weyland
13.11.04, 23:21
Legendarna rzekomo włoska knajpa założona przez góralkę po powrocie z Włoch
po trzydziestu latach.
Od początku do końca:
Żadnych czekadełek.
Ciasto pizzy bardzo dobre. A sama ona z opalanego drewnem pieca. Obłożenie
zaś przeciętne. Przy tym brak możliwości zamiany składników. Można tylko
ujmować.
Kotleciki jagnięce okazujące się dużą ilością kości z niewielką ilością mięsa.
Wino (nie jesteśmy ze znajomymi znawcami) zaproponowane przez samą szefową -
podłe.
Woda, to chyba jakaś kontrabanda. Włoska, importowana do Australii.
Potrawy - dla czteroosobowej grupki wjeżdżają w ponad kwadransowych odstępach.
Jakaś taka nerwowa obsługa.
W toalecie zdjęty z kranu ciepłej wody kurek.
Podsumowując - gdyby ta knajpa była gdzieś blisko, można by było dwa razy w
roku wpaść na tę pizzę. Godna polecenia.
Ale jechać taaaki kawał drogi?
Odradzam.
PS1. w knajpie obowiązuje zakaz fotografowania i filmowania. !!! ???
PS2. Le Chalet... Ja wiem, że chodziło o "szałas", ale polski foniczny
odpowiednik też dzwoni w uszach.
PS3. Nic nie pisałem o wystroju, bo cały czas mam w głowie warszawską Vera
Italia, pawilonik przypominającym sklep z hydrauliką, w środku urządzony dość
tandetnie. Ale tam wracałem po wielokroć.
--------------------
Weyland Yutani
Building better worlds