Dodaj do ulubionych

O Mogilskim inaczej

IP: 213.134.139.* 05.05.05, 14:23
Raport Pelikana

Doskonale bawię się obserwując dyskusję, jaka toczy się wokół sprawy
przebudowy Ronda Mogilskiego. Bawię się i zarazem ogarnia mnie przerażenie. A
bo to i rozmiar klęski Miasta w zderzeniu z Gűrisem jest porażający, i
ignorancja urzędników oraz włodarzy powala na kolana, i w końcu bezradność
opinii publicznej, a także reprezentujących ją dziennikarzy nie pozwala na
odrobinę optymizmu.

Szczególnie martwią mnie dziennikarze. Zawsze wydawało mi się, że powinni
dążyć do prawdy. Tymczasem zadowalają się pobieżnym oglądem sytuacji, bazują
na domysłach, plotkach i oficjalnych oświadczeniach. Tymczasem prawda zawarta
jest w dokumentach, procedurach (które – niestety Panie i Panowie
Dziennikarze – poznać należy) i w umysłach ludzi, dotarcie do których nie
powinno nastręczyć żadnych problemów, zwłaszcza jeśli zagwarantuje się im
anonimowość. Ludzie ci zresztą sami rwą się do głosu. Analizując treści
niektórych wypowiedzi na internetowych forach jestem przekonany, że ich
autorami są osoby biorące udział w całym tym zamieszaniu. Niektóre z tych
głosów można zidentyfikować niemal ze stuprocentową pewnością.

Tymczasem dziennikarze zachowują się jak dzieci w piaskownicy. Wymownym tego
przykładem była debata w Studiu Otwartym Telewizji Kraków. Dziennikarza nie
zaskoczyła w ogóle jednomyślność zaproszonych gości. Był do rozmowy zupełnie
nieprzygotowany. Przygotowani byli natomiast jego goście. Prezydenci Lassota,
Gołaś i Majchrowski, pełnomocnik Adamczyk i kilka innych osób. Spotkali się
bowiem przed programem w Urzędzie Miasta i ustalili, co i jak będą zeznawać.
Czapki z głów Szanowni Państwo marzący o porozumieniach ponad podziałami…

Tak czy inaczej również ja, jako osoba, która na temat Ronda wie wiele, a
której nikt o zdanie nie pyta, postanowiłem wziąć udział w dyskusji. Rzecz
jasna cenię sobie swoją anonimowość, bo jako osoba na garnuszku władz Miasta,
swobodne wypowiadanie się w tym zakresie przypłaciłbym koniecznością
utrzymywania rodziny z zasiłku dla bezrobotnych. Moja wiedza może nie jest
olbrzymia, ale dokumenty, jakie przechodziły przez moje ręce oraz rozmowy, w
jakich biernie uczestniczyłem stanowią wystarczający asumpt do tego, by móc
odpowiedzialnie mówić na temat całej sprawy.

I.

Przebudowa Ronda Mogilskiego to jedynie fragment większej inwestycji
nazywanej dawniej Krakowskim Szybkim Tramwajem, a obecnie Krakowskim
Transportem Miejski. Całość przedsięwzięcia finansowana jest ze środków
kredytu, jakiego Miastu udzielił Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. Cechą
takiego wieloletniego kredytu jest to, że im dłużej jest niewykorzystywany,
tym więcej kosztuje, bowiem obciążony jest poważnymi opłatami za samą
gotowość kredytową. Warto byłoby zapytać władze, ile obecnie kosztuje ten
kredyt miesięcznie budżet Miasta… Inwestycyjne spowolnienie, jakie zafundował
nam pan prezydent Jacek Majchrowski, drogo nas kosztuje i jeszcze drogo
będzie nas kosztował!

Kredyt Kraków zaciągną jeszcze za prezydentury pana Józefa Lassoty. Za czasów
prezydenta Andrzeja Gołasia został renegocjowany (obniżono między innymi
wysokość miesięcznych opłat) i wreszcie w większym stopniu zaczęto z niego
korzystać.

Wszyscy pamiętamy inwestycyjny rozmach pana prezydenta Gołasia. Wszyscy go za
to cenimy. I rzeczywiście. Gdyby nie ówczesne inwestycje ciężko byłoby
dzisiaj poruszać się po Krakowie. Ale inwestycje te miały też pewną ciemną
stronę. Chociażby ich cena. Nie jest żadną tajemnicę, że za cenę trzech
wybudowanych wówczas w Krakowie mostów można by wybudować jeszcze ze dwie
przeprawy przez Wisłę. Nie sądzę, aby była to wina jedynie Prezydenta. To
człowiek o szczególnej osobowości. Stawia wymagania, a kto nie jest stanie im
sprostać ląduje na śmietniku historii. Dlatego też, kto żyw tylko robił co
mógł, by zaspokoić ambicje Profesora, nie licząc się z publicznym groszem, bo
to dla wielu sprawa mało, bardzo mało istotna. Istotniejsza jest pensja,
którą przynosi się do domu i wpływy, jakie mają ludzie cieszący się zaufaniem
takiego prezydenta.

Jedną z solidniej zrealizowanych inwestycji był pierwszy, tzw. kurdywanowski,
etap budowy Szybkiego Tramwaju. Inwestorem zastępczym dla Miasta była tu
Agencja Rozwoju Miasta – malutka spółka konsultingowa w całości należąca do
Gminy. Zarządzali nią wówczas panowie Mariusz Szubra i Sławomir Podgórski. Do
ARM-u należało też zrealizowanie drugiego etapu inwestycji, którego ważnym
elementem była przebudowa Ronda Mogilskiego.

Powołano więc komisję przetargową, która na wykonawcę wyłoniła – zgodnie z
procedurami Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju – włoskie konsorcjum
Todini. I tutaj zaczyna się pierwszy akt dramatu.

Przetarg przeprowadzony został solidnie i rzetelnie. Wybrane na wykonawcę
konsorcjum nie było najtańsze (ani najdroższe), ale złożyło kompletną i ważną
ofertę. Nie było żadnych podstaw do unieważnienia przetargu. Zamawiający
jednak – którym była Gmina Kraków – mimo to miał prawo unieważnić całe
postępowanie. I z tego prawa, rękami prezydenta Gołasia, po byle pretekstem
(bo tak należy traktować awanturę z Dromexem) skorzystał.

Do dzisiaj nie rozumiem, co wstąpiło w Gołasia. Wszelkie tłumaczenia, że tego
typu inwestycji nie można zrealizować za mniej niż zaproponowało konsorcjum
Todini, nie trafiały do jego wyobraźni. Uparł się i już.

Swoją drogą nie byłbym szczególnie zdziwiony, gdyby następcą Grosa na Rondzie
Mogilskim okazał się Dromex. To mało prawdopodobne, ale jednak bardzo
logiczne…

Doskonale pamiętam dokument, w którym pewne grono tłumaczyło panu
Prezydentowi, że każda tańsza oferta zawiera w sobie pułapki. Jestem pewien,
że do dzisiaj można tę opinię w archiwach Magistratu odnaleźć. Tłumaczono tam
Prezydentowi, iż taniej drugi etap Krakowskiego Transportu Miejskiego, można
zrealizować tylko stosując mechanizm wydmuszki.

Dla przypomnienia jedynie nadmienię, że mechanizm ten sprowadza się do
powierzenia realizacji pozyskanego zlecenia spółce-córce, która ma olbrzymie
zobowiązanie wobec spółki-matki. Spółka-córka wynajmuje podwykonawców, którzy
wykonują swoją część robót kredytując głównego wykonawcę (spółkę-córkę).
Kiedy przychodzi czas zapłaty podwykonawcom spółka-córka bankrutuje, bowiem
należną jej zapłatę od spółki-matki pochłania wierzytelność, jaką miała od
początku swojego istnienia. Robota jest wykonana, bowiem zapłacili za nią
podwykonawcy. Zostają oni na lodzie, bo spółka-córka jest niewypłacalna.
Spółka-matka pozostaje z całą, wypraną uprzednio, kasą od zleceniodawcy.
Zleceniodawca ma wykonane zlecenie, zleceniobiorca odbiera kasę. Po
inwestycji zostaje jednak kilka trupów. Spółka-córka (od początku
przeznaczona do upadłości) oraz podwykonawcy, którzy tak naprawdę, za własne
(najczęściej pożyczone) pieniądze zrealizowali przedsięwzięcie. Nie pozostaje
im nic innego, jak upadłość.

Kiedy rozstrzygano na korzyść Gűrisa przetarg na przebudowę Ronda Mogilskiego
(będę tu używała takiego właśnie skrótu myślowego), wariant ten był całkiem
prawdopodobny. Dopiero kilka miesięcy później Sejm zmienił prawo tak, że
wydmuszki stały się w Polsce niewykonalne. Być może to właśnie ta zmiana
stanu prawnego zaważyła na tak znaczącym opóźnieniu przyjazdu Turków do
Krakowa.

Panu prezydentowi Gołasiowi zwracano również uwagę, że wybranie w przetargu
oferty o charakterze dumpingowym skończyć się może długą batalią o
aneksowanie umowy i doprowadzenie wartości kontraktu do cen realnych. Nie
jest to łatwe, ale wykonawca zawsze może domagać się zmiany umowy w punkcie
dotyczącym wartości zamówienia, jeśli zajdą okoliczności, których nie można
było przewidzieć, a które mają istotny wpływa na cenę zamówionych robót bądź
usług. W przypadku Gűrisa można było zakładać taką ewentualność niemalże ze
stuprocentową pewnością. Bo zawsze znajdą się
Obserwuj wątek
    • ruczaj.x cd ... ? 05.05.05, 14:36
      brakuje dalszej części tej ciekawej historii

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka