Dodaj do ulubionych

rewelacyjny artykuł z interii

IP: *.poldim.pl 22.01.05, 16:05
"Na tym się świata ład opiera, że jeden sieje, drugi zbiera" - objaśniał
robotnikowi Deptale światowy ład Towarzysz Szmaciak w słynnym poemacie
Janusza Szpotańskiego i dodawał: - "Owca się sama nie ostrzyże, krowa się nie
wydoi sama; a znów nie ostrzyc - cóż za męka!; a nie wydoić - cóż za
dramat!".

"Nielegalne" zatrudnienie

Jak wiadomo, prawo do pracy jest jednym z podstawowych praw człowieka,
uroczyście potwierdzonym w art. 23 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 10
grudnia 1948 roku. Czytamy tam m.in., że "każdy człowiek" ma nie tylko prawo
do pracy, ale i "swobodnego wyboru pracy". Oczywiście "prawo do pracy" można
rozumieć na dwa sposoby. Pierwszy polega na tym, że nikt nie powinien żadnemu
człowiekowi przeszkadzać w zarabianiu na życie według własnego wyboru, o ile,
rzecz prosta, nie jest to przestępstwo. Sposób drugi - że człowiek ma prawo
do bycia zatrudnionym za wynagrodzeniem. O ile pierwsze rozumienie prawa do
pracy można wyprowadzić z prawa naturalnego, o tyle drugiego już z prawa
naturalnego wyprowadzić się nie da, bo jest to nie tyle prawo, co roszczenie.
Jeśli uznalibyśmy, że człowiek ma prawo być zatrudniony za wynagrodzeniem, to
musimy odpowiedzieć na pytanie, kto jest z tego tytułu zobowiązany, tzn. kto
musi to zatrudnienie za wynagrodzeniem zapewnić. Ponieważ ten sposób
rozumienia prawa do pracy w zasadzie abstrahuje od umiejętności uprawnionego
do bycia zatrudnionym, to przedmiotem tego roszczenia jest tak naprawdę tylko
wynagrodzenie. Krótko mówiąc, przy takim rozumieniu prawa do pracy musimy
wyjaśnić, kto ma obowiązek wzięcia uprawnionego na utrzymanie.

Warto zwrócić uwagę, że kiedy tylko prawo do pracy zostało uznane za jedno z
podstawowych praw człowieka, w ustawodawstwach państw, które Powszechną
Deklarację przyjęły, pojawiło się pojęcie "nielegalnego zatrudnienia", jako
czynu zabronionego pod groźbą kary. Nie chodzi tu jednak o sytuacje
kryminalne, kiedy np. ktoś wynajmuje się gangsterom jako morderca, tylko o
czynności jak najbardziej pożyteczne dla innych ludzi i dla społeczeństwa.
Wiem o tym doskonale, bo przed laty sam byłem nielegalnie zatrudniony w
jednej z paryskich restauracji w charakterze pikolaka, więc mogę z czystym
sumieniem zapewnić, że nie robiliśmy niczego złego. Przeciwnie - były to
czynności pożyteczne, przynoszące klientom zadowolenie i poczucie komfortu.
Restaurator też był z mojej pracy bardzo zadowolony, czego dowodem był mój
awans na głównego pikolaka. Jedyną przyczyną nielegalności mego zatrudnienia
było to, że od mego wynagrodzenia nie płaciłem państwu francuskiemu haraczu
pobieranego pod pretekstem ubezpieczenia emerytalnego. Ja jednak nie
zamierzałem domagać się od Francji emerytury, ani też nie usiłowałem wyłudzać
darmowych usług medycznych, bo dentystę, który wyleczył mi ząb opłaciłem
gotówką. Podatki państwu francuskiemu opłacałem w cenach towarów, w które już
wtedy wliczony był tam VAT, więc nie widziałem najmniejszych powodów, by
opłacać haracz emerytalny. Podobnego zdania był też mój patron, jak we
Francji nazywa się pracodawcę, bo w przeciwnym razie musiałby podnieść mi
wynagrodzenie, a wtedy nie opłacałoby mu się mnie zatrudniać. Jednak moje
nielegalne zatrudnienie narażało i jego i mnie na przykrości. Jego - na karę
pieniężną, a mnie - na wydalenie z Francji. Było to oczywiste pogwałcenie
przez państwo francuskie art. 23 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka.

Koszty pracy

Czy te wszystkie haracze nakładane na wynagrodzenia nie są aby główną
przyczyną bezrobocia, tzn. sytuacji, w której ludzie chcący pracować nie mogą
znaleźć nikogo, kto chciałby ich zatrudnić? Taką właśnie sytuację mamy w
Polsce, w której już szósty rok poziom bezrobocia oscyluje wokół 20 proc.
Zwróćmy uwagę, że Amerykanie do dzisiaj wspominają ze zgrozą Wielki Kryzys,
bo przez trzy lata bezrobocie utrzymywało się na poziomie 25 proc. Wynikałoby
z tego, że Polska tkwi w podobnym kryzysie już szósty rok i nie ma widoków,
że sytuacja szybko się poprawi. Mniejsza jednak o te porównania, bo
ważniejsze jest coś innego. Oto tak wysokie bezrobocie istnieje w kraju,
gdzie jest tak wiele do zrobienia, gdzie, krótko mówiąc - potrzeba tak wiele
ludzkiej pracy. Jest potrzeba pracy, są ludzie chcący pracować. Dlaczego
zatem mamy bezrobocie? Jego przyczyną musi być coś, co stoi między gospodarką
potrzebującą mnóstwa pracy, a ludźmi chcącymi pracować. Jego przyczyną jest
złe prawo.

Nasze prawo ma charakter rabunkowy. Jak tylko ktoś zaczyna wytwarzać jakieś
bogactwo (a bogactwo, tak naprawdę, bierze się wyłącznie z pracy, a nie z
tego, że jeden lichwiarz wyprowadzi w pole innego lichwiarza), to zaraz
obłażą go rozmaite pasożyty, najczęściej pod pretekstem, że będą
mu "pomagać", albo go "bronić" i zaczynają przechwytywać coraz większą część
wytwarzanego przezeń bogactwa. Połowę dochodu odbierają mu pod pretekstem
ubezpieczenia emerytalnego. Kilkanaście procent - w podatku dochodowym. Z
tego, co mu po tej operacji pozostanie, (ok.40 proc. pierwotnego dochodu)
rząd odbiera jeszcze 22 procent w podatku VAT, którym obłożona jest większość
towarów. I tak dalej. Jak obliczyło w roku 1995 Centrum Adama Smitha,
rodzinie pracowników najemnych zatrudnionych poza rolnictwem rząd konfiskuje
w ten sposób 83 proc. rocznego dochodu, z czego większość - poprzez podatki i
haracze nałożone na wynagrodzenia.

Nic dziwnego, że w tej sytuacji ludzie, którzy - jak wiemy - zachowują się
tak, jakby kalkulowali, próbują wszystkimi sposobami podnieść sobie
wynagrodzenia, od czego rosną koszty pracy, czyli wydatki pracodawcy związane
z zatrudnieniem pracowników. Według statystyk, koszt pracy w Produkcie
Krajowym Brutto w roku 2000 kształtował się w Szwecji na poziomie 57,9 proc,
a Niemczech - na poziomie 53,8 proc, we Francji - 49,9 proc, a w Polsce 42,5
proc. Ponieważ koszty pracy są istotnym składnikiem cen towarów i usług , ich
wzrost powoduje wzrost cen. W rezultacie towary i usługi stają się coraz
droższe, a zatem popyt na nie spada, zwłaszcza w sytuacji, gdy pojawia się
konkurencja tańszych towarów i usług z importu. W rezultacie przedsiębiorcy
ograniczają produkcję, a część w ogóle bankrutuje i wskutek tego redukują się
też możliwości zatrudnienia. W tym momencie pojawiają się dwie propozycje
środków zaradczych. Jedna - by ograniczyć "zalew" kraju tanimi towarami
importowanymi. Druga - by utrzymać konkurencyjność krajowej produkcji poprzez
obniżenie podatków i haraczy nakładanych na wynagrodzenia. W pierwszym
przypadku rząd, wprowadzając zaporowe cła, zmusza konsumentów do kupowania
drogiego towaru krajowego. W przypadku drugim - konsumenci mają tanie towary
i szanse na zatrudnienie.

Wybór któregoś z proponowanych remediów zależy od poglądów na cel gospodarki.
Czy gospodarka jest po to, by ludzie mieli gdzie pracować, czy gospodarka
jest po to, by mogli jak najwięcej konsumować. Osobiście uważam, że
gospodarka jest dla konsumpcji. Gdyby było odwrotnie, pojawiłby się pewnie
chleb z cementu. Ponieważ się nie pojawia, to nieomylny to znak, iż celem
gospodarki rzeczywiście jest konsumpcja. Zatem im większa konsumpcja, tym
bardziej gospodarka osiąga cel, dla którego w ogóle istnieje. Zaporowe cła,
wprowadzane po to, by zmusić konsumentów do kupowania drogich towarów
krajowych, drogich - bo obłożonych narzutami nałożonymi na wynagrodzenia, nie
sprzyja zwiększeniu konsumpcji, a więc jest to strategia fałszywa.

W interesie pasożytów

W czyim zatem interesie tworzone jest prawo, które uniemożliwia pracę ludziom
chcącym pracować? Z pewnością nie w interesie konsumentów. Wygląda na to, że
w interesie naszych "pomocników" i "obrońców", którzy nie mogą istnieć bez
biedaków (komu by "pomagali" i kogóż by "bronili"?), więc jeśli nawet ich nie
ma, to zaraz ich narobią. Znakomicie ilustruje ten mechanizm przykład
amerykański, przedstawiony w przez
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka