Gość: MAMA
IP: *.gazeta.pl
14.04.02, 13:53
Jestem matka 6-to klasisty. Syn ma stwierdzona bardzo powazna chorobe nerek
oraz jest dyslektykiem.Przez ostatnie 2 lata co miesiac, przebywal w szpitalach
w zwiazku z nerkami.Wiadomo zaleglosci sie nawarstwialy.Obecnie syn mial do
zdawania 3 przedmioty:matematyka, biologia,angielski.Zdawal ,uczyl sie i co sie
okazalo: matematyka i biologia zaliczone, a angielski?o zgrozo pani ciagle
twierdzi ,ze to tego nie umie to tamtego.Stwierdzam,ze pani ta nic innego jak
uwziela sie na syna( zaznaczam,zeaby zdal angielski pobiral korepetycje").Ale
nie to jest wazne: Otorz wyobrazcie sobie ze p.Dyrektor zakazala memu synowi
udzialu we wszelkich kolkach poza lekcyjnych, do czasu zdania wszustkich
przedmiotow.Malo tego synowi kazala meldowac sie przed lekcjami i po ich
zakonczeniu- toz to kabaret!!!!- syn jest bardzo nerwowy a doszlo do tego ze
jest pod stala opieka psychologa.Co mam z taka pania Dyrektor zrobic skoro ona
odpiera wszelkie argumenty a kiedys nawet uslyszlam ,ze syn moj jest z poza
rejonu wiec ona moze postarac sie aby syn nie chodzil do tej szkoly.Moze jest
tutaj ktos kto pomoze mi wybrac z tej sytuacjii?