. Dziś wiem,że w Krakowie sprzedają odpady pod nazwą - bułek, chleba. Odpowiedz Link Zgłoś
hr.prysznitz Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr 27.09.10, 23:38 Na Prądniku robią chleb prądnicki Tekst linka. Waży to z pięć kilo, twarde jak cholera, najlepsze jest na trzeci dzień, ale pyszne i odpadem by nie nazwał. Proszę mi tu o jakiś Sułkowicach nie opowiadać. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
pandoraxxx jakość chleba 28.09.10, 00:05 co racja, to racja, białego chleba i bułek właściwie nie da się jeść :( toteż najbardziej lubię ten pieczony przez rodziców (wiem, że nie jem spulchniaczy i innego tałatajstwa), a jeśli z piekarni to ciemny (bez dodatku jakiegoś paskudnego karmelu) na zakwasie btw: byłam w lutym w Estonii, na Łotwie oraz na Litwie - do śniadania w hotelach podawane były rozmaite rodzaje pieczywa, ale najbardziej zachwycał czarny jak smoła, bardzo cienko krojony chleb - cuuudo, jakiego nigdy w Polsze nie jadłam, a szkoda... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ... no to IP: *.dsl.chcgil.sbcglobal.net 28.09.10, 07:31 ...skosztuj więc pumpernikla - też ma kromeczki xxs ~ xxx może być czarny i smakowity p.s. może wiesz co to "szuflanek" ? słowo ponoć z nadwiślańskich okolic tarnowskiego Odpowiedz Link Zgłoś
pandoraxxx pumpernikiel 29.09.10, 02:17 aj, niejednego ja chleba, w tym i pumpernikla kosztowała, a że dobry, wiem jeszcze lepiej, ale ten bałtycki (uogólniam trzy kraje), to było zupełnie bez porównania... wyborny i po prostu inny :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Re: jakość chleba IP: *.zax.pl 28.09.10, 23:30 Urzekłaś mnie tymi czernicami, dlatego mam guiz galicyjski dla Ciebie forum.gazeta.pl/forum/w,410,116869191,117001020,Hanysce_w_odpowiedzi_ja_lac_zupe_kielnia.html Odpowiedz Link Zgłoś
pandoraxxx a mnie urzekła przypowiasta ;p 29.09.10, 02:14 troche w niej pomieszania z poplątaniem, bo cała Małopolska/ Podkarpacie wrzucone do jednego worka (szczególnie te zaciągi sądeckie/ góralskie "kajsik") i raczej nikt by tak nie opowiedział historii, ale brawo (!!!) za zebranie wielu elementów toczącej się tutaj dyskusji oraz dodanie kilku smaczków np. kaflarz (a nie "zdun") ;p bohaterzy mogliby jeszcze coś jeść np. sztangle, serowiec, etc. powinni też skosztować kiszki (broń szmatanie, nie spóbować kaszanki ;p) btw, mówimy: potargać (zamiast: "podrzeć" np. o ubraniu), zdarza się nam kukać (czyli szybko zaglądać), siadać głównie na stołkach (powszechnych krzesłach) czy innych zydlach, czasem coś "tentegujemy", do rosołu wrzucamy jarzynę (nie włoszczyznę), na pawlaczu możemy mieć szpeje/ szpejostwo (graty, niepotrzebne rzeczy)... i pewnie jeszcze milion innych rzeczy, których akurat nie pamiętam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Re: a mnie urzekła przypowiasta ;p IP: *.zax.pl 29.09.10, 19:11 Nic nie jest poplątane:) To miała być Galicja w pigułce, nie sama Małopolska. Np. nigdy nie spotkałem sie z pokarpackim nastlikiem. Reszta się zgadza targamy ubranie, jemy kiszkę, siadamy na stołkach, mamy szpeje w pawlaczach i mówimy na narzędzia lub przedmioty "podaj tego szpeja" :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Re: a mnie urzekła przypowiasta ;p IP: *.zax.pl 29.09.10, 19:36 Są jeszcze niezapomniane granda, oglądnąć film, hebel, cholewy, ciągnij się, po ptokach... Odpowiedz Link Zgłoś
pandoraxxx Re: a mnie urzekła przypowiasta ;p 30.09.10, 00:23 poplątane nie miału tu złwgo znaczenia, ale tylko takie, że w opowiastce jest "przegląd tygodnia" i nie spotkałoby się podobnej wypowiedzi w realu... ale się podoba :) o grandzie też mi się gdzieś wcześniej napomknęło... ja chodziłam (z mamą) na grandę do ogródków działkowych "za Torem", ze Starego Podgórza, przez Krzemionki, trzeba było przeleźć przez ul. Telewizyjną (obecnie Powstańców Śląskich), później przez tory kolejowe i tam już była arkadia ;) czyli ogródki :) hehehe... i po ptokach ;p Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Re: a mnie urzekła przypowiasta ;p IP: *.zax.pl 30.09.10, 21:28 ja chodziłam (z mamą) Hy! Niezłą grandziarą byłaś:) Granda to był kiedyś sport ekstremalny. Z bandą z osiedla chodziliśmy czesać pola truskawek i sady i nie raz zostawialiśmy buty, jak nas gonili gospodarze. Mnie dwa razy nawet złapali. Ale koniec końców wyrwałem się, kiedy szliśmy do mojej chaty by rodzice dowiedzieli sie jakiego mają chuligana. Zastanawiam się czy zwrot chata w określeniu mieszkania w bloku, np "zapraszam do chaty na imprezę", też jest typowo krakowski? Czy dotyczy to tylko osiedli z napływową ludnością pochodzenia wiejskiego. Odpowiedz Link Zgłoś
pandoraxxx Re: a mnie urzekła przypowiasta ;p 08.10.10, 20:08 bo ja miałam na 'tych grandach' kilka lat ;p więc z mamą - niach niach, w zasadzie dlatego miało to w moim rozumieniu strasznie niewinny wydźwięk... w sumie juz później w podstawówce, czy liceum tak się już nie chodziło, więc i słowa się nie używało ;p Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jaś Re: a mnie urzekła przypowiasta ;p IP: 87.105.164.* 17.10.10, 15:24 a co powiecie na flizy (w warszawce kafelki) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotr Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.dsl.mindspring.com 28.09.10, 04:54 polecam tez:cwiercpolfunta, trzy na czwarta, kwadrans na osma, nakastlik, fiakier i inne. ale idzeee bajokuuuuu bije wszystko. p. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotr Re: Nie takie rajtki straszne IP: *.dsl.mindspring.com 28.09.10, 05:03 mialem dziadka slazaka i ciotke ze slaska (subtelna roznica), ale jestem urodzonym krakusem. slaskie cymesy jakie znam od dziadka (zbereznika), to: potrz jakie una ma gryfne klunkory, a od ciotki (nauczycielki): frejliczka, bo un mnie w hazlu pociulal zapraszam nie-slazakow do rozszyfrowania. p. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: z dziada-pradziada "bawołek kuca"- kawołek buca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.09.10, 08:42 "Bawołek kuca" , czyli krakowska gra półsłówek dla niekrakowianina chyba nie do przejścia. Mogłaby być traktowana jako test na krakowskość, tak jak ongiś testem na polskość był "chrząszcz brzmi w trzcinie...? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Re: "bawołek kuca"- kawołek buca IP: *.zax.pl 30.09.10, 21:19 Nie znam tego zwrotu, ale ze strzępów znalezionych w necie, wnioskuję, że ma zabarwienie erotyczne. Kumasz o co kaman? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lakika Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: 87.204.40.* 28.09.10, 11:28 a flizy? już tym bardziej fliziarz? to też słowo niezrozumiałe dla postronnych hehe a jestem z byłej Galicji... :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: uszatek mis Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: 88.198.6.* 28.09.10, 20:19 flizy to płytki (ceramiczne). to z języka niemieckiego Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Hanysce w odpowiedzi ja lać zupę kielnią IP: *.zax.pl 28.09.10, 23:15 forum.gazeta.pl/forum/w,410,116869191,116901542,Re_Nie_takie_rajtki_straszne_czyli_jak_mowia_kr.html To se Ślązaczko spróbuj kielnią nalać zupy;) Odpowiem po Małopolsku vel Galicyjsku. Polecam użyć do pomocy rajbetki, lub poszukać innego wihajstra. Najlepiej wykonuj tę czynność w szlafroku, podomce i rajtkach, a na szyi zawieś krawatkę. Jak będziesz miała problem ze skompletowaniem narzędzi i ubrania wsiądź w tramwajkę lub udaj się gościńcem do najbliższego marketu. Jeżeli spotkasz łaziora, powiedz mu magiczne słowo oddupcz się lub idże wejże. Jak nie zajarzy postrasz go chochlą chowaną pod płaszczem lub poczęstuj fajką. Jak dalej będzie namolny postrasz go, że jesteś jak kwaśne mleko i nie chcesz jego ślichty na ciele. No cóż nie udało się i dobrał sie do twojej dziopy, zaciągnął cię w chabazie. Nawet jak protestowałaś, że się jadzi dziopa, dopiął swego. Postanowił i postawił wszystko na jedną kartę i zaatakował cię karcianym żołądziem. Teraz musisz negocjować warunki wspólnego życia, szczapy nosi on, ty zakładasz cumle na butelce. Jak zepsują się stopki on je wymienia, otwiera też bramkę gościom, prostuje sciany rajbetką i ma pod ręką wihajster na każdy problem techniczny. Ty mu omaszczasz ziemniaki, pokazujesz cycki gdy cie zapragnie, robisz andruty, głowiznę, zamawiasz kaflarza, przybijasz pineskami wiadomości, i wieszając ubrania zaczepiasz je do sznurka spinaczami. Po kilku latach stwierdzasz, że lubieć go to zaszczyt, fest go kochasz, bo źróbek w stajni narodził się, bo róść z nim to zaszczyt, bo zastrugaczka działa i można się komunikować, bo chciałaś kominek a on posłusznie wziął majzel i skuł filar i kumy piały z zachwytu. A na koniec jego skuwania filara krzestni wyjęli flaszkę, a ty poszłaś z kanką po kompot. I wszystko tak ładnie wyglądało zanim krzyknęłaś, kajsik on jest? I zaczęło się poszukiwanie. Pytałąś gdzie ten karciany dupek, zaglądnęłąś pod łóżko, za winkiel - ni ma - krzestny powiedział tylko ino by się odnalazł, krzestna zaczęłą histerycznie brechtać, a tobie przyszło do głowy, by powiedzieć ożesz klarnet bosy gdzie zasnął. Już jesteś bliska wizyty w Kobierzynie i... padnięta jak jarzyna. I pada hiobowa wieść, on zmarł... Ubierasz mu ubranie, sprawdzasz waserwagą czy trumna trzyma poziom, i zastanawiasz się czy na te trzy dni nie załadować ciała do szabaśnika, by był ciepły w dniu pogrzebu. Na koniec zaliczasz kibel, bo to straszne stresy i ubierasz ferszalung na pogrzeb. Stawiasz też sagan na herbatę dla najbliższych. Na koniec mówisz idze idze z takim życiem... PS. Interesuje mnie kto z poza Galicji - Ślązaczka pewnie z 70% - zrozumiał więcej niż 60% tej historii. Pozdrawiam :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ślązaczka Re: Hanysce w odpowiedzi ja lać zupę kielnią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.10, 11:52 No jak mam "próbować"! Ja (i tysiące Ślązaczek) codzień przecież to robią! ;-) Teraz, jako że wlazłeś (-aś) mi na ambit, skrupulatnie wyliczam słowa, których nie rozumiem (co nie znaczy, że np.krawatka była u mnie w domu w użyciu -ale kapuję, o co chodzi, chociaż "zwisu męskiego" też raczej u nas nie nosił żaden mężczyzna, jako że chodzili pod bindrem, szczególnie w niedzielę, kiedy zakładali ancug, czyli szaket i galoty - starsi lub bardziej eleganccy jeszcze ubierali westa.) Tramwajka to u nas oczywiście sztrasybana. Teraz słowa, których nie spotkałam (nie słyszałam) nigdzie: łazior, brechtać,ferszalung. No i do czerwoności rozpalił mnie ten bil o którym ktoś wspomniał wcześniej i nikt dotąd nie wytłumaczył!!! Więc widzisz, rozumiem chyba więcej niż te marne 70%, ale błagam o tłumaczenie bilu! (leberka na Śląsku jest pyszna...) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Re: Hanysce w odpowiedzi ja lać zupę kielnią IP: *.zax.pl 29.09.10, 18:38 Nie chcę się wymądrzać, nie wiedziałem co znaczy bil i nie spotkałem sie z tym określeniem. Dwa kliknięca i juz wiemy. Bil to słonina. Łazior to menel, taki co sie włóczy. Brechtać to śmiać się Te dwa sa dalej w powszechnym użyciu Ferszalung juz zanika (uzywaja tego zwrotu jeszcze robotnicy) i oznacza ubranie robocze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ślązaczka czyli Re: Hanysce w odpowiedzi ja lać zupę kielnią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.10, 20:15 hanyska do git: dzięki;-))! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Re: Hanysce w odpowiedzi ja lać zupę kielnią IP: *.zax.pl 30.09.10, 21:14 Spoko:) "szczególnie w niedzielę, kiedy zakładali ancug, czyli szaket i galoty Domysliłem się z kontekstu co to jest, sprawdziłem i potwierdziły sie moje przypuszczenia. Westa nie zajarzyłem, ale też znalazłem odpowiedź. Wasza krawatka jest świetna! Dzięki za Twoją lekcję regionalizmu :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: z Krowodrzy Re: Hanysce w odpowiedzi ja lać zupę kielnią IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.10, 06:57 Tak, tak - bil to słonina, taka czysta (nie boczek, nie podgardle) i nie wędzona, Przeczytałam całą dyskusję i wychodzi na to,żem ja krakowianka od czubka głowy po koniuszki butów. Wszystkie regionalizmy krakowskie świetnie się czują w moim domu :) Może to skutek wielu pokoleń krakowskich przodków? I wykształcenie nie ma tu nic do rzeczy. Jesteśmy rodziną związaną z krakowskimi uczelniami ale pielęgnujemy prywatnie naszą krakowskość. I niechże tak będzie. (a w "Vincim" M.Grąbka tak uroczo "zaśpiewywał" po krakowsku :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: repatriantka Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.10, 20:33 Czy u kogoś jeszcze na pineski mówiło się pluskiewki?... Albo taka obelga (pogardliwie): "ty bałdo jedna!" (czy bardziej ostro: "głupia bałdo!"). (Z tym, że co znaczy owa bałda nie mam zielonego pojęcia, a dziś już nie ma kogo spytać...) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krakowianka jedna pluskiewki IP: 77.236.26.* 30.09.10, 08:43 U mnie się mówiło pluskiewki, a (do gita) dupek nigdy nie był ogólnie karciany, raczej konkretnie -np. żołędny, co również funkcjonowało jako wyzwisko. Szkoda, że bil odchodzi w zapomnienie, kiedyś w mięsnym (masarnie też znikły) zastanawiały się ekspedientki co to jest, bo jakaś starsza pani sobie zażyczyła kawałek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Re: pluskiewki IP: *.zax.pl 30.09.10, 21:08 dupek nigdy nie był ogólnie karciany, raczej konkretnie -np. żołędny, co również funkcjonowało jako wyzwisko Czy był ogólnie karciany czy nie, zależało od gracza. Jedni używali tylko tego okreslenia do waleta kier. Inni na przykład mówili mam 4 dupki w talii. Nikt nie zwracał uwagi komuś, że niepoprawnie się wypowiada, kto na waleta pik czy dzwonka powiedział dupek. Dupek żołędny nie był wyzwiskiem. Raczej funkcjonuje jako łagodne określenie drugiej osoby z którą jesteśmy w jakiejś zażyłości. Odpowiednikiem może być powiedzenie komuś, bez intencji obrażenia, ty ciołku. Odpowiedz Link Zgłoś
pandoraxxx pluskiewki i masarnia 30.09.10, 22:45 a tym razem, dla odmiany ten krakowski reginalizm jest pochodzenia francuskiego :) franc. punaise = pluskwa u mnie akurat mówiło się pineski (btw, to nie błąd, tylko alternatywna forma zapisu dla "pinezka") i jakoś pluskiewki się ni pojawiały, ale muszę zapytać tatę czy zna ;p wielkorotnie słyszałam w podstawówce, że tak mówiono a i mnie się podoba, więc w ramach doregionalizowania języka (a używam wielu regionalizmów) pewnie zacznę tak mówić :] no i jasne... masarnia, a nie mięsny czy wędliniarnia ;p Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: z krakowa Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: 194.120.16.* 30.09.10, 13:58 w krakowi ubiera się buty (zakłada/wkłada) zaświeca światło (zapala lampę) chodzi na nogach (na piechotę) pod domu nosi się pantofle (kapcie) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Olga Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.10, 17:54 Mieszkam w Krakowie od kilku lat (pochodzę z Łodzi) , nadal przyzwyczajam się do niektórych wyrazów, najbardziej lubię wyraz "coś mnie chyrla" co oznacza chorobę :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zorya32 Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.dynamic.chello.pl 06.12.10, 18:51 Kurcze, gdzie Wy poznajecie takie fajne słówka, ja mieszkam całe życie w Krakowie i poza "czarną borówką" i "wychodzeniem na pole" kompletnie nic! Standardowa polszczyzna, kurde bele :/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Centralka Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.umwm.pl 08.10.10, 09:09 Kiedy przyjechałam tu z centralnej Polski byłam załamana. do tego momentu nie miałam pojecia ze kultura żywego słowa ma dla mnie takie znaczenie. Tymczasem moje ucho błyskawicznie wychwytuje wszystkie będy językowe małopolan. Mam swiadomość że są to często regionalizmy ale w większości to jednak błedy językowe. Do wychodzenia na pole nie bede się czepiać bo to właśnie regionalizm ale juz ze słowem udzwig, wyciąg, spaźniać. Oto kilka przykładów: Lubiałam zamiast lubiłam (wszyscy tak mówią) udzwig zamiast podnieś wyciąg zamiast wyciagnij (wyciąg może być bankowy albo nrciarski) pisze zamiast jest napisane spaźniać zamiast spóźniać pomóż ci ? zamiast pomóc ci? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fliziarz z flaszką Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.hsd1.in.comcast.net 09.10.10, 20:40 Błąd to pojecie względne i umowne.Skoro prawie wszyscy tak w Krakowie mówią to nie jest to błędem tylko regionalizmem, dialektem itp. Ciebie rażą bo jesteś z innej części Polski. Na takiej samej zasadzie, jak kogoś Berlina drażnił by niemiecki w Monachium albo Wiedniu. Soją drogą jestem z karkowa i mówię "co tam jest napisane". A formę piszę to używa większość ludzi w całej Polsce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: coco Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.clienti.tiscali.it 17.10.10, 21:28 niedawno prof Miodek mówił, że obecnie dopuszcza się obie formy tzn i "jest napisane" i "pisze" więc to nie błąd Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.zax.pl 09.10.10, 21:02 Czym tu sie załamywać, tych słów i zwrotów do wkucia jest kilka setek. Nie masz też do czynienia z błędami językowymi tylko regionalna wymową:) Jednak są to regionalizmy. Nie musisz mówić jak my, wystarczy, że rozumiesz. Bo my tu lubieliśmy od zawsze, piszemy a nie napisujemy, spaźniamy się i jak masz poroblem zapytamy pomóż ci? Udźwig zamiast podnieś? Hm. Mało to słyszę. Raczej (i tu cie załamię jeszcze bardziej) częściej mówimy dźwignij to (przedmiot, rzecz), czy dzwignij ciało lub zwłoki (podnieś się z łóżka). Nie rozumiem tego: "wyciąg zamiast wyciagnij (wyciąg może być bankowy albo narciarski)". Chyba nie mówicie w centralnej Polsce wyciągnij bankowy czy wyciągnij narciarski. To dopiero byłby dziwoląg językowy :P Dla nas wyciągnij to wyjmij, wyciąg to z czegoś. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.zax.pl 09.10.10, 21:06 Aha. Udźwig używamy po Polsku, czyli jest to masa jaką może podnieść człowiek lub maszyna np. winda. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zorya32 Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.dynamic.chello.pl 06.12.10, 18:54 Kto mówi "lubiałam"? Dlaczego nikt z moich znajomych tak nie mówi? Wszyscy lubią, nie lubiają... "Pisze" zamiast "jest napisane" to prawda, ale sądziłam, że to błąd ogolnopolski (słyszałam także w Warszawie). Ale innych nie... rany, czy ja żyję wśród jakiś wybranych, elegancko wyrażających się ludzi?! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: luLu Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.hochtief.de 08.10.10, 13:38 temperówka, ciasto, bułka słodka z serem - a nie drożdżówka z serem, jagody, linga - a nie weka, NA DWÓR, smoczek - a nie cymelek :) jestem z centralnej Polski, łódzkie i tyllko w moim regionie ludzie wiedzą co to są guguły :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.zax.pl 09.10.10, 21:37 Jeszcze parę zwrotów i uzupełnienia. Wiktionary.org. podaje, że winkiel, to schować się za winklem czyli za rogiem domu. Winkiel to też rogi (łączenie się ścian) w samym domu. Jak się remontuje mieszkanie to np. mówi się, zmierzmy odległość od winkla, do miejsca gdzie powiesimy obrazek. Wydaje mi się, że raczej używa się tej drugiej formy podczas prac budowlanych jako fachowego określenia rogu zewnętrznego lub wewnętrznego. Trudno mi powiedzieć czy dzisiejsze dzieci mówią chowamy sie za winklem. Parasolka! Kultowe:) Spaźniać się, czy szaflik (miednica). Też cool. Potem popiołka (popielniczka), otwarli (otworzyli sklep, biuro), i jajcarz (to nie ten co ma jaja i nie ten co je znosi). Mówi się tez ale z ciebie jajcara. I jeszcze bońdźże, popatże, słuchajże. "Dymaj sie", nie wiem czy to galicyjskie określenie. Czekam na podpowiedź z innych regionów:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.zax.pl 09.10.10, 21:44 popatrzże oczywiście :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: coco Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.clienti.tiscali.it 17.10.10, 21:31 jak już to popaczże :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.ghnet.pl 09.10.10, 21:57 Mimo że mieszkam w Krakowie od lat nie znoszę tego zaściankowego, wiejskiego zadufania w sobie i przekonania, że tak, jak się mówi tu, to jest poprawnie ("na pole" itp.). Swoją drogą, czym się tu podniecają krakuski, że mają 5-10 słów, które zresztą funkcjonują też na Śląsku i w innych częściach kraju (już ktoś podejmował ten wątek). I taka ta cała krakowska wyjątkowość. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Re: Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią kr IP: *.zax.pl 09.10.10, 22:55 Wiejskiego? Masz problem mieszczuchu - nie wiadomo skąd - ? Mów poprawną angielszczyzną w Walii, Szkocji czy w England - jak wymawiasz nazwę tej krainy. Wyjdzie zaściankowość umysłu, ale to dobrze, bo wrócą ci do głowy zwroty z rodzinnej wioski. Tak tak, tam wyrastałeś. Pożal się boże ŚWIATOWCU. Rozśmieszyłeś mnie tym wielkopańskim podejściem i odcinaniem się od korzeni. U nas, bez obrazy dla mieszkających na wsi, takich panów o neofickim podejściu wielkomiejskim, określa się jako wieśniak lub gumiak vel gumiok. Nie musisz znosić naszych 5-10 słów. Wracaj tam gdzie England jest England. Odpowiedz Link Zgłoś
pandoraxxx dlaczego niepoprawnie, kiedy poprawnie? 10.10.10, 18:52 a dlaczego nie ma być poprawnie? najlepiej wszystko zunifikować, zrównać, wysokim ściąć głowy, rudych i brunetów przefarbować na blond, a wszystkich ubrać w szare uniformy i kazać mówić "dwa-plusdobry" nie zadufanie, a radość z odmienności... miło posłuchać słów i melodii języka charakterystycznych dla różnych regionów Polski... co do tego ma wiejskość? uważaj lepiej, kiedy piszesz o poprawności, a sam robisz kilka błędów w poście np. Krakuski/ nie krakuski (to najwyżej jakieś ciasteczka ;p), poza tym mówimy i sobie raczej Krakowianie, nie Krakusi ;> Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxxc Re: dlaczego niepoprawnie, kiedy poprawnie? IP: *.dynamic.chello.pl 18.12.10, 17:14 Akurat nazwy mieszkańców miast piszemy małą literą... Odpowiedz Link Zgłoś
orkiszon Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... 10.10.10, 00:24 Mamy niezły ubaw w domu, jak tata mówi na czajnik elektryczny sagan:) Sagan, to był taki facet, który zawsze po treningach robił nam herbatę - ten to miał sagan, chyba z 5 litrowy...Z mamy brat zawsze się śmieje, że idzie do okąpieli ( okąpać się ). Na jeżyny mówiło się u nas ostrężnice, do kredki strugało się strugaczką. A co do pola, to wspaniala Pani Profesor Wesołowska zawsze powtarzała, że na pole i na dwór mają taką samą rangę, poprawna wersja: na zewnątrz. Kto wie, co to są babidupki? Odpowiedz Link Zgłoś
pandoraxxx no i bardzo ładnie :) 10.10.10, 18:56 brawo! tak, jak już wcześniej pisałam --> 'na dwór' i 'na pole' to regionalizmy, tylko na dwór (ze względu na centralę warszawską) zyskało status normy ogólnopolskiej... 'na zewnątrz' jest neutralne i poprawne :) Odpowiedz Link Zgłoś
funkenschlag Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... 10.10.10, 01:36 Miałem okazję pracować z ludźmi z różnych regionów Polski i zawsze był ubaw jeśli chodzi o jagody, bo czarne jagody to czasem borówka czarna, albo jeżyna borówki są czerwone, ale czasem były zwane jagodami itd. Szkoda, że ogólnopolskie stacje TV promują tylko warszawską wersję polskiego. Tym co jada do Poznani polecam: www.poznan.pl/slownik/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: git Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.zax.pl 10.10.10, 09:57 Mam kolejne słowo-klucz: "markotny"! I co wy na to? Odpowiedz Link Zgłoś
pandoraxxx markotny 10.10.10, 19:00 azaliż Ci smutno z jakiegoś powodu? ;> nie sądziłam, że to regionalizm/ a może rzeczywiście nie... muszę wypróbować na Warszawiakach ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ula Pomadki / czekoladki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.10, 16:23 Pracowałam w Wwie w biurze; kiedyś powiedziałam "zjadłabym pomadkę" czym wprawiłam w zdumienie kolegów/koleżanki: "Chcesz zjeść szminkę??" U nas w Krakowie pomadka to czekoladka Odpowiedz Link Zgłoś
pandoraxxx Re: Pomadki / czekoladki 11.10.10, 19:15 nuuu, ale nie taka całkiem zwykła ta czekoladka, bo pomadka jest czekoladką nadziewaną :) bardzo lubię to słowo, kojarzy mi się z dzieciństwem i całym wyborem pomadek z Wawelu... mlask: malaga, kasztanki, tiki taki... a ostatnio pokochałam tiramisu i piernikowe ze śliwką :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Heike Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.ghnet.pl 12.10.10, 10:15 Cóż ja mogę dodać do tego kramu... Mieszkam w Krakowie 7 lat ale dalej mam swoje przyzwyczajenia językowe tak więc stawiam zastrugaczkę kontra oszczytko, weka kontra kawiorka... Oj miałam kilka spotkań językowych z tym związanych... Ale solidarnie do swojego regionu macierzystego dalej jeżdżę bimbą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bgt Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.10, 22:31 a czy wspomniał kto o bańkach, szlaufie, bławatku Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: franko Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.chello.pl 13.10.10, 18:18 Co za bzdury. Mieszkałem i wychowałem się we Wrocławiu. Tu z racji napływowej ludności mówi się dość czystą polszczyzną. Jedyne co zauważyłem w Krakowie to 'wyjść na pole' oraz zaciąganie. No i słynne 'iść z tatem' a nie 'iść z tatą'. Wynalazki typu pekaes, gumka do mazania, knajpa , występują w całej Polsce. Część to po prostu spolszczone słowa niemieckie. Reszta to slang - ale nie jakiś specyficzny. No i jeszcze coś . Kult tytułów w Małopolsce/Krakowie. Bardzo się dziwiłem jak się mówiło 'profesor X' czy miałam zajęcia z PROFESOREM takim a takim. ALe to taka lokalna ciekawostka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kara_Thrace Nie takie rajtki straszne, czyli jak mówią krak... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.10.10, 09:56 Bardzo miło czytało mi się i artykuł, i wypowiedzi pod nim (poza tymi śmiesznymi dyskusjami z Warszawiakami, racjonalizującymi wyższość dworu nad polem i odwrotnie - określenia te są równe i tyle :) ). Jestem z Krakowa i za Krakowiankę się uważam, kilka pokoleń wstecz przynajmniej połowa rodziny wywodzi się również stąd (druga połowa przeprowadziła się z różnych regionów Polski). Dziadkowe, rodzice, wkrótce również i ja - po studiach, więc braku wykształcenia w rodzinie zarzucić mi nie można ;) Absolutnie obwarzanek bądź bajgiel (znam, ale raczej nie używam), żadne precle! Ludzie spoza Krakowa często upierają się przy "Starówce", a ja cierpliwie powtarzam, że w Krakowie nie ma czegoś takiego, jest Rynek. Ale na przykład.. ja zawsze mówiłam "idę na Rynek" (a nie do Rynku), jakaś impreza jest "na Rynku" (a nie w Rynku). Ciężko mi ocenić która z tych form jest regionalna, a która nie, bo większość moich znajomych mówi tak jak i ja. Miodek turecki to rzecz totalnie nieznana dla mojego chłopaka z Bydgoszczy. Zresztą on to mój królik doświadczalny w zakresie języka - mamy na przykład problem ze słowem "korytarz" - dla niego to przedpokój (moje słowo), dla mnie korytarz za drzwiami mieszkania (poza mieszkaniem). Nigdy nie używałam słowa "flizy", dla mnie jest nienaturalne. Tylko i wyłącznie "kafelki", ewentualnie "płytki". I wszystko mi jedno, czy to poprawne czy nie.. ważne, że moje. Zostałam zaskoczona bajaderką - ziemniaczki uwielbiam i nie miałam pojęcia, że tak się nazywają poza Małopolską ;). Poza tym w ogromnej większości znam i używam słów, o których tu pisano - drożdżówki (bo jak inaczej niby?), na nogach (sama się początkowo zdziwiłam, ale faktycznie, właśnie tak mówię! człowiek sobie nie zdaje sprawy jakich określeń używa, póki się nie zastanowi), tylko i wyłącznie cwibak (keks jest dla mnie słowem obcym), borówki to czarne jagody, na czerwone jagody nigdy nie potrzebowałam określenia, bo takich nie jadam - jednak w moich myślach funkcjonuje określenie porzeczki (wiem, że błędne). Ostrężyny to określenie używane przez moją Mamę, ja bardziej przywykłam do jeżyn, niemniej jednak to drugie znam. Co mi przypomniało, że moja Mama na arbuza mawia kawon - co Wy na to? :) Kapuza, cumel (chłopak z Bydgoszczy nie wie co to), weka (podłużny, niski chleb), bańki zdecydowanie, zastrugaczka, pomadka jako określenie czekoladki z nadzieniem (Babcia tylko i wyłącznie tak mówiła), ktoś też słusznie wspomniał o pisakach (mazaki?!). U Dziadka zawsze bawiły mnie trzy określenia - szaflik, podomka i najwspanialsze wdziać buty. Ktoś też wspomniał o ponoć typowym dla nas akcentowaniu i przeciąganiu wyrazów - wiele razy już o tym słyszałam w rozmowach z ludźmi spoza naszego rejonu Polski, najwyraźniej coś w tym jest. Miłe wrażenie z tego wszystkiego wyniosłam, bo wiele z ogólnopolskich określeń na nasze regionalne słowa brzmi dla mnie obco i nienaturalnie. I dobrze, z chęcią będę pielęgnować naszą regionalną odmienność. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pan Łoś Jeszcze koniecznie FLIZY IP: *.187.230.102.ip.abpl.pl 14.10.10, 14:06 ... których nikt poza Galicją nie rozumie :) Dialekty są ciekawe i wzbogacają, nie należy się doszukiwać wyższości jednego nad drugim. Trudno natomiast zrozumieć ogólnokrajowe przyzwolenie na "jagodę", którą zupełnie wbrew swemu pierwotnemu znaczeniu określa się te małe czarne kuleczki, które chcąc nie chcąc są borówką. I to potwierdzi każdy przyrodnik. To czerwone natomiast to brusznica (borówka brusznica). A jagodą jest nawet pomidor i banan, to tak na marginesie gdy ktoś prosi np. lody jagodowe ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nietu a gdzie farelki? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.10, 17:30 przyjechałem z Trójmiasta, a tu mi się farelkami każą ogrzewać. (na początku: WTF?) no i flizy oczywiście też. :P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: go zamiast kapci na obuwie IP: *.adsl.inetia.pl 14.10.10, 22:44 domowe to pantofle Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: coco szabaśnik IP: *.clienti.tiscali.it 17.10.10, 21:25 moja babcia na piekarnik mówi szabaśnik a pranie ręczne robi w szafliku. a niedawno znajomyc spoza krakowa zdziwiła forma "daj to do szafy" bo że niby dać to można coś komuś a do szfy można bluzkę włożyć albo powiesić Odpowiedz Link Zgłoś