adam.67
19.05.04, 14:55
Co za paskudztwo mnie dopadło, jakaś ku...ska grypa-nie-grypa, psiakrew,
gardło mam jak po ataku jeża karmionego kaktusem, ani się odezwać, ani nic,
bo sobie zaraz wszyscy jaja robią, że się niby nieźle schlałem wczoraj.
Łapiduch mi powiedział, że to jakaś tam grypa bezgorączkowa (! ale sobie
wymyślili, niech ich szlag), tu akurat miał rację, bo zero gorączki, nie ma
kataru ani innych atrakcji, ale to gardło...
Tylko nie piszcie, że trzeba sobie jaja utrzeć. Sadomaso pod innym adresem.
Kogoś dopadło? może ktoś już ma za sobą?
Co za beznadziejne tłumaczenie, że "to z powodu pogody". Ale fakt, że jakoś
zimno chyba, nie?
pozdrowionka