Gość: ona
IP: *.dynamic.chello.pl
16.05.12, 11:52
Na początku sprostowanie - nie jestem squatersem. Ale mam dwa pytania: po pierwsze, czy właścicielka okazała policji dokument potwierdzający własność, czy może uwierzyli jej na słowo? Jeśli uwierzyli na słowo, to ciekawe, bo kilka razy zdarzało mi się próbować i moje słowo jakoś panów policjantów nie przekonywało. Po drugie: jeśli w kamienicy nikt nie mieszka i nie ma w najbliższej przyszłości planów jej zagospodarowania, a jej stan nie grozi zawaleniem, to na miejscu właścicielki cieszyłabym się, że squatersi (nie mylić z bezdomni) chcą ją zaadaptować. Wynajęłabym prawnika, żeby zabezpieczył mnie przed sytuacją, w której mogliby próbować cokolwiek na mnie wymusić lub sprzeciwiać się, gdybym postanowiła jednak coś z kamienicą zrobić i niech sobie tam mieszkają na zdrowie. Być może dzięki temu kamienica byłaby utrzymywana w lepszym stanie, zawarłabym z nimi umowę, w której zobowiązaliby się do dbania o swoje miejsca zamieszkania (warunek mojej zgody) i korzyści są dla obydwu stron. Okej, może jestem naiwna i ufam za bardzo ludziom, ale skoro kamienica stoi, nie mam z niej żadnych dochodów i nikomu nie służy, to dlaczego nie miałabym się zgodzić, jeśli należałaby do mnie? To mogą być przecież porządni młodzi ludzie, którzy po prostu chcą żyć inaczej.