joseph.007
02.09.02, 11:36
www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,996426.html
W Krakowie wszyscy chyba już zdążyli się przyzwyczaić, że jak ktoś ma w domu
więcej niż trzy stare obrazy i wie o tym ktoś więcej niż jeden sąsiad. To
prędzej czy później ktoś mu je skroi. Regularnie co kilka tygodni prasa
donosi o kolejnych włamaniach, teraz znowu dwa, a do tego pies Marka Kurzyńca
się pokaleczył. Najcenniejszy obraz jaki mam w domu to reprodukcja
radzieckiej stacji kosmicznej Salut-6 nabyta w 1981 r. w Klubie MPiK w
Warszawie, tym niemniej wkurza mnie to, że Kraków - znany od dawna od tego,
że w co drugim mieszkaniu wiszą rozmaite Kossaki, Boznańskie i inne
Mehoffery - staje się powoli synonimem miasta złodziei obrazów. Jak to jest,
że policja chwyta ponoć co jakiś czas kolejne szajki, a kradnie się dalej tak
samo.