izoold
03.02.05, 12:48
Wiem, że był już kiedyś taki wątek, a w tej chwili wróciłam właśnie z poczty
przy ul.Radzikowskiego całą zniesmaczona. Pewien pan musiał napisac podanie
dla poczty, zdaje się, że w sprawie kluczyka do skrzynki, nie ważne. Kręcił
się grzecznie koło okienka, ale nie było mozliwości skorzystać z długopisu
przywiązanego sznurkiem do okienka. Poprosił o inny długopis. Pani z głebi
pomieszczenia z przekąsem krzyknęła, że na nim jest napisane "do zwrotu".
Druga pani powiedziała, że już dziś jeden straciła. Ta pierwsza na to głośno,
że w takim razie nie będzie się dawać klientom. Zrobiła złodzieja z tego
faceta, ze mnie też, bo też jestem klientką. Dzięki klientom ta pani ma
pracę. jeśli nawet myśli, że przecież poczta jest państwowa, to przecież JA
państwu też płacę podatki, więc ta pani pracuje dla mnie i mam prawo prosić
ją o długopis. Co o tym sądzicie? To tylko jeden kwiatek, arogancja (NIE
WSZYSTKICH, są bardzo chlubne wyjątki np. przy Dworcu Głównym) na poczcie
jest dla mnie czymś niemal naturalnym. Tu jeszcze przypomina mi się komuna.