Dodaj do ulubionych

Twórcy chyba zapomnieli, w którym wieku żyjemy...

IP: 194.42.110.* 22.02.12, 20:43
Całą wypowiedź doskonale ilustruje ten krótki komiks - polecam uwadze każdemu, kto zastanawia się, dlaczego ludzie piracą: theoatmeal.com/comics/game_of_thrones
Obserwuj wątek
    • Gość: le Ming Twórcy chyba zapomnieli, w którym wieku żyjemy... IP: 178.73.49.* 25.02.12, 14:54
      "Jeżeli szanowny Pan Twórca myśli, że ja rzucę wszystko i pobiegnę do Empiku, ponieważ z takich lub innych powodów nie ma go w iTunes, lub też zamówię jego płytę z drugiego końca świata i będę czekał na przesyłkę 4 tygodnie"

      Pewnie. Lepiej ukraść. Bo przecież pan Tomasz musi mieć to, co mu się zamarzyło, natychmiast i z dostawą do domu.

      Nie rozumiem tylko dlaczego pan Tomasz nie pozwoli Twórcy umrzeć z głodu, skoro Twórca chce po prostu dostawać pieniądze za swoją twórczość (bezczelny! Kto to słyszał w XXI wieku?!), a pana Tomasza tak mierzi fakt, że nie ma go w iTunes, zaś na płytę musiałby czekać cztery tygodnie (swoją drogą, ciekawe, gdzie trzeba by złożyć zamówienie, żeby to tyle trwało - na Vanuatu?)?
      • prawdziwy_ptr Re: Twórcy chyba zapomnieli, w którym wieku żyjem 25.02.12, 15:05
        Obawiam się, że to jest tak, że jak odbiorca już i teraz nie kupi produktu kultury, to nie kupi go wcale. I nie tylko nie kupi, bo spiraci. jest tyle towaru na rynku teraz, że jak nie ten wykonawca to inny, jak nie ten film to inny będzie już dostępny zanim szum medialny po tamtym opadnie. Teraz produkty kultury masowej żyją krótko.
      • a-thomek Re: Twórcy chyba zapomnieli, w którym wieku żyjem 25.02.12, 15:55
        No ale nie da się ukryć, że efekt nowości/świeżości jest tu bardzo ważny.
        Co mi z oglądania serialu pół roku od pierwszej (najczęściej amerykańskiej) emisji, gdy już wszystkie media i znajomi zdążą mnie poinformować, że ta bohaterka umarła, a ten bohater ocalał?
        Chcę obejrzeć bezpośrednią transmisję z rozdania Oscarów, a nie retransmisję po pół roku.
        Podobnie z meczem.
        Prawda?
        To wydawcy nie nadążają.
        Dlatego ja kupuję książki na Amazonie w dniu, w którym się ukazują - nie czekam rok na polskie tłumaczenie. Ale gdyby to tłumaczenie ukazywało się tego samego dnia (a jak już wiadomo, to jest możliwe), wybrałbym polskie - a tym samym dał zarobić polskiemu wydawcy.
        • aegis_of_heart Bez przesady. Serial to nie mecz. 26.02.12, 10:10
          Doprawdy, prosiłbym nie przesadzać z tym "efektem świeżości". Gdyby tak było, wytwórnie nie naciskałyby, by przedłużać prawny okres ochrony. :]

          Fakt, są rzeczy, których oglądanie z większym opóźnieniem nie ma wielkiego sensu (np. mecze) - i mogłoby się to odbywać tylko na zasadzie nostalgii albo "jestem kompletnym laikiem i jak dostanę zagwarantowany dobry mecz, np. finał futbolu amerykańskiego NFL sprzed 10 lat, to i tak nie mam pojęcia o wyniku czy przebiegu spotkania".

          Ale już muzyka czy seriale aż tak prędko się nie starzeją. Sam wciąż kupuję nagrania sprzed 20 i więcej lat (fakt, że głównie po nieco niższej cenie niż nowości i szukam okazji, ale to nie jest poziom chomika czy podobnych wynalazków!). Podobnie seriale: naprawdę oglądanie kolejnych odcinków na bieżąco to nie jest prawo człowieka.
          Nie wszyscy znajomi są piratami. Jeśli ktoś opowiada fabułę, to należy mu przerwać i kazać przestać. A jeśli to nie skutkuje, to wyrazić niezadowolenie z piractwa i wspomnieć o ustawowej odpowiedzialności cywilnej. To powinno zakończyć wątek. :D

          I jasne, są pewne okoliczności łagodzące: np. dany mecz nie jest w ogóle przewidziany na Polskę czy Europę i nie da się go legalnie obejrzeć, kropka. Albo dany film/serial azjatycki nie został nigdzie oryginalnym (Korea, Japonia itp.) i nawet ściągnięcie go (przy pomocy np. poznanego w Internecie Koreańczyka, Japończyka) oznacza, że i tak trzeba korzystać "ze społecznościowych tłumaczeń" (nie mówiąc o tym, że droga do zdobycia oryginału jest niełatwa i niepewna).
          Tutaj pewnie można przed sądem podyskutować. Ale niechęć do ruszenia tyłka do Empiku to już chyba mało kogo przekona. :)
          • aegis_of_heart Korekta gdyż wycięło: 26.02.12, 10:15

            > I jasne, są pewne okoliczności łagodzące: np. dany mecz nie jest w ogóle przewi
            > dziany na Polskę czy Europę i nie da się go legalnie obejrzeć, kropka. Albo dan
            > y film/serial azjatycki nie został nigdzie oryginalnym (Korea, Japonia itp.)

            Winno być: nie został nigdzie wydany poza rynkiem oryginalnym (macierzystym).

            Takie sytuacje niestety zdarzają się dość często, że nie ma dystrybucji nie tylko w Polsce (tu wielu rzeczy nie ma), ale i w UE i USA.
      • sir_fred Re: Twórcy chyba zapomnieli, w którym wieku żyjem 25.02.12, 16:40
        Też nie rozumiem tych panów Tomaszów. W końcu nie ma przymusu. Skoro kanały dystrybucji mu nie odpowiadają, niech nie ogląda - w ten sposób twórca będzie "ukarany", bo nie zarobi, a pan Tomasz nie obejrzy, bo widocznie twórcy za mało nim nie zależy. Będą kwita.

        Ale pan Tomasz chce być cwańszy...
    • Gość: Tworca Re: Twórcy chyba zapomnieli, w którym wieku żyjem IP: *.net-serwis.pl 25.02.12, 18:37
      Amen!!!
    • aegis_of_heart Co za żena... 25.02.12, 20:32
      Napisałbym, że to prowokacja Wybiórczej, niestety, oni są na zbyt: 1) leniwi 2) pazerni i po prostu wypuszczą taką głupotę choćby by zaoszczędzić na treści a podnieść klikalność.

      Co do samego listu (bo to list, prawda?), to jest on po prostu żałosny. Jeśli niejakiemu Tomaszowi Pawełkowi (swoją drogą, co to za jeden?) nie chce się ruszyć dupy i kupić płyty obecnej w najpopularniejszej sieci sprzedaży w tym kraju, to jest to już problem dla psychoterapeuty, a nie coś, czym należy się chwalić albo usprawiedliwiać łamanie prawa. Równie dobrze mógłbym się tłumaczyć, że nie chciało mi się wzywać taksówki albo tankować (bo tankowanie jest takie XX wieczne), więc buchnąłem samochód Tomasza Pawełka. Są jakieś granice śmieszności, arogancji i bucery i Tomasz Pawełek je przekroczył.

      W idealnym świecie za niespotykaną arogancję ktoś zrobiłby zaraz Tomaszowi Pawełkowi wjazd do domu i znalazł wszystkie bezprawnie posiadane kopie, po czym zasadził mu ustawowe odszkodowanie dla posiadaczy praw autorskich w wysokości trzykrotności opłaty licencyjnej. Może to oduczyłoby rasowego polactwa i wbiło do głowy szacunek do prawa.

      Poza tym symptomatyczna jest pogarda okazywana twórcom, okazywana przez misia, który najwyraźniej nigdy utworów nie tworzył. Nie dziwi mnie ona w Bolandzie, która sama się skazuje na bycie centrum off-shoringowym tanich usług (tutaj pozdrawiamy wszystkich tanich księgujących kontystów, administrujących wyrobników w IT itp. słabo opłacanych pracowników biurowych) a nie centralą wartości dodanej z prawdziwymi zarobkami.
      W Bolandzie nie ma szacunku dla twórczości, nauki itp. - tylko do cwaniactwa i kombinatorstwa - więc niech nikt się nidziwi, dlaczego jest jak jest.

      To wszystko napisałem ja, przeciwnik SOPA, PIPA i ACTA.
      Ale wszystkie żądania mają swoje granice, walka z kontrolą czy chciwością korporacji nie może sprowadzać się do bezmyślnej kradzieży.

      Są znacznie mądrzejsze modele działania niż proste "Kradnijmy". NO ale świadomy ruch konsumencki, uczestnictwo w wolnej kulturze, korzystanie z wolnego oprogramowania itp. wymaga minimalnego wysiłku - czegoś, do czego autor listu (aż dziwne, że chciało mu się pisać) nie chce się przyznać.
      • Gość: le Ming Re: Co za żena... IP: 178.73.49.* 25.02.12, 20:46
        Brawo, aegis. Rozsądnie i na temat.
      • tbarbasz Re: Co za żena... 26.02.12, 13:28
        aegis_of_heart napisał:
        ...nie chce się ruszyć dupy i kupić płyty obecnej w najpopularniejszej sieci sprzedaży w tym kraju,

        Oto cytat z Lessiga (Wolna kultura):
        W 1774 roku, niemal 180 lat po powstaniu Romea i Julii, wiele osób nadal uważało, że „prawo kopiowania” (ang. copy-right) tego utworu ma na wyłączność Jacob Tonson1, jeden z londyńskich wydawców. Tonson był najważniejszym członkiem niewielkiej grupy wydawców o nazwie Conger2, która w XVIII wieku kontrolowała sprzedaż książek w Anglii. Członkowie tej grupy twierdzili, że mają uzyskane od autorów wieczyste prawo zezwalające na kontrolę nad „kopiowaniem” książek. Oznaczało to, że nikt inny nie mógł wydać książki, której prawa autorskie należały do członków Congera. Dzięki temu ceny klasyki literatury utrzymywały się na wysokim poziomie, a konkurencja, pozwalająca na tworzenie lepszych lub tańszych wydań, została wyeliminowana.
        Czy nie słyszy Pan chichotu historii?

        aegis_of_heart napisał:
        Są znacznie mądrzejsze modele działania niż proste "Kradnijmy". NO ale świadomy
        ruch konsumencki, uczestnictwo w wolnej kulturze, korzystanie z wolnego oprogramowania itp. wymaga minimalnego wysiłku - czegoś, do czego autor listu (aż dziwne, że chciało mu się pisać) nie chce się przyznać.
        Wobec tego nie pozostaje nic innego jak Pan zaprosić do działania - Creative Commons, GPL itp. otwierają przed każdym możliwości.
        A tak w ogóle - zapewne wie Pan, że Free Software Foundation już wygrała kilka procesów (między innymi z CISCO) o naruszanie prawa autorskich twórców wolnego i otwartego oprogramowania? "Piractwo" różne ma imiona...
        Pewni zbieżność nicka jest przypadkowa, ale zapraszam na aegis.org.pl :)
        i oczywiście pozdrawiam!
    • Gość: SF Twórcy chyba zapomnieli, w którym wieku żyjemy... IP: *.net-serwis.pl 25.02.12, 22:01
      Tak, panie Tomaszu, pobiegniesz do Empiku. To jakiś obowiązek być w iTunes? Nie chce się dupy ruszyć, to nie korzystaj pan. Skąd się tacy biorą?
    • nazwakontazajeta Powody 26.02.12, 10:11
      "Co mi z oglądania serialu pół roku od pierwszej (najczęściej amerykańskiej) emisji, gdy już wszystkie media i znajomi zdążą mnie poinformować, że ta bohaterka umarła, a ten bohater ocalał? "

      Jeśli ktoś ogląda tzw. seriale właśnie z tego powodu, to współczuję.

      okazjonalny oglądacz "seriali", najnowszy sprzed 10 lat, zwykle mają 50 lat.
    • stupid_idea Twórcy chyba zapomnieli, w którym wieku żyjemy... 26.02.12, 13:03
      Zgadzam się z autorem listu. Piszecie: "nie chcesz kupować, twój wybór, ale nie kradnij" i jest w tym pewna racja, ale popatrzmy na to praktycznie. Prawo funkcjonuje, bo istnieją sankcje stosowane przez państwo. Jeśli państwo tych sankcji w praktyce nie stosuje, to ściągając film czy książkę z internetu nic nie ryzykuję.
      Jeśli mam wybór: bezkarnie obejrzeć dobry film z oryginalną ścieżką dźwiękową lub pirackimi ale dobrymi napisami w odpowiadającym mi języku (odzwyczaiłam się już od napisów polskich) i tym samym zyskać - kultura nas rozwija, ja oglądając mnóstwo filmów poszerzam swoje horyzonty, zyskuję wiedzę o świecie, różnych kulturach, historii - albo nie obejrzeć, bo mnie nie stać, to wybiorę pierwszą opcję.
      Bo nic mnie przed tym nie powstrzymuje, naprawdę mnie nie stać na ten film, studiuję z kredytem studenckim i nie mam na razie możliwości pracy, kilka razy w miesiącu i tak chodzę do kina i więcej po prostu nie jestem w stanie wydać na kulturę, a chcę mieć z nią kontakt, chce znać literaturę, klasykę filmu.
      Internet pozwala na spontaniczność w konsumpcji kultury, jeśli oczarował mnie film Wong Kar-waia, to daje mi możliwość obejrzeć wszystkie jego filmy w porządku chronologicznym w przeciągu kilku dni, w empiku znalazłabym pewnie ze trzy jego filmy, w gorszej jakości (jeśli DVD) albo koszmarnych cenach i nigdy w efekcie bym ich nie obejrzała. Dystrybutor tak czy siak na mnie nie zarobi, tylko ja stracę.
      Sorry, ale jestem egoistką, mój rozwój jest dla mnie ważniejszy niż idea praw własności intelektualnej, które w praktyce odcinają mnie od kultury.
      Za parę lat prawdopodobnie będzie mnie stać na zakup wszystkich wymarzonych filmów na amazonie, w lepszej jakości niż polskie wydania dvd i z angielskimi napisami. Tyle tylko, że będą to filmy zabezpieczone przez dystrybutora. Po pierwsze DRM, który ma powstrzymać mnie przed wykonaniem kopii zapasowej i w przypadku porysowania płyty będzie ona dla mnie bezużyteczna. Po drugie ograniczenia regionalne: nigdy nie wiem, czy film uruchomi się na moim odtwarzaczu. Kupując produkt legalnie ponoszę więc duże ryzyko, jedyną korzyścią jest spokój sumienia: zapłaciłam uczciwie. Nie wiem, czy druga wartość przeważa nad pierwszą.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka