ryszard.wielgos
16.08.05, 14:06
Drogi Łukaszu,
niedługo będziesz miał okazję, jak sam powiedziałeś, po raz pierwszy pójść na
wybory. Ja też byłem już parę razy w moim życiu głosować. W zasadzie do tych
pierwszych, w których mogłem brać udział nie poszedłem, bo nie chciałem w nich
uczestniczyć. Było to za władzy komunistycznej w Polsce i pójść do wyborów
było „obywatelskim obowiązkiem”. Więc trzeba było jakoś zaprotestować,
naturalnie ze strachem, że może będą jakieś konsekwencje, np. niedostanie się
z tego powodu na studia. Może w tych czasach, w połowie lat siedemdziesiątych
za taki nie-aktywny czyn nic by się takiego nie stało i też się nic nie stało.
Ale strach ma wielkie oczy.
Parę lat później były następne wybory i znowu stało się przed dylematem, czy
pójść na nie, czy też nie. Nie były to wtedy w ogóle żadne prawdziwe wybory,
jak dzisiaj, ale tylko ich parodia. O ile dobrze pamiętam, opozycja apelowała,
by do wyborów pójść, ale skreślać wszystkich i tym samym głos był liczony jako
nieważny. To miało odnieść większy skutek, niż samo niepójście na wybory.
Przez cały dzień zastanawiałem się, co robić. Z jednej strony chciałem
wypełnić mój obywatelski obowiązek wobec opozycji, z drugiej bałem się, że
moja ewentualna nieobecność zostanie może gdzieś odnotowana i w następnym roku
nie dadzą mi paszportu, albo mogą spotkać mnie jakieś inne szykany... Już
wtedy wakacyjnymi wyjazdami można było zarobić sobie na utrzymanie się na
studiach. Wieczorem wybrałem się więc do lokalu wyborczego by „zagłosować”. Ku
mojemu zdziwieniu, na liście wyborczej było odnotowane, że ja już tu dzisiaj
byłem! A więc oni już za mnie „zagłosowali”! Wyjaśnili mi, że to jakaś
pomyłka. Dali kartkę, na której i tak znajdowali się tylko „ich” kandydaci, a
ja wszedłem z wielkim strachem do kabiny i według poleceń Radia Wolna Europa,
poskreślałem wszystkich. W ogóle samo wejście do kabiny w tych czasach było
już nie lada wyczynem, bo większość ludzi posłusznych regimowi, lub jeszcze
bardziej ode mnie zastraszonych, wrzucała kartki bezpośrednio do urny. Było to
wyborcom zalecane, jako bardzo dojrzała politycznie postawa! Wtedy głos liczył
się na pierwszego kandydata, znajdującego się na kartce, a ten był kandydatem
„władzy ludowej”. Ostatni kandydaci na liście i tak nie byli dla nich
niewygodni. Ci niewygodni nie mieli wtedy szans wejść na te listy, albo
siedzieli w więzieniach.
Od wielu lat mam prawo wyborcze w Niemczech. Odkąd mieszkam w demokratycznym
kraju, zawsze uważałem za mój obowiązek pójść do wyborów. Apelują o to czołowe
partie, by w ten sposób nie dawać szans ugrupowaniom ekstremistycznym, takim
jak na przykład partie neonazistowskie, które w zachodnich krajach zdobywają
sobie coraz większe prawa. Nie odzwierciedla to czasem wcale ich rzeczywistej
pozycji w tych krajach, ale ich zwolennicy są bardzo aktywni i uczestniczą
masowo w wyborach. Do ostatnich wyborów w ogóle nie poszedłem, niezadowolony
ze stagnacji w tym kraju, coraz większego bezrobocia, z afer, w które
wmieszani są politycy, z korumpcji partii politycznych. Nie wiem, czy dobrze
zrobiłem i na następne wybory zapewne pójdę.
Pod koniec września w Polsce wybory do Parlamentu. Ty, jako młody człowiek też
powinieneś pójść do urny. Nie tylko z czystej ciekawości, albo podkreślenia
swojej dorosłości, ale przede wszystkim dlatego, żeby mieć samemu wpływ na
ustrój demokratyczny w Polsce. Być może nie jesteś zdecydowany, na kogo
chciałbyś głosować. Nie wiem, jak daleko jesteś politycznie zorientowany, albo
też zaangażowany. Może nie masz jeszcze wyrobionych poglądów na kogo chciałbyś
głosować, bo nie znasz programów poszczególnych partii. Jeżeli tak jest, to
chciałbym Cię przekonać do głosowania na Marka Nawarę, mojego przyjaciela,
którego niedawno miałeś okazję u mnie poznać. Jest on, jak wiesz, byłym
Marszałkiem Małopolski, typowany do Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia
Polski za zasługi dla samorzadu. Jest kandydatem bezpartyjnym do Senatu z
ramienia Wspólnoty Małopolskiej, której jest liderem.
Z Markiem Nawarą siedziałem razem w ławie szkolnej, aż do matury w 1975 roku.
Mogę o nim powiedzieć, że jest skromnym człowiekiem. Zawsze bardzo uczynny,
prawego charakteru, dużej pracowitości i niewygórowanych ambicjach. Jeżeli
wywarł on na Tobie pozytywne wrażenie, to może jest to człowiek, na którego
powinieneś oddać głos w nadchodzących wyborach.
Wspólnota Małopolska nie jest partią polityczną o ogólnopolskim zasięgu, ale
jest to regionalny komitet wyborczy w Małopolsce. Dlatego posiada utrudniony
dostęp do mediów. Jeżeli chcesz, poinformuj swoich kolegów i przyjaciół, że
Pan Marek Nawara startuje w tych wyborach. Jest to 12 okręg wyborczy, który
obejmuje miasto Kraków, oraz powiaty: chrzanowski, krakowski, miechowski,
myślenicki, olkuski, oświęcimski, suski, oraz wadowicki. Wspólnota Małopolska
ma też swoich kandydatów w okręgach wyborczych: podhalańskim i tarnowskim. W
podhalańskim jest to obecny wójt Mszany Dolnej - Tadeusz Palita, a w
tarnowskim były prezydent tego miasta – Roman Ciepiela.
Wspólnota Małopolska jest przeciwna nadmiernemu upartyjnianiu życia
publicznego, opowiada się za rozwojem regionalnym z uwzględnieniem społecznej
nauki Kościoła Katolickiego. Jej kandydaci do Senatu, to ludzie o dużych
doświadczeniach i sukcesach, znakomicie wpisani w region Małopolski, cieszący
się szacunkiem w swoich środowiskach, w swojej pracy kierujący się zasadami
służby publicznej.
Apeluję tutaj więc nie tylko do Ciebie, ale także do moich przyjaciół,
krewnych i znajomych. Głosujcie na Marka Nawarę i innych kandydatów Wspólnoty
Małopolskiej. Macie szansę, jako pierwsi w Polsce, mieć niepartyjną
reprezentację regionalną w Senacie Rzeczypospolitej Polskiej.
Oni potrzebują teraz Waszych głosów!
Ryszard Wielgos,
Krakowianin z urodzenia i serca
(Łukasz, siostrzeniec mojej żony, od października 2005 student UJ)